Zawód kat

Kat, zwany też „mistrzem małodobrym” lub bardziej dostojnie „mistrzem świętej sprawiedliwości”, choć budził strach i wstręt, cieszył się także pewnym szacunkiem wynikającym z powszechnego przekonania o niezbędności wykonywanej przez niego pracy. Wobec konieczności wymierzania uświęconej sprawiedliwości uważano także, że przykre obowiązki nie obciążają jego sumienia grzechem. Zgodnie z literą prawa każdy rzemieślnik i mieszczanin mógł bez uszczerbku na godności utrzymywać z nim kontakty, a nawet zasiadać do jednego stołu. W praktyce jednak szanowani mieszczanie unikali bliskich kontaktów osobistych z mistrzem małodobrym, a dotknięcie go w czasie egzekucji wiązało się z utratą czci.

Mistrz katowski był dobrze opłacanym urzędnikiem, bo oprócz tygodniowej pensji pobierał dodatkową zapłatę za każdą, nawet najprostszą czynność, jak choćby obwieszczenie wyroku. Każde zadawanie mąk, chłosta czy ścięcie podlegały osobnej zapłacie. Bywało i tak, że jeden mistrz świadczył usługi kilku miastom i w każdym z nich pobierał pensję. Tak było w Lublinie, Sandomierzu i Opatowie, które miały wspólnego kata.

Kaci mieli swój cech i tak jak inni rzemieślnicy odbywali lata nauki, czyli terminowali. Najsłynniejszym ośrodkiem szkolenia katów w Polsce był Biecz. Lokalizacja nie była raczej przypadkowa, bo okolice tego miasta obfitowały w rozbójników, na których można było uczyć się niełatwej sztuki dekapitacji.

W związku z doskonałą znajomością anatomii kat zastępował niekiedy lekarza. Jego usługi były znacznie tańsze niż wizyta medyka, a wcale nie mniej skuteczne. Kaci uchodzili za znawców chorób skórnych, jak choćby wrzodów. Ponadto nastawiali złamane i zwichnięte kończyny oraz wykonywali proste operacje chirurgiczne i dentystyczne.

Kat osobiście wykonywał najważniejsze czynności wymagające szczególnych umiejętności – ścinał głowy toporem lub, co w Polsce częstsze, mieczem. Małodobry, który źle ścinał, podlegał zresztą karze. Wszystkie inne czynności wykonywali za niego oprawcy, czyli hycle. W obecności mistrza zajmowali się oni torturami w czasie dochodzenia, a także wykonywaniem wyroków czyli: policzkowaniem, piętnowaniem, ucinaniem nozdrza, ręki, ćwiartowaniem, rozszarpywaniem końmi i paleniem na stosie.

Zajmowali się także stawianiem szubienic i całym szeregiem spraw niekojarzących się z kompetencjami kata. Hycle w imieniu kata oczyszczali fosę i ratuszowe latryny, wypędzali z miasta żebraków i uliczne wszetecznice oraz łapali i uśmiercali zwierzęta wałęsające się po ulicach. Dodać wypada, że kat i jego pomocnicy mieli wyłączność na likwidowanie bezpańskich psów i kotów, które podlegały prawnej ochronie. Jeśli ktoś inny poważył się je zabić, ulegał zniesławieniu. Do dzisiaj zresztą łapacza bezpańskich psów nie nazywa się inaczej niż właśnie hyclem. Nie zmieniła się także powszechna antypatia, jaką jest on obdarzany przez społeczeństwo.

Zobacz: Miecz katowski

Opracowanie: Adam Spodaryk (Redakcja WMM), 
Licencja Creative Commons

Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.

Bibliografia:

Aleksander Brückner, Encyklopedia staropolska, t. 1, Warszawa 1939, szp. 569–571.
Zygmunt Gloger, Kat, [w:] Encyklopedia staropolska, t. 3, Warszawa 1902, s. 25–26.
Jan Kracik, Michał Rożek, Hultaje, złoczyńcy, wszetecznice w dawnym Krakowie, Kraków 1986.
Hanna Zaremska, Niegodne rzemiosło: kat w społeczeństwie Polski XIV-XVI w., Warszawa 1986.