„Pięknie, ludzko, prawdziwie, do dna” — o Alinie Szapocznikow

Kiedy umierała na raka piersi w sanatorium w Praz-Coutant we Francji, miała 47 lat. Choroba nowotworowa odezwała się u artystki pierwszy raz na początku 1969 roku. Alina Szapocznikow przeszła pomyślnie operację i terapię, a chorobę uczyniła kolejnym tematem swojej sztuki. „Trzeba zachować wszystko, co chirurg odrzuci od siebie, te tampony i nożyczki” — mówiła. W tych latach powstał między innymi cykl Nowotwory uosobione (1971). Prezentowany na portalu we fragmencie Zielnik jest ostatnią pracą Szapocznikow. Nawrót raka nastąpił w roku 1972. Nie udało się już go pokonać. 2 marca 1973 roku artystka zmarła.
Błędem jednak byłoby odnoszenie twórczości rzeźbiarki jedynie do tych ostatnich lat i dominującej nad nimi choroby nowotworowej. Ciało było zawsze w centrum zainteresowania Szapocznikow. Najpierw jako całość w figuralnych przedstawieniach z lat 50. i początku 60. XX wieku, potem coraz częściej w multiplikowanych i przetwarzanych fragmentach. Od 1963 roku, kiedy to artystka na stałe zamieszkała we Francji, zaczęła w swojej pracy stosować tworzywa sztuczne: winyl, poliuretan, poliester. Wykonywała odlewy fragmentów swojego ciała, nóg, piersi, brzucha, twarzy. Następnie zwielokrotniała je, czyniąc ze swojego ciała zarówno pośrednie tworzywo, jak i główny temat swojej sztuki. Czy pozostawiała w ten sposób po sobie ślady? Czy utrwalała rozpaczliwie swoje ciało, wiedząc już doskonale, jak w momentach granicznych człowiek sprowadza się do niego właśnie?
Alina Szapocznikow urodziła się w 1926 roku w Kaliszu. W 1940 roku, jako osoba pochodzenia żydowskiego, trafiła wraz z matką do getta w Pabianicach. Po jego likwidacji została przeniesiona do getta łódzkiego, a następnie — przez Auschwitz — do obozów w Bergen-Belsen i prawdopodobnie w Teresinie. Nigdy nie mówiła o tym okresie w swoim życiu. Nie lubiła też, kiedy robili to inni. Choć w 1958 roku brała udział, wraz z Jerzym Chudzikiem, Roman Cieślewiczem i Bolesławem Malmurowiczem, w konkursie na projekt Pomnika w Oświęcimiu, nie wypowiadała się jednak oficjalnie na temat swoich przeżyć wojennych. Zachowało się natomiast bardzo osobiste wyznanie Szapocznikow na temat ich wpływu na jej twórczość, życie w ogóle. W liście do pierwszego ze swoich mężów, Ryszarda Stanisławskiego, napisała:

(...) nie przeszedłeś tego chrztu rozpaczy, tego wszystkiego, nie skończyło się bez reszty wszystko kilkakrotnie, jak to miało miejsce u mnie w ghettach i obozach. (…) wiesz, jak nie znoszę, jak brzydzę się tych ludzi, którzy wypominają sobie, czy »chwalą« się latami męki, którą przeżyli. (…) Bo Ty wtedy przeżywałeś na pewno dużo, żyłeś lepiej czy gorzej (…). Ale pojęcia nie zmieniły Ci się zasadniczo, tak jak u mnie, że zamiast »ładnie, kulturalnie, grzecznie« pozostało »pięknie, ludzko, prawdziwie, do dna«”.

Kroją mi się piękne sprawy. Listy Aliny Szapocznikow i Ryszarda Stanisławskiego. 19481971, Kraków 2012.

I to „prawdziwie, do dna” widoczne jest w twórczości Szapocznikow najmocniej. Żadnych kompromisów, półśrodków, estetyzacji. W jej pracach człowiek odarty jest z duchowej „ładności”, sprowadzony do ciała, czy raczej jego chorujących fragmentów. Absolutny, bezwzględny przekaz, często narażający ją na mocną krytykę, niezrozumienie, posądzanie o narcyzm i niepotrzebne szokowanie. Doświadczenie wojny, Holokaustu, unieważnienie i uprzedmiotowienie ludzkiego istnienia, nawet jeśli nie ujawnia się w twórczości Szapocznikow w sposób bezpośredni, to przenika ją całą.
Mamy więc doświadczenie wojny, Zagłady, cierpienia i upodlenia, pamięć chwil, w których życie ludzkie nie znaczy nic. Mamy też niemoc chorego ciała, ból, znów cierpienie.
Po wojnie młodziutka Szapocznikow znalazła się w Pradze, gdzie zapisała się na wydział sztuki Wyższej Szkoły Artystyczno-Przemysłowej (1945—1946). Wkrótce jednak zachorowała na gruźlicę jajników. Leczenie było bardzo trudne i długotrwałe, co znów odebrało jej poczucie wpływu na swoje życie. Kolejne szpitale, potem prewentoria, unieruchomienie. W liście do swojego późniejszego męża, wspominanego już Ryszarda Stanisławskiego, zmęczona szpitalnym trwaniem, chorobą i odcięciem od możliwości pracy twórczej, pisała:

„Niekiedy zdaje mi się to życie tu nierealne. I nierealne właśnie dlatego, że tylko cielesne. Tak jakby w człowieku było tylko mięso i organy. Więc jak to możliwe, że jestem ja i Ty?”.

Kroją mi się piękne sprawy. Listy Aliny Szapocznikow i Ryszarda Stanisławskiego. 19481971, Kraków 2012.


I choć z odlewów fragmentów własnego ciała — w okresie twórczości paryskiej — tworzyła lampy i popielniczki, czyniąc z nich przekornie przedmioty użytkowe, to chyba owo pytanie ze szpitalnego listu z 1949 roku towarzyszyło całej jej twórczości.
 

Opracowanie: Kinga Kołodziejska (Redakcja WMM),
Licencja Creative Commons

 Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.