O początkach techniki fotograficznej

W historii techniki fotograficznej pojawia się wiele rozwiązań pozwalających usprawnić proces fotografowania.
Pierwsze metody otrzymywania negatywów fotograficznych (z lat 50. XIX wieku) wymagały stosowania płyt szklanych powleczonych warstwą kolodionu, który w momencie wykonywania zdjęć pozostawał jeszcze mokry. Z chwilą pokrycia płyty warstwą kolodionu i po uczuleniu jej w odpowiedniej kąpieli fotograf miał zaledwie kilka minut na wsunięcie jej do kasety umieszczonej z tyłu aparatu i naświetlenie. Następnie trzeba było jeszcze mokry materiał wywołać i utrwalić w ciemni. Jeśli fotograf działał zbyt opieszale, zdjęcie było nieudane.
Kiedy w połowie lat 70. XIX wieku pojawiły się w handlu „suche” płyty żelatynowo–srebrowe, technika wykonywania zdjęć stała się o wiele łatwiejsza. Negatywy na płytach szklanych kupowało się gotowe w sklepach, w ciemni ładowało się je do kasety, a zdjęcie można było wykonać w aparacie bez pośpiechu. Naświetlone obrazy obrabiało się w ciemni nawet w kilka tygodni po naświetleniu.
Przez cały wyżej opisywany okres używało się do wykonywania zdjęć dużych i ciężkich aparatów atelierowych, zwanych również altanowymi, oraz używanych w plenerach, nieco lżejszych, aparatów podróżnych, których podstawową zaletą była możliwość złożenia ich do transportu. W obydwu przypadkach posługiwano się specjalnymi drewnianymi kasetami, które ładowano w ciemniach (zwanych często „ciemnicami”). Przed każdym zdjęciem trzeba było umieścić w odpowiedni sposób kasetę w aparacie, wysunąć zabezpieczającą deseczkę zwaną szybrem i dopiero naświetlić zdjęcie, zdejmując po prostu pokrywkę z obiektywu. Liczba załadowanych kaset ograniczała możliwości fotografa, a każdorazowe ich zmienianie przedłużało czas wykonania zdjęcia.
Dopiero w latach 80. XIX wieku pojawiła się nowa kategoria aparatów fotograficznych, w których wyeliminowano konieczność stosowania indywidualnych kaset mieszczących suche płyty. Były to aparaty fotograficzne zwane z angielska detective camera, co można przetłumaczyć jako „aparaty detektywistyczne”. Sama nazwa miała zwrócić uwagę kupującego na szczególne właściwości aparatu. W ówczesnej polskiej prasie pojawiły się opisy przedstawiające nową konstrukcję w samych superlatywach. Miała ona umożliwić wykonanie kilkunastu zdjęć, i to bez zmiany kaset. Aparat taki trzeba było „załadować” w ciemni, wsuwając w specjalne metalowe uchwyty 12 płyt szklanych, które umieszczało się, jedna za drugą, wewnątrz aparatu. Następnie po naświetleniu zdjęcia trzeba było go „przeładować”, chwytając naświetloną płytę ręką za pomocą umieszczonego z boku specjalnego światłoczułego, skórzanego worka i przekładając ja na koniec szeregu. W ten sposób kolejno naświetlano wszystkie płyty. Negatywy na przełomie lat 80. i 90. XIX wieku posiadały znaczną światłoczułość, dlatego w aparatach detective camera były już wbudowane bardzo proste metalowe migawki zaskokowe, które za naciśnięciem przycisku skutecznie odmierzały czas naświetlenia, wynoszący ułamki sekundy.
Aparaty detective camera nie odegrały istotnej roli w historii techniki fotograficznej, bowiem niemal całkowicie wyparły je w latach 90. XX wieku aparaty na błonę zwojową, wymyślone przez Georga Eastmana. Wprowadził on w 1888 roku do sprzedaży aparat Kodak No 1 fabrycznie załadowany wstęgą papierową pozwalającą na wykonanie aż 100 zdjęć.
Dzisiaj aparaty te są nieco zapomnianym epizodem dziejach fotografii, stanowiąc przykład niezwykłej pomysłowości XIX-wiecznych konstruktorów.

Opracowanie: Marek Maszczak (Muzeum Fotografii w Krakowie), © wszystkie prawa zastrzeżone