Blog

Wpisy oznaczone tagiem zdrowie .

Zakryj usta, zakryj nos!

Jednym z najciekawszych renesansowych zabytków w Polsce jest zespół trzydziestu rzeźbionych w drewnie głów ludzkich, umieszczonych w drewnianych kasetonach stropu sali Poselskiej Zamku Królewskiego na Wawelu. Powstały one w latach 30. XVI wieku i pierwotnie było ich niemal dwieście. Niewątpliwie najsłynniejszą z tej grupy jest głowa kobiety o zakrytych ustach. Wiąże się z nią legenda, jakoby miała ona niegdyś przemówić do króla Zygmunta Augusta, karcąc go za niesprawiedliwe sądy. Poirytowany król kazał zatem bezczelną głowę zakneblować.

Sebastian Tauerbach, Hans Snycerz, Kobieta z podwiką na ustach (głowy wawelskie), Zamek Królewski na Wawelu.
Digitalizacja: RPD MIK, domena publiczna


Oczywiście głowa ta była od początku wyrzeźbiona właśnie w taki sposób. I nie jest to, wbrew pozorom, pani w maseczce ochronnej; nie jest to także kobieta zakneblowana. To najprawdopodobniej przedstawienie wdowy z podwiką założoną na usta. Podwika była elementem średniowiecznego damskiego nakrycia głowy: zasłaniała szyję i dekolt, a także podbródek. Jej kształt ewoluował w kolejnych stuleciach. W XVI wieku modne były podwiki w formie prostego pasa tkaniny. W Polsce przetrwały one aż do XVII wieku. Jednym ze słynnych przykładów późnego przedstawienia podwiki (w formie grubego paska) jest portret królowej Anny Jagiellonki w stroju wdowim autorstwa Marcina Kobera z 1595 roku.

Marcin Kober, Portret królowej Anny Jagiellonki, po 1586, Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie.
Wikimedia Commons, domena publiczna


Chociaż podwika miała obejmować podbródek, to zdarzały się przedstawienia kobiet z podwiką na ustach, przede wszystkim w szesnastowiecznych epitafiach, w związku z czym możemy zakładać, że była ona oznaką wdowieństwa. Liczne przykłady znajdziemy wśród dzieł wrocławskich – a tak się składa, że kontrakt na wykonanie głów wawelskich zawarł w 1535 roku Sebastian Tauerbach – snycerz przybyły właśnie z Wrocławia.

      
Epitafium lekarza Sebalda Hubera, Wrocław, ok. 1504, Epitafium lekarza Mikołaja Lindnera, Wrocław, ok. 1511. Obydwa dzieła w Muzeum Narodowym w Warszawie


Nakaz noszenia maseczek w związku z pandemią Covid-19 sprawia, że wiele osób wygląda teraz jak szesnastowieczne wdowy – dziś wiemy, że zasłanianie ust (i nosa!) może zapobiegać rozprzestrzenianiu się chorób, podobnie jak dbanie o higienę. Wbrew pozorom, już w średniowieczu zdawano sobie jednak sprawę z tego, jak ważne dla zachowania zdrowia może być chociażby mycie rąk. Wskazówki na ten temat znajdziemy na przykład w łacińskim poemacie Regimen Sanitatis Salernitanum, którego powstanie (prawdopodobnie w XI lub XII wieku) wiąże się ze słynną szkołą medyczną w Salerno. Pierwszy przekład tego dzieła na język polski wykonał Hieronim Olszowski w XVII wieku. We wstępie zauważył on, że: „Wiele jest w prawdzie tych, którzy o sposobie zachowania zdrowia y o przedłużeniu żywota pisali; częścią że krotko sami żyli, kredytu pismu swemu nie ziednali”. Przywołuję ten cytat dlatego, że jeśli założymy, iż miarą profesjonalizmu lekarza jest jego długie życie, to wyjątkowo dobrym medykiem musiał być Charles de Lorme, nadworny lekarz królów Francji. Dożył on mianowicie aż 94 lat (1584–1678). Wiemy także, że po raz trzeci ożenił się w wieku 78 wiosen. Przypisuje się mu wynalezienie kostiumu ochronnego dla lekarzy, ze słynną maską w kształcie dzioba ptaka.

Ptasi dziób, czyli maska lekarza z czasów zarazy

Wśród popularnych, acz nieprawdziwych opinii na temat ptasiej maski z czasów zarazy znajdziemy stwierdzenia, że wywodzi się ona z czasów średniowiecznej epidemii Czarnej Śmierci w połowie XIV wieku oraz że miała ona na celu „odstraszanie” choroby. Tymczasem w rzeczywistości był to element nieźle przemyślanego stroju ochronnego dla lekarzy, pochodzący już z czasów nowożytnych.

Miedzioryt Doctor Schnabel (Doktor Dziób) ukazujący lekarza rzymskiego z XVII w., ok. 1656*


Cały kostium składał się z elementów wykonanych ze skóry, które miały szczelnie chronić całe ciało: ciasno przylegających do nóg spodni, długiego płaszcza, butów i rękawic, a także maski zawierającej przeszklone otwory na oczy oraz wydłużony dziób. Ów dziób był wypełniany ziołami i miał służyć jako filtr ochronny, „odkażając” powietrze, którym oddycha lekarz, oraz neutralizując nieprzyjemne zapachy.

Maska lekarza, Niemcy lub Austria, XVII w., Deutsches Historisches Museum, Berlin.
Wikimedia Commons


Charles de Lorme miał zaprojektować ten strój w 1619 roku. Używano go szczególnie we Francji i we Włoszech w czasie różnych epidemii w XVII wieku. Oczywiście charakterystyczny kostium szybko stał się także symbolem nagłej śmierci – pojawianie się doktorów w ptasich maskach oznaczało zarazę, więc sama maska nabrała złowieszczego znaczenia. I podobnie jak personifikacja śmierci, postać il Medico della Peste (lekarza zarazy) weszła do zestawu bohaterów karnawałowych maskarad. Kostium składający się z długiego płaszcza, kapelusza i ptasiej maski stał się także popularnym przebraniem uczestników weneckiego karnawału.

Maski weneckie – nie tylko w karnawale

Nie do kónca wiadomo, jakie są źródła nazwy „karnawał” – czy pochodzi od carne vale (pożegnanie mięsa), czy może raczej od carrus navalis, co oznacza wóz w kształcie okrętu, występujący w starożytnych obchodach ku czci Izydy, a później Dionizosa. Tak czy inaczej, chrześcijański karnawał osadzony jest w tradycjach antycznych – greckich Małych Dionizji i rzymskich Saturnaliów. W średniowieczu na przełomie grudnia i stycznia obchodzono Święta Głupców, celebrowane przez żaków, scholarów i przedstawicieli niższego kleru. Był to magiczny moment roku, kiedy na chwilę przestawały obowiązywać społeczne zasady, świat stawał na głowie, a biedota przejmowała władzę w ramach ulicznych szaleństw. W założeniu maski zapewniające anonimowość miały sprawić, że w czasie karnawału przestają istnieć różnice społeczne. Teoretycznie na ulicach miast mogli bawić się ze sobą panowie i słudzy, nie rozpoznając się nawzajem.

Tymczasem okazało się, że Wenecjanie mają ochotę nosić maski niemal cały rok – ponieważ zapewniały one anonimowość, która sprzyjała hazardowi, romansom i intrygom. Ostatecznie całą sprawę trzeba było ująć w jakieś przepisy. Noszenie masek w Wenecji zostało dozwolone nie tylko w karnawale, ale na przykład już od 5 października do świąt Bożego Narodzenia, pod warunkiem zachowania określonych przepisów. Przede wszystkim, osoba zamaskowana nie mogła być uzbrojona. A w salonach gry panowała też zasada zezwalająca na noszenie masek przez graczy, ale już nie przez bankierów.

Pietro Longhi, Il Ridotto, ok. 1760, Pinacoteca dell'Accademia Carrara, Bergamo.
Wikimedia Commons


Owe salony gry zwane były ridotti, co oznacza zamknięte, prywatne pokoje. Nazwa wywodzi się z czasów, gdy domy hazardowe w Wenecji były nielegalne i funkcjonowały nieoficjalnie, w prywatnych lokalach. Jednak władze weneckie zorientowały się, że zamiast zakazywać hazardu, lepiej na nim zarobić. W 1638 roku otwarto zatem pierwsze legalne kasyno. Otrzymało ono tradycyjną nazwę Il Ridotto. Było to miejsce publiczne, w którym hazardowi towarzyszyły romanse, intrygi i nie zawsze czyste interesy – stąd wiele osób przychodziło do niego w maskach.

Sceny osadzone w Il Ridotto powracały często w twórczości weneckiego malarza Pietra Longhiego (1701–1785). Jego dzieła były z kolei źródłem inspiracji dla innych artystów – do takich prawdopodobnie kilkakrotnie powielanych należy zestaw dwóch obrazów przedstawiających dom gry w Wenecji oraz zamaskowanych gości w rozmównicy klasztornej (którego pierwotną inspiracją mogła być z kolei para dzieł Francesco Guardiego, przechowywana w Ca’Rezzonico w Wenecji). W Muzeum w San Diego znajdują się takie właśnie dwa obrazy, namalowane przez Giuseppe de Gobbisa, który był naśladowcą Longhiego. Kolejne kopie tych samych kompozycji znajdziemy natomiast w zbiorach Muzeum Narodowego w Krakowie.

      
Giuseppe de Gobbis (wg Pietra Longhiego), Rozmównica klasztorna i Salon gry – Il Ridotto, ok. 1760, San Diego Museum of Art. Wkimedia Commons

 

     
Naśladowca Pietra Longhiego, Rozmównica klasztorna i Salon gry (Il Ridotto), XVIII w. (?), Muzeum Narodowe w Krakowie. Zbiory cyfrowe MNK


Dziś Wenecja wciąż słynie z masek i karnawału, chociaż tak naprawdę jest to tradycja ożywiona nie tak dawno: w XX wieku. Wenecki karnawał według legend miał mieć swoje początki w średniowieczu, ale najlepsze jego czasy przypadają na stulecia XVII i XVIII. Niestety, kiedy Wenecja znalazła się pod panowaniem austriackim, nowe władze w 1797 roku zabroniły obchodzenia karnawału i używania masek z obawy, że anonimowość ułatwiłaby Wenecjanom spiskowanie. Po ponad 180 latach przerwy wenecki karnawał powrócił w 1979 roku i od tego czasu jest wydarzeniem przyciągającym co roku miliony turystów. Jedną z najpopularniejszych masek nakładanych podczas zabawy jest oczywiście charakterystyczny „dziób” lekarza z czasów zarazy.

Przebierańcy, karnawał w Wenecji 2014. Wikimedia Commons, fot. fotogoocom


Paradoksalnie, w 2020 roku po raz pierwszy od czterech dekad przebierańcy – w tym także „doktorzy z czasów zarazy” – nie pojawili się na weneckich ulicach: karnawał został odwołany z powodu pandemii COVID-19. Można zatem powiedzieć, że il Medico della Peste przegrał z zarazą XXI wieku.

* Wg: Eugen Holländer, Die Karikatur und Satire in der Medizin: Medico-Kunsthistorische Studie, Stuttgart 1921, fig. 79 (s. 171).

dr Magdalena Łanuszka – absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, doktor historii sztuki, mediewistka. Ma na koncie współpracę z różnymi instytucjami: w zakresie dydaktyki (wykłady m.in. dla Uniwersytetu Jagiellońskiego, Akademii Dziedzictwa, licznych Uniwersytetów Trzeciego Wieku), pracy badawczej (m.in. dla University of Glasgow, Polskiej Akademii Umiejętności) oraz popularyzatorskiej (m.in. dla Archiwów Państwowych, Narodowego Instytutu Muzealnictwa i Ochrony Zbiorów, Biblioteki Narodowej, Radia Kraków, Tygodnika Powszechnego). W Międzynarodowym Centrum Kultury w Krakowie administruje serwisem Art and Heritage in Central Europe oraz prowadzi lokalną redakcję RIHA Journal. Autorka bloga o poszukiwaniu ciekawostek w sztuce: www.posztukiwania.pl.

Pozostałe teksty Magdaleny Łanuszki na portalu:

Co oznacza skrót IHS?
Memento mori: Śmierć i dziewczyna
Modlitwa Chrystusa w Ogrójcu w realizacji Wita Stwosza

Niezwykłe przygody świętego Mikołaja
Niezwykły program dekoracji kielicha z kolekcji Muzeum Archidiecezjalnego w Krakowie
Winne opowieści – część pierwsza
Winne opowieści – część druga
Włochata Maria Magdalena z Moszczenicy
„Od powietrza […] wybaw nas Panie!”, czyli o wybranych świętych „od zarazy”
Skarb znaleziony na strychu. Co się kryje w ikonie Hodegetrii z Nowej Wsi?

Smoki w sztuce średniowiecznej: profanum
Smoki w sztuce średniowiecznej: sacrum
Średniowieczna miłość cudzołożna
Średniowieczne kobiety fatalne
Zmartwychwstanie w sztuce średniowiecznej

Niech żyją wakacje, niech żyje wolny czas...

„»W górach mieszka wolność« — zaśpiewał niefrasobliwie Hans Castorp.
 — Ale powiedz mi najpierw co to jest wolność!”

Tomasz Mann, Czarodziejska Góra, Warszawa, 2008

Zbliża się upragniony koniec roku szkolnego, początek lata i wakacji. Na portalu Wirtualne Muzea Małopolski można wyruszyć w wakacyjną podróż sentymentalną dzięki „magicznym przedmiotom”. Jednym z takich obiektów, wybranym w tym tygodniu na odsłonę strony głównej, jest popielniczka z kolekcji Muzeum Historii Fotografii im. Walerego Rzewuskiego w Krakowie. Jest to niepozorny szklany przedmiot użytkowy. Zdobi go fotografia wielkości pocztówki przedstawiająca Dom Zdrojowy w Krynicy .

Popieliczka szklana z widokiem Domu Zdrojowego w Krynicy,
Muzeum Historii Fotografii im. Walerego Rzewuskiego w Krakowie,
domena publiczna

 

Budynek w stylu neorenesansowym jest położony u podnóża Góry Parkowej, obok muszli koncertowej i Pijalni Głównej. Na zdjęciu widoczny jest napis: „Curhaus — Krynica”. Obiekt pochodzi z lat 20. XX wieku. Pamiątka turystyczna, która niektórym może wydać się kiczowata. Jednak w przypadku tego artefaktu przydatne i nadające mu nowy kontekst może okazać się użycie terminu „kampowy” zaczerpniętego z eseju Susan Sontag . „Kampowy” rodzaj kontaktu ze sztuką odrzuca typowe kategorie „dobry – zły” jako niewystarczające. Sontag proponuje nową: „rzeczy tak złych, że aż dobrych”. Jest coś fascynującego w takich nieoczywistych, dziwacznych przedmiotach.

Można snuć domysły. „Popielniczka przywołuje na myśl modę na palenie papierosów, rozpowszechnioną zwłaszcza w latach 20. XX wieku, również w Krynicy, gdzie liczni wczasowicze przyjeżdżali po zdrowie. Gdy wyobrazimy sobie, że mogła z niej korzystać któraś ze słynnych postaci kurująca się w Krynicy…” Małgorzata Kanikuła (Muzeum Historii Fotografii im. Walerego Rzewuskiego w Krakowie), © wszystkie prawa zastrzeżone.

Widok Krynicy, źródło: NAC

Krynica to miejscowość uzdrowiskowa. Charakter miejsca wywołuje skojarzenia z Czarodziejską górą Tomasz Manna. Miasto położone jest we wschodniej części pasma Jaworzyny Krynickiej – jednego z dwóch pasm Beskidu Sądeckiego pomiędzy trzema górami: Krzyżową, Parkową i Jasiennikiem. Historia uzdrowiska ma swój początek w XVIII wieku. W 1794 roku zbudowano „Mały Domek”, który od 1804 roku pomieścił pierwsze zakłady kąpielowe. W 1807 roku Krynica została nazwana urzędowo zdrojem kąpielowym i wkrótce zaczął tu pełnić stałe obowiązki pierwszy lekarz. Wielką erę Krynicy jako uzdrowiska rozpoczęła w 1856 roku działalność Józefa Dietla – profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego uznawanego za ojca polskiej balneologii. Już od 1858 roku stosowano tu kąpiele borowinowe, a kontynuatorzy dzieła Dietla przyczynili się do rozwoju technicznego uzdrowiska. W tym okresie powstały takie obiekty uzdrowiskowe, jak: Stare Łazienki Mineralne, Stare Łazienki Borowinowe, Dom Zdrojowy (przedstawiony na fotografii), drewniana Pijalnia Główna z deptakiem, liczne pensjonaty i teatr modrzewiowy. Do rozwoju uzdrowiska przyczyniło się również wybudowanie w 1876 roku linii kolejowej do Muszyny, przedłużonej w 1911 roku do Krynicy.

Pobyt śpiewaka Jana Kiepury w Krynicy,
źródło: NAC

Krynica była modnym i elitarnym miejscem pobytu i spotkań wielu sławnych Polaków. Bywali tu między innymi: Jan Matejko, Artur Grottger, Henryk Sienkiewicz, Józef Ignacy Kraszewski. W okresie międzywojennym zaś: Ludwik Solski i Helena Modrzejewska, którzy występowali w teatrze modrzewiowym, a także Władysław Reymont, Julian Tuwim czy Konstanty Ignacy Gałczyński. Jan Kiepura miał w Krynicy własną willę „Patria”.

Krynica to także miejsce związane z historią malarza ludowego Nikifora Krynickiego, a właściwie Epifaniusza Drowniaka. Był on malarzem prymitywistą nieodłącznie związanym z Krynicą. Jego rysunki i obrazy oraz pamiątki pozostałe po nim można odnaleźć w budynku „Romanówka”, oddziale Muzeum Okręgowego w Nowym Sączu.

Popielniczka z fotografią, pamiątka z podróży może nieść ze sobą wiele historii i skojarzeń. Można kwestionować estetykę, ale na pewno jest świadectwem sobie współczesnych, pamiątką i obiektem inspirującym do snucia, a także odkrywania opowieści. Udanych wakacji!!!

Opracowanie: Mirosława Bałazy (Redakcja WMM),
Licencja Creative Commons

Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.

Wyświetlanie 2 rezultatów.