Blog

Entries with tag Biblia .

Winne opowieści – część druga

Pierwsza część mojej jesiennej opowieści o winie w sztuce dotyczyła kultury antycznej – tamten tekst zakończyłam stwierdzeniem, że choć chrześcijaństwo przyniosło winu świętą rolę, to niektóre historie starotestamentowe z winem w tle nie są pozbawione wydźwięku skandalu. Teraz nadszedł czas na część drugą: będzie o winie w Biblii oraz w sztuce sakralnej.

Opilstwo Noego

W 9. rozdziale Księgi Rodzaju możemy przeczytać, że po Potopie Noe, w którego arce przetrwali ludzie i zwierzęta, zabrał się za odrodzenie rolnictwa. Zasadził także pierwszą winnicę, a ponieważ żył wyjątkowo długo (jak mówi Biblia, aż 950 lat), to doczekał się całkiem przyzwoitego wina. Jako pionier winiarstwa nie wiedział jednak, jaki efekt przynosi nadużycie tego szlachetnego trunku. Pewnego razu, wypiwszy zbyt wiele, zasnął nagi w swym namiocie. Zobaczył go tam jego syn, Cham ojciec Kanaana, i poszedł powiedzieć braciom o kompromitującej sytuacji. Owi bracia Chama, Sem i Jafet, zachowali jednak szacunek do Noego: wzięli płaszcz, weszli do namiotu tyłem, aby nie patrzeć na nagość ojca, i przykryli go owym płaszczem. Gdy Noe się obudził i dowiedział, jak zachował się Cham, przeklął jego potomstwo, czyli Kanaana. Tak właśnie tradycja żydowska uzasadniała niższość Kananejczyków wobec Izraelitów. Scena pijaństwa Noego często pojawiała się w sztuce średniowiecznej i nowożytnej – znajdziemy ją chociażby na jednym z kapiteli nagrobka Kazimierza Jagiellończyka (Wit Stwosz, 1492, katedra na Wawelu) oraz w jednym z wawelskich arrasów (seria Dzieje Noego, warsztat Pietera van Aelsta młodszego, ok. 1550).

Opilstwo Noego, mozaika w katedrze w Monreale, Sycylia, lata 80. XII w.
Fot. Wikimedia Commons, domena publiczna


Lot i jego córki

Wyjątkowo skandalizująca biblijna historia z winem w tle pojawia się w rozdziale 19. Księgi Rodzaju, w ramach opowieści o zniszczeniu Sodomy i Gomory. Bóg wysłał aniołów do sprawiedliwego Lota, nakazując mu uciekać wraz z żoną i dwiema córkami z miasta, które miało zostać zniszczone z powodu występków jego mieszkańców. Mieszkający w Sodomie mężczyźni zażądali od Lota, aby wydał im swoich gości, by mogli z nimi „poswawolić”. Lot pragnąć ochronić przybyszów, zaproponował sąsiadom swoje dwie dziewicze córki, lecz Sodomici nie byli zainteresowani wdziękami niewiast. Ostatecznie Lot z żoną i córkami postąpił tak, jak nakazali mu aniołowie: uciekł, nie oglądając się za siebie. Małżonka Lota obejrzała się jednak i zamieniła się w słup soli. Sodoma oraz Gomora zostały przez Boga zniszczone – spadł na nie deszcz siarki i ognia.

Dwie córki Lota wraz ze swym ojcem zamieszkały w górach, chroniąc się w jaskini. Dziewczęta straciły w Sodomie swoich narzeczonych i zaczęły się obawiać, że nie uda im się znaleźć mężów i zostać matkami. Postanowiły zatem zawalczyć o macierzyństwo… wykorzystując swojego ojca! Upoiły go winem w dwie kolejne noce i uwiodły: najpierw starsza, a następnie młodsza. Jak mówi Biblia: „on nawet nie wiedział, kiedy się kładła i kiedy wstała. I tak obie córki Lota stały się brzemienne za sprawą swego ojca” (Rdz 19,35-36). Z tego kazirodczego występku narodzili się dwaj synowie Lota (będący zarazem jego wnukami!): Moab i Ben-Ammi, od których mieli wywodzić się Moabici i Ammonici. To kolejna opowieść usprawiedliwiająca niechęć Izraelitów do innych ludów.

Hendrik Goltzius, Lot z córkami, 1616, Rijksmuseum w Amsterdamie. Fot. Wikimedia Commons, domena publiczna


Symbol obfitości

Czy zastanawialiście się kiedyś, dlaczego Izraelici, opuściwszy egipską niewolę, aż czterdzieści lat wędrowali przez pustynię, zanim dotarli do Ziemi Obiecanej? W końcu kilkaset kilometrów pokonuje się piechotą raczej w kilka tygodni, a nie przez wiele lat… Otóż rzecz w tym, że Bóg specjalnie prowadził Izraelitów takim zygzakiem, aby w czasie podróży wymarło pokolenie wychowane w egipskiej niewoli. A wszystko zaczęło się od gigantycznego winnego grona.

Bóg obiecał Izraelitom ziemię Kanaan, a Mojżesz wysłał do niej zwiadowców. Powrócili oni z wielką obfitością owoców, na drągu przynieśli olbrzymie winogrona rosnące na winnym krzewie. Był to znak, że owa Ziemia Obiecana jest niezwykle urodzajna – niestety kraj ten był także zamieszkany, a żeby go zająć, trzeba by było najpierw go zdobyć. Zamiast zaufać Bogu i ruszyć do boju, Izraelici zaczęli się buntować i nawet rozważali powrót do Egiptu. Rozgniewany Bóg zdecydował, że nie zobaczą oni Ziemi Obiecanej: pomrą w czasie wieloletniej wędrówki na pustyni, a dopiero ich dzieci dotrą do celu. Pokolenie urodzone w niewoli nie potrafiłoby zbudować własnego, wolnego kraju.

Kielich z warsztatu Michaela Wissmara – detal: medalion z przedstawieniem zwiadowców powracających z winogronami, 1738, Wrocław, Muzeum Archidiecezjalne im. Kardynała Karola Wojtyły w Krakowie. Digitalizacja: RPD MIK, domena publiczna


Przedstawienie Izraelitów niosących olbrzymie winne grono pojawiało się w sztuce średniowiecznej oraz nowożytnej, nie tylko w malarstwie, ale także w dziełach złotniczych. Przykładem może być chociażby kielich z wrocławskiego warsztatu Michaela Wissmara z 1738 roku, przechowywany dzisiaj w Muzeum Archidiecezjalnym Kardynała Karola Wojtyły w Krakowie.

Przypowieści nowotestamentowe

Winiarstwo już w starożytności było jedną z najważniejszych gałęzi rolnictwa w regionach śródziemnomorskich, a niewykwalifikowani robotnicy znajdowali zatrudnienie głównie przy pracach sezonowych w winnicach. Dlatego właśnie Chrystus w swoich przypowieściach często odnosił się do winiarstwa, ubierając swe nauki w metafory zrozumiałe dla współczesnego, prostego odbiorcy. Zapowiadając swą mękę, opowiedział historię o tym, jak zbuntowani robotnicy zabili syna właściciela winnicy (Łk 20,9-19, Mt 21,33-46; Mk 12,1-12). Nauczając o bożym miłosierdziu i nagrodzie w Niebie, opowiedział o właścicielu winnicy, który na koniec dnia zapłacił po równo wszystkim robotnikom, niezależnie od tego, czy pracowali cały dzień, pół dnia, czy też tylko chwilę przed wieczorem (Mt 20,1-16). Ponadto w Ewangelii według świętego Jana Chrystus wprost powiedział: „Ja jestem krzewem winnym, wy – latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity” (J 15,5). Dlatego też owocująca winna latorośl funkcjonowała w sztuce sakralnej nie tylko w kontekście eucharystycznym, ale też szerzej – jako symbol Kościoła. Splątane gałązki z owocami winogron dekorowały nie tylko ołtarze czy kielichy liturgiczne, ale także, między innymi, ambony. Przykładem może być XVII-wieczna ambona z cerkwi we wsi Królowa Ruska, która ozdobiona została kolumienkami z winną latoroślą, umieszczonymi pomiędzy przedstawieniami Ojców Kościoła (pierwotnie składała się ona z trzech elementów: baldachimu z wizerunkiem Ducha Świętego, kosza oraz obudowy schodów z przedstawieniem zaprzęgu z prorokiem Eliaszem.

Ambona z wyobrażeniami Ojców Kościoła, 1685, Królowa Ruska, Muzeum Okręgowe w Nowym Sączu. Digitalizacja: RPD MIK, domena publiczna


Wino jako krew

W wielu religiach wino funkcjonowało w sakralnym kontekście ofiarnym, ale szczególną rolę przyjęło w chrześcijaństwie jako element Eucharystii. W teologii katolickiej w czasie mszy w wyniku przeistoczenia wino staje się krwią Chrystusa, zgodnie ze słowami, które wypowiedział on do swych uczniów w czasie Ostatniej Wieczerzy („to jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów" – Mt 26,28, a także Mk 14,24 i Łk 22,20). Eucharystyczną rolę wina najczęściej dostrzegamy właśnie w przedstawieniach Ostatniej Wieczerzy, choć wbrew powszechnej opinii nie wszystkie ilustracje tego wydarzenia koncentrują się na ustanowieniu Eucharystii.

Kielich z warsztatu Michaela Wissmara – detal: medalion ze sceną Ostatniej Wieczerzy, 1738, Wrocław, Muzeum Archidiecezjalne im. Kardynała Karola Wojtyły w Krakowie. Digitalizacja: RPD MIK, domena publiczna


W sztuce średniowiecznej i w początkach nowożytności artyści często ukazywali raczej moment, w którym Jezus zapowiada, że zostanie zdradzony, a jako zdrajcę wskazuje Judasza, podając mu kawałek chleba (J 13,21-30). W takich przedstawieniach Ostatniej Wieczerzy zdarzało się nawet, że na stole w ogóle nie ma tego jednego, najważniejszego kielicha. Najsłynniejszym, choć nie jedynym przykładem może tu być mediolańskie malowidło Leonarda da Vinci.

Leonardo da Vinci, Ostatnia Wieczerza, 1494–1498, Santa Maria delle Grazie w Mediolanie.
Fot. Wikimedia Commons, domena publiczna

Cud w Kanie

Trzeba jednak podkreślić, że związek Chrystusa z winem nie ogranicza się do Eucharystii – oto bowiem pierwszym cudem, jakiego dokonał Mesjasz, było … zamienienie wody w wino! Epizod z Kany Galilejskiej, opisany w Ewangelii według św. Jana, stanowi początek publicznej działalności Jezusa. Jest też zarazem momentem, w którym Chrystus po raz pierwszy okazał swoje cudotwórcze możliwości. Co prawda nie miał na to ochoty, ale dał się przekonać swojej matce Marii. Dlatego właśnie przedstawienie Godów w Kanie Galilejskiej funkcjonowało jako ilustracja skuteczności orędownictwa Matki Boskiej.

Chrystus i Maria byli gośćmi zaproszonymi na wesele. Niestety w trakcie przyjęcia skończyło się wino. Maria to zauważyła i poprosiła swego syna o to, by podjął jakieś działania. On jednak odpowiedział jej: „Czyż to moja lub twoja sprawa niewiasto?”, słusznie skądinąd wychodząc z założenia, że kwestia braku wina na weselu nie powinna być kłopotem gości. A jednak uparta Maria nakazała sługom, aby postępowali zgodnie z instrukcjami Jezusa, a on widząc jej determinację dał się przekonać. Przykazał napełnić stągwie wodą, a ona zmieniła się w wino. Oczywiście Zbawiciel nie zamienił wody w byle jakie wino. Starosta weselny, próbując trunku ze zdziwieniem uznał, że jest on wyjątkowo zacny. Rzekł nawet do pana młodego: „Każdy człowiek stawia najpierw dobre wino, a gdy się napiją, wówczas gorsze. Ty zachowałeś dobre wino aż do tej pory" (J 2,10).

Giotto di Bondone, Gody w Kanie Galilejskiej, 1304–1306, fresk w Kaplicy Scrovegnich (Capella della Arena) w Padwie. Fot. Wikimedia Commons, domena publiczna


Z biblijnych opowieści chciałoby się wydobyć następującą naukę: wino, które pijemy, powinno być zawsze dobre, niczym to z Kany Galilejskiej, ale nie należy go nadużywać, mając w pamięci fatalne skutki, które przytrafiły się Noemu i Lotowi.

Opracowanie: dr Magdalena Łanuszka
Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.

dr Magdalena Łanuszka – absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, doktor historii sztuki, mediewistka. Ma na koncie współpracę z różnymi instytucjami: w zakresie dydaktyki (wykłady m.in. dla Uniwersytetu Jagiellońskiego, Akademii Dziedzictwa, licznych Uniwersytetów Trzeciego Wieku), pracy badawczej (m.in. dla University of Glasgow, Polskiej Akademii Umiejętności) oraz popularyzatorskiej (m.in. dla Archiwów Państwowych, Narodowego Instytutu Muzealnictwa i Ochrony Zbiorów, Biblioteki Narodowej, Radia Kraków, Tygodnika Powszechnego). W Międzynarodowym Centrum Kultury w Krakowie administruje serwisem Art and Heritage in Central Europe oraz prowadzi lokalną redakcję RIHA Journal. Autorka bloga o poszukiwaniu ciekawostek w sztuce: www.posztukiwania.pl.

Pozostałe teksty Magdaleny Łanuszki na portalu:

Modlitwa Chrystusa w Ogrójcu w realizacji Wita Stwosza
Niezwykły program dekoracji kielicha z kolekcji Muzeum Archidiecezjalnego w Krakowie
Winne opowieści – część pierwsza
Smoki w sztuce średniowiecznej: profanum
Smoki w sztuce średniowiecznej: sacrum
Średniowieczna miłość cudzołożna
Średniowieczne kobiety fatalne
Zmartwychwstanie w sztuce średniowiecznej

ZMARTWYCHWSTANIE W SZTUCE ŚREDNIOWIECZNEJ

Magdalena Łanuszka

Zmartwychwstanie Chrystusa jest kluczowym wydarzeniem dla chrześcijan, zaś święta Wielkanocy – najważniejszymi obchodami liturgicznego roku. Co ciekawe, wizerunek Chrystusa wychodzącego z grobu pojawił się w sztuce europejskiej dopiero u schyłku XII wieku. Wcześniej tajemnica Zmartwychwstania ukryta była w innych przedstawieniach, takich jak: Zstąpienie do otchłani, Trzy Marie u grobu, czy też Noli me tangere. Bywało także, że wszystkie te tematy występowały w jednym dziele sztuki (czego przykładem jest chociażby krakowski ołtarz mariacki Wita Stwosza), uzupełniając się wzajemnie i opowiadając całą historię Zmartwychwstania.

Wit Stwosz, Zmartwychwstanie, kwatera z ołtarza mariackiego (1477–1489), kościół Mariacki w Krakowie, fot. Robert Breuer, corrections: Vindicator, Wikimedia Commons Wit Stwosz, Trzy Marie u grobu, kwatera z ołtarza mariackiego (1477–1489), kościół Mariacki w Krakowie, fot. Hans A. Rosbach, Wikimedia Commons Wit Stwosz, Noli me tangere, kwatera z ołtarza mariackiego (1477–1489), kościół Mariacki w Krakowie, fot. Hans A. Rosbach, Wikimedia Commons

 

1. Początki ikonografii Zmartwychwstania

Ukrzyżowanie i Zmartwychwstanie, miniatura z Ewangeliarza Rabbuli, VI w., Biblioteca Medicea Laurenziana, cod. Plut. I, 56, Wikimedia Commons

Jednym z najważniejszych iluminowanych rękopisów pierwszego tysiąclecia jest tak zwany Ewangeliarz Rabbuli, zawierający Ewangelie w języku syryjskim. Biblia w przekładzie syryjskim to tak zwana Peszitta, czyli przekład powszechny, który powstał prawdopodobnie już w II wieku. W czasach wczesnochrześcijańskich Syria była jednym z kluczowych ośrodków rozwoju kultury i sztuki. W VI wieku w tamtejszych klasztorach powstawały wspaniałe iluminowane rękopisy, których autorzy osadzeni byli w artystycznych tradycjach antycznych. Ewangeliarz Rabbuli zawiera kolofon, czyli notkę, z której wiemy, iż kodeks ten powstał w 586 roku w klasztorze św. Jana w Zagba, zaś przepisał go mnich Rabbula. Dziś rękopis ten znajduje się we Florencji, w bibliotece Laurenziana. W księdze zamieszczonych jest 7 całostronicowych miniatur – co prawda, wedle najnowszych ustaleń badaczy, ilustracje te pochodzą z innego rękopisu (lub kilku rękopisów) i zostały zapewne dodane do Ewangeliarza Rabbuli dopiero w XV wieku. Jednak i tak miniatury te są prawdopodobnie syryjskie i pochodzą z VI wieku – nie powinniśmy jedynie datować ich precyzyjnie na podany w tekście 586 rok.

Jedną z najsłynniejszych miniatur tego kodeksu jest przedstawienie Ukrzyżowania, pod którym znalazło się także Zmartwychwstanie. W tym przypadku jest to po prostu ilustracja opowieści z Ewangelii, prawdopodobnie wg św. Mateusza: oto dwie Marie rozmawiają z aniołem, siedzącym na pustym grobie, zaś po drugiej stronie te same dwie Marie spotykają Zmartwychwstałego Chrystusa. Artysta umieścił jednak pośrodku sceny przedstawienie ukrytego przed oczami śmiertelników Zmartwychwstania: widzimy tylko uchylone drzwi grobowca, zza których wylatują czerwone promienie, powalające pilnujących grobu strażników.

To wczesne i zupełnie wyjątkowe przedstawienie nie przyjęło się w późniejszej sztuce chrześcijańskiej.

2. Anastasis, czyli Zstąpienie do otchłani

We wczesnochrześcijańskim wyznaniu wiary (tzw. Skład Apostolski) pojawia się zdanie, które dziś dla wielu osób nie jest do końca zrozumiałe: „umęczon pod Ponckim Piłatem, ukrzyżowan, umarł i pogrzebion, i zstąpił do piekieł; trzeciego dnia zmartwychwstał, i wstąpił na niebiosa”. Owo „zstąpienie do piekieł” to nieco już dziś zapomniany epizod o korzeniach wczesnochrześcijańskich, osadzony w apokryfach (zwłaszcza w tzw. Ewangelii Nikodema, zawierającej wczesny, pierwotnie grecki, tekst zwany Acta Pilati) i w tekstach teologów, a także wiązany z określonymi wzmiankami biblijnymi. Przykładowo, jako zapowiedź Zstąpienia Chrystusa do otchłani traktowano fragmenty proroctw Izajasza, mówiące o uwalnianiu więźniów (Iz: 42,7; Iz: 45, 1-2; Iz: 49: 8-9), a także psalmy mówiące o triumfie króla chwały (Ps 24) i o wdzięczności ocalonych z niewoli (Ps 107).

Opowieść o Zstąpieniu do otchłani wynikała z założenia, że dusze wszystkich ludzi, którzy zmarli zanim w ofierze Chrystusa dokonało się Odkupienie, ze względu na obciążenie grzechem pierworodnym trafiały do piekieł. A zatem pierwszym, co zrobił Chrystus po dopełnieniu swej ofiary, było zejście do piekieł i uwolnienie dusz sprawiedliwych. Wizerunki Zstąpienia Chrystusa do otchłani z czasem zanikły w sztuce łacińskiego Zachodu, ale zachowały się w sztuce wschodniej – bizantyńskiej i prawosławnej – przyjmując role głównego przedstawienia związanego z Wielkanocą.

Anastasis, fresk z kościoła Zbawiciela na Chorze w Konstantynopolu, XIV w. Fot. Till Niermann, Wikimedia Commons


W ikonach, freskach czy mozaikach bizantyńskich najczęściej ukazywano Chrystusa w dynamicznej pozie, gdy z rozmachem wyciąga z dwóch sarkofagów pierwszych rodziców: Adama i Ewę. Pod stopami Zbawiciela często widoczne są wyłamane skrzydła drzwi – to wrota piekieł, które Chrystus z impetem sforsował. Dodatkowo mogą pojawić się rozrzucone na ziemi, skruszone kłódki i zamki, a nawet leżący pokonany diabeł, który tymi wszystkimi zabezpieczeniami usiłował powstrzymać Chrystusa. Adam zazwyczaj jest ubrany w jasną szatę, określaną w niektórych tekstach jako „szata światłości”, podczas gdy Ewa najczęściej ma na sobie szatę czerwoną. Ten kolor może być porównaniem Ewy do Matki Boskiej (w ikonach często ukazywanej w królewskiej czerwieni), może też stanowić ukazanie Ewy jako matki ludzkości, w odniesieniu do skojarzenia czerwonego koloru z życiem i krwią. Tymczasem w zachodnioeuropejskich Zstąpieniach do otchłani pierwsi rodzice najczęściej są przez Chrystusa wyciągani wprost z piekieł (nierzadko z paszczy Lewiatana) i są przy tym po prostu nadzy.

Wit Stwosz, Zstąpienie do otchłani, kwatera z ołtarza mariackiego (1477–1489), kościół Mariacki w Krakowie.
Fot. Hans A. Rosbach, Wikimedia Commons


3. Trzy Marie u grobu

Mikołaj Haberschrack, Trzy Marie u grobu Chrystusa z kościoła w Niegowici, ok. 1470,
Muzeum Narodowe w Krakowie. Fot. Cyfrowe Dziedzictwo Kulturowe

Przedstawienie niewiast, które w niedzielny poranek odkryły pusty grób, jest najbardziej tradycyjnym obrazem Zmartwychwstania, ponieważ ilustruje po prostu (skądinąd raczej skąpe) relacje ewangelistów. Żadna z czterech Ewangelii nie opisuje bowiem samego momentu Zmartwychwstania – jest mowa tylko o tym, że kobiety, które w niedzielny poranek przyszły namaścić ciało Jezusa, zastały pusty grób i rozmawiały z aniołem. Poszczególne opisy dotyczące tego wydarzenia także różnią się w redakcji ewangelistów. Św. Mateusz napisał, że niewiasty były dwie: Maria Magdalena i druga Maria; w niedzielny poranek, przy grobie, ukazał im się anioł, który powiedział o Zmartwychwstaniu. Później zaś sam Jezus ukazał się obu Mariom i nakazał im zanieść tę wieść apostołom (Mt: 28, 1-10). Św. Marek twierdził tymczasem, że niewiasty, które wczesnym rankiem weszły do grobu i zastały tam anioła, były trzy: Maria Magdalena, Maria, matka Jakuba, i Salome. Następnie Marek wspomniał o ukazaniu się Zmartwychwstałego Chrystusa, lecz już tylko samej Marii Magdalenie (Mk: 16, 1-11). Łukasz z kolei napisał, że trzema niewiastami były Maria Magdalena, Maria, matka Jakuba, i Joanna, a w dodatku w jego wersji aniołowie w grobie byli aż dwaj. Łukasz nie wspomniał już o ukazaniu się Chrystusa Marii Magdalenie (Łk: 24, 1-11). Wreszcie najobszerniejszą relację przekazał św. Jan Ewangelista (J: 20, 1-18): co ciekawe, w tej wersji występuje sama Maria Magdalena, która miała rankiem przybyć do grobu, by namaścić ciało Jezusa. Zastawszy grób pusty, wezwała Piotra i drugiego ucznia (zapewne Jana), którzy przybiegli i weszli do środka. Dopiero potem, zaglądając do grobu, Magdalena zobaczyła dwóch aniołów, a następnie spotkała samego Chrystusa (o tym będzie jeszcze poniżej). Najczęściej w sztuce przedstawiano ostatecznie trzy niewiasty ze słoiczkami wonności w dłoniach, stojące nad otwartym sarkofagiem, na którym siedzi jeden anioł. Tradycyjnie nazywano je Trzema Mariami, wychodząc z założenia, że Salome tak naprawdę nazywała się Maria Salome. Z kolei Marię – matkę Jakuba utożsamiano z Marią Kleofasową, którą św. Jan Ewangelista wymienił jako jedną z kobiet stojących pod krzyżem.

Trzy Marie były także ważnymi bohaterkami najstarszych średniowiecznych wielkanocnych dramatyzacji liturgicznych. Dramat Nawiedzenia Grobu (łac. Visitatio Sepulchri) był szeroko rozpowszechniony w całej Europie – w podstawowej wersji dialogu kobiet z aniołem zanotowany w Sankt Gallen już u schyłku IX wieku. Visitatio Sepulchri to także najstarszy przykład dramatu liturgicznego zachowanego na ziemiach polskich – zapis jego przetrwał m.in. w Pontyfikale Płockim, datowanym na XII wiek. Rękopis ten należał do kapituły katedralnej w Płocku; w 1940 r. został zrabowany przez władze okupacyjne i wywieziony do Niemiec. Ostatecznie trafił do Bawarskiej Biblioteki Państwowej w Monachium, skąd został zwrócony do Polski w 2015 roku. Obecnie znajduje się w Muzeum Diecezjalnym w Płocku.

4. Zmartwychwstanie

Jednym z najwcześniejszych przedstawień Chrystusa wychodzącego z grobu jest miniatura z nadreńskiego Psałterza z końca XII wieku (The New York Public Library, Spencer Collection Ms. 011): ten obraz zdaje się stanowić etap przejściowy między sceną Trzech Marii u grobu a właściwym Zmartwychwstaniem. Zasadniczo mamy tu do czynienia z tradycyjną kompozycją: anioł w otwartym grobie przemawia do niewiast, które nadeszły. Tyle, że – za plecami anioła, jakby nieco chyłkiem – Chrystus wymyka się z grobu i kieruje w stronę przeciwną do tej, z której nadeszły Marie. Być może mamy tu do czynienia ze zwizualizowaniem słów anioła o tym, że Chrystus zmartwychwstał, lub też miniatura pokazuje symultanicznie następujące po sobie wydarzenia (od lewej do prawej: najpierw samo Zmartwychwstanie, potem spotkanie anioła z niewiastami). Tak czy inaczej, oto rozwija się nowe przedstawienie w średniowiecznej sztuce: wizerunek Chrystusa zwycięzcy, wychodzącego z otwartego grobu, z chorągwią Zmartwychwstania w dłoni, osadzoną najczęściej na drzewcu zwieńczonym krzyżem. Atrybut ten zakorzeniony jest w literackich tekstach związanych ze Zstąpieniem do otchłani, które opisywały triumf Chrystusa nad śmiercią i nad szatanem w kategoriach militarnego zwycięstwa.

Zmartwychwstanie i Trzy Marie u grobu, miniatura z Psałterza nadreńskiego, kon. XII w.,
The New York Public Library, Spencer Collection Ms. 011


Co ciekawe, z końcem XIV wieku funkcjonowały także Zmartwychwstania ukazujące Chrystusa wychodzącego z grobu, który nie tylko jest zamknięty, ale i zapieczętowany! W ten sposób artyści ukazywali szczególne właściwości chwalebnego ciała Zmartwychwstałego, który potem – jak mówi Ewangelia – wszedł do wieczernika mimo drzwi zamkniętych (J:20, 19).

Mistrz Ołtarza z Trzeboni, Zmartwychwstanie, po 1380, Galeria Narodowa (Národní galerie) w Pradze. Fot. Wikimedia Commons


W sztuce nowożytnej przedstawienie zmartwychwstającego Chrystusa stało się tak powszechne, że na terenach Rzeczypospolitej zaczęło przenikać nawet do sztuki cerkiewnej i zastępować osadzone w tradycjach bizantyńskich przedstawienia Anastasis. Na terenie Podkarpacia już od XV wieku zaczęły się kształtować – specyficzne dla tego regionu – ikony Męki Pańskiej, w których pojawiało się zarówno Zstąpienie do otchłani, jak i osadzone w zachodnioeuropejskiej tradycji Zmartwychwstanie. Już w XVII wieku scena Zmartwychwstania zaczęła zastępować Anastasis w rzędach świątecznych ikon w ikonostasie. W kolekcji Wirtualnych Muzeów Małopolski znajdują się także dzieła pochodzące z cerkwi, a wśród nich również takie, które zawierają przedstawienie Zmartwychwstania (zob. tabernakulum z cerkwi w Jastrzębiku oraz nastawę ołtarzową z cerkwi w Izbach). Wychodzący z grobu Chrystus ubrany jest w czerwony, królewski płaszcz, symbolizujący Jego majestat – ten element zakorzeniony jest także w tekstach dotyczących Zstąpienia do otchłani, w których Chrystus określany był jako „król chwały”. W przypadku przedstawienia zdobiącego tabernakulum z Jastrzębika, dodatkowo nad głową Chrystusa widzimy gołębicę Ducha Świętego.

Tabernakulum z cerkwi w Jastrzębiku, XVIII w., Muzeum Okręgowe w Nowym Sączu. Digitalizacja: RPD MIK, domena publiczna Fragment nastawy ołtarzowej z cerkwi w Izbach, XVIII w., Muzeum Okręgowe w Nowym Sączu. Digitalizacja: RPD MIK, domena publiczna


5. Noli me tangere

Św. Jan Ewangelista napisał, że Maria Magdalena stała płacząc przy pustym grobie, gdy nagle podszedł do niej mężczyzna, którego ona w pierwszej chwili wzięła za ogrodnika. Spytała go, czy nie wie, gdzie zabrano ciało Jezusa, a gdy on zwrócił się do niej po imieniu („Mario!”) poznała, że jest to Zmartwychwstały Chrystus. On wtedy rzekł do niej: „Nie zatrzymuj Mnie, jeszcze bowiem nie wstąpiłem do Ojca” (J: 20, 11-18, tłumaczenie z Biblii Tysiąclecia). W Biblii Jakuba Wujka (tłumaczonej z łacińskiej Wulgaty) zdanie to brzmi: „Nie tykaj się mnie, bom jeszcze nie wstąpił do Ojca mego”. Owo „Nie dotykaj mnie” (łac. Noli me tangere) stało się określeniem przedstawienia sceny, w której Zmartwychwstały Chrystus ukazuje się Marii Magdalenie. Ona pada przed nim na kolana – najczęściej w pobliżu jej osoby widoczny jest atrybut w postaci słoiczka wonności.

Noli me tangere, inicjał z rękopisu Godzinek, Francja (Lille?), ok. 1445,
The Morgan Library & Museum, M.304 fol. 84r


Co ciekawe, w przedstawieniach tych Zmartwychwstały Chrystus czasami miewa na głowie kapelusz z szerokim rondem i, w wielu przypadkach, trzyma w dłoni jakieś ogrodnicze narzędzie: najczęściej jest to łopata, choć mogą się też trafić grabie albo motyka. Wynika to z krótkiej wzmianki Ewangelisty o tym, że w pierwszej chwili Maria Magdalena wzięła Chrystusa za ogrodnika – i stąd właśnie obecność rolniczego sprzętu w roli atrybutu Mesjasza, który powstał z martwych.

Opracowanie: dr Magdalena Łanuszka
Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.

dr Magdalena Łanuszka – absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, doktor historii sztuki, mediewistka. Ma na koncie współpracę z różnymi instytucjami: w zakresie dydaktyki (wykłady m.in. dla Uniwersytetu Jagiellońskiego, Akademii Dziedzictwa, licznych Uniwersytetów Trzeciego Wieku), pracy badawczej (m.in. dla University of Glasgow, Polskiej Akademii Umiejętności) oraz popularyzatorskiej (m.in. dla Archiwów Państwowych, Narodowego Instytutu Muzealnictwa i Ochrony Zbiorów, Biblioteki Narodowej, Radia Kraków, Tygodnika Powszechnego). W Międzynarodowym Centrum Kultury w Krakowie administruje serwisem Art and Heritage in Central Europe oraz prowadzi lokalną redakcję RIHA Journal. Autorka bloga o poszukiwaniu ciekawostek w sztuce: www.posztukiwania.pl.

Modlitwa Chrystusa w Ogrójcu w realizacji Wita Stwosza

Płaskorzeźba „Modlitwa w Ogrojcu” Wita Stwosza z kościoła pw. Wszystkich Świętych w Ptaszkowej, 1493–1495, Kraków.
Obecnie w Muzeum Okręgowym w Nowym Sączu, Digitalizacja: RPD MIK, domena publiczna


Kluczowym elementem obchodów najważniejszego święta chrześcijan, czyli Wielkanocy, jest Triduum Paschalne: trzydniowa celebracja misterium paschalnego, którą rozpoczyna Msza Wieczerzy Pańskiej w Wielki Czwartek. Kolejnym po Ostatniej Wieczerzy wydarzeniem wielkoczwartkowym była nocna modlitwa Chrystusa w Ogrójcu (w ogrodzie oliwnym zwanym Getsemani), opisana przez ewangelistów: Mateusza, Marka i Łukasza (Mt 26: 36-46; Mk 14:32-46; Łk 22: 39-46). To jeden z najbardziej emocjonalnych epizodów w Ewangelii: oto tuż przed swym pojmaniem, w noc przed męką, Chrystus przeżywa chwile lęku i osamotnienia (uczniowie, którzy mu towarzyszyli, zapadli w sen). Modlitwa Zbawiciela wyraża strach: przeraża go metaforyczny „kielich goryczy”, który przyjdzie mu wychylić w dzień męki („Ojcze, dla Ciebie wszystko jest możliwe, zabierz ten kielich ode Mnie!” – stąd przedstawienia Modlitwy w Ogrójcu ukazywały przed postacią Chrystusa anioła trzymającego kielich). To właśnie ta dramatyczna scena, odkrywająca lęk Mesjasza przed śmiercią i cierpieniem, była jednym z najpopularniejszych tematów w średniowiecznych epitafiach i kaplicach cmentarnych.

Modlitwa w Ogrójcu jako temat cmentarny"

Kaplica Ogrójcowa przy kościele św. Barbary w Krakowie, ok. 1488(?)–1516.  Fot. Cancre, Wikimedia Commons

W Krakowie zachowane są późnogotyckie Ogrójce związane z dawnym cmentarzem przy kościele Mariackim; sam cmentarz ze względów sanitarnych zlikwidowały władze austriackie w końcu XVIII wieku. Dzisiejszy kościół św. Barbary, zlokalizowany między placem Mariackim a Małym Rynkiem, stoi w miejscu dawnej kaplicy cmentarnej, wzmiankowanej w źródłach już w 1338 roku, którą ufundował Mikołaj Wierzynek Starszy. Kościół w obecnej formie pochodzi z przełomu XIV i XV wieku. Sto lat później dobudowano do niego kaplicę otwartą arkadami na cmentarz. Jej fundatorem był Adam Szwarc (krakowski rajca występujący w źródłach także jako Szworc): wzmianka o uposażeniu przez niego ołtarza kaplicy zwanej Ogrodziec na cmentarzu Mariackim zachowała się z roku 1488, a o kolejnych funduszach – w jego testamencie z 1509 roku.

Kaplica ta była zasadniczo prywatną, grobową kaplicą rodziny Szwarców, ale dwa razy do roku, w Wielki Czwartek oraz w Dzień Zaduszny, służyła wszystkim parafianom. Wewnątrz znajduje się grupa rzeźb przedstawiająca Modlitwę Chrystusa w Ogrójcu – uważa się, że powstały one prawdopodobnie w warsztacie Wita Stwosza. W XVI wieku domalowano w ich tle zbliżającą się postać Judasza wraz z żołnierzami.

Rzeźby we wnętrzu Kaplicy Ogrójcowej przy kościele św. Barbary w Krakowie. Fot. Jan Jeništa, Wikimedia Commons


Kolejnym dziełem związanym z dawnym cmentarzem przy kościele Mariackim jest kamienna płaskorzeźba przedstawiająca Modlitwę Chrystusa w Ogrójcu – to dzieło samego Wita Stwosza, datowane na lata ok. 1485–1490. Rzeźba – wykonana z piaskowca – do 1911 roku była wmurowana w kamienicę na placu Mariackim, później przeniesiono ją jednak do krakowskiego Muzeum Narodowego, zaś na fasadzie domu z numerem 8 znalazła się kopia. Oryginał jest eksponowany obecnie na wystawie polskiej sztuki dawnej w galerii w Pałacu Biskupa Erazma Ciołka.

Wit Stwosz, Modlitwa Chrystusa w Ogrójcu, ok. 1485–1490, Muzeum Narodowe w Krakowie.
Fot. Wikimedia Commons

 

Historia rzeźby z Ptaszkowej

Drewniany kościół w Ptaszkowej niedaleko Nowego Sącza pochodzi z 1555 roku. Nie wiadomo, kiedy dokładnie trafiła do niego rzeźba Modlitwy w Ogrójcu, choć zapewne było to w 1. połowie XIX wieku. Została umieszczona w niszy na zewnętrznej ścianie prezbiterium, czyli w warunkach bardzo niekorzystnych dla figur drewnianych. W 1851 roku zwrócił na nią uwagę Józef Łepkowski, dostrzegając podobieństwa do wspomnianego wcześniej kamiennego Ogrójca Wita Stwosza z placu Mariackiego w Krakowie. W 1889 roku Stanisław Wyspiański i Józef Mehoffer wykonali rysunki rzeźby z Ptaszkowej w ramach swej młodzieńczej wycieczki. Rozpoczęła się ona od studenckiego objazdu inwentaryzacyjnego pod opieką profesora Władysława Łuszczkiewicza z krakowskiej Szkoły Sztuk Pięknych, który młodzi artyści kontynuowali na własną rękę, zwiedzając zabytkowe kościoły Sądecczyzny.

Józef Mehoffer, rysunek Ogrójca z Ptaszkowej, 1889, szkicownik w Muzeum UJ w Krakowie, il. wg: T. Łopatkiewicz, Naukowo-artystyczna wycieczka w Sądeckie z 1889 roku na tle zabytkoznawczej działalności Władysława Łuszczkiewicza i uczniów krakowskiej Szkoły Sztuk Pięknych, Nowy Sącz 2008, s. 76. Stanisław Wyspiański, rysunek rzeźby z Ptaszkowej, 1889, szkicownik w Muzeum UJ w Krakowie. Fot. Wikimedia Commons Stanisław Wyspiański, rysunek rzeźby z Ptaszkowej, 1889, szkicownik w Muzeum UJ w Krakowie. Fot. Wikipedia


Niestety kolejne renowacje znacząco zaszkodziły reliefowi z Ptaszkowej; w latach trzydziestych XX wieku brutalnie zdjęto z niego wszystkie nawarstwienia, a następnie pokryto zaprawą, nową polichromią, złoceniami i srebrzeniem. Co gorsza, pod koniec XX wieku przemalowania te zostały dodatkowo nieumiejętnie poprawione. W 2002 roku rzeźbę poddano wreszcie starannej konserwacji, którą przeprowadził Stanisław Stawowiak; wyniki badań opublikowała Magdalena Stawowiak w artykule w czasopiśmie „Folia Historiae Artium” oraz w katalogu wystawy „Wokół Wita Stwosza”, która odbyła się w Muzeum Narodowym w Krakowie w roku 2005. 

Sensacyjne efekty konserwacji

W wyniku renowacji okazało się, że pod przemalowaniami kryło się dzieło tak wysokiej klasy, że za jego autora można uznać samego Wita Stwosza! Rzeźbę zadatowano na lata ok. 1493–1495, ponieważ reprezentuje ona dojrzalszy styl mistrza, który wyewoluował po zrealizowaniu przez Stwosza kamiennych nagrobków króla Kazimierza Jagiellończyka (1492) i biskupa Piotra z Bnina (1493). Kreując dramatyczne przedstawienia, artysta poszedł w kierunku syntezy form, stawiając na monumentalność kompozycji kosztem drobiazgowości szczegółów. Charakterystycznymi elementami ówczesnego stylu Stwosza jest też swobodne kształtowanie form miękkim rzeźbiarskim modelunkiem.

 

W dodatku w trakcie prac nad rzeźbą z Ptaszkowej Stanisław Stawowiak zauważył sensacyjny detal: oto nienaturalnie połamane fałdy szat św. Jana układają się w litery S-T-V-O-S. Pierwotnie czytelność tych liter wzmocniona była zapewne przez polichromię rzeźby (z zachowanych śladów wynika, że oryginalnie Chrystus odziany był w szatę fioletową, Jan – w czerwoną suknię i niebieski płaszcz, a Piotr – w granatową suknię i czerwony płaszcz). To niesłychanie interesujący przypadek tak zwanej kryptosygnatury: artysta wplótł swoje nazwisko bezpośrednio w dzieło sztuki, kamuflując je w splotach dynamicznych, twardo łamanych draperii. Wiemy, że Stwosz stosował tego typu zabiegi: na przykład w epitafium Paula Volckamera z kościoła św. Sebalda w Norymberdze z roku 1499. To kamienne dzieło składa się z trzech kwater, przedstawiających Ostatnią Wieczerzę, Modlitwę w Ogrójcu i Pojmanie. W tej ostatniej jeden z żołnierzy ma na szabli dekoracje z literami, które można ułożyć w napis VIT STUOZ.

Wit Stwosz, epitafium Paula Volckamera z kościoła św. Sebalda w Norymberdze, 1499.
Fot.  Daderot, Wikipedia

 

Osobiście odnoszę wrażenie, że kryptosygnatura Stwosza ukryta w fałdach szat może także znajdować się w niewielkiej rzeźbie Madonny z Dzieciątkiem, obecnie przechowywanej w zbiorach Victoria and Albert Museum w Londynie. Figurka ta jest przez tamtejszych kuratorów uważana za dzieło Stwosza powstałe jeszcze w Krakowie, zanim w 1496 roku artysta powrócił do Norymbergi. Trzeba jednak podkreślić, że ekspresyjnie zgniecione, dynamiczne szaty o twardo łamanych fałdach to po prostu niezwykle charakterystyczny element stylistyczny w sztuce późnogotyckiej – udziwnione formy nie muszą wcale zawierać ukrytych napisów.

Wit Stwosz, Madonna z Dzieciątkiem, przed 1496,
© Victoria and Albert Museum, London.


Po zdjęciu wtórnych przemalowań z rzeźby z Ptaszkowej konserwatorzy podjęli decyzję o nierekonstruowaniu polichromii tej rzeźby. Jedyną większą ingerencją przy tej renowacji było uzupełnienie brakujących dłoni Chrystusa, jako kluczowego elementu kompozycji. Dłonie te nie zachowały się, a w XIX wieku były zrekonstruowane, lecz nieumiejętnie; dodatek ten w ostatniej renowacji usunięto, zastępując nową rekonstrukcją, osadzoną w stylistyce rzeźb Wita Stwosza. Nie da się jednak odtworzyć innych brakujących elementów: śpiącego Jakuba Apostoła, anioła z kielichem, ku któremu zwracał się Chrystus, oraz tła ukazującego pejzaż oliwnego ogrodu. Najprawdopodobniej kompozycja z Ptaszkowej oryginalnie zbliżona była do wspomnianej już kwatery z epitafium Paula Volckamera.

Zestawienie rzeźby z kościoła z Ptaszkowej i fragmentu epitafium Paula Volckamera

 

Czym pierwotnie mogła być rzeźba z Ptaszkowej?

Jakkolwiek płaskorzeźba z Ptaszkowej sprawia wrażenie niezwykle plastycznego reliefu, w rzeczywistości jej głębokość to jedynie 11 centymetrów! Pierwotnie była to najprawdopodobniej kwatera ze skrzydła ołtarza szafiastego. Układ postaci świadczy o tym, że owa scena mogła być usytuowana w górnej części lewego skrzydła nastawy ołtarzowej. Niewykluczone, że centralnym przedstawieniem tego retabulum było Ukrzyżowanie. O popularności takich schematów ikonograficznych w sztuce Krakowa XV i XVI wieku świadczą takie dzieła, jak chociażby tryptyk Ukrzyżowania z Zasowa (ok. 1460–70, Muzeum Diecezjalne w Tarnowie) czy też tryptyk Jana Olbrachta (ok. 1501–1505, kaplica Czartoryskich w katedrze na Wawelu). Powielały one schematy rzeźbionych nastaw pasyjnych, produkowanych m.in. w Niderlandach i północnych Niemczech.

Nie wiadomo, jakiej nastawy pozostałością jest nasza Stwoszowska płaskorzeźba – do kościoła w Ptaszkowej trafiła ona prawdopodobnie, jak już wspominałam, dopiero w 1. połowie XIX wieku. Wiemy ze źródeł, że Wit Stwosz w 1. połowie lat dziewięćdziesiątych XV wieku realizował różne zamówienia do kościoła Mariackiego w Krakowie (m.in. mały ołtarz fundacji rajców miejskich), jednak nie jesteśmy w stanie z pewnością powiązać rzeźby z Ptaszkowej z żadną konkretną nastawą ołtarzową.

Ogrójec z krakowskiego kościoła św. Floriana

Kamienny relief Modlitwa Chrystusa w Ogrójcu, lapidarium przy kościele św. Floriana w Krakowie, 2. ćw. XVIII wieku, fot. M. Łanuszka.

Na koniec warto zauważyć, że sam temat Modlitwy Chrystusa w Ogrójcu w bardzo interesujący sposób osadził się w naszej świadomości w sztuce późnogotyckiej. Zapewne właśnie dlatego pozostałości po kamiennej płaskorzeźbie ze sceną Modlitwy Chrystusa w Ogrójcu, znajdujące się w lapidarium przy kościele św. Floriana w Krakowie, były określone przez badaczy jako zabytek późnogotycki. Stopień zniszczenia rzeźby nie pozwala na rzetelną analizę form stylistycznych, lecz zachowane fragmenty obramienia dowodzą, że wbrew pozorom to dzieło powstało dwa stulecia po czasach Wita Stwosza. Oto bowiem artysta ozdobił kompozycję ramą zdobioną ornamentyką regencyjną: oznacza to, że Ogrójec od św. Floriana powstał dopiero w 2. ćwierci XVIII wieku! A zatem nie każdą krakowską Modlitwę w Ogrójcu powinniśmy wiązać z Witem Stwoszem lub jego współpracownikami.

Opracowanie: dr Magdalena Łanuszka
Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.

dr Magdalena Łanuszka – absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, doktor historii sztuki, mediewistka. Ma na koncie współpracę z różnymi instytucjami: w zakresie dydaktyki (wykłady m.in. dla Uniwersytetu Jagiellońskiego, Akademii Dziedzictwa, licznych Uniwersytetów Trzeciego Wieku), pracy badawczej (m.in. dla University of Glasgow, Polskiej Akademii Umiejętności) oraz popularyzatorskiej (m.in. dla Archiwów Państwowych, Narodowego Instytutu Muzealnictwa i Ochrony Zbiorów, Biblioteki Narodowej, Radia Kraków, Tygodnika Powszechnego). W Międzynarodowym Centrum Kultury w Krakowie administruje serwisem Art and Heritage in Central Europe oraz prowadzi lokalną redakcję RIHA Journal. Autorka bloga o poszukiwaniu ciekawostek w sztuce: www.posztukiwania.pl.

Showing 3 results.