Otulanie świata

Czyta Krystyna Czubówna
Obiekty
Pomoc
  • Zwiedzaj interpretację przewijając stronę w dół.
  • Odkrywaj obiekty, klikając aktywne pola.
Przejdź do prezentacji
X

Otulanie świata

Tadeusz Sławek
Czyta Krystyna Czubówna
Pobierz tekst Pobierz dźwięk
Podziel się
  • Email
  • Do:
  • Temat:
  • URL:
E-mail Facebook Twitter
Google Plus Share
  • Udostępnij na stronie

Sarkofag Aset-iri-khet-es Muzeum Archeologiczne w Krakowie

Czyta Krystyna Czubówna
więcej o obiekcie

„Praformą wszelkiego zamieszkiwania jest bytowanie nie w domu, lecz w powłoce. Nosi ona piętno swego lokatora […]. XIX stulecie, jak żadne inne, miało bzika na punkcie mieszkania. Pojmowało ono mieszkanie jako futerał na człowieka i opatulało go, razem z wszystkimi jego przynależnościami, tak szczelnie, że nasuwało to na myśl wnętrze puzderka na cyrkle, w którym przybór ten razem ze swymi częściami zamiennymi spoczywa w głębokich, wyściełanych najczęściej fioletowym aksamitem wydrążeniach”*.
Mistrzowska obserwacja Waltera Benjamina, której pod żadnym pozorem nie powinniśmy zlekceważyć. Oto zamieszkiwanie oznacza szczególną relację z przestrzenią: mieszkamy nie tam, gdzie przestrzeń wokół nas zostaje szeroko otwarta, lecz przeciwnie – tam, gdzie mamy wrażenie, że ściśle do nas przylega. Tak ściśle, że przyjmuje kształt naszego ciała. Nic dziwnego, wszak nie tak dawno mówiło się o ciele jako o „ziemskiej powłoce” właśnie. „Mieszkać” to ucieleśniać istnienie, nadawać mu postać ciała w jego materialności. Jak dowodzą egipskie sarkofagi obdarzone formą ciała, opatrzone wizerunkiem twarzy zmarłego oraz peruką, nawet o śmierci myślano jako o formie zamieszkiwania. Obowiązkiem tych, którzy zostają po tej stronie rzeki życia, było zatroszczyć się o przetrwanie tych, którzy przeprawili się na jej drugi brzeg. Stąd trumna – inna niż ta, do której przywykliśmy w naszej kulturze; trumna-ciało, trumna-powłoka, trumna-mieszkanie.

* W. Benjamin, Pasaże, przeł. I. Kania, Kraków 2005, s. 250.
Lada na przybory pisarza Rady Miejskiej Muzeum Historyczne Miasta Krakowa

więcej o obiekcie
Lada cechu czerwonych garbarzy, białoskórników i rękawiczników Muzeum Historyczne Miasta Krakowa

więcej o obiekcie
Skrzynia cechu krawców i cechów pokrewnych Muzeum im. Aleksandra Kłosińskiego w Kętach

Czyta Krystyna Czubówna
więcej o obiekcie

Skoro jednak mowa o przeprawie, zatem i o podróż tutaj chodzi. Benjamin mówi o XIX stuleciu jako o epoce futerałów, pokrowców i etui, ale to także epoka wielkich podróży i odkryć, a nad brytyjskim imperium królowej Wiktorii nigdy nie zachodzi słońce. Zatem każdy futerał, i mieszkanie jako jego najwyższy emblemat, przylegał szczelnie do naszej skóry (niczym kreślarski sprzęt ciasno przylegający do aksamitnych leży w starannie wykończonych pudełkach), chroniąc nas i przedmioty przed uderzeniami nieprzewidywalnego zewnętrznego świata. W skrzyniach spoczywały ważne papiery cechowe, nad którym czuwała opatrzność delegująca swe funkcje na osoby odpowiednich świętych; w podróżnych sepetach kryły się misternie wykonane schowki uruchamiane sekretną sprężyną. Ale przecież były to sprzęty drodze służące, przenośne, przezornie zaopatrzone w uchwyty, aby ułatwić przenoszenie. Więc dom, powłoka, był jednocześnie chroniącym przed wzburzonymi falami życia kadłubem korabia. W tych niekiedy przemyślnie wykonanych, a czasem nader prostych skrzyniach – niezależnie od tego, czy zdobiły je intarsje lub inkrustacje, czy przemawiało w nich jedynie surowe drewno – ludzkie losy i losy związanych z nimi przedmiotów znajdowały schronienie w egzystencjalnej podróży. Skrzynia jako statek, na tyle silny, by uniknąć katastrofy rozbicia; skrzynia jako miniatura państwa, które właściwie uporządkowawszy poddane mu przedmioty, spokojnie zmierza do wyznaczonego celu.

Bo przecież stara jak świat alegoria poucza, że niczego człowiek nie lęka się tak, jak rozbicia i towarzyszącego mu niechybnie bezładu. Morska katastrofa, na którą łacińscy poeci mieli specjalne słowo: naufragium, nie tylko była końcem pewnego świata, ale także, przede wszystkim, otwierała przed człowiekiem to, czego najbardziej się lękał – przestrzeń niewiadomego, niespodziewanego, czegoś, co tak radykalnie różniło się od znanego mu świata, że właściwie tylko dramatyzm śmierci mógł wyrazić jego obawy i lęki w obliczu rozbicia na nieznanym brzegu bez mapy i ludzkiej siedziby. Robinson Crusoe opublikowany przez Daniela Defoe w 1719 roku jest tu niedościgłym wzorem. Rozpacz rozbitka, wieloletnia samotność będąca końcem ludzkiego świata przez dziesiątek lat mozolnie i z wielkim trudem odbudowywanego. Ale najpierw jest potrzeba schronienia, znalezienia miejsca, które by – powiedziałby Benjamin – „opatulało go, ze wszystkimi jego przynależnościami”. Nie ma zatem historii Robinsona bez mieszkania, a co za tym idzie, bez skrzyń i pojemników. Jak wiemy z opowieści Defoe, skrzynie są nawet wcześniejsze od dachu nad głową. To one ratują co się da, to one dają nadzieję na przyszłość. Robinson przetrwa dzięki temu, co bezpiecznie chroni się w ciemnym wnętrzu skrzyń.
Sukienka na Torę (Meil) z synagogi w Szumsku koło Krzemieńca Muzeum Narodowe w Krakowie

więcej o obiekcie
Parochet – zasłona na szafę ołtarzową w synagodze Muzeum w Chrzanowie im. Ireny i Mieczysława Mazarakich

Czyta Krystyna Czubówna
więcej o obiekcie

W skrzyniach i szafach znajduje miejsce to, co cenne. Można powiedzieć, że odnajdziemy w nich Świadectwo, czyli to, co wyznaczało kierunek ludzkiego działania, co musiało zostać utrwalone i przechowane, aby można było przetrwać. Tam także dokonuje się spotkanie siły pozwalającej przetrwać z wątpiącym i skłonnym do rozpaczy człowiekiem. Stamtąd dochodzi głos nakazujący, jak postępować. Pan, przemawiając do Mojżesza na górze Synaj, jest niczym architekt dostarczający dokładnego „wzoru przybytku i wzoru wszystkich jego sprzętów” (Wj 25,9)*. Ta nauka zadziwia: wydaje się, że Bóg zajmujący się rozplanowaniem i umeblowaniem świątyni stoi niebezpiecznie blisko mieszczańskiej troski o miejsce zamieszkania. Nie dajmy się jednak zwieść; chodzi o rzecz nader istotną – jeśli nawet Najwyższy troszczy się o drobne sprzęty, czy śmiertelni nie powinni postąpić tak samo? Czy nasze życie nie rozbłyskuje nowym światłem wtedy, gdy porzucamy obojętność wobec rzeczy i zauważamy coś ponad ich sprzętową użyteczność? Troska o przedmiot jest powołaniem naszego bycia. Arka Przymierza była skrzynią, a Druga Księga Mojżeszowa podaje nawet jej dokładne wymiary, materiał i sposób wykonania. „Zrobią też skrzynię z drzewa akacjowego, dwa i pół łokcia długą, półtora łokcia szeroką i półtora łokcia wysoką” (Wj 25,10). Po czym następuje szczegółowy opis elementów skrzyni, a wreszcie dwa zdania najistotniejsze. Pierwsze mówi o zawartości skrzyni, drugie o jej przeznaczeniu. „Do tej skrzyni włożysz Świadectwo, które ci dam” (Wj 25.16), i dalej: „Tam będę spotykał się z tobą i sponad wieka będę z tobą rozmawiał spośród dwóch cherubów, które są na Skrzyni Świadectwa, o wszystkim, co jako nakaz przekażę ci dla synów izraelskich” (Wj 25,22). Skrzynia przechowuje to, co Bóg przekazał śmiertelnym, a jej wieko jest agorą, na której Najwyższy spotyka się ze swym ludem. Nie powinniśmy zapominać o tym związku skrzyni, szkatuły, szafy, tabernakulum z tym, co święte. Nawet jeśli tym świętym są jedynie nasze wspomnienia, nasza wiara w to, co pomaga przetrwać.

Arkę i korab spokrewnia etymologia. Obydwa przedmioty przeprowadzają nas przez niebezpieczne wody (arka Noego zapewniła przetrwanie stworzenia), mając za zadanie oddalić groźbę naufragium. A zatem i nawa państwa nie jest odległa. Arka Przymierza towarzyszyła wszystkim poczynaniom Izraelitów jako gwarant powodzenia; doświadczenie religijne wpisywało się w logikę państwa. Wszelkie więc skrzynie są namiastką państwa: mają gromadzić po to, aby rozdawać w czasie potrzeby.

Zatem skrzynia jednocześnie kryje jakieś mysterium tremendum i umożliwia kontakt z nim. Gromadzi Świadectwo, ale także na wieku skrzyni ten, kto zesłał Świadectwo, komunikuje się ze śmiertelnymi. Skrzynia chroni więc człowieka, ale niebezpośrednio. Chroni go o tyle, o ile osłania i zachowuje to, co go transcenduje, w imię czego chciałby kształtować swe życie. Nie ma to nic wspólnego z bezwarunkowym osłanianiem człowieka przed tym, czego chciałby uniknąć. Przeciwnie, Bóg mówi, iż będzie „nakazywał”, a zatem krytykował i nie szczędził nagany. W nader istotnym sensie ochrona polega tutaj właśnie na wystawianiu na niebezpieczeństwo, na konfrontację z tym, wobec czego okazuję się słaby i ułomny. Arka Przymierza, chroniąc Świadectwo, chroni człowieka, ale go nie oszczędza. Tylko tak bowiem możliwa jest relacja z tym, co nie mieści się w kategorii instrumentalnej użyteczności. Na swój sposób Arka odsłania więc człowieka, wystawia na działanie otchłani i dopiero po tym akcie możliwa jest prawdziwa troska, prawdziwe chronienie tego, co cenne. Inaczej będziemy mieli do czynienia jedynie z chronieniem w znaczeniu unikania wszystkiego, co nie mieści w świecie naszych wyobrażeń, to zaś oznacza bycie pozbawione powagi. Tak mówi o tym Bolesław Prus, opisując Izabelę Łęcką: „Panna Izabela od kolebki żyła w świecie pięknym i nie tylko nadludzkim, ale – nadnaturalnym. Sypiała w puchach, odziewała się w jedwabie i hafty, siadała na rzeźbionych i wyściełanych hebanach i palisandrach […]. Woalka chroniła ją od wiatru, kareta od deszczu, sobole od zimna, parasolka i rękawiczki od słońca”**. Różne są więc rodzaje chronienia, a niektóre z nich sprzeniewierzają się swemu powołaniu. Prawdziwa troska chroni, lecz nie osłaniania.
* Wszystkie cyt. z Biblii w przekładzie Brytyjskiego i Zagranicznego Towarzystwa Biblijnego w Warszawie, Warszawa 1980.
** B. Prus, Lalka, Warszawa 1949, t. 1, s. 56–57.
Malowana skrzynia posagowa Muzeum im. Aleksandra Kłosińskiego w Kętach

więcej o obiekcie
Pudernica Muzeum w Chrzanowie im. Ireny i Mieczysława Mazarakich

więcej o obiekcie
Kabinet z przedstawieniami świętych Muzeum Narodowe w Krakowie

więcej o obiekcie
Pamiątkowe pudełko z monetami i banknotem z czasów powstania listopadowego 1831 roku Muzeum Narodowe w Krakowie

Czyta Krystyna Czubówna
więcej o obiekcie

Nie powinniśmy się dziwić, że nad zawartością skrzyń, sepetów, kufrów czuwają święci patronowie zastygli w malunkowych konterfektach. Wszak to, co znajduje się we wnętrzach tych pojemników, stanowi o przyszłości. Czasem bywa jej nieodzownym warunkiem. Która z panien dawniej zrezygnowałaby ze skrzyni posagowej, gdzie powoli, w rytmie lat, gromadziły się zasoby, dzięki którym kiedyś rozpocznie własne, samodzielne życie, i zapewne niedługo potem sama będzie odkładać cenne przedmioty dla własnej córki. Skrzynia posagowa to bank, w którym obliczane są procenty przyszłego szczęścia. To także inny rytm życia, odmienny od codziennego pośpiechu i niecierpliwej krzątaniny. Rzeczy odkładane w takiej skrzyni na pewno nasączone były marzeniami o przyszłym wybrańcu, ale także pewnie ostrożnością i niepewnością: kogo wybrać, jak sprawić, aby wybór nie przyniósł rozczarowania? Wszystko to sprawia, że skrzynia taka niosła przesłanie, by się nie spieszyć, nie podejmować decyzji pochopnie. „Pozdrowieniem filozofów powinno być: nie spiesz się”* – taka sentencja mogłaby być wypisana na wieku posagowej skrzyni. Wszak jej wnętrze wypełnia się latami, a to, co się w niej gromadzi, to rzeczy nie tylko służące codzienności, ale codzienność celebrujące, uświęcające, podnoszące na wyższy poziom. Pościel jest praktyczna, ale przede wszystkim ma być wyjątkowa w swej urodzie, jakości materiału i wykonania; talerze są ręcznie malowane, niczym osobne, niepowtarzalne dzieła sztuki. Skrzynia chroniła piękno świata przedmiotów i otulała także marzenia o przyszłym równie pięknym życiu. Rzeczywistość weryfikowała te plany, ale skrzynia pozostawała i śniła dalej ten sam piękny sen, choć już w innej obsadzie.

Jeszcze jeden sposób, w jaki skrzynia uczestniczyła w naszym świecie, wymaga uwagi. Gdy poddało się ją logice gromadzenia, kusiła do jak najczęstszego przeglądania zgromadzonych w niej rzeczy. Szkatuła skąpca wymuszała, by jego dłonie zanurzały się w kosztownościach (częsty to motyw baśni, w których bohater nagle znajduje kufry wypełnione złotymi monetami lub brylantami), młode kobiety przeglądały zawartość swego posagu nie tylko po to, by przewietrzyć, ale przede wszystkim dlatego, by się nacieszyć tworzącymi go przedmiotami. Nieustannie przez dłonie przewijały się te same obrusy, poszewki; Shylock przegląda swe dukaty i diamenty, z których część wykradnie mu córka jako wiano dla swego chrześcijańskiego męża. Kufry, szkatuły, skrzynie domagały się powrotu do tego samego; nawet jeśli pojawiały się w nich nowe przedmioty, były jedynie kolejnymi egzemplarzami tego samego – jeszcze jedna poduszka, jeszcze kolejna złota moneta. Psychoanaliza orzekłaby, że wszystkie te pojemniki pozostawały w służbie nie tyle pragnienia (ono bowiem żąda wciąż czegoś nowego, a jednocześnie pozostaje stale nienasycone, gdyż nic nie jest permanentnie „nowe”), ile popędu (ten zmierza do tego, by wciąż powtarzać to samo, zmieniać jak najmniej, a co najwyżej mnożyć kopie tego, co już posiadamy). To, co nowe, co należy do porządku pożądania, chce zostać ujawnione, chcemy się nim pokazać przed całym światem; to, co popędowe, pragnie pozostać w ukryciu. Dlatego lubi ciemne wnętrza skrzyń, kufrów i szuflad.

* E. Canetti, Tajemne serce zegara, przeł. M. Przybyłowska, Sejny 2007, s. 44.
Skrzynia na zboże - sąsiek Muzeum im. Aleksandra Kłosińskiego w Kętach

więcej o obiekcie
Relikwiarz włocławski tzw. kruszwicki Muzeum Narodowe w Krakowie

Czyta Krystyna Czubówna
więcej o obiekcie

Pomyślmy o sąsiekach, tych płodnych brzuchach domowych gospodarstw. Przechowywały ziarno na przyszły siew, a więc ich rola była szczególna. Musiały się oprzeć siłom, które wtargnąwszy do środka, zniszczyłyby jego zawartość, a zatem postawiły pod znakiem zapytania przyszłość gospodarza. Ostre pazury i zęby szczurów, kto wie, czy nie groźniejsza, bo niewidoczna wilgoć – to barbarzyńcy czyhający pod bramami miasta (czy stare przepastne szafy nie przypominają fortec?), starając się znaleźć wyłom w jego murach. Bowiem skrzynie, o których mówimy i na które patrzymy, to małe miasta, całe polis, z ich porządkiem czasu (chronimy ziarno w imię przyszłych zbiorów, a zatem w imię przeżycia), przestrzeni (przenośne sekretarzyki dawały szanse starannego posegregowania przechowywanych dokumentów) i znaczenia (jakże cenna była relikwia za szybką relikwiarza, relikwia, której nadprzyrodzona moc pozwalała mieć nadzieję, że choć na krótką chwilę chory znajdzie ulgę w cierpieniu, a sprawiedliwość i królestwo nie z tego świata zagości na moment w świecie małych i okrutnych interesów). Skrzynie zachowały więc w sobie moc przypominania człowiekowi, że to, co chronią swymi ścianami, nie jest tam złożone po to, aby bezwolnie spoczywać w ciemności i bezruchu, ale po to, aby stać się zasiewem czegoś nowego. Sąsieki, skrzynie posagowe, sepety, relikwiarze mówią: człowieku, nie jesteś tym, kto jedynie zbiera i odkłada, kto gromadzi, aby gromadzić, ale tym, który ma dzielić się tym, co zgromadził. Nie jesteś kolekcjonerem, jesteś siewcą.
Zegar szafkowy typu podłogowego Muzeum Okręgowe w Tarnowie

Czyta Krystyna Czubówna
więcej o obiekcie

Zegar jest szczególnie zagadkową formą futerału. To, na co patrzę, widząc stojący szafkowy zegar, zawiera w swym bezruchu to, co nie zna spoczynku. Zegar jest szafą na czas; w swej skromniejszej postaci jest przenośnym puzderkiem, w którym niesiemy z sobą wciąż upływające godziny. A zatem to pojemnik specyficzny: jego niezbywalną cechą jest nieszczelność. Solidność drewnianych płyt i kunsztownej snycerki, połyskliwość metalu, nierzadko ze szlachetnej stali, często złoconego, jest pozorna. Są zegary wodoszczelne, ale nigdy nie ma i nie było zegarów czasoszczelnych. Dzisiejsze kosztowne chronometry wytrzymają ciśnienie wielu dziesiątek atmosfer; nie utrzymają jednak w ryzach ani jednej sekundy. Dlatego trzeba z taką uwagą troszczyć się i przechowywać zegary szafkowe. Ich rozmiar wzrusza: mogłyby pomieścić czas całego świata, a jednak każdym ruchem wahadła, które widzimy przez szybkę, każdym uderzeniem młoteczka przypominają o własnej bezradności. A jeszcze dochodzi do tego wysiłek nie zawsze znanego z imienia i nazwiska zegarmistrza, który tak bardzo starał się o to, by obdarzyć mechanizm precyzją, a szafkę pięknem. Zegarmistrzowie to najtragiczniejsi z artystów: pochłonie ich żywioł, który chcieli ujarzmić, dokładność, do której zmierzali, okaże się zawsze zabójcza. To także wielka lekcja pokory udzielona rozumowi wykazującemu zawsze nadmierne ambicje panowania nad rzeczywistością: możemy wyznaczyć czas we wszystkich miejscach na świecie, nawet na innych planetach, a jedna mała, nic nieznacząca godzina pozostanie zawsze poza zasięgiem najbieglejszego mistrza zegarowego kunsztu. To godzina jego śmierci, odmierzona, lecz nieznana, wyznaczona, lecz zabroniona; gdy zegarmistrz umrze, jego dzieło nadal będzie obojętnie odmierzało minuty i godziny. Zegar to nie tylko Baudelairowskie „bóstwo złowróżbne”, dieu sinistre; zegar jest też formą sarkofagu.
Rzeźba „Madonna z Krużlowej” Muzeum Narodowe w Krakowie

więcej o obiekcie
Rzeźba „Matka Boska Skępska” Muzeum Etnograficzne w Krakowie

Czyta Krystyna Czubówna
więcej o obiekcie

To, co otula, kryje nagość. Kult futerałów, miękkich etui, wszelkiego rodzaju kotar, zasłon i pokrowców właściwy kulturze mieszczańskiej wyrażał w jakimś stopniu lęk przed ciałem przedmiotu. Chciano go chronić, to prawda, ale przecież równocześnie chciano chronić innych przed przedmiotem, by nie uraził ich wzroku, nie dotknął nadmiernie bezpośrednio. By nie wywoływać niepoczciwych skojarzeń, wiktoriańskie damy przesłaniały muślinową tkaniną nogi fortepianów, a ciężkie obrusy opadały ze stołów nisko ku podłodze. Otulanie chroni także w sensie moralnym. Gdy pijany Noe leży na ziemi, syn zakrywa jego nagość połą płaszcza. Ciekawe, że boskość także wpisuje się w tę grę ciała i zasłony. Płaszcz Matki Boskiej jest suty (Baudelaire polecał się swojej ziemskiej, nader ziemskiej, Madonnie, pisząc: „Potem pełen zawiści, Madonno śmiertelna, / Potrafię ci wykroić płaszcz tak suty, sztywny, / Podejrzeniem podszyty, pierwotny, masywny, / Że zakuje twe wdzięki jak pudło ścianami –/ Nie perłami dziergany, lecz moimi łzami!”*, przeł. Antoni Słonimski); niemal czujemy ciężar faktury jego materii lejącej się obszernymi fałdami (jak w rzeźbie przedstawiającej Matkę Boską z Krużlowej), czy opadający szerokimi łukami tak obszernie, że mógłby w zasadzie okryć całe stworzenie (jak w rzeźbie Matki Boskiej Skępskiej). Ale pewnie o to też chodzi artyście: to, co boskie (zwłaszcza że święte należy tutaj do kobiety i matki), chroni i osłania świat. Możemy sobie wyobrazić bez trudu, że poły płaszcza Skępskiej Madonny otwierają się niczym potężne wrota i widzimy świat i stworzenie otoczone Jej troskliwą opieką. Tak dzieje się przecież w kilku zachowanych egzemplarzach madonn szafkowych, których płaszcze otwierają się, odsłaniając wszechświat objęty troską tego, co boskie. Wystarczy pojechać do Sejn, gdzie w bocznej kaplicy kościoła Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny znajdziemy taką Madonnę.

* Ch. Baudelaire, Do Madonny, [w:] idem, Kwiaty zła, Kraków 1990, s. 155.
Rzeźba „Chrystus Frasobliwy” Muzeum Etnograficzne w Krakowie

Czyta Krystyna Czubówna
więcej o obiekcie

Bóg otula świat; teologia powiedziałaby, że jego troska obejmuje wszystko, co istnieje. Gorzka to nauka, gdy zderzyć ją z okrucieństwem historii i dramatami poszczególnych ludzi. Umierając, Chrystus wykrzyknie, że Ojciec go opuścił. Ale Bóg nie lęka się nagości. Na osobliwie wysuniętym w bok ramieniu Marii mały Jezus siedzi całkiem nagi. Chrystus Frasobliwy ma płaszcz narzucony na nagie ciało. Nauka stąd płynie podobna do tej, jaką głosił nam sąsiek: to, co ma przynieść owoc, aby tak się stało, musi opuścić schronienie. Tylko ziarno wysypane w stosownym czasie ze skrzyni wyda plon; dzieci muszą opuścić dom i szukać własnego miejsca. Wszak mamy opuścić matkę i ojca, aby osiągnąć królestwo niebieskie. Zbawienie wymaga opuszczenia domu, tego, co swojskie, co jest miękkim futerałem, co niesie ciepło i poczucie bezpieczeństwa. Zbawienie wymaga odsłonięcia równoznacznego z cierpieniem. A zatem zbawienie jest bezdomne. Ten, co chroni, sam jest bez żadnej osłony; urodzi się bez dachu nad głową, zamiast kołyski będzie miał żłób, a zwierzętom będzie w tej scenie bliżej do Niego niż ludziom. Czerwony płaszcz na nagich ramionach zafrasowanego Chrystusa mówi także o tym, że prawdziwej osłony winniśmy szukać nie tam, gdzie nauczyliśmy się ją znajdować – w zabezpieczeniach, jakie niosą pozycja społeczna, dostatek, dostojeństwo. Wszystko to osłony pozorne; żadna z nich się nie ostoi wobec poważnej próby losu. Aby chronić, trzeba samemu zrezygnować z dających poczucie schronienia osłon. Chrystus Frasobliwy jest zaprzeczeniem tego, co uczyniła z przedmiotem kultura mieszczańska: zabrała mu powagę i tragiczność, zamieniając w łagodny bibelot. Ale przecież taki był jej cel: uchronić człowieka przed pustką i otchłanią. Stąd obrazy gęsto zawieszone na ścianach, puzderka, pudełka, słoje i wazy zapełniające stoły i stoliki. Chrystus Frasobliwy spogląda ze swej pobielonej kapliczki na puste pole, niemal bezgraniczne w jesiennej słocie.
Kołyska Muzeum Narodowe w Krakowie

Czyta Krystyna Czubówna
więcej o obiekcie

Jeśli uznać skrzynię za metaforę ludzkiego życia, obnażone ciało Boga każe nam myśleć, że musimy nabrać rezerwy do tego, co zamknęliśmy w jej wnętrzu. Chodzi o moment, w którym zrozumiemy, że aby żyć prawdziwie, pojąwszy, że życie nie żyje się dla siebie, że wymaga czegoś, w imię czego pragnie przetrwać, otworzymy wieko i wyjmiemy to, co w skrzyni zgromadzone. Niezależnie od tego, jak bardzo jesteśmy przywiązani do cennej i niekwestionowanej zawartości wszystkich tych rzeczy i doznań, trzeba je przynajmniej czasowo usunąć, wyjąć, odłożyć na bok. Musimy być „pustą” skrzynią, i to właśnie ta oscylacja między wypełnieniem a opustoszeniem stanowi o rozumnym życiu. Kto jedynie gromadzi, odcina się od istnienia, które uznaje jeszcze coś oprócz siebie samego. Nie zapełniać zatem, ale dać się wypełnić. Co więc należy czynić? Józef Tischner przywołuje kazania Taulera, nie tracąc z oczu retoryki, w której wyraźnie rozpoznajemy interesujący nas przedmiot: „W zasadzie nie należy nic robić. Nic poza otwarciem […]. Gdy przygotujesz miejsce, Bóg «musi» je wypełnić. Wspaniałomyślna wolność nie może nie wejść”*. Jak widać, skrzynia służąca jedynie do gromadzenia nie rozwiązuje problemu naszego losu. Dlatego trzeba dowartościować gest uniesienia wieka, wysunięcia szuflady, otwarcie podwoi; to podstawowy ruch odsłaniający ciemną pustkę, un gouffre séculaire, jak pisał Baudelaire. Bez jej doświadczenia nie udźwigniemy rozumnie tego, co nam przeznaczone.

* J. Tischner, Miłość was zrozumie. Rok liturgiczny z księdzem Tischnerem, wybór i opracowanie W. Bonowicz, Kraków 2000, s. 53.
Naczynie z plastycznym przedstawieniem symplegmy Muzeum Archeologiczne w Krakowie

Czyta Krystyna Czubówna
więcej o obiekcie

Pustka stanowi istotę wszelkich schowków i szkatuł. Ale także niepokoi. Kształty naczyń i skrzyń (inaczej niż futerałów, które ściśle oddając formę swej zawartości, skutecznie niwelują wyzwanie, jakie rzuca nieokreślone puste miejsce z niewiadomym przeznaczeniem) są zawsze próbą oswojenia i ujarzmienia pustego żywiołu. Skrzynie czynią to, geometryzując, porządkując chaos niewiadomego regularnymi formami geometrycznych brył. Naczynia, zapewne dlatego, że mają do czynienia z płynami, a więc z substancjami, jak woda, podtrzymującymi życie, odwołują się do kształtów i konfiguracji z życiem bezpośrednio kojarzonych. Stąd naczynie w formie zwierzęcej głowy, albo mężczyzny i kobiety w miłosnej pozie.
Skrzynia na zboże Muzeum Regionalne PTTK im. I. Łukasiewicza w Gorlicach

Czyta Krystyna Czubówna
więcej o obiekcie

Może to właśnie przekonanie o tym, że nasz dom, nasz sposób zamieszkiwania jest nie tylko właściwy, ale także lepszy od innych, daje początek upadkowi państw i kultur. Zanurzają się w sobie niczym w ciepłym, ciemnym wnętrzu skrzyni, a historia jest rodzajem swojskiego domu, który ściśle przylega do ich ciał i myśli. Dom, który chroni i zapewnia bezpieczeństwo, jest także domem, który zamyka. W 1595 roku Sebastian Klonowic, poeta i wójt lubelski, poświęcił cały poemat sławieniu swojskiego domu i jego ekonomii opierającej się pokusom dalekich podróży i podbojów. Hiszpanie, Francuzi, Niemcy, Włosi – wylicza Klonowic – mogą odkrywać nowe światy, natomiast „nam niechaj rodzi uprawiona niwa / Spokojne żniwa”7. Dom, jak skrzynia, gromadzi w sobie skarby, które przechowujemy troskliwie nie po to, aby je pomnażać ryzykownymi operacjami, lecz by zbierane latami dobra zapewniały nam samowystarczalność. Dom – skrzynia – kultura to formy urządzania świata, w których największe znaczenie ma właśnie uniezależnienie się od drugiego. Skrzynia jest bankiem, który ma tylko jednego klienta i nie udziela żadnych pożyczek ani kredytów. Klonowic ma stanowczy pogląd w tej materii: „Niechaj nie igra szczęściem, kto ma w domu / Swój chleb, a długu nie winien nikomu”8. Skrzynia jest więc, jak dom, nadzieją na przyszłość niezależną i bez zadłużenia. Nie ma już skrzyń, nie ma podróżnych kufrów, w których było wszystko, czego potrzeba do życia w innym miejscu, czasem wręcz w innym kraju; dzisiaj wszyscy jesteśmy zadłużeni.
Radioodbiornik Marconi – model 4-LS/I (nr fabryczny 7163) Muzeum Inżynierii Miejskiej w Krakowie

Czyta Krystyna Czubówna
więcej o obiekcie

Dług nie musi być czymś złym. Jest przecież w gruncie rzeczy formą otwarcia się na innych i nowe możliwości. Jako dłużnik przyznaję, że nie jestem samowystarczalny, a spłata długu i rata procentu są rodzajem wdzięczności, która jest cnotą także biorącą początek z poczucia niesamowystarczalności. Poza tym moimi wierzycielami są przecież wszyscy, których kiedyś słuchałem, czytałem; to ich myśli i słowa (często bez mej świadomej wiedzy) trwają w tym, co czynię. Słucham ich głosu, nie widząc ich; często bowiem to głosy dawno umarłych. Skrzynia tradycyjnego radia, wielkiej heterodyny lub niewielkiego urządzenia kryształkowego, była domem tych głosów. Przychodziły czasem nie wiadomo skąd, a czasem przypisane były do egzotycznych nazw wypisanych na skali – Luxembourg, Hilversum, Vienna... Przemawiały w nieznanych językach, co było najlepszym znakiem tego, że są głosami innych, nie należą do mojego, swojskiego świata, a zatem mogą być dla niego niebezpieczne. Radio było nie tylko skrzynką; było także drzwiami, przez które wychodziło się z ciasnoty swojskiego świata. Nic dziwnego, że wymyślono urządzenia mogące w razie potrzeby głosy te zagłuszyć, drzwi zamknąć i zabarykadować. Potem przenośne radio jeszcze wzmocniło wrażenie wyjścia z domowej przestrzeni. Paradoks radia: im mniejsze pudło, tym szerzej otwierał się horyzont i tym bardziej rosła pokusa ruszenia w świat. Wiele zawdzięczamy radiowym skrzynkom.


Tadeusz Sławek – polonista i anglista, profesor Uniwersytetu Śląskiego, w latach 1996–2002 rektor tego uniwersytetu. Autor publikacji z zakresu historii i teorii literatury. Ostatnio opublikował: NICowanie świata. Zdania z Szekspira (Katowice 2012). Wraz z kontrabasistą Bogdanem Mizerskim twórca esejów na głos i kontrabas.

Czyta Krystyna Czubówna



Projekt graficzny i wykonanie:
Dagmara Berska, Parastudio, Łukasz Wiśniewski, CC-BY 3.0 PL

Tekst: Tadeusz Sławek, ⓒ wszystkie prawa zastrzeżone
MIK (2013)