Lista wszystkich obiektów. Kliknij na jeden z nich, aby przejść do karty obiektu. Tematy umożliwiają selekcję eksponatów według kategorii pojęciowych. Po prawej stronie możesz zmienić ustawienie widoku listy.

Poniższe zestawienie ukazuje powiązanie między eksponatami w sposób niestandardowy. Punkty oznaczają eksponaty, a łączące je linie to powiązania między nimi według wybranych kategorii.

Wpisz daty krańcowe do okienek, aby wybrać interesujący Cię okres na osi czasu.

Wyświetlenia: 1298
(Głosy: 2)
Średnia ocena to 5.0 gwiazdek z 5.
Wydruk metryczki
Wydruk opisu

Dokument stanowi królewskie potwierdzenie wydanego rok wcześniej przez radę miejską miasta Koszyce statutu cechu wielkiego tego miasta, prezentowanego również na naszym portalu.

Więcej

Dokument stanowi królewskie potwierdzenie wydanego rok wcześniej przez radę miejską miasta Koszyce statutu cechu wielkiego tego miasta, prezentowanego również na naszym portalu. Dokument o takiej randze musiał być zatwierdzony przez króla, którym w owym czasie był Stefan Batory.
Pergamin z pieczęcią mniejszą koronną znacznie uszkodzoną, przywieszoną na sznurku z czerwonego, białego, niebieskiego i żółtego jedwabiu.

Opracowanie: Muzeum Ziemi Koszyckiej im. Stanisława Boducha, © wszystkie prawa zastrzeżone

Mniej

Koszyce, miasto królewskie

Koszyce były niegdyś miastem królewskim, przez które przechodziły ważne szlaki handlowe. Warto poznać długą i bogatą historię miejscowości, która odegrała również niebagatelną rolę w trakcie powstania styczniowego 1863 roku. To w jego wyniku utraciła też prawa miejskie, których już nigdy nie odzyskała.

Więcej

Pierwsze źródłowe informacje o Koszycach pochodzą z danych dotyczących świętopietrza z roku 1328, gdzie odnotowane jest: „Świętopietrze oddawane było wspólnie przez parafię Witów—Koszyce”.
Przełom w źródłach pisanych dotyczących miejscowości następuje w 1374 roku. W tym to roku nastąpiła lokacja miasta Koszyce na prawie magdeburskim dokonana przez Elżbietę Łokietkównę.
Nadanie miastu Koszyce prawa magdeburskiego oznaczało, że były już wcześniej rozwiniętym miastem. Wydany przez Elżbietę przywilej lokacyjny na prawie magdeburskim mógł być z jednej strony potwierdzeniem, z drugiej zaś — rozszerzeniem wcześniejszego aktu, którego nie znamy. Królowa Elżbieta, lokując Koszyce, ustanowiła cotygodniowe targi w poniedziałki. Po lokacji Koszyce stały się miastem królewskim, czyli państwowym.
Zaskakujący jest fakt, iż w 1421 roku, a więc 47 lat później, Koszyce otrzymały drugi akt lokacyjny na prawie magdeburskim, nadany przez Władysława Jagiełłę. Trudno dziś jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego Koszyce otrzymały dwa akty lokacyjne na prawie magdeburskim. Uwzględniane są dwie wersje. Pierwsza zakłada, że dokument z 1374 roku mógł zaginąć i należało go ponowić. Zgodnie z drugą wersją pierwszy akt lokacyjny nie był nadany przez głowę koronowaną, tylko przez regentkę, jaką była wówczas Elżbieta Łokietkówna, i konieczne było jego ponowienie przez króla.
W każdym razie w tym czasie nastąpił bardzo szybki rozwój Koszyc. Istotny wpływ, oprócz wprowadzonego prawa magdeburskiego sprzyjającego rozwojowi, miały na ten fakt przebiegające przez królewskie już miasto trzy szlaki handlowe: tak zwany trakt królewski Kraków—Sandomierz, trakt kijowski Kraków—Sandomierz—Lublin—Kijów oraz szlak rzeczny wzdłuż Wisły (w miejscowości Morsko obok Koszyc znajdował się piąty co do wielkości port rzeczny, skąd spławiano sól z Bochni, zboże i drewno).
Koszyce jako miasto posiadały herb, rynek oraz ratusz. Herb był elementem prawno-ustrojowym miasta i figurował na jego pieczęci. Nie są znane procedura i data nadania herbów. Według prof. M. Gumowskiego, Koszyce posiadały dwa herby. Pierwszym były dwa koszyczki na niebieskim polu. W drugim herbie na niebieskim polu umieszczona jest postać św. Stanisława z Szczepanowa w złocistych szatach — i ten typ znaku tożsamościowego miasta pojawia się na prezentowanej na portalu pieczęci.
W początkowym okresie po wprowadzeniu prawa magdeburskiego władzę w imieniu króla sprawował mianowany wójt. Źródła z 1382 roku mówią, że władzę w Koszycach sprawował wójt Paweł, a z 1412 roku wymieniają Wojciecha, sołtysa z Jawiszowic, który pełnił funkcję ławnika. Wraz z rozwojem miasta pojawili się rajcowie. Pierwsza informacja o koszyckich rajcach pochodzi z 1399 roku. Z biegiem czasu władza wójta została zastąpiona władzą burmistrza i rady miasta, której uprawnienia były bardzo duże. Mogła ona między innymi uchwalać statuty dla cechów, jak na przykład prezentowany przez nas statut cechu wielkiego w Koszycach, które później musiał zatwierdzić jeszcze król.
Koszyce należały do miast o obliczu rzemieślniczo-handlowym. Według rejestru z końca XVII wieku w mieście było 70 rzemieślników, 12 przekupniów, a 46 osób zajmowało się rolnictwem. Dla porównania, w tym czasie w Proszowicach było 56 rzemieślników. Świadczy to o szybkim rozwoju Koszyc, które posiadały też własną miarę, tj. 1 korzec koszycki równy ¼ korca krakowskiego.
Od XVII wieku następuje zmierzch miast Małopolski, w tym i Koszyc. Przychodzą rozbiory, wojny napoleońskie (Koszyce były w granicach Księstwa Warszawskiego) i ważne dla Koszyc powstanie styczniowe 1863 roku. Miasto stało się wówczas terenem przepraw oddziałów i przerzutów broni, a mieszkańcy — sprzymierzeńcami powstańców. Po stłumieniu powstania rozpoczęły się dotkliwe represje ze strony cara, który — poprzez Komitet Urządzający Królestwa — 1 czerwca 1868 roku odebrał Koszycom i kilkudziesięciu innym miastom prawa miejskie. Jak na razie, bezpowrotnie.

Opracowanie: Muzeum Ziemi Koszyckiej im. Stanisława Boducha, Redakcja WMM, © wszystkie prawa zastrzeżone

Zobacz pieczęć miasta Koszyce w kolekcji Wirtualnych Muzeów Małopolski.

Mniej

Cechy

Podstawowym celem istnienia cechów było zapewnienie wyłączności na terenie miasta do wykonywania rzemiosła osobom zrzeszonym (rzemieślników, którzy oferowali swoje usługi poza cechami, nazywano partaczami). Rola cechów nie ograniczała się jednak do funkcji administracyjnych...

Więcej

Podstawowym celem istnienia cechów było zapewnienie wyłączności na terenie miasta do wykonywania rzemiosła osobom zrzeszonym (rzemieślników, którzy oferowali swoje usługi poza cechami, nazywano partaczami). Rola cechów nie ograniczała się jednak do funkcji administracyjnych (reprezentowanie przed władzami miasta, dbanie o podnoszenie kwalifikacji, zapewnienie standardów wykonania, dbanie o równe możliwości zbytu przez ograniczenia produkcji i sprzedaży); organizacje pełniły także funkcje religijne i kulturotwórcze.
Cechy były pierwszą instancją sądowniczą rozstrzygającą wszelkie spory pomiędzy rzemieślnikami. W przypadku bójek, hazardu, sporów związanych z długami czy pracą poza cechami (partaczenie) cechy wymierzały karę grzywny, płaconą zwykle w świecach lub wosku.
Organizacje cechowe (choć dziś nazywają się nieco inaczej) funkcjonują nadal (przykładem może być Związek Artystów Scen Polskich).
Dawniej przynależność rzemieślników do cechów była obowiązkowa, dziś stowarzyszenia cechowe zachęcają jedynie do dobrowolnego zrzeszania się, bo dzięki temu „zakład zyskuje prestiż, a rzemieślnik nie czuje się w branży osamotniony”. Co jest szczególnie istotne w sytuacji ginących zawodów.
Mechanizacja wielu zawodów, które wcześniej wykonywane były ręcznie w warsztatach, doprowadziła do zmarginalizowania roli cechów, a także zaniku wielu cechowych rytuałów i celebracji.
Cechy, które funkcjonują do dziś (w strukturach Związku Rzemiosła Polskiego zarejestrowanych jest 479 cechów), pełnią funkcje porozumiewawcze — rozstrzygają spory zaistniałe pomiędzy klientem a rzemieślnikiem, jego członkowie zasiadają w komisjach, przed którymi młodzi adepci sztuki zdają egzaminy mistrzowskie, otrzymując tytuł mistrza lub czeladnika.
Działalność cechów nie ograniczała się tylko do spraw administracyjno-zawodowych. Schadzki cechowe, a także rytuały ingerowały także w sferę ducha cechowych braci. Każdy z członków stowarzyszenia był zobowiązany do uczestniczenia w obrzędach i uroczystościach religijnych (mszach, procesjach Bożego Ciała).
Często udział w uroczystościach stawał się okazją do pokazania innym zasobności i majętności danego stowarzyszenia (eksponowano haftowane złotą nicią proporce).
Szczególnie celebrowano uroczystości żałobne po śmierci któregoś z cechowych braci.
Członkowie cechów fundowali także ołtarze, w których umieszczali cenne precjoza, traktując je jako rodzaj skarbca zabezpieczającego przez kradzieżą.
Wśród wyposażenia cechów znajdowały się narzędzia kar, zwane również dobrymi radami.

Opracowanie: Redakcja WMM,
Licencja Creative Commons

 Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.

Zobacz obiekty należące do cechów w zbiorach Wirtualnych Muzeów Małopolski:
Skrzynia cechu krawców i cechów pokrewnych z Kęt
Krzyż cechu krawców w Kętach
Pieczęć cechu sukienniczego
Obesłanie cechu wielkiego (zespolonego) w Tarnowie
Wilkom krakowskiego cechu mieczników
Rękopis „Statut cechu szewskiego”

Przeczytaj więcej o skrzyniach cechowych.

Mniej

Co oznacza skrót IHS?

Odpowiedzieć na pytanie postawione w tytule można bardzo prosto: to skrót od imienia Jezus – tak zwany Chrystogram, czyli monogram Chrystusa. Grecki zapis imienia: ΙΗΣΟΥΣ, skrócony do ΙΗΣ, przy użyciu łacińskiego alfabetu zamienił się w IHS. Z kolei od greckiej formy słowa „Chrystus” (ΧΡΙΣΤΟΣ) powstał symbol łączący litery X i P, a także skrót XPI.
Posługiwano się nim już w czasach wczesnochrześcijańskich – bo też w ogóle pomysł skracania wyrazów jest zakorzeniony w starożytności. W sztuce chrześcijańskiej monogram Chrystusa funkcjonował także jako element dekoracyjny o sakralnym znaczeniu. Jednym z najciekawszych – moim zdaniem – przykładów jest karta ze słynnego iroszkockiego rękopisu z początków IX wieku, zwanego Księgą z Kells. Litery XPI zostały tu wplecione w taki gąszcz szalonej, plecionkowej ornamentyki, że na pierwszy rzut oka trudno je w ogóle dostrzec!

Więcej

Odpowiedzieć na pytanie postawione w tytule można bardzo prosto: to skrót od imienia Jezus – tak zwany Chrystogram, czyli monogram Chrystusa. Grecki zapis imienia: ΙΗΣΟΥΣ, skrócony do ΙΗΣ, przy użyciu łacińskiego alfabetu zamienił się w IHS. Z kolei od greckiej formy słowa „Chrystus” (ΧΡΙΣΤΟΣ) powstał symbol łączący litery X i P, a także skrót XPI.

Chrystogram, płaskorzeźba z sarkofagu z IV wieku, Muzea Watykańskie.
Wikimedia Commons
, fot. Jebulon, domena publiczna


Posługiwano się nim już w czasach wczesnochrześcijańskich – bo też w ogóle pomysł skracania wyrazów jest zakorzeniony w starożytności. W sztuce chrześcijańskiej monogram Chrystusa funkcjonował także jako element dekoracyjny o sakralnym znaczeniu. Jednym z najciekawszych – moim zdaniem – przykładów jest karta ze słynnego iroszkockiego rękopisu z początków IX wieku, zwanego Księgą z Kells. Litery XPI zostały tu wplecione w taki gąszcz szalonej, plecionkowej ornamentyki, że na pierwszy rzut oka trudno je w ogóle dostrzec! Największą część karty zajmuje asymetryczne X, pod którym zostało umieszczone P z wplecionym w środek I:

Karta 34. z Księgi z Kells, ok. 800, Trinity College Library w Dublinie, MS 58. Wikimedia Commons


Pytanie o znaczenie Chrystogramu możemy potraktować jako punkt wyjścia do rozważań o koncepcji stosowania skrótów w ogóle. Niektóre z nich, choć wykształcone w starożytności oraz średniowieczu, są w powszechnym użytku do dzisiaj.

Czy zauważyliście, że często w czasie sądowych rozpraw (szczególnie w amerykańskich filmach i serialach) protokolant pisze na malutkiej maszynie, która drukuje zapis na wąskich paskach papieru? Te urządzenia to maszyny do stenotypii, czyli do szybkiego pisania w systemie stenograficznym. W dzisiejszych czasach dysponujemy co prawda technologią pozwalającą po prostu nagrywać głos, lecz wcześniej przez wiele stuleci bieżące protokołowanie dyskusji i obrad było możliwe w zasadzie tylko dzięki technikom skróconego zapisu. Ich początki sięgają starożytności – z greki sposoby szybkiego pisania nazwano trachygrafią, a pierwszy system stworzyć miał w I wieku p.n.e. Marek Tuliusz Tyron, wyzwoleniec, przyjaciel i sekretarz Cycerona. Tak zwane noty tyrońskie składały się zazwyczaj z dwóch znaków: głównego, wywodzącego się z początku danego wyrazu, oraz posiłkowego, oznaczającego odpowiednio odmienioną końcówkę. Z kilkuset znaków szybko zrobiło się kilka tysięcy, a w średniowieczu nawet kilkanaście tysięcy! Ostatecznie jednak w stałym użytku była jedynie dość niewielka grupa najbardziej popularnych znaków.

Większość powszechnie stosowanych skrótów była jednak po prostu abrewiaturami, czyli nie w całości zapisanymi wyrazami. Zasadniczo opcje były dwie: kontrakcja lub suspensja. Takie metody skracania są zresztą stosowane do dziś. Kontrakcja polega na tym, że pomija się środkowe litery wyrazu: znakomitym przykładem jest skrót mgr oznaczający „magister”, albo dr zamiast „doktor”. Ponieważ skrót kończy się ostatnią literą słowa, w języku polskim nie dajemy na końcu kropki; ponadto końcówka zachowuje formę fleksyjną (odmieniamy zatem: dra, mgra). Tymczasem suspensja to odcięcie końcówki i zastąpienie jej kropką: tak skraca się na przykład słowo „profesor” (prof.) – z braku końcówki takiego skrótu nie odmieniamy.

Stosowanie skrótów pozwalało oszczędzić miejsce, co mogło mieć znaczenie na przykład w przypadku inskrypcji na przedmiotach lub budynkach, ale przede wszystkim ułatwiało szybkie pisanie. Ten aspekt był szczególnie istotny przy sporządzaniu protokołów, dokumentów prawnych czy też spisywaniu rachunków. Do takich celów stosowano pismo kursywne.

Akt erekcyjny króla Kazimierza Wielkiego z 4 października 1358 roku, Muzeum Niepołomickie — Zamek Królewski w Niepołomicach.
Digitalizacja: RPD MIK, domena publiczna


My dzisiaj najczęściej uważamy, że kursywa to pismo pochylone – historycznie jednak była po prostu pismem pospiesznym, a jego nazwa wywodzi się od łacińskiego czasownika curro (łac. biegnę, spieszę się, pędzę). W każdej epoce funkcjonowały pisma kursywne, najczęściej stosowane w kancelariach – dokumenty, listy i księgi spisane kursywą bywają trudne do odczytania, ponieważ owo pospieszne pismo charakteryzowało się niedbałością oraz stosowaniem dużej ilości skrótów. Od czasu do czasu zresztą władcy robili porządek w swoich kancelariach i wymuszali zmiany w kwestii używanego przez skrybów pisma. Najsłynniejszą reformą było wprowadzenie przez Karola Wielkiego czytelnego pisma zwanego minuskułą karolińską, z założeniem, że pisane nią teksty mają stosować jedynie niewielką ilość ustalonych i ściśle kontrolowanych skrótów. A jednak tak zwana młodsza rzymska kursywa (powszechnie stosowana w cesarstwie od III wieku, następczyni starszej rzymskiej kursywy) w Italii występowała nawet do XII stulecia. W końcu w 1231 roku Fryderyk Barbarossa zabronił jej stosowania, bo naprawdę było to pismo momentami niemal nieczytelne.

Fragment papirusu berlińskiego z zapisem starszą rzymską kursywą, datowanego między 41 a 54,
wg: F. Steffens, Lateinische Palaeographie, taf. 101, ed. 1906. Wikimedia Commons


Wielką oszczędnością miejsca były również tak zwane ligatury, czyli powiązanie kilku liter w jeden znak. W średniowieczu stosowano wiele rozmaitych ligatur, a niektóre z nich pozostały w użytku do dziś. Znakomitym przykładem jest stosowany w języku niemieckim znak ß, zastępujący zdwojone „s” – wydawać by się mogło, że jego forma powstała z zestawienia „s” długiego (które przypominało literę f) oraz „s” krótkiego. Tymczasem nazwa tej ligatury, czyli „Eszett”, wskazuje na to, że pierwotnie była ona połączeniem liter „s” i „z” – i faktycznie, na przykład w tekstach staropolskich pisanych pismami gotyckimi, ta właśnie ligatura zastępowała obecny w naszym języku dwuznak „sz”.

Trzeba jednak przyznać, że mistrzami ligatur w średniowieczu byli papieże: zdołali oni skleić w jedną wielką ligaturę całe dwa słowa: bene valete. Była to forma życzenia – „pozostawajcie w dobrym zdrowiu” – powszechnie używana w kancelarii papieskiej od XI wieku, najczęściej na uroczystych bullach papieskich nadających rozmaite przywileje.

Ligatura z papieskiego dokumentu Innocentego II z 1134 roku, Landesarchiv Speyer (Spira).
Wikimedia Commons


Niewątpliwie najpopularniejszą stosowaną do dziś ligaturą jest & – znak ten wywodzi się z połączenia liter „e” oraz „t” – czyli oznacza spójnik „i” (łac. et). Stosowanie ligatury ma oczywiście sens tylko w tych językach, w których spójnik ten jest słowem składającym się z co najmniej dwóch liter, a szczególnie – z trzech (jak w angielskim – and albo niemieckim – und). Po polsku zastępowanie litery „i” znakiem & jest kompletnie bez sensu – akurat w naszym języku spójnik ten wyrażony jest najwęższą literą, nie ma zatem potrzeby aby zastępować ją skrótem!

Potwierdzenie statutu Cechu Wielkiego w Koszycach wydane przez Stefana Batorego, 1578,
Muzeum Ziemi Koszyckiej im. Stanisława Boducha. Digitalizacja: RPD MIK, domena publiczna

 

Na koniec trzeba zwrócić uwagę na jeden z najbardziej intrygujących znaków, szczególnie wobec jego współczesnej popularności, a mianowicie: @. Po polsku nazywa się to małpa, po czesku – zavináč, a po angielsku at. To ostatnie wydaje się najsensowniejsze (choć czeski „zawijacz” też jest uroczy), gdyż rzeczywiście może to być ligatura łacińskiego ad („d” w średniowieczu zapisywano z laseczką pochyloną lub nawet zawijającą się w lewo). W przypadku zapisu adresu mailowego angielskie at czy też łacińskie ad tłumaczy się bardzo dobrze: kowalski@gmail.com oznacza po prostu konto osobiste Kowalskiego NA serwerze gmail.com. Szkopuł w tym, że najstarsze zachowane przykłady zastosowania tego znaku mają inne (i zupełnie różne) znaczenia: w czternastowiecznym rękopisie Kroniki Manassesa (Konstantyn Manasses był pisarzem i poetą bizantyńskim, żyjącym w XII wieku) pojawia się on jako inicjał w słowie amen, zaś w aragońskiej księdze rachunkowej z XV wieku symbolizuje jednostkę wagi zwaną arroba (w zapisie dotyczącym transportu określonej ilości zboża).

Fot. wg: Ivan Duichev, Miniatyurite na Manasievata letopis [Миниатюрите на Манасиевата летопис]
Sofia 1962. Wikimedia Commons


Tak czy inaczej, można te paleograficzne dywagacje podsumować moim ulubionym stwierdzeniem: wszystko już było w średniowieczu! A gdybyśmy byli ówczesnymi skrybami, ślęczącymi przez długie godziny nad przepisywaniem ksiąg, marznącymi w niedogrzanym klasztornym skryptorium, to także zapewne szukalibyśmy możliwości, aby tekst maksymalnie skrócić i jak najszybciej przepisać. W bardzo wielu średniowiecznych rękopisach na przestrzeni całego średniowiecza (co najmniej od początków VII wieku) znajdziemy dwuwiersz, który w najpopularniejszej wersji brzmi: Qui nescit scribere, nullum putat esse laborem, quia quo tres digiti scribunt, totus corpus laborat („Ten, kto nie potrafi pisać, sądzi, że to żadna praca, lecz choć trzy palce piszą, całe ciało pracuje”). Każdy skrót przyspieszający zakończenie takiej pracy był dla skryby prawdziwym błogosławieństwem.

Opracowanie: dr Magdalena Łanuszka
Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.

dr Magdalena Łanuszka – absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, doktor historii sztuki, mediewistka. Ma na koncie współpracę z różnymi instytucjami: w zakresie dydaktyki (wykłady m.in. dla Uniwersytetu Jagiellońskiego, Akademii Dziedzictwa, licznych Uniwersytetów Trzeciego Wieku), pracy badawczej (m.in. dla University of Glasgow, Polskiej Akademii Umiejętności) oraz popularyzatorskiej (m.in. dla Archiwów Państwowych, Narodowego Instytutu Muzealnictwa i Ochrony Zbiorów, Biblioteki Narodowej, Radia Kraków, Tygodnika Powszechnego). W Międzynarodowym Centrum Kultury w Krakowie administruje serwisem Art and Heritage in Central Europe oraz prowadzi lokalną redakcję RIHA Journal. Autorka bloga o poszukiwaniu ciekawostek w sztuce: www.posztukiwania.pl.

Pozostałe teksty Magdaleny Łanuszki na portalu:

Modlitwa Chrystusa w Ogrójcu w realizacji Wita Stwosza
Niezwykły program dekoracji kielicha z kolekcji Muzeum Archidiecezjalnego w Krakowie
Winne opowieści – część pierwsza
Winne opowieści – część druga
Smoki w sztuce średniowiecznej: profanum
Smoki w sztuce średniowiecznej: sacrum
Średniowieczna miłość cudzołożna
Średniowieczne kobiety fatalne
Zmartwychwstanie w sztuce średniowiecznej

Mniej

Potwierdzenie statutu Cechu Wielkiego w Koszycach wydane przez Stefana Batorego

Zdjęcia

Powiązania

Gra


Ostatnie komentarze:

Dodaj komentarz: