Blog

Wpisy oznaczone tagiem licencje Creative Commons .

Średniowieczna miłość cudzołożna



Skrzyneczka z kości słoniowej ze skarbca krakowskiej katedry należy do grupy zabytków wykonanych w Paryżu w 2. ćwierci XIV wieku – zabytki te dekorowane są scenami ze średniowiecznych romansów (zob. tekst Średniowieczne kobiety fatalne). Zestawienia poszczególnych epizodów uzupełniają się na zasadzie przeciwieństw: na przykład opowieści o miłości czystej zostały skontrastowane z legendami o cudzołóstwie. Szkopuł jednak w tym, że wiele średniowiecznych romansów jest tak skonstruowanych, że zamiast potępiać grzesznych kochanków, kibicujemy ich niemoralnemu związkowi.

Tristan i Izolda

Legenda o Tristanie była bardzo popularna w średniowieczu: zachowało się kilka wersji opowieści, a zapewne krążyło ich więcej. Najstarsze teksty stanowiące podstawową opowieść są datowane na drugą połowę XII wieku, zaś późniejszy, trzynastowieczny Tristan prozą szerzej opisywał przygody bohatera, osadzając go zresztą wśród arturiańskich rycerzy Okrągłego Stołu. Scena w ogrodzie, występująca na skrzyneczkach z kości słoniowej, nie ilustruje wiernie opowieści zachowanych w przekazach tekstowych.

Tzw. skrzyneczka królowej Jadwigi – detal (krótszy bok lewy: fragment z Tristanem i Izoldą),
2. ćw. XIV w., Paryż, Skarbiec Katedry na Wawelu (Muzeum Katedralne w Krakowie),
digitalizacja: RPD MIK, domena publiczna


Przedstawienia Tristana i Izoldy przy drzewie chyba nieprzypadkowo mogą się wizualnie kojarzyć z przedstawieniami Adama i Ewy w momencie popełnienia przez nich grzechu pierworodnego. Oto kochankowie spotkali się w ogrodzie, w odosobnieniu – śledził ich jednak mąż Izoldy, król Marek, który ukrył się na drzewie, aby podsłuchać ich rozmowę i dowiedzieć się, czy był zdradzany. Na szczęście los sprzyjał kochankom i zorientowali się oni, że są śledzeni. Scenka wyrzeźbiona w skrzyneczkach z kości słoniowej zawiera dwa przedstawienia głowy króla Marka: jedna widoczna jest na drzewie, a druga pod stopami Tristana i Izoldy. Owa druga głowa to tak naprawdę odbicie: twarz Marka, którą kochankowie ujrzeli w przepływającym pod drzewem strumyku. Oczywiście w tej sytuacji Tristan i Izolda – udając, że nie wiedzą o obecności króla – przeprowadzili niewinną rozmowę, w wyniku czego mąż Izoldy uznał, że plotki o ich romansie są jedynie pomówieniem.

Izolda trzyma w dłoniach małego pieska, symbol wierności (ale przecież nie jest to wierność małżeńska!). Tristan ma w dłoni sokoła, czyli bardzo popularny atrybut w przypadku przedstawień średniowiecznych kochanków.

Skrzyneczka z kości słoniowej – detal (lewy bok, fragment z Tristanem i Izoldą), Paryż, ok. 1310–30,
The Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku, 17.190.173a, b; 1988.16

Oznaki dziewictwa

Cudzołożna miłość Tristana i Izoldy miała być usprawiedliwiona przez fakt, że para ta niechcący wypiła miłosny napój – z tego powodu Izolda zakochała się nie w swoim przyszłym mężu, królu Marku, lecz w jego siostrzeńcu Tristanie, który eskortował ją do narzeczonego. Kochankowie skonsumowali swój związek, przez co Izolda miała problem ze swoją nocą poślubną: zależało jej na tym, aby król Marek sądził, że poślubił dziewicę. Ostatecznie honor Izoldy uratowała jej służka Brangien, która w czasie nocy poślubnej zastąpiła Izoldę w łożu króla Marka. W rzeczywistości jednak mało która średniowieczna dama miała służkę gotową oddać własne dziewictwo w imieniu swojej pani… a problem Izoldy najwyraźniej nie był oderwany od średniowiecznej rzeczywistości. Oto bowiem w ówczesnych traktatach medycznych i kosmetycznych znajdziemy także przepisy na odzyskiwanie oznak dziewictwa! Przykładowo, wśród dzieł wiązanych z jedenastowieczną lekarką Trotą z Salerno znajduje się księga zatytułowana De curis mulierum („O leczeniu kobiet”), która zawiera m. in. informacje, jak „zamarkować” dziewictwo za pomocą pijawki, przystawionej w odpowiednie miejsce przed nocą poślubną. Nawiasem mówiąc, traktat ten zawiera także przepisy na leczenie ust, popękanych od zbyt intensywnego całowania.

O ile jednak męża zawsze można jakoś zwieść, o tyle – wedle średniowiecznych legend – nie do oszukania w kwestii dziewictwa były jednorożce. Te mityczne stworzenia mogły być bowiem złapane tylko przez prawdziwą dziewicę, zwabione przez jej niewinność. W skrzyneczkach z kości słoniowej scena z Tristanem i Izoldą została zestawiona – na zasadzie kontrastu – właśnie z przedstawieniem polowania na jednorożca.

Skrzyneczka z kości słoniowej – detal (lewy bok: Tristan i Izolda oraz Polowanie na jednorożca),
Paryż, 2. ćw. XIV w., Walters Art Museum w Baltimore, 71.264

Lancelot i Ginewra

Trójkąt miłosny Tristana, Izoldy i Marka, w którym w zasadzie nie ma „dobrych” i „złych” bohaterów, stanowi powtórzenie trójkąta, który tworzyli Lancelot, królowa Ginewra i jej mąż, król Artur. Również przygody Lancelota, pozostające w związku z jego miłością do Ginewry, znalazły się wśród scen dekorujących skrzyneczki z kości słoniowej.

Sceny ukazane na skrzyneczkach ilustrują niezwykle popularne w średniowieczu opowieści o Lancelocie: w najstarszej wersji zachowane w tekstach  dwunastowiecznego poety Chrétiena de Troyes, stworzonych zapewne na zlecenie Marii hrabiny Szampanii, a spopularyzowane w utworze zwanym Lancelot prozą (tzw. Cykl Wulgaty), powstałym w pierwszej tercji XIII wieku. To właśnie w owej prozie (w niektórych wersjach utworu) znalazły się wzmianki o walce Lancelota z lwami, do czego może odnosić się jedna ze scen ze skrzyneczek. Głównym przedstawieniem jest jednak przejście Lancelota przez mieczowy most.

Tzw. skrzyneczka królowej Jadwigi – detal
(fragment tylnego boku: Walka z lwem oraz Lancelot na mieczowym moście)


Chrétien de Troyes opisał historię romansu Lancelota i Ginewry; zaczęła się ona od tego, że królowa została porwana przez złego Maleaganta, a Lancelot ruszył jej na ratunek. Właśnie w czasie tej wyprawy rycerz miał przeprawić się przez mieczowy most. Był tak skoncentrowany na swej misji uratowania królowej, że nie zauważył nawet poniesionych przy tej okazji ran. Miłość uczyniła z Lancelota najdoskonalszego z rycerzy – a jednak w opowieści Chrétiena znajdziemy także elementy krytycznej oceny tej relacji: dla królowej Lancelot akceptuje upokorzenia, a ona z kolei momentami traktuje go niemal okrutnie. Jednak ostatecznie nagrodą dla rycerza jest spędzenie nocy w łożu ukochanej. Niektóre fragmenty opowieści Chrétiena mają nawet charakter prześmiewczy (na przykład fakt, że zamyślony Lancelot wpadł do potoku, marząc o Ginewrze, albo że zemdlał na widok jej włosa zaplątanego w grzebień) – prawdopodobnie z tego względu, że autor nie chciał jednoznacznie gloryfikować miłości cudzołożnej, grzesznej.

W skrzyneczkach sceny z Lancelotem są zestawione z przygodą Gawaina, który uwolnił niewinne panny uwięzione w zamku, zabijając lwa oraz zwycięsko przechodząc próbę magicznego łoża, które atakowało go mieczami i pociskami. W odróżnieniu od Lancelota, Gawain nie realizował jednak swoich czynów po to, aby zdobyć serce i ciało cudzej żony.

Tzw. skrzyneczka królowej Jadwigi  – część tylna (po lewej: dwie sceny z Lancelotem, po prawej: dwie sceny z Gawainem)


Arturiańskie malowidła na piastowskim dworze

Uważa się, że skrzyneczka ze skarbca krakowskiej katedry mogła należeć do królowej Jadwigi Andegaweńskiej – niewątpliwie legendy arturiańskie były znane zarówno na dworach Piastów, jak i Jagiellonów. Znakomitym dowodem na to, a zarazem unikatowym zabytkiem, są dekoracje Wieży Książęcej w Siedlęcinie (woj. dolnośląskie) z 1. połowy XIV wieku. Fundatorem wieży i zdobiących ją malowideł był książę jaworsko-świdnicki Henryk I, którego żoną była Agnieszka Przemyślidka.

Dwa pasy dekoracji w Siedlęcinie ukazują właśnie przygody Lancelota: jego zwycięskie walki z różnymi przeciwnikami oraz epizod opowiadający o tym, że w cudowny sposób uzdrowił on Sir Urry’ego. Jednocześnie jednak górna część dekoracji w Siedlęcinie ukazuje początek grzesznego związku rycerza i królowej, którą uratował on z rąk Maleaganta. Ginewra i Lancelot zostali tu ukazani jako para trzymająca się za ręce; to gest pozornie małżeński, ale w tym przypadku jeden szczegół ma bardzo duże znaczenie: trzymają się oni za ręce lewe, a nie prawe! To dlatego, że ich związek ma charakter cudzołożny.

Malowidła w Wieży Książęcej w Siedlęcinie, lata 40. XIV w., fot. Pnapora. Po prawej detal: Lancelot i Ginewra, fot. Ludwig Schneider


Kobiety niewierne

Podobnie jak tekst o średniowiecznych kobietach fatalnych, także i niniejszy wpis można zamknąć cytatem z Powieści o Róży, trzynastowiecznego poematu alegorycznego dotyczącego głównie zagadnień związanych z miłością. Oto bowiem w przemowie starej kobiety, kierowanej do młodych dziewcząt, odnajdziemy czytelne przyzwolenie dla małżeńskiej niewierności – zwłaszcza w przypadku kobiet, którym Starucha doradza posiadanie nawet nie jednego, ale kilku kochanków jednocześnie:

„Kobiety rodzą się wolnymi,
lecz prawo wolność ogranicza,
tamę stawiając tym swobodom,
jakie Natura im nadała.
[…]
Wybaczyć trzeba więc Wenerze
to, że stworzeniom wolność niesie;
wybaczmy paniom, co figlują,
choć im małżeństwo tego wzbrania:
wszak one dążą do swobody,
do której skłania je Natura,
ta zaś nad wszystko jest silniejsza:
przewyższa nawet wychowanie”.

W innym zaś miejscu tego poematu pojawiają się rady dla pragnących spokoju w małżeństwie, z których wynika, że przepisem na szczęśliwe życie jest duża doza wyrozumiałości, którą mężczyzna powinien okazywać swojej ukochanej:

„Gdy na gorącym ją uczynku
przyłapie, niech jej nie wypędza,
raczej niech w stronę tę nie patrzy.
I niech udaje, że jest ślepy,
albo że głupszy jest od wołu,
tak, aby ona uwierzyła,
że nie mógł wprost nic zauważyć.
Gdy ona jakiś list otrzyma,
niech on do tego się nie wtrąca,
nie czyta, nawet nie dotyka,
sekretów poznać nie próbuje”.

 

Choć czytając arturiańskie romanse kibicujemy Tristanowi i Izoldzie czy nawet Lancelotowi i Ginewrze, to jednak nie możemy spodziewać się happy endu: ostatecznie niedole kochanków kończy śmierć. Być może gdyby król Artur oraz król Marek stosowali się do powyższych rad i z pełną godności rezygnacją przyjmowali do wiadomości niewierność swych żon, opisane w romansach historie miałyby nieco mniej tragiczne zakończenia.

W tekście zostały zacytowane fragmenty Powieści o Róży, w tłumaczeniu M. Frankowskiej-Terleckiej i T. Giermak-Zielińskiej, wyd. Warszawa 1997: wersy 13875–13878, 14031–14038, oraz 9696–9706.

Opracowanie: dr Magdalena Łanuszka
Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.

Czytaj też: Średniowieczne kobiety fatalne

dr Magdalena Łanuszka – absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, doktor historii sztuki, mediewistka. Ma na koncie współpracę z różnymi instytucjami: w zakresie dydaktyki (wykłady m.in. dla Uniwersytetu Jagiellońskiego, Akademii Dziedzictwa, licznych Uniwersytetów Trzeciego Wieku), pracy badawczej (m.in. dla University of Glasgow, Polskiej Akademii Umiejętności) oraz popularyzatorskiej (m.in. dla Archiwów Państwowych, Narodowego Instytutu Muzealnictwa i Ochrony Zbiorów, Biblioteki Narodowej, Radia Kraków, Tygodnika Powszechnego). W Międzynarodowym Centrum Kultury w Krakowie administruje serwisem Art and Heritage in Central Europe oraz prowadzi lokalną redakcję RIHA Journal. Autorka bloga o poszukiwaniu ciekawostek w sztuce: www.posztukiwania.pl.

Unikatowe eksponaty z Muzeum ASP w Krakowie

 

Jesienią, z okazji 200-lecia Akademii Sztuk Pięknych im. Jana Matejki w Krakowie na naszym portalu zaprezentowaliśmy 43 z 96 udostępnionych nam eksponatów z kolekcji muzeum tej uczelni. Od dzisiaj na Wirtualnych Muzeach Małopolski można zobaczyć również pozostałe 53 obiekty utrwalone przez Regionalną Pracownię Digitalizacji.
Zasoby naszego portalu wzbogaciły się o znaczną liczbę studiów rysunkowych oraz malarskich wykonanych przez uczniów Akademii. Prezentowane prace są wyróżnionymi dziełami młodych adeptów sztuki. Wielu z nich zapisało się później trwale w polskiej świadomości, jak Stanisław Wyspiański oraz Jacek Malczewski. Inni, choć często nie są znani szerokiemu gronu odbiorców, pozostawili po sobie nierzadko świetne prace. Nagrodzone rysunki są również bezpośrednimi, materialnymi źródłami pozwalającymi poznać dawne metody kształcenia akademickiego. Wśród typowo akademickich wycyzelowanych rysunków żywego modela zwraca uwagę ekspresyjne studium aktu młodzieńca wykonane przez Stanisława Wyspiańskiego.

Akt męski, rysunek Stanisława Wyspiańskiego, Muzeum ASP w Krakowie, domena publiczna.
Digitalizacja RPD MIK, Wirtualna Małopolska

Rysunki akademickie to nie tylko studia postaci i aktów. Wśród trzech rysunków autorstwa Jacka Malczewskiego, które mamy możliwość zaprezentować na naszym portalu, znalazł się prawdziwy rarytas dla miłośników Krakowa – studium stalli w kościele Bożego Ciała na Kazimierzu.
Wiele z prezentowanych prac studenckich było rysowanych z gipsowych odlewów figur antycznych lub z modeli anatomicznych. Studia te stanowią kapitalne źródło wiedzy o dawnej kolekcji gipsów w posiadaniu ASP. Zbiór ten jest obecnie nieliczny, a archiwalia opisujące jego dzieje – niepełne i lakoniczne.
Wśród nowych na WMM eksponatów z kolekcji Muzeum ASP znajdują się również dzieła profesorów Akademii. Wiele wiąże się z Janem Matejką, którego znaczenia dla polskiej kultury chyba nie trzeba podkreślać. Dzięki digitalizacji zbiorów Muzeum ASP możemy poznać inne oblicze tego malarza niż to znane z sal muzealnych i podręczników szkolnych – nie prezentujemy powszechnie znanych wielkoformatowych obrazów olejnych, lecz rekwizyty wykorzystywane w matejkowskiej szkole malarstwa historycznego oraz trzy rysunki. Jeden z nich to studium portretowe Mariana Gorzkowskiego, a dwa pozostałe to szkice do obrazów olejnych – do słynnego płótna Batory pod Pskowem oraz do niezrealizowanego dzieła Długosz i św. Kazimierz. Warto na chwilę zatrzymać się przy postaci Mariana Gorzkowskiego. Był on sekretarzem Szkoły Sztuk Pięknych w Krakowie oraz przyjacielem i powiernikiem Jana Matejki. Z jego osobą można hipotetycznie łączyć również inny eksponat na naszym portalu. Jest nim wyszywany złotą nicą ruski czepiec wykorzystywany przez Matejkę i jego uczniów jako rekwizyt malarski. Owo nakrycie głowy jest prawdopodobnie tożsame ze wzmiankowanym źródłowo czepcem, który Gorzkowski podarował malarzowi.
   
Studium portretowe Mariana Gorzkowskiego Jana Matejki, Muzeum ASP w Krakowie, Długosz i św. Kazimierz, szkic do niewykonanego obrazu Jana Matejki, Muzeum ASP w Krakowie, domena publiczna. Digitalizacja RPD MIK, Wirtualna Małopolska

Klasą artystyczną wyróżnia się portret Wojciecha Weissa autorstwa Xawerego Dunikowskiego. Popiersie wykonane zostało w manierze realistycznej i dobrze oddaje charakterystyczne rysy malarza. Przedstawia młodego Weissa, mężczyznę o szczupłej twarzy, obdarzonego wysokim czołem, noszącego wąsy i skupionym spojrzeniu.
Portret Wojciecha Weissa autorstwa Xawerego Dunikowskiego, Muzeum ASP w Krakowie, domena publiczna.
Digitalizacja RPD MIK, Wirtualna Małopolska
Wśród zdgitalizowanych obiektów z Muzeum ASP znajdują się również dzieła wyjątkowe i zaskakujące jak znajdujący się na co dzień w Sali Senackiej niezwykły obraz przedstawiający audiencję posła polskiego na dworze sułtana osmańskiego. Dzieło przypomina obrazy z XVII i XVIII wieku, lecz jego autorem jest Lucjan Wędrychowski żyjący w latach 1854–1934. Artysta ten malował przede wszystkim obrazy religijne, a jego najbardziej znanym dziełem jest Kuszenie św. Antoniego (1886) eksponowane w Muzeum Narodowym w Krakowie (nr inw. MNK II-a-173). Prezentowany obraz ze zbiorów ASP w Krakowie, choć porusza tematykę nietypową dla twórczości Wędrychowskiego, to jednak charakteryzuje się właściwą jego dziełom starannością w odwzorowywaniu realiów historycznych.
Wydaje się, że pierwowzorem kompozycji obrazu Wędrychowskiego, choć niekoniecznie bezpośrednim, jest dzieło autorstwa Jeana-Baptiste’a Vanmoura Audiencja posła holenderskiego Cornelisa Calkoena znajdujące się w Rijksmuseum w Amsterdamie. Nie można też wykluczyć, że źródłem był inny obraz Vanmoura, jego kopia lub naśladownictwo, z którym artysta być może zapoznał się w czasie studiów w Monachium. Wędrychowski zmienił nieco układ postaci dostojników tureckich, a posłowie na jego obrazie noszą polskie stroje. Możliwe, że malarz chciał nawiązać do konkretnego polskiego poselstwa do Wysokiej Porty. Być może dodatkową inspiracją dla niego była miniatura Pierrea-Paula Sevina w zbiorach Czartoryskich w Krakowie. Ukazuje ona zakończone fiaskiem poselstwo Jana Gnińskiego do Stambułu w latach 1677–1678. 

Poselstwo polskie u sułtana lub Audiencja posła polskiego u sułtana Lucjana Wędrychowskiego, Muzeum ASP w Krakowie, domena publiczna.
Digitalizacja RPD MIK, Wirtualna Małopolska

Na zakończenie warto przypomnieć, że zdigitalizowanie zbiorów Muzeum ASP dało możliwość spotkania z wieloma na co dzień trudno dostępnymi zabytkami. Muzeum mieści się w dobrze wszystkim znanym gmachu Akademii przy placu Matejki, ale nie ma stałej ekspozycji. Dla odwiedzających placówkę dostępna jest jedynie sala o powierzchni 40 m2, w której organizowane są wystawy czasowe. Większość zbiorów malarstwa, rysunku i rzeźby znajduje się na stałe w magazynie. Pozostałe dzieła, oprócz odlewów gipsowych eksponowanych na korytarzach Akademii, przechowywane są w pomieszczeniach niedostępnych na co dzień: w Sali Senackiej, gdzie prezentowane jest malarstwo XVII–XIX wieku (m.in. wspomniany obraz Wędrychowskiego), oraz w gabinecie rektora, ozdobionym galerią portretów profesorów i rektorów ASP. Tam też w kilku gablotach wyeksponowano bezcenny zbiór rekwizytów używanych w pracowni malarstwa historycznego Jana Matejki – wśród nich wspomniany już ruski czepiec oraz interesujący pas będący repliką XVI-wiecznego eksponatu ze zbiorów Muzeum Czartoryskich w Krakowie.
 
Adam Spodaryk (Redakcja WMM),
Licencja Creative Commons

Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.

Średniowieczne kobiety fatalne

Magdalena Łanuszka

W drugiej ćwierci XIV wieku w Paryżu kwitła produkcja luksusowych przedmiotów dekorowanych rzeźbionymi w kości słoniowej przedstawieniami związanymi z dworską kulturą i literaturą świecką. Szczególnie interesująca jest grupa skrzyneczek (zachowanych w całości lub we fragmentach), dekorowanych kompilacjami scen z romansów średniowiecznych. Wśród nich jest także zabytek ze skarbca krakowskiej katedry, eksponowany dziś w Muzeum Katedralnym na Wawelu. Inne egzemplarze, o bardzo zbliżonym programie dekoracji, znajdują się w The Barber Institute of Fine Arts w Birmingham, w The British Museum w Londynie, w Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku, w Musée de Cluny (Musée national du Moyen Âge) w Paryżu, w Museo Nazionale del Bargello we Florencji, w Victoria and Albert Museum w Londynie oraz w Walters Art Museum w Baltimore. Część badaczy do grupy tej zalicza również tak zwaną Skrzyneczkę Gorta, przechowywaną dziś w Winnipeg Art Gallery.

Tzw. skrzyneczka królowej Jadwigi, 2. ćw. XIV w., Paryż, Skarbiec Katedry na Wawelu (Muzeum Katedralne w Krakowie), digitalizacja: RPD MIK, domena publiczna


Dekoracja tych zabytków prowadzi nas przez opowieść o miłości – w różnych odsłonach – w kulturze średniowiecznej. Poza skrzyneczkami, podobne treści dekorowały inne średniowieczne przedmioty z kości słoniowej, tworzone głównie dla dam: oprawy lusterek, grzebienie albo plakietki, które mogły być okładkami notatników.

Grzebień z kości słoniowej dekorowany scenami romansowymi, Paryż, ok. 1320,
Victoria and Albert Museum w Londynie, A.560–1910

Poza scenami ilustrującymi motywy powiązane z ideałami miłości dwornej, miłości wiernej lub miłości czystej znajdziemy w tych luksusowych przedmiotach przedstawienia, które można by było podsumować kultowym cytatem z filmu Psy: „bo to zła kobieta była…”. I przy okazji okazuje się, że nie zawsze w sztuce średniowiecznej piękno uosabiało dobro: oto bowiem piękne młode kobiety mogły występować po prostu w roli femmes fatales.

Porzucony dla młodszego

Skrzyneczka z kości słoniowej – detal (krótszy bok prawy: Enyas i Dziki Człowiek oraz Galahad przy zamku), Paryż, ok. 1310–30,
The Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku, 17.190.173a, b; 1988.16


Nie wszystkie sceny dekorujące wspomniane skrzyneczki dają się osadzić w średniowiecznych tekstach literackich; niektóre mogą być ilustracjami przekazów ustnych lub romansów niezachowanych do dziś. Do takich właśnie należy historia o rycerzu Enyasie, która pojawiała się w różnych dziełach sztuki XVI wieku: zarówno w wyrobach z kości słoniowej, jak i na marginesach rękopisów (szczególnie w tzw. Godzinkach Taymouth, 2. ćw. XIV w., Yates Thompson 13, British Library w Londynie, gdzie kolejne sceny mają swoje podpisy). W opowieści tej starszy już rycerz Enyas uratował pewną damę z rąk Dzikiego Człowieka: włochatej bestii, uosabiającej brutalne popędy i nieokiełznane żądze. Niedługo później dama i Enyas spotkali młodego rycerza, który postanowił przejąć piękną panią. Niestety niewiasta wybrała młodzieńca, przedkładając jego urodę nad cnoty swojego zbawcy. Ów bezczelny rycerz zażądał także od Enyasa jego psa; zwierzę okazało się lojalniejsze od niewdzięcznej damy i nie opuściło swego pana. Młodzieniec był jednak uparty i zaatakował starca, a doświadczony Enyas zabił swojego przeciwnika. Porzucił także damę, pozostawiając ją samotną na pastwę losu.

Godzinki Taymouth, Anglia (Londyn?), 2. ćw. XIV w., The British Library w Londynie, Yates Thompson 13.
Opowieść o rycerzu Enyaszu w kolejnych scenach na dolnych marginesach kart 62-67v (wybór)


Scena walki Enyasa z Dzikim Człowiekiem na większości skrzyneczek została zestawiona z przedstawieniem rycerza Galahada odbierającego klucze do zamku, gdzie więzione były niewinne panny. To już zupełnie inna opowieść, ale warto zaznaczyć, że historia Galahada, który uwolnił owe panny, mogła być rozumiana jako nawiązanie do uwolnienia przez Chrystusa dusz sprawiedliwych z Otchłani. Poprzez to nawiązanie uwypuklona została – na zasadzie kontrastu – negatywna ocena zachowania niewdzięcznej dzieweczki, którą ocalił Enyas. Z drugiej strony, Galahad uwolnił panny zupełnie bezinteresownie, podczas gdy Enyas chyba jednak liczył na to, że uratowana dzieweczka odrzuci względy młodzieńca i pozostanie jego towarzyszką.

Tzw. skrzyneczka królowej Jadwigi – detal (krótszy bok prawy: Enyas i Dziki Człowiek oraz Galahad przy zamku)


Choć w przywołanej opowieści stary rycerz Enyas jest raczej pozytywnym bohaterem, to w innych historiach autorzy nie byli tak łaskawi dla wiekowych mężczyzn, którzy ulegli urokowi złych kobiet. Nawet antycznym autorytetom nie udało się uniknąć w średniowiecznych legendach roli starca ośmieszonego przez młodą niewiastę.  

Średniowieczna dominatrix

Skrzyneczka z kości słoniowej – detal (lewa część frontu, Arystoteles poucza Aleksandra oraz Filis na Arystotelesie),
Paryż, ok. 1310–30, The Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku, 17.190.173a, b; 1988.16


W pełnym średniowieczu, w okresie rozwoju uniwersytetów w Europie Zachodniej, wielkim poważaniem cieszył się Arystoteles – a jednocześnie ten starożytny filozof zaczął funkcjonować jako bohater nieco prześmiewczych opowieści. Zapewne w XIII wieku powstała legenda o Filis i Arystotelesie: oto mędrzec miał napominać Aleksandra Wielkiego, że władca zbyt wiele czasu i energii poświęca pięknej Filis. W rzeczywistości jednak filozof sam pragnął tej kuszącej kobiety – ona zaś, świadoma jego słabości, postanowiła się na nim zemścić za próbę rozbicia jej związku z Aleksandrem. Dając do zrozumienia Arystotelesowi, że być może jego żądze zostaną zaspokojone, Filis nakazała mu wystąpić w roli rumaka: wozić ją na czworakach, podczas gdy ona, założywszy mu uzdę, poganiała go batem. Aleksander Wielki był świadkiem tego upokorzenia wielkiego filozofa – na skrzyneczkach widzimy władcę, gdy naśmiewa się z obserwowanej sceny, stojąc na murach zamku w tle.

Przedstawienie Filis jadącej na Arystotelesie funkcjonowało w sztuce średniowiecznej jako alegoria grzechu rozwiązłości. Dlatego motyw ten, mimo swego erotycznego przekazu, często pojawiał się w sztuce sakralnej: w dekoracjach gotyckich kościołów (na przykład prezbiterium kościoła Mariackiego w Krakowie) albo na marginesach modlitewników.

Obsceniczna zemsta

Wergiliusz w koszu i zemsta na cesarzównie, górna część plakietki z kości słoniowej,
Paryż, ok. 13401360, Walters Art Museum w Baltimore, 71.267


Historia o Filis i Arystotelesie była często zestawiana z inną opowieścią, również popularną głównie w późnym średniowieczu; tym razem jej bohaterem był rzymski poeta Wergiliusz. Co prawda na krakowskiej skrzyneczce ten akurat temat się nie pojawił, ale znajdziemy go na przykład na Skrzyneczce Gorta, (Winnipeg Art Gallery) albo na plakietkach z kości słoniowej, przechowywanych w Walters Art Museum w Baltimore i w British Museum w Londynie (Paryż, poł. XIV w.). Chodzi o scenę ukazującą Wergiliusza w koszu: poeta miał bowiem zakochać się w córce cesarza, a ona okrutnie z niego zadrwiła. Zaproponowała mu bowiem noc we dwoje w komnacie na szczycie wieży: poeta miał się tam dostać w koszu, wciągniętym przez okno przez cesarzównę. Niestety, w połowie drogi dziewczyna przestała ciągnąć za linę i Wergiliusz utknął: rankiem stał się obiektem drwin, gdy mieszkańcy Rzymu zobaczyli go wiszącego w koszu przy ścianie wieży. Wergiliusz jednak był czarnoksiężnikiem i poniewczasie przypomniał sobie o swoich mocach. Uciekłszy z Rzymu, rzucił na miasto klątwę, w wyniku której nikt z mieszkańców nie był w stanie zapalić ognia. Aby położyć kres tej katastrofie, Rzymianie postąpili zgodnie z wytycznymi urażonego Wergiliusza: sprowadzili na plac wredną cesarzównę i rozebrali ją do naga. Następnie odpalali świece i pochodnie od ognia, który w wyniku czarów rzuconych przez Wergiliusza wydobywał się z jej miejsc intymnych.

Dopełniające się sceny

Z pewnością zestawienie scen na poszczególnych bokach wspomnianych skrzyneczek nie jest kompilacją przypadkową. Jednocześnie, co ciekawe, zachowane do dziś przykłady pokazują nam, że artyści dekorowali te przedmioty według kilku nieznacznie różniących się schematów. I tak na przykład opowieść o Filis i Arystotelesie w niektórych przypadkach (np. na skrzyneczkach w Krakowie, Birmingham, Florencji, Nowym Jorku) została zestawiona z historią tragicznej miłości Pyrama i Tysbe, zaś na innych (w Londynie i Baltimore) z przedstawieniem Źródła Młodości, w którym kąpiel miała odwracać bieg czasu i cofać oznaki starzenia.

Skrzyneczka z kości słoniowej – detal (front: opowieść o Filis i Arystotelesie oraz Źródło Młodości),
Paryż, 2 ćw. XIV w., Walters Art Museum w Baltimore, 71.264


Analiza schematów dekoracji omawianych skrzyneczek pozwala wysnuć wniosek, że zestawiano na nich obok siebie sceny mające uzupełniać się znaczeniowo, najczęściej na zasadzie przeciwieństwa. Wygląda zatem na to, że historia o Arystotelesie mogła funkcjonować w kilku nieco odmiennych kontekstach. Zestawienie jej na niektórych skrzyneczkach z opowieścią o nieszczęśliwych kochankach, którzy popełnili samobójstwo w wyniku nieporozumienia (Pyram zabił się z rozpaczy, sądząc, że jego ukochaną pożarł lew, a następnie Tysbe, będąc świadkiem jego śmierci, odebrała sobie życie) prawdopodobnie miało na celu uwypuklenie kontrastu między miłością czystą i prawdziwą, silniejszą niż śmierć (Pyram i Tysbe), a lubieżnością, doprowadzającą ogarniętego pożądaniem mędrca do stanu zezwierzęcenia (Arystoteles i Filis). 

Tzw. skrzyneczka królowej Jadwigi – część frontalna (opowieść o Filis i Arystotelesie oraz historia Pyrama i Tysbe)


Tymczasem połączenie tej samej historii o Arystotelesie ze Źródłem Młodości koncentruje się już na innym aspekcie: to zestawienie starości i młodości w skontrastowanych ujęciach: pozytywnym (duchowym) oraz prześmiewczym (cielesnym). Z jednej strony widzimy starców, którzy odzyskują młodość, zanurzając się w cudownej fontannie – taka kąpiel mogła symbolizować oczyszczenie duszy z grzechów. Z drugiej zaś – mamy lubieżnego mędrca, który daje się ośmieszyć młodej kobiecie, ponieważ – niepomny na swój wiek i pozycję społeczną – zapragnął poczuć się niczym młody kochanek.

Starość ośmieszona

Dziś często mówimy, że żyjemy w kulturze młodości: komercyjne i rozrywkowe przekazy wizualne promują wzorzec pełnego energii, młodego człowieka sukcesu. Analiza tego zjawiska idzie czasami w parze z założeniem, że ów kult młodości jest charakterystyczny dla naszych czasów, podczas gdy w dawnych stuleciach wyżej ceniono mądrość i doświadczenie, które osiągnąć można jedynie z wiekiem. Jednak średniowieczna literatura pokazuje nam, że już wówczas wiek podeszły nie był wcale aż tak poważany, jak chcielibyśmy dziś sądzić. Starcy nader często występowali w ośmieszających opowieściach: jako niedołężni i często zdradzani przez młode żony. Bardzo wyrazistym przykładem negatywnego postrzegania starości w kulturze średniowiecznej może być trzynastowieczny poemat Powieść o Róży. W części pierwszej, którą Guillaume de Lorris napisał zapewne w latach 1225–30, bohater (Kochanek) dociera do otoczonego murem ogrodu; na ścianie zaś widnieją namalowane personifikacje wad. Obok Nienawiści, Chciwości czy Obłudy, znajduje się także Starość, traktowana jako jedna z przywar, które nie mają wstępu do ogrodu dwornej miłości.

Powieść o Róży, 2. ćw. XV w, Biblioteka Czartoryskich w Krakowie (Muzeum Narodowe w Krakowie), rękopis Ms. Czart. 2920 IV, s. 7 (Vieillesse – „Starość”) i s. 201 (Sicom la vieille enseigne belaccueil – „Jak Starucha poucza Sprzyjającego”)

W drugiej części poematu, którą w czterdzieści lat później dopisał Jean de Meun, pojawia się natomiast postać Staruchy, która jest doświadczoną kobietą, doradzającą młodym dziewczętom. Jej przemowa jest pełna cynizmu: stara kobieta jawi nam się jako wyrachowana, a jej rady wydają się zaskakująco niemoralne. Negatywny obraz starości w tym poemacie nie jest zatem krytyką samego podeszłego wieku, lecz raczej owego cynizmu, który wyrasta na bazie doświadczeń życiowych na przestrzeni lat. Starucha w Powieści o Róży daje młodym dziewczętom na przykład takie rady:

„Powtarzam więc, zalotnik zawsze
oszukać stara się niewiastę;
niechże i ona mu odpłaca
tą samą miarką i niech nigdy
serca jednemu nie oddaje,
lecz niech ma wokół siebie wielu
i tak się stara ich omotać,
aby się dla niej zrujnowali”.

I tak oto średniowieczna stara kobieta wychowuje kolejne pokolenie kobiet fatalnych…, które potem, być może, upokorzą następnych starych mężczyzn. A my, kilkaset lat później, będziemy mogli odkrywać te niepokojące aspekty ówczesnej kultury zaklęte w zachwycających arcydziełach paryskiego rzemiosła oraz średniowiecznej literatury.

W tekście został zacytowany fragment Powieści o Róży, wersy 13265–13272, w tłumaczeniu M. Frankowskiej-Terleckiej i T. Giermak-Zielińskiej, wyd. Warszawa 1997.

Opracowanie: dr Magdalena Łanuszka
Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.

Czytaj też: Średniowieczna miłość cudzołożna

dr Magdalena Łanuszka – absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, doktor historii sztuki, mediewistka. Ma na koncie współpracę z różnymi instytucjami: w zakresie dydaktyki (wykłady m.in. dla Uniwersytetu Jagiellońskiego, Akademii Dziedzictwa, licznych Uniwersytetów Trzeciego Wieku), pracy badawczej (m.in. dla University of Glasgow, Polskiej Akademii Umiejętności) oraz popularyzatorskiej (m.in. dla Archiwów Państwowych, Narodowego Instytutu Muzealnictwa i Ochrony Zbiorów, Biblioteki Narodowej, Radia Kraków, Tygodnika Powszechnego). W Międzynarodowym Centrum Kultury w Krakowie administruje serwisem Art and Heritage in Central Europe oraz prowadzi lokalną redakcję RIHA Journal. Autorka bloga o poszukiwaniu ciekawostek w sztuce: www.posztukiwania.pl.

Smoki w sztuce średniowiecznej: profanum

Bogata kultura średniowiecznej Europy była mieszanką tradycji antycznych (grecko-rzymskich i bliskowschodnich) oraz północnoeuropejskich wierzeń ludów, które Rzymianie określali barbarzyńcami. W mitach wszystkich tych kręgów kulturowych występowały smoki, nic więc dziwnego, że w średniowiecznej literaturze i sztuce wielokrotnie pojawiały się te fascynujące stworzenia. Mieszana natura smoków pozwalała wiązać te bestie z każdym z czterech żywiołów: wedle wielu legend smoki żyły w wodzie, wedle innych chowały się w ziemi; ponadto zionęły ogniem oraz miały skrzydła, więc mogły się wznosić w powietrze.

Smok z wawelskiego arrasu

Wśród arrasów ze zbiorów Zamku Królewskiego na Wawelu znajduje się tkanina z przedstawieniem walki smoka z panterą. Arras ten pochodzi z kolekcji Zygmunta Augusta, powstał w Brukseli ok. 1555 roku, a zaprojektował go artysta z kręgu Pietera Coecke van Aelsta. Temat tego arrasu odnosi się do opowieści, którą znajdziemy w średniowiecznych bestiariuszach.

Arras Walka smoka z panterą, ok. 1555, Zamek Królewski na Wawelu, digitalizacja: RPD MIK, domena publiczna


Bestiariusze (bestiaria) były to księgi zawierające opisy zwierząt, zarówno tych prawdziwych, jak i fantastycznych. Opisom towarzyszyły wyjaśnienia o charakterze moralizującym, tłumaczące chrześcijańską symbolikę każdej bestii. Głównym źródłem tekstowym średniowiecznych bestiariuszy był Physiologus („Fizjolog” – nazwa ta wywodzi się od początkowych słów tekstu: „Fizjolog mówi, że…”). Był to anonimowy tekst grecki, powstały prawdopodobnie na terenie Egiptu (może w Aleksandrii?). Niektórzy badacze datowali go na II wiek, obecnie zaś większość opowiada się raczej za połową III stulecia lub początkami IV. W każdym razie tekst ten był już powszechnie znany w IV i V wieku, jako że często go cytowano. W V wieku istniał też już jego przekład łaciński.
Autor Fizjologa niewątpliwie czerpał ze starożytnych dzieł dotyczących historii naturalnej (z twórczości Arystotelesa, Pliniusza Starszego, Herodota) oraz z pism wczesnochrześcijańskich. Tekst omawiał 49 zwierząt, głównie występujących w obszarach śródziemnomorskich, a także kamienie oraz rośliny. Późniejsze średniowieczne bestiariusze wzbogacone zostały opisami zwierząt występujących w Europie północnej.

Smok, miniatura z Bestiariusza z 3. ćw. XIII w., British Library w Londynie, z kodeksu Harley 3244, fol. 59


Oczywiście jedną z najważniejszych bestii opisywanych w bestiariuszach był smok. Określano go jako największego węża, którego siła kryje się głównie w ogonie, choć uznawano także, że może zatruć oddechem. W ilustracjach średniowiecznych bestiariuszy smoki zazwyczaj są skrzydlate i mają dwie lub cztery łapy; rzadko natomiast ukazywano je jako ziejące ogniem. Wierzono, że smok jest wrogiem słonia, a ponadto – że panicznie boi się słodkiego zapachu oddechu pantery.

Zwierzęta podążają za oddechem pantery, smok się chowa. Miniatura z Bestiariusza z Rochester,
Anglia, 2. ćw. XIII w., British Library w Londynie, Royal 12 F XIII, fol. 9


Pantera w wielu średniowiecznych bestiariuszach wygląda jak tęczowy pies. Teksty mówiły, że jest to piękne, wielobarwne zwierzę. Po obfitym posiłku pantera miała zasypiać na trzy dni, a po obudzeniu się wydawać z siebie ryk, który uwalniał z jej pyska słodki zapach, przyciągający wszystkie zwierzęta, a odstraszający właśnie smoka. Panterę interpretowano jako symbol Chrystusa, zaś smok był oczywiście symbolem szatana.

   
Detale arrasu Walka smoka z panterą, ok. 1555, Zamek Królewski na Wawelu, digitalizacja: RPD MIK, domena publiczna


Starożytni Grecy i Rzymianie uważali, że smoki żyją na wschodzie, zwłaszcza w Indiach – stąd też interakcje ze słoniami, opisane w Fizjologu. Pliniusz Starszy napisał, że smok znienacka rzuca się na słonia, dusi go i wypija jego krew, lecz martwy słoń upadając miażdży smoka i w efekcie oba zwierzęta giną. Ze szczątków zgniecionego smoka, którego krew zmieszała się z krwią słonia, można było według Pliniusza uzyskać niepowtarzalny barwnik, zwany „smoczą krwią”. W rzeczywistości barwnik ten sporządzano z wyciągu z żywicy niektórych drzew z rodzaju dracena (nazwa ta zresztą wywodzi się od greckiego określenia smoczycy), na przykład smokowca: endemitu Madery i Wysp Kanaryjskich. Średniowieczni malarze używali „smoczej krwi” nie tylko jako pigmentu do wyrobu czerwonej farby, ale przede wszystkim do barwienia werniksów, którymi pokrywano złocenia w obrazach czy rękopisach dla wzmocnienia ciepłej świetlistości złota; „smocza krew” bywała też składnikiem złotych farb lub po prostu barwnikiem imitującym złoto. Był to pigment kosztowny, sprowadzany do Europy wraz z egzotycznymi przyprawami i wonnościami.

Słoń i smok, miniatura z Bestiariusza z 3. ćw. XIII w., British Library w Londynie, z kodeksu Harley 3244, fol. 39v


Smok Wawelski

Wzgórze wawelskie od wieków wiązane było z legendą o smoku – być może nie jest przypadkiem, że na jego terenie rozkwitał kult świętych pogromców smoka. Oto bowiem na środku wzgórza znajdowały się w średniowieczu niezachowane do dziś kościoły pod wezwaniami św. Michała i św. Jerzego, zaś gotycką katedrę zaczęto wznosić w latach dwudziestych XIV wieku, zaczynając od kaplicy pod wezwaniem św. Małgorzaty. Dziś zachodnie wejście do katedry zdobią rzeźby wstawione w ościeża w 2. połowie XIV wieku, a pochodzące zapewne z kamiennego ołtarza z tejże kaplicy (zamienionej na zakrystię), przedstawiające św. Małgorzatę oraz św. Michała ze smokami. Zaś powyżej, także przy wejściu do katedry, wiszą kości smoka!

        
Św. Małgorzata i św. Michał Archanioł, przed 1322, rzeźby z kaplicy św. Małgorzaty (obecnie zakrystia),
wstawione w ościeża wejścia do katedry na Wawelu. Wikimedia Commons


Oczywiście w rzeczywistości to nie są kości prawdziwego smoka, lecz szczątki prehistorycznych zwierząt: mamuta, wieloryba i nosorożca włochatego. Są one świadectwem niezwykle interesującego i szeroko występującego w całej Europie zwyczaju kolekcjonowania w kościołach rozmaitych „dziwów natury”. Szczególnie popularne były szczątki kostne mamutów czy waleni, ale także kły słoni, strusie jaja oraz relikty, które uważano za rogi jednorożca. Wawelskie kości pozyskano (wykopano?) w nieznanych okolicznościach jeszcze w średniowieczu i prawdopodobnie już co najmniej od XIV wieku znajdowały się w katedrze.

Kości przy zachodnim wejściu do katedry na Wawelu. Fot. Yohan euan o4


Jakkolwiek Smoka Wawelskiego kojarzą w Polsce chyba wszyscy, to niewiele osób wie, że Dratewka nie funkcjonował w średniowiecznej legendzie – postać sprytnego szewca, który zaszył siarkę w baranią skórę pojawiła się dopiero w nowożytnych wersjach opowieści (pierwszą wzmiankę o szewcu Skubie znajdziemy w opisie herbu Abdank, w dziele Bartosza Paprockiego Herby rycerstwa polskiego z 1584 roku). Tymczasem najstarszą wersją legendy jest zapis z Kroniki (Historia Polonica) Wincentego Kadłubka (zm. 1223). Otóż według niego w jaskini żył potwór zwany olofagiem, czyli całożercą (z czego wynika, że wszystko połykał bez gryzienia), który pożerał okoliczne bydło, a jak nie dostał bydła, to zjadał ludzi. W końcu sam władca Krak wpadł na pomysł, by smokowi podrzucić siarkę, zaszytą w bydlęce skóry (nie jedną, lecz kilka). Siarka miała być podpalona, a całożerca zadusił się od połkniętych płomieni. Samą operacją zgładzenia potwora zajęli się synowie Kraka, lecz niestety młodszy z nich postanowił przy okazji pozbyć się brata; zabił go, ogłaszając, że ów zginął, walcząc ze smokiem. Gdy bratobójstwo wyszło na jaw, morderca został wygnany, a władzę przejęła córka Kraka, Wanda. Kadłubek napisał, że nazwa Kraków wzięła się od imienia Kraka (Grakcha), lecz wspomniał także, że niektórzy zwą Kraków od krakania kruków, które zleciały się do padliny smoka.

Niewątpliwie jednym ze źródeł dla Wincentego Kadłubka była biblijna opowieść z Księgi Daniela o zniszczeniu węża, czczonego przez Babilończyków (Dn 14,23-27) – w Biblii Jakuba Wujka we fragmencie tym pojawia się zdanie: „Wziął tedy Daniel smoły, sadła i sierści, i uwarzył je razem; a naczynił kołaczy, i dał w paszczę smokowi, a smok pękł”. Wincenty Kadłubek był erudytą i czerpał nie tylko z Biblii, ale także z literatury świeckiej, również klasycznej – najprawdopodobniej znał zatem legendy o Aleksandrze Wielkim. To właśnie wśród przygód Aleksandra znajdziemy opowieść o tym, że bohater ten zgładził smoka, podsuwając mu do połknięcia zaszytą w skórę woła mieszankę, składającą się z gipsu, smoły, ołowiu i siarki. Gdy smok to połknął, Aleksander rozkazał strzelać do niego rozpalonymi w ogniu kulami; dzięki temu wybuchowa mieszanka eksplodowała. Takie wyjaśnienie celu nakarmienia potwora siarką wydaje się zresztą logiczne – zabrakło go w naszej krakowskiej wersji, w której pominięto strzelanie do smoka.

Spłodzony przez smoka

Niewiele osób wie dzisiaj o tym, że w średniowieczu bardzo popularne były poematy wywodzące się z literatury antycznej. Średniowieczni miłośnicy świeckiej literatury znali Romans o Troi, napisany na podstawie dzieła Homera, Eneasza powstałego w oparciu o twórczość Wergiliusza, a przede wszystkim zaczytywali się w licznych historiach, których bohaterem był właśnie Aleksander Wielki. Redakcji tych opowiadań było wiele, powstawały one od IV aż do XVI wieku, zarówno w Europie, jak i na Bliskim Wschodzie. Najsłynniejszy poemat, zatytułowany Roman d’Alexandre, był dziełem spisanym w oparciu o różne wcześniejsze teksty przez Alexandra de Berneya, normandzkiego poetę z XII wieku. Poemat ten składa się z czterech części: pierwsza opowiada o wydarzeniach od poczęcia Aleksandra do oblężenia Tyru, druga relacjonuje zdobycie Tyru, wejście do Jerozolimy i pobicie Dariusza Perskiego, trzecia zawiera przygody Aleksandra w Indiach, zaś czwarta opisuje jego śmierć. W XIII wieku powstała wersja Aleksandra pisana prozą, a z zachowanych późnośredniowiecznych rękopisów wiele jest bogato ilustrowanych.
Wśród niesamowitych przygód bohatera trafiły się także potyczki z różnymi smokami: były takie, które miały szmaragdy na głowach, były bestie rogate, i wreszcie były smoki dwugłowe i ośmiołape, w całości pokryte oczami. Każdy z tych gatunków odnajdziemy w dekoracjach rękopisów.

Aleksander Wielki w walce ze smokami ze szmaragdami na głowach, miniatura z Le livre et la vraye hystoire du bon roy Alixandre, Paryż, ok. 1420–1425, British Library w Londynie, Royal MS 20 B XX, fol. 73

Aleksander Wielki w walce z rogatymi smokami, miniatura z Le livre et la vraye hystoire du bon roy Alixandre, Paryż, ok. 1420–1425, British Library w Londynie, Royal MS 20 B XX, fol. 78v

Aleksander Wielki w walce z dwugłowymi smokami pokrytymi oczami, miniatura z Le livre et la vraye hystoire du bon roy Alixandre, Paryż, ok. 1420–1425, British Library w Londynie, Royal MS 20 B XX, fol. 83v


Najważniejszym jednak powiązaniem Aleksandra Wielkiego ze smokiem był fakt, że… smok go spłodził! Mówiąc precyzyjniej, spłodzić go miał (w jednej z wersji legendy) sam Zeus pod postacią smoka. Opowieści o boskim pochodzeniu Aleksandra Wielkiego krążyły już w starożytności; jak zanotował grecki historyk Plutarch (zm. po 120 r.), „ludzki” ojciec Aleksandra, król Filip II Macedoński, udał się do wyroczni w Delfach po radę, gdyż miał wątpliwości odnośnie wierności swej żony Olimpias (córki króla Epiru). Widział ją bowiem, jak leżała z wężem... Od wyroczni dowiedział się, że podejrzał żonę w trakcie zbliżenia z Zeusem-Amonem (Grecy identyfikowali egipskiego Amona-Ra z Zeusem), który jest prawdziwym ojcem dziecka królowej. Za to, że podglądał boga, Filip miał stracić oko – i rzeczywiście, w 354 roku p.n.e., strzała wybiła oko Filipa podczas oblężenia greckiej kolonii Metony. W średniowiecznych rękopisach znajdziemy dość dosłowne ilustracje takiej sceny: oto królowa leży ze smokiem, a jej mąż podgląda ją przez okienko w drzwiach. 

Poczęcie Aleksandra Wielkiego, miniatura z Les faize d’Alexandre (Quintus Curtius Rufus, tłum. Vasco da Lucena), Południowe Niderlandy (Brugia?), ok. 1468–1475, British Library w Londynie, Burney 169, fol. 14


Smocza matka

Matka Aleksandra Wielkiego miała spłodzić dziecko ze smokiem, lecz mianem „smoczej matki” można chyba nazwać inną bohaterkę średniowiecznego romansu, a mianowicie Meluzynę. Najpopularniejsze wersje opowieści o tej pani powstały na przełomie XIV i XV wieku – wśród nich ważną pozycją jest tekst z 1393 roku, autorstwa Jeana d’Arras, dworzanina księcia Jeana de Berry. Oto bowiem wśród licznych zamków, które posiadał książę de Berry, był Lusignan w regionie Poitou, czyli rodowa siedziba Lusignanów, który to ród miał wywodzić się od Meluzyny i jej potomstwa. Była to księżniczka i czarodziejka; niestety w wyniku zaangażowania się w konflikt rodziców ona i jej siostry zostały obłożone klątwami. W przypadku Meluzyny klątwa polegała na tym, że w każdą sobotę od pasa w dół zamieniała się w węża. Gdy bohaterka wyszła za mąż za Raymondina (Raymonda z Poitou), wymusiła na nim obietnicę, że nigdy nie będzie jej oglądał w soboty – zamykała się wówczas w swej komnacie i zażywała kąpieli. Przez jakiś czas małżonkowie żyli zgodnie (Meluzyna urodziła Raymondinowi aż dziesięciu synów), ale w końcu mąż, podejrzewając, że żona go zdradza, odkrył jej sekret, podglądnąwszy ją w pewną sobotę przez otwór w drzwiach. Gdy Meluzyna dowiedziała się, że Raymondino złamał obietnicę, opuściła go – odleciała, przyjmując kształt smoka.

    
Zamek Lusignan, miniatura dekorująca marzec w kalendarzu Bardzo Bogatych Godzinek Księcia de Berry,
przed 1416 i po 1440 (Bracia Limbourg, dokończył Berthelemy d’Eyck?), Musée Condé w Chantilly, Ms. 65, fol. 3


W Europie Środkowej legenda o Meluzynie stała się popularna dzięki prozaicznej parafrazie na język niemiecki, zrealizowanej w 1456 roku przez Thüringa von Ringoltingena. Z niemieckiego romans ten przełożono po połowie XVI wieku najpierw na język czeski, a następnie na polski.

Godło ze smokiem

W mitologii ludów północnoeuropejskich (Wikingów, Gotów, Celtów) smoki pojawiały się jako groźne, ale i potężne bestie, strzegące skarbów i godne podziwu. Osadzone w anglosaskich legendach smoki zadomowiły się na zachodnioeuropejskich chorągwiach i w herbach, szczególnie w kręgu kultury bretońskiej. To właśnie w tam powstały niezwykle popularne w całej Europie opowieści o Królu Arturze i Rycerzach Okrągłego Stołu; sam Artur jako wspaniały władca też miał być określany mianem „smoka”. Zachodnioeuropejska kultura (w tym również legendy arturiańskie) docierała i na piastowskie dwory; zapewne głównie przez Czechy i Śląsk (czego przykładem może być cykl przygód Lancelota w malowidłach zdobiących czternastowieczną wieżę w Siedlęcinie). W takim „arturiańskim”, pozytywnym znaczeniu smok pojawił się właśnie w XIV wieku w herbach książąt czerskich (Piastów mazowieckich): Trojdena I i jego synów Siemowita III oraz Kazimierza I, i stał się godłem księstwa czerskiego. W Małopolsce natomiast znajdziemy go na przykład w herbie Nowego Żmigrodu (woj. podkarpackie), miasta na pograniczu z Rusią Halicko-Wołyńską, na szlaku z Sandomierza przez Karpaty na Węgry. Smok w kulturze słowiańskiej występował także jako „żmij” (pamiętajmy, że wedle średniowiecznych bestiariuszy smok był gigantycznym wężem), nie dziwi zatem jego obecność również w herbie dolnośląskiego Żmigrodu.

Herb Księstwa Czerskiego Herb Nowego Żmigrodu Herb Żmigrodu


Każda dzika bestia mogła uosabiać zło, a zarazem występować w pozytywnej roli symbolu siły i potęgi, szczególnie w kręgu świeckiej kultury rycerskiej. Smoki, lwy czy gryfy były bardzo często występującymi figurami w europejskiej heraldyce, a jako motywy zdobnicze w gotyckiej architekturze, iluminatorstwie i rzemiośle artystycznym jawią się nam jako tyleż popularne, co wieloznaczne. Gryf i lew mogą być zarówno groźnymi bestiami, jak i symbolami samego Chrystusa. Smok natomiast mógł występować pod postacią jaszczura: a z kolei jaszczurki interpretowano jako symbol duszy ludzkiej poszukującej Boga, ponieważ jaszczurka lubi wygrzewać się na słońcu. Poza tym wierzono, że oślepła jaszczurka może odzyskać wzrok, patrząc na wschodzące słońce, tak jak dusza grzesznika może uzyskać zbawienie, zwracając się ku Bogu. W Krakowie ciekawym przykładem przedstawienia dwóch gryzących się smoków lub jaszczurek jest godło kamienicy Pod Jaszczurką (przy Rynku Głównym 8).

Godło domu „Pod Jaszczurką”, XV/XVI w. (?), Muzeum Narodowe w Krakowie


Dzisiaj nad bramą tego domu znajduje się kopia, a oryginał przechowuje Muzeum Narodowe w Krakowie. Jest to rzeźba bardzo wysokiej klasy, datowana na schyłek XV wieku, powstała pod wpływem twórczości Wita Stwosza (a może nawet wykonał ją ktoś z jego warsztatu?). Znaczenie tego godła pozostaje tematem spekulacji badaczy – jak zresztą wiele elementów średniowiecznej kultury wizualnej. Całe piękno symbolu leży w jego wieloznaczności, a smoki niewątpliwie są jednym z najbardziej fascynujących tego przykładów.

Opracowanie: dr Magdalena Łanuszka
Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.

Czytaj także: Smoki w sztuce średniowiecznej: sacrum

dr Magdalena Łanuszka – absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, doktor historii sztuki, mediewistka. Ma na koncie współpracę z różnymi instytucjami: w zakresie dydaktyki (wykłady m.in. dla Uniwersytetu Jagiellońskiego, Akademii Dziedzictwa, licznych Uniwersytetów Trzeciego Wieku), pracy badawczej (m.in. dla University of Glasgow, Polskiej Akademii Umiejętności) oraz popularyzatorskiej (m.in. dla Archiwów Państwowych, Narodowego Instytutu Muzealnictwa i Ochrony Zbiorów, Biblioteki Narodowej, Radia Kraków, Tygodnika Powszechnego). W Międzynarodowym Centrum Kultury w Krakowie administruje serwisem Art and Heritage in Central Europe oraz prowadzi lokalną redakcję RIHA Journal. Autorka bloga o poszukiwaniu ciekawostek w sztuce: www.posztukiwania.pl.

Dawny Kraków w oczach Stachowiczów

Dwaj malarze, ojciec i syn, dwa oblicza twórcze, różne rzeczywistości historyczne i jedno miasto, czyli jak wyglądał Kraków na przełomie XVIII i XIX wieku.                           

 Michał Stachowicz, Przysięga Kościuszki na Rynku Krakowskim, gwasz, 1804, 
źródło: Wikimedia Commons, domena publiczna

Ojciec, Michał Stachowicz (1768–1825) był ambitnym i aspirującym do miana profesora malarzem cechowym, który przez całe swoje życie mieszkał i pracował w Krakowie, prawie nie opuszczając tego miasta. Świetny obserwator codzienności i jej dokumentalista, którego twórczość wpisywała się w rodzące się wówczas zainteresowanie miastem – jego przeszłością, zabytkami i pamiątkami, związanymi z ówczesną sytuacją polityczno-społeczną. Fragmenty zabudowy Krakowa z przełomu wieków możemy znaleźć na jego dziełach o tematyce historycznej, takich jak Przysięga Kościuszki na Rynku KrakowskimWjazd księcia Józefa Poniatowskiego do Krakowa, gdzie tytułowe sceny odbywają się na tle architektury miasta, często już niezachowanej (Rynek Główny z ratuszem, sukiennice z kramami bogatymi czy budynek wielkiej wagi). Stachowicz z zapałem studiował pejzaż miejski Krakowa i z dokładnością odtwarzał go na swych obrazach wykonując przy tym wiele szkiców i rysunków, z których korzystał następnie jego syn – Teodor Baltazar Stachowicz (zob. Widok Ratusza od północy T.B. Stachowicza, ratusz rozebrano w 1820 roku, natomiast obraz powstał dwadzieścia lat później). Jakkolwiek zabudowa Krakowa nie stanowiła u Michała tematu samego w sobie, a tylko tło wydarzeń, które miały miejsce w mieście, inaczej niż w twórczość jego syna.

Teodor Baltazar Stachowicz (1800–1873) reprezentował inną niż jego ojciec formację artystyczną. Wyzwolony spod obostrzeń cechowych, swoje pierwsze kroki w sztuce malarskiej stawiał pod okiem ojca, następnie zaś pełną edukację artystyczną odbył już w krakowskiej Szkole Rysunku i Malarstwa (utworzona w 1818 roku). Jakkolwiek nie rozwinął się jako indywidualność twórcza, wiele z jego prac bazowało na wcześniejszych rozwiązaniach, przede wszystkim odwoływał się do dzieł Michała, zwłaszcza w zakresie interesujących nas widoków Krakowa. 

Teodor Baltazar Stachowicz, Pożar Krakowa, plac Dominikański, lipiec 1850
źródło: Wikimedia Commons, domena publiczna

Teodor Baltazar był mniej wprawnym malarzem niż jego ojciec, jednak z równą mu pasją dokumentował życie i oblicze miasta. Krajobrazy miejskie Teodora Baltazara stanowią niezwykle bogaty materiał ikonograficzny do wyglądu Krakowa jeszcze sprzed Wielkiego Pożaru w 1850 roku oraz sprzed rozbiórki dawnych budynków miejskich i kościelnych oraz murów obronnych, która miała miejsce na przestrzeni XIX wieku (zob. Widok Bramy Mikołajskiej). Niezwykle cennymi są dzieła przedstawiające budynki czy wnętrza kościołów sprzed Wielkiego Pożaru, przykładowo obrazy ilustrujące wygląd kościoła Dominikanów zanim żywioł strawił doszczętnie jego wyposażenie, dach i wieżę. Malarz odtworzył również sam moment pożogi w obrazach Pożar Krakowa, plac Dominikański, lipiec 1850 czy Pożar kościoła oo. Dominikanów w Krakowie 18 lipca 1850 roku oraz inne wydarzenia z życia miasta, jak chociażby Sypanie kopca Kościuszki w Krakowie czy też jego codzienność (Targ zboża na Kleparzu). Malarz utrwalił we fragmentach nieistniejące już oblicze miasta, przykładowo kościół Wszystkich Świętych (rozebrany w latach 1835–1838) czy kościoły Świętego Krzyża i św. Walentego (licytacja i rozbiórka w 1818 roku).

Obrazy przedstawiające widok architektury, czyli miasta lub jego fragment, często ze sztafażem (niewielkie sceny rodzajowe wpisane w krajobraz i pejzaż miejski) nazywamy wedutami. Gatunek ten jako samodzielny wyodrębnił się już w XVII wieku w Holandii, rozkwit przeżywając w XVIII wieku, natomiast w interesującym nas przełomie XVIII i XIX wieku rozpowszechnił się już w całej Europie.

Przykład Warszawy uświadomi nam z jaką szczegółowością malowano weduty. Otóż widoki tego miasta w wykonaniu Bernardo Belotto (Canaletto) i Marcina Zaleskiego posłużyły do rekonstrukcji dawnej zabudowy Warszawy po zniszczeniach II wojny światowej. Podobnie dzieła Stachowiczów stanowią niezwykle cenne źródło dla ikonografii historycznej zabudowy Krakowa, która w dużej mierze nie dotrwała do naszych czasów, jak również można je traktować, jako kronikę życia miasta z końca XVIII i początku XIX wieku.

Opracowanie: Paulina Kluz (Redakcja WMM),
Licencja Creative Commons

Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.

Bibliografia:
Zbigniew Michalczyk, Michał Stachowicz (17681825): krakowski malarz między barokiem a romantyzmem, t. 1-2, Warszawa 2011.

Wyświetlanie 1 - 5 z 103 rezultatów.
Pozycji na stronę 5
z 21