Lista wszystkich obiektów. Kliknij na jeden z nich, aby przejść do karty obiektu. Tematy umożliwiają selekcję eksponatów według kategorii pojęciowych. Po prawej stronie możesz zmienić ustawienie widoku listy.

Poniższe zestawienie ukazuje powiązanie między eksponatami w sposób niestandardowy. Punkty oznaczają eksponaty, a łączące je linie to powiązania między nimi według wybranych kategorii.

Wpisz daty krańcowe do okienek, aby wybrać interesujący Cię okres na osi czasu.

Wyświetlenia: 323
(Głosy: 1)
Średnia ocena to 5.0 gwiazdek z 5.
Wydruk metryczki
Wydruk opisu

W tradycji kultury węże stanowią groźny i potężny symbol pierwotnych sił kosmicznych; są reprezentantami chaosu i śmierci. Niejednokrotnie były też obiektem kultu: dla starożytnych Egipcjan symbolizowały moc władania życiem i śmiercią, ozdabiały koronę faraonów; Grecy uznawali je za ucieleśnienie bóstw chtonicznych, a ze względu na zrzucaną corocznie skórę przydali je jako atrybut Asklepiosowi w roli symbolu życia, zdrowia i odrodzenia. Rzymianie hodowali węże w domach, widząc w nich strażników ogniska domowego i rodziny; Aztekowie uczynili zaś pierzastego węża – Quetzalcoatla – współtwórcą świata, bogiem wiatru i ziemi. Również w bliższych nam rejonach kwitł pierwotny kult węży – przykładem może być plemię Krakowiaków z prawego brzegu Wisły. Kultura judeochrześcijańska węże oceniała natomiast raczej negatywnie: w historii Adama i Ewy stały się one stworzeniami przeklętymi; starotestamentowy Bóg zsyłał je na Izraelitów jako karę, by potem za pośrednictwem Mojżesza posłać im na ratunek też węża, tyle że miedzianego.

Więcej

W tradycji kultury węże stanowią groźny i potężny symbol pierwotnych sił kosmicznych; są reprezentantami chaosu i śmierci. Niejednokrotnie były też obiektem kultu: dla starożytnych Egipcjan symbolizowały moc władania życiem i śmiercią, ozdabiały koronę faraonów; Grecy uznawali je za ucieleśnienie bóstw chtonicznych, a ze względu na zrzucaną corocznie skórę przydali je jako atrybut Asklepiosowi w roli symbolu życia, zdrowia i odrodzenia. Rzymianie hodowali węże w domach, widząc w nich strażników ogniska domowego i rodziny; Aztekowie uczynili zaś pierzastego węża – Quetzalcoatla – współtwórcą świata, bogiem wiatru i ziemi. Również w bliższych nam rejonach kwitł pierwotny kult węży – przykładem może być plemię Krakowiaków z prawego brzegu Wisły. Kultura judeochrześcijańska węże oceniała natomiast raczej negatywnie: w historii Adama i Ewy stały się one stworzeniami przeklętymi; starotestamentowy Bóg zsyłał je na Izraelitów jako karę, by potem za pośrednictwem Mojżesza posłać im na ratunek też węża, tyle że miedzianego. Chrześcijanie dostrzegali w wężu ucieleśnienie złej mocy, szatana, utożsamiając z wężem jego zwolenników. Uznawali go również za symbol grzechu, zepsucia, podstępu i oszczerstwa: obrazuje to siódmy krąg piekła w Boskiej komedii Dantego, pisany dla złodziei kąsanych przez potworne węże oraz złoczyńców przemieniających się w gady.

Bestia Maurycego Gomulickiego staje się współczesną interpretacją owych niejednoznacznych konotacji. Forma i kolorystyka obiektu jest jednak zdecydowanie odmienna od postaci węży zapisanych w historii sztuki. Daleko jej do dynamicznych wężowych splotów ze słynnej antycznej Grupy Laokoona czy ich malarskiej interpretacji z obrazu El Greca (Śmierć Laokoona, 1610–1614); nie przypomina także dramatycznie wijących się, przerażających węży wyrastających z głowy Meduzy na płótnie Caravaggia z Galerii Uffizi (Głowa Meduzy, 1596) czy gigantycznego cielska zabijającego mężczyznę na jednym z pejzaży Nicolasa Poussina (Pejzaż z mężczyzną zabitym przez węża, 1648). Wąż Gomulickiego odróżnia się również od dekoracyjnych wężowych kształtów wdzięcznie oplatających się wokół drzewa, pod którym umieszczano figury Adama i Ewy w romańskich i w gotyckich portalach bądź tympanonach. Nie ma też wiele wspólnego z gibkimi sylwetkami z obrazów Lucasa Cranacha Starszego (m. in.: Adam i Ewa, ok. 1510, Muzeum Narodowe w Warszawie; Adam i Ewa, 1531, Gemäldegalerie w Dreźnie, Adam i Ewa, 1533, Staatlichen Museen w Berlinie).

Fluorescencyjnie żółta Bestia zdecydowanie wybija się na tle wężowego imaginarium utrwalonego przez artystyczną tradycję. Przywodzi raczej na myśl egzotyczne, tropikalne klimaty. Jej obłe kształty sugerują pierwotne, falliczne konteksty, nawiązujące do obrzędów płodności powiązanych z ziemią. Wąż Gomulickiego jest grzeszny i zmysłowy, a zarazem pozbawiony przypisywanej mu tradycyjnie grozy. Nie jest jednak wyzuty z pewnej jadowitości – swoją jaskrawą kolorystyką i bezpretensjonalnym usytuowaniem na poziomie ziemi atakuje konserwatywny Kraków i jego nobliwą przestrzeń miejską, preferującą rzeźby monumentalne. Wślizguje się pomiędzy umieszczone na piedestałach kompozycje upamiętniające Grottgera, Matejkę, Jadwigę i Jagiełłę czy Lillę Wenedę na krakowskich Plantach, nieco od niechcenia zadając pytanie o cel i formę współczesnych pomników.

Opracowanie: Anna Lebensztejn, Galeria Sztuki Współczesnej Bunkier Sztuki, Licencja Creative Commons

Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.

Kraków to jedno z najstarszych i niewątpliwie najatrakcyjniejszych turystycznie miast w Polsce. Tonie jednak w sepii, ad infinitum celebrując swą przeszłość, a momentami wręcz popadając w pułapkę staroświeckości. Chwilami sam już nie wiem, skąd dalej do Brazylii: od warszawskich szarości czy od krakowskich brązów? Tak się składa, że oba nasze miasta mają swoje historyczne „maskotki” – swoiste bestiarium: Warszawa cieszy się własną, grzecznie cycatą, niegdyś dwu-ogoniastą, syrenką, a Kraków smokiem. Wawelska maszkara wydaje się jednak stosunkowo mało wyeksploatowana pod względem swojego potencjału zmysłowego. Mamy rosochatego metalowego stwora, który bawi przechodniów, strasząc bezpiecznym gazowym płomieniem, z zegarową regularnością dobywającym mu się z trzewi, mamy jedną czy drugą konwencjonalną pamiątkę i urocze książki Pagaczewskiego. Gdzie jednak skrzące się w słońcu tęczowe łuski, gdzie gibkie jaszczurze ciało? Pytam jako człowiek spragniony ostentacyjnych manifestacji piękna. Może jedynie Wawrzeniecki (uczeń Matejki) podjął wyzwanie, malując para-erotyczne „ofiary smokowi”, ale to też już historia, w dodatku mocno wyblakła. Dysponując takim kontekstem, pozwoliłem sobie na małą tropikalną kontrabandę. Ponieważ mam słabość do form syntetycznych, zdecydowałem się na węża. Symboliczny, seksualny kontekst nie był tu bez znaczenia. Od lat fascynuję się minimalistyczną polską rzeźbą kameralną z przełomu lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. Najważniejsze fabryki porcelany mamy jak wiadomo na Śląsku i w świętokrzyskim – Ćmielów, Chodzież, Wawel to nazwy znane wszystkim kolekcjonerom. W zeszłym roku miałem satysfakcję zrealizować swoje kolejne marzenie i wyprodukować serię porcelanowych żmijek odwołujących się do IWP-owskiej tradycji. Zrobiłem miniaturki, przyszedł czas na przeskalowanie – mam nadzieję, że moja bestia, wijąc się po Plantach i jarząc cytrynowym pigmentem, obudzi grzeszne myśli. Tym bardziej, że kolejną zimę stulecia mamy już za sobą.

Maurycy Gomulicki, Mexico City, 11.04.2013

 

Maurycy Gomulicki (ur. 1969) – grafik, fotograf, autor obiektów, instalacji i krótkich form filmowych, kolekcjoner, antropolog kultury popularnej. Absolwent Wydziału Grafiki na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie (1992), studiował także na Universitat de Barcelona (1992–1993), w Nuova Accademia di Belle Arti w Mediolanie (1994), a także w Centro Multimedia del Centro Nacional de las Artes w Meksyku (1997–1998). Autor wystaw indywidualnych, m. in. Pink Not Dead! (Garash Galeria, Mexico City / Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski, Warszawa, 2006), Bibliophilia (MOCAK, Kraków, 2011) Kwiat Paproci (Arsenał, Białystok, 2011), Sanktuarium (Królikarnia, Warszawa, 2011), Widmo (Cité Administrative, Bruksela, 2011) i Diamonds Are Forever (Arsenał, Poznań / Biblioteka Narodowa, Warszawa, 2011), Nightflight to Venus (Galeria LETO, Warszawa, 2017). Brał również udział w wielu wystawach zbiorowych, m.in.: Nowe terytorium ekspresji (Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski, Warszawa, 1997), ABC DF – Palabras de la ciudad (Bellas Artes, Mexico City, 2002), Uroki władzy (BWA Arsenał, Poznań, 2009), Oh No! Not Sex and Death Again. Ikonografia cielesności (Państwowa Galeria Sztuki, Sopot, 2010), Trzy róże (Lubelskie Towarzystwo Zachęty Sztuk Pięknych, Lublin, 2011), Zbiory wspólne (Galeria Arsenał, Białystok, 2014). Zrealizował szereg obiektów w przestrzeni publicznej, m.in.: Światłotrysk (Warszawa, 2009), Color Cube (Wrocław, 2010), Obelisk (Poznań 2010), Widmo (Bruksela, 2011), Fantom (Lublin, 2011), Totem (Open’er, Gdynia, 2012), Melancholia (Tarnów, 2013), Muchomory (Kraków 2014), El-Iksir (Elbląg, 2014), Ślizg (Warszawa, 2015), Fryga (Szczecin, 2015), Living Sugar (Poznań, 2016) i Kalina (Warszawa, 2016). Mieszka i pracuje w Warszawie oraz w stolicy Meksyku.

Materiały dodatkowe:

Karta pracy dla nauczycieli

Publikacja Centrum Edukacji Obywatelskiej Przepis na edukację kulturalną

Mniej

Kolekcja specjalnej troski. O opiece konserwatorskiej nad dziełami sztuki współczesnej

Czy sztuce współczesnej potrzebny jest konserwator, skoro jest ona nowa? Dostępność coraz doskonalszych materiałów artystycznych potencjalnie powinna przekładać się na trwałość dzieł sztuki, stopniowo eliminując potrzebę poddawania ich zabiegom konserwacji. Wystarczyłoby wtedy objąć je tak zwaną konserwacją prewencyjną, która polega na zapewnieniu odpowiednich warunków przechowywania i zapobiega zniszczeniom oraz niepożądanym zmianom. Takie rozumowanie nie do końca przystaje jednak do dzieł sztuki współczesnej, które tylko w nielicznych przypadkach bazują na niezawodnych technologiach i profesjonalnych materiałach zaopatrzonych w atesty stabilności.

Więcej

Czy sztuce współczesnej potrzebny jest konserwator, skoro jest ona nowa? Dostępność coraz doskonalszych materiałów artystycznych potencjalnie powinna przekładać się na trwałość dzieł sztuki, stopniowo eliminując potrzebę poddawania ich zabiegom konserwacji. Wystarczyłoby wtedy objąć je tak zwaną konserwacją prewencyjną, która polega na zapewnieniu odpowiednich warunków przechowywania i zapobiega zniszczeniom oraz niepożądanym zmianom. Takie rozumowanie nie do końca przystaje jednak do dzieł sztuki współczesnej, które tylko w nielicznych przypadkach bazują na niezawodnych technologiach i profesjonalnych materiałach zaopatrzonych w atesty stabilności. Reprezentują one raczej przekrój tego, co aktualnie znajduje się w zasięgu ręki artysty, począwszy od wszelkiego rodzaju tworzyw (niekoniecznie dedykowanych artystycznemu zastosowaniu), przez przedmioty produkowane masowo i najnowsze wynalazki techniki, po materię naturalną, a nawet żywe organizmy. Mineralna substancja fotoluminescencyjna, zestaw kosmetyków, skrypt wirtualnego diagramu czy wypchane zwierzęta – to nieliczne przykłady materii, z jaką pracują współcześni artyści i artystki, a które można odnaleźć w zasobach Galerii Bunkier Sztuki. Zachowanie tych oryginalnych i nierzadko złożonych kompozycji, których przemiany w dalszej perspektywie są trudne do przewidzenia, wymaga od ich opiekunów szczególnej uważności. Ekspertyza materiałoznawcza i poszukiwanie odpowiednich metod konserwacji stwarzają często potrzebę zaangażowania autorów i specjalistów w zakresie użytych środków i technologii.  

Dzieła, które powstały wczoraj, przed dekadą czy nawet kilkadziesiąt lat temu, i które wpisują się w artystyczną tendencję do eksperymentu, innowacji i łamania zastanych konwencji sztuki, odbiegają od obiektów sztuki klasycznej w jeszcze większym stopniu niż wskazywałyby na to zagadnienia czysto materiałowe. Niejednokrotnie nie przyjmują one formy przedmiotu. Często też nie są zaprojektowane, aby trwać w niezmiennym materialnym stanie. Współczesne realizacje artystyczne równie dobrze jak za pomocą obiektów wyrażają się za pośrednictwem procesów i zdarzeń, powtarzalnych bądź jednorazowych sytuacji. W takich przypadkach sam pomysł ich utrwalenia i uczynienia z nich części artystycznej kolekcji wydaje się przeczyć naturze tych dzieł, trwale wpisanych w określony moment i miejsce, rozgrywających się w czasie teraźniejszym.

Stworzenie tego rodzaju kolekcji, choć karkołomne, jest jednak inicjowane przez jednostki chcące gromadzić dzieła emblematyczne dla obecnych czasów. Dowodem tego są zbiory Bunkra Sztuki, wśród których nie brakuje przykładów zmiennych instalacji, artystycznych akcji, interwencji, procesów, projektów. Ich utrzymanie, realizowane z dbałością o utrzymanie przejściowego i sytuacyjnego charakteru sztuki, okazuje się wymagające. Wiąże się z przejęciem odpowiedzialności nie tylko za obiekty, lecz również za czynności pozwalające na ich prezentowanie w zgodzie z artystycznym zamysłem, a nawet za realizację artystycznych koncepcji. Opiekun bądź opiekunka tego rodzaju kolekcji musi odpowiedzieć sobie na podstawowe pytanie: czym właściwie są przedmioty znajdujące się w jego/jej gestii – dziełem, jego dokumentacją, pozostałością czy instrukcją wykonania? Oraz, jak – dysponując posiadanymi materiałami – może on/ona zapewnić przetrwanie autentycznego wyrazu dzieła?

Sprawowanie pieczy nad dziełami sztuki współczesnej wykracza daleko poza analizę materiałową, monitorowanie stanu zachowania, zapobieganie zniszczeniu i rekompensowanie ewentualnej straty. W równiej mierze co na fizykalnym poziomie dzieła koncentruje się ono na zagadnieniach natury koncepcyjnej. Pod lupę konserwatora i konserwatorski trafiają problemy dotyczące statusu, funkcji i wzajemnych relacji, jakie przewidziane są dla materialnych środków wykorzystanych, by urzeczywistnić artystyczne założenie. Czy stanowią one dzieło czy zapis minionej realizacji? Czy są jednostkowym tworem czy jednym z wielu możliwych wcieleń pomysłu? Czy służą biernej kontemplacji czy mają inicjować działania odbiorcy? Czy liczy się ich określony wygląd czy raczej proces uzyskiwany za ich udziałem? Rozpoznanie tych kwestii jest warunkiem tego, aby zapewnić odpowiednią ochronę dzieła. Pozwala określić, co właściwie w danym przypadku oznacza zniszczenie i strata, a także wybrać stosowny moment na podjęcie interwencji konserwatorskiej. Zarysowanie powierzchni rzeźby Maurycego Gomulickiego Bestia, która w plenerze staje się maskotką najmłodszych odbiorców, będzie uszkodzeniem drobnej skali. Podobna rysa na obrazie Tomasza Barana o jednolitej powierzchni barwnej, będzie już znaczącym uszczerbkiem.

Identyfikacja zniszczenia w przypadku dzieł współczesnych jest mało oczywista. Jak dowodzi przykład innego monochromatycznego obrazu z kolekcji Bunkra Sztuki, to, co mogłoby z pozoru się zniszczeniem wydawać, staje się niekiedy przedmiotem konserwatorskiej troski. Płótno, o którym mowa, stanowi część projektu Rewitalizacje zrealizowanego przez Wojciecha Gilewicza w Sanoku. Przez kilka tygodni zielony kwadrat z wyciętym centralnie otworem zastępował tam brakujące obramowanie ulicznego kwietnika. Powstałe w tym czasie skazy i zabrudzenia powierzchni stanowią istotny element dzieła. Są materialnym dowodem wcielenia w życie założeń artystycznego projektu, który polegał na poprawie wizerunku miasta i uzupełnieniu zdewastowanej tkanki miejskiej malarskimi atrapami. Usunięcie czy naprawa defektów byłaby wymazaniem istotnej historii obiektu, udokumentowanej również za pomocą filmu, który może towarzyszyć obrazowi w trakcie jego ekspozycji w galerii.

Naruszenie integralności dzieła tylko w niektórych przypadkach ma związek z uszkodzeniem jego substancji. Równie istotną sprawą jest zapewnienie mu poprawnej formy prezentacji, zgodnej z intencjami autora/autorki. Dlatego też znaczną część uwagi opiekunów i opiekunek sztuki współczesnej zajmuje problem pozyskiwania informacji o wzajemnych relacjach – przestrzennych i ideowych – pomiędzy elementami dzieła. W projektach artystycznych złożonych z wielu komponentów łatwo może dojść do ich opacznych zestawień. By temu zapobiegać, nie wystarczy dysponować wszystkimi potrzebnymi składnikami dzieła – niezbędna jest również instrukcja ich wykorzystania.

W zbiorach Bunkra Sztuki jednym z bardziej skomplikowanych przypadków jest praca Grupy Strupek Rakieta, zrealizowana pierwotnie jako spektakl artystyczny, a przekazana do kolekcji w formie bogatego zestawu materiałów, na który składają się szkice koncepcyjne, scenariusz, kostiumy, rekwizyty i dokumentacja fotograficzna. Ich aspekt użytkowy umożliwia dość swobodne powtarzanie przebiegu przedstawienia. Przy okazji bardziej statycznych pokazów uwydatnia się natomiast estetyczny wymiar artefaktów – praca przyjmuje wówczas formę instalacji, której kształt w zarysie określają wytyczne autorów.

W dwojakiej formie może zaistnieć również praca Jana Hoefta +48 XX XXX XXXX, będąca zarazem interwencją artystyczną w przestrzeni publicznej i jej przewrotną, na wpół fikcyjną dokumentacją. Galeria na stałe dysponuje wyłącznie elementami potrzebnymi do zaprezentowania drugiej z wymienionych wersji, które są kompilowane w ustaloną kompozycję na potrzeby każdej wystawy. Plenerowa postać pracy, której kilkumiesięczny pokaz na krakowskich Błoniach miał dotychczas miejsce jednokrotnie, zachowana jest wyłącznie w formie projektowej. Jest ona podstawą do przywrócenia pracy w tym samym kształcie – fabrycznie wyprodukowanej stalowej barierki z przewieszonym przez nią dzianinowym szalikiem z numerem telefonu. Szalik wykonuje się z założenia w wielu egzemplarzach, pozwalających na regularne uzupełnianie tego chętnie przywłaszczanego elementu pracy. Odtworzenie dzieła wymaga również uruchomienia infolinii, którą wskazuje napis na szaliku, a która inicjuje artystyczną intrygę zaplanowaną przez autora.

Przywołane przykłady zaznaczają wrażliwy obszar sztuki współczesnej. Istotnym elementem sprawowania pieczy nad dziełami jest bowiem samo ich pokazywanie. Bywa ono czynnością bardziej skomplikowaną niż wyjęcie obiektu z magazynu, by zawiesić go na ścianie lub ustawić na postumencie. Wystawa staje się często jedyną okazją pozwalającą zobaczyć dzieło w całości, ale też momentem, w którym najłatwiej o jego wypaczenie. Wiele projektów artystycznych stwarza potrzebę poskładania fizycznie niepołączonych ze sobą fragmentów, a nawet wykonania pewnych części zupełnie od nowa. Do opiekunów i opiekunek kolekcji należy nadzór nad poprawnym przebiegiem tych działań, a także decyzja o ewentualnym zniszczeniu dzieła po zakończonej ekspozycji. Dotyczy to przede wszystkim obiektów wielkogabarytowych, łatwych do odtworzenia i – tak jak w przypadku pracy Hoefta – nie wymagających uczestnictwa autorów przy kolejnych odsłonach pracy. Ich ponowne wyprodukowanie może okazać się bardziej roztropnym rozwiązaniem niż długotrwałe zapewnienie im odpowiednich warunków przechowywania.

Ta specyfika dzieł współczesnych powoduje, że podstawą i integralną częścią ochrony zasobów staje się skrupulatnie i metodycznie prowadzona dokumentacja. Z pomocą przychodzą też nowe techniki tworzenia wizualnych odwzorowań, w tym digitalizacja. Pozwalają one ze znakomitą precyzją i w pełnym przestrzennym wymiarze utrwalić fizyczne parametry dzieła. Ich użyteczność okazuje się nieoceniona w przypadku takich prac jak instalacja Valtki Horvat Balance Beam # 0715. W przypadku każdego pokazu wymaga ona dokładnego odtworzenia konfiguracji przedmiotów rozstawionych na drewnianej belce rozciągającej się pomiędzy dwoma krzesłami. Żadne narzędzie techniczne nie jest jednak w stanie oddać sensu powtarzania tej czynności. Polega ona bowiem na odszukaniu tytułowej równowagi w procesie układania kolejnych obłych i kulistych kształtów w odpowiedniej kolejności.

Dokumentacje, od których niejednokrotnie zależy możliwość zachowania projektów artystycznych, rzadko przypominają techniczną instrukcję, zawierającą spis prostych zadań do wykonania. Zdarza się (jak ma to miejsce w opisanym powyżej przypadku), że wprowadzają wymóg odegrania istotnych dla dzieła twórczych aktywności, w których zawarta jest pewna doza przypadku. Czasem pozostawiają też spory margines dowolności, zakładając potrzebę dostosowania pracy do danego miejsca i okoliczności. Przedmiotem ochrony staje się tu element swobody i elastyczności wpisany w artystyczny projekt. Jego utrwalenie za pomocą fotografii, filmu czy trójwymiarowej wizualizacji może prowadzić do nadmiernego przywiązania się do pojedynczego wizerunku dzieła. Sytuacji tej nie dopuszczają zaś takie prace jak Rakieta Grupy Strupek czy nawet formalnie prosta instalacja Tomasza Dobiszewskiego z cyklu Anegdoty. Ta ostatnia składa się z fotografii z przedstawieniem pustyni oraz cienia obserwującej ją postaci, który usypywany z piasku na podłodze (celowo bez użycia szablonu) za każdym razem wygląda nieco inaczej.

Nierzadkie są również dzieła, które wymykają się możliwości rejestracji. Do takich przypadków należą projekty nieustannie rozwijające się w czasie, czego przykładem może być druga z prac Wojciecha Gilewicza znajdujących się pod opieką Bunkra Sztuki. Obrazy 2002– to proces malarski realizowany na jedenastu podobraziach. Toczy się on dzięki zobowiązaniu się galerii do przemalowywania ich przynajmniej dwukrotnie każdego roku według przekazanych przez artystę wytycznych. Obrazy te same stają się własną dokumentacją, gromadząc na powierzchni kolejne warstwy malarskie. Główną troską o prawidłowe zachowanie dzieła jest zaś regularna kontynuacja malarskiej czynności.

Kolekcja sztuki współczesnej okazuje się pracochłonnym projektem. Opieka nad dziełami, które gromadzi się nie w formie obiektów, lecz zmiennych instalacji, interwencji i dziejących się akcji, nie ogranicza się do wyeliminowania fizycznych zagrożeń i przeciwdziałania niebezpiecznym incydentom. Przeradza się raczej w działanie ustawiczne, nierozerwalnie połączone z programem publicznego udostępniania dzieł sztuki. Bez zaangażowania aktywnie i świadomie prowadzonej kurateli znaczna część tego rodzaju kolekcji byłaby jedynie martwym i dość kuriozalnym zbiorem złożonym z instrukcji, dokumentacji, rekwizytów i reliktów, z którego niełatwo wyłuskać pojedyncze dzieła w ich pełnej okazałości. Pozbawione opieki dzieła tego rodzaju po prostu nie istnieją.

 

 

Opracowanie: Kinga Olesiejuk, Licencja Creative Commons
 

 Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.

Mniej

Maurycy Gomulicki, „Bestia”

Zdjęcia

Video

Powiązania

Gra

Zobacz też


Ostatnie komentarze:

Dodaj komentarz: