Blog

Wpisy oznaczone tagiem licencje Creative Commons .

W niedzielę rozpoczyna się rok 5779

Nowy rok żydowski 5779 rozpocznie się 9 września 2018 roku o godz. 18.50. Hebrajska nazwa Rosz Haszana (wym. jidysz roszeszone) oznacza „głowę roku”. Tego dnia rozpoczyna się też miesiąc tiszri, liczony od nowiu, a także trwające do Jom Kippur (19 września) „straszne dni” – okres wzmożonej aktywności religijnej i charytatywnej, mającej w jednostkowym i społecznym wymiarze prowadzić do odnowy świata (tikkun ha olam). W powszechnej świadomości nie tylko religijnych Żydów w Rosz Haszana każdemu człowiekowi zapisany jest jego los w kolejnych 12 miesiącach. W jamim naraim – „straszne dni” można ten wyrok odmienić, zanim w Jom Kippur – dzień wybaczenia i pojednania z Bogiem – zostanie przypieczętowany.

Rabin Eliezer Gurary dmie w szofar - synagoga Izaaka w Krakowie, Elul 5778 (wrzesień 2018), fot. Przemysław Piekarski, CC-BY 3.0

W synagogach rozbrzmiewa dźwięk szofaru – baraniego rogu. Jego wysłuchanie jest religijnym obowiązkiem (mycwa), stąd w rozpisce liturgii podawane są godziny dęcia w róg. Wiele wspólnot, zwłaszcza pobożnych Żydów (haredim) używa szofaru przez cały miesiąc elul, poprzedzający Rosz Haszana. W społecznościach ortodoksyjnych odmawiane są wtedy slichot (wym. jidysz sliches) – modlitwy przebłagalne. Ważne jest też, by pojednać się w ramach wspólnoty rodzinnej i religijnej. Szabat następujący po Rosz Haszana nazywa się Tszuwa – skrucha.

W dobie Internetu i komunikatorów społecznych zanika tradycja wysyłania kartek pocztowych z życzeniami, za to jako obrazki są dołączane do wiadomości elektronicznych.

Obok noworocznych życzeń: hebrajskiego le szana towa u metuka„dobrego i słodkiego roku” czy w jidysz a gut un zis jor słychać „obyś był zapisany w dobrej księdze”. W niebie wyłożone są trzy księgi: sprawiedliwych (cadikim), niegodziwców i wielka księga tych pozostałych. To właśnie dobra księga. Wyrok w niej zapisany daje nadzieję na godne przeżycie kolejnego roku.

Popularna przed laty piosenka Leonarda Cohena Who by fire – „Kto w ogniu, kto w wodzie…” świadomie nawiązuje do modlitwy powtarzanej w Rosz Haszana i Jom Kippur – Unetana tokef, gdzie pojawiają się różne warianty ludzkich losów. Jednak całość wieńczy podchwycony przez wszystkich modlących się w synagodze refren: „… ale skrucha, modlitwa i miłosierdzie odmienią najgorszy wyrok”.

Święto ma bogatą liturgię synagogalną. Wspólnota, zamiast siduru – modlitewnika na pozostałe dni świąteczne i powszednie, używa machzoru – przewodnika po modlitwie synagogalnej i domowej, z czytaniem odpowiednich fragmentów Tory. Przebrnięcie przez ponad dwieście stron hebrajskiego tekstu to wyzwanie na wiele godzin. Modlitwa zaczyna się wieczorem poprzedzającym święto –  później Żydzi wracają do swoich domów lub na świąteczne posiłki wspólnotowe. Zebrani najpierw błogosławieństwem i wypiciem kielicha wina uświęcają (kidusz) święto, potem umywają ręce, by pobłogosławić i spożyć pierwsze kęsy chałki.

Świąteczna kolacja to przede wszystkim chałka, upieczona na słodko, z rodzynkami. Inaczej niż przy kolacji szabatowej, kiedy na stole pojawiają się dwie chałki, na Rosz Haszana chałka jest splatana w okrąg. Wyraża pragnienie by kolejny rok „domknął się” pomyślnie. O ile w ciągu roku chałka jest posypywana solą (na pamiątkę Świątyni, gdzie ofiary solono), w Rosz Haszana kawałki chałki moczy się w miodzie. Na stole pełno też jabłek, krojonych w cząstki i maczanych w miodzie. Przecież życzymy sobie roku dobrego i słodkiego. Niegdyś w menu pojawiały się głowa ryby czy jagnięcia, w nawiązaniu do nazwy święta (hebr. rosz – głowa). Dzisiaj najczęściej je się cymes z marchwi, bo w jidysz mer to nie tylko „marchew”, ale i „więcej, bardziej”. Więcej wszystkiego, co dobre. Coraz bardziej popularne staje się ciasto z marchwi. Częste są też owoce z wieloma pestkami – granaty i figi. Znów pojawia się życzenie, by naszych dobrych uczynków było tyle co pestek. Żydzi używają na co dzień wielu języków i często bawią się homonimami. Angielskie peas brzmi jak peace, wobec tego zielony groszek na stole może być symbolem – życzeniem pokoju na nowy rok.

A. Gierymski, Święto trąbek I, 1884, Muzeum Narodowe  w Warszawie. Domena publiczna

Znany obraz Aleksandra Gierymskiego Święto trąbek nie zawiera w swej treści dęcia w szofar, ale jeden z ważnych elementów celebracji, grupowej czy indywidualnej – taszlich. Nazwa ceremonii odwołuje do wersetu z księgi Micheasza (7;19): „A Ty wrzucisz (taszlich) wszystkie ich grzechy w głębiny morza”. Dlatego pod wieczór pierwszego dnia Rosz Haszana nad brzegiem wody (morze, jezioro, rzeka) gromadzą się grupki Żydów opróżniających, napełnione wcześniej okruszkami chleba, kieszenie. Obrzędowi towarzyszą błogosławieństwa i modlitwy, z reguły prowadzone przez lokalnego rabina.

Miesiąc tiszri nie jest w kalendarzu żydowskim pierwszym miesiącem roku, a dopiero siódmym. Wcześniej za początek roku uważano pierwszy dzień (nów) wiosennego miesiąca nisan. Jednak przez nawiązanie do Pięcioksięgu – Lev. 23: 23-25: „I rzekł Wiekuisty do Mojżesza, tak: »Oświadcz synom Israela i powiedz: miesiąca siódmego, pierwszego tegoż miesiąca, będzie u was święto uroczyste, przypominanie trąbą, zgromadzenie świąteczne…«” oraz Num. 29: 1-6: „Miesiąca zaś siódmego, pierwszego dnia miesiąca zgromadzenie świąteczne będzie u was; żadnej pracy uciążliwej nie wykonywajcie: dniem trąbienia będzie on wam…”[1] staje się Rosz Haszana świętem szczególnie uroczystym.

Szofar, fot. Przemysław Piekarski, CC-BY 3.0

Za czasów biblijnych święto trwało jeden dzień, jednak obecnie obchodzi się je przez dwa dni. Zarówno w Talmudzie Babilońskim, jak i Jerozolimskim, znajdujemy traktat o nazwie Rosh Hashanah. To traktat VIII w drugim porządku Miszny – Moed („wyznaczony czas”), w którym zawarto szczegółowe przepisy, nakazy i zakazy dotyczące święta, m.in. reguły dotyczące szofaru. Określają one rodzaj materiału z jakiego można go zrobić, sposób jego ozdabiania oraz jak i kiedy na nim grać.

Wskazówki muzyczne grania na tym instrumencie odnajdziemy równiez w machzorach. Dźwięk szofaru ma brzmieć jak łkanie. Dęcie podzielone jest na serie dźwięków: trzykrotne szwarim (grzmiące), dziewięciokrotne tremolo truah (łkające) oraz przeciągłe tkija. Schemat jest na tyle skomplikowany, że dmącemu w róg kolejne sekwencje podpowiada jeden z uczestników modlitwy. Całe dęcie w szofar w ciągu porannej modlitwy w synagodze zamyka się w stu dźwiękach [2].

Od czasu zburzenia Świątyni w 70 roku n.e. w liturgii synagogalnej nie wolno używać instrumentów muzycznych. Wyjątkiem jest szofar nakazany przez Torę. Jednak jeśli pierwszy dzień Rosz Haszana wypada w Szabat, dęcie w róg przenosi się na modlitwę poranną dnia drugiego. Poza tą okolicznością szofar usłyszymy w oba dni świąteczne.

Wystrój synagogi jest zdominowany przez kolor biały. Również parochet (zasłona na szafę z Torą) zmienia się na biały. Sama Tora ubrana jest w białą sukienkę. Mężczyźni zakładają białe jarmułki, niektórzy biały kitel (tradycyjny strój ślubny). Również kobiety ubierają się na biało. Biel jest symbolem pokuty i czystości.

Rosz Haszana jest rzeczywistym dniem sądu. Następujący po nim Jom Kipur to dzień odpuszczenia win, pojednania z Bogiem. Pieśnią-modlitwą najczęściej kojarzoną z Rosz Haszana jest Awinu Malkenu – „Nasz Ojcze, Nasz Królu”.

Opracowanie: dr Przemysław PiekarskiLicencja Creative Commons
Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.

Zagadnieniom obliczania czasu według kalendarza żydowskiego jest poświęcona praca Dawida ben Jakuba z końca XVII wieku, której rękopis jest przechowywany w Muzeum Historycznym Miasta Krakowa. To właśnie „Słowa Dawida” (Diwrej Dawid), w których autor przekazał całą swoją wiedzę na temat skomplikowanych obliczeń kalendarzowych, wybraliśmy do zilustrowania odsłony w tym tygodniu. Rosz Haszana upamiętnia bowiem stworzenie świata, początek wszystkiego. Co istotne, dotyczy konkretnie szóstego dnia kreacji, w którym Bóg stworzył człowieka, co ostatecznie dopełniło dzieła.

Zachęcamy też do zapoznania się z interpretacją pt. „Judaizm od środka” autorstwa również Przemysława Piekarskiego.



[1] Fragmenty Księgi Kapłańskiej (łac. Leviticus) i Księgi Liczb (łac. Numeri) w tłum. Rabina Izaaka Cylkowa, za: Tora, wyd. Austeria, Kraków 2006.

Zburzenie Świątyni

Nie sposób zrozumieć zwyczajów, nie tylko religijnych, w kulturze żydowskiej, nie cofając się choć na chwilę do najdawniejszych dziejów narodu żydowskiego i starożytnego Izraela. Wiele z nich nawiązuje symbolicznie do obrzędów dokonywanych w Świątyni Jerozolimskiej, realizując je jednak w znacznie skromniejszym zakresie. Również judaika prezentowane na naszym portalu przypominają funkcją, a niekiedy nawet wyglądem przedmioty znajdujące się w Świątyni, o której istnieniu pobożny Żyd nie powinien nigdy zapominać.

Rekonstrukcja Świątyni Jerozolimskiej z czasów Heroda Wielkiego.
Źródło: Wikipedia, domena publiczna

Świątynia Jerozolimska

Wedle tradycji, Żydzi wywodzą się od patriarchy Abrahama, który żył około 2000 roku p.n.e. Początkowo stanowili naród pasterski i koczowniczy, ale wkrótce udało im się stworzyć na terenie dzisiejszej Palestyny silne i niezależne państwo. Jednym z najważniejszych przejawów umacniania się tożsamości narodowej i religijnej Izraelitów było zbudowanie monumentalnej Świątyni Jerozolimskiej około 1000 roku p.n.e. przez króla Salomona. To tu znajdowało się tak zwane Miejsce Najświętsze (zwane też: Święte Świętych), zgodnie z wiarą, uświęcone obecnością boską, w którym przechowywano Arkę Przymierza z Tablicami Dziesięciorga Przykazań. To do tego miejsca nawiązuje aron (ha-)kodesz w dzisiejszych synagogach. W VI wieku p.n.e. najazd króla Babilonii, Nabuchodonozora, położył kres starożytnemu państwu Izrael. Świątynia została całkowicie zniszczona. Odbudowano ją, tworząc tak zwaną Drugą Świątynię. W IV wieku p.n.e. Palestynę zajął Aleksander Macedoński, a w 63 roku p.n.e. opanowali ją Rzymianie. W 70 roku n.e. rzymskie wojska zburzyły Drugą Świątynię, a w roku 135 rzymski cesarz Hadrian wypędził Żydów z Jerozolimy i zakazał im wstępu do miasta.
W historii narodu żydowskiego rozpoczęły się czasy diaspory, czyli rozproszenia, które poza powstałym w 1948 roku współczesnym państwem Izrael trwa do dziś.

Ściana Płaczu, grudzień 2017, fot. Kinga Kołodziejska, CC-BY 4.0

Ściana Płaczu

Nigdy nie udało się już odbudować Świątyni Jerozolimskiej. Pozostałością po niej jest Ściana Płaczu (Mur Zachodni). Wedle tradycji, w szczeliny pomiędzy kamieniami ją tworzącymi wkłada się karteczki z prośbami do Boga. Tęsknota za centralnym ośrodkiem kultu religijnego i ponownym zjednoczeniem całego narodu żydowskiego przepełnia życie religijnego Żyda. Wyraża się też w wierze, że po nadejściu Mesjasza Świątynia zostanie odbudowana.
Taka jest też geneza słynnego życzenia Leszana haba bJiruszalaim („Na przyszły rok w Jerozolimie”, czyli Świętym Mieście, siedzibie Świątyni), które wypowiada się podczas święta Pesach. Obchodzący święto w Jerozolimie dodają: „W Jerozolimie odbudowanej”, podkreślając fakt braku w niej Świątyni.

Tisza be-Aw

W wielu kalendariach nieżydowskich to 10 sierpnia jest podawany jako dzień zburzenia Drugiej Świątyni. Tymczasem, zgodnie z kalendarzem żydowskim, stało się to 9. dnia miesiąca Aw, który przypada pod koniec lipca lub w pierwszej połowie sierpnia. Jest to więc data ruchoma, która w tym roku przypadła z 21 na 22 lipca (doba w kalendarzu żydowskim rozpoczyna się wieczorem, wraz z pojawieniem się pierwszej gwiazdy, i trwa do zmierzchu dnia następnego). To właśnie 9. Aw jest obchodzone żałobne święto Tisza be-Aw upamiętniające najtragiczniejsze momenty w historii narodu żydowskiego. Bowiem tego dnia doszło nie tylko do zburzenia Drugiej Świątyni przez cesarza Tytusa w 70 roku n.e., ale też do zburzenia Pierwszej Świątyni w 586 roku p.n.e. przez wojska Nabuchodonozora. Uważa się, że 9. Aw nastąpił też upadek twierdzy Betar w czasie powstania Bar Kochby przeciwko Rzymianom w 135 roku n.e., jak również wygnanie Żydów z Anglii w 1290 i początek tułaczki Żydów wypędzonych z Hiszpanii w 1492.  Dzień ten jest więc symbolem wszystkich prześladowań i nieszczęść narodu żydowskiego, aż po czasy współczesne, czyli wojny, pogromy i Zagładę. To dzień żałoby i ścisłego postu, po którym jednak przychodzi nadzieja na odbudowę Świątyni wraz z przyjściem Mesjasza.

Opracowanie: Kinga Kołodziejska (Redakcja WMM), Licencja Creative Commons
Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.

Historia pewnego pojedynku

Rzecz miała miejscu w Paryżu, w okolicach słynnej karuzeli – ogromnego diabelskiego koła – zwanej La Grande Roue (utrwalonej później na obrazie Szermierka). Była niedziela, 6 kwietnia 1914 roku. O godzinie 11.15 stanęli naprzeciwko siebie Leon Chwistek i Władysław Dunin-Borkowski, rówieśnicy i koledzy po fachu, jeszcze z czasów studiów w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. Obaj znaleźli się w Paryżu, by kontynuować swoje studia, Chwistek – rysunek, a Borkowski – malarstwo. Obaj byli też zaangażowani w działalność paryskiego oddziału paramilitarnego Związku Strzeleckiego będącego podstawą Legionów Polskich Józefa Piłsudskiego, do których wkrótce obaj zresztą wstąpili.

Pojedynkiem kierował Francuz Georges Dubois, autor jednego z pierwszych na świecie podręczników na temat sztuk walki i autorytet w dziedzinie zasad honorowych potyczek. Obecnych było również – zgodnie z regułami sztuki – dwóch lekarzy, a także po dwóch sekundantów dla każdej ze stron. Jednym z sekundantów Leona Chwistka był Bolesław Wieniawa-Długoszowski, przyszły adiutant marszałka Piłsudskiego i bohater niezliczonych anegdot z życia towarzyskiego II Rzeczypospolitej. Jednak tym, co wzbudziło największą sensację w ówczesnym Paryżu, był wybór broni. Francuzi używali w pojedynkach szpad. Tymczasem Chwistek i Borkowski mieli się zmierzyć – zgodnie z polskim zwyczajem – na szable. Ten fakt ściągnął na miejsce pojedynku również dziennikarzy. To im zawdzięczamy znajomość szczegółów wydarzenia, a także fascynujące zdjęcie z owego dnia, którego artystyczną interpretacją stała się 5 lat później Szermierka autorstwa prowodyra całego zamieszania, Leona Chwistka.

Fot. Pojedynek Leona Chwistka (z lewej) i Władysława Dunin-Borkowskiego, 6.04.1914, Paryż. Autor nieznany. Domena publiczna

„Możecie mi wierzyć, gdy Polacy się biją, biją się dobrze! Poszło o sprawy prywatne. Walczyli na sposób polski. Na szable. Posłużono się kodeksem warszawskim, który zabrania pchnięć. Walczący mieli zabandażowane szyje, osłonięte brzuchy, dopuszczono rękawicę chroniącą przedramię” – relacjonował już następnego dnia na pierwszej stronie „Le Petit Journal”.

Z kolei dziennikowi „Echo de Paris” zawdzięczamy opis przebiegu pojedynku minuta po minucie:

„(…) plan walki był następujący – pierwsze starcie – minuta, takaż przerwa, a kolejne starcia po dwie minuty z takimiż przerwami. Strony ustaliły, że walkę można zakończyć tylko wobec zdecydowanego oświadczenia lekarzy. Po każdym starciu walczący mieli cofnąć się na pozycje wyjściowe. Na sygnał kierującego starli się tak gwałtownie, że prof. Dubois musiał rozdzielić ich laską. W pozycji en garde rozpoczęli kolejne zwarcie. Zakończyło się ono cięciem p. Chwistka zwanym coup de figure a gauche. Borkowski został uderzony w skroń. Szabla przecięła mu tętnicę i obcięła ucho. Lekarze po zbadaniu obficie krwawiącej rany sprzeciwili się dalszej walce. Sekundanci ugięli się pod tą decyzją i namówili walczących do podania sobie rąk”.

W ten oto romantyczny sposób jeden z najsłynniejszych polskich malarzy, a także filozof i matematyk oraz główny teoretyk formizmu, walczył o honor swojej ukochanej, Olgi Steinhaus – wówczas jeszcze narzeczonej, a wkrótce żony Leona Chwistka. Powodem pojedynku stało się publiczne obrażenie Olgi przez Władysława Dunin-Borkowskiego, który w niewybrednych słowach wyraził się o żydowskim pochodzeniu wybranki autora powstałej 5 lat później Szermierki. Genezę powstania tego właśnie obrazu dziś – w 134. rocznicę urodzin Leona Chwistka – przywołujemy.

Opracowanie: Kinga Kołodziejska (Redakcja WMM), Licencja Creative Commons
Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.

Bibliografia:

Stanisław Mancewicz, O honor ukochanej Olgi, „Gazeta Wyborcza”, 13 lipca 2012.
Karol Estreicher, Leon Chwistek – biografia artysty 1884–1944, Warszawa 1971.

75. rocznica likwidacji krakowskiego getta

Dziś mija 75 lat od rozpoczęcia akcji likwidacji getta krakowskiego, którą hitlerowcy przeprowadzili 13–14 marca 1943 roku. W niedzielę, 11 marca, jak co roku, trasą wysiedlenia krakowskich Żydów z likwidowanego getta do KL Płaszów przeszedł Marsz Pamięci. Jego celem jest oddanie hołdu krakowskiej społeczności żydowskiej stanowiącej przed wojną jedną czwartą mieszkańców naszego miasta (ponad 60 tysięcy ludzi), a z której w wyniku Holokaustu ocalała grupa zaledwie 1000 osób.

Główna brama getta krakowskiego, Kraków 1941.
Ze zbiorów MHK, domena publiczna

„Żydowska dzielnica mieszkaniowa” (oficjalnie nie można było używać nazwy „getto”) została ustanowiona decyzją Otto von Wächtera z 3 marca 1941 roku. W gadzinówce „Krakauer Zeitung” z 6 marca 1941 roku konieczność jej utworzenia uzasadniano „względami sanitarnymi, gospodarczymi i porządkowymi”. Do 20 marca Żydzi mieli opuścić swoje mieszkania i przenieść się do getta, na które przeznaczono najbardziej zaniedbaną część Podgórza. Na terenie zamieszkiwanym wcześniej przez 3,5 tysiąca ludzi miało się pomieścić ponad 15 tysięcy osób. W kwietniu rozpoczęto budowę muru grodzącego getto od „aryjskiej” części Krakowa. W budynkach, które stanowiły naturalną granicę obszaru, zamurowano lub zakratowano okna. W październiku teren stał się formalnie dzielnicą zamkniętą. Za jego opuszczenie bez stosownej przepustki groziła kara śmierci. Wkrótce w wyniku kolejnych rozporządzeń okupanta do getta przybyli jeszcze Żydzi wysiedleni z podkrakowskich miejscowości. Jak podaje Aleksander Bieberstein w swoich wspomnieniach „Zagłada Żydów w Krakowie”, wiosną 1942 roku w getcie mogło mieszkać ponad 19 tysięcy ludzi. Przeludnienie pogarszało i tak fatalne warunki bytowe. Koncentracja ludności w jednym miejscu była jednak tylko etapem przejściowym w nazistowskim planie całkowitej eksterminacji europejskich Żydów.

Rzeczy porzucone przez deportowanych, ul. Lwowska w Krakowie, marzec 1943. Ze zbiorów MHK, domena publiczna

W czerwcu i październiku 1942 roku doszło do tzw. akcji wysiedleńczych, których oficjalnym celem była deportacja do pracy na Ukrainie. W rzeczywistości przepełnione pociągi wiozły krakowskich Żydów do obozu zagłady w Bełżcu. Ostateczną krwawą likwidację getta przeprowadzono 13 i 14 marca 1943 roku. Pierwszego dnia zgromadzono zdolnych do pracy mieszkańców getta A i wyprowadzono ich do KL Płaszów. Kolejnego – rozprawiono się z „bezużytecznymi” mieszkańcami getta B: starcami, chorymi i dziećmi. Około tysiąca osób rozstrzelano na miejscu. Pozostałych wywieziono do KL Auschwitz. Na zakończenie akcji esesmani przeszukiwali opuszczone budynki, mordując wszystkich, którzy próbowali się ukryć.

Tak wyglądają fakty, daty i suche liczby. Nie oddają one rzeczywistych dramatów, rozpaczy, utrat i konieczności podejmowania niewyobrażalnych dzisiaj decyzji, choć wzbudzają przerażenie. Nie mówią też o losach poszczególnych ofiar i ocalałych, ich indywidualnych historiach. Na szczęście coraz częściej w narracji o Zagładzie pojawiają się też twarze, konkretne imiona i nazwiska, intymne relacje. Mówią o strachu, przerażeniu, ale też o próbach „normalnego” życia podejmowanych na przekór otaczającej rzeczywistości. W materiałach dodatkowych do eksponatów związanych z tematem Zagłady krakowskich Żydów umieściliśmy cztery spacerowniki. Przygotowaliśmy je w takim właśnie ujęciu wspólnie z zespołem Muzeum Historycznego Miasta Krakowa. Pozwalają one spojrzeć na historię getta z różnych perspektyw: 17-letniej dziewczyny – Haliny Nelken, dziecka – Stelli Müller-Madej, jedynego Polaka mieszkającego w getcie – aptekarza Tadeusza Pankiewicza oraz lekarza – Aleksandra Bibersteina.

Niewiele jest śladów Zagłady na naszym portalu. To zaledwie skrawki jej obecności i pamięci o niej. „Kilka zdjęć, parę nazwisk, jeden medal. Ale i ta znikoma liczba eksponatów tylko pośrednio jest związana z tematem Zagłady. Całkiem sporo judaików, choć niewielka to liczba, jeśli przyrównać ją do przedwojennej liczby żydowskich mieszkańców w regionie, który dziś nazywamy Małopolską” (Kinga Kołodziejska, Skrawki obecności – skrawki pamięci).

Fot. Tadeusz Pankiewicz w towarzystwie czterech osób w pokoju dyżurnym, Kraków 1942.
Ze zbiorów MHK, domena publiczna

Na znanym okupacyjnym zdjęciu z pokoju dyżurnego w aptece „Pod Orłem”, oprócz Tadeusza Pankiewicza i jego dwóch pracownic widzimy też dwóch lekarzy żydowskiego pochodzenia. Ci – w przeciwieństwie do krakowskiego farmaceuty – nie znaleźli się w getcie z własnego wyboru. W centrum na ciemnym skórzanym fotelu siedzi dr Roman Glassner, z prawej na oparciu przysiadł dr Leon Steinberg. To tu, w „oazie spokoju” stworzonej przez Tadeusza Pankiewicza, udawało się czasem zapomnieć o rzeczywistości pozostającej na zewnątrz.

„Apteka była — według określenia większości ludzi — ambasadą, placówką dyplomatyczną, reprezentującą świat swoiście wolny w obmurowanym i zakratowanym mieście. Stała się codziennym punktem zbornym wielu miłych i bardzo ciekawych ludzi. Tutaj to w stałych godzinach przychodziły najrozmaitsze osoby różnego stanu i wieku, tutaj od wczesnych godzin rannych czytało się gazety niemieckie, prasę podziemną, komentowało najnowsze komunikaty wojenne, oceniało sytuację polityczną, tutaj wreszcie omawiano codzienne kłopoty i zmartwienia, tutaj do późnych godzin nocnych toczono dyskusje, snuto rozważania i przewidywania” (T. Pankiewicz, Apteka w getcie krakowskim, Kraków 1992, I wyd. 1947).

„Codziennie przychodził do nas znany w Krakowie dr medycyny Roman Glassner. Lekko zgarbiony, siwy jak gołąb i zawsze uśmiechnięty, człowiek pełen kultury, wszechstronnej wiedzy, wielbiciel i znawca klasycznej muzyki, wpadał na kieliszek chartreuse i na «bajki», jak zwykł mawiać” (T. Pankiewicz, Apteka...).

Doktor Glassner, kierownik oddziału wewnętrznego szpitala przy ul. Józefińskiej, został rozstrzelany w Skarżysku-Kamiennej. Doktor Steinberg przetrwał wojnę, choć stracił żonę i córkę. Zeznawał w procesie Amona Götha w 1946 roku w Krakowie. Zmarł 5 lat później w Antwerpii.

Opracowanie: Kinga Kołodziejska (Redakcja WMM), Licencja Creative Commons

 

Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.

Dzień Kobiet na WMM

Odlew „Głowa Piotra” (z cyklu „Zielnik”) Aliny Szapocznikow

Dawniej – goździk i para rajstop. Dziś – coraz częściej wykorzystywana i coraz mocniej funkcjonująca w świadomości społecznej okazja do zamanifestowania sprzeciwu wobec łamania praw kobiet, stosowania wobec nich przemocy, gorszego opłacania ich pracy, przedmiotowego traktowania, odbierania prawa do decydowania o swoim ciele i sposobie wyrażania seksualności. W Dzień Kobiet w całej Polsce odbywają się manifestacje, spotkania, seminaria, wykłady, wernisaże i pokazy, których celem jest zwrócenie uwagi na wciąż istniejące nierówności w traktowaniu kobiet i mężczyzn, a tym samym powrót do istoty tego święta, którego korzenie sięgają kobiecych ruchów robotniczych w Europie oraz Ameryce Północnej walczących o godne warunki pracy w początkach XX wieku. Pierwszy raz święto obchodzono w Stanach Zjednoczonych 28 lutego 1909 roku. Międzynarodowy Dzień Kobiet został ustanowiony rok później, podczas konferencji w Kopenhadze w sierpniu 1910 roku. Pierwsze obchody w Krakowie odbyły się 19 marca 1911 roku, kiedy to przez Rynek Główny przeszła kilkutysięczna demonstracja na rzecz praw politycznych dla kobiet. I to właśnie ich wywalczenie przez nasze przodkinie obchodzimy w tym roku szczególnie. Trudno uwierzyć, że mija zaledwie 100 lat od uzyskania przez Polki biernego i czynnego prawa wyborczego na mocy dekretu Józefa Piłsudskiego z 28 listopada 1918 roku.

„Historię, podobnie jak kulturę, cechuje skupienie się na doświadczeniach mężczyzn traktowanych jako uniwersalne, stąd zainteresowanie źródeł historycznych władzą i konfliktami, czyli historią polityczną. Historia społeczna, historia codzienności, w której obecne są kobiety, wciąż stanowi margines badań. Aż do powstania ruchu emancypacji kobiet historia interesuje się kobietami jedynie jako wybitnymi jednostkami, nigdy jako grupą społeczną. W XIX wieku – dzięki pracy działaczek emancypacyjnych oraz przemianom społecznym – zaczyna się zmieniać pozycja kobiet w społeczeństwie, w obszarze edukacji, pracy, praw politycznych, również w dziedzinie sztuki. Pojawiają się kobiety artystki, twórczynie wiążące swoje życie ze sztuką. Pojawia się również kwestia wpływu płci na twórczość artystyczną, możliwości rozwoju, pozycję w historii sztuki” (Ewa Furgał, Emancypacja kobiet).

Historia pełna jest mężczyzn i ich mniej lub bardziej bohaterskich czynów. Również historia sztuki zapełnia się kobietami-artystkami dopiero od niedawna. Trudno się dziwić, skoro ich dostęp do edukacji i życia publicznego, a także możliwości stanowienia o własnym losie jest naprawdę niezwykle świeżą i wciąż nie wszędzie funkcjonującą oczywistością.

Pierwszą uczelnią artystyczną, na której umożliwiono studiowanie kobietom była akademia w Petersburgu i stało się to niewiele ponad sto lat temu, w 1894 roku. Kolejną – dwa lata później – akademia paryska. W Polsce jako pierwsza zdecydowała się na ten krok w 1904 roku (od razu po powstaniu) warszawska Szkoła Sztuk Pięknych, ale była jeszcze wówczas instytucją prywatną i nie posiadała statusu akademii. Na krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych oficjalna zgoda na studiowanie kobiet zapadła dopiero 14 grudnia 1918 roku. Pierwsze studentki pojawiły się tu w roku akademickim 1919/1920. Drogę utorowała im Zofia Baltarowicz-Dzielińska, która – dzięki swojemu uporowi i talentowi – została przyjęta do pracowni rzeźby Konstantego Laszczki 27 października 1917 roku (po miesięcznym okresie próbnym).

Jak w tym kontekście – 8 marca 2018 roku – wygląda zatem obecność kobiet na Wirtualnych Muzeach Małopolski? Portalu, który prezentuje już ponad 1000 prac z 40 małopolskich instytucji wystawienniczych, a więc stanowi pewną miarodajną reprezentację regionalnych zasobów muzealnych. Policzyliśmy. Jest ich 28… Dwadzieścia osiem artystek, które reprezentują na naszym portalu obecność kobiet w historii polskiej sztuki. Dodajmy też, że tę znikomą liczbę zawdzięczamy w przeważającej mierze dołączeniu do zasobów portalu wyboru kolekcji dwóch instytucji prezentujących sztukę najnowszą, czyli Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie MOCAK i Galerii Sztuki Współczesnej Bunkier Sztuki.

Chciałoby się powtórzyć za tegoroczną laureatką Oskara za najlepszą rolę kobiecą, Frances McDormand: „Powstańcie wszystkie!”.

Przygotowaliśmy dziś dla Was zestawienie prac naszych 28 artystek. Pod każdą z miniatur kryje się odwołanie do karty danego obiektu. Poświęćmy im chwilę. Pochwalmy, skrytykujmy, przyjrzyjmy się bliżej, poczytajmy o nich. To nasz prezent na dzisiejszy Dzień Kobiet, dla Was, dla nas, dla Nich.

Opracowanie: Kinga Kołodziejska (Redakcja WMM), Licencja Creative Commons

Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.


[1] Na portalu prezentujemy więcej prac tej akurat artystki. Na potrzeby dzisiejszego zestawienia wybraliśmy jednak walecznego, choć „dziewczyńsko” ujętego Batmana.

[2] Zdecydowaliśmy się na ujęcie w tym zestawieniu fotografii autorstwa Ignacego Kriegera, gdyż jest ona jedynym łącznikiem z postacią Amalii Krieger, córki Ignacego, również fotografki. Zawdzięczamy jej bowiem nie tylko zachowanie spuścizny po ojcu, ale prawdopodobnie również wiele fotografii, które powstawały w słynnym zakładzie Kriegerów, a które nawet po śmierci Ignacego były sygnowane jego nazwiskiem. Więcej: http://muzea.malopolska.pl/czy-wiesz-ze/-/a/amalia-krieger-fotografka?

Wyświetlanie 1 - 5 z 94 rezultatów.
Pozycji na stronę 5
z 19