Walery Radzikowski — o tym, jak zdobywano Tatry u schyłku XIX wieku

Początki turystyki tatrzańskiej datowane są na drugą połowę XIX wieku. W 1873 roku założono Galicyjskie Towarzystwo Tatrzańskie, którego celem stało się wytyczenie szlaków, budowa schronisk, prowadzenie badań etnograficznych i opisywanie specyfiki terenu (tworzono mapy i obserwowano zjawiska meteorologiczne). Wszystko to sprawiło, że na górskich ścieżkach zaczęli się pojawiać turyści.
Górski przewodnik, który wskazuje drogę dwóm ubranym w suknie młodym kobietom — co mówił, stojąc nad brzegiem Morskiego Oka? Być może opowiadał historię pewnego pana, który podczas morskiej wyprawy na skutek katastrofy okrętu utracił kufer z cennymi kosztownościami. Po pewnym czasie, odpoczywając nad Morskim Okiem, ujrzał swoją zgubę unoszącą się na tafli wody.
Walery Radzikowski, który nie tylko malował górskie widoki, ale przede wszystkim był prekursorem i propagatorem turystyki tatrzańskiej, stworzył jeden z pierwszych przewodników — Ilustrowany przewodnik do Tatr, Pienin i Szczawnic, w którym tak opisywał uroki Morskiego Oka:

„Barwa wody przypomina morze, jest ciemna granatowa w ogóle, od samego brzegu jasno żółta, przechodzi w szmaragdowo zieloną, potem w niebieską, która ciemnieje im dno głębsze. (...) Morskie Oko ze wszystkich naszych jezior Tatrzańskich, jedyne jest, co żywi w sobie ryby i dlatego zowie się także Rybiem jeziorem. (...) Główną pięknością Morskiego Oka jest jego otoczenie i położenie jeszcze w granicy lasów, przez co brzegi są strojne w piękne drzewa”.

W wydanej w 1870 roku książce udzielał także praktycznych rad i wskazówek:

„Najprzód umawiają się osoby mające wziąć udział we wycieczce, wytwarzając grono solidarnie związane na czas jej trwania. Jednego z pośród siebie obierają gospodarzem, który rozrządza wspólnemi sprawami swojego towarzystwa. Gdy już plan i kierunek wyprawy obmyślany, zamawia się pewnego przewodnika, który zna dobrze drogi wycieczką objęte. Oprócz tego każda osoba przybiera dla siebie jednego górala pomocnika, którego obowiązkiem nieść pożywienie i odzież dla tej osoby, dbać o jej dobro, usłużyć w dzień i w nocy.
Z ubrania bierze się na wycieczkę jak najgorsze suknie, mając na względzie ich zniszczenie, jakiego się ustrzedz niepodobna. Na sobie winno się mieć krótkie, lekkie odzienie, na które dopiero w potrzebie wdziewa się serdak lub okrywkę. Na głowie kapelusz z podpinką od wiatru; bieliznę drugą do przewdziania, tożsamo buty drugie, chustek do nosa kilka, w razie stłuczenia na obkład zimny użyteczne, i to, co najważniejsze — płaszcz gumowy.
Wybierający się na długą wycieczkę do głębi Tatr, zabezpieczyć sobie winni nogi od otarcia, lub od nabycia pęcherzy na stopach, co nieraz bywa powodem wielkiej uciążliwości, a nawet zdoła zmusić do powrotu bez dopięcia celu. Środek przeciw podobnej biedzie jest napozór nieprzyjemny, lecz w praktyce znakomity, oto trzeba napoić łojem skarpetki od wewnątrz, i w takich puścić się w drogę, a z pewnością nie dozna się przy najdłuższym marszu żadnego szwanku na nogach”.

Czytając dziś te rady, można odnieść wrażenie, że dotyczą one wyprawy w egzotyczne górzyste kraje. Choć wiele z nich jest nadal aktualnych, już nikt, wybierając się w góry, nie myśli o zabraniu z sobą indywidualnego przewodnika. Tatry stały się oswojone — co oczywiście ma także konsekwencje w postaci turystów przemierzających szlaki w szpilkach i ubraniach niedostosowanych do zmieniających się często w górach warunków pogodowych.

Opracowanie: Anna Berestecka (Redakcja WMM),
Licencja Creative Commons

 Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.

Zobacz obraz „Przy Morskim Oku” („Turystki w Tatrach”) Walerego Radzikowskiego w zbiorach Wirtualnych Muzeów Małopolski.