Blog

Afirmacja natury

19 września obchodziliśmy Dzień Dzikiej Fauny, Flory i Naturalnych Siedlisk. Mimo pozornego oddalenia się od natury, człowiek jest od niej ciągle zależny. Na ile sztuka współczesna może się włączyć w działania ekologiczne? Wielu artystów, poprzez swoje projekty zwraca uwagę na kwestie ochrony środowiska. Tak też jest w przypadku Cecylii Malik, która oddaje głos środowisku naturalnemu poprzez swoje działania artystyczne. Przyroda w jej pracach jest traktowana podmiotowo.

We wrześniu 2009 roku, zainspirowana powieścią Italo Calvino „Baron drzewołaz”, Cecylia Malik rozpoczęła realizację projektu performatywnego „365 drzew”, artystka codziennie wspinała się na jedno wybrane drzewo, na którym była fotografowana:

„Był to poniekąd mój pomysł na facebooka. Co tam można robić? Jakieś linki sobie wysyłać? To bez sensu. Zaczęłam codziennie wrzucać fotografię z drzewa, za każdym razem z innego. (...) Niesamowite jest doświadczenie przyrody, wspinałam się w każdą pogodę, w ulewy, śnieżyce. Ważny jest upór, wytrwałość i bunt. Taka moja autorska rebelia”.

Poprzez te konsekwentne działania i codzienne zamieszczanie zdjęć na portalu społecznościom z kolejnych drzew, artystka zyskała rozpoznawalność i zaangażowała się w akcje na rzecz ochrony środowiska.

Nie tylko Wisła

Cecylia Malik, Piotr Pawlus, 6 rzek, Galeria Sztuki Współczesnej Bunkier Sztuki w Krakowie, © wszystkie prawa zastrzeżone

Na portalu udostępniamy wideo „6 rzek”. „Film, zrealizowany w 2012 roku przez artystkę i operatora Piotra Pawlusa, jest zapisem nietypowej podróży wodnym szlakiem. Przywoływała ona imiona sześciu krakowskich rzek i pokazywała ich zagrożone piękno. Kręte dopływy Wisły – Rudawa, Wilga, Dłubnia, Prądnik – meandrują wąskimi korytami przez postindustrialne tereny, wypalone rżyska i dźwięczące głosami ptaków lasy łęgowe, stanowiąc nie lada wyzwanie dla potencjalnych podróżników. Dopiero w końcowym biegu Malik i Pawlus przepływają przez lepiej znane krakowianom osiedla, blokowiska i ogródki działkowe. Artystka w samodzielnie skonstruowanej łódce pokonuje spowite mgłą tunele z gałęzi zwieszających się nisko nad lustrem wody i rozbrzmiewające echem sztolnie; przeprawia się przez skupiska śmieci oraz pnie zwalonych drzew; zmaga się z wartkim nurtem strug, by na koniec wpłynąć na leniwie rozlewające się wody Wisły. Posługując się poetyką spomiędzy filmu dokumentalnego, muzycznego klipu i pracy wideo, kreuje nieoczywisty i nastrojowy obraz Krakowa, w którym peryferia miasta zdobywają przewagę nad jego centrum” (fragment opisu autorstwa Anny Lebensztejn).

Jak pisze Magda Ujma w swoim tekście o artystkach: „Malik jako jedna z pierwszych wskazywała na szkodliwą działalność deweloperów i narastający proces gentryfikacji niektórych dzielnic miejskich. Walczyła o wstrzymanie regulacji podhalańskiej rzeki Białki. Pod pozorem radosnej zabawy, okraszonej nutą surrealizmu, porusza zasadnicze sprawy: do kogo należy miasto i wedle czyjej woli jest kształtowane. Istotą 6 rzek jest powolny i monotonny ruch krajobrazu, przesuwającego się wraz z artystką w miarę jak przemieszczała się rzekami Krakowa. Wyestetyzowane obrazy z Cecylią Malik w roli głównej mają w założeniu pełnić funkcję edukacyjną, uzmysłowić ludziom istnienie zaniedbanych obszarów przyrody. W gruncie rzeczy jednak film jest celebracją artystki na tle piękna natury. Malik jest tutaj pokazana w łączności z przyrodą, odzywają się kulturowe mity i fantazje na temat dzikiej kobiety”.

Opracowanie: Mirosława Bałazy (redakcja WMM), Licencja Creative Commons

Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.

 

 

W niedzielę rozpoczyna się rok 5779

Nowy rok żydowski 5779 rozpocznie się 9 września 2018 roku o godz. 18.50. Hebrajska nazwa Rosz Haszana (wym. jidysz roszeszone) oznacza „głowę roku”. Tego dnia rozpoczyna się też miesiąc tiszri, liczony od nowiu, a także trwające do Jom Kippur (19 września) „straszne dni” – okres wzmożonej aktywności religijnej i charytatywnej, mającej w jednostkowym i społecznym wymiarze prowadzić do odnowy świata (tikkun ha olam). W powszechnej świadomości nie tylko religijnych Żydów w Rosz Haszana każdemu człowiekowi zapisany jest jego los w kolejnych 12 miesiącach. W jamim naraim – „straszne dni” można ten wyrok odmienić, zanim w Jom Kippur – dzień wybaczenia i pojednania z Bogiem – zostanie przypieczętowany.

Rabin Eliezer Gurary dmie w szofar - synagoga Izaaka w Krakowie, Elul 5778 (wrzesień 2018), fot. Przemysław Piekarski, CC-BY 3.0

W synagogach rozbrzmiewa dźwięk szofaru – baraniego rogu. Jego wysłuchanie jest religijnym obowiązkiem (mycwa), stąd w rozpisce liturgii podawane są godziny dęcia w róg. Wiele wspólnot, zwłaszcza pobożnych Żydów (haredim) używa szofaru przez cały miesiąc elul, poprzedzający Rosz Haszana. W społecznościach ortodoksyjnych odmawiane są wtedy slichot (wym. jidysz sliches) – modlitwy przebłagalne. Ważne jest też, by pojednać się w ramach wspólnoty rodzinnej i religijnej. Szabat następujący po Rosz Haszana nazywa się Tszuwa – skrucha.

W dobie Internetu i komunikatorów społecznych zanika tradycja wysyłania kartek pocztowych z życzeniami, za to jako obrazki są dołączane do wiadomości elektronicznych.

Obok noworocznych życzeń: hebrajskiego le szana towa u metuka„dobrego i słodkiego roku” czy w jidysz a gut un zis jor słychać „obyś był zapisany w dobrej księdze”. W niebie wyłożone są trzy księgi: sprawiedliwych (cadikim), niegodziwców i wielka księga tych pozostałych. To właśnie dobra księga. Wyrok w niej zapisany daje nadzieję na godne przeżycie kolejnego roku.

Popularna przed laty piosenka Leonarda Cohena Who by fire – „Kto w ogniu, kto w wodzie…” świadomie nawiązuje do modlitwy powtarzanej w Rosz Haszana i Jom Kippur – Unetana tokef, gdzie pojawiają się różne warianty ludzkich losów. Jednak całość wieńczy podchwycony przez wszystkich modlących się w synagodze refren: „… ale skrucha, modlitwa i miłosierdzie odmienią najgorszy wyrok”.

Święto ma bogatą liturgię synagogalną. Wspólnota, zamiast siduru – modlitewnika na pozostałe dni świąteczne i powszednie, używa machzoru – przewodnika po modlitwie synagogalnej i domowej, z czytaniem odpowiednich fragmentów Tory. Przebrnięcie przez ponad dwieście stron hebrajskiego tekstu to wyzwanie na wiele godzin. Modlitwa zaczyna się wieczorem poprzedzającym święto –  później Żydzi wracają do swoich domów lub na świąteczne posiłki wspólnotowe. Zebrani najpierw błogosławieństwem i wypiciem kielicha wina uświęcają (kidusz) święto, potem umywają ręce, by pobłogosławić i spożyć pierwsze kęsy chałki.

Świąteczna kolacja to przede wszystkim chałka, upieczona na słodko, z rodzynkami. Inaczej niż przy kolacji szabatowej, kiedy na stole pojawiają się dwie chałki, na Rosz Haszana chałka jest splatana w okrąg. Wyraża pragnienie by kolejny rok „domknął się” pomyślnie. O ile w ciągu roku chałka jest posypywana solą (na pamiątkę Świątyni, gdzie ofiary solono), w Rosz Haszana kawałki chałki moczy się w miodzie. Na stole pełno też jabłek, krojonych w cząstki i maczanych w miodzie. Przecież życzymy sobie roku dobrego i słodkiego. Niegdyś w menu pojawiały się głowa ryby czy jagnięcia, w nawiązaniu do nazwy święta (hebr. rosz – głowa). Dzisiaj najczęściej je się cymes z marchwi, bo w jidysz mer to nie tylko „marchew”, ale i „więcej, bardziej”. Więcej wszystkiego, co dobre. Coraz bardziej popularne staje się ciasto z marchwi. Częste są też owoce z wieloma pestkami – granaty i figi. Znów pojawia się życzenie, by naszych dobrych uczynków było tyle co pestek. Żydzi używają na co dzień wielu języków i często bawią się homonimami. Angielskie peas brzmi jak peace, wobec tego zielony groszek na stole może być symbolem – życzeniem pokoju na nowy rok.

A. Gierymski, Święto trąbek I, 1884, Muzeum Narodowe  w Warszawie. Domena publiczna

Znany obraz Aleksandra Gierymskiego Święto trąbek nie zawiera w swej treści dęcia w szofar, ale jeden z ważnych elementów celebracji, grupowej czy indywidualnej – taszlich. Nazwa ceremonii odwołuje do wersetu z księgi Micheasza (7;19): „A Ty wrzucisz (taszlich) wszystkie ich grzechy w głębiny morza”. Dlatego pod wieczór pierwszego dnia Rosz Haszana nad brzegiem wody (morze, jezioro, rzeka) gromadzą się grupki Żydów opróżniających, napełnione wcześniej okruszkami chleba, kieszenie. Obrzędowi towarzyszą błogosławieństwa i modlitwy, z reguły prowadzone przez lokalnego rabina.

Miesiąc tiszri nie jest w kalendarzu żydowskim pierwszym miesiącem roku, a dopiero siódmym. Wcześniej za początek roku uważano pierwszy dzień (nów) wiosennego miesiąca nisan. Jednak przez nawiązanie do Pięcioksięgu – Lev. 23: 23-25: „I rzekł Wiekuisty do Mojżesza, tak: »Oświadcz synom Israela i powiedz: miesiąca siódmego, pierwszego tegoż miesiąca, będzie u was święto uroczyste, przypominanie trąbą, zgromadzenie świąteczne…«” oraz Num. 29: 1-6: „Miesiąca zaś siódmego, pierwszego dnia miesiąca zgromadzenie świąteczne będzie u was; żadnej pracy uciążliwej nie wykonywajcie: dniem trąbienia będzie on wam…”[1] staje się Rosz Haszana świętem szczególnie uroczystym.

Szofar, fot. Przemysław Piekarski, CC-BY 3.0

Za czasów biblijnych święto trwało jeden dzień, jednak obecnie obchodzi się je przez dwa dni. Zarówno w Talmudzie Babilońskim, jak i Jerozolimskim, znajdujemy traktat o nazwie Rosh Hashanah. To traktat VIII w drugim porządku Miszny – Moed („wyznaczony czas”), w którym zawarto szczegółowe przepisy, nakazy i zakazy dotyczące święta, m.in. reguły dotyczące szofaru. Określają one rodzaj materiału z jakiego można go zrobić, sposób jego ozdabiania oraz jak i kiedy na nim grać.

Wskazówki muzyczne grania na tym instrumencie odnajdziemy równiez w machzorach. Dźwięk szofaru ma brzmieć jak łkanie. Dęcie podzielone jest na serie dźwięków: trzykrotne szwarim (grzmiące), dziewięciokrotne tremolo truah (łkające) oraz przeciągłe tkija. Schemat jest na tyle skomplikowany, że dmącemu w róg kolejne sekwencje podpowiada jeden z uczestników modlitwy. Całe dęcie w szofar w ciągu porannej modlitwy w synagodze zamyka się w stu dźwiękach [2].

Od czasu zburzenia Świątyni w 70 roku n.e. w liturgii synagogalnej nie wolno używać instrumentów muzycznych. Wyjątkiem jest szofar nakazany przez Torę. Jednak jeśli pierwszy dzień Rosz Haszana wypada w Szabat, dęcie w róg przenosi się na modlitwę poranną dnia drugiego. Poza tą okolicznością szofar usłyszymy w oba dni świąteczne.

Wystrój synagogi jest zdominowany przez kolor biały. Również parochet (zasłona na szafę z Torą) zmienia się na biały. Sama Tora ubrana jest w białą sukienkę. Mężczyźni zakładają białe jarmułki, niektórzy biały kitel (tradycyjny strój ślubny). Również kobiety ubierają się na biało. Biel jest symbolem pokuty i czystości.

Rosz Haszana jest rzeczywistym dniem sądu. Następujący po nim Jom Kipur to dzień odpuszczenia win, pojednania z Bogiem. Pieśnią-modlitwą najczęściej kojarzoną z Rosz Haszana jest Awinu Malkenu – „Nasz Ojcze, Nasz Królu”.

Opracowanie: dr Przemysław PiekarskiLicencja Creative Commons
Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.

Zagadnieniom obliczania czasu według kalendarza żydowskiego jest poświęcona praca Dawida ben Jakuba z końca XVII wieku, której rękopis jest przechowywany w Muzeum Historycznym Miasta Krakowa. To właśnie „Słowa Dawida” (Diwrej Dawid), w których autor przekazał całą swoją wiedzę na temat skomplikowanych obliczeń kalendarzowych, wybraliśmy do zilustrowania odsłony w tym tygodniu. Rosz Haszana upamiętnia bowiem stworzenie świata, początek wszystkiego. Co istotne, dotyczy konkretnie szóstego dnia kreacji, w którym Bóg stworzył człowieka, co ostatecznie dopełniło dzieła.

Zachęcamy też do zapoznania się z interpretacją pt. „Judaizm od środka” autorstwa również Przemysława Piekarskiego.



[1] Fragmenty Księgi Kapłańskiej (łac. Leviticus) i Księgi Liczb (łac. Numeri) w tłum. Rabina Izaaka Cylkowa, za: Tora, wyd. Austeria, Kraków 2006.

„Za króla Olbrachta wyginęła szlachta”?

Nagrobek króla Jana I Olbrachta, 1502–1505, Królewska Katedra na Wawelu, domena publiczna.

27 sierpnia 1492 obrano królem Polski Jana Olbrachta, syna Kazimierza Jagiellończyka i wnuka Władysława Jagiełły.

Na naszym portalu prezentujemy trójwymiarowy model jego nagrobka. Realny pomnik władcy znajduje się w kaplicy Bożego Ciała i świętego Andrzeja Apostoła przy katedrze krakowskiej na Wawelu. Nagrobek odkuty w latach 1502–1505 jest dziełem przełomowym, łączącym północnoeuropejską sztukę z wpływami italianizującymi. Wykonało go dwóch artystów: Francesco Fiorentino, który wykonał renesansowe obramienie niszy, oraz Jörg Huber, odpowiedzialny za tumbę z wizerunkiem króla.

Niezbyt długie panowanie Jana Olbrachta, przypadające na lata 1492–1501, kojarzy się przeważnie z przysłowiem: „Za króla Olbrachta wyginęła szlachta”, które stało się podstawą dla negatywnej oceny całych jego rządów. Powiedzenie to po raz pierwszy odnotowano w Kronice polskiej Marcina Bielskiego (1495–1575) wydanej przez Joachima Bielskiego (zm. 1599) w roku 1597 oraz w Proverbium polonicum – zbiorze przysłów polskich napisanym przez Salomona Rysińskiego (zm. 1625) w roku 1618. Porzekadło to powstało po klęsce, jakiej podczas wyprawy czarnomorskiej – 26 października 1497 roku nieopodal Koźmina na Bukowinie – doznały z rąk mołdawskich wojska prowadzone przez króla. Ocena ekspedycji i przyczyn porażki jest wśród specjalistów rozbieżna. Niekiedy dowodzenie króla i waleczność jego gwardii są jedynymi dobrze ocenianymi elementami kampanii. Faktem jest jednak, że straty wśród pospolitego ruszenia były znaczne, a nieudana wyprawa sprowokowała tureckie najazdy odwetowe na Królestwo Polskie.

Nagrobek Jana Olbrachta na Wawelu. Rysunek Michała Stachowicza z 1818 roku (Biblioteka Narodowa, R.4411), domena publiczna.

Jednoznacznie zła opinia o panowaniu Jana Olbrachta jest nieuzasadniona. Skądinąd wiadomo, że władca cieszył się sporym autorytetem. Król dbał o obronność kraju, rozpoczął proces zjednoczenia Mazowsza z Koroną i skutecznie współpracował z panującym na Litwie bratem Aleksandrem. Był również dobrym zarządcą, będąc w stanie wyegzekwować swoją wolę wobec możnowładców, co wraz z rozwojem ich przywilejów i potęgi stawało się coraz trudniejsze. Wiadomo na przykład, że Jan Olbracht z powodzeniem przeprowadzał konfiskaty dóbr ziemskich przedstawicieli elit, którzy dopuścili się niestawiennictwa wojennego oraz nadużyć finansowych. Król był ponadto wyjątkowo życzliwy wobec mieszczan, o czym świadczy jego nekrolog zamieszczony w krakowskich księgach miejskich. Monarcha opisany jest w nim jako król tak łaskawy mieszczanom, jak żaden przed nim.

Choć większość zna jego imię, Jan Olbracht jest władcą niemalże zapomnianym. Niechlubna opinia jaką przydali mu potomni, jest jednak niczym wobec całkowitego zapomnienia, na które w powszechnej świadomości skazany jest jego następca – panujący zaledwie pięć lat (1501–1506) Aleksander Jagiellończyk. Szkoda, bo to on rozpoczął przebudowę zamku królewskiego na Wawelu – wzniósł zachodnie skrzydło pałacu, które jak wiemy ze źródeł miało bogatą dekorację malarską. O Aleksandrze pamiętają natomiast Litwini, ze względu na jego owocne panowanie w Wielkim Księstwie Litewskim (1492–1506).

Zarówno Jan Olbracht, jak i Aleksander zostali przyćmieni przez swoich następców – Zygmunta Starego i Zygmunta Augusta, którzy panowali nad Polską i Litwą przez ponad połowę XVI wieku.

Przysłowie „Za króla Olbrachta…” skłonić może także do zastanowienia, czy sukcesy militarne i polityczne są jedynymi powodami, dla których warto pamiętać o ludziach z przeszłości? Jeśli odpowiemy przecząco, to otworzą się przed nami nowe perspektywy – dostrzeżemy zwykłych ludzi – rzemieślników, chłopów, żebraków – oraz zwykłe życie niezwykłych ludzi – co, kiedy, do kogo i w jakim języku mówili królowie, czy byli lubiani i czy byli łatwo dostępni dla poddanych?

Historycy odpowiadają na takie pytania, tylko z jakiegoś powodu, nie jest to zauważane i większość z nas jest skazana głównie na hermetyczną historię bitew, traktatów, wielkiej polityki i handlu.

Opracowanie: Adam Spodaryk (Redakcja WMM),
Licencja Creative Commons

Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.

Stefania Cecylia Wojtulanis-Karpińska. Marzenia o lataniu

Zbliżające się Święto Lotnictwa Polskiego przypadające na 28 sierpnia jest pretekstem do przypomnienia Stefanii Wojtulanis-Karpińskiej – kobiety o niezwykłej pasji i odwadze. To jedyna przedstawicielka z Polski wyróżniona przez amerykańską organizację wybierającą co roku kilku zasłużonych przedstawicieli środowiska lotniczego. W Międzynarodowym Lesie Przyjaźni w Kansas (International Forest of Friendship) znajduje się upamiętniająca ją płyta. Las – ufundowany przez władze miasta Atchison w Kansas (miejsce urodzenia Amelii Earhart – pierwszej kobiety, która w 1932 roku przeleciała nad Atlantykiem), Międzynarodową Organizację Kobiet-Pilotów i Uniwersytet Stanowy Kansas – jest żywym, rosnącym pomnikiem światowej historii lotnictwa.

Książka lotów porucznika pilota Stefanii Wojtulanis-Karpińskiej („Barbary”), Muzeum Lotnictwa Polskiego, domena publiczna

Na portalu WMM prezentujemy książkę lotów Stefanii Wojtulanis-Karpińskiej ps. „Barbara” z kolekcji Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie . Dziennik jest zapisem godzin lotu pilota. Zawiera notatkę o każdym locie, jaki odbył , w tym czas i liczbę lądowań. W większości krajów piloci są zobowiązani do prowadzenia dziennika zgodnie z przepisami rządowymi dotyczącymi lotnictwa. Głównym celem jest wykazanie, że pewne wymagania konieczne do uzyskania certyfikatu lub oceny zostały spełnione.

W książce Wojtulanis mającej charakter artefaktu zawarte są informacje o wszystkich odbytych przez nią lotach w okresie II wojny światowej. Spędziła ona wówczas w powietrzu ponad 3 tysiące godzin, pełniąc służbę jako jedna z trzech Polek w brytyjskiej ATA (Air Transport Auxilary – brytyjska służba pomocnicza Royal Air Force). „Barbara” jako pierwsza Polka wylatała 1000 godzin na samolotach bojowych.
Stefania Cecylia Wojtulanis-Karpińska urodziła się 22 listopada 1912 roku w Warszawie. Była kapitanem pilotem Polskich Sił Powietrznych oraz pilotem sportowym. Od młodości interesowało ją lotnictwo. Była jedną z pierwszych kobiet w Polsce, która uzyskała licencje pilota samolotowego i balonowego. Studiowała na Wydziale Mechanicznym Politechniki Warszawskiej. W 1935 roku rozpoczęła szkolenie szybowcowe i ukończyła kurs pilotażu oraz kurs dla instruktorów spadochroniarstwa. Aktywnie zajmowała się wszystkimi rodzajami sportów lotniczych i uczestniczyła w wielu zawodach.

Stefania Wojtulanis-Karpińska, źródło zdjęcia: Wikipedia


Marzyła o konstruowaniu samolotów, jednak wybuch II wojny światowej zburzył jej plany. Stefania Wojtulanis zgłosiła się do wykonywania lotów, po czym została zmobilizowana do Eskadry Sztabowej Naczelnego Dowódcy Lotnictwa. Wykonywała zadania łącznikowe (lotnictwo łącznikowe to jeden z rodzajów lotnictwa pomocniczego, spełniający ważną rolę w systemie łączności dowodzenia i współdziałania na rzecz dowódców i sztabów związków operacyjnych i taktycznych). Po inwazji radzieckiej 17 września 1939 roku została ewakuowana do Rumunii. Służyła tam jako kurier, pomagając w ucieczkach i dostarczając dokumenty lotnikom chcącym przedostać się do Francji, dokąd też sama trafiła. Później, już w Wielkiej Brytanii, pilotowała samoloty z fabryk i warsztatów naprawczych na lotniska różnych jednostek. Wraz z Anną Leską była w 1941 roku pierwszą cudzoziemką powołaną do brytyjskiej Pomocniczej Służby Transportowej. Po wojnie razem z mężem, pułkownikiem lotnictwa Stanisławem Karpińskim, wyemigrowała do Ameryki. Działała tam aktywnie społecznie, uczestnicząc w życiu organizacji polonijnych. Była przewodniczącą Stowarzyszenia Lotników Polskich w Kalifornii „Skrzydła Pacyfiku” oraz członkiem innych organizacji, m.in. Women's Overseas League i Silver Wings Fraternity. Wspierała polskie placówki muzealne i kulturalne.
Za swoje zasługi otrzymała szereg odznaczeń: Krzyż Komandorski i Krzyż Kawalerski Orderu Zasługi RP, Krzyż Zasługi z Mieczami (za kampanię 1939), Srebrny Krzyż Zasługi, Krzyż Czynu Bojowego Polskich Sił Zbrojnych Na Zachodzie, medal „Za Udział w Wojnie Obronnej 1939”, Medal Lotniczy oraz brytyjski War Medal i Defence Medal. W 1997 roku została odznaczona Medalem Polonia Mater Nostra Est. Zmarła 12 lutego 2005 roku.
Archiwalne zdjęcia Stefanii Cecylii Wojtulanis-Karpińskiej można zobaczyć na stronie Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie.

Opracowanie: Mirosława Bałazy (Redakcja WMM), Licencja Creative Commons
Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.

Matki Boskiej Zielnej

Ponad sto lat temu Zygmunt Gloger napisał, że tak „Jak kwiaty są ozdobą roślin, tak zwyczaje doroczne są krasą domowego życia ludów”[1]. Myśl tego wybitnego historyka, etnografa i folklorysty warto przypomnieć właśnie dzisiaj – 15 sierpnia jest jedną z najważniejszych dat w polskim kalendarzu. W tym dniu przypadają dwie ważne uroczystości: państwowe obchody Święta Wojska Polskiego, ustanowione w rocznicę Bitwy Warszawskiej roku 1920, oraz religijne uroczystości upamiętniające dzień, w którym – jak wierzą katolicy – miało miejsce Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny.

Liturgicznemu wspomnieniu tego wydarzenia towarzyszy w Polsce szczególny zwyczaj, któremu święto zawdzięcza swoją popularną nazwę – Matki Boskiej Zielnej. Ponownie wypada oddać głos Glogerowi: „Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny to uroczystość ze wszystkich świąt ku czci Bogarodzicy najdawniejsza, bo sięga pierwszych wieków chrześcijaństwa i zawsze solennie obchodzona. Z obchodem tym kościelnym, […] łączy się w kraju naszym starodawny zwyczaj święcenia ziół polnych, które dziewczęta wiejskie, nazbierawszy dnia poprzedniego, przynoszą do świątyń, aby je kapłan przed wielkim ołtarzem poświęcił. Jest to więc po oktawie Bożego Ciała, drugi dzień w roku przeznaczony do święcenia ziół i kwiatów polnych.

Na Mazowszu i Podlasiu niosą do kościoła święcić w dzień Matki Boskiej Zielnej: boże drzewka, hizop, lawendę, dziewannę, rumian i kilka innych ziół leczniczych. W Krakowskim niosą do poświęcenia dwanaście roślin: 1. Włoski Najświętszej Panienki, 2. Obieżyświat (żółto kwitnący), 3. Trojeść, 4 Żabie Skrzeki, 5. Boże drzewko 6. Rotyć, 7. Lubczyk. 8. Leszczyna z orzechami. 9. Żyto, 10 Konopie, 11, Len , 12 Miętę. Zioła powyższe w dniu tym poświęcone, można tam widzieć w każdej niemal chacie wetknięte za siestrzan czyli tram.

Według staropolskiego obyczaju, zmarłemu do trumny podkładają ich garstkę pod głowę. W innych stronach oprócz ziół polnych, wśród których bywa zawsze i bylica, zanosi lud do poświęcenia w kościele różne zboża, a mianowicie: len, proso, makówki, żyto, pszenicę, jęczmień i owies, każdego choć po kilka dorodnych kłosów. Z tych to kłosów błogosławionych przed ołtarzem, wykruszają potem ziarna do pierwszego siewu na zagonie swych ojców”[2].

W ostatnich latach zwyczaj święcenia ziół, kwiatów i owoców przeżywa odrodzenie. Co roku w Krakowie organizowany jest cykl wydarzeń pt. Cudowna moc bukietów. Organizatorzy przygotowują różnego rodzaju warsztaty oraz konkurs na najpiękniejszy bukiet zielny.

Święto Matki Boskiej Zielnej ma dzisiaj nie tylko wymiar religijny – przypomina o szacunku należnym naturze, która żywi, leczy i zachwyca pięknem. Pozwala także wykazać się zdolnościami manualnymi podczas układania bukietów oraz poznać zioła naszych rodzimych łąk – także te zapomniane, których nie odnajdziemy na sklepowych półkach, ani nawet w osiedlowej budce.

Opracowanie: Adam Spodaryk (Redakcja WMM),
Licencja Creative Commons

Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.


[1] Zygmunt Gloger, Rok Polski w życiu, tradycji i pieśni, Warszawa 1900, s. 1.

[2] Tamże, s. 323–325.

Showing 1 - 5 of 140 results.
Items per Page 5
of 28