O Chudej Emmie — Andrzej Stasiuk

Z czego ten medal? Jakby z mosiądzu, z jakiejś łuski artyleryjskiej? Z tamtej wojny dalekiej? I jakie piękne kształty ma Chuda Emma — czyli ciężka haubica 305 milimetrów z fabryki Škody. Przypomina trochę mechanizm zegarowy i trochę maszynę parową. Bo w tamtych czasach nawet maszyny do zabijania miały w sobie piękno i wdzięk. Aż chciało się ich dotykać. Stąd te kobiece imiona: Gruba Berta czy nasza Emma. Tutaj w naszych okolicach była tylko jedna. Zimą i wiosną 1915 roku ostrzeliwała z Biadolin zajęty przez Rosjan Tarnów. No i Rosjanie nie przeszli przez Karpaty na Wiedeń i Budapeszt. Taki mieli plan. Można powiedzieć, że w jakimś sensie Europa zawdzięcza swój kształt Chudej Emmie. Może nawet na medalu jest właśnie ta biadolińska? Metalowy, staroświecki wizerunek zaklął jej duszę. Potem już nie było takich kobiet. Z całym szacunkiem, ale taka Katiusza to przy niej straszna szantrapa.
No bo w ogóle śmierć była kobietą tylko do czasów tamtej wojny. Jeszcze w tamtych dniach można było śpiewać „Wojenko wojenko cóżeś ty za pani, że za tobą idą chłopcy malowani…” Potem śpiew malowanych chłopców brzmiał już jak szyderstwo albo tekst z teatru absurdu. Śmierć stałą się procesem technologicznym. Po prostu obracała miliony ciał w nicość. I gdy się Emmie przyjrzeć bliżej to widać w jej pięknym, obfitym ciele zapowiedź technologicznego nienasycenia przemysłowego mordu. Wdzięk „wieku pary i elektryczności” ustąpi grozie masowej produkcji i masowej masakry. Dlatego Emma jest piękna i złowroga. Jej kobiecość niebawem zamieni się w obojętną potworność.

Andrzej  Stasiuk, © wszystkie prawa zastrzeżone

Zobacz: Plakieta pamiątkowa Moździerz 30,5 cm Śkoda