Krzesła do salonu z perspektywy użytkownika

Tadeusz Boy-Żeleński miał wyjątkową okazję nie tylko znać Wyspiańskiego, ale też na co dzień zasiadać w meblach zaprojektowanych przez tego krakowskiego artystę. Jak oceniał komplet zaprojektowany do salonu?
Po latach wspominał:
„Raz tylko zdobyliśmy się na protest, i po długich certowaniach, kto się ośmieli przyjść do Wyspiańskiego z najpoddańszym przedłożeniem. Chodziło o krzesełka do salonu, ciężkie, wyciosane z grubych kloców jaworu, a których chudo wyścielone siedzenia były tak płytkie, że siedziało się ledwie na brzeżku (...). Tu już chodziło o kwestię bytu. Kiedy przyniesiono od stolarza model takiego fotelika, był u nas z wizytą grubas Stanisławski; pamiętam, co za ryk wydał na widok tego mebla, na którym oczywiście mowy nie było, aby mógł usiąść. Wyspiański przyjął nasze błagania dość ironicznie. Odpowiedział, że on uważa to siedzenie za zupełnie wystarczające i podjął się zademonstrować, że na tym krzesełku można nie tylko siedzieć, ale nawet rysować, a nawet zjeść obiad, stawiając talerz na poręczy. Na to nie było co odpowiedzieć. Mimo to dobrotliwie uległ naszej zniewieściałości, i podwoił głębokość fotelika, co nie zmieniło faktu, że był arcyniewygodny”[1].
Dziś meble Wyspiańskiego podziwiamy w Muzeum Wyspiańskiego (oddziale Muzeum Narodowego w Krakowie) i choć nie można na nich usiąść, pozostaje siła wyobraźni — czy rzeczywiście były tak niewygodne? Otoczone czerwonym sznurem na muzealnej ekspozycji, pieczołowicie chronione przez konserwatorów, gdyby mogły mówić, z pewnością opowiedziałyby niejedną historię — nie tylko o genialnym artyście, który testował ich użyteczność, stawiając na nich obiadowy talerz.

Opracowanie: Redakcja WMM,
Licencja Creative Commons

Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.

Zobacz także:
Jak wyglądał fotel z kompletu mebli projektu Stanisława Wyspiańskiego
Jak Boy oceniał projekty Wyspiańskiego


[1] T. Żeleński (Boy), O Krakowie, oprac. H. Markiewicz, Kraków 1968, s. 420.