Jedyna taka apteka

Pan powiada, że apteka,
Ta „Pod Orłem”, ongiś w getcie,
Jest niezwykła i że nie ma
Takiej drugiej w całym świecie.

Ignacy Nikorowicz, Apteka „Pod Orłem” w getcie krakowskim, Kraków 1950

Niepozorne miejsce. Od 1967 do 1981 roku po prostu „Bar Nadwiślański”. Jednak nawet wtedy na piwo umawiano się po prostu „w aptece”. Dziś oddział Muzeum Historycznego. Eleganckie wnętrze. Apteczne regały w biedermeierowskim stylu. Zdjęcia, mapy, dokumenty na ścianach. Gdzieś w głębi ukryte tylne wyjście. To wyjście, które niegdyś, w latach 1941—1943, ratowało przed Zagładą. Choć często tylko na chwilę, do następnej obławy. Pankiewicz i jego trzy pracownice, które na noc wracały na aryjską stronę, na wszelkie sposoby próbowali wspomóc mieszkańców getta. Apteka stała się skrzynką kontaktową pomiędzy zamkniętą dzielnicą a ukrywającymi się na wolności krewnymi oraz ruchem podziemnym. Przekazywano tu informacje, podziemną prasę, sfałszowane dokumenty, brakujące leki. Szmuglowano żywność. Wkrótce zaczęto też dostarczać produkty pomocne w uniknięciu deportacji, takie jak farby do włosów stosowane dla odmłodzenia swojego wyglądu czy luminal do uspokajania dzieci podczas ich ukrywania lub przenoszenia w bagażu. W trakcie akcji wysiedleńczych, których finał miał miejsce na placu Zgody tuż przed oknami getta, za darmo rozdawano leki i opatrunki. Wiele osób znajdowało tu wówczas także kryjówkę.
W mniej skrajnych okolicznościach apteka stanowiła jednak przede wszystkim miejsce, w którym zwłaszcza wieczorami czas jakby się zatrzymywał, a drastyczna rzeczywistość zostawała choć na chwilę za drzwiami. Toczono tu dyskusje, zarówno polityczne, jak i zupełnie abstrahujące od ówczesnej sytuacji. W aptece spotykali się artyści, naukowcy, wybitne osobowości, które los zmusił do gnieżdżenia się pośród kilkunastu uliczek getta i poszukiwania jakiegokolwiek zajęcia zapobiegającego ich wysiedleniu, ale które z ich wykształceniem i talentem nie miało absolutnie nic wspólnego. Po dniu pełnym bezustannej walki o podstawowe ludzkie potrzeby próbowali choć na moment zapomnieć o absurdzie i tragizmie sytuacji, w jakiej się znaleźli. W zaciszu dyżurnego pokoju Pankiewicza zachowywali się jak dawniej, kiedy sami stanowili o swoim losie.
„Apteka była — według określenia większości ludzi — ambasadą, placówką dyplomatyczną, reprezentującą świat swoiście wolny w obmurowanym i zakratowanym mieście. Stała się codziennym punktem zbornym wielu miłych i bardzo ciekawych ludzi. Tutaj to w stałych godzinach przychodziły najrozmaitsze osoby różnego stanu i wieku, tutaj od wczesnych godzin rannych czytało się gazety niemieckie, prasę podziemną, komentowało najnowsze komunikaty wojenne, oceniało sytuację polityczną, tutaj wreszcie omawiano codzienne kłopoty i zmartwienia, tutaj do późnych godzin nocnych toczono dyskusje, snuto rozważania i przewidywania”.

T. Pankiewicz, Apteka w getcie krakowskim, Kraków 1992 (I wyd. 1947).

Opracowanie: Kinga Kołodziejska (Redakcja WMM),
Licencja Creative Commons

 Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.

Zobacz:
Fotografia „Personel apteki »Pod Orłem« Tadeusza Pankiewicza”
Fotografia Tadeusz Pankiewicz w towarzystwie czterech osób w pokoju dyżurnym
Medal „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata dla Tadeusza Pankiewicza