Blog

„Lepsza z soli lichota, niźli z gnoju wór złota” – czyli słów kilka o górnikach

W okresie średniowiecza i nowożytności kopalnie były bardzo dochodowe. W całej Europie wyrastały wokół nich miasta. Nie inaczej było w Królestwie Polskim, gdzie „Wieliczka urosła w miasto z nikczemnej chałupy” (cyt. za: Zygmunt Gloger, Encyklopedia staropolska, t. 4, Warszawa 1901, s. 522). W Polsce kopalnie, czyli jak mówiono dawniej „żupy” lub „góry”, skupione były na południu kraju. W Wieliczce i Bochni wydobywano sól, a w Olkuszu, Chęcinach, Sławkowie, Trzebini, Jaworznie i Miedzianej Górze rudy metali – ołowiu, srebra oraz miedzi.

Wózek kopalniany, tzw. pies węgierski, XIX wiek, Muzeum Żup Krakowskich w Wieliczce, domena publiczna.

Gdzie kopalnie, tam i górnicy, czyli kopacze. Już w średniowieczu wykonywali oni najcięższą i najbardziej niebezpieczną pracę, dlatego nie dziwi, że w wielu wyrobiskach pracowali niewolnicy i skazańcy. Niekiedy nie przysługiwał im nawet pochówek na tym samym cmentarzu, na którym grzebano ludzi wolnych.

Do pracy w kopalni przestępcy zaciągali się czasem dobrowolnie, żeby uniknąć sprawiedliwości. Podobną motywację mieli ludzie, którzy od spotkania z mistrzem małodobrym woleli służbę w wojsku lub harówę na żaglowcu. Także małopolscy górnicy nie należeli do świętych, o czym wiemy z pisanych przekazów o występkach bocheńskich i wielickich kopaczy. 10 listopada 1593 roku przed sądem w Sanoku stanął niejaki Stanisław „górnik z Bochnie” (oryginalna pisownia) ze zbójnickiej szajki harnasia Pawła Swastaka z Sobolowa. Stanisław został złapany wraz z kilkoma kompanami podczas napadu na synagogę w Rymanowie. Wiadomo także, że w roku 1664 straż miejska Kazimierza musiała bronić miasta przed ponadstuosobową bandą uzbrojonych górników, którzy ruszyli na rabunek bogatych żydowskich kramów i sklepów.

Niewarta pozazdroszczenia pozycja i status społeczny górników nie była jednak regułą. Przeważnie cieszyli się oni wolnością osobistą, a ich zawód – szacunkiem. Do XX wieku w wielickiej kopalni pracowali nawet zamożni chłopi, dla których górnicza pensja była tylko dodatkiem do podstawowych dochodów z roli. Robili to często po to, by podtrzymać w rodzinie tradycje uprawiania prestiżowego zawodu. Poważanie dla pracy pod ziemią znajduje zresztą potwierdzenie w wielickim przysłowiu: „Lepsza z soli lichota, niźli z gnoju wór złota”. Poczucie własnej wartości i odrębności od ludzi wykonujących „zwyczajną” pracę na powierzchni ziemi zaowocowało wytworzeniem specyficznej górniczej kultury, która – chociaż zróżnicowana regionalnie – była podobna w całej Europie.

Róg Bractwa Kopaczy Wielickich, 1534, Muzeum Żup Krakowskich w Wieliczce, domena publiczna.

W średniowieczu urzędnicy żupni i gwarkowie, ale także zwykli kopacze, byli środowiskiem wielonarodowościowym, podobnie jak miejscy kupcy i rzemieślnicy. Do Wieliczki już w XIII wieku ściągali Niemcy i inni mieszkańcy Europy Środkowej. W drugiej połowie XIV wieku dołączyły do nich mniej liczne grupy Włochów i Francuzów. Górnicy pod względem wieloetniczności przypominali miejskie środowisko kupców i rzemieślników. Już w XIII i XIV wieku w Bochni i Wieliczce powstały bractwa kopaczy, działające podobnie do cechów. Pamiątką świetności górniczego fachu w XVI wieku jest prezentowany na portalu Róg Bractwa Kopaczy Wielickich, noszony na łańcuchu przez starszego bractwa podczas największych świąt, podobnie jak srebrny kur Krakowskiego Bractwa Kurkowego.

Górnicy zakładali także bractwa religijne. Mieli oni swoich patronów, do których modlili się w podziemnych kaplicach, często ozdobionych posągami i ołtarzami wykonanymi przez samych górników. Amatorską rzeźbą zajmowało się wielu kopaczy. Dawniej było to zajęcie szczególnie popularne wśród górniczych inwalidów. W Polsce najbardziej znane są solne rzeźby znajdujące się w Wieliczce. Dwie z nich można zobaczyć w trzech wymiarach na portalu Wirtualnych Muzeów Małopolski.

Szczególnym kultem w europejskich ośrodkach górniczych cieszyła się św. Dorota, św. Wit, św. Prokop z Sazawy, św. Klemens, św. Antoni, św. Barbara i św. Anna. Wybór patronów nie był przypadkowy. Np. św. Antoni, który jest opiekunem zaginionych, pomagać miał, gdy jakiś górnik zagubił się w plątaninie chodników, a św. Klemens jako patron tonących był pomocny w razie zalania kopalni.

Jan Matejko, Obraz „Św. Kinga modląca się pośród sądeckich gór”, 1892, Muzeum Żup Krakowskich w Wieliczce, domena publiczna.

Najpopularniejszą patronką górników była i jest św. Barbara – opiekunka ciężkiej pracy i dobrej śmierci. Przypadające dzisiaj wspomnienie liturgiczne św. Barbary, czyli Barbórka jest najważniejszym świętem w kalendarzu pracowników kopalń. W tym dniu celebrowane są różne tradycyjne rytuały, takie jak przyznawanie szpad zasłużonym pracownikom i skoki przez skórę – skórzany fartuch, nazywany też natylnikiem, ponieważ służył do ochrony pośladów podczas zjeżdżania do sztolni lub w czasie odpoczynku na wilgotnych skałach. Górnicy mają również tradycyjne dla ich zawodu pieśni, a nawet tańce, jak słynny taniec z mieczami wykonywany m.in. przez górników z Sankt Martin w Dolnej Austrii. W Wieliczce i Bochni szczególnym kultem cieszyła się św. Kinga, z którą łączą się liczne legendy.

Z okazji świąt takich jak Barbórka górnicy zakładają uroczysty mundur. Kopacze już w średniowieczu nosili wyróżniający się strój – proste kaftany z kapturem i górnicze skóry, które już na przełomie XV i XVI wieku stały się elementem odświętnego stroju kopalnianych elit – nie był to jednakże mundur z prawdziwego zdarzenia. Pierwsze uniformy pojawiły się w XVII wieku w Saksonii, a w roku 1719 odbyła się prawdziwa górnicza rewia mody. Ponad tysiąc górników wystąpiło w mundurach odświętnych z okazji zaślubin Fryderyka Augusta, przyszłego króla Polski Augusta III. W Bochni i Wieliczce pierwsze mundury wprowadzili Austriacy, rok po pierwszym rozbiorze Polski. W XIX wieku mundur stał się powszechny w większości kopalń, a na terenie zaboru austriackiego ostateczne uregulowanie prawne dotyczące jego wyglądu nastąpiło w roku 1850.

Wielickie i bocheńskie uniformy odświętne niewiele zmieniły się od czasu zaborów, a w XX wieku stały się wzorem dla mundurów górniczych w całej Polsce. Po II wojnie światowej wprowadzono także damską wersję uniformu. Mimo to, dopiero w roku 2008 Polska wypowiedziała konwencję zakazującą kobietom pracy pod ziemią. Wciąż jednak nie ma odpowiednich przepisów w pełni regulujących tę kwestię.

Tradycyjny górniczy taniec z mieczami, Sankt Martin (Dolna Austria), fot. John Asher, CC BY-SA 3.0, źródło: Wikimedia Commons.

Górnicy jako ludzie wolni mieli też prawo noszenia broni, która do dzisiaj jest elementem uroczystego munduru pracowników kopalń. Na portalu prezentujemy pochodzącą z Saksonii bartę, czyli topór górniczy (niem. Bergbarten), oraz paradną szablę. Wysocy rangą górnicy wieliccy, jak wszyscy urzędnicy w monarchii habsburskiej, mieli prawo noszenia tego rodzaju broni do munduru galowego. Na Górnym Śląsku, który od XVIII wieku należał do Prus, tradycyjnie do uniformu noszona jest szpada.

Oprócz świątecznych zwyczajów i strojów, górników wyróżnia też zawodowy żargon, który nie ogranicza się tylko do sfery języka mówionego. W wielu kopalniach górnicy pracujący w hałasie wypracowali system porozumiewania się za pomocą gestów, a nawet sposób nadawania wiadomości poprzez stukanie w rurociągi. Metalowe rury przenoszą „zaszyfrowane” informacje na duże odległości.

Dziś wiele pamiątek dawnego górnictwa można zobaczyć na wystawie stałej Muzeum Żup Krakowskich w Wieliczce, a część z nich warto obejrzeć na portalu Wirtualne Muzea Małopolski.

Opracowanie: Adam Spodaryk (Redakcja WMM),
Licencja Creative Commons

Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.

Bibliografia:

  1. Brückner Aleksander, Encyklopedia staropolska, t. 2, Warszawa 1939, szp. 378–382.
  2. Burke Peter, Kultura ludowa we wczesnonowożytnej Europie, Warszawa 2009.
  3. Gloger Zygmunt, Encyklopedia staropolska, t. 2, Warszawa 1901, s. 224–226.
  4. Tenże, Encyklopedia staropolska, t. 4, Warszawa 1901, s. 521–522.
  5. Janicka-Krzywda Urszula, Górnicy wielickiej kopalni, Kraków 1999.
  6. Sasin Ewelina, „Gdzie diabeł nie może, tam babę pośle”, czyli dlaczego świat się kończy. O ślunskich dziołchach i ich szychcie z Karoliną Bacą-Pogorzelską rozmawia Ewelina Sasin, „Ha!art”, nr 49: Praca, s. 39–44.
  7. Tenfelde Klaus, Bergarbeiterkultur in Deutschland. Ein Überblick, „Geschichte und Gesellschaft”, r. 5 (1979), z. 1: Arbeiterkultur im 19. Jahrhundert, s. 12–53.
Next
Comments

Recent comments