Jama Michalika z rysunkami Wyspiańskiego?

Położona blisko teatru miejskiego (dziś Teatru Słowackiego) i Szkoły  (później Akademii) Sztuk Pięknych cukiernia szybko stała się ulubionym miejscem spotkań środowiska młodych krakowskich malarzy.
Dziś krążą legendy o tym, jak właściciel Jan Michalik skrupulatnie prowadził rachunki — jeśli któryś z jego gości zamawiał na kredyt, którego nie mógł od razu uregulować, cukiernik po chwili wystawiał mu wezwanie do zapłaty. Tak naprawdę goście odpłacali mu czymś znacznie cenniejszym, pozostawiając na ścianach swoje rysunki, szkice, które dziś są na wagę złota. Gdyby nie splot okoliczności, Jama mogłaby się pochwalić jeszcze znakomitszym wystrojem.
Propozycję wymalowania cukierni złożył właścicielowi sam Wyspiański, deklarując, że jeśli tylko Michalik zasponsoruje mu farby (kosztujące wówczas kilkanaście guldenów), artysta nocami wymaluje mu salę lokalu. „I pan się nie zgodził?” — pytał Boy-Żeleński Michalika. „Ano, taki człowiek był głupi… Myślałem sobie: malowana cukiernia, jak to będzie wyglądało, będą się ze mnie śmiać… Teraz żałuję”[1].
Rysunki często powstawały w ten sposób, że goście w przypływie chwili malowali i szkicowali na kartce, którą potem wręczali właścicielowi do oprawy.
Obecność znamienitych artystów przyniosła mu sławę i spory majątek. Jan Michalik, gnębiony donosami gospodyni Witoszyńskiej, która życzliwie informowała władze austriackie o tym, że cukiernik posiada biały chleb, co było wówczas niedozwolone, chciał się w pewnym momencie pozbyć lokalu. Zrobił to dopiero w 1918 roku, sprzedając go Romanowi Madejskiemu (dawniej pracownikowi Jamy) i Franciszkowi Trzasce.