„Jajko Kolumba”, czyli o przeprowadzeniu najcieńszej linii w malarstwie

Starożytny historiograf z I wieku – Pliniusz Starszy, w swojej 37 tomowej encyklopedii zatytułowanej Historia naturalna skompilował wiedzę  zebraną z dzieł ok. 200 autorów, dzięki czemu zachował dla potomności echa zaginionych pism i informacji o greckim świecie, w tym wielu historii o sztuce.
To on przekazał słynną już dzisiaj anegdotę o sporze Apellesa, największego malarza swego czasu, z innym przedstawicielem tego kunsztu – Protogenesem. Apelles, słysząc o sławie konkurenta wyruszył na Rodos, aby ujrzeć jego dzieła. Nie zastał jednak malarza w domu, natomiast na sztalugach stała gotowa do malowania deska, której pilnowała staruszka. Gdy zapytała Apellesa, kto składa wizytę, gość chwycił za pędzel i przeprowadził przez środek obrazu niezwykle cienką linię, po czym odpowiedział: „Ten oto”. Kiedy Protogenes powrócił i usłyszał o historii, która zaszła ponoć od razu rozpoznał przeciwnika. Wziął pędzel do ręki i przeprowadził innym kolorem przez środek jego linii jeszcze cieńszą. Nakazał staruszce zaprezentować Apellesowi obraz wraz ze słowami: „oto ten, którego szuka”. Gdy ten zjawił się następnego dnia i ujrzał, że został pokonany, trzecim kolorem przeprowadził przez środek namalowanej przez konkurenta linii – jeszcze cieńszą, której przeciąć się już nie dało. Protogenes, widząc obraz, oddał honor zwycięzcy. Tablica zaś, na której namalowane były wyłącznie trzy przecinające się linie, przekazana została potomności dla podziwiania najwyższego kunsztu. Dzieło niestety nie zachowało się, gdyż spłonęło w pożarze domu Cezara w 4 roku p.n.e.
Nic w tym dziwnego, że miarą poziomu warsztatu i mistrzostwa malarza stała się grubość malowanej linii. Rysunek był pierwszym etapem tworzenia obrazu, a jego nauka – podstawą malarstwa. Każda postać i przedmiot obrysowane były konturem. Linią tworzono kształty tego, co później wypełniał kolor, nadając mu przestrzenność i głębię, linią oddawano strukturę włosów. Nota bene metodzie tej przeciwstawił się dopiero Leonardo da Vinci  końcem XV wieku, który zakwestionował istnienie konturu w naturze, a tym samym jego stosowanie w malarstwie.

Czy można było pójść dalej niż Apelles i przeciąć najcieńszą malarską linię? Tak. Przysłowiowym „jajkiem Kolumba”, a więc prostym rozwiązaniem trudnego zagadnienia, stały się obrazy Concetto spaziale (z wł. „koncepcja przestrzenna") Lucio Fontany z połowy lat 50. XX wieku. Artysta naciął płótno, tworząc możliwie najcieńszą linię na jego powierzchni. Jednocześnie, z dwuwymiarowej płaszczyzny otrzymał dzieło przestrzenne. Co ciekawe, związek obu tych dzieł malarskich jest znacznie bardziej wyraźny, gdy przytoczymy opis obrazu powstałego w ramach sporu starożytnych artystów według Pliniusza Starszego i porównamy go z dziełami Fontany:
„Był wielki i nie zawierał nic innego jak linie, prawie niewidoczne, tak że wśród znakomitych dzieł wielu malarzy robił wrażenie pustego; ale przez to właśnie ściągał na siebie wzrok i wyglądał szlachetniej niż każdy inny obraz.”
Sprawdź jakie znaczenie pełni linia i kontur w obrazach na portalu Wirtualne Muzea Małopolski: Obraz „św. Jan Jałmużnik”, „Tryptyk św. Marii Magdaleny”, Obraz „Kazanie św. Jana Chrzciciela”, Ikona „Matka Boska Hodegetria”.

Opracowanie: Paulina Kluz (Redakcja WMM),
Licencja Creative Commons

 Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.

Bibliografia: 
Myśliciele, kronikarze i artyści o sztuce. Od starożytności do 1500, oprac. Jan Białostocki, Warszawa 1988.