Postfeminizm

Sjp.pl (słownik języka polskiego) przy słowie „postfeminizm” w rubryce „znaczenie” umieszcza odpowiedź „brak”, z czego nie wynika, że inne słowniki są równie opieszałe czy lękliwe. Sam termin ma już prawie sto lat i niewątpliwie zbliżył się do własnej definicji, chociaż nie wszyscy jeszcze swobodnie nim operują. Okres, kiedy jakiś termin jest już w użyciu, ale jeszcze nie domyka swojej definicji, to najbardziej kreatywny czas dla danego zespołu problemów, ponieważ nie są one jeszcze częścią paradygmatu aktualnego, a jedynie krytyką paradygmatu, który ustępuje, i próbą zmiany jego punktu widzenia. Kondycja takiego terminu polega na tym, że „miesza, ale nie usztywnia”. Taka sytuacja zostawia największe pole dla intelektualnej lub artystycznej kreacji, ponieważ sformułowania pojawiające się wokół danego terminu mają już potencjał inspiracji, ale nie mają jeszcze zdolności manipulowania naszymi interpretacjami. Postfeminizm jest zwieńczeniem procesu wyzwalania kobiety z tej kultury, która nie dostrzegła w niej pełnego człowieka. Można mieć nadzieję, że jest krokiem domykającym problem i zwiastującym sukces. Nie wiadomo, jak długo potrwa ta operacja, niemniej wynikające z niej przemiany są już odczuwalne. Nowa, postfeministyczna sytuacja kobiety to inne podejście do życia. Dotychczas kobiety walczyły z mężczyznami o swoje prawa, teraz zaczynają kreować prawa wspólne. To rozszerzenie zakresu wpłynęło na sytuację społeczną mężczyzn. Przyznanie praw kobietom w praktyce okazało się również zmienianiem praw mężczyznom. Taki jest „postefekt” każdej wygranej walki. W trakcie tego rozszerzenia obie strony rewolucji feministycznej stały się innymi podmiotami i rozmowa między nimi w dawnym stylu – na szczęście – przestała być dla obu stron zrozumiała[1]. Postfeminizm ustanowił nowy język porozumiewania się kobiety z mężczyzną. Poprzedzający go feminizm istniał – bez nazwy – przez wiele wieków. W tym „nienazwanym” czasie dokonał mnóstwa istotnych napraw: przydał kobiecie duszę, niemalże zrównał zabicie kobiety z zabójstwem mężczyzny i w ograniczonym zakresie dopuścił kobiety do edukacji. Te przywileje śmieszą dzisiaj swoją protekcjonalną skromnością, niemniej ich zakres dobitnie pokazuje, z jakiej głębi niebytu wyciągano kobietę. W wiek XX weszła jeszcze jako niewolnica wielu absurdów, między innymi nie miała prawa do udziału w wyborach politycznych oraz była zobowiązana do dobrego prowadzenia się, bo swobodny seks przekreślał jej cnotliwość, ciągle decydującą o wartości kobiety. Mimo że po połowie XX wieku obie te niesprawiedliwości cofnięto, w życiu codziennym funkcjonują ich pozostałości. Nadal o kobiecie prowadzącej swobodne życie seksualne można usłyszeć, że jest kurwą. Mężczyźnie taki styl życia dodaje specyficznego uroku. Kobieta w polityce ciągle budzi wesołość i pobłażliwość. Na mężczyznę reaguje się poważnie, z szacunkiem lub z irytacją. Za prekursora postaw postfeministycznych można uznać Balzaca, który dostrzegł zakres społecznego zniewolenia kobiet, a równocześnie zdawał sobie sprawę, że problemu nie rozwiąże się samym przyznaniem praw. Niesprawiedliwa relacja płci głęboko przeniknęła obie strony i stała się dla nich naturalna. Zaczął więc wszystkim uświadamiać skalę problemu. Na początku XIX wieku ustami bohaterki wygłosił takie słowa: „My, kobiety, bardziej jesteśmy skrzywdzone przez społeczeństwo niż przez naturę. Natura zsyła nam cierpienia fizyczne, których wyście nie złagodzili, a cywilizacja rozwinęła w nas uczucia, które wy zawodzicie na każdym kroku. Natura dławi istoty słabe, a wy im każecie żyć, aby je wydać na pastwę ciągłego nieszczęścia. Małżeństwo, instytucja, na której wspiera się dziś społeczeństwo, na nas jedynie ciąży całym swym brzemieniem: dla mężczyzny wolność, dla kobiety obowiązki! My jesteśmy wam winne całe nasze życie, wy z waszego dajecie nam jedynie chwile. Mężczyzna wybiera, my poddajemy się ślepo”[2]. Aczkolwiek od tego momentu mnóstwo się zmieniło, kobieta – do pełnego wyzwolenia z opresji kultury – ma jeszcze sporą drogę do przebycia. W tym sensie feminizm nie zakończył swego dzieła. Niemniej moment, do którego doszedł, wymaga zmiany strategii, a przede wszystkim przedefiniowania celów. Dotychczas o swoje prawa walczyły ofiary. W międzyczasie ofiary zamieniły się w zwycięzców. Ta nowa sytuacja zobowiązuje do zmiany retoryki i do intelektualnej refleksji. Wcześniej wystarczyło być zdeterminowanym. Teraz trzeba zrozumieć. Celem postfeminizmu jest odkrycie, w jaki sposób mogła zaistnieć tak horrendalna niesprawiedliwość wobec jednej z płci, co było zaczynem tej konstrukcji, w jaki sposób można było osiągnąć taki zakres zniewolenia. To jedynie część problemów do przerobienia. Mają one charakter historyczny i zrozumienie ich może co najwyżej chronić przed popadaniem w podobny obłęd w przyszłości. Najważniejsze problemy dotyczą żyjących bohaterów tego kulturowego absurdu. Czy z tego wielowiekowego procesu ofiary wyszły zubożone, czy jedynie inaczej ukształtowane? Czy powiedzonko Bertranda Russela, że intuicja kobieca to efekt wielu wieków niemyślenia – i temu podobne – ma uzasadnienie i czy koniecznie musi być negatywne? Kto więcej stracił „na jakości”: mężczyźni czy kobiety? Odpowiedź na te pytania, i wiele innych, jest zadaniem postfeminizmu. Podobną operację analityczną ma do przeprowadzenia postkolonializm. W wypadku kolonializmu też mamy do czynienia z dominacją usankcjonowaną kulturowo i tutaj sytuacja również wymaga podliczenia kosztów i zysków po stronie oprawcy i ofiary. „W jaki sposób spotkanie kolonialne przyczyniło się do wzajemnej transformacji kolonizatora i skolonizowanego? Dawna historia zderzenia i konfrontacji zostaje opowiedziana na nowo przez pryzmat transaktywnego / transkulturowego aspektu kolonializmu”[3]. W postfeminizmie, podobnie jak w postkolonializmie, problem jest rozważany – z nieuchronnymi nadużyciami – przez obie strony „konfliktu”. Tym samym postfeminizm jest wyzwaniem dla obu płci. Dla mężczyzn zakończył się bezrefleksyjny czas opędzania się od zażartych feministek i wytykania im wieku i braku urody. Dla kobiet skończył się okres świętego oburzenia, kiedy wszystkiemu winien był mężczyzna. Obecny poziom zwycięstwa osiągniętego przez kobiety już zobowiązuje do kierowania wymagań również wobec samych siebie. Walka w dawnym stylu nie ma sensu, tym bardziej że od początku nie chodziło o eksterminację przeciwnika, tylko o wpłynięcie na jego sposób myślenia. I ten cel w dużym stopniu został osiągnięty. W krajach kultury zachodniej[4] prawo zostało zmienione zgodnie z postulatami feminizmu. Całe zło na wierzchu zostało przezwyciężone. Pozostały „jedynie” zaległości ukryte: odruchy pobłażliwości wobec kobiet, narzędzia symboliczne – takie jak przekazywanie nazwiska czy chodzenie na wysokich obcasach – podtrzymujące zależność kobiety od mężczyzny, uległość kobiet wobec męskiej siły i zamożności, odpowiedzialność za rodzinę po stronie kobiety, przewaga naturalności form żeńskich w terminach „kretynka, idiotka” nad terminami „profesorka, premierka” i kilka innych. W tych dziedzinach rozwiązania „siłowe” nie są już skuteczne, co najwyżej mogą skłonić drugą stronę do poprawności i udawania. Przejście od feminizmu – operacji kulturowo dość prymitywnej – do postfeminizmu – dyskursu skomplikowanego, angażującego do swoich rozważań wiele dyscyplin humanistycznych – jest kulminacyjnym aktem rewolucji feministycznej. Oba te stadia – jak wszystkie dyskursy – są reakcjami paradygmatycznymi, a nie opisami rzeczywistości. Steruje nimi „szept Zeitgeista”. Obecnie elementami decydującymi stały się: etos człowieka pojedynczego, prawo do samorealizacji oraz wspieranie indywidualnego rozwoju. W aktualnym paradygmacie ten zespół jest ważniejszy od etosów grupowych, takich chociażby jak rodzina czy ojczyzna. Jest to etos wywodzący się z kultury europejskiej, dla jednych oznaczający kulminację dążeń ludzkich, dla drugich upadek wartości. Nieistotna jest jego klasyfikacja etyczna, ważna jest natomiast rola, jaką odegrał w umożliwieniu kobietom rewolucji feministycznej. To przesłanie paradygmatyczne było tak sformułowane, że prawo do samorealizacji musiało objąć również kobiety. Próba włączenia się w ten proces feministek zachodnich bywała traktowana jako kontynuacja kolonialnego protekcjonalizmu: „my wiemy lepiej, co dla was dobre”. Jedną z dyscyplin, które zaangażowały się w skomplikowany dyskurs postfeministyczny, jest sztuka, mająca zresztą za sobą bogate doświadczenia we wspieraniu feminizmu. Wtedy sztuka była polem walki, teraz stała się obszarem „macania wartości”. Nowością było również – na tym etapie jak najbardziej uzasadnione – włączenie się w ten proces mężczyzn. Zjawisko jest stosunkowo nowe i czeka na swoje pierwsze podsumowanie w postaci wystawy problemowej. Jednym z artystów wyraźnie i z rozkoszą uwikłanych w zagadnienia dyskursu postfeministycznego jest Ane Lan. Świat, w który wszedł – podobnie jak sam termin – nie jest łatwy do uchwycenia, dlatego trzeba umieć na niego zastawić pułapkę. Ane w swojej sztuce perfekcyjnie wykorzystuje w tym celu możliwości i uprawnienia przekazu artystycznego. Najważniejsze z nich to: dowolna fragmentaryczność, pokazywanie przeczuć w formie stwierdzeń, swobodne dobieranie argumentów, kłamanie na wierzchu i mówienie prawdy pod spodem, mieszanie słowa z obrazem, akcją i dźwiękiem oraz mnóstwo pomniejszych preparacji, które gdzie indziej bywają dyskwalifikujące. Sztuka – podobnie jak inne dziedziny twórcze – ma rozległe uprawnienia do miętoszenia i deformowania realizmu, aby w ten sposób osiągnąć ważne dla siebie treści. Ane Lan, wchodząc w dyskurs postfeministyczny, doskonale się tym wszystkim posługuje. Ma jednak świadomość stąpania po grząskim gruncie. Rozdrażnienie feministyczne zostawiło po sobie rozległą nadwrażliwość na pewne komentarze, zwłaszcza w wydaniu męskim. Ewentualne obawy Ane Lana nie wynikają jednak ze strachu przed atakiem kobiet, tylko z troski o klarowność przekazu. Szuka sformułowań, które w zderzeniu z takim czy innym correctness nie zostaną zafałszowane, a on posądzony o prześmiewczość czy ironię. Aby temu zapobiec, Ane Lan decyduje się na dość szczególną strategię, mianowicie teksty wszystkich komentarzy śpiewa. Czasem jako mężczyzna, najczęściej jako kobieta. Dzięki temu może pozwolić sobie na pewien patos. Jego głos jest wzruszająco nieprofesjonalny i kojarzy się z modlitwą. Aby to wszystko było szczere i brzmiało autentycznie, artysta stał się „tym” człowiekiem, odkrył w sobie kobiecą wrażliwość i wielkie pokłady empatii. Widać, że jego dzieła poprzedziło głębokie zastanowienie się nad samym sobą. Ane Lan na „planie sztuki” pojawia się prawie zawsze w przebraniu kobiecym, które jednak nie jest najważniejszą częścią przekazu. Najistotniejszy jest smak emocjonalny jego gestu i twarzy. Aby uniknąć aktorstwa i sztuczności, artysta doskonale opanował mechanizm niekłamanego wczucia. Potrafi wzbudzić w sobie rożne stany emocjonalne i rożne nastroje. Identyfikowanie się z kobietą, wygrywanie na sobie psychiki kobiecej staje się specyficznym medium zrozumienia, które zawsze wymaga przynajmniej częściowego utożsamienia. „W moich pracach video i performance’ach próbuję odgrywać rolę prostodusznego artysty i kształtować je romantycznie w ramach wywrotowej strategii, która wymusza przekaz polityczny na poziomie intymno-osobistym”. Przemiana w kobietę pozwala mężczyźnie uwolnić się od konwencjonalnych obowiązków przypisywanych jego płci. Ane Lan w kobiecym przebraniu czuje się zwolniony z ograniczeń, jakie narzucili sobie mężczyźni. Teraz może stosować argumenty emocjonalne, ujawniać swój spontaniczny, „płynący z głębi duszy i serca” stosunek do polityki, tradycji i kultury. Reakcje mężczyzn – nawet wrzask polityczny – są przesiąknięte namysłem i premedytacją, oddalając się tym samym od swojego źródła. Przekazy kobiece wydają się bliższe pierwotnej reakcji, co nie znaczy, że nie mają swoich wad i przekłamań. Mężczyzna uprawiający argumentację kobiecą sugeruje tym samym jej alternatywną wartość, sugeruje że równoprawne zderzenie reakcji kobiecej z męską może dać znacznie szerszy ogląd problemu. Jeden z wartościowych aspektów reakcji „post”, aspekt dialektyczny, polega na łączeniu sprzeczności w celu lepszego spenetrowania prawdy. Ane Lan postuluje rozszerzenie oglądu rzeczywistości społeczno-politycznej o kobiecość. Proponując to „nowe narzędzie”, przeprowadza wielostronny eksperyment na jego możliwościach. W fotograficznej wersji pracy Vesta ukazuje kobiety rożnych stanów i religii w strojach „profetycznych”. Każda z tych kobiet wyraża inny rodzaj wizji, coś innego przeczuwa. Każda z nich potrafi przenieść jakieś „niewidzialne” do świata materialnego. Zakres tego przekazu jest sugerowany przez strój i wyraz twarzy. Kobieta występuje tu jako szczególny odbiornik, rejestrujący przekazy nieosiągalne na drodze rozsądku. Artysta potrafił wcielić się w odmienne stany koncentracji i olśnienia w sposób nieironiczny. W tej umiejętności wyczuwa się uznanie dla zakresu kobiecego spojrzenia. Wyrazistość psychiczna została w tych fotografiach doprowadzona do napiętej granicy, poza którą byłaby przesadą. W ten sposób – unikając ryzyka popadnięcia w kicz psychiczny – artysta wykorzystał pełną możliwość nagłośnienia gestu. To jeden z ważnych talentów w sztuce: podciągnięcie wibracji formalnych do granicy ekspresyjnego przeinaczenia. Artyści bardziej lękliwi lub wstydliwi wyhamowują dużo wcześniej. Patetyczni czy psychiczni kiczarze w ogóle nie czują tej granicy. Vesta ukazuje wachlarz kobiecych olśnień. Nie chodzi tu o zdolności nadprzyrodzone, tylko o symboliczne podkreślenie postrzegania intuicyjnego, które potrafi zbudować algorytm zdarzenia na podstawie danych, z jakimi myślenie rozsądne jeszcze sobie nie radzi. Taką interpretację podpowiadają fotografie, które są kadrami wyjętymi z bardziej skomplikowanego video, sugerującego zdecydowanie inne treści. Tutaj bohaterki nie znajdują odpowiedzi, tylko w „coś” zapatrzone zadają podstawowe pytania o sposób, w jaki mają stać się sobą: „W którą stronę powinnam skierować spojrzenie? Co muszę zobaczyć, żeby zrozumieć? Kto jest moim wewnętrznym głosem mówiącym, gdzie powinnam pójść?”. Z istot znających odpowiedzi zamieniły się w istoty szukające swojego stwórcy. W tej pracy – zapewne niechcący – powstał (podobnie jak w Woman of the World) komentarz przynależny metasztuce, pokazujący, jak dalece otoczka obrazu może wpłynąć na zmianę kierunku interpretacji. Dialektyczność kondycji kobiecej, pozwalająca na dostrzeżenie w jednej sytuacji zarówno siły, jak i słabości, jest spostrzeżeniem pojawiającym się w wielu pracach Ane Lana. Inny problem, równie częsty w jego pracach, to zakres kobiecego doświadczenia. Bohaterki, w które wciela się artysta, narażone są na bardzo rożne przeżycia, zmuszone do grania najdziwniejszych ról i zajmowania się rożnymi zawodami. W pracy Woman of the World widzimy kobiety z rożnych stron świata w ich warsztatach pracy. Rozglądają się wokół i niespodziewanie trafiają na swoje odbicie w niewidocznym lustrze. „Poprawiając” twarz, śpiewają o pożądaniu, obowiązku i imieniu. Te wszystkie rzeczy od kogoś dostały i przyjęły jako własne. Nieśmiałe, zatroskane o swój wygląd, odkrywają podstawy tożsamości, za którą czai się zaakceptowana zależność. Ta praca wyraża współczucie dla kobiety i w sposób poetycki odkrywa jej zniewolenie. Pracą, w której współczucie zdecydowanie przeważa, jest Pacto Femininum. Ane Lan eksponuje kobiecą wrażliwość[5] i zdolność emocjonalnego odczuwania. W tym video występuje jako mężczyzna i odgrywa rolę czułego narratora. Głównymi bohaterkami są delikatne i „prawdziwe” kobiety ukazane w sytuacjach dramatycznych: zdrada męża, śmierć dziecka, choroba psychiczna. Te wrażliwe istoty poddano najcięższym próbom. Ekspresja bólu i rozpaczy została w tych szarpanych scenach oddana perfekcyjnie. Można przypuszczać, że te uczucia zostały wcześniej przeżyte w wyobraźni artysty. Kolejnym problemem pojawiającym się w pracach Ane Lana jest zależność kobiety od kontekstu. Kryje się za tym szersza kwestia. Mężczyźni też są podmiotami czy wręcz ofiarami kontekstów, jednak stoi za nimi dłuższa tradycja „prawa do własnej tożsamości”. Dzięki temu dysponują większą determinacją w walce z kontekstami, które wydają się nie pasować do przeczucia własnego kształtu. Kobiety nie do końca czują to prawo i dlatego znacznie łatwiej i głębiej ulegają kontekstom, napełniając się ich treścią i stając się nią. To bardzo delikatny problem, z którym postfeminizm będzie musiał się zmierzyć. Komentarz artystyczny Ane Lana ma formę afirmatywno-poznawczą. Jego sztuka analizuje sytuację kobiety w czasach „poszerzonej demokracji”. Obecnie nie wystarczy już „przyznać prawa”. Poszerzona demokracja wymaga zrozumienia drugiej strony, wczucia się w sytuację, stania się – przynajmniej na moment – tym innym. Aby tego dokonać, trzeba zlikwidować przepaść pomiędzy kobietą a mężczyzną, poznać kobiecą wszechstronność i umiejętność dostosowywania się do kontekstów oraz odczuć kobiecą bezradność wobec stereotypów, według jakich jest traktowana. Ane Lan aranżuje sytuacje, w których staje się kobietą, i patrzy na świat jej oczyma. Ponieważ nie ma jednej kobiety, tylko jest ich tyle, ile zawodów, kontekstów i losów, więc Ane Lan wciela się w bardzo rożne postaci. Robi to zawsze z wielką przychylnością. W jego pracach nie ma ironii, nie ma bawienia się w przebieranie. Jest autentyczna potrzeba wczucia, gest, którego kobiety prawie wcale nie doświadczały.

Tekst: Maria Anna Potocka, © wszystkie prawa zastrzeżone


[1] To zdanie brzmi jak fakt dokonany, ale chwilowo jest jedynie faktem pożądanym.
[2] H. Balzac, Kobieta trzydziestoletnia, tłum. T. Żeleński-Boy, Czytelnik, Warszawa 1958, s. 142–143.
[3] L. Gandhi, Teoria postkolonialna, tłum. J. Serwański, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2008, s. 113.
[4] Kraje innych kultur – z rożnych powodów – nie podjęły prawnych postulatów feminizmu.
[5] Zapewne podobną do własnej, bo w jego przypadku mogło nastąpić daleko posunięte utożsamienie.