Blog

Wpisy oznaczone tagiem sztuka sakralna .

Co trzyma Matka Boska?

W poprzednim wpisie (Co trzyma Dzieciątko?) przywołałam kilka przykładów atrybutów trzymanych przez Jezusa w przedstawieniach Madonny z Dzieciątkiem. Teraz czas przyjrzeć się, co może w swojej dłoni prezentować Matka Boska. Oczywiście w wielu przypadkach atrybuty są zamiennie trzymane przez Marię lub Chrystusa: zdarza się zatem Madonna z książką lub z jabłkiem – o znaczeniu tych atrybutów pisałam we wspomnianym wcześniej tekście.

Królewskie berło

W sztuce gotyckiej bardzo popularne było przedstawienie Matki Boskiej jako Królowej Niebios: z koroną na głowie i berłem w dłoni. Przykładem takiego wizerunku jest Madonna z Gruszowa: drewniana figura powstała w przedostatniej dekadzie XIV wieku. Rzeźba ta znajdowała się niegdyś w nastawie ołtarzowej, zaś dziś jest w kolekcji Muzeum Archidiecezjalnego im. Kardynała Karola Wojtyły w Krakowie. Pierwotnie Matka Boska miała na głowie koronę, która nie zachowała się.

Madonna z Gruszowa, 1380–1390, Muzeum Archidiecezjalne im. Kardynała Karola Wojtyły w Krakowie. Digitalizacja: RPD MIK, domena publiczna


Określenie Marii jako Królowej Niebios ma korzenie średniowieczne, a być może sięga nawet czasów wczesnochrześcijańskich – pojawiało się co najmniej od XI wieku. Liturgia Godzin, zakorzeniona w zakonnych modlitwach, zawierała antyfony odnoszące się do Marii Królowej: Salve Regina, której kompozycję tradycja przypisała żyjącemu w XI wieku benedyktynowi Hermannowi von Reichenau, Ave Regina caelorum, pochodzącą prawdopodobnie z XII wieku, czy też Regina Caeli, pojawiającą się już w 1. połowie XIII wieku w modlitewnikach franciszkańskich, a powstałą zapewne jeszcze w poprzednim stuleciu. Jednakże ta ostatnia pieśń wedle średniowiecznych źródeł (takich jak Złota Legenda Jacopo da Varagine) pojawić się miała już w czasach świętego Papieża Grzegorza Wielkiego (zm. 604) – sami aniołowie mieli sławić Marię właśnie jako Królową Niebios.

Rajska papuga

Często zdarza się, że w przedstawieniach Matki Boskiej z Dzieciątkiem Jezus trzyma ptaszka – najczęściej jest to czyżyk lub szczygieł, które są zapowiedzią przyszłej męki Zbawiciela. Trafia się jednak także Maria lub Jezus z papugą – ten z kolei ptak miał w średniowieczu symbolikę maryjną. Wedle średniowiecznych legend papuga w raju nauczyła się słowa Eva, co nawiązuje do Marii interpretowanej jako Nowa Ewa. Jednocześnie imię Eva jest odwróceniem łacińskiego pozdrowienia Ave, szczególnie kojarzonego z Marią w związku ze słowami, jakimi zwrócił się do niej archanioł w czasie Zwiastowania (Ave Maria). Pomimo interpretowania papugi w średniowiecznych bestiariach niekiedy jako symbolu uporu i krnąbrności, to skojarzenie z rajem i Ewą sprawiło, że ptak ten funkcjonował jako atrybut Matki Boskiej – szczególnie często pojawiał się w dekoracjach marginesów modlitewników Godzinek, poświęconych Najświętszej Marii Pannie.

Hans Sebald Beham, Madonna z Dzieciątkiem i papugą, grafika wyd. we Frankfurcie nad Menem w 1549 r., odbitka z Rijksmuseum w Amsterdamie.
Wikimedia Commons, domena publiczna


Słodka gruszka

W obrazie Madonna z gruszką z kościoła św. Małgorzaty w Raciborowicach (1526), który dziś jako depozyt znajduje się w Muzeum Archidiecezjalnym w Krakowie, Jezus trzyma kiść winogron, zaś Maria – jak sam tytuł wskazuje – gruszkę. Niektóre interpretacje mówią, że znaczenie gruszki miało być takie samo jak jabłka, czyli po prostu odnosić się do owocu zakazanego z rajskiego drzewa, który zerwali Adam i Ewa. Jednakże nie jest to prawdopodobnie poprawne wyjaśnienie – przede wszystkim bowiem gruszka słynęła ze swojej słodyczy. W biblijnej Księdze Przysłów znajdziemy stwierdzenie: „Dobre słowa są plastrem miodu, słodyczą dla gardła, lekiem dla ciała”. Teologowie średniowieczni, na przykład św. Bonawentura, odnosili określenie słodyczy do Mądrości Bożej, ale przede wszystkim mianem słodkiej określano miłość. Najprawdopodobniej zatem gruszka w przedstawieniach Madonny z Dzieciątkiem odnosi się do słodyczy miłości Matki i Syna.

Madonna z gruszką z Raciborowic, 1526, Muzeum Archidiecezjalne w Krakowie.
Fot. Sakralne Dziedzictwo Małopolski, PIDZ UPJPII, CC-BY-NC-ND 3.0 PL


Co ciekawe, w tym obrazie są jeszcze orzechy: leżą one na parapecie przed Marią i Dzieciątkiem. Orzechy symbolizowały życie i płodność, ponieważ postrzegano je jako owoce będące jednym wielkim nasionem, z którego wyrosnąć ma nowa roślina. Taka symbolika może odnosić się do macierzyństwa Marii. Z drugiej strony orzech w swojej złożonej strukturze mógł symbolizować Chrystusa: zewnętrzna skorupka to ludzka postać Mesjasza, a ukryte w środku jądro to jego wewnętrzna boska natura. Być może także orzechy koło Marii i Jezusa są odniesieniem do starotestamentowej Pieśni nad Pieśniami, w której Oblubienica mówi: „Zeszłam do ogrodu orzechów, by spojrzeć na świeżą zieleń doliny, by zobaczyć, czy rozkwita krzew winny” (PnP 6:11).

Paradoksalna poziomka

Innym owocem – a zarazem kwiatem – który znajdziemy w dłoni jednej z małopolskich gotyckich Madonn jest poziomka: Madonna z poziomką to obraz tablicowy z trzeciej ćwierci XV wieku, przechowywany w Muzeum Miejskim w Żywcu (jako depozyt tamtejszej parafii Narodzenia Najświętszej Maryi Panny). Ze źródeł wynika, że obraz pochodzi z Krakowa, a do Żywca trafił w XVII wieku.

Poziomki pojawiały się w sztuce średniowiecznej w przedstawieniach raju – mogą zatem po prostu symbolizować zbawienie, lub odnosić się do grzechu pierworodnego. Jednocześnie poziomka symbolizowała zmysłową radość i rozkosz, a jako owoc pełen małych pesteczek odnosiła się do płodności. W kontekście Marii owoc ten może zarówno podkreślać zwycięstwo Marii nad cielesnymi żądzami, jak i odnosić się do jej świętego macierzyństwa. To właśnie ten ostatni aspekt – paradoks dziewiczego macierzyństwa – znakomicie mógł ukryć się w symbolu poziomki, ponieważ ta właśnie roślina kwitnie i owocuje jednocześnie. Paradoksalne zestawienie kwiatu i dojrzałego owocu na jednej gałązce mogło odnosić się do osoby Marii, która jest jednocześnie Matką i Dziewicą. Biały kwiat symbolizuje jej czystość, a czerwony owoc to „owoc jej żywota – Jezus”.

Madonna z poziomką, trzecia ćwierć XV w., Muzeum  Miejskie w Żywcu. Fot. M. Szczypiński, Pracownia Fotograficzna MNK

 

Miłosna róża

Róża to kwiat wyjątkowy, symbolizujący miłość, co znajdowało odzwierciedlenie także w średniowiecznej literaturze świeckiej. Maryjne modlitwy określono mianem „różańca” z łac. rosarium, czyli „ogród różany”, a w sztuce średniowiecznej pojawiały się przedstawienia Madonny w krzewie różanym lub właśnie w różanym ogrodzie. Czerwone róże najczęściej odnoszono do wspomnianej już miłości, ale róża biała mogła także symbolizować czystość. Gdy Matka Boska trzyma w dłoni różę, często jest ona pozbawiona kolców: to kolejne porównanie Marii do biblijnej Ewy. Maria jest bowiem kwiatem bez skazy, podczas gdy Ewa, przez którą na ludzkość spadł grzech, jest ostrym cierniem. Ponadto róża bez kolców mogła symbolizować Niepokalane Poczęcie Najświętszej Marii Panny, którego kult rozwinął się w późnym średniowieczu. W naturze bowiem róże mają kolce, a każdy człowiek rodzi się obciążony grzechem pierworodnym. Jedynie Niepokalanie Poczęta Maria miałaby być tego naturalnego obciążenia pozbawiona, niczym kwiat róży pozbawiony kolców.

Matka Boska Gajowska, ok. 1500, kościół Narodzenia Najświętszej Marii Panny w Gaju, fot. Sakralne Dziedzictwo Małopolski, PIDZ UPJPII, CC-BY-NC-ND 3.0 PL


Dzika czerwona róża o pięciu płatkach bywała także odnoszona do pięciu ran Chrystusa, a więc mogła funkcjonować jako zapowiedź jego męki. Dodatkowo w starotestamentowej Mądrości Syracha pojawia się porównanie Bożej Mądrości do krzewu róży (Syr 24, 14).

Lilia niewinności

Teolog Petrus Cantor pisał w XII wieku, iż Marię można przyrównać do lilii, ponieważ kwiat ten słynie z piękna, rozsiewa zapachy, leczy rany i wyrasta na ziemi nieurodzajnej. Przede wszystkim jednak lilia jest symbolem czystości, dziewictwa – stąd jej obecność w dłoniach wielu świętych. Najczęściej jednak lilie znajdowały się w przedstawieniach Zwiastowania: to moment Wcielenia, gdy Dzieciątko zaczyna rozwijać się w łonie Marii, choć ona sama pozostaje dziewicą. I to właśnie ową tajemnicę dziewiczego macierzyństwa Marii podkreślali artyści, wkładając kwiat lilii w jej dłoń. W gotyckiej sztuce małopolskiej znakomitym przykładem takiego przedstawienia jest Madonna Apokaliptyczna z kościoła Matki Bożej Różańcowej w Przydonicy, datowana na szóstą dekadę XV wieku.

Madonna Apokaliptyczna, kościół Matki Bożej Różańcowej w Przydonicy, ok. 14501460.
Wikimedia Commons, domena publiczna


Co ciekawe, atrybut maryjny w postaci lilii przeszedł także do specyficznych średniowiecznych ludowych legend, których ilustracje możemy znaleźć w ówczesnych rękopisach. Na przykład na jednym z marginesów w tak zwanych Godzinkach Taymouth (Anglia, 2. ćw. XIV w.) znajduje się ilustracja opowieści o pewnym niepiśmiennym zakonniku: nauczenie się czytania oraz różnych modlitw po łacinie przerastało jego możliwości intelektualne. Zdołał się on tylko nauczyć modlitwy Ave Maria, ale najwyraźniej w zupełności wystarczyło mu to do zbawienia. Oto bowiem kiedy umarł, w cudowny sposób z jego ust wyrósł właśnie kwiat lilii.

The Taymouth Hours, ok. 1325–1335, południowa Anglia (Londyn?). The British Library, Yates Thompson 13, f. 161v, domena publiczna


Owoce, kwiaty oraz ptaszki – wszystkie te atrybuty Matki Boskiej możemy generalnie odnosić do rajskiego ogrodu, miłości oraz kobiecości. Ze wszystkich świętych niewątpliwie to właśnie Maria występowała z największą ilością rozmaitych przedmiotów o symbolicznym znaczeniu. Poza tymi, które Madonna trzyma w dłoni, są jeszcze inne, które uzupełniają jej wizerunki, na przykład leżąc u jej stóp. Ponownie można podsumować, że to już materiał na osobną opowieść. 

dr Magdalena Łanuszka – absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, doktor historii sztuki, mediewistka. Ma na koncie współpracę z różnymi instytucjami: w zakresie dydaktyki (wykłady m.in. dla Uniwersytetu Jagiellońskiego, Akademii Dziedzictwa, licznych Uniwersytetów Trzeciego Wieku), pracy badawczej (m.in. dla University of Glasgow, Polskiej Akademii Umiejętności) oraz popularyzatorskiej (m.in. dla Archiwów Państwowych, Narodowego Instytutu Muzealnictwa i Ochrony Zbiorów, Biblioteki Narodowej, Radia Kraków, Tygodnika Powszechnego). W Międzynarodowym Centrum Kultury w Krakowie administruje serwisem Art and Heritage in Central Europe oraz prowadzi lokalną redakcję RIHA Journal. Autorka bloga o poszukiwaniu ciekawostek w sztuce: www.posztukiwania.pl.

Pozostałe teksty Magdaleny Łanuszki na portalu:

Co oznacza skrót IHS?
Co trzyma Dzieciątko?
Jaki ojciec, taki syn
Królowa Jadwiga w katedrze na Wawelu
Memento mori: Śmierć i dziewczyna
Modlitwa Chrystusa w Ogrójcu w realizacji Wita Stwosza

Niezwykłe przygody świętego Mikołaja
Niezwykły program dekoracji kielicha z kolekcji Muzeum Archidiecezjalnego w Krakowie
Winne opowieści – część pierwsza
Winne opowieści – część druga
Włochata Maria Magdalena z Moszczenicy
„Od powietrza […] wybaw nas Panie!”, czyli o wybranych świętych „od zarazy”
Od szaleństwa do pokuty, czyli o wybranych przedstawieniach karnawału i postu
Skarb znaleziony na strychu. Co się kryje w ikonie Hodegetrii z Nowej Wsi?

Smoki w sztuce średniowiecznej: profanum
Smoki w sztuce średniowiecznej: sacrum
Średniowieczna miłość cudzołożna
Średniowieczne kobiety fatalne
Utopiony święty, który trzymał język za zębami,  czyli opowieść o Janie Nepomucenie

Zakryj usta, zakryj nos!

Zmartwychwstanie w sztuce średniowiecznej

Co trzyma Dzieciątko?

W przedstawieniach Matki Boskiej z Dzieciątkiem bardzo ważną rolę odgrywają atrybuty trzymane przez Marię, Jezusa albo przez obie te postacie. W sztuce sakralnej przedmioty te nigdy nie były przypadkowe, lecz miały określone teologiczne znaczenie. To, co trzyma Dzieciątko Jezus, odnosi się do niego samego – ale ta symbolika może być zupełnie różna, w zależności od tego, z jakim atrybutem mamy do czynienia. Może to być zapowiedź przyszłej męki Zbawiciela, może podkreślać jego boską naturę, może także odnosić się do określonych cytatów biblijnych.

Antyczny zwój

Chyba najstarszym atrybutem Dzieciątka jest zwój – trzyma go ono już w tak wczesnych przedstawieniach, jak ikona z klasztoru św. Katarzyny na górze Synaj datowana na VI wiek. W starożytności teksty miały formę zwojów, które z czasem zostały zastąpione przez księgi w postaci kodeksów. Jednakże szczególnie w sztuce bizantyńskiej, a potem prawosławnej, przez kolejne stulecia nadal często ukazywano Dzieciątko ze zwojem w dłoni. Dodatkowo, Jezus ukazywany był jako uosobienie dojrzałości. Z tego powodu w wielu ikonach na jego czole jest widoczny nawet specyficzny guz, który miał podkreślać mądrość Wcielonego Słowa. Najczęściej uważa się, że zwinięty rulon w dłoni Jezusa to Ewangelia – sam Chrystus jest Słowem, które stało się Ciałem. Doskonałym przykładem takiego przedstawienia jest ikona z Nowej Wsi, datowana na koniec XV wieku i obecnie przechowywana w Muzeum Okręgowym w Nowym Sączu. Dodatkowo w tym akurat obrazie Madonnę z Dzieciątkiem otaczają prorocy zapowiadający zbawienie oraz hymnografowie sławiący Bogurodzicę w kolejnych stuleciach – postacie te również ukazywano ze zwojami odnoszącymi się do ich pism (przeczytaj więcej o Hodegetrii z Nowej Wsi: M. Łanuszka, Skarb znaleziony na strychu).

Matka Boska Hodegetria w otoczeniu proroków, hymnografów i świętych, koniec XV wieku, Nowa Wieś, Muzeum Okręgowe w Nowym Sączu. Digitalizacja: RPD MIK, domena publiczna


Księga pełna mądrości

W wielu średniowiecznych przedstawieniach Dzieciątko Jezus trzyma jednak nie zwój, ale księgę. Symbolika tego przedmiotu może być taka sama, jak zwoju, może nieść skojarzenie z początkiem Ewangelii wg św. Jana: „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało. W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła” (J 1:1-5). Z drugiej strony księga bywa także interpretowana jako Stary Testament: oto bowiem Chrystus jest Wcielonym Słowem, spełnioną obietnicą daną przez Boga właśnie w Starym Testamencie. Odwieczną mądrość Dzieciątka podkreślano czasem w ten sposób, że ukazywano je jako czytające księgę – mimo, że Jezus w ramionach Marii jest małym dzieckiem, to czyta niczym dorosły. Takie przedstawienie reprezentuje Madonna z Gruszowa – drewniana figura Matki Boskiej z Dzieciątkiem, datowana na lata około 1380–1390. Rzeźba ta znajdowała się niegdyś w nastawie ołtarzowej (ma otwarty, wyżłobiony tył), a dziś jest w kolekcji Muzeum Archidiecezjalnego im. Kardynała Karola Wojtyły w Krakowie.

Madonna z Gruszowa, 1380–1390, Muzeum Archidiecezjalne im. Kardynała Karola Wojtyły w Krakowie. Digitalizacja: RPD MIK, domena publiczna


Pióro maczane w kałamarzu

Istnieją jednak jeszcze bardziej specyficzne przedstawienia odnoszące się do Chrystusa-Wcielonego Słowa, a mianowicie Madonny z kałamarzem. Najczęściej w takich przedstawieniach Dzieciątko trzyma pióro. Temat ten, po niemiecku zwany Tintenfassmadonna, pojawił się około 1400 roku. Popularny był w Europie Północnej: w niemieckich rzeźbie i malarstwie oraz w niderlandzkich i paryskich rękopisach. Przyjęto, że odnosi się on do przedstawień Chrystusa jako Nauczyciela. Znakomitym przykładem może być miniatura z niderlandzkich Godzinek Katarzyny de Clèves, dziś przechowywanych w the Morgan Library and Museum w Nowym Jorku (ok. 1440). Fundatorka – córka księcia Clèves i żona Arnolda księcia Geldrii – została ukazana jako klęcząca przed Madonną z kałamarzem. Dzieciątko nie tylko trzyma tu pióro, którym sięga do kałamarza, ale w dodatku ma na głowie specyficzną czapeczkę. To bardzo rzadkie przedstawienie – najprawdopodobniej jest nakryciem głowy skryby czy też pisarza. Może odnosić się do psalmu 45 (44), który stanowił element oficjum liturgii godzin: „Z mego serca tryska piękne słowo: utwór mój głoszę dla króla; mój język jest jak rylec biegłego pisarza” (Ps 45: 2).

Księżna de Clèves przed Madonną z Dzieciątkiem, Godzinki Katarzyny de Clèves, Utrecht, ok. 1440,
The Morgan Library & Museum, MS M.917/945, f. 1v, domena publiczna

 

Złote jabłko królewskie

Dzieciątko z księgą, zwojem czy piórem może być określone jako Chrystus-Nauczyciel. Kolejną opcją natomiast jest Chrystus-Władca świata: jeśli nie w koronie na głowie, to przynajmniej ze złotym jabłkiem będącym insygnium władzy. Berło do kompletu zazwyczaj trzyma Matka Boska. Przykładem takiego przedstawienia może być gotycka figura z Krzywaczki, w typie tzw. Pięknej Madonny, datowana na drugie dwudziestolecie XV wieku.

Madonna z Dzieciątkiem, ok. 1420–1440, kościół Trójcy Świętej w Krzywaczce.
Digitalizacja: Sakralne Dziedzictwo Małopolski, PIDZ UPJPII, CC-BY-NC-ND 3.0 PL


Czasami zdarza się, że królewskie jabłko ma formę globu, co dodatkowo podkreśla władzę Chrystusa nad całym światem. Przedstawienia Chrystusa władcy – w sztuce zachodniej funkcjonujące jako Maiestas Domini – charakteryzowały się frontalnym ujęciem, gestem błogosławieństwa oraz atrybutem w postaci globu. Podobne ujęcia Jezusa mogły pojawiać się także w przedstawieniach Madonny z Dzieciątkiem.

Matka Boska z Dzieciątkiem, przed 1644, kościół Narodzenia Najświętszej Marii Panny w Gaju.
Fot. Sakralne Dziedzictwo Małopolski, PIDZ UPJPII, CC-BY-NC-ND 3.0 PL


Owoc: zakazany lub eucharystyczny

Jabłko w dłoni Dzięciątka bardzo często jest jednak po prostu owocem – przykładem takiego ujęcia jest słynna Madonna z Krużlowej (ok. 1410, Muzeum Narodowe w Krakowie). To odniesienie do owocu zjedzonego przez Adama i Ewę w raju. Co prawda Biblia nie mówi, że było to jabłko (lecz owoc z drzewa poznania dobra i zła), to jednak tak właśnie najczęściej ukazywano w sztuce ów zakazany owoc. Prawdopodobnie powodem było podwójne znaczenie słowa malum w języku łacińskim, które oznacza zarówno jabłko, jak i zło. Od owego zakazanego owocu zaczął się upadek ludzkości przez popełnienie grzechu, a Jezus i Maria mieli przynieść obiecane odkupienie tego grzechu. Zakładano wręcz, że Marię można określić jako nową Ewę, a Chrystusa jako nowego Adama: przez pierwszych Adama i Ewę przyszedł grzech, a przez „nowych” Adama i Ewę przychodzi na świat zbawienie. Stąd też jabłko w dłoniach Dzieciątka.

Madonna z Krużlowej, ok. 1410, Muzeum Narodwe w Krakowie. Digitalizacja: RPD MIK, domena publiczna


Nie zawsze jednak owocem, który trzyma Dzieciątko, jest jabłko. Na przykład w obrazie Madonna z gruszką z kościoła św. Małgorzaty w Raciborowicach (1526), który dziś jako depozyt znajduje się w Muzeum Archidiecezjalnym w Krakowie, Jezus trzyma kiść winogron. Chrystus w swoich przypowieściach wielokrotnie odnosił się do winnic i winnych krzewów: zapowiadając swą mękę (Łk 20, 9-19, Mt 21, 33-46; Mk 12, 1-12) albo nauczając o bożym miłosierdziu i nagrodzie w Niebie (Mt 20, 1-16). Sam o sobie powiedział: „Ja jestem krzewem winnym, wy – latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity” (J 15,5). Oczywiście winogrono ma także symbolikę eucharystyczną, a ponadto odnosi się do starotestamentowej opowieści o tym, jak Izraelici przynieśli olbrzymie winne grono z ziemi Kanaan, co było dowodem na żyzność Ziemi Obiecanej. Bóg bowiem spełnia wszystkie swe obietnice, a najważniejszą z nich jest obietnica Odkupienia, która spełniła się w osobie Jezusa (czytaj także: M. Łanuszka, Winne opowieści – część druga).

Madonna z gruszką z Raciborowic, 1526, Muzeum Archidiecezjalne w Krakowie.
Fot. Sakralne Dziedzictwo Małopolski, PIDZ UPJPII, CC-BY-NC-ND 3.0 PL


Ptaszek albo smoczek

Dość często zdarza się także, że Dzieciątko Jezus trzyma w dłoni ptaszka – najczęściej jest to szczygieł o charakterystycznej czerwonej główce. Ptak ten odnosi się do przyszłej męki Chrystusa, ponieważ szczygły miały żyć wśród cierni, co łączono z koroną cierniową. Ponadto czerwona plamka na głowie szczygła interpretowana była jako nawiązanie do krwi Chrystusa.

Zrywający się do lotu ptak symbolizował zmartwychwstanie, a poza tym w apokryficznych opowieściach o dzieciństwie Jezusa (już w starożytnej Ewangelii Tomasza znanej także jako Dzieciństwo Pana) występowała także historia o tym, jak mały Chrystus w cudowny sposób ożywił gliniane ptaszki.

Madonna z poziomką, trzecia ćwierć XV w., Muzeum  Miejskie w Żywcu. Fot. M. Szczypiński, Pracownia Fotograficzna MNK


Zdecydowanie rzadziej występującym, choć niewątpliwie ciekawym atrybutem w dłoni Dzieciątka, bywa tak zwana sosułka, czyli średniowieczny smoczek. Było to zawiniątko z płótna, najczęściej napełnione makiem z mlekiem i miodem – ssanie go niewątpliwie miało działanie uspokajające i może także usypiające. W przypadku przedstawień Madonny z Dzieciątkiem sosułkę interpretuje się najczęściej jako nawiązanie do przyszłej męki Chrystusa, jako że z maku powstawały środki uśmierzające bol. Na podobnej zasadzie w średniowiecznych przedstawieniach Opłakiwania lub Ukrzyżowania pojawiały się na trawnikach liście babki znane ze swego działania przeciwkrwotocznego. Bardzo często oprócz sosułki Dzieciątko trzyma wspomnianego wcześniej ptaszka – szczygła lub czyżyka – jako dodatkową zapowiedź przyszłej męki.

Albrecht Dürer, Madonna z czyżykiem, 1506, Gemäldegalerie der Staatlichen Museen zu Berlin. Fot. José Luiz Bernardes Ribeiro, CC BY-SA 4.0


Dzieciątko z dzwonkami

Zupełnie wyjątkowym przedstawieniem jest natomiast Jezus muzykujący, choć z teologicznego punktu widzenia nie powinno to być aż tak zaskakujące. Koncepcja harmonii wszechświata (kosmosu zbudowanego wedle matematycznych zasad odnoszonych do idealnej muzyki) osadzona jest w teoriach starożytnych, zaś wczesnochrześcijańscy teologowie przejęli ją, określając Chrystusa jako twórcę owej harmonii. Aniołowie oraz święci w niebie mieli tworzyć chóry wyśpiewujące chwałę bożą – w sztuce to właśnie aniołowie najczęściej przedstawiani byli z instrumentami. Tymczasem w niewielkim obrazku z lat 90. XV wieku, wiązanym z niderlandzkim malarzem Geertgenem tot Sint Jansem, widzimy – oprócz aniołów muzykujących oraz trzymających narzędzia męki Chrystusa – Dzieciątko grające na dzwonkach.

Geertgen tot Sint Jans (lub warsztat), Gloryfikacja Madonny, ok. 1490, Museum Boijmans Van Beuningen w Rotterdamie.
Wkimedia Commons, domena publiczna


W wielu przedstawieniach Madonny z Dzieciątkiem osobne atrybuty – o oddzielnym znaczeniu – trzyma także Matka Boska. To już jednak materiał na osobną opowieść.

dr Magdalena Łanuszka – absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, doktor historii sztuki, mediewistka. Ma na koncie współpracę z różnymi instytucjami: w zakresie dydaktyki (wykłady m.in. dla Uniwersytetu Jagiellońskiego, Akademii Dziedzictwa, licznych Uniwersytetów Trzeciego Wieku), pracy badawczej (m.in. dla University of Glasgow, Polskiej Akademii Umiejętności) oraz popularyzatorskiej (m.in. dla Archiwów Państwowych, Narodowego Instytutu Muzealnictwa i Ochrony Zbiorów, Biblioteki Narodowej, Radia Kraków, Tygodnika Powszechnego). W Międzynarodowym Centrum Kultury w Krakowie administruje serwisem Art and Heritage in Central Europe oraz prowadzi lokalną redakcję RIHA Journal. Autorka bloga o poszukiwaniu ciekawostek w sztuce: www.posztukiwania.pl.

Pozostałe teksty Magdaleny Łanuszki na portalu:

Co oznacza skrót IHS?
Jaki ojciec, taki syn
Królowa Jadwiga w katedrze na Wawelu
Memento mori: Śmierć i dziewczyna
Modlitwa Chrystusa w Ogrójcu w realizacji Wita Stwosza

Niezwykłe przygody świętego Mikołaja
Niezwykły program dekoracji kielicha z kolekcji Muzeum Archidiecezjalnego w Krakowie
Winne opowieści – część pierwsza
Winne opowieści – część druga
Włochata Maria Magdalena z Moszczenicy
„Od powietrza […] wybaw nas Panie!”, czyli o wybranych świętych „od zarazy”
Od szaleństwa do pokuty, czyli o wybranych przedstawieniach karnawału i postu
Skarb znaleziony na strychu. Co się kryje w ikonie Hodegetrii z Nowej Wsi?

Smoki w sztuce średniowiecznej: profanum
Smoki w sztuce średniowiecznej: sacrum
Średniowieczna miłość cudzołożna
Średniowieczne kobiety fatalne
Utopiony święty, który trzymał język za zębami,  czyli opowieść o Janie Nepomucenie

Zakryj usta, zakryj nos!

Zmartwychwstanie w sztuce średniowiecznej

Jaki ojciec, taki syn. Opowieść o obrazach Pietera Brueghla Młodszego ze zbiorów Muzeum Narodowego w Krakowie

W 1566 roku niderlandzki malarz Pieter Bruegel Starszy namalował obraz Kazanie Świętego Jana Chrzciciela (dziś w Szépművészeti Múzeum w Budapeszcie). W Ewangelii wg św. Łukasza przeczytamy, że Jan Chrzciciel obchodził całą okolicę nad Jordanem i głosił chrzest nawrócenia: mówił do tłumów, które przybywały do niego, żeby przyjąć chrzest. Artysta jednak osadził biblijną scenę w realiach sobie współczesnych: postacie mają stroje niderlandzkie z XVI wieku, a kazanie ma miejsce na pagórku na skraju lasu; w tle widoczna jest rzeka i miasto z zabudową typową dla szesnastowiecznej Europy północnej. Uważa się, że pod pretekstem biblijnej sceny Bruegel ukazał potajemne zgromadzenie religijne z udziałem wędrownych protestanckich kaznodziejów. Obraz ten powstał w okresie wojen religijnych i prześladowań protestantów w Niderlandach; rzeczywiście wówczas ludzie gromadzili się po kryjomu poza miastami, aby słuchać protestanckich kazań.

Pieter Bruegel Starszy, Kazanie św. Jana Chrzciciela, 1566, Szépművészeti Múzeum (Muzeum Sztuk Pięknych) w Budapeszcie.
Źródło: Wikimedia Commons, domena publiczna

 
W Muzeum Narodowym w Krakowie znajduje się kopia obrazu z Budapesztu, wykonana przez syna artysty, Pietera Brueghla Młodszego. Z jego warsztatu wyszło ponad 30 replik tego obrazu, lecz część z nich jest słabszej jakości artystycznej – zapewne tworzone one były przez współpracowników malarza.
Egzemplarz krakowski natomiast to dzieło wysokiej klasy, pochodzące z pierwszych lat XVII wieku, które w całości przypisuje się samemu Pieterowi Brueghlowi Młodszemu.

Kazanie św. Jana Chrzciciela Pietera Brueghela Młodszego, początek XVII wieku, Muzeum Narodowe w Krakowie.
Digitalizacja: MNK, domena publiczna


Kariera synów Bruegla

Pieter Bruegel Starszy zmarł w 1569 roku, gdy jego dwaj synowie byli jeszcze mali: Pieter Młodszy miał wówczas pięć lat, a Jan zaledwie roczek. Po latach obaj chłopcy także zostali malarzami; w Niderlandach popularne było przechodzenie profesji z ojca na syna, w dużej mierze z powodów praktycznych. Zarówno za naukę w cechu, jak i za otworzenie własnego warsztatu pobierano opłaty, ale cennik nie był taki sam dla każdego. Faworyzowani byli synowie lokalnych rzemieślników w danej specjalizacji. Na przykład w Brugii i Brukseli synowie lokalnych mistrzów byli w ogóle zwolnieni z opłat, jeśli kontynuowali praktykę swych ojców. W innych miastach zdarzało się, że suma pobierana od syna mistrza za osiągnięcie mistrzostwa wynosiła równowartość czterech–pięciu dniówek, podczas gdy obcokrajowiec musiał na to samo poświęcić niemalże półroczny dochód. Z tego powodu cech stawał się zamkniętą dziedziczną kastą; w Niderlandach istniały więc całe dynastie malarzy.
Synowie Pietera Bruegla Starszego stracili matkę dziewięć lat po śmierci ojca, a wówczas opiekę nad nimi przejęła ich babka, Mayken Verhulst, która nie tylko była wdową po malarzu Pieterze Coeckem van Aelst, lecz także sama trudniła się malarstwem. Najprawdopodobniej to właśnie ona była pierwszą nauczycielką malarstwa dla swoich wnuków Pietera i Jana. Dzisiaj często zapomina się, że kobiety już w średniowieczu bywały malarkami. Szczególnie popularne było wśród nich malarstwo książkowe – nie tylko zakonnice dekorowały księgi, lecz także świeckie artystki, bardzo często żony albo córki malarzy (imiona niektórych z nich zachowały się w różnych dokumentach). Poza tym zdarzało się, że wdowy po malarzach, nawet jeśli same nie malowały, to utrzymywały pracownie po mężach, przyjmując zamówienia i zlecając ich realizację zatrudnionym czeladnikom. Niestety nie przetrwały dzieła, które bez wątpliwości możemy przypisać Mayken Verhulst, wiemy jednak ze źródeł, że odniosła sukces jako malarka oraz wydawczyni grafik.
Starszy syn Bruegla, Pieter Młodszy, wyspecjalizował się z czasem w tworzeniu kopii obrazów swojego ojca. Wówczas kopiowanie nie było uważane za nic złego, wręcz przeciwnie – stanowiło miarę popularności danego dzieła sztuki. Na przykład Zimowy pejzaż z pułapką na ptaki Pietera Bruegla Starszego został w warsztacie jego syna skopiowany prawie sto trzydzieści razy. Trzeba przy tym podkreślić, że kopie syna nigdy nie powielały dokładnie kompozycji ojca. W każdej z nich pojawiały się jakieś zmiany: w strojach postaci albo w detalach tła. Wyszukiwanie tych różnic może nam dziś zająć długie godziny.

    
Porównanie detali z obrazów Kazanie Św. Jana Chrzciciela: Pietera Bruegla Starszego (1566, Szépművészeti Múzeum w Budapeszcie) i Pietera Brueghla Młodszego
(pocz. XVII w., Muzeum Narodowe w Krakowie)


Do Muzeum Narodowego w Krakowie należy nie tylko kopia Kazania Świętego Jana Chrzciciela, ale także Walka karnawału z postem (o tym obrazie czytaj także: Magdalena Łanuszka, Od szaleństwa do pokuty, czyli o wybranych przedstawieniach karnawału i postu), którą Pieter Młodszy powielił kilkakrotnie. Repliki tego dzieła znajdują się dziś w zbiorach prywatnych, znany jest też egzemplarz w Musées royaux des Beaux-Arts de Belgique w Brukseli, a jedna kopia należała niegdyś do Muzeum Narodowego w Krakowie. Niestety, obraz ten został zrabowany i nie wiadomo, gdzie znajduje się dziś. Oryginał pędzla Pietera Ojca przechowuje Kunsthistorisches Museum w Wiedniu.

Pieter Bruegel Starszy, Walka karnawału z postem, 1559, Kunsthistorisches Museum w Wiedniu. Źródło: Wikimedia Commons, domena publiczna


Walka karnawału z postem z Muzeum Narodowego w Krakowie

„Krakowskie” dzieło Pietera Brueghla Młodszego pochodziło ze zbiorów Stanisława hrabiego Ursyn Rusieckiego, znakomicie wykształconego kolekcjonera sztuki, który w początkach XX wieku zdeponował swoją kolekcję w Muzeum Narodowym w Krakowie. W latach 30. przekazał jej część już na stałe do muzeum – wśród tych podarowanych dzieł znalazła się również Walka karnawału z postem pędzla Pietera Brueghla Młodszego. Do II wojny światowej była eksponowana w galerii w Sukiennicach.
Niestety, 5 grudnia 1939 roku obraz został zarekwirowany przez władze okupacyjne. Dokładnie mówiąc, dzieło wykorzystano do dekoracji siedziby niemieckich władz Dystryktu Krakowskiego, która znajdowała się w pałacu Pod Baranami. Gubernatorem dystryktu był od września 1939 roku austriacki generał SS, baron Otto von Wächter. Dzieła sztuki, kradzione do dekoracji wnętrz siedziby Wächtera, wybierała jego żona, Charlotte, która dobrze znała się na sztuce.
Po kapitulacji III Rzeszy Otto von Wächter przedostał się do Rzymu, gdzie ukrywał się i umarł w 1949 roku. Tymczasem Charlotte razem z dziećmi po prostu wróciła do rodzinnego Salzburga. Co stało się z dziełami sztuki, które przeniosła do pałacu Pod Baranami, tego na razie nie udało się ustalić – z pewnością przynajmniej niektóre wywiozła, opuszczając Kraków, prawdopodobnie zresztą część od razu sprzedała.
Charlotte von Wächter zmarła w 1985 roku. W lutym 2017 roku jej syn, Horst von Wächter, oddał Krakowowi trzy zrabowane stąd dzieła sztuki: akwarelę Julii Potockiej przedstawiającą pałac Pod Baranami, XVIII-wieczną mapę Rzeczpospolitej Obojga Narodów oraz grafikę ukazującą panoramę nowożytnego Krakowa. Gdzie w międzyczasie przepadła Walka karnawału z postem z Muzeum Narodowego w Krakowie, tego nie wiadomo. Jedyne, co pozostało, to bardzo słabej jakości przedwojenna fotografia tego obrazu.

Pieter Brueghel Młodszy, Walka karnawału z postem, Muzeum Narodowe w Krakowie / strata wojenna.
Źródło: Wikimedia Commons, domena publiczna


Niestety od jakiegoś czasu w internecie krąży fałszywa informacja, jakoby obraz Walka karnawału z postem, który dziś można oglądać w Kunsthistorisches Museum w Wiedniu, był dziełem ukradzionym z Krakowa. Oczywiście to zupełna bzdura, ponieważ obraz z Wiednia to oryginał autorstwa Pietera Bruegla Starszego, znajdujący się w rękach Habsburgów już w XVII wieku. Nasz obraz z Krakowa, jak wszystkie kopie Pietera Brueghla Młodszego, różni się szczegółami od tego wiedeńskiego. Począwszy od sygnatury.

Sygnatura Pietera Bruegla Starszego w lewym dolnym rogu Walki karnawału z postem
(Kunsthistorisches Museum w Wiedniu)


Nie wiadomo, gdzie urodził się Pieter Bruegel Starszy, a co za tym idzie – skąd pochodzi jego nazwisko. Początkowo podpisywał się Brueghel, a od 1559 roku zrezygnował z litery h w nazwisku i zaczął używać wersji Bruegel. Jego syn, Pieter Młodszy, wrócił do formy z literą h, a od 1616 roku dodatkowo przestawił litery i zaczął się podpisywać Breughel, zamiast Brueghel. Obraz z Wiednia, namalowany przez Pietera Ojca, ma sygnaturę Bruegel (bez h), podczas gdy obraz z Krakowa był sygnowany Breughel (na szyldzie budynku z lewej strony), czyli właśnie wersją stosowaną przez syna. Nie da się jednak teraz stwierdzić, czy sygnatura na krakowskim obrazie w ogóle była oryginalna.
Oprócz tego także inne szczegóły (w strojach postaci i architekturze w tle) różniły te dwa dzieła, a w dodatku późniejsze losy obu obrazów sprawiły, że liczba różnic wzrosła. Oto bowiem oryginalny wiedeński obraz został ocenzurowany – zamalowano w nim niektóre fragmenty, które najprawdopodobniej wydawały się zbyt drastyczne.
W styczniu 2019 roku zakończyła się wystawa dzieł Bruegla
w Wiedniu, która zwieńczyła wieloletni projekt badań i renowacji, a dodatkowo Kunsthistorisches Museum uruchomiło stronę internetową Inside Bruegel. Na tej stronie nie tylko znajdują się reprodukcje obrazów Bruegla w wysokiej rozdzielczości, lecz także każdy obraz można interaktywnie porównywać kawałek po kawałku ze zdjęciami w podczerwieni oraz rentgenowskimi. W ten sposób możemy zobaczyć, co w danym obrazie zostało z czasem przemalowane.

Zestawienie fragmentu Walki karnawału z postem Pietera Bruegla Starszego  (1559, Kunsthistorisches Museum w Wiedniu) z fotografią w podczerwieni ze strony Inside Bruegel. W podczerwieni widoczny jest zarys głowy zamalowanych zwłok w prawym dolnym rogu oraz zamalowana postać żebraka przy prawej krawędzi obrazu.


W przypadku Walki karnawału z postem z prawego dolnego rogu obrazu zniknęły zwłoki leżące na ziemi, przy prawej krawędzi dzieła zamalowano żebraka-kalekę, a także dzieci leżące na ziemi obok żebrzącej przed kościołem pary. Na wozie, który ciągnie obdarta kobieta, leżał chory (albo już trup), co również zamalowano. Wszystkie te drastyczne szczegóły są jednak zachowane w kopiach Pietera Brueghla Młodszego. Widać je także na przedwojennej fotografii zaginionego obrazu z Krakowa.

Pieter Brueghel Młodszy, Walka karnawału z postem, pocz. XVII w., Musées royaux des Beaux-Arts de Belgique w Brukseli. Źródło: Wikimedia Commons, domena publiczna


Na koniec jeszcze warto zauważyć, że nazwisko Bruegel powszechnie wymawiane jest jako [ˈbrɔɪɡəl] (w uproszczeniu: zbliżone do brojgel), tymczasem poprawniej byłoby wymawiać je [ˈbrøːɣəl] (w uproszczeniu: zbliżone do brehel). Dopiero w XVII wieku Pieter Młodszy zamienił w swej sygnaturze zbitkę ue na eu, co w wymowie niemieckiej może rzeczywiście być odczytywane jako [ɔɪ]. Nie powinniśmy jednak tej przekręconej wersji stosować dla Pietera Bruegla Starszego.

dr Magdalena Łanuszka – absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, doktor historii sztuki, mediewistka. Ma na koncie współpracę z różnymi instytucjami: w zakresie dydaktyki (wykłady m.in. dla Uniwersytetu Jagiellońskiego, Akademii Dziedzictwa, licznych Uniwersytetów Trzeciego Wieku), pracy badawczej (m.in. dla University of Glasgow, Polskiej Akademii Umiejętności) oraz popularyzatorskiej (m.in. dla Archiwów Państwowych, Narodowego Instytutu Muzealnictwa i Ochrony Zbiorów, Biblioteki Narodowej, Radia Kraków, Tygodnika Powszechnego). W Międzynarodowym Centrum Kultury w Krakowie administruje serwisem Art and Heritage in Central Europe oraz prowadzi lokalną redakcję RIHA Journal. Autorka bloga o poszukiwaniu ciekawostek w sztuce: www.posztukiwania.pl.

Pozostałe teksty Magdaleny Łanuszki na portalu:

Co oznacza skrót IHS?
Memento mori: Śmierć i dziewczyna
Modlitwa Chrystusa w Ogrójcu w realizacji Wita Stwosza

Niezwykłe przygody świętego Mikołaja
Niezwykły program dekoracji kielicha z kolekcji Muzeum Archidiecezjalnego w Krakowie
Winne opowieści – część pierwsza
Winne opowieści – część druga
Włochata Maria Magdalena z Moszczenicy
„Od powietrza […] wybaw nas Panie!”, czyli o wybranych świętych „od zarazy”

Od szaleństwa do pokuty, czyli o wybranych przedstawieniach karnawału i postu

Skarb znaleziony na strychu. Co się kryje w ikonie Hodegetrii z Nowej Wsi?
Smoki w sztuce średniowiecznej: profanum
Smoki w sztuce średniowiecznej: sacrum
Średniowieczna miłość cudzołożna
Średniowieczne kobiety fatalne
Utopiony święty, który trzymał język za zębami,  czyli opowieść o Janie Nepomucenie

Zakryj usta, zakryj nos!

Zmartwychwstanie w sztuce średniowiecznej

Zakamuflowani, czyli kilka słów o kryptoportretach w dawnej sztuce sakralnej

Jednym z najcenniejszych obrazów w polskich zbiorach jest niewielka Adoracja Dzieciątka pędzla Lorenza Lotta z kolekcji Muzeum Narodowego w Krakowie. Lorenzo Lotto był malarzem działającym między innymi w Wenecji i Rzymie. Najlepsze lata jego twórczości przypadają na pierwszą połowę XVI wieku, a obraz krakowski datowany jest około 1508 roku. Lotto nie zrobił wielkiej kariery, pod koniec życia miał poważne kłopoty finansowe. Po śmierci został niemal zupełnie zapomniany, a jego obrazy przypisywano innym malarzom. Dopiero w końcu XIX wieku malarz został ponownie odkryty przez historyka sztuki Bernarda Berensona, a dziś jest jednym z bardzo wysoko cenionych włoskich artystów XVI stulecia.

Adoracja Dzieciątka Lorenza Lotta, ok. 1508, Muzeum Narodowe w Krakowie. Digitalizacja: RPD MIK, domena publiczna


Obraz przedstawia Matkę Boską z Dzieciątkiem na kolanach, w otoczeniu świętych. To tak zwana Sacra Conversazione, czyli „Święta Rozmowa”, choć poprawnie należałoby tłumaczyć ten termin jako „Świętą Wspólnotę”. Tego typu przedstawienie wiąże się z wiarą w obcowanie świętych i w tym kontekście określenie conversatione pojawiało się w średniowiecznych pismach teologicznych. Sacra Conversazione to Matka Boska z Dzieciątkiem w towarzystwie świętych z różnych epok, tworzących wspólnotę zbawionych w niebie. Ten typ ikonograficzny pojawił się w sztuce włoskiej w początkach XIV wieku i cieszył się dużą popularnością w kolejnych stuleciach.

Wśród świętych otaczających Madonnę z Dzieciątkiem na obrazie w Krakowie ukazana została wczesnochrześcijańska męczennica Katarzyna Aleksandryjska. Jej atrybutem jest koło (była łamana kołem) i palma, która odnosi się do męczeństwa. Tu jednak pojawia się ciekawostka: rzuca się w oczy, że ta święta Katarzyna jest ubrana inaczej niż pozostałe postacie: nosi elegancką, szesnastowieczną suknię, nie zaś ponadczasowe szaty jak Matka Boska. W dodatku głowa Katarzyny ma cechy portretowe: nie jest wyidealizowana, ma raczej masywną owalną twarz, wydatny nos oraz podwójny podbródek. Wszystko wskazuje na to, że pod postacią św. Katarzyny kryje się fundatorka obrazu: mogła to być Katarzyna Cornaro, ostatnia królowa Cypru, zmarła w 1510 roku. Porównanie tego fragmentu obrazu Lorenza Lotta z portretem królowej Katarzyny zachowanym w Muzeum Sztuk Pięknych w Budapeszcie wydaje się potwierdzać tę identyfikację.

  
Po lewej: Gentile Bellini, Portret Cateriny Cornaro, ok. 1500, Szépmûvészeti Múzeum, Budapeszt.
Po prawej:
św. Katarzyna Aleksandryjska – detal z Adoracji Dzieciątka Lorenza Lotta


W obrazie Lorenza Lotta poza śpiącego Dzieciątka na kolanach Marii może nieść skojarzenia z Pietą, czyli przedstawieniem Matki Boskiej opłakującej ciało Chrystusa zdjęte z krzyża. Zapowiedź przyszłej męki często pojawiała się w dziełach sakralnych ukazujących Madonnę z Dzieciątkiem, w tym przypadku jest jednak prawdopodobne, że taka kompozycja była szczególnym wyborem fundatorki. W XVI wieku, kiedy powstał obraz Lotta, Katarzyna nie była już królową Cypru – zmuszono ją do abdykacji kilkanaście lat po śmierci męża i syna. Król Cypru Jakub II zmarł kilka miesięcy po ślubie, gdy Katarzyna była w ciąży. Urodziła syna, który został królem Jakubem III, lecz dziecko zmarło na dwa dni przed swymi pierwszymi urodzinami. Niewykluczone zatem, że oprócz tradycyjnej symboliki pasyjnej, w tym przypadku za przedstawieniem Matki Boskiej z Dzieciątkiem bezwładnie leżącym na jej kolanach kryje się także odwołanie do osobistej tragedii fundatorki obrazu.

Kryptoportrety władców

Zjawisko kryptoportretów, czyli nadawania twarzom ukazywanych postaci (najczęściej świętych) rysów konkretnych osób, było popularne już w XV wieku. Nie zawsze fundator uosabiał własnego patrona (jak w przypadku Katarzyny Cornaro ukazanej jako św. Katarzyna Aleksandryjska). Bardzo ciekawym przykładem jest Madonna Medici pędzla słynnego niderlandzkiego malarza Rogiera van der Weydena: to także Sacra Conversazione, przy czym Madonnę z Dzieciątkiem otaczają święci Piotr i Jan Chrzciciel oraz Kosma i Damian. Ci dwaj ostatni byli patronami rządzącego Florencją rodu Medyceuszy i najprawdopodobniej tutaj są zarazem portretami braci Piera i Giovanniego di Cosimo de’ Medici – choć obraz zawiera także ich osobistych patronów, czyli świętych Piotra i Jana. Niewykluczone zresztą, że właściwymi fundatorami tego obrazu nie byli sami bracia Medyceusze, ale ktoś z kręgu ich dworu. W dolnej części dzieła widoczne są trzy tarcze herbowe – jedna zawiera herb Florencji, dwie zaś pozostały puste. Zapewne miały zostać uzupełnione po przetransportowaniu obrazu do zamawiającego, lecz z jakiegoś powodu nie zostało to zrealizowane.

Rogier van der Weyden, Madonna Medici, ok. 1453–1460, Städel Museum, Frankfurt nad Menem


Wydaje się, że kryptoportrety władców często pojawiały się w sztuce niderlandzkiej: Mistrz Frankfurcki nadał jednemu z Trzech Króli rysy cesarza Fryderyka III (Pokłon Trzech Króli w Antwerpii, Koninklijk Museum voor Schone Kunsten), a drugiemu – Maksymiliana I (tryptyk Pokłonu Trzech Króli w Stuttgarcie, Staatsgalerie). Inne przykłady są hipotetyczne: być może burgundzki Karol Śmiały jako jeden z Trzech Króli wystąpił na ołtarzu św. Kolumby van der Weydena, zaś Małgorzata z Yorku i Maria Burgundzka jako święte Katarzyna i Barbara na Mistycznych Zaślubinach Hansa Memlinga w Brugii (w ramach ołtarza w Hospicjum św. Jana, 1474–1479).

Hans Memling, Tryptyk św. Janów, 1474–1479, Memlingmuseum Sint-Janshospitaal w Brugii

 

Rogier van der Weyden, Tryptyk św. Kolumby, ok. 1455, Alte Pinakothek w Monachium


W przypadku ołtarza św. Kolumby trudno powiedzieć, dlaczego miałby się w nim znaleźć kryptoportret Karola Śmiałego, skoro nastawa powstała do kościoła św. Kolumby w Kolonii, a lokalny fundator, którego identyfikacja wciąż pozostaje przedmiotem sporu badaczy, został ukazany jako klęczący przy lewej krawędzi środkowej części tryptyku. A jednak, porównanie portretu Karola Śmiałego pędzla Rogiera van der Weydena z postacią najmłodszego króla z ołtarza św. Kolumby zdaje się potwierdzać w tym przypadku istnienie kryptoportretu. Nie musiał on zatem być zarazem wizerunkiem fundatora danego dzieła.

  
Po lewej: Rogier van der Weyden (warsztat?), Portret Karola Śmiałego, ok. 1460, Gemäldegalerie w Berlinie. Po prawej: jeden z Trzech Króli z Tryptyku św. Kolumby


Łup piratów z Gdańska

Co ciekawe, również jeden z Apostołów otaczających Chrystusa w Tryptyku Sądu Ostatecznego Hansa Memlinga wydaje się przypominać księcia Karola Śmiałego. Może to jednak po prostu wynikać z faktu, że Memling pozostawał pod wpływem twórczości Rogiera van der Weydena. Tymczasem jednak zagadkowy kryptoportret znajduje się w innym miejscu tego dzieła: chodzi o duszę na szali wagi Archanioła Michała.

Tryptyk Sądu Ostatecznego został zamówiony u Hansa Memlinga przez Angola di Jacopo Taniego, który w latach 1455–1464 był kierownikiem filii banku Medyceuszy w Brugii. Tani chciał, aby tryptyk dotarł do jego kaplicy rodowej w kościele w Badia Fiesolana pod Florencją. Stało się jednak inaczej – w 1473 roku statek przewożący dzieło padł łupem gdańskiego kapra Paula Beneckego. Ów przekazał nastawę jako wotum kościołowi Mariackiemu w Gdańsku i tam już pozostała, choć w próby jej odzyskania zaangażował się nie tylko książę Karol Śmiały, ale nawet sam papież.

Hans Memling, Tryptyk Sądu Ostatecznego, ok. 1467–1472, Muzeum Narodowe w Gdańsku


Statek, który padł ofiarą rabunku, był wypełniony luksusowymi towarami należącymi do Tommasa Portinariego, następcy Taniego na stanowisku kierownika filii banku Medyceuszy w Brugii. Co ciekawe, postać klęcząca na szali wagi archanioła (po stronie zbawionych) została zidentyfikowana właśnie jako portret Portinariego. Mało tego, jego głowa została namalowana na wklejonym w tym miejscu tablicy płatku cynowym. Widocznie zatem Angolo Tani z jakiegoś powodu zdecydował, że portret jego kolegi ma się znaleźć w tym ołtarzu; został domalowany osobno i wklejony w dzieło. Tymczasem wizerunki właściwych fundatorów nastawy – Angela di Jacopo Taniego i jego żony Cathariny Tanagli – znajdują się na rewersach skrzydeł tryptyku.

Detal ze środkowej części Tryptyku Sądu Ostatecznego – postać na szali wagi, z głową Tommasa Portinariego


Władysław Jagiełło jako jeden z Trzech Króli

Na koniec trzeba zaś zauważyć, że nie tylko w Italii czy Niderlandach modne były kryptoportrety: naszą lokalną realizację tego pomysłu znajdziemy w Kaplicy Świętokrzyskiej w katedrze na Wawelu. Chodzi o kwaterę z Pokłonem Trzech Króli ze skrzydła tryptyku Matki Boskiej Bolesnej. Jest to w warstwie malarskiej najbardziej niderlandyzująca z piętnastowiecznych krakowskich nastaw ołtarzowych, powstała ok. 1470 roku. Poszczególne kwatery malowanych skrzydeł zawierają elementy zaczerpnięte z różnych dzieł niderlandzkich, zwłaszcza z warsztatu Rogiera van der Weydena. Jestem przekonana, że ich autor znał z autopsji sztukę niderlandzką, choć był malarzem krakowskim. Niestety nie zachowały się żadne inne obrazy, które moglibyśmy powiązać z warsztatem tego artysty – a szkoda, bo był to malarz wysokiej klasy, pracujący na zlecenie królewskiego dworu. Kaplica i ołtarz zostały ufundowane przez króla Kazimierza Jagiellończyka i królową Elżbietę Rakuszankę. Zapewne to właśnie król Kazimierz zdecydował, że w jednej z kwater ołtarza powinien pojawić się portret jego ojca.

Pokłon Trzech Króli, kwatera ze skrzydła Tryptyku Matki Boskiej Bolesnej, ok. 1470,
kaplica świętokrzyska, katedra na Wawelu


Zgodnie z tradycją Trzej Królowie powinni reprezentować trzy etapy ludzkiego życia. Najstarszy, z siwą brodą, jako pierwszy klęcząc składa swoje dary, za nim klęka następny, który też ma brodę, ale nie siwą, gdyż reprezentuje on wiek średni. Ostatni z królów stoi za nimi i zdejmuje koronę – on tradycyjnie powinien być najmłodszy, ukazany bez zarostu. Faktycznie, w kwaterze z krakowskiej katedry trzeci król nie ma zarostu, ale wcale nie wygląda na młodego, ma za to bardzo wyraźnie zindywidualizowane rysy. Tę samą twarz znajdziemy w nagrobku Władysława Jagiełły; jak napisał Jan Długosz, Jagiełło miał twarz pociągłą i chudą, był prawie łysy, miał długą szyję i duże uszy.

Nagrobek Władysława Jagiełły w katedrze na Wawelu


Właśnie wtedy, gdy któryś święty na ołtarzu wydaje nam się dziwnie brzydki albo przynajmniej charakterystyczny, to jest szansa, że mamy do czynienia z kryptoportretem. Bo nawet tacy celebryci, jak królowie, królowe czy książęta nie bywali raczej w rzeczywistości tak piękni, aby sprostać standardom kanonów urody swojej epoki. Jednakże to właśnie ci święci, których wizerunki kryją w sobie kryptoportrety, wydają się najbardziej realni, wyróżniając się z tłumu pozostałych postaci na obrazie. I na koniec najbardziej zapada nam w pamięć ta mniej doskonała, ale za to prawdziwa twarz: pulchna królowej Katarzyny Cornaro albo pociągła króla Władysława Jagiełły.

dr Magdalena Łanuszka – absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, doktor historii sztuki, mediewistka. Ma na koncie współpracę z różnymi instytucjami: w zakresie dydaktyki (wykłady m.in. dla Uniwersytetu Jagiellońskiego, Akademii Dziedzictwa, licznych Uniwersytetów Trzeciego Wieku), pracy badawczej (m.in. dla University of Glasgow, Polskiej Akademii Umiejętności) oraz popularyzatorskiej (m.in. dla Archiwów Państwowych, Narodowego Instytutu Muzealnictwa i Ochrony Zbiorów, Biblioteki Narodowej, Radia Kraków, Tygodnika Powszechnego). W Międzynarodowym Centrum Kultury w Krakowie administruje serwisem Art and Heritage in Central Europe oraz prowadzi lokalną redakcję RIHA Journal. Autorka bloga o poszukiwaniu ciekawostek w sztuce: www.posztukiwania.pl.

Pozostałe teksty Magdaleny Łanuszki na portalu:

Co oznacza skrót IHS?
Memento mori: Śmierć i dziewczyna
Modlitwa Chrystusa w Ogrójcu w realizacji Wita Stwosza

Niezwykłe przygody świętego Mikołaja
Niezwykły program dekoracji kielicha z kolekcji Muzeum Archidiecezjalnego w Krakowie
Winne opowieści – część pierwsza
Winne opowieści – część druga
Włochata Maria Magdalena z Moszczenicy
„Od powietrza […] wybaw nas Panie!”, czyli o wybranych świętych „od zarazy”
Skarb znaleziony na strychu. Co się kryje w ikonie Hodegetrii z Nowej Wsi?

Smoki w sztuce średniowiecznej: profanum
Smoki w sztuce średniowiecznej: sacrum
Średniowieczna miłość cudzołożna
Średniowieczne kobiety fatalne
Utopiony święty, który trzymał język za zębami,  czyli opowieść o Janie Nepomucenie

Zakryj usta, zakryj nos!

Zmartwychwstanie w sztuce średniowiecznej

Utopiony święty, który trzymał język za zębami, czyli opowieść o Janie Nepomucenie

W Muzeum Regionalnym PTTK im. Władysława Kowalskiego w Dobczycach znajduje się drewniana rzeźba przedstawiająca św. Jana Nepomucena. Jest ona datowana na przełom XIX i XX wieku; została wykonana z jednego kawałka drewna i ma wysokość 88 cm. Znaleziono ją w Rabie – najprawdopodobniej pochodzi z jakiejś kapliczki znad brzegu tej rzeki. Nie jest to zaskakujące, ponieważ figury św. Jana Nepomucena najczęściej umieszczano w pobliżu wałów, mostów i brzegów rzek. A to dlatego, że święty ten – jako topielec – miał chronić przed powodziami. W całej Europie, szczególnie Środkowej, znajdziemy mnóstwo kapliczek i słupów z wizerunkiem „Nepomuka”, który ma za zadanie powstrzymywać rzeki przed wylewaniem.

Św. Jan Nepomucen, XIX/XX w., Muzeum Regionalne PTTK im. Władysława Kowalskiego w Dobczycach. Digitalizacja: RPD MIK, domena publiczna


Kim był „Nepomuk”?

Jan Nepomucen był kanonikiem przy katedrze w Pradze, żył w drugiej połowie XIV wieku. Nazywamy go Nepomucenem, ponieważ urodził się w miejscowości Pomuk w Czechach (Kraj Pilzneński). Jeszcze przed końcem XIV wieku została ona połączona z sąsiednią (Přesanice) i całość później zmieniła nazwę na Nepomuk. W ten sposób Jan z Pomuka stał się Janem z Nepomuka.

Jan zrobił całkiem niezłą karierę. Był pisarzem arcybiskupa Jana Očko z Vlašimi, a później – oficjałem sądu arcybiskupiego przy kurii praskiej. Zdecydował się kształcić w zakresie prawa. W 1381 roku uzyskał tytuł bakałarza na uniwersytecie w Pradze, zaś kilka lat później – doktora prawa kanonicznego w Padwie. Powróciwszy do Pragi, został kanonikiem tamtejszej kapituły katedralnej i wikariuszem generalnym praskiego arcybiskupa Jana z Jenštejna. Niestety, arcybiskup popadł w konflikt z królem Wacławem IV Luksemburskim. Z tego powodu kilka osób z otoczenia arcybiskupa zostało aresztowanych – wśród nich także kanonik Jan. Zakończył on swoje życie w roku 1393, prawdopodobnie 20 marca. Historycy przypuszczają, że jego śmierć mogła być wypadkiem – zapewne nie przeżył tortur w czasie przesłuchania i jego ciało zostało wyrzucone do rzeki. Legenda jednak przekazuje nam inną wersję. Według niej Jan miał zostać utopiony w Wełtawie na rozkaz króla. Ciało męczennika miało wypłynąć na powierzchnię otoczone nieziemskim blaskiem, z gwiazdami wokół głowy – w ten sposób wszyscy dowiedzieli się, że oto umęczono świętego.

Relief z Mostu Karola w Pradze, wg tradycji umieszczony w miejscu męczeństwa św. Jana Nepomucena (obecny z 2009 r., oryginalny z XVIII w. nie zachował się). Fot. Titlutin


Szczególny rozwój kultu Jana Nepomucena nastąpił w latach 20. XVIII wieku, kiedy to doszło do jego beatyfikacji (1721) i kanonizacji (1729). Przy okazji podniesienia jego relikwii odkryto, że w czaszce świętego w okolicach szczęki zachował się fragment tkanki. Dziś naukowcy wiedzą, że jest to fragment mózgu, ale wówczas uznano, iż to cudownie zachowany język. Już w XV-wiecznych tekstach znajdziemy informację, że kanonik Jan został umęczony za to, że odmówił wyjawienia tajemnicy spowiedzi. Cudownie zachowany język (który św. Jan Nepomucen najwyraźniej bardzo skutecznie trzymał za zębami) znakomicie wpisał się w tę tradycję. W sztuce „Nepomuk” bywa ukazywany z napisem tacui (łac. „zmilczałem”), a czasami nawet ukazywano sam jego język otoczony promieniami.

Język św. Jana Nepomucena, dekoracja sklepienia sanktuarium pielgrzymkowego św. Jana Nepomucena (Zelená Hora, Zdziar nad Sazawą, 1719–1722, Jan Blažej Santini-Aichel). Fot. Pohled 111


Król Wacław i woda

Tajemnica spowiedzi, której miał dochować św. Jan Nepomucen, wedle legendy dotyczyła królowej Zofii, żony króla Wacława IV. Monarcha miał podejrzewać żonę o zdradę i chciał wymusić na jej spowiedniku, czyli kanoniku Janie, wyjawienie informacji na ten temat. Duchowny jednak wolał stracić życie, niż zgrzeszyć wyjawiając sekrety swej penitentki.

Paradoksalnie, to właśnie Wacław IV Luksemburski (określany jako „leń”), słynął z zamiłowania do rozpusty. Co ciekawe, nie tylko męczeństwo Nepomucena związane było z wodą, ale także ten właśnie żywioł w wyjątkowy sposób wiąże się z… rozwiązłością króla Wacława IV! Wydaje się bowiem, że władca szczególnie upodobał sobie cielesne rozrywki w łaźni, w towarzystwie panien łaziebnych. Słynna Biblia Wacława IV, niesłychanie bogato dekorowana (choć nigdy nie ukończona; dziś rękopis ten, podzielony na sześć tomów, znajduje się w Österreichische Nationalbibliothek w Wiedniu), zawiera liczne przedstawienia skąpo ubranych panien łaziebnych.

   
Detale z dekoracji Biblii Wacława IV, Praga, ok. 1390?, 
Österreichische Nationalbibliothek w Wiedniu, cod. 2759–2764


W XVI wieku kronikarz Hájek z Libočan przywołał legendę (niewzmiankowaną niestety we wcześniejszych źródłach), jakoby król Wacław IV miał pewnego razu uwolnić się z więzienia dzięki pomocy łaziebnej Zuzanny, która zorganizowała ucieczkę łodzią. Zuzanna miała zostać kochanką króla, ten zaś wynagrodził jej starania, budując w Pradze łaźnię, którą dał jej w zarząd. Opowieść ta cieszyła się popularnością w Czechach szczególnie w XIX wieku.
Przy okazji warto zauważyć, że wspomniany Václav Hájek podał błędnie datę śmierci Jana Nepomucena jako 16 maja 1383 roku – z tego powodu to właśnie 16 maja obchodzone jest wspomnienie tego męczennika. W Polsce zaś przesunięto je na 21 maja, aby nie łączyć go ze wspomnieniem św. Andrzeja Boboli.

Antonín Lhota, Wacław IV i łaziebna Zuzanna, XIX w., Národní galerie Praha, inv. č. O 2802


Wersja polska, czyli wikary utopiony w Wiśle

Warto zauważyć, że wedle legend słynący z rozwiązłości środkowoeuropejscy władcy z XIV wieku chętnie topili niewygodnych duchownych. Oto bowiem ponad 40 lat przed śmiercią Jana Nepomucena, w 1349 roku, zaufany dworzanin Kazimierza Wielkiego, Kochan, miał utopić w przerębli wiślanej wikariusza i kaznodzieję katedry krakowskiej, Marcina Baryczkę. Miało to być zabójstwo na życzenie króla, któremu ksiądz naraził się tym, że w imieniu biskupa upominał go w związku z rozwiązłym trybem życia. Jan Długosz napisał, że w ramach zadośćuczynienia za śmierć Baryczki Kazimierz Wielki ufundował kościoły w Wiślicy, Sandomierzu, Stopnicy, Szydłowie, Zagości i Kargowie. Do listy tej badacze dołączyli także świątynię w Niepołomicach. Tymczasem mimo popularności tradycji dotyczącej „fundacji baryczkowskich”, wydaje się, że w rzeczywistości wspomniane przez Długosza fundacje Kazimierza Wielkiego nie miały nic wspólnego ze śmiercią Baryczki. Ich program dekoracji wskazuje raczej na starannie przemyślany przekaz polityczny, a nie na treści pokutne.

Bardzo wątpliwa jest też tradycja, wedle której odnalezione ciało duchownego pochowano w kaplicy przy kościele Augustianów (św. Katarzyny na krakowskim Kazimierzu). Wiąże się ona z próbą rozwinięcia kultu Marcina Baryczki jako świętego męczennika, choć nigdy nie doczekał się on kanonizacji ani beatyfikacji. Jednakże w XVIII wieku próbowano przedstawiać go jako lokalnego odpowiednika Jana Nepomucena, a czasem nawet zestawiano ich ze sobą.

 
Marcin Baryczka i św. Jan Nepomucen, 1766, obrazy z zaplecka stalli w kościele Najświętszej Marii Panny i Dziesięciu Tysięcy Męczenników w Niepołomicach.
Fot. Sakralne Dziedzictwo Małopolski


Najprawdopodobniej w rzeczywistości zarówno Marcin Baryczka, jak i Jan Nepomucen, padli ofiarą konfliktów na szczytach władzy. Spory między władcami a biskupami dotyczyły jednak spraw polityczno-majątkowych, nie zaś obyczajowych, jak chcą późniejsze legendy. Fakt, że Jan Nepomucen został świętym, zaś kultu Marcina Baryczki nie udało się rozwinąć, może wynikać z tego, jaką opinię mieli królowie odpowiedzialni w obu przypadkach za śmierć duchownych. Kazimierz Wielki cieszył się po prostu uznaniem jako dobry władca i pomimo zamiłowania do rozpusty nie pasował do roli czarnego charakteru w żywocie świętego męczennika. Tymczasem Wacław IV, uważany za wyjątkowo nieudolnego monarchę, znakomicie się w tę rolę wpisał, a kult św. Jana Nepomucena rozkwitł, przekraczając nawet granice Europy Środkowej.

dr Magdalena Łanuszka – absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, doktor historii sztuki, mediewistka. Ma na koncie współpracę z różnymi instytucjami: w zakresie dydaktyki (wykłady m.in. dla Uniwersytetu Jagiellońskiego, Akademii Dziedzictwa, licznych Uniwersytetów Trzeciego Wieku), pracy badawczej (m.in. dla University of Glasgow, Polskiej Akademii Umiejętności) oraz popularyzatorskiej (m.in. dla Archiwów Państwowych, Narodowego Instytutu Muzealnictwa i Ochrony Zbiorów, Biblioteki Narodowej, Radia Kraków, Tygodnika Powszechnego). W Międzynarodowym Centrum Kultury w Krakowie administruje serwisem Art and Heritage in Central Europe oraz prowadzi lokalną redakcję RIHA Journal. Autorka bloga o poszukiwaniu ciekawostek w sztuce: www.posztukiwania.pl.

Pozostałe teksty Magdaleny Łanuszki na portalu:

Co oznacza skrót IHS?
Memento mori: Śmierć i dziewczyna
Modlitwa Chrystusa w Ogrójcu w realizacji Wita Stwosza

Niezwykłe przygody świętego Mikołaja
Niezwykły program dekoracji kielicha z kolekcji Muzeum Archidiecezjalnego w Krakowie
Winne opowieści – część pierwsza
Winne opowieści – część druga
Włochata Maria Magdalena z Moszczenicy
„Od powietrza […] wybaw nas Panie!”, czyli o wybranych świętych „od zarazy”
Skarb znaleziony na strychu. Co się kryje w ikonie Hodegetrii z Nowej Wsi?

Smoki w sztuce średniowiecznej: profanum
Smoki w sztuce średniowiecznej: sacrum
Średniowieczna miłość cudzołożna
Średniowieczne kobiety fatalne
Zakryj usta, zakryj nos!
Zmartwychwstanie w sztuce średniowiecznej

Wyświetlanie 1 - 5 z 14 rezultatów.
Pozycji na stronę 5
z 3