Zabobony i zwyczaje wigilijne Krakowiaków

Z jednej strony religijni, z drugiej niezwykle przesądni i zabezpieczający się przed ingerencją sił nadprzyrodzonych, niekoniecznie tych boskiej proweniencji.
Dzień wigilii to czas, w którym Krakowiacy sumiennie dopełniali wszystkich obrzędów − zarówno tych wynikających z wiary, jak i tych wynikających z wielowiekowej tradycji. Ten szczególny dzień w roku pełen był znaków i znaczeń, które, właściwie odczytane, stanowiły wróżbę na nowy rok.
Wszyscy tego dnia interpretowali znaki: dziewczęta nasłuchiwały szczekania psa, bo z tej strony, z której się odezwie, miał nadejść ich narzeczony, liczyły kołki w płocie, bo parzysta liczba zwiastowała im zamążpójście jeszcze w tym samym roku. Gospodarz udawał się do sadu, gdzie po trzykroć uderzał siekierą w drzewo, pytając, czy będzie rodziło. Podczas drogi na pasterkę obserwowano niebo: jeśli było ono roziskrzone gwiazdami, rok miał być obfity w jaja, jeśli było spowite mgłą, krowy miały dawać dużo mleka.
Poza zwyczajami neutralnymi były też zabobonne działania, które miały na celu odsunięcie zła, a jeśli już nie można było go całkowicie uniknąć, to należało sprawić, by spadło ono na inne osoby (śmieci wysypywane za próg sąsiadów).
„Po wilji [wigilii] pogryzają jeszcze suchą rzepę gotowaną i rzucają ją na siebie, aby uchronić się od wrzodów, a przenieść je na drugiego”.

Opracowanie: Redakcja WMM,
Licencja Creative Commons

 Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.

Bibliografia:
Seweryn Udziela, Krakowiacy, Kraków 1924.

Zobacz również: model chaty krakowskiej (bronowickiej).