Blog

Wpisy oznaczone tagiem Magdalena Łanuszka .

„Od powietrza […] wybaw nas Panie!”, czyli o wybranych świętych „od zarazy”



W zbiorach Muzeum Okręgowego w Nowym Sączu znajduje się ikona przedstawiająca św. Dymitra (św. Demetriusza) w otoczeniu scen z jego życia i legendy. Ikona ta pochodzi z cerkwi we wsi Czarna w Beskidzie Sądeckim. Ostatnia wśród scen otaczających wizerunek świętego ukazuje Uzdrowienie chorego na grobie św. Dymitra.

Ikona Św. Demetriusz Męczennik, 1. poł. XVII w., Muzeum Okręgowe w Nowym Sączu. Digitalizacja: RPD MIK, domena publiczna


Oczywiście szczątki wielu świętych miały mieć moce uzdrawiające. W licznych legendach powtarza się wątek chorego (czy nawet umierającego), który – przyniesiony do grobu świętego – w cudowny sposób odzyskuje zdrowie. Wielu świętych miało wręcz „specjalizacje” w przywracaniu do zdrowia w konkretnych chorobach, co często wiązało się z ich męczeństwem. I tak na przykład, św. Apolonia, której zmiażdżono szczękę, miała być pomocna w przypadku bólu zębów, zaś św. Dionizy, który po ścięciu wziął swoją głowę i sobie poszedł, oczywiście miał wspierać cierpiących na migreny. Gdy jednak dochodziło do epidemii, wówczas zwracano się o pomoc do innych świętych – tych, którzy mieli najlepiej radzić sobie w przypadku zarazy.

Św. Sebastian: zabili go i uciekł

Głównym obrońcą przed zarazą był św. Sebastian. To wczesnochrześcijański męczennik z III wieku (zginął w ramach prześladowań za czasów cesarza Dioklecjana), który – podobnie jak wspomniany wcześniej św. Dionizy – miał być jednym z tych świętych, których wyjątkowo trudno było zabić. Najstarszy żywot tego męczennika, Passio Sancti Sebastiani, niegdyś przypisywany św. Ambrożemu z Mediolanu, był przez badaczy datowany na IV lub V wiek. Najpopularniejszy w średniowieczu zbiór żywotów świętych, czyli trzynastowieczna Złota Legenda Jakuba de Voragine, powielał informacje z tego tekstu, dodając jeszcze cuda, zanotowane w Dialogach św. Grzegorza oraz Historii Lombardzkiej Pawła Diakona. Możemy zatem przeczytać, że Sebastian był obywatelem Mediolanu, żołnierzem w cesarskiej straży przybocznej, zagorzałym chrześcijaninem. Gdy potwierdził przed cesarzem Dioklecjanem swoją wiarę, ów kazał go przywiązać (do słupa czy też drzewa) i zabić strzałami z łuku. Jak mówi Złota Legenda: „Tyle strzał tedy utkwiło w nim, że podobny był do jeża”. A jednak, następnego dnia Sebastian zjawił się w pałacu, mówiąc: „Pan raczył przywrócić mi życie, żebym przyszedł do was i wytknął wam, jak źle postępujecie wobec sług Chrystusowych”. Został wtedy skazany na kolejną śmierć, tym razem przez biczowanie. Ciało jego wrzucono do kloaki, skąd wyłowiła go św. Lucyna i pochowała.

Mistrz z Sigmaringen, Męczeństwo Świętego Sebastiana, 1500–1510,
Muzeum Narodowe w Krakowie. Zbiory cyfrowe MNK, domena publiczna


Głównym powodem, dla którego św. Sebastian był uważany za skutecznego orędownika w przypadku epidemii, były owe strzały – ponieważ strzała, niosąca śmierć z powietrza, symbolizowała mór, czyli zarazę. Powiązanie to ma korzenie przedchrześcijańskie, starożytne: Apollo, bóg ukazywany z łukiem i strzałami, miał mieć moc zsyłania zarazy. Swoją drogą, piękne, młode i nagie – lub półnagie – ciało św. Sebastiana w sztuce chrześcijańskiej niewątpliwie nawiązywało do wizerunków boga Apolla.

Emanuel Herncisz, Apollino, 1877, Kraków, Muzeum ASP w Krakowie.
Digitalizacja: RPD MIK, domena publiczna
Andrea Vaccaro, Męczeństwo Świętego Sebastiana, ok. 1640, Galeria Canesso w Paryżu.
Fot. Wikimedia Commons, domena publiczna


Główną zarazą powracającą w średniowieczu była epidemia dżumy, od czasu do czasu przeradzająca się w pandemię. Pierwszą pandemią, u zarania średniowiecza, była ta, która rozpoczęła się w Konstantynopolu w latach 541–542, za czasów cesarza Justyniana. W szczytowym jej momencie w mieście umierało prawdopodobnie 5000 osób dziennie. Sam cesarz zachorował, lecz przeżył. Zaraza jednak rozprzestrzeniła się, szczególnie w miastach portowych Morza Śródziemnego. Nawroty epidemii miały miejsce do połowy VIII wieku i do tego czasu mogło na nią umrzeć nawet 50 milionów ludzi (co oznaczałoby 50% populacji terenów objętych zarazą). Niemal połowa ludności Eurazji zmarła na dżumę w czasie drugiej pandemii, w latach 40. i 50. XIV wieku. Trzecia pandemia miała miejsce już w wieku XIX. Oczywiście pomiędzy pandemiami następowały mniejsze i lokalne nawroty zarazy. Niewykluczone, że patronat św. Sebastiana wobec epidemii wiązał się z tym, że męczennik ten miał „przeżyć” przeszycie ciała strzałami, zaś ślady po nich mogły przypominać owrzodzenia zadżumionych. Zresztą wspomniana wyżej Złota Legenda podaje za Historią Longobardzką, że św. Sebastian okazał się pomocny w czasie, gdy „cała Italia tak bardzo cierpiała od zarazy, że ledwie jeden drugiego zdołał grzebać”. Zaraza ustąpiła, gdy wzniesiono w jednym z kościołów w Pawii ołtarz św. Sebastiana.

Św. Roch: kwarantanna w lesie

Kolejnym świętym od zarazy był Roch – on z kolei żył w XIV wieku, czyli w czasach wspomnianej drugiej pandemii, Czarnej Śmierci, której szczytowy moment nastąpił między 1347 a 1351 rokiem. Roch miał urodzić się w szlacheckiej rodzinie w Montpellier. Jak mówi Złota Legenda, przyszedł na świat ze znamieniem w formie krzyża. Jego rodzice zmarli, gdy miał 12 lat. Odziedziczony majątek przeznaczył wówczas na cele dobroczynne, a sam udał się na pielgrzymkę do Italii. Dlatego św. Roch był także patronem pielgrzymów: ukazywany w podróżnym stroju, z kapeluszem i laską pielgrzymią.

Jako że Italia walczyła wówczas z zarazą, Roch zajął się opieką nad chorymi – okazało się także, że ma moc uzdrawiania. W Rzymie uratował od zarazy pewnego kardynała z Lombardii, czyniąc mu na czole znak krzyża, który mu się na stałe odcisnął. W końcu, w Piacenzie, Roch sam się zaraził, przez co musiał opuścić miasto. Schronił się w samotni w lesie, czyli w zasadzie… poddał się kwarantannie! Kłopot w tym, że nie miał mu kto dostarczać jedzenia. Aż pojawił się pies, który dostarczył Rochowi chleb. Roch przeżył, a później trafił do więzienia, niesłusznie oskarżony o szpiegostwo, gdzie zmarł. W sztuce Rocha ukazywano najczęściej z gestem wskazywania na ranę (owrzodzenie) na nodze; jego atrybutem jest pies, często z bochenkiem chleba w pysku.

Francisco Ribalta, Św. Roch, 1600–1610, Muzeum Sztuk Pięknych w Walencji.
Fot. Wikimedia Commons, domena publiczna


Podobnie jak figury św. Sebastiana, również rzeźby ukazujące św. Rocha często umieszczano w ramach dekoracji tak zwanych kolumn morowych. Były to głównie późnobarokowe pomniki, stawiane w XVII i XVIII wieku w wielu miastach na terenie ówczesnej monarchii Habsburgów. Do dziś jest to jeden z wyjątkowo charakterystycznych elementów pejzażu Europy Środkowej. Stawiano je na rynkach i placach po ustąpieniu zarazy. Najczęściej miały formę kolumny zwieńczonej przedstawieniem Matki Boskiej lub Trójcy Świętej, z rozbudowaną bazą zdobioną dodatkowymi rzeźbami: patronów miasta czy regionu, oraz właśnie świętych „specjalizujących się” w zarazie.

Kolumna morowa w Ołomuńcu, 1715–1723
(fund. Václav Render, wyrzeźbili Jan Sturmer i Tobiáš Schütz).
Fot. Michal Maňas, Wikimedia Commons, domena publiczna.
W dolnej części wśród świętych zostali ukazani m.in. św. Roch oraz św. Sebastian.


Św. Elżbieta Węgierska: trędowaty w łożu królewny

Oprócz dżumy w średniowieczu poważną chorobą zakaźną (choć nie o przebiegu ostrym lecz przewlekłym) był trąd. Postać trędowatego bywała także atrybutem świętych – na przykład św. Elżbiety Węgierskiej, zwanej też Elżbietą z Turyngii. Żyła ona w początkach XIII wieku (1207–1231), była córką króla Węgier, Andrzeja II. W wieku 14 lat została żoną Ludwika IV, landgrafa Turyngii, któremu urodziła trójkę dzieci. Sześć lat po ślubie Ludwik zmarł w trakcie wyprawy krzyżowej. Owdowiała Elżbieta złożyła śluby czystości (choć rodzina chciała ponownie wydać ją za mąż) i przeniosła się do Marburga. Założyła tam szpital, w którym osobiście zajmowała się chorymi. Zmarła w wieku 24 lat i już 4 lata później została kanonizowana.

Jedną z najciekawszych legend związanych ze św. Elżbietą jest opowieść osadzona jeszcze za życia jej małżonka. Otóż pewnego razu Elżbieta miała położyć potrzebującego trędowatego w swym małżeńskim łożu. Gdy Ludwik odsłonił posłanie, zamiast chorego ujrzał w łożu krucyfiks. Pobożny landgraf zrozumiał, że w swej działalności dobroczynnej jego żona służy samemu Chrystusowi i nie sprzeciwiał się jej kolejnym poświęceniom na rzecz chorych i potrzebujących.

Cud z krucyfiksem, kwatera z ołtarza katedry św. Elżbiety w Koszycach, 1474–1477.
Fot. Alexander Jiroušek, wg: Ivan Gerát, Legendary Scenes. An Essay on Medieval Pictorial Hagiography, Bratislava 2013, fig. IV/21, s. 181.


Warto na koniec zauważyć, że jedną z najczęściej powtarzających się scen w cyklach św. Elżbiety jest przedstawienie opieki nad chorymi: oto Elżbieta osobiście kąpie pacjenta. Już w średniowieczu bowiem wbrew pozorom zdawano sobie sprawę, że kluczem do zachowania lub odzyskania zdrowia jest… higiena! Nie tylko zatem ręce, ale i resztę ciała należy starannie myć – a może wówczas już wstawiennictwo świętych Sebastiana czy Rocha nie będzie nam potrzebne.

Św. Elżbieta myje chorego, kwatera z ołtarza katedry św. Elżbiety w Koszycach, 1474–1477.
Fot. Of, Wikimedia Commons, CC BY-SA 3.0


Opracowanie: dr Magdalena Łanuszka
Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.

dr Magdalena Łanuszka – absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, doktor historii sztuki, mediewistka. Ma na koncie współpracę z różnymi instytucjami: w zakresie dydaktyki (wykłady m.in. dla Uniwersytetu Jagiellońskiego, Akademii Dziedzictwa, licznych Uniwersytetów Trzeciego Wieku), pracy badawczej (m.in. dla University of Glasgow, Polskiej Akademii Umiejętności) oraz popularyzatorskiej (m.in. dla Archiwów Państwowych, Narodowego Instytutu Muzealnictwa i Ochrony Zbiorów, Biblioteki Narodowej, Radia Kraków, Tygodnika Powszechnego). W Międzynarodowym Centrum Kultury w Krakowie administruje serwisem Art and Heritage in Central Europe oraz prowadzi lokalną redakcję RIHA Journal. Autorka bloga o poszukiwaniu ciekawostek w sztuce: www.posztukiwania.pl.

Pozostałe teksty Magdaleny Łanuszki na portalu:

Co oznacza skrót IHS?
Modlitwa Chrystusa w Ogrójcu w realizacji Wita Stwosza

Niezwykłe przygody świętego Mikołaja
Niezwykły program dekoracji kielicha z kolekcji Muzeum Archidiecezjalnego w Krakowie
Winne opowieści – część pierwsza
Winne opowieści – część druga
Smoki w sztuce średniowiecznej: profanum
Smoki w sztuce średniowiecznej: sacrum
Średniowieczna miłość cudzołożna
Średniowieczne kobiety fatalne
Zmartwychwstanie w sztuce średniowiecznej

Skarb znaleziony na strychu. Co się kryje w ikonie Hodegetrii z Nowej Wsi?

W latach 1947–1950 w ramach akcji „Wisła” przeprowadzono masowe przesiedlenia Ukraińców, Bojków, Dolinian i Łemków zamieszkujących od wieków tereny Polski południowo-wschodniej. W jednym z połemkowskich gospodarstw w Nowej Wsi nowi polscy właściciele odkryli wspaniałą ikonę przedstawiającą Matkę Boską Hodegetrię w otoczeniu proroków, hymnografów i świętych. Nie wiadomo, skąd się tam wzięła i w jaki sposób przetrwała (w dobrym stanie!). W 1977 roku obiekt ten zakupiło Muzeum Okręgowe w Nowym Sączu. Ikona datowana jest na koniec XV wieku i zawiera bardzo dużo niezwykle interesujących szczegółów.

Ikona Matka Boska Hodegetria w otoczeniu proroków, hymnografów i świętych, koniec XV wieku, Nowa Wieś,
Muzeum Okręgowe w Nowym Sączu. Digitalizacja: RPD MIK, domena publiczna


Co to jest Hodegetria?

Wedle tradycji cesarzowa Pulcheria w V wieku ufundowała w Konstantynopolu monastyr (klasztor) Hodegon wzniesiony wokół cudownego źródła, dzięki któremu ślepcy mieli odzyskiwać wzrok. Przyprowadzali ich tam przewodnicy (hodegoi) lub też po prostu mnisi z klasztoru. To właśnie z tym miejscem związana była najsłynniejsza ikona Matki Boskiej Hodegetrii, czyli Przewodniczki. W przedstawieniu tym Maria wskazuje dłonią na błogosławiącego Chrystusa, siedzącego na jej ramieniu, objawiając w ten sposób ludziom drogę do zbawienia.

Legenda przypisała autorstwo ikony św. Łukaszowi Ewangeliście, który miał namalować Marię i Jezusa „z natury”, na desce stołu. W kaplicy monastyru ikona ta miała znajdować się już w połowie V wieku (sprowadzona przez cesarzową Pulcherię). Jednakże, choć w Bizancjum formacja kultu maryjnego nastąpiła między V a VII wiekiem, to sama świątynia Hodegetrii pierwszy raz wzmiankowana była dopiero w IX wieku. Ostatnie badania wiążą ten klasztor z panującym wówczas cesarzem Michałem III i trudno ostatecznie stwierdzić, czy słynna Hodegetria była rzeczywiście ikoną późnostarożytną. Jej kult rozwinął się na dobre dopiero w średniowieczu. Nie wiemy nawet na pewno, czy było to ujęcie w półpostaci. Ostatecznie to właśnie półfigurowa kompozycja zyskała popularność (od około połowy XI wieku).

W całym chrześcijańskim świecie, zarówno w Kościele wschodnim jak i zachodnim, przez kolejne stulecia powielano wizerunki Matki Boskiej Hodegetrii w różnych wariantach i niezliczonej ilości egzemplarzy. Legendy dotyczące cudownych wizerunków bardzo często „przechodziły” na ich kopie – stąd też liczne Hodegetrie (w tym także m.in. Matka Boska Częstochowska) były określane jako dzieło samego św. Łukasza. Oryginał z klasztoru Hodegon niestety nie przetrwał zdobycia Konstantynopola przez Turków w 1453 roku. Już w tekstach średniowiecznych mieszano nazwy klasztoru i ikony, wywodząc je od siebie nawzajem.

Cuda w każdy wtorek!

Wedle piętnastowiecznych relacji oryginalna ikona z klasztoru Hodegon była bardzo ciężka: przyozdobiono ją złotniczą sukienką i wystawiano w żelaznej kasecie. Pojawiła się nawet informacja, że podobrazie tej ikony było z kamienia, co jednak jest mało prawdopodobne. Ciężar obrazu miał znaczenie, ponieważ noszono go w każdy wtorek po mieście i wówczas odnotowywano liczne uzdrowienia.

Cotygodniowe procesje ikony po Konstantynopolu były relacjonowane przez obserwatorów z XIV wieku (takich jak Stefan Nowogrodzianin, Ignacy Smoleński, Aleksander Diak oraz anonimowi pielgrzymi). Jeszcze w pierwszej połowie XV wieku Diakon Zosim wspomniał, że w każdy wtorek Bogurodzica czyni cuda w monasterze Hodegetrii. Procesja wtorkowa mogła być ustanowiona prawdopodobnie pod koniec XIII wieku. W kolejnym stuleciu z kultem Matki Boskiej Hodegetrii pozwiązano słynny Akatyst ku czci Bogurodzicy, czyli wzorcowy hymn liturgiczny, który wywodzić się miał z twórczości Romana Melodosa z VI wieku, a ukształtować ostatecznie w VII lub VIII wieku. To właśnie rola hymnów w kulcie maryjnym w niezwykły sposób została podkreślona w ikonie z Nowej Wsi.

Różdżka, drabina i owcze runo

Ikona to zawsze obraz plus tekst. Nawet łatwo rozpoznawalne postacie są w sztuce wschodniej podpisane, przynajmniej skrótowo. W ikonie w Nowym Sączu w lewym górnym rogu jest archanioł Michał, zaś w prawym – archanioł Gabriel. Matka Boska i Jezus Chrystus są opisani odpowiednimi skrótami poniżej. Natomiast dookoła zostali umieszczeni prorocy oraz hymnografowie, czyli twórcy poezji, hymnów i pieśni liturgicznych Kościoła wschodniego.

Hodegetria w otoczeniu proroków to jeden z najciekawszych typów w malarstwie ziem ruskich dawnej Rzeczypospolitej. Trudno jednoznacznie wskazać konkretne źródło inspiracji dla tego typu przedstawień. Prawdopodobnie złożyły się na nie liczne tradycje, a interpretować je można m.in. w odniesieniu do zachowanych kazań oraz hymnów. Najstarsze ikony tego typu pochodzą z klasztorów na górze Athos i górze Synaj i datowane są na XI–XIII wiek. Na ziemiach ruskich ten typ ikon był szczególnie popularny w XV–XVI wieku.

Przedstawienia Matki Boskiej z Dzieciątkiem w otoczeniu proroków wpisują się w popularne w średniowiecznej teologii podkreślanie zgodności między Starym i Nowym Testamentem; zresztą powiązanie Bogurodzicy ze starotestamentowymi proroctwami na temat Wcielenia znajdziemy już w piśmiennictwie Ojców Kościoła. Jacy zatem starotestamentowi prorocy otaczali Matkę Boską?

U góry po lewej ukazano Mojżesza. Co ciekawe, nie ma on żadnego atrybutu ani zwoju z cytatem. W innych tego typu kompozycjach pojawia się odniesienie do krzewu gorejącego, pod postacią którego Bóg ukazał się Mojżeszowi. Płomień, który pali, lecz nie niszczy, to symbol dziewictwa Marii.

W prawym górnym rogu, do pary z Mojżeszem, ukazany został jego brat Aaron. Mojżesz i Aaron to patriarchowie Domu Izraela i rodu Dawidowego, z którego wywodził się Mesjasz. Aaron ubrany jest w bogate szaty podkreślające godność pierwszego arcykapłana. Jego atrybutem jest kwitnąca laska, ponieważ wybór Aarona na arcykapłana został potwierdzony cudem opisanym w Księdze Liczb (17,16-26). Każdy z przedstawicieli dwunastu pokoleń Izraela złożył laskę w Namiocie Spotkania i tylko ta należąca do Aarona zakwitła i wydała owoce. „Różdżka Aarona” także symbolizuje Matkę Boską w cudowny sposób przynoszącą światu owoc w postaci Mesjasza.

Ikona Matka Boska Hodegetria w otoczeniu proroków, hymnografów i świętych – detale: po lewej Mojżesz, po prawej Aaron


Poniżej widnieje kolejna para proroków, tym razem królewska: to Dawid i Salomon, obydwaj w koronach na głowach. Dawid trzyma w dłoni model Arki Przymierza, którą przeniósł na wzgórze Syjon w Jerozolimie, zaś Salomon wybudował dla niej Pierwszą Świątynię. W tekstach Matka Boska, w której łonie skrył się Mesjasz, była przyrównywana zarówno do Świątyni kryjącej Arkę, jak i do samej Arki Przymierza, w której Izraelici przechowywali dowody obecności Boga.

Ikona Matka Boska Hodegetria w otoczeniu proroków, hymnografów i świętych – detale: po lewej król Dawid, po prawej król Salomon


Następna para to Gedeon i Jakub. Futrzasta kula w dłoniach Gedeona to owcze runo – atrybut tej postaci wywodzi się od cudu, opisanego w Księdze Sędziów. Aby przekonać się, czy Bóg pomoże Izraelitom w walce z Midianitami, sędzia Gedeon najpierw poprosił, aby pozostawione na noc na ziemi runo pokryło się rosą, choć ziemia dookoła miała zostać sucha. Gdy tak się stało, Gedeon poprosił raz jeszcze o cud odwrotny, aby rano na mokrej ziemi runo pozostało suche. Runo, które pozostało suche mimo rosy, interpretowano jako odniesienie do Marii, która pozostała dziewicą mimo urodzenia Mesjasza.

Jakub natomiast to patriarcha, syn Izaaka i wnuk Abrahama. Oprócz zwoju z proroctwem ma atrybut w postaci drabiny. Odnosi się ona do jego wizji sennej, opisanej w Księdze Rodzaju (Rdz 28,12), w czasie której ujrzał aniołów wstępujących i zstępujących z nieba po drabinie. Drabina łącząca niebo i ziemię może być w tym przypadku również symbolem Matki Boskiej.

Ikona Matka Boska Hodegetria w otoczeniu proroków, hymnografów i świętych – detale: po lewej Gedeon, po prawej Jakub


Kolejną parą proroków są Micheasz i Ezechiel, ukazani ze zwojami. Dodatkowym atrybutem proroka Ezechiela są drzwi, a właściwie brama – w odniesieniu do fragmentu z Księgi Ezechiela (Ez 44,1-3): „I rzekł do mnie Pan: »Ta brama ma być zamknięta. Nie powinno się jej otwierać i nikt nie powinien przez nią wchodzić, albowiem Pan, Bóg Izraela, wszedł przez nią«”. Zamknięta brama może symbolicznie odnosić się do dziewictwa Marii. „Brama niebios” była zresztą jednym z popularnych określeń Matki Boskiej.

Ikona Matka Boska Hodegetria w otoczeniu proroków, hymnografów i świętych – detale: po lewej Micheasz, po prawej Ezechiel


W Starym Testamencie wyróżnia się czterech proroków większych oraz dwunastu proroków mniejszych – do tych ostatnich należą Micheasz oraz ukazany w kolejnej parze Amos. Tymczasem zarówno Ezechiel, jak i zestawiony w ikonie z Amosem Izajasz, to prorocy więksi. Izajasz oprócz zwoju ma tutaj dodatkowy atrybut w postaci kwitnącej laski, podobnej do tej, którą trzyma Aaron. To dlatego, że proroctwo Izajasza zawiera zapowiedź nadejścia Mesjasza ujętą w metaforę: „I wyrośnie różdżka z pnia Jessego, wypuści się odrośl z jego korzeni” (Iz 11,1). Odnosi się ona do Wcielenia i pochodzenia Chrystusa z rodu Dawidowego (Jesse był ojcem Dawida).

Ikona Matka Boska Hodegetria w otoczeniu proroków, hymnografów i świętych – detale: po lewej Amos, po prawej Izajasz


Na samym dole ukazana została ostatnia para: to Jeremiasz i Daniel, pozostali z czwórki proroków większych. Daniel trzyma w dłoni fragment górzystego pejzażu, co odnosi się do tłumaczenia przez tego proroka snu Nabuchodonozora (Dn 2,34 oraz 2,45) o skale, która samoczynnie odrywa się od góry bez niczyjej ingerencji. Fragment ten interpretowano jako zapowiedź Wcielenia: Chrystus to skała, zaś górą jest Maria.

Ikona Matka Boska Hodegetria w otoczeniu proroków, hymnografów i świętych – detale: po lewej Jeremiasz, po prawej Daniel


Poeci sławią Madonnę

Rozbudowana wersja Hodegetrii, którą reprezentuje ikona z Nowej Wsi, zawiera także przedstawienia hymnografow oraz rodziców Marii, czyli świętych Joachima i Anny. Tego typu przedstawienia były charakterystyczne właśnie dla ruteńskich ikon, podczas gdy na przykład na Bałkanach zestawiano zazwyczaj Matkę Boską tylko z prorokami. W ten sposób Madonnę otacza zgromadzenie tych, którzy byli świadkami Dobrej Nowiny, sławiącymi Marię w swych proroctwach, homiliach i hymnach. Odwołania do tych właśnie postaci odnajdziemy zresztą w homiliach z IX wieku. Rodzice Marii mogli występować jako odpowiedniki Adama i Ewy. Przede wszystkim jednak święci Joachim i Anna są łącznikami między Starym a Nowym Testamentem. Trzeba podkreślić, że nie występują oni w kanonicznych księgach biblijnych, lecz są bohaterami apokryficznymi. W ikonach ruskich dawnej Rzeczypospolitej w dolnym rzędzie Joachima i Annę otaczają hymnografowie. W VIII i IX wieku powstawały w Kościele wschodnim liczne hymny i kazania związane z kultem Bogurodzicy. Prorocy zapowiadają rolę Matki Boskiej, zaś hymnografowie krzewią jej kult.

Ikona Matka Boska Hodegetria w otoczeniu proroków, hymnografów i świętych dolny pas.
Od lewej: Józef Hymnograf, Stefan Hymnograf, rodzice Marii Anna i Joachim, Kosma Majumski, Jan z Damaszku


Podpisy mówią nam, że na ikonie ukazano Józefa Hymnografa, Jana z Damaszku, Stefana oraz Kosmę Majumskiego.

Józef Hymnograf trzyma w dłoni zwój z fragmentem Liturgii Św. Jana Złotoustego, która zawierała słowa: „Zaprawdę godnym jest wielbić Cię, Bogurodzico…”. Święty ten (zm. 886) pochodził z Sycylii, a jego życie obfitowało w barwne przygody. Z rodzimej wyspy musiał uciekać ze względu na inwazję arabską, przez jakiś czas przebywał jako mnich kaligraf w klasztorze w Salonikach, następnie przeniósł się do Konstantynopola. Wysłany do Rzymu, wpadł w ręce piratów i był więziony na Krecie. Wrócił jednak do Konstantynopola, przywożąc z sobą relikwie św. Bartłomieja. W stolicy założył monaster pod wezwaniem m.in. tego świętego i został jego opatem. W wyniku rozgrywek politycznych między cesarzem a patriarchą, z którym Józef się przyjaźnił, został zesłany na Krym. Ostatecznie wrócił do Konstantynopola i do śmierci pozostał przy kościele Hagia Sophia. Był autorem licznych hymnów, a twórczość jego była przesiąknięta liryzmem.

Święty Jan z Damaszku (zm. ok. 750) to jeden z najsłynniejszych teologów i hymnografów Kościoła powszechnego, znany m.in. z mów w obronie kultu obrazów. Był też autorem licznych dzieł i przyczynił się do uformowania zbioru pieśni liturgicznych – tak zwanego Ośmiogłasnika (Oktoechos). Z powodu jego częściowo arabskich korzeni ukazywano św. Jana z Damaszku w orientalizującym nakryciu głowy. Często też jego atrybutem w ikonach był zwój z początkowymi słowami hymnu liturgicznego – to kanon Bogurodzicy na niedzielę rano, pieśń pierwsza ze zbioru Oktoechos.

Stefan Hymnograf z kolei przedstawiony został ze zwojem z fragmentem hymnu z liturgii według św. Bazylego (także w odniesieniu do Matki Boskiej). Ciekawostką jest, że w zestawieniu czterech hymnografów św. Stefan występuje tylko w ikonach z Rusi Czerwonej – nie wiadomo nawet na pewno, czy nie jest to wynik jakiegoś błędu. Trudno jednoznacznie powiedzieć, o jakiego Stefana w ogóle tutaj chodzi – w kręgu św. Jana z Damaszku było kilku mnichów o tym imieniu. Wśród hipotez pojawiają się propozycje identyfikacji tej postaci jako św. Stefana Sabaity (zm. ok. 794) lub św. Stefana Hymnografa (zm. 807), krewnego Jana z Damaszku.

Czwarty hymnograf, Kosma, ma zwój z fragmentem hymnu poświęconego Matce Bożej, który pochodzi ze zbioru modlitw Ojców Kościoła, z pieśni dziewiątej akatystu Jezusa Chrystusa. Św. Kosma (zm. 750) zwany Melodosem, został adoptowany przez ojca Jana Damasceńskiego – obaj trafili do klasztoru św. Saby pod Jerozolimą. W końcu Kosma opuścił go i został biskupem Majumy koło Gazy – stąd określenie „Kosma Majumski”. Był jednym z najwybitniejszych hymnografów VIII wieku.

Tajemnica Wcielenia

Matka Boska cieszyła się kultem zwłaszcza jako Theotokos, czyli Boża Rodzicielka. Ten tytuł podkreślał tajemnicę Wcielenia, co wyrosło na bazie wczesnochrześcijańskich sporów o naturę Chrystusa. Boską naturę Mesjasza ilustrował m.in fakt, że dzieciątko Jezus było w sztuce bizantyńskiej ukazywane jako uosobienie dojrzałości – guz na czole miał podkreślać mądrość Wcielonego Słowa. Jezus trzyma zwinięty rulon Ewangelii – jest Słowem, które stało się Ciałem. Jednocześnie jednak nie mniej ważna jest ludzka natura Chrystusa – a Bóg wcielił się w człowieka dzięki Marii. Dopełnienie wizerunku Matki Boskiej z Dzieciątkiem poprzez przedstawienia jej świętych rodziców, proroków zapowiadających jej rolę w dziejach zbawienia oraz hymnografów sławiących ją w kolejnych stuleciach buduje kompleksową opowieść o Bogurodzicy – zamykając w jednej ikonie szeroki teologiczny kontekst opowieści o tym, jak Bóg stał się człowiekiem, rodząc się z Dziewicy.

W sam raz na Boże Narodzenie.

Opracowanie: dr Magdalena Łanuszka
Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.

dr Magdalena Łanuszka – absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, doktor historii sztuki, mediewistka. Ma na koncie współpracę z różnymi instytucjami: w zakresie dydaktyki (wykłady m.in. dla Uniwersytetu Jagiellońskiego, Akademii Dziedzictwa, licznych Uniwersytetów Trzeciego Wieku), pracy badawczej (m.in. dla University of Glasgow, Polskiej Akademii Umiejętności) oraz popularyzatorskiej (m.in. dla Archiwów Państwowych, Narodowego Instytutu Muzealnictwa i Ochrony Zbiorów, Biblioteki Narodowej, Radia Kraków, Tygodnika Powszechnego). W Międzynarodowym Centrum Kultury w Krakowie administruje serwisem Art and Heritage in Central Europe oraz prowadzi lokalną redakcję RIHA Journal. Autorka bloga o poszukiwaniu ciekawostek w sztuce: www.posztukiwania.pl.

Pozostałe teksty Magdaleny Łanuszki na portalu:

Co oznacza skrót IHS?
Modlitwa Chrystusa w Ogrójcu w realizacji Wita Stwosza

Niezwykłe przygody świętego Mikołaja
Niezwykły program dekoracji kielicha z kolekcji Muzeum Archidiecezjalnego w Krakowie
Winne opowieści – część pierwsza
Winne opowieści – część druga
Smoki w sztuce średniowiecznej: profanum
Smoki w sztuce średniowiecznej: sacrum
Średniowieczna miłość cudzołożna
Średniowieczne kobiety fatalne
Zmartwychwstanie w sztuce średniowiecznej

Co oznacza skrót IHS?

Odpowiedzieć na pytanie postawione w tytule można bardzo prosto: to skrót od imienia Jezus – tak zwany Chrystogram, czyli monogram Chrystusa. Grecki zapis imienia: ΙΗΣΟΥΣ, skrócony do ΙΗΣ, przy użyciu łacińskiego alfabetu zamienił się w IHS. Z kolei od greckiej formy słowa „Chrystus” (ΧΡΙΣΤΟΣ) powstał symbol łączący litery X i P, a także skrót XPI.

Chrystogram, płaskorzeźba z sarkofagu z IV wieku, Muzea Watykańskie.
Wikimedia Commons
, fot. Jebulon, domena publiczna


Posługiwano się nim już w czasach wczesnochrześcijańskich – bo też w ogóle pomysł skracania wyrazów jest zakorzeniony w starożytności. W sztuce chrześcijańskiej monogram Chrystusa funkcjonował także jako element dekoracyjny o sakralnym znaczeniu. Jednym z najciekawszych – moim zdaniem – przykładów jest karta ze słynnego iroszkockiego rękopisu z początków IX wieku, zwanego Księgą z Kells. Litery XPI zostały tu wplecione w taki gąszcz szalonej, plecionkowej ornamentyki, że na pierwszy rzut oka trudno je w ogóle dostrzec! Największą część karty zajmuje asymetryczne X, pod którym zostało umieszczone P z wplecionym w środek I:

Karta 34. z Księgi z Kells, ok. 800, Trinity College Library w Dublinie, MS 58.
Wikimedia Commons


Pytanie o znaczenie Chrystogramu możemy potraktować jako punkt wyjścia do rozważań o koncepcji stosowania skrótów w ogóle. Niektóre z nich, choć wykształcone w starożytności oraz średniowieczu, są w powszechnym użytku do dzisiaj.

Czy zauważyliście, że często w czasie sądowych rozpraw (szczególnie w amerykańskich filmach i serialach) protokolant pisze na malutkiej maszynie, która drukuje zapis na wąskich paskach papieru? Te urządzenia to maszyny do stenotypii, czyli do szybkiego pisania w systemie stenograficznym. W dzisiejszych czasach dysponujemy co prawda technologią pozwalającą po prostu nagrywać głos, lecz wcześniej przez wiele stuleci bieżące protokołowanie dyskusji i obrad było możliwe w zasadzie tylko dzięki technikom skróconego zapisu. Ich początki sięgają starożytności – z greki sposoby szybkiego pisania nazwano trachygrafią, a pierwszy system stworzyć miał w I wieku p.n.e. Marek Tuliusz Tyron, wyzwoleniec, przyjaciel i sekretarz Cycerona. Tak zwane noty tyrońskie składały się zazwyczaj z dwóch znaków: głównego, wywodzącego się z początku danego wyrazu, oraz posiłkowego, oznaczającego odpowiednio odmienioną końcówkę. Z kilkuset znaków szybko zrobiło się kilka tysięcy, a w średniowieczu nawet kilkanaście tysięcy! Ostatecznie jednak w stałym użytku była jedynie dość niewielka grupa najbardziej popularnych znaków.

Większość powszechnie stosowanych skrótów była jednak po prostu abrewiaturami, czyli nie w całości zapisanymi wyrazami. Zasadniczo opcje były dwie: kontrakcja lub suspensja. Takie metody skracania są zresztą stosowane do dziś. Kontrakcja polega na tym, że pomija się środkowe litery wyrazu: znakomitym przykładem jest skrót mgr oznaczający „magister”, albo dr zamiast „doktor”. Ponieważ skrót kończy się ostatnią literą słowa, w języku polskim nie dajemy na końcu kropki; ponadto końcówka zachowuje formę fleksyjną (odmieniamy zatem: dra, mgra). Tymczasem suspensja to odcięcie końcówki i zastąpienie jej kropką: tak skraca się na przykład słowo „profesor” (prof.) – z braku końcówki takiego skrótu nie odmieniamy.

Stosowanie skrótów pozwalało oszczędzić miejsce, co mogło mieć znaczenie na przykład w przypadku inskrypcji na przedmiotach lub budynkach, ale przede wszystkim ułatwiało szybkie pisanie. Ten aspekt był szczególnie istotny przy sporządzaniu protokołów, dokumentów prawnych czy też spisywaniu rachunków. Do takich celów stosowano pismo kursywne.

Akt erekcyjny króla Kazimierza Wielkiego z 4 października 1358 roku,
Muzeum Niepołomickie — Zamek Królewski w Niepołomicach. Digitalizacja: RPD MIK, domena publiczna


My dzisiaj najczęściej uważamy, że kursywa to pismo pochylone – historycznie jednak była po prostu pismem pospiesznym, a jego nazwa wywodzi się od łacińskiego czasownika curro (łac. biegnę, spieszę się, pędzę). W każdej epoce funkcjonowały pisma kursywne, najczęściej stosowane w kancelariach – dokumenty, listy i księgi spisane kursywą bywają trudne do odczytania, ponieważ owo pospieszne pismo charakteryzowało się niedbałością oraz stosowaniem dużej ilości skrótów. Od czasu do czasu zresztą władcy robili porządek w swoich kancelariach i wymuszali zmiany w kwestii używanego przez skrybów pisma. Najsłynniejszą reformą było wprowadzenie przez Karola Wielkiego czytelnego pisma zwanego minuskułą karolińską, z założeniem, że pisane nią teksty mają stosować jedynie niewielką ilość ustalonych i ściśle kontrolowanych skrótów. A jednak tak zwana młodsza rzymska kursywa (powszechnie stosowana w cesarstwie od III wieku, następczyni starszej rzymskiej kursywy) w Italii występowała nawet do XII stulecia. W końcu w 1231 roku Fryderyk Barbarossa zabronił jej stosowania, bo naprawdę było to pismo momentami niemal nieczytelne.

Fragment papirusu berlińskiego z zapisem starszą rzymską kursywą, 4154,
wg: F. Steffens, Lateinische Palaeographie, taf. 101, ed. 1906. Wikimedia Commons


Wielką oszczędnością miejsca były również tak zwane ligatury, czyli powiązanie kilku liter w jeden znak. W średniowieczu stosowano wiele rozmaitych ligatur, a niektóre z nich pozostały w użytku do dziś. Znakomitym przykładem jest stosowany w języku niemieckim znak ß, zastępujący zdwojone „s” – wydawać by się mogło, że jego forma powstała z zestawienia „s” długiego (które przypominało literę f) oraz „s” krótkiego. Tymczasem nazwa tej ligatury, czyli „Eszett”, wskazuje na to, że pierwotnie była ona połączeniem liter „s” i „z” – i faktycznie, na przykład w tekstach staropolskich pisanych pismami gotyckimi, ta właśnie ligatura zastępowała obecny w naszym języku dwuznak „sz”.

Trzeba jednak przyznać, że mistrzami ligatur w średniowieczu byli papieże: zdołali oni skleić w jedną wielką ligaturę całe dwa słowa: bene valete. Była to forma życzenia – „pozostawajcie w dobrym zdrowiu” – powszechnie używana w kancelarii papieskiej od XI wieku, najczęściej na uroczystych bullach papieskich nadających rozmaite przywileje.

Ligatura z papieskiego dokumentu Innocentego II z 1134 roku, Landesarchiv Speyer (Spira).
Wikimedia Commons


Niewątpliwie najpopularniejszą stosowaną do dziś ligaturą jest & – znak ten wywodzi się z połączenia liter „e” oraz „t” – czyli oznacza spójnik „i” (łac. et). Stosowanie ligatury ma oczywiście sens tylko w tych językach, w których spójnik ten jest słowem składającym się z co najmniej dwóch liter, a szczególnie – z trzech (jak w angielskim – and albo niemieckim – und). Po polsku zastępowanie litery „i” znakiem & jest kompletnie bez sensu – akurat w naszym języku spójnik ten wyrażony jest najwęższą literą, nie ma zatem potrzeby aby zastępować ją skrótem!

Potwierdzenie statutu Cechu Wielkiego w Koszycach wydane przez Stefana Batorego, 1578,
Muzeum Ziemi Koszyckiej im. Stanisława Boducha. Digitalizacja: RPD MIK, domena publiczna

 

Na koniec trzeba zwrócić uwagę na jeden z najbardziej intrygujących znaków, szczególnie wobec jego współczesnej popularności, a mianowicie: @. Po polsku nazywa się to małpa, po czesku – zavináč, a po angielsku at. To ostatnie wydaje się najsensowniejsze (choć czeski „zawijacz” też jest uroczy), gdyż rzeczywiście może to być ligatura łacińskiego ad („d” w średniowieczu zapisywano z laseczką pochyloną lub nawet zawijającą się w lewo). W przypadku zapisu adresu mailowego angielskie at czy też łacińskie ad tłumaczy się bardzo dobrze: kowalski@gmail.com oznacza po prostu konto osobiste Kowalskiego NA serwerze gmail.com. Szkopuł w tym, że najstarsze zachowane przykłady zastosowania tego znaku mają inne (i zupełnie różne) znaczenia: w czternastowiecznym rękopisie Kroniki Manassesa (Konstantyn Manasses był pisarzem i poetą bizantyńskim, żyjącym w XII wieku) pojawia się on jako inicjał w słowie amen, zaś w aragońskiej księdze rachunkowej z XV wieku symbolizuje jednostkę wagi zwaną arroba (w zapisie dotyczącym transportu określonej ilości zboża).

Fot. wg: Ivan Duichev, Miniatyurite na Manasievata letopis [Миниатюрите на Манасиевата летопис] Sofia 1962. Wikimedia Commons


Tak czy inaczej, można te paleograficzne dywagacje podsumować moim ulubionym stwierdzeniem: wszystko już było w średniowieczu! A gdybyśmy byli ówczesnymi skrybami, ślęczącymi przez długie godziny nad przepisywaniem ksiąg, marznącymi w niedogrzanym klasztornym skryptorium, to także zapewne szukalibyśmy możliwości, aby tekst maksymalnie skrócić i jak najszybciej przepisać. W bardzo wielu średniowiecznych rękopisach na przestrzeni całego średniowiecza (co najmniej od początków VII wieku) znajdziemy dwuwiersz, który w najpopularniejszej wersji brzmi: Qui nescit scribere, nullum putat esse laborem, quia quo tres digiti scribunt, totus corpus laborat („Ten, kto nie potrafi pisać, sądzi, że to żadna praca, lecz choć trzy palce piszą, całe ciało pracuje”). Każdy skrót przyspieszający zakończenie takiej pracy był dla skryby prawdziwym błogosławieństwem.

Opracowanie: dr Magdalena Łanuszka
Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.

dr Magdalena Łanuszka – absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, doktor historii sztuki, mediewistka. Ma na koncie współpracę z różnymi instytucjami: w zakresie dydaktyki (wykłady m.in. dla Uniwersytetu Jagiellońskiego, Akademii Dziedzictwa, licznych Uniwersytetów Trzeciego Wieku), pracy badawczej (m.in. dla University of Glasgow, Polskiej Akademii Umiejętności) oraz popularyzatorskiej (m.in. dla Archiwów Państwowych, Narodowego Instytutu Muzealnictwa i Ochrony Zbiorów, Biblioteki Narodowej, Radia Kraków, Tygodnika Powszechnego). W Międzynarodowym Centrum Kultury w Krakowie administruje serwisem Art and Heritage in Central Europe oraz prowadzi lokalną redakcję RIHA Journal. Autorka bloga o poszukiwaniu ciekawostek w sztuce: www.posztukiwania.pl.

Pozostałe teksty Magdaleny Łanuszki na portalu:

Modlitwa Chrystusa w Ogrójcu w realizacji Wita Stwosza
Niezwykły program dekoracji kielicha z kolekcji Muzeum Archidiecezjalnego w Krakowie
Winne opowieści – część pierwsza
Winne opowieści – część druga
Smoki w sztuce średniowiecznej: profanum
Smoki w sztuce średniowiecznej: sacrum
Średniowieczna miłość cudzołożna
Średniowieczne kobiety fatalne
Zmartwychwstanie w sztuce średniowiecznej

Winne opowieści – część druga

Pierwsza część mojej jesiennej opowieści o winie w sztuce dotyczyła kultury antycznej – tamten tekst zakończyłam stwierdzeniem, że choć chrześcijaństwo przyniosło winu świętą rolę, to niektóre historie starotestamentowe z winem w tle nie są pozbawione wydźwięku skandalu. Teraz nadszedł czas na część drugą: będzie o winie w Biblii oraz w sztuce sakralnej.

Opilstwo Noego

W 9. rozdziale Księgi Rodzaju możemy przeczytać, że po Potopie Noe, w którego arce przetrwali ludzie i zwierzęta, zabrał się za odrodzenie rolnictwa. Zasadził także pierwszą winnicę, a ponieważ żył wyjątkowo długo (jak mówi Biblia, aż 950 lat), to doczekał się całkiem przyzwoitego wina. Jako pionier winiarstwa nie wiedział jednak, jaki efekt przynosi nadużycie tego szlachetnego trunku. Pewnego razu, wypiwszy zbyt wiele, zasnął nagi w swym namiocie. Zobaczył go tam jego syn, Cham ojciec Kanaana, i poszedł powiedzieć braciom o kompromitującej sytuacji. Owi bracia Chama, Sem i Jafet, zachowali jednak szacunek do Noego: wzięli płaszcz, weszli do namiotu tyłem, aby nie patrzeć na nagość ojca, i przykryli go owym płaszczem. Gdy Noe się obudził i dowiedział, jak zachował się Cham, przeklął jego potomstwo, czyli Kanaana. Tak właśnie tradycja żydowska uzasadniała niższość Kananejczyków wobec Izraelitów. Scena pijaństwa Noego często pojawiała się w sztuce średniowiecznej i nowożytnej – znajdziemy ją chociażby na jednym z kapiteli nagrobka Kazimierza Jagiellończyka (Wit Stwosz, 1492, katedra na Wawelu) oraz w jednym z wawelskich arrasów (seria Dzieje Noego, warsztat Pietera van Aelsta młodszego, ok. 1550).

Opilstwo Noego, mozaika w katedrze w Monreale, Sycylia, lata 80. XII w.
Fot. Wikimedia Commons, domena publiczna


Lot i jego córki

Wyjątkowo skandalizująca biblijna historia z winem w tle pojawia się w rozdziale 19. Księgi Rodzaju, w ramach opowieści o zniszczeniu Sodomy i Gomory. Bóg wysłał aniołów do sprawiedliwego Lota, nakazując mu uciekać wraz z żoną i dwiema córkami z miasta, które miało zostać zniszczone z powodu występków jego mieszkańców. Mieszkający w Sodomie mężczyźni zażądali od Lota, aby wydał im swoich gości, by mogli z nimi „poswawolić”. Lot pragnąć ochronić przybyszów, zaproponował sąsiadom swoje dwie dziewicze córki, lecz Sodomici nie byli zainteresowani wdziękami niewiast. Ostatecznie Lot z żoną i córkami postąpił tak, jak nakazali mu aniołowie: uciekł, nie oglądając się za siebie. Małżonka Lota obejrzała się jednak i zamieniła się w słup soli. Sodoma oraz Gomora zostały przez Boga zniszczone – spadł na nie deszcz siarki i ognia.

Dwie córki Lota wraz ze swym ojcem zamieszkały w górach, chroniąc się w jaskini. Dziewczęta straciły w Sodomie swoich narzeczonych i zaczęły się obawiać, że nie uda im się znaleźć mężów i zostać matkami. Postanowiły zatem zawalczyć o macierzyństwo… wykorzystując swojego ojca! Upoiły go winem w dwie kolejne noce i uwiodły: najpierw starsza, a następnie młodsza. Jak mówi Biblia: „on nawet nie wiedział, kiedy się kładła i kiedy wstała. I tak obie córki Lota stały się brzemienne za sprawą swego ojca” (Rdz 19,35-36). Z tego kazirodczego występku narodzili się dwaj synowie Lota (będący zarazem jego wnukami!): Moab i Ben-Ammi, od których mieli wywodzić się Moabici i Ammonici. To kolejna opowieść usprawiedliwiająca niechęć Izraelitów do innych ludów.

Hendrik Goltzius, Lot z córkami, 1616, Rijksmuseum w Amsterdamie. Fot. Wikimedia Commons, domena publiczna


Symbol obfitości

Czy zastanawialiście się kiedyś, dlaczego Izraelici, opuściwszy egipską niewolę, aż czterdzieści lat wędrowali przez pustynię, zanim dotarli do Ziemi Obiecanej? W końcu kilkaset kilometrów pokonuje się piechotą raczej w kilka tygodni, a nie przez wiele lat… Otóż rzecz w tym, że Bóg specjalnie prowadził Izraelitów takim zygzakiem, aby w czasie podróży wymarło pokolenie wychowane w egipskiej niewoli. A wszystko zaczęło się od gigantycznego winnego grona.

Bóg obiecał Izraelitom ziemię Kanaan, a Mojżesz wysłał do niej zwiadowców. Powrócili oni z wielką obfitością owoców, na drągu przynieśli olbrzymie winogrona rosnące na winnym krzewie. Był to znak, że owa Ziemia Obiecana jest niezwykle urodzajna – niestety kraj ten był także zamieszkany, a żeby go zająć, trzeba by było najpierw go zdobyć. Zamiast zaufać Bogu i ruszyć do boju, Izraelici zaczęli się buntować i nawet rozważali powrót do Egiptu. Rozgniewany Bóg zdecydował, że nie zobaczą oni Ziemi Obiecanej: pomrą w czasie wieloletniej wędrówki na pustyni, a dopiero ich dzieci dotrą do celu. Pokolenie urodzone w niewoli nie potrafiłoby zbudować własnego, wolnego kraju.

Kielich z warsztatu Michaela Wissmara – detal: medalion z przedstawieniem zwiadowców powracających z winogronami, 1738, Wrocław, Muzeum Archidiecezjalne im. Kardynała Karola Wojtyły w Krakowie. Digitalizacja: RPD MIK, domena publiczna


Przedstawienie Izraelitów niosących olbrzymie winne grono pojawiało się w sztuce średniowiecznej oraz nowożytnej, nie tylko w malarstwie, ale także w dziełach złotniczych. Przykładem może być chociażby kielich z wrocławskiego warsztatu Michaela Wissmara z 1738 roku, przechowywany dzisiaj w Muzeum Archidiecezjalnym Kardynała Karola Wojtyły w Krakowie.

Przypowieści nowotestamentowe

Winiarstwo już w starożytności było jedną z najważniejszych gałęzi rolnictwa w regionach śródziemnomorskich, a niewykwalifikowani robotnicy znajdowali zatrudnienie głównie przy pracach sezonowych w winnicach. Dlatego właśnie Chrystus w swoich przypowieściach często odnosił się do winiarstwa, ubierając swe nauki w metafory zrozumiałe dla współczesnego, prostego odbiorcy. Zapowiadając swą mękę, opowiedział historię o tym, jak zbuntowani robotnicy zabili syna właściciela winnicy (Łk 20,9-19, Mt 21,33-46; Mk 12,1-12). Nauczając o bożym miłosierdziu i nagrodzie w Niebie, opowiedział o właścicielu winnicy, który na koniec dnia zapłacił po równo wszystkim robotnikom, niezależnie od tego, czy pracowali cały dzień, pół dnia, czy też tylko chwilę przed wieczorem (Mt 20,1-16). Ponadto w Ewangelii według świętego Jana Chrystus wprost powiedział: „Ja jestem krzewem winnym, wy – latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity” (J 15,5). Dlatego też owocująca winna latorośl funkcjonowała w sztuce sakralnej nie tylko w kontekście eucharystycznym, ale też szerzej – jako symbol Kościoła. Splątane gałązki z owocami winogron dekorowały nie tylko ołtarze czy kielichy liturgiczne, ale także, między innymi, ambony. Przykładem może być XVII-wieczna ambona z cerkwi we wsi Królowa Ruska, która ozdobiona została kolumienkami z winną latoroślą, umieszczonymi pomiędzy przedstawieniami Ojców Kościoła (pierwotnie składała się ona z trzech elementów: baldachimu z wizerunkiem Ducha Świętego, kosza oraz obudowy schodów z przedstawieniem zaprzęgu z prorokiem Eliaszem.

Ambona z wyobrażeniami Ojców Kościoła, 1685, Królowa Ruska, Muzeum Okręgowe w Nowym Sączu. Digitalizacja: RPD MIK, domena publiczna


Wino jako krew

W wielu religiach wino funkcjonowało w sakralnym kontekście ofiarnym, ale szczególną rolę przyjęło w chrześcijaństwie jako element Eucharystii. W teologii katolickiej w czasie mszy w wyniku przeistoczenia wino staje się krwią Chrystusa, zgodnie ze słowami, które wypowiedział on do swych uczniów w czasie Ostatniej Wieczerzy („to jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów" – Mt 26,28, a także Mk 14,24 i Łk 22,20). Eucharystyczną rolę wina najczęściej dostrzegamy właśnie w przedstawieniach Ostatniej Wieczerzy, choć wbrew powszechnej opinii nie wszystkie ilustracje tego wydarzenia koncentrują się na ustanowieniu Eucharystii.

Kielich z warsztatu Michaela Wissmara – detal: medalion ze sceną Ostatniej Wieczerzy, 1738, Wrocław, Muzeum Archidiecezjalne im. Kardynała Karola Wojtyły w Krakowie. Digitalizacja: RPD MIK, domena publiczna


W sztuce średniowiecznej i w początkach nowożytności artyści często ukazywali raczej moment, w którym Jezus zapowiada, że zostanie zdradzony, a jako zdrajcę wskazuje Judasza, podając mu kawałek chleba (J 13,21-30). W takich przedstawieniach Ostatniej Wieczerzy zdarzało się nawet, że na stole w ogóle nie ma tego jednego, najważniejszego kielicha. Najsłynniejszym, choć nie jedynym przykładem może tu być mediolańskie malowidło Leonarda da Vinci.

Leonardo da Vinci, Ostatnia Wieczerza, 1494–1498, Santa Maria delle Grazie w Mediolanie.
Fot. Wikimedia Commons, domena publiczna

Cud w Kanie

Trzeba jednak podkreślić, że związek Chrystusa z winem nie ogranicza się do Eucharystii – oto bowiem pierwszym cudem, jakiego dokonał Mesjasz, było … zamienienie wody w wino! Epizod z Kany Galilejskiej, opisany w Ewangelii według św. Jana, stanowi początek publicznej działalności Jezusa. Jest też zarazem momentem, w którym Chrystus po raz pierwszy okazał swoje cudotwórcze możliwości. Co prawda nie miał na to ochoty, ale dał się przekonać swojej matce Marii. Dlatego właśnie przedstawienie Godów w Kanie Galilejskiej funkcjonowało jako ilustracja skuteczności orędownictwa Matki Boskiej.

Chrystus i Maria byli gośćmi zaproszonymi na wesele. Niestety w trakcie przyjęcia skończyło się wino. Maria to zauważyła i poprosiła swego syna o to, by podjął jakieś działania. On jednak odpowiedział jej: „Czyż to moja lub twoja sprawa niewiasto?”, słusznie skądinąd wychodząc z założenia, że kwestia braku wina na weselu nie powinna być kłopotem gości. A jednak uparta Maria nakazała sługom, aby postępowali zgodnie z instrukcjami Jezusa, a on widząc jej determinację dał się przekonać. Przykazał napełnić stągwie wodą, a ona zmieniła się w wino. Oczywiście Zbawiciel nie zamienił wody w byle jakie wino. Starosta weselny, próbując trunku ze zdziwieniem uznał, że jest on wyjątkowo zacny. Rzekł nawet do pana młodego: „Każdy człowiek stawia najpierw dobre wino, a gdy się napiją, wówczas gorsze. Ty zachowałeś dobre wino aż do tej pory" (J 2,10).

Giotto di Bondone, Gody w Kanie Galilejskiej, 1304–1306, fresk w Kaplicy Scrovegnich (Capella della Arena) w Padwie. Fot. Wikimedia Commons, domena publiczna


Z biblijnych opowieści chciałoby się wydobyć następującą naukę: wino, które pijemy, powinno być zawsze dobre, niczym to z Kany Galilejskiej, ale nie należy go nadużywać, mając w pamięci fatalne skutki, które przytrafiły się Noemu i Lotowi.

Opracowanie: dr Magdalena Łanuszka
Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.

dr Magdalena Łanuszka – absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, doktor historii sztuki, mediewistka. Ma na koncie współpracę z różnymi instytucjami: w zakresie dydaktyki (wykłady m.in. dla Uniwersytetu Jagiellońskiego, Akademii Dziedzictwa, licznych Uniwersytetów Trzeciego Wieku), pracy badawczej (m.in. dla University of Glasgow, Polskiej Akademii Umiejętności) oraz popularyzatorskiej (m.in. dla Archiwów Państwowych, Narodowego Instytutu Muzealnictwa i Ochrony Zbiorów, Biblioteki Narodowej, Radia Kraków, Tygodnika Powszechnego). W Międzynarodowym Centrum Kultury w Krakowie administruje serwisem Art and Heritage in Central Europe oraz prowadzi lokalną redakcję RIHA Journal. Autorka bloga o poszukiwaniu ciekawostek w sztuce: www.posztukiwania.pl.

Pozostałe teksty Magdaleny Łanuszki na portalu:

Modlitwa Chrystusa w Ogrójcu w realizacji Wita Stwosza
Niezwykły program dekoracji kielicha z kolekcji Muzeum Archidiecezjalnego w Krakowie
Winne opowieści – część pierwsza
Smoki w sztuce średniowiecznej: profanum
Smoki w sztuce średniowiecznej: sacrum
Średniowieczna miłość cudzołożna
Średniowieczne kobiety fatalne
Zmartwychwstanie w sztuce średniowiecznej

Winne opowieści – część pierwsza


Koniec lata to początek winobrania – a wino ma wyjątkowe miejsce w europejskiej kulturze. Już w starożytności trunek ten odgrywał ważną rolę w wierzeniach większości religii, pojawiając się w obrzędach związanych z kultem kluczowych bóstw odpowiadających za tak ważne kwestie jak życie, śmierć, miłość i płodność. W starożytnej Grecji głównym bogiem wina był Dionizos, w Rzymie – Bachus, ale także inne bóstwa, takie jak Wenus i Jowisz, obejmowały swoją opieką ten szlachetny trunek.

Bez wina nie ma miłości

Głównymi, oficjalnymi świętami greckimi związanymi z Dionizosem były Dionizje Wielkie (obchodzone wiosną) oraz Dionizje Małe (obchodzone zimą) – w czasie tych ostatnich otwierano młode wino z nowego rocznika. Rzymianie przyjęli Dionizosa do swego panteonu pod imieniem Bachus – jego kult zastąpił pradawne italskie kulty Libera, Libery i Ceres: bóstw wolności, płodności, urodzaju i wina. Te właśnie aspekty – życia, seksualności i wyzwolenia – nierozłącznie były związane z winem.

Oczywiście w tej sytuacji naturalne stało się powiązanie z winem bogini miłości, czyli Wenus – jak mawiali Rzymianie: wino to mleko Wenus. Dwa razy do roku – na wiosnę oraz pod koniec lata – w starożytnym Rzymie obchodzono Vinalia, czyli święto wina. Patronowali mu Jowisz oraz właśnie Wenus, otaczająca opieką wino codziennego użytku, które dziś nazwalibyśmy stołowym. Rzymski komediopisarz Terencjusz w swym popularnym dziele Eunuch przywołał powiedzenie, które szczególnie popularne stało się później wśród nowożytnych miłośników antyku: sine Cerere et Baccho friget Venus, czyli „bez Ceres i Bachusa Wenus zamarza”. Ceres (Cerera) to bogini urodzaju, w tym zdaniu uosabiająca plony ziemi, podczas gdy Bachus oczywiście odnosi się do wina, zaś Wenus – do miłości. Podsumowując, bez jedzenia i picia każde uczucie ziębnie.

Afrodyta z Melos – odlew gipsowy rzeźby antycznej, XIX w.,
Muzeum Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie.
Digitalizacja: RPD MIK, domena publiczna


Wino i okrucieństwo

Grecki Dionizos był nie tylko bogiem wina, ale także bóstwem natury, życia i śmierci. Był to niezwykle ważny bóg, określany jako podwójnie narodzony, co wiązało się z opowieścią o jego śmierci i powrocie do życia. Dionizos miał być synem Zeusa i śmiertelniczki Semele. Wedle niektórych mitów, Dionizos został spłodzony przez Zeusa i Persefonę, a po narodzinach zabity (rozszarpany na kawałki) przez tytanów, na rozkaz zazdrosnej Hery. Zeus miał odzyskać ze szczątków dziecka tylko serce, z którego „odtworzył” Dionizosa, tym razem w łonie Semele. Inne mity mówią, że Semele spłonęła, będąc w ciąży, porażona piorunem, gdyż na jej prośbę Zeus ukazał jej się w pełnym majestacie boga-gromowładcy. On zaś „donosił” wówczas Dionizosa, zaszywszy płód w swoim udzie. Tak czy inaczej, mity powiązane z Dionizosem były brutalne. Trudno powiedzieć, na ile krwawe mogły być zwyczaje związane z jego kultem. Tak się bowiem składa, że misteria dionizyjskie są uważane przez badaczy za jedne z najbardziej sekretnych obrzędów – nie wiadomo dokładnie, jak wyglądały.

Dionizos miał wędrować po świecie w towarzystwie półzwierzęcych satyrów oraz szalonych menad. W starożytnym Rzymie był czczony pod imieniem Bachusa, menady zaś zwano także bachantkami.

Tańczący satyr – odlew gipsowy rzeźby antycznej, XIX w., Muzeum Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Digitalizacja: RPD MIK, domena publiczna

 

Nieokiełznane popędy satyrów

Czy zastanawialiście się kiedyś, dlaczego diabeł w popularnych wyobrażeniach jest mężczyzną z rogami, ogonem i kopytami? To dlatego, że chrześcijańskie wyobrażenie diabła wyewoluowało z przedstawień starożytnych satyrów: mitologicznych istot ludzko-zwierzęcych, dzikich, nieco brutalnych i nieokiełznanych, których charakterystyczną cechą był niepohamowany popęd seksualny. Ze względu na obecność satyrów w orszaku Dionizosa, ukazywano ich często z kielichem wina lub kiścią winogron w dłoni, albo z wieńcami i przepaskami uplecionymi z winorośli.

Gatunek literacki zwany satyrą wywodzi swą nazwę właśnie od tych istot – jego geneza leży w greckich komediach, w których chór satyrów mógł występować w mentorskiej, moralizującej roli (przeczytaj także: „Ludzkość okazać przeciw tej leśnej potworze”). Wydaje się, że w wielu przypadkach literacką rolę satyra można porównać do dworskiej pozycji błazna: to zabawna, groteskowa i brzydka postać, która jednak mogła w swych kpinach wykazywać się mądrością i przenikliwością, a także mieć odwagę, by powiedzieć komuś nawet niewygodną prawdę. To z kolei znów dobrze pasuje do kontekstu wina; jak mówią przysłowia z wielu krajów, człowiek pijany zazwyczaj mówi prawdę (łac. In vino veritas – „W winie [jest] prawda”).

Arras z monogramem Zygmunta Augusta na kartuszu podtrzymywanym przez satyry, ok. 1555, Zamek Królewski na Wawelu.
Digitalizacja: RPD MIK, domena publiczna

 

Kobiety w ekstazie

Pijanym satyrom w orszaku Dionizosa towarzyszyły równie nietrzeźwe menady, czyli kobiety szalone. Oddawały się one ekstatycznym tańcom, a w kulminacji pijackiego szału miały chwytać jakieś zwierzę, rozszarpywać je i w ramach mistycznego posiłku zjadać na surowo zakrwawione kęsy, przez co wcielała się w nie moc samego Dionizosa. W sztuce menady, czy też bachantki, przedstawiano jako młode kobiety, nierzadko półnagie, wyginające się w szalonym tańcu – sporo tego typu przedstawień zachowało się w starożytnych zabytkach greckich. W późniejszej sztuce europejskiej największy powrót popularności bachantek przypadł na 2. połowę XIX wieku, gdy artyści szczególnie chętnie poszukiwali tematów o podtekście erotycznym. Piękna kobieta, obnażona w szale pijackiego tańca, reprezentowała nieokiełznane popędy, które tak bardzo interesowały przedstawicieli symbolizmu, rozkwitającego u schyłku XIX i na początku XX wieku. Jednocześnie wyzwolona, a zarazem okrutna bachantka (bo przecież istoty te miały być brutalne), znakomicie wpisywała się w stereotyp groźnej, ale i pociągającej femme fatale, powracający w wielu dziełach sztuki i literatury na przełomie stuleci.

Bachantka Teodora Rygiera, 1887, Muzeum Narodowe w Krakowie. Digitalizacja: RPD MIK, domena publiczna

 

Skandal obyczajowy w starożytnym Rzymie

Bachantki to określenie stosowane nie tylko wobec mitycznych towarzyszek Bachusa, ale także wobec jego czcicielek. Rzymskie obrzędy ku czci Bachusa, podobnie jak greckie ku czci Dionizosa, miały charakter sekretnych misteriów. Jak przekazał rzymski historyk Tytus Liwiusz, w 186 roku p.n.e. wydarzył się skandal, którego efektem były masowe aresztowania i śmierć wielu osób. Zaczęło się od bachanaliowych obrzędów, które teoretycznie powinny odprawiać tylko kobiety, kilka razy w roku, za dnia. Tymczasem kapłanka Paculla Annia postanowiła zmodyfikować te zasady: w ramach czczenia Bachusa zaczęła urządzać nocne orgie z udziałem kobiet i mężczyzn (w tym własnych synów!), i to kilka razy w miesiącu. W czasie tych spotkań miały się odbywać rozmaite perwersje seksualne… Sprawa wyszła na jaw, gdy kurtyzana Hispala Faecenia powiedziała o sekretnych praktykach konsulowi Spuriusowi Postumiusowi Albinusowi. Ostatecznie Senat rzymski wydał akt zakazujący Bachanaliów (Senatus consultum de Bacchanalibus). Co nie zmienia faktu, że w zachowanych rzymskich rzeźbach z kolejnych stuleci wielokrotnie trafimy na przedstawienia splątanych nagich ciał czcicieli Bachusa.

Chrześcijaństwo przyniosło winu zupełnie inną, świętą rolę – chociaż niektóre historie starotestamentowe z winem w tle też nie są pozbawione wydźwięku skandalu. Ale to już materiał na kolejną opowieść.

Opracowanie: dr Magdalena Łanuszka
Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.

dr Magdalena Łanuszka – absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, doktor historii sztuki, mediewistka. Ma na koncie współpracę z różnymi instytucjami: w zakresie dydaktyki (wykłady m.in. dla Uniwersytetu Jagiellońskiego, Akademii Dziedzictwa, licznych Uniwersytetów Trzeciego Wieku), pracy badawczej (m.in. dla University of Glasgow, Polskiej Akademii Umiejętności) oraz popularyzatorskiej (m.in. dla Archiwów Państwowych, Narodowego Instytutu Muzealnictwa i Ochrony Zbiorów, Biblioteki Narodowej, Radia Kraków, Tygodnika Powszechnego). W Międzynarodowym Centrum Kultury w Krakowie administruje serwisem Art and Heritage in Central Europe oraz prowadzi lokalną redakcję RIHA Journal. Autorka bloga o poszukiwaniu ciekawostek w sztuce: www.posztukiwania.pl.

Wyświetlanie 1 - 5 z 11 rezultatów.
Pozycji na stronę 5
z 3