Blog

Wpisy oznaczone tagiem ikona .

„Od powietrza […] wybaw nas Panie!”, czyli o wybranych świętych „od zarazy”



W zbiorach Muzeum Okręgowego w Nowym Sączu znajduje się ikona przedstawiająca św. Dymitra (św. Demetriusza) w otoczeniu scen z jego życia i legendy. Ikona ta pochodzi z cerkwi we wsi Czarna w Beskidzie Sądeckim. Ostatnia wśród scen otaczających wizerunek świętego ukazuje Uzdrowienie chorego na grobie św. Dymitra.

Ikona Św. Demetriusz Męczennik, 1. poł. XVII w., Muzeum Okręgowe w Nowym Sączu. Digitalizacja: RPD MIK, domena publiczna


Oczywiście szczątki wielu świętych miały mieć moce uzdrawiające. W licznych legendach powtarza się wątek chorego (czy nawet umierającego), który – przyniesiony do grobu świętego – w cudowny sposób odzyskuje zdrowie. Wielu świętych miało wręcz „specjalizacje” w przywracaniu do zdrowia w konkretnych chorobach, co często wiązało się z ich męczeństwem. I tak na przykład, św. Apolonia, której zmiażdżono szczękę, miała być pomocna w przypadku bólu zębów, zaś św. Dionizy, który po ścięciu wziął swoją głowę i sobie poszedł, oczywiście miał wspierać cierpiących na migreny. Gdy jednak dochodziło do epidemii, wówczas zwracano się o pomoc do innych świętych – tych, którzy mieli najlepiej radzić sobie w przypadku zarazy.

Św. Sebastian: zabili go i uciekł

Głównym obrońcą przed zarazą był św. Sebastian. To wczesnochrześcijański męczennik z III wieku (zginął w ramach prześladowań za czasów cesarza Dioklecjana), który – podobnie jak wspomniany wcześniej św. Dionizy – miał być jednym z tych świętych, których wyjątkowo trudno było zabić. Najstarszy żywot tego męczennika, Passio Sancti Sebastiani, niegdyś przypisywany św. Ambrożemu z Mediolanu, był przez badaczy datowany na IV lub V wiek. Najpopularniejszy w średniowieczu zbiór żywotów świętych, czyli trzynastowieczna Złota Legenda Jakuba de Voragine, powielał informacje z tego tekstu, dodając jeszcze cuda, zanotowane w Dialogach św. Grzegorza oraz Historii Lombardzkiej Pawła Diakona. Możemy zatem przeczytać, że Sebastian był obywatelem Mediolanu, żołnierzem w cesarskiej straży przybocznej, zagorzałym chrześcijaninem. Gdy potwierdził przed cesarzem Dioklecjanem swoją wiarę, ów kazał go przywiązać (do słupa czy też drzewa) i zabić strzałami z łuku. Jak mówi Złota Legenda: „Tyle strzał tedy utkwiło w nim, że podobny był do jeża”. A jednak, następnego dnia Sebastian zjawił się w pałacu, mówiąc: „Pan raczył przywrócić mi życie, żebym przyszedł do was i wytknął wam, jak źle postępujecie wobec sług Chrystusowych”. Został wtedy skazany na kolejną śmierć, tym razem przez biczowanie. Ciało jego wrzucono do kloaki, skąd wyłowiła go św. Lucyna i pochowała.

Mistrz z Sigmaringen, Męczeństwo Świętego Sebastiana, 1500–1510,
Muzeum Narodowe w Krakowie. Zbiory cyfrowe MNK, domena publiczna


Głównym powodem, dla którego św. Sebastian był uważany za skutecznego orędownika w przypadku epidemii, były owe strzały – ponieważ strzała, niosąca śmierć z powietrza, symbolizowała mór, czyli zarazę. Powiązanie to ma korzenie przedchrześcijańskie, starożytne: Apollo, bóg ukazywany z łukiem i strzałami, miał mieć moc zsyłania zarazy. Swoją drogą, piękne, młode i nagie – lub półnagie – ciało św. Sebastiana w sztuce chrześcijańskiej niewątpliwie nawiązywało do wizerunków boga Apolla.

Emanuel Herncisz, Apollino, 1877, Kraków, Muzeum ASP w Krakowie.
Digitalizacja: RPD MIK, domena publiczna
Andrea Vaccaro, Męczeństwo Świętego Sebastiana, ok. 1640, Galeria Canesso w Paryżu.
Fot. Wikimedia Commons, domena publiczna


Główną zarazą powracającą w średniowieczu była epidemia dżumy, od czasu do czasu przeradzająca się w pandemię. Pierwszą pandemią, u zarania średniowiecza, była ta, która rozpoczęła się w Konstantynopolu w latach 541–542, za czasów cesarza Justyniana. W szczytowym jej momencie w mieście umierało prawdopodobnie 5000 osób dziennie. Sam cesarz zachorował, lecz przeżył. Zaraza jednak rozprzestrzeniła się, szczególnie w miastach portowych Morza Śródziemnego. Nawroty epidemii miały miejsce do połowy VIII wieku i do tego czasu mogło na nią umrzeć nawet 50 milionów ludzi (co oznaczałoby 50% populacji terenów objętych zarazą). Niemal połowa ludności Eurazji zmarła na dżumę w czasie drugiej pandemii, w latach 40. i 50. XIV wieku. Trzecia pandemia miała miejsce już w wieku XIX. Oczywiście pomiędzy pandemiami następowały mniejsze i lokalne nawroty zarazy. Niewykluczone, że patronat św. Sebastiana wobec epidemii wiązał się z tym, że męczennik ten miał „przeżyć” przeszycie ciała strzałami, zaś ślady po nich mogły przypominać owrzodzenia zadżumionych. Zresztą wspomniana wyżej Złota Legenda podaje za Historią Longobardzką, że św. Sebastian okazał się pomocny w czasie, gdy „cała Italia tak bardzo cierpiała od zarazy, że ledwie jeden drugiego zdołał grzebać”. Zaraza ustąpiła, gdy wzniesiono w jednym z kościołów w Pawii ołtarz św. Sebastiana.

Św. Roch: kwarantanna w lesie

Kolejnym świętym od zarazy był Roch – on z kolei żył w XIV wieku, czyli w czasach wspomnianej drugiej pandemii, Czarnej Śmierci, której szczytowy moment nastąpił między 1347 a 1351 rokiem. Roch miał urodzić się w szlacheckiej rodzinie w Montpellier. Jak mówi Złota Legenda, przyszedł na świat ze znamieniem w formie krzyża. Jego rodzice zmarli, gdy miał 12 lat. Odziedziczony majątek przeznaczył wówczas na cele dobroczynne, a sam udał się na pielgrzymkę do Italii. Dlatego św. Roch był także patronem pielgrzymów: ukazywany w podróżnym stroju, z kapeluszem i laską pielgrzymią.

Jako że Italia walczyła wówczas z zarazą, Roch zajął się opieką nad chorymi – okazało się także, że ma moc uzdrawiania. W Rzymie uratował od zarazy pewnego kardynała z Lombardii, czyniąc mu na czole znak krzyża, który mu się na stałe odcisnął. W końcu, w Piacenzie, Roch sam się zaraził, przez co musiał opuścić miasto. Schronił się w samotni w lesie, czyli w zasadzie… poddał się kwarantannie! Kłopot w tym, że nie miał mu kto dostarczać jedzenia. Aż pojawił się pies, który dostarczył Rochowi chleb. Roch przeżył, a później trafił do więzienia, niesłusznie oskarżony o szpiegostwo, gdzie zmarł. W sztuce Rocha ukazywano najczęściej z gestem wskazywania na ranę (owrzodzenie) na nodze; jego atrybutem jest pies, często z bochenkiem chleba w pysku.

Francisco Ribalta, Św. Roch, 1600–1610, Muzeum Sztuk Pięknych w Walencji.
Fot. Wikimedia Commons, domena publiczna


Podobnie jak figury św. Sebastiana, również rzeźby ukazujące św. Rocha często umieszczano w ramach dekoracji tak zwanych kolumn morowych. Były to głównie późnobarokowe pomniki, stawiane w XVII i XVIII wieku w wielu miastach na terenie ówczesnej monarchii Habsburgów. Do dziś jest to jeden z wyjątkowo charakterystycznych elementów pejzażu Europy Środkowej. Stawiano je na rynkach i placach po ustąpieniu zarazy. Najczęściej miały formę kolumny zwieńczonej przedstawieniem Matki Boskiej lub Trójcy Świętej, z rozbudowaną bazą zdobioną dodatkowymi rzeźbami: patronów miasta czy regionu, oraz właśnie świętych „specjalizujących się” w zarazie.

Kolumna morowa w Ołomuńcu, 1715–1723
(fund. Václav Render, wyrzeźbili Jan Sturmer i Tobiáš Schütz).
Fot. Michal Maňas, Wikimedia Commons, domena publiczna.
W dolnej części wśród świętych zostali ukazani m.in. św. Roch oraz św. Sebastian.


Św. Elżbieta Węgierska: trędowaty w łożu królewny

Oprócz dżumy w średniowieczu poważną chorobą zakaźną (choć nie o przebiegu ostrym lecz przewlekłym) był trąd. Postać trędowatego bywała także atrybutem świętych – na przykład św. Elżbiety Węgierskiej, zwanej też Elżbietą z Turyngii. Żyła ona w początkach XIII wieku (1207–1231), była córką króla Węgier, Andrzeja II. W wieku 14 lat została żoną Ludwika IV, landgrafa Turyngii, któremu urodziła trójkę dzieci. Sześć lat po ślubie Ludwik zmarł w trakcie wyprawy krzyżowej. Owdowiała Elżbieta złożyła śluby czystości (choć rodzina chciała ponownie wydać ją za mąż) i przeniosła się do Marburga. Założyła tam szpital, w którym osobiście zajmowała się chorymi. Zmarła w wieku 24 lat i już 4 lata później została kanonizowana.

Jedną z najciekawszych legend związanych ze św. Elżbietą jest opowieść osadzona jeszcze za życia jej małżonka. Otóż pewnego razu Elżbieta miała położyć potrzebującego trędowatego w swym małżeńskim łożu. Gdy Ludwik odsłonił posłanie, zamiast chorego ujrzał w łożu krucyfiks. Pobożny landgraf zrozumiał, że w swej działalności dobroczynnej jego żona służy samemu Chrystusowi i nie sprzeciwiał się jej kolejnym poświęceniom na rzecz chorych i potrzebujących.

Cud z krucyfiksem, kwatera z ołtarza katedry św. Elżbiety w Koszycach, 1474–1477.
Fot. Alexander Jiroušek, wg: Ivan Gerát, Legendary Scenes. An Essay on Medieval Pictorial Hagiography, Bratislava 2013, fig. IV/21, s. 181.


Warto na koniec zauważyć, że jedną z najczęściej powtarzających się scen w cyklach św. Elżbiety jest przedstawienie opieki nad chorymi: oto Elżbieta osobiście kąpie pacjenta. Już w średniowieczu bowiem wbrew pozorom zdawano sobie sprawę, że kluczem do zachowania lub odzyskania zdrowia jest… higiena! Nie tylko zatem ręce, ale i resztę ciała należy starannie myć – a może wówczas już wstawiennictwo świętych Sebastiana czy Rocha nie będzie nam potrzebne.

Św. Elżbieta myje chorego, kwatera z ołtarza katedry św. Elżbiety w Koszycach, 1474–1477.
Fot. Of, Wikimedia Commons, CC BY-SA 3.0


Opracowanie: dr Magdalena Łanuszka
Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.

dr Magdalena Łanuszka – absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, doktor historii sztuki, mediewistka. Ma na koncie współpracę z różnymi instytucjami: w zakresie dydaktyki (wykłady m.in. dla Uniwersytetu Jagiellońskiego, Akademii Dziedzictwa, licznych Uniwersytetów Trzeciego Wieku), pracy badawczej (m.in. dla University of Glasgow, Polskiej Akademii Umiejętności) oraz popularyzatorskiej (m.in. dla Archiwów Państwowych, Narodowego Instytutu Muzealnictwa i Ochrony Zbiorów, Biblioteki Narodowej, Radia Kraków, Tygodnika Powszechnego). W Międzynarodowym Centrum Kultury w Krakowie administruje serwisem Art and Heritage in Central Europe oraz prowadzi lokalną redakcję RIHA Journal. Autorka bloga o poszukiwaniu ciekawostek w sztuce: www.posztukiwania.pl.

Pozostałe teksty Magdaleny Łanuszki na portalu:

Co oznacza skrót IHS?
Modlitwa Chrystusa w Ogrójcu w realizacji Wita Stwosza

Niezwykłe przygody świętego Mikołaja
Niezwykły program dekoracji kielicha z kolekcji Muzeum Archidiecezjalnego w Krakowie
Winne opowieści – część pierwsza
Winne opowieści – część druga
Smoki w sztuce średniowiecznej: profanum
Smoki w sztuce średniowiecznej: sacrum
Średniowieczna miłość cudzołożna
Średniowieczne kobiety fatalne
Zmartwychwstanie w sztuce średniowiecznej

Skarb znaleziony na strychu. Co się kryje w ikonie Hodegetrii z Nowej Wsi?

W latach 1947–1950 w ramach akcji „Wisła” przeprowadzono masowe przesiedlenia Ukraińców, Bojków, Dolinian i Łemków zamieszkujących od wieków tereny Polski południowo-wschodniej. W jednym z połemkowskich gospodarstw w Nowej Wsi nowi polscy właściciele odkryli wspaniałą ikonę przedstawiającą Matkę Boską Hodegetrię w otoczeniu proroków, hymnografów i świętych. Nie wiadomo, skąd się tam wzięła i w jaki sposób przetrwała (w dobrym stanie!). W 1977 roku obiekt ten zakupiło Muzeum Okręgowe w Nowym Sączu. Ikona datowana jest na koniec XV wieku i zawiera bardzo dużo niezwykle interesujących szczegółów.

Ikona Matka Boska Hodegetria w otoczeniu proroków, hymnografów i świętych, koniec XV wieku, Nowa Wieś,
Muzeum Okręgowe w Nowym Sączu. Digitalizacja: RPD MIK, domena publiczna


Co to jest Hodegetria?

Wedle tradycji cesarzowa Pulcheria w V wieku ufundowała w Konstantynopolu monastyr (klasztor) Hodegon wzniesiony wokół cudownego źródła, dzięki któremu ślepcy mieli odzyskiwać wzrok. Przyprowadzali ich tam przewodnicy (hodegoi) lub też po prostu mnisi z klasztoru. To właśnie z tym miejscem związana była najsłynniejsza ikona Matki Boskiej Hodegetrii, czyli Przewodniczki. W przedstawieniu tym Maria wskazuje dłonią na błogosławiącego Chrystusa, siedzącego na jej ramieniu, objawiając w ten sposób ludziom drogę do zbawienia.

Legenda przypisała autorstwo ikony św. Łukaszowi Ewangeliście, który miał namalować Marię i Jezusa „z natury”, na desce stołu. W kaplicy monastyru ikona ta miała znajdować się już w połowie V wieku (sprowadzona przez cesarzową Pulcherię). Jednakże, choć w Bizancjum formacja kultu maryjnego nastąpiła między V a VII wiekiem, to sama świątynia Hodegetrii pierwszy raz wzmiankowana była dopiero w IX wieku. Ostatnie badania wiążą ten klasztor z panującym wówczas cesarzem Michałem III i trudno ostatecznie stwierdzić, czy słynna Hodegetria była rzeczywiście ikoną późnostarożytną. Jej kult rozwinął się na dobre dopiero w średniowieczu. Nie wiemy nawet na pewno, czy było to ujęcie w półpostaci. Ostatecznie to właśnie półfigurowa kompozycja zyskała popularność (od około połowy XI wieku).

W całym chrześcijańskim świecie, zarówno w Kościele wschodnim jak i zachodnim, przez kolejne stulecia powielano wizerunki Matki Boskiej Hodegetrii w różnych wariantach i niezliczonej ilości egzemplarzy. Legendy dotyczące cudownych wizerunków bardzo często „przechodziły” na ich kopie – stąd też liczne Hodegetrie (w tym także m.in. Matka Boska Częstochowska) były określane jako dzieło samego św. Łukasza. Oryginał z klasztoru Hodegon niestety nie przetrwał zdobycia Konstantynopola przez Turków w 1453 roku. Już w tekstach średniowiecznych mieszano nazwy klasztoru i ikony, wywodząc je od siebie nawzajem.

Cuda w każdy wtorek!

Wedle piętnastowiecznych relacji oryginalna ikona z klasztoru Hodegon była bardzo ciężka: przyozdobiono ją złotniczą sukienką i wystawiano w żelaznej kasecie. Pojawiła się nawet informacja, że podobrazie tej ikony było z kamienia, co jednak jest mało prawdopodobne. Ciężar obrazu miał znaczenie, ponieważ noszono go w każdy wtorek po mieście i wówczas odnotowywano liczne uzdrowienia.

Cotygodniowe procesje ikony po Konstantynopolu były relacjonowane przez obserwatorów z XIV wieku (takich jak Stefan Nowogrodzianin, Ignacy Smoleński, Aleksander Diak oraz anonimowi pielgrzymi). Jeszcze w pierwszej połowie XV wieku Diakon Zosim wspomniał, że w każdy wtorek Bogurodzica czyni cuda w monasterze Hodegetrii. Procesja wtorkowa mogła być ustanowiona prawdopodobnie pod koniec XIII wieku. W kolejnym stuleciu z kultem Matki Boskiej Hodegetrii pozwiązano słynny Akatyst ku czci Bogurodzicy, czyli wzorcowy hymn liturgiczny, który wywodzić się miał z twórczości Romana Melodosa z VI wieku, a ukształtować ostatecznie w VII lub VIII wieku. To właśnie rola hymnów w kulcie maryjnym w niezwykły sposób została podkreślona w ikonie z Nowej Wsi.

Różdżka, drabina i owcze runo

Ikona to zawsze obraz plus tekst. Nawet łatwo rozpoznawalne postacie są w sztuce wschodniej podpisane, przynajmniej skrótowo. W ikonie w Nowym Sączu w lewym górnym rogu jest archanioł Michał, zaś w prawym – archanioł Gabriel. Matka Boska i Jezus Chrystus są opisani odpowiednimi skrótami poniżej. Natomiast dookoła zostali umieszczeni prorocy oraz hymnografowie, czyli twórcy poezji, hymnów i pieśni liturgicznych Kościoła wschodniego.

Hodegetria w otoczeniu proroków to jeden z najciekawszych typów w malarstwie ziem ruskich dawnej Rzeczypospolitej. Trudno jednoznacznie wskazać konkretne źródło inspiracji dla tego typu przedstawień. Prawdopodobnie złożyły się na nie liczne tradycje, a interpretować je można m.in. w odniesieniu do zachowanych kazań oraz hymnów. Najstarsze ikony tego typu pochodzą z klasztorów na górze Athos i górze Synaj i datowane są na XI–XIII wiek. Na ziemiach ruskich ten typ ikon był szczególnie popularny w XV–XVI wieku.

Przedstawienia Matki Boskiej z Dzieciątkiem w otoczeniu proroków wpisują się w popularne w średniowiecznej teologii podkreślanie zgodności między Starym i Nowym Testamentem; zresztą powiązanie Bogurodzicy ze starotestamentowymi proroctwami na temat Wcielenia znajdziemy już w piśmiennictwie Ojców Kościoła. Jacy zatem starotestamentowi prorocy otaczali Matkę Boską?

U góry po lewej ukazano Mojżesza. Co ciekawe, nie ma on żadnego atrybutu ani zwoju z cytatem. W innych tego typu kompozycjach pojawia się odniesienie do krzewu gorejącego, pod postacią którego Bóg ukazał się Mojżeszowi. Płomień, który pali, lecz nie niszczy, to symbol dziewictwa Marii.

W prawym górnym rogu, do pary z Mojżeszem, ukazany został jego brat Aaron. Mojżesz i Aaron to patriarchowie Domu Izraela i rodu Dawidowego, z którego wywodził się Mesjasz. Aaron ubrany jest w bogate szaty podkreślające godność pierwszego arcykapłana. Jego atrybutem jest kwitnąca laska, ponieważ wybór Aarona na arcykapłana został potwierdzony cudem opisanym w Księdze Liczb (17,16-26). Każdy z przedstawicieli dwunastu pokoleń Izraela złożył laskę w Namiocie Spotkania i tylko ta należąca do Aarona zakwitła i wydała owoce. „Różdżka Aarona” także symbolizuje Matkę Boską w cudowny sposób przynoszącą światu owoc w postaci Mesjasza.

Ikona Matka Boska Hodegetria w otoczeniu proroków, hymnografów i świętych – detale: po lewej Mojżesz, po prawej Aaron


Poniżej widnieje kolejna para proroków, tym razem królewska: to Dawid i Salomon, obydwaj w koronach na głowach. Dawid trzyma w dłoni model Arki Przymierza, którą przeniósł na wzgórze Syjon w Jerozolimie, zaś Salomon wybudował dla niej Pierwszą Świątynię. W tekstach Matka Boska, w której łonie skrył się Mesjasz, była przyrównywana zarówno do Świątyni kryjącej Arkę, jak i do samej Arki Przymierza, w której Izraelici przechowywali dowody obecności Boga.

Ikona Matka Boska Hodegetria w otoczeniu proroków, hymnografów i świętych – detale: po lewej król Dawid, po prawej król Salomon


Następna para to Gedeon i Jakub. Futrzasta kula w dłoniach Gedeona to owcze runo – atrybut tej postaci wywodzi się od cudu, opisanego w Księdze Sędziów. Aby przekonać się, czy Bóg pomoże Izraelitom w walce z Midianitami, sędzia Gedeon najpierw poprosił, aby pozostawione na noc na ziemi runo pokryło się rosą, choć ziemia dookoła miała zostać sucha. Gdy tak się stało, Gedeon poprosił raz jeszcze o cud odwrotny, aby rano na mokrej ziemi runo pozostało suche. Runo, które pozostało suche mimo rosy, interpretowano jako odniesienie do Marii, która pozostała dziewicą mimo urodzenia Mesjasza.

Jakub natomiast to patriarcha, syn Izaaka i wnuk Abrahama. Oprócz zwoju z proroctwem ma atrybut w postaci drabiny. Odnosi się ona do jego wizji sennej, opisanej w Księdze Rodzaju (Rdz 28,12), w czasie której ujrzał aniołów wstępujących i zstępujących z nieba po drabinie. Drabina łącząca niebo i ziemię może być w tym przypadku również symbolem Matki Boskiej.

Ikona Matka Boska Hodegetria w otoczeniu proroków, hymnografów i świętych – detale: po lewej Gedeon, po prawej Jakub


Kolejną parą proroków są Micheasz i Ezechiel, ukazani ze zwojami. Dodatkowym atrybutem proroka Ezechiela są drzwi, a właściwie brama – w odniesieniu do fragmentu z Księgi Ezechiela (Ez 44,1-3): „I rzekł do mnie Pan: »Ta brama ma być zamknięta. Nie powinno się jej otwierać i nikt nie powinien przez nią wchodzić, albowiem Pan, Bóg Izraela, wszedł przez nią«”. Zamknięta brama może symbolicznie odnosić się do dziewictwa Marii. „Brama niebios” była zresztą jednym z popularnych określeń Matki Boskiej.

Ikona Matka Boska Hodegetria w otoczeniu proroków, hymnografów i świętych – detale: po lewej Micheasz, po prawej Ezechiel


W Starym Testamencie wyróżnia się czterech proroków większych oraz dwunastu proroków mniejszych – do tych ostatnich należą Micheasz oraz ukazany w kolejnej parze Amos. Tymczasem zarówno Ezechiel, jak i zestawiony w ikonie z Amosem Izajasz, to prorocy więksi. Izajasz oprócz zwoju ma tutaj dodatkowy atrybut w postaci kwitnącej laski, podobnej do tej, którą trzyma Aaron. To dlatego, że proroctwo Izajasza zawiera zapowiedź nadejścia Mesjasza ujętą w metaforę: „I wyrośnie różdżka z pnia Jessego, wypuści się odrośl z jego korzeni” (Iz 11,1). Odnosi się ona do Wcielenia i pochodzenia Chrystusa z rodu Dawidowego (Jesse był ojcem Dawida).

Ikona Matka Boska Hodegetria w otoczeniu proroków, hymnografów i świętych – detale: po lewej Amos, po prawej Izajasz


Na samym dole ukazana została ostatnia para: to Jeremiasz i Daniel, pozostali z czwórki proroków większych. Daniel trzyma w dłoni fragment górzystego pejzażu, co odnosi się do tłumaczenia przez tego proroka snu Nabuchodonozora (Dn 2,34 oraz 2,45) o skale, która samoczynnie odrywa się od góry bez niczyjej ingerencji. Fragment ten interpretowano jako zapowiedź Wcielenia: Chrystus to skała, zaś górą jest Maria.

Ikona Matka Boska Hodegetria w otoczeniu proroków, hymnografów i świętych – detale: po lewej Jeremiasz, po prawej Daniel


Poeci sławią Madonnę

Rozbudowana wersja Hodegetrii, którą reprezentuje ikona z Nowej Wsi, zawiera także przedstawienia hymnografow oraz rodziców Marii, czyli świętych Joachima i Anny. Tego typu przedstawienia były charakterystyczne właśnie dla ruteńskich ikon, podczas gdy na przykład na Bałkanach zestawiano zazwyczaj Matkę Boską tylko z prorokami. W ten sposób Madonnę otacza zgromadzenie tych, którzy byli świadkami Dobrej Nowiny, sławiącymi Marię w swych proroctwach, homiliach i hymnach. Odwołania do tych właśnie postaci odnajdziemy zresztą w homiliach z IX wieku. Rodzice Marii mogli występować jako odpowiedniki Adama i Ewy. Przede wszystkim jednak święci Joachim i Anna są łącznikami między Starym a Nowym Testamentem. Trzeba podkreślić, że nie występują oni w kanonicznych księgach biblijnych, lecz są bohaterami apokryficznymi. W ikonach ruskich dawnej Rzeczypospolitej w dolnym rzędzie Joachima i Annę otaczają hymnografowie. W VIII i IX wieku powstawały w Kościele wschodnim liczne hymny i kazania związane z kultem Bogurodzicy. Prorocy zapowiadają rolę Matki Boskiej, zaś hymnografowie krzewią jej kult.

Ikona Matka Boska Hodegetria w otoczeniu proroków, hymnografów i świętych dolny pas.
Od lewej: Józef Hymnograf, Stefan Hymnograf, rodzice Marii Anna i Joachim, Kosma Majumski, Jan z Damaszku


Podpisy mówią nam, że na ikonie ukazano Józefa Hymnografa, Jana z Damaszku, Stefana oraz Kosmę Majumskiego.

Józef Hymnograf trzyma w dłoni zwój z fragmentem Liturgii Św. Jana Złotoustego, która zawierała słowa: „Zaprawdę godnym jest wielbić Cię, Bogurodzico…”. Święty ten (zm. 886) pochodził z Sycylii, a jego życie obfitowało w barwne przygody. Z rodzimej wyspy musiał uciekać ze względu na inwazję arabską, przez jakiś czas przebywał jako mnich kaligraf w klasztorze w Salonikach, następnie przeniósł się do Konstantynopola. Wysłany do Rzymu, wpadł w ręce piratów i był więziony na Krecie. Wrócił jednak do Konstantynopola, przywożąc z sobą relikwie św. Bartłomieja. W stolicy założył monaster pod wezwaniem m.in. tego świętego i został jego opatem. W wyniku rozgrywek politycznych między cesarzem a patriarchą, z którym Józef się przyjaźnił, został zesłany na Krym. Ostatecznie wrócił do Konstantynopola i do śmierci pozostał przy kościele Hagia Sophia. Był autorem licznych hymnów, a twórczość jego była przesiąknięta liryzmem.

Święty Jan z Damaszku (zm. ok. 750) to jeden z najsłynniejszych teologów i hymnografów Kościoła powszechnego, znany m.in. z mów w obronie kultu obrazów. Był też autorem licznych dzieł i przyczynił się do uformowania zbioru pieśni liturgicznych – tak zwanego Ośmiogłasnika (Oktoechos). Z powodu jego częściowo arabskich korzeni ukazywano św. Jana z Damaszku w orientalizującym nakryciu głowy. Często też jego atrybutem w ikonach był zwój z początkowymi słowami hymnu liturgicznego – to kanon Bogurodzicy na niedzielę rano, pieśń pierwsza ze zbioru Oktoechos.

Stefan Hymnograf z kolei przedstawiony został ze zwojem z fragmentem hymnu z liturgii według św. Bazylego (także w odniesieniu do Matki Boskiej). Ciekawostką jest, że w zestawieniu czterech hymnografów św. Stefan występuje tylko w ikonach z Rusi Czerwonej – nie wiadomo nawet na pewno, czy nie jest to wynik jakiegoś błędu. Trudno jednoznacznie powiedzieć, o jakiego Stefana w ogóle tutaj chodzi – w kręgu św. Jana z Damaszku było kilku mnichów o tym imieniu. Wśród hipotez pojawiają się propozycje identyfikacji tej postaci jako św. Stefana Sabaity (zm. ok. 794) lub św. Stefana Hymnografa (zm. 807), krewnego Jana z Damaszku.

Czwarty hymnograf, Kosma, ma zwój z fragmentem hymnu poświęconego Matce Bożej, który pochodzi ze zbioru modlitw Ojców Kościoła, z pieśni dziewiątej akatystu Jezusa Chrystusa. Św. Kosma (zm. 750) zwany Melodosem, został adoptowany przez ojca Jana Damasceńskiego – obaj trafili do klasztoru św. Saby pod Jerozolimą. W końcu Kosma opuścił go i został biskupem Majumy koło Gazy – stąd określenie „Kosma Majumski”. Był jednym z najwybitniejszych hymnografów VIII wieku.

Tajemnica Wcielenia

Matka Boska cieszyła się kultem zwłaszcza jako Theotokos, czyli Boża Rodzicielka. Ten tytuł podkreślał tajemnicę Wcielenia, co wyrosło na bazie wczesnochrześcijańskich sporów o naturę Chrystusa. Boską naturę Mesjasza ilustrował m.in fakt, że dzieciątko Jezus było w sztuce bizantyńskiej ukazywane jako uosobienie dojrzałości – guz na czole miał podkreślać mądrość Wcielonego Słowa. Jezus trzyma zwinięty rulon Ewangelii – jest Słowem, które stało się Ciałem. Jednocześnie jednak nie mniej ważna jest ludzka natura Chrystusa – a Bóg wcielił się w człowieka dzięki Marii. Dopełnienie wizerunku Matki Boskiej z Dzieciątkiem poprzez przedstawienia jej świętych rodziców, proroków zapowiadających jej rolę w dziejach zbawienia oraz hymnografów sławiących ją w kolejnych stuleciach buduje kompleksową opowieść o Bogurodzicy – zamykając w jednej ikonie szeroki teologiczny kontekst opowieści o tym, jak Bóg stał się człowiekiem, rodząc się z Dziewicy.

W sam raz na Boże Narodzenie.

Opracowanie: dr Magdalena Łanuszka
Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.

dr Magdalena Łanuszka – absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, doktor historii sztuki, mediewistka. Ma na koncie współpracę z różnymi instytucjami: w zakresie dydaktyki (wykłady m.in. dla Uniwersytetu Jagiellońskiego, Akademii Dziedzictwa, licznych Uniwersytetów Trzeciego Wieku), pracy badawczej (m.in. dla University of Glasgow, Polskiej Akademii Umiejętności) oraz popularyzatorskiej (m.in. dla Archiwów Państwowych, Narodowego Instytutu Muzealnictwa i Ochrony Zbiorów, Biblioteki Narodowej, Radia Kraków, Tygodnika Powszechnego). W Międzynarodowym Centrum Kultury w Krakowie administruje serwisem Art and Heritage in Central Europe oraz prowadzi lokalną redakcję RIHA Journal. Autorka bloga o poszukiwaniu ciekawostek w sztuce: www.posztukiwania.pl.

Pozostałe teksty Magdaleny Łanuszki na portalu:

Co oznacza skrót IHS?
Modlitwa Chrystusa w Ogrójcu w realizacji Wita Stwosza

Niezwykłe przygody świętego Mikołaja
Niezwykły program dekoracji kielicha z kolekcji Muzeum Archidiecezjalnego w Krakowie
Winne opowieści – część pierwsza
Winne opowieści – część druga
Smoki w sztuce średniowiecznej: profanum
Smoki w sztuce średniowiecznej: sacrum
Średniowieczna miłość cudzołożna
Średniowieczne kobiety fatalne
Zmartwychwstanie w sztuce średniowiecznej

Smoki w sztuce średniowiecznej: sacrum

Wśród królewskich nagrobków w katedrze na Wawelu mamy m.in. wspaniały pomnik Władysława Jagiełły – dziś już wiadomo, że nagrobek ten powstał jeszcze za życia króla, a zatem władca sam zdecydował, jakie treści mają być w nim zawarte. Polityczny program ujęto w postaciach na bokach tumby, trzymających herby ziem, zaś sam Jagiełło (ukazany zresztą w ujęciu portretowym) został przedstawiony jako chrześcijański król, który pokonał zło. Owo zło symbolizuje smok wijący się pod stopami naszego władcy.
Średniowieczni odbiorcy dobrze rozumieli takie przedstawienia, w których dobry bohater depcze zło ukazane pod postacią smoka – najczęściej trafiały się one na ołtarzach, ponieważ za pogromców smoków uchodzili niektórzy święci.

Biblijne tropy

Określenie smoka jako symbolu zła jest zakorzenione w Biblii – chociażby w Psalmach, gdzie potęga Boga jest opisywana w kontekście pokonywania smoków („Ty ujarzmiłeś morze swą potęgą, skruszyłeś głowy smoków na morzu” – Psalm 74,13; „Będziesz stąpał po wężach i żmijach, a lwa i smoka będziesz mógł podeptać” – Psalm 91,13). W Księdze Daniela pojawia się opowieść o zniszczeniu węża, czczonego przez Babilończyków – w dawnych przekładach, chociażby w Biblii Jakuba Wujka, zwany on był smokiem (Dn 14,23-27). No i wreszcie kluczową rolę odegrał smok w Apokalipsie: objawił się jako siła zła, czyhając na Niewiastę interpretowaną jako Matka Boska („I inny znak się ukazał na niebie: Oto wielki Smok barwy ognia, mający siedem głów i dziesięć rogów – a na głowach jego siedem diademów. I ogon jego zmiata trzecią część gwiazd nieba: i rzucił je na ziemię. I stanął Smok przed mającą rodzić Niewiastą, ażeby skoro porodzi, pożreć jej dziecię” – Ap. 12,3-4).

Miniatura z anglo-normandzkiego rękopisu Apokalipsy z komentarzami, Anglia (Londyn?), ok. 12651270, Bodleian Library w Oksfordzie, MS. Douce 180, fol. 56.
Wikimedia Commons


Owego apokaliptycznego smoka pokonać miał archanioł Michał, chyba najważniejszy z archaniołów. Tradycyjnie przyjęło się, że to właśnie on ukazywał się Abrahamowi, oznajmił Sarze, że urodzi syna, oraz ostrzegł Lota o zniszczeniu Sodomy. To Michał miał powstrzymać Abrahama przed ofiarowaniem Izaaka oraz uratować Jakuba, z którym się siłował. Te i inne biblijne sceny bywały zatem ukazywane w ikonach poświęconych św. Michałowi (czego przykładem może być ikona z cerkwi w Szczawniku z 1631 roku, obecnie w Muzeum Okręgowym w Nowym Sączu). Co jednak najważniejsze, Michał ukazywany był jako dowódca i wojownik: odziany w zbroję, z uniesionym mieczem.

Ikona Św. Michał Archanioł z cerkwi w Szczawniku, 1631,
Muzeum Okręgowe w Nowym Sączu, digitalizacja: RPD MIK


Kluczowym zwycięstwem Michała miało być właśnie wspomniane w Apokalipsie pokonanie Smoka – strącenie szatana i jego aniołów: „I nastąpiła walka na niebie: Michał i jego aniołowie mieli walczyć ze Smokiem. I wystąpił do walki Smok i jego aniołowie, ale nie przemógł, i już się miejsce dla nich w niebie nie znalazło. I został strącony wielki Smok, Wąż starodawny, który się zwie diabeł i szatan, zwodzący całą zamieszkałą ziemię, został strącony na ziemię, a z nim strąceni zostali jego aniołowie” (Ap 12,7-9).

Nie zawsze jednak ukazywano Michała, jak walczy ze smokiem – czasami godzi mieczem w diabła (niemającego smoczych kształtów) lub w diabełki wieszające się na szali trzymanej przez archanioła wagi (jak np. w zwieńczeniu tryptyku św. Marii Magdaleny z Moszczenicy Niżnej koło Starego Sącza). Oto bowiem Michał ma być tym, który będzie ważył uczynki dusz w czasie Sądu Ostatecznego.

Zwieńczenie tryptyku św. Marii Magdaleny z Moszczenicy Niżnej koło Starego Sącza, ok. 1480, Muzeum Narodowe w Krakowie,
digitalizacja: RPD MIK


Rycerz i księżniczka

Gdy jednak widzimy w jakimś dziele sztuki świętego rycerza walczącego ze smokiem, nie musi to być wcale Michał – jeżeli nie ma skrzydeł, ale dosiada konia, to z pewnością jest to ktoś inny, a mianowicie św. Jerzy.

Muzeum Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie posiada dziewiętnastowieczny gipsowy odlew rzeźby św. Jerzego walczącego ze smokiem. Oryginał odlany z brązu pochodzi z zamku na Hradczanach, a dziś znajduje się w Galerii Narodowej w Pradze. Była to fundacja króla czeskiego i cesarza rzymskiego Karola IV Luksemburskiego, zapewne z 1373 roku. Tego typu wizerunki św. Jerzego zdobiły zamki i dwory w całej Europie – władcy, bractwa rycerskie czy też rycerskie zakony chętnie określały tego właśnie świętego jako swojego szczególnego patrona.

Św. Jerzy zabijający smoka, gipsowy odlew rzeźby z 1373 r. (oryginał w Galerii Narodowej w Pradze), XIX w.,
Muzeum Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, digitalizacja: RPD MIK


Kult św. Jerzego rozkwitł w czasach krucjat – i to właśnie wówczas do jego legendy wszedł epizod ze smokiem. Wcześniej Jerzy czczony był po prostu jako wczesnochrześcijański męczennik – trybun wojskowy z Kapadocji (dziś środkowa Turcja), umęczony w ramach prześladowań chrześcijan za cesarza Dioklecjana, na przełomie III i IV wieku. Tymczasem w okresie wypraw krzyżowych do legendy św. Jerzego wkradł się motyw pochodzący zapewne ze starożytnego mitu o Perseuszu, który wybawił królewnę Andromedę, złożoną w ofierze potworowi. Najstarsze przykłady ikonograficzne kultu św. Jerzego jako pogromcy smoka pochodzą z terenów Kapadocji; warto przy tym zauważyć, że za „pośrednika” mógł w tym wypadku posłużyć św. Teodor z Amasei zwany Tyronem, który – tak jak i Jerzy – miał być wojownikiem umęczonym w początkach IV wieku. W legendzie Teodora zwycięstwo nad smokiem funkcjonowało już w pierwszym tysiącleciu. Najpopularniejszy średniowieczny zbiór żywotów świętych, czyli trzynastowieczna Złota Legenda autorstwa Jacopa da Voragine, spopularyzowała tę opowieść w kontekście św. Jerzego: oto w Libii miał żyć smok, który swym oddechem zakażał powietrze. Aby go udobruchać, mieszkańcy miasta ofiarowywali bestii co dzień dwie owce; gdy zaś owiec zaczęło brakować, smok zaczął dostawać ofiary mieszane: z owiec i z ludzi (słusznie zatem twórcy Gry o Tron pokazali, że smoki zjadają najpierw bydło, a potem przechodzą do jedzenia dzieci…). Pewnego razu los padł na córkę króla – księżniczkę uratował jednak św. Jerzy, który pokonał smoka. Wedle jednej wersji legendy zabił go od razu (a widząc to, mieszkańcy miasta się nawrócili), wedle innej zaś uwięził, a zgładził dopiero później, gdy mieszkańcy miasta przyjęli chrześcijaństwo.

Św. Jerzy, kwatera ze skrzydła Tryptyku Trójcy Świętej, 1467,
Kaplica Świętokrzyska w katedrze na Wawelu. Wikimedia Commons

Kobieta ze smokiem

Nie możemy jednak zapominać, że również święte niewiasty występowały na ołtarzach ze smokami w roli atrybutów. Czasami taki atrybut miał formę małego smoczka, trzymanego na ramieniu lub nawet na smyczy – jak gdyby był to piesek. Najczęściej dotyczy to św. Małgorzaty, dziewicy i męczennicy.

Chór Świętych Dziewic (Małgorzata ze smokiem na smyczy), kwatera ze skrzydła Tryptyku Trójcy Świętej, 1467, Kaplica Świętokrzyska w katedrze na Wawelu. Wikimedia Commons


Małgorzata to kolejna wczesnochrześcijańska święta, która miała być umęczona w początkach IV wieku za cesarza Dioklecjana. Miała pochodzić z Antiochii; odmówiła zamążpójścia, ponieważ postanowiła ofiarować swe życie Chrystusowi, przez co była torturowana i w końcu ścięta. Popularna średniowieczna legenda mówiła, że w czasie swego uwięzienia Małgorzata przeżyła kuszenie – diabeł ukazał jej się pod postacią smoka, lecz ona nie dała się zastraszyć. Ludowa wersja tej opowieści przekazywała nawet informację o tym, że smok połknął Małgorzatę, ale święta użyła krzyżyka, którym rozpruła od środka brzuch bestii i wydostała się na zewnątrz. Stąd w wielu średniowiecznych przedstawieniach św. Małgorzata nie tyle depcze smoka, ile raczej wyłania się z niego.

Zwornik z przedstawieniem św. Małgorzaty, gipsowy odlew rzeźby sprzed 1322 r.
(oryginał na sklepieniu w zakrystii w katedrze na Wawelu), 18981899,
Muzeum Narodowe w Krakowie. Cyfrowe Dziedzictwo Kulturowe


Co ciekawe, niektóre legendy utożsamiały Małgorzatę z księżniczką uratowaną przez św. Jerzego. Najwyraźniej zatem połknięcie przez smoka było jej po prostu przeznaczone.

Choć św. Małgorzaty nie nazwalibyśmy Matką Smoków, to warto zauważyć, że nie tylko występowała ona ze smokiem, ale także... była patronką rodzących matek! Jakkolwiek wybór dziewicy na opiekunkę przy porodzie może wydawać się nie do końca trafiony, to w tym przypadku zaważyła właśnie historia o połknięciu przez smoka. Bo skoro Małgorzacie udało się bez szwanku wydostać ze smoczego brzucha, to jej wstawiennictwo mogło okazać się skuteczne przy niebezpiecznym przecież (i dla dziecka, i dla matki) akcie porodu…

Św. Marta i smok Tarasque, miniatura z Godzinek Henryka VIII, Jean Poyer, Tours, ok. 1500, The Morgan Library and Museum, Nowy Jork, MS H.8, fol. 191v. Wkimedia Commons


Inną świętą niewiastą ze smokiem była św. Marta – ewangeliczna siostra Marii, utożsamianej z Magdaleną, oraz Łazarza. Miała ona przyjmować Chrystusa w swoim domu, podawać mu wieczerzę – stąd święta ta stała się patronką gospodyń domowych. Szczególnym kultem cieszyła się Marta (podobnie jak Maria Magdalena oraz Łazarz) na terenach południowej Francji, tam bowiem wedle średniowiecznych legend miało się udać to rodzeństwo po Wniebowstąpieniu Chrystusa; tam też mieli zakończyć swe życia i w tamtejszych kościołach miały znajdować się ich szczątki.

Oczywiście w tej sytuacji również żywot św. Marty pojawił się w zbiorze Złota Legenda: dowiadujemy się z niego, że w lesie nad Rodanem, gdzieś między Arles a Awinionem, żył straszny smok o imieniu Tarasque – zamieszkiwał w rzece, a gdy Marta wyszła mu na spotkanie, zastała go w trakcie konsumowania jakiegoś człowieka. Święta pokropiła wówczas smoka wodą święconą i pokazała mu krzyż, a bestia natychmiast stała się łagodna. Marta związała ją więc własnym paskiem, a okoliczni mieszkańcy zabili dzidami i kamieniami. Co ciekawe, w niektórych wizerunkach św. Marta „zgubiła” smoka i występowała jedynie z wiaderkiem i kropidłem jako atrybutami – przykładem takiego właśnie przedstawienia może być kwatera ze skrzydła ołtarza z Korzennej (Mistrz Tryptyku z Wójtowej, ok. 1525, Muzeum Narodowe w Krakowie).

Św. Marta i św. Dorota, kwatera ze skrzydła nastawy z Korzennej, Mistrz Tryptyku z Wójtowej, ok. 1525, fot. Pracownia Fotograficzna MNK


Smok ujarzmiony

Żywoty wielu świętych zawierały epizod o pokonaniu smoka – Michał, Jerzy i Małgorzata byli najpopularniejsi, ale tego typu bestię ujarzmić mieli także na przykład św. Sylwester papież, św. Klemens biskup Metzu, św. Romanus biskup Rouen czy też św. Hilarion Pustelnik. Przedstawienie tego ostatniego mamy na skrzydle poliptyku św. Jana Jałmużnika, ufundowanego przez Mikołaja Lanckorońskiego z Brzezia przed 1504 rokiem do kaplicy przy kościele św. Katarzyny na krakowskim Kazimierzu. Dziś ołtarz ten znajduje się w Muzeum Narodowym w Krakowie – jego ikonografia jest bardzo interesująca, ponieważ zawiera sceny z legend mało u nas znanych świętych z Kościoła wschodniego. Hilarion uczynić miał nad smokiem znak krzyża, a wówczas bestia stanęła w płomieniach.

Kwatera ze sceną z legendy św. Hilariona, poliptyk Jana Jałmużnika, przed 1504,
Muzeum Narodowe w Krakowie, fot. Pracownia Fotograficzna MNK


Na drugim skrzydle tej samej nastawy widnieje kolejny smok – tym razem jednak nie jest on groźny. Ta kwatera przedstawia mało znany epizod z legendy św. Szymona Słupnika (Symeona Stylity), zanotowany we wczesnochrześcijańskim zbiorze Żywoty Ojców Pustyni. Do słupa, na którym mieszkał Symeon, przyczołgał się pewnego razu na wpół ślepy smok; okazało się, że w jego oku utknęła wielka drzazga. Symeon ją wyciągnął i w ten sposób uleczył smoka, który przez dwie godziny pozostał pod jego słupem, dziękując za ratunek, a następnie powrócił do swego legowiska, nikogo nie krzywdząc.

Kwatera ze sceną z legendy św. Symeona Słupnika, poliptyk Jana Jałmużnika, przed 1504 r.,
Muzeum Narodowe w Krakowie, fot. Pracownia Fotograficzna MNK


Oprócz żywotów świętych, smoki występowały także w świeckiej kulturze średniowiecza, na przykład w romansach rycerskich czy w lokalnych legendach różnych miast i grodów… To już jednak materiał na zupełnie inną opowieść.

Opracowanie: dr Magdalena Łanuszka
Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.

Czytaj także: Smoki w sztuce średniowiecznej: profanum

dr Magdalena Łanuszka – absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, doktor historii sztuki, mediewistka. Ma na koncie współpracę z różnymi instytucjami: w zakresie dydaktyki (wykłady m.in. dla Uniwersytetu Jagiellońskiego, Akademii Dziedzictwa, licznych Uniwersytetów Trzeciego Wieku), pracy badawczej (m.in. dla University of Glasgow, Polskiej Akademii Umiejętności) oraz popularyzatorskiej (m.in. dla Archiwów Państwowych, Narodowego Instytutu Muzealnictwa i Ochrony Zbiorów, Biblioteki Narodowej, Radia Kraków, Tygodnika Powszechnego). W Międzynarodowym Centrum Kultury w Krakowie administruje serwisem Art and Heritage in Central Europe oraz prowadzi lokalną redakcję RIHA Journal. Autorka bloga o poszukiwaniu ciekawostek w sztuce: www.posztukiwania.pl.

Wyświetlanie 3 rezultatów.