Blog

Wpisy oznaczone tagiem Muzeum Narodowe w Krakowie .

„Wielka Pani tej naszej POLSKIEJ OBECNOŚCI”

24 listopada 1908 roku w Starym Samborze (dzisiejsza Ukraina) urodziła się Maria Jarema, rzeźbiarka, malarka, scenografka, jedna z największych indywidualności polskiej sztuki. Tadeusz Kantor, z którym się przyjaźniła i intensywnie współpracowała, napisał o niej: 

„Wielka Pani
Tej naszej
POLSKIEJ OBECNOŚCI”.

Była artystką wywodzącą się z przedwojennej awangardy, uczennicą Ksawerego Dunikowskiego, współtwórczynią awangardowej Grupy Krakowskiej, a po wojnie członkinią Grupy Młodych Plastyków (która w 1957 roku przyjęła nazwę Grupy Krakowskiej II). Znana przede wszystkim z abstrakcyjnych obrazów i monotypii, cykli takich jak: Postacie, Figury, Głowy, Chwyty (1953), Wyrazy (1954–1957) oraz Filtry, Penetracje, Rytmy (1957–1958). Jednak zaczynała od rzeźby, do której po wojnie wracała raczej sporadycznie, jak np. w Tańcu z 1955 roku. Praca ta wspaniale oddaje fascynację artystki zjawiskiem ruchu i jego przedstawieniem w przestrzeni. Rzeźba jest abstrakcyjna w formie, ale bez trudu rozpoznajemy sylwetki przeplatających się w tańcu postaci. Niewielka (26 cm wysokości) mosiężna statuetka zdaje się wirować w naszych oczach. Wrażenie to pogłębia trójwymiarowa prezentacja rzeźby na naszym portalu.

„Wierna ideałom sztuki awangardowej, Jarema przedkładała twórczy eksperyment nad tradycyjne pojmowanie interpretowanego tematu: zerwała z definicją rzeźby jako statycznej bryły, wyrażając ekspresję tańca poprzez sugestię ruchu w przestrzeni. (…) Powyginane i zestawione ukośnie płaszczyzny nadają statuetce dynamizm. Liczne otwory płynnie wprowadzają powietrze i światło, dzięki czemu przestrzeń wokół rzeźby staje się aktywna. Niezwykła lekkość tej ażurowej kompozycji powoduje iluzję wirowania opływowych, miękkich form” (Agata Małodobry, Muzeum Narodowe w Krakowie).

W związku ze 110. rocznicą urodzin i 60. rocznicą śmierci artystki w Krakowie możemy uczestniczyć w wielu wydarzeniach, które przypominają tę wybitną osobowość artystyczną, poszerzając zarazem wiedzę o Jaremiance o mniej znane aspekty jej twórczości. W Cricotece już od 22 września funkcjonuje imponująca wystawa „Jaremianka. Zostaję w tym teatrze. Podoba mi się tu. Jej kuratorkami są Ania Batko i Ada Grzelewska. Potrwa do 17 lutego 2019 roku. Można na niej zobaczyć nie tylko słynne monotypie Marii Jaremy czy rzeźby, wśród których i nasz ukochany Taniec, ale także projektowane przez artystkę kostiumy i scenografie, jak również przybliżające jej prywatny wizerunek przedmioty osobiste – notatki, fotografie, zeszyty, farby, a nawet torebkę. Idźcie koniecznie!

Opracowanie: Kinga Kołodziejska (Redakcja WMM),Licencja Creative Commons
 

Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.

Historia pewnego pojedynku

Rzecz miała miejscu w Paryżu, w okolicach słynnej karuzeli – ogromnego diabelskiego koła – zwanej La Grande Roue (utrwalonej później na obrazie Szermierka). Była niedziela, 6 kwietnia 1914 roku. O godzinie 11.15 stanęli naprzeciwko siebie Leon Chwistek i Władysław Dunin-Borkowski, rówieśnicy i koledzy po fachu, jeszcze z czasów studiów w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. Obaj znaleźli się w Paryżu, by kontynuować swoje studia, Chwistek – rysunek, a Borkowski – malarstwo. Obaj byli też zaangażowani w działalność paryskiego oddziału paramilitarnego Związku Strzeleckiego będącego podstawą Legionów Polskich Józefa Piłsudskiego, do których wkrótce obaj zresztą wstąpili.

Pojedynkiem kierował Francuz Georges Dubois, autor jednego z pierwszych na świecie podręczników na temat sztuk walki i autorytet w dziedzinie zasad honorowych potyczek. Obecnych było również – zgodnie z regułami sztuki – dwóch lekarzy, a także po dwóch sekundantów dla każdej ze stron. Jednym z sekundantów Leona Chwistka był Bolesław Wieniawa-Długoszowski, przyszły adiutant marszałka Piłsudskiego i bohater niezliczonych anegdot z życia towarzyskiego II Rzeczypospolitej. Jednak tym, co wzbudziło największą sensację w ówczesnym Paryżu, był wybór broni. Francuzi używali w pojedynkach szpad. Tymczasem Chwistek i Borkowski mieli się zmierzyć – zgodnie z polskim zwyczajem – na szable. Ten fakt ściągnął na miejsce pojedynku również dziennikarzy. To im zawdzięczamy znajomość szczegółów wydarzenia, a także fascynujące zdjęcie z owego dnia, którego artystyczną interpretacją stała się 5 lat później Szermierka autorstwa prowodyra całego zamieszania, Leona Chwistka.

Fot. Pojedynek Leona Chwistka (z lewej) i Władysława Dunin-Borkowskiego, 6.04.1914, Paryż. Autor nieznany. Domena publiczna

„Możecie mi wierzyć, gdy Polacy się biją, biją się dobrze! Poszło o sprawy prywatne. Walczyli na sposób polski. Na szable. Posłużono się kodeksem warszawskim, który zabrania pchnięć. Walczący mieli zabandażowane szyje, osłonięte brzuchy, dopuszczono rękawicę chroniącą przedramię” – relacjonował już następnego dnia na pierwszej stronie „Le Petit Journal”.

Z kolei dziennikowi „Echo de Paris” zawdzięczamy opis przebiegu pojedynku minuta po minucie:

„(…) plan walki był następujący – pierwsze starcie – minuta, takaż przerwa, a kolejne starcia po dwie minuty z takimiż przerwami. Strony ustaliły, że walkę można zakończyć tylko wobec zdecydowanego oświadczenia lekarzy. Po każdym starciu walczący mieli cofnąć się na pozycje wyjściowe. Na sygnał kierującego starli się tak gwałtownie, że prof. Dubois musiał rozdzielić ich laską. W pozycji en garde rozpoczęli kolejne zwarcie. Zakończyło się ono cięciem p. Chwistka zwanym coup de figure a gauche. Borkowski został uderzony w skroń. Szabla przecięła mu tętnicę i obcięła ucho. Lekarze po zbadaniu obficie krwawiącej rany sprzeciwili się dalszej walce. Sekundanci ugięli się pod tą decyzją i namówili walczących do podania sobie rąk”.

W ten oto romantyczny sposób jeden z najsłynniejszych polskich malarzy, a także filozof i matematyk oraz główny teoretyk formizmu, walczył o honor swojej ukochanej, Olgi Steinhaus – wówczas jeszcze narzeczonej, a wkrótce żony Leona Chwistka. Powodem pojedynku stało się publiczne obrażenie Olgi przez Władysława Dunin-Borkowskiego, który w niewybrednych słowach wyraził się o żydowskim pochodzeniu wybranki autora powstałej 5 lat później Szermierki. Genezę powstania tego właśnie obrazu dziś – w 134. rocznicę urodzin Leona Chwistka – przywołujemy.

Opracowanie: Kinga Kołodziejska (Redakcja WMM), Licencja Creative Commons
Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.

Bibliografia:

Stanisław Mancewicz, O honor ukochanej Olgi, „Gazeta Wyborcza”, 13 lipca 2012.
Karol Estreicher, Leon Chwistek – biografia artysty 1884–1944, Warszawa 1971.

Niedziela u Matki

Geneza Dnia Matki sięga jeszcze czasów antycznych, kiedy to starożytni Grecy i Rzymianie otaczali kultem matki–boginie, takie jak Reja i Cybele, które były symbolami płodności i urodzaju. Niedziela u Matki to nazwa święta obchodzonego w Anglii w XVII wieku. Czwarta niedziela Wielkiego Postu była wolna od pracy i dlatego wiele osób w ten jeden dzień odwiedzało swoje matki. W tamtych czasach wiele dziewcząt i chłopców pracowało jako służba na dworach bogatych rodzin, mieszkając u swoich pracodawców. Święto to było obchodzone przez dwa wieki, następnie po niedługiej przerwie zostało przywrócone po zakończeniu II wojny światowej. Dzień Matki jest świętem międzynarodowym, obchodzonym jednak w różnych terminach, np. w Stanach Zjednoczonych w drugą niedzielę maja, w Norwegii jest to druga niedziela lutego, w Tajlandii 12 sierpnia, a w Indonezji 22 grudnia.

W Stanach Zjednoczonych historia Dnia Matki rozpoczęła się w roku 1858, kiedy to Ann Maria Reeves Jarvis wprowadziła Dni Matczynej Pracy. Natomiast Julia Ward Howe, od 1872 roku, pracowała nad wypromowaniem Dnia Matek dla Pokoju. W końcu, w 1905 roku Ann Marie Jarvis (córka wspomnianej Ann Jarvis) spopularyzowała właściwy Dzień Matki. Dzięki czemu w 1914 roku Kongres USA uznał Dzień Matki za święto narodowe.

W Polsce święto obchodzono po raz pierwszy w 1914 roku, w Krakowie. Od tamtego odległego momentu Dzień Matki jest obchodzony co roku 26 maja. Za ilustrację tego wydarzenia posłuży obraz Józefa Mehoffera Na letnim mieszkaniu/Portret żony. Przedstawia on matkę z synem we wnętrzu mieszkania. Na pierwszym planie elegancko ubrana kobieta, pozuje do portretu, tymczasem kilkuletni syn siedzi przy nakrytym stole, spogląda uśmiechając się w stronę widza. Obraz został namalowany w 1904 roku w Zakopanem, gdzie Mehofferowie przez kilka miesięcy wynajmowali nowo wzniesiony drewniany góralski dom. Z obrazu emanuje spokój, atmosfera odpoczynku i rodzinnego bycia razem.

Wszystkim mamom życzymy dobrego świętowania!

Opracowanie: Paulina Kluz (Redakcja WMM),
Licencja Creative Commons

Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.

Źródło: https://historiamniejznanaizapomniana.wordpress.com/2015/05/26/dzien-matki/ (data dostępu: 25 maja 2017).

Wiosną w ogrodzie

Wiosenny czas (chociaż w momencie pisania tekstu chłodny i deszczowy) inspiruje do zwrócenia się w stronę mody i natury. Zbliża się „majówka” sprzyjająca (o ile pogoda pozwoli) piknikom, spacerom i wyjazdom. Do zilustrowania tych skojarzeń posłużyć może obiekt z kolekcji Muzeum Narodowego w Krakowie.

 

Suknia ogrodowa została uszyta ręcznie z muślinu w Paryżu ok. 1860 roku. Sama w sobie jest dziełem sztuki. Na jasnym delikatnym tle materii wydrukowano wzór przedstawiający roślinność wodną, różnokolorowe motyle i ważki. Jedynie brzeg tkaniny symbolizujący wodę jest intensywnie niebieski. Muślin uważany jest za jedną z najczystszych, najprostszych i najdelikatniejszych tkanin. Otwarty splot nadaje lekkości materiałowi. Suknia ma długie rękawy i spódnicę z trenem. Swoją szeroką formę zawdzięcza spodniemu usztywnieniu zwanemu krynoliną[1], które pojawiło się w 1856 roku. August Person dokonał odkrycia, „dzięki” któremu można było wykonać halkę na podstawie „klatki” ze stalowych obręczy. Taki typ halki stanowił oparcie dla wielu warstw tkaniny bardzo szerokich spódnic. Rozmiary spódnicy przyczyniały się do powiększenia wrażenia szczupłości ściśniętej gorsetem talii. Pod lekkie letnie suknie na krynolinę zakładano dwie białe jedwabne halki, a pod ciężkie zimowe toalety – pojedynczą halkę.

Ubiór od początku swego istnienia pełnił rolę kodu przekazującego różnorodne informacje: o pozycji społecznej, zamożności i poniekąd sytuacji matrymonialnej. W jaki sposób współcześnie oddziałujemy na innych za pomocą ubioru, a także dlaczego wybieramy takie, a nie inne kolory, style i kroje? Za pomocą stroju ludzie często pragną stworzyć określony wizerunek. W XIX wieku wszechobecny był ściśle określony dress code. Starannie dobierano garderobę na szczególne okazje: bale, spotkania towarzyskie, wizyty w teatrach czy muzeach. Kobiety eleganckie – poza majątkiem i znajomością aktualnych trendów mody – musiały wykazać się umiejętnością dostosowania ubioru do okoliczności. Nawet suknie, w których spacerowały po ogrodzie, były szyte według określonych zasad.

Suknia ogrodowa z kolekcji Muzeum Narodowego w Krakowie zachwyca materią i kunsztem wykonania, ale pojawia się też myśl o praktycznym ograniczeniu dla kobiet wynikającym ze skomplikowanej formy. Z jednej strony mamy lekkość falującej sukni, z drugiej – ograniczenie ruchów, skrępowanie i utrudnienie wykonywania podstawowych czynności. Ciemna chmura pojawiła się nad sielską atmosferą ogrodu… Wytworna suknia „opowiada” wiele historii: jest dziełem sztuki, przedstawicielką mody, a także świadkiem zjawisk kulturowych epoki, jest też osobistą historią kobiety, która ją zakładała.

 

P.S. Polecamy interpretację tematyczną – ZmiaNAstroju, a w niej szkic o zmieniających się formach sukni. Jego autorką jest Sylwia Trzaska – absolwentka UJ, tłumaczka literatury i historyczka sztuki. Autorka kolekcjonuje stroje, lubi pchle targi, małe muzea i ogrody botaniczne.

Opracowanie: Mirosława Bałazy (Redakcja WMM),
Licencja Creative Commons

Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.


[1] „Krynolina: nazwa pochodzi od francuskiego crin – włosie, ponieważ pierwsze XIX-wieczne krynoliny zawdzięczały swój nienaganny kształt dzwonu specjalnym wkładkom z włosia. Przed rokiem 1842, kiedy po raz pierwszy zastosowano owo rozwiązanie, stożkową linię spódnicy uzyskiwano dzięki kilku, a nawet kilkunastu sztywnym halkom, na których ta się opierała. Kilkanaście lat później włosienne wkładki elegantki zastąpiły wynalezioną przez Augusta Persona (1856) stalową klatką, ewentualnie bezpośrednio wszywanymi w materiał sukni stalowymi obręczami. Najszerszy, trzymetrowy obwód miały krynoliny z żurnali mody z 1859 roku. Konstrukcja krynoliny, uchodząca w swoim czasie za lekką (w porównaniu z wagą kilku ciężkich halek), nowoczesną i wygodną, sprawiała problemy w siadaniu. Ze względu na modę konstruowano specjalne fotele bez bocznych oparć, aby pomieścić spódnicę; zdarzało się, że eleganckie damy dworu mościły się malowniczo na podłodze. Problemem bywało też przejście przez drzwi, ponieważ spódnice nie mieściły się w nich, a zgniecione traciły swój idealny kształt klosza. Od lat 70. XIX wieku krynolina zanika, zastępuje ją przywrócony do łask cul de Paris, uformowany na inny, nowy sposób: poduszki przesunięte do tyłu, tworzą pokaźną wypukłość akcentowaną dodatkowo trenem, tzw. turniurę” (Syliwa Trzaska, ZmiaNAstroju, http://muzea.malopolska.pl/interpretacje/-/a/zmianastroju, data dostępu: 27 kwietnia 2017).

Lato, lato, lato czeka...

Koniec roku szkolnego jest już blisko... Do zilustrowania nadchodzącego wakacyjnego czasu wybraliśmy obiekt przepełniony światłem i radosnym nastrojem: „Na letnim mieszkaniu”/„Portret żony” Józefa Mehoffera. Józef Mehoffer był jednym z najwybitniejszych przedstawicieli sztuki Młodej Polski.

Obraz przedstawiający Jadwigę z Janachowskich powstał w roku 1904 w Zakopanem, gdzie Mehofferowie przez kilka miesięcy wynajmowali drewniany góralski dom. Żona artysty pozuje w wytwornym wnętrzu. W ręce trzyma gałązkę sosny, sprawia wrażenie, jakby właśnie wróciła ze spaceru. Na drugim planie, przy nakrytym do posiłku stole, siedzi syn. Na płótnie dominują ciepłe odcienie żółcieni. Portret został podarowany do kolekcji Muzeum Narodowego w Krakowie przez Feliksa Jasieńskiego. Obecnie można go oglądać w Domu Józefa Mehoffera przy ulicy Krupniczej 26. Józef Mehoffer kupił pałacyk w 1932 roku urzeczony jego wyglądem oraz przestrzenią dziedzińca i ogrodu. Przeprowadził jego generalny remont. Bryłę budynku pozostawił niezmienioną, wprowadził natomiast nowe podziały wnętrz. W gronie najbliższych budynek nazywano „Pałacykiem pod szyszkami”. Muzeum – dom artysty zostało otwarte dla publiczności w 1996 roku. Wizyta w domu i ogrodzie Mehoffera może być jedną z wakacyjnych propozycji na spędzenie czasu w mieście.

Opracowanie: Mirosława Bałazy (Redakcja WMM),
Licencja Creative Commons

Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.

Wyświetlanie 5 rezultatów.