Blog

Wpisy oznaczone tagiem życie codzienne .

Pączki ze słoniną lub konfiturą różaną

Dzisiaj Tłusty Czwartek. Każdego, kto nie jest na diecie, czeka dzisiaj próba cierpliwości podczas stania w kolejce do cukierni… no chyba, że już zaopatrzył się w zapas pączków.

Ostatni czwartek przed Środą Popielcową, jest obecnie punktem kulminacyjnym karnawału. W okresie staropolskim najhuczniej świętowano nie w Tłusty Czwartek, a w czasie ostatków, czyli mięsopustów, które trwały od ostatniej karnawałowej niedzieli aż do wtorku (do północy) przed Popielcem. Był to czas kuligów, maskarad, tańców i objadania się mięsem. Czasem, co ganili kaznodzieje, zabawy przeciągały się na okres postny. Jak wspomina Jędrzej Kitowicz w Opisie obyczajów za panowania Augusta III, jeszcze w czwartek po Popielcu krakowskie przekupki organizowały tak zwany Comber, podczas którego „sprawiały sobie ochotę, najęły muzykantów, naznosiły rozmaitego jadła i trunków, i w środku rynku na ulicy, choćby po największém błocie tańcowały, kogo tylko z mężczyzn mogły złapać, ciągnęły do tańca. Chudeuszowie i hołyszowie dla jadła i picia sami się narażali na złapanie; kto zaś z dystyngwowanych niewiadomy nadjechał albo nadszedł, na ten comber, wolał się opłacić, niż po błocie, a jeszcze z babami skakać”.

Ważnym elementem mięsopustów było obżarstwo, wcale zresztą nie skromniejsze niż dzisiaj w Tłusty Czwartek. Aleksander Brückner podaje, że protestanci kpili z katolickiego folkloru, mówiąc, że w czasie mięsopustów w Kościele Rzymskim obchodzone są dni św. Żarłoka, św. Połoka lub Łykusa oraz św. Stękawy (na cześć popielcowego, pokarnawałowego kaca).

Jak sama nazwa mięsopustów wskazuje na stołach królowały zakazane w Poście potrawy mięsne i tłuszcze pochodzenia zwierzęcego. Podobnie, jak podczas współczesnego Tłustego Czwartku jedzono także pączki, choć nie z konfiturą, tylko ze słoniną, boczkiem lub mięsem.

Cukiernica z serwisu Aleksandra Józefa Sułkowskiego, Johann Joachim Kaendler, ok. 1736, Zamek Królewski na Wawelu Państwowe Zbiory Sztuki, domena publiczna.

Nie oznacza, to że w czasach staropolskich nie lubiano słodkich potraw. Nieoceniony Jędrzej Kitowicz w opisie bankietów i uczt wspomina, że zwykle „Trzecie danie składało się z owoców ogrodowych i cukrów rozmaitych na talerzach i półmiskach, między które stawiano z cukru lodowatego misternie zrobione baszty, cyfry, herby, domy dragantami zwane, które biesiadujący łamiąc burzyli”.

Przyrządzano także pączki podobne do tych jakie chętnie jadamy dzisiaj. Słodkie, smażone bułeczki, wymienione zostały już w najstarszej znanej polskiej księdze kucharskiej wydanej w roku 1682, noszącej tytuł Compendium ferculorum, albo zebranie potraw. W dziele tym, napisanym przez Stanisława Czernieckiego, kuchmistrza nadwornego magnackiego rodu Lubomirskich znaleźć można przepis na „Piroszki smażone z Konfektem Rożánym”:

„[…] Ciástá zarobionego wodą y drozdzámi weźmiesz które mąką wyrobisz dobrze roztoczysz y konfektem nakładać będziesz y záwijác á puszczay na gorącą Oliwę albo Oley; możesz też upiecz ieżeli chcesz á pocukrowawszy dáć na Stoł”.

Czerniecki pisze także, że „Z takiegoż Ciastá Pieroszki konfektu bzowego robić będziesz y inne wszytkie ták pieczone tako y smażone z czymkolwiek będziesz rozumiał á miał Powidłá, Jábłká, Gruszki, Mák […]”

Jak takie pączki wyglądały i smakowały? Jeśli wierzyć napisanej sto lat później relacji Kitowicza: „Staroświeckim pączkiem, trafiwszy w oko, mógłby je był podsinić”. „Piroszki” Czernieckiego zapewne należały do „staroświeckich”, twardych pączków. Niestety, Compendium ferculorum nie zawiera dokładnego przepisu na ciasto, choć od współczesnej receptury z pewnością różnił się brakiem jajek decydujących o puszystości deseru. Kitowicz wspomina także o współczesnych sobie „nowoczesnych” pączkach, bliższych naszemu smakowi: „dziś pączek jest tak pulchny, tak lekki, że ścisnąwszy go w ręku, znowu się rozciąga i pęcznieje, jak gąbka do swojéj objętości, a wiatr zdmuchnąłby go z półmiska.” O smakowitości pulchnych pączków z końca XVIII wieku wyobrażenie daje książka kucharska współczesna relacji Kitowicza – Kucharz doskonały Wojciecha Wielądka – w której odnajdujemy cały dział zatytułowany: „O naleśnikach i pączkach”, gdzie czytelnik może przeczytać przepisy na: „Początki śmietankowe”, „Pączki, nice, albo z iaiec i sera”, „Pączki z Bryoszów”, „Pączki z iabłek i brzoskwiń”, „Pączki z pomarańcz”, „Pączki inaczey” oraz „Pączki delikatne”.

Pozostaje nam życzyć smacznego i zaprosić do eksplorowania na naszym portalu tematu jedzenia… oczywiście w oczekiwaniu na pączkową ucztę.

Zobacz także:

Cukiernica z serwisu Aleksandra Józefa Sułkowskiego

Opracowanie: Adam Spodaryk (Redakcja WMM),
Licencja Creative Commons

Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.

Bibliografia:

  1. Brückner Aleksander, Encyklopedia staropolska, t. 1–2, Warszawa 1939.
  2. Bystroń Jan St., Dzieje obyczajów w dawnej Polsce, t. 1: Wiek XVI–XVIII, Kraków 1933.
  3. Czerniecki Stanisław, Compendium ferculorum, albo zebranie potraw, Kraków 1682, s. 86–87.
  4. Dumanowski Jarosław, Staropolskie książki kucharskie, „Mówią Wieki”, nr 12, 2009, s. 36–40.
  5. Tenże, Staropolskie książki kucharskie – Kucharz doskonały (1783) [dostęp: 06.02.2018].
  6. Gloger Zygmunt, Encyklopedia staropolskat. 1–4, Warszawa 1900–1903.
  7. Kitowicz Jędrzej, Opis obyczajów za panowania Augusta III, Poznań 1840.
  8. Wielądko Wojciech Wincenty, Kucharz doskonały […], Warszawa 1786, s. 294–297.

Niech żyją wakacje, niech żyje wolny czas...

„»W górach mieszka wolność« — zaśpiewał niefrasobliwie Hans Castorp.
 — Ale powiedz mi najpierw co to jest wolność!”

Tomasz Mann, Czarodziejska Góra, Warszawa, 2008

Zbliża się upragniony koniec roku szkolnego, początek lata i wakacji. Na portalu Wirtualne Muzea Małopolski można wyruszyć w wakacyjną podróż sentymentalną dzięki „magicznym przedmiotom”. Jednym z takich obiektów, wybranym w tym tygodniu na odsłonę strony głównej, jest popielniczka z kolekcji Muzeum Historii Fotografii im. Walerego Rzewuskiego w Krakowie. Jest to niepozorny szklany przedmiot użytkowy. Zdobi go fotografia wielkości pocztówki przedstawiająca Dom Zdrojowy w Krynicy .

Popieliczka szklana z widokiem Domu Zdrojowego w Krynicy,
Muzeum Historii Fotografii im. Walerego Rzewuskiego w Krakowie,
domena publiczna

 

Budynek w stylu neorenesansowym jest położony u podnóża Góry Parkowej, obok muszli koncertowej i Pijalni Głównej. Na zdjęciu widoczny jest napis: „Curhaus — Krynica”. Obiekt pochodzi z lat 20. XX wieku. Pamiątka turystyczna, która niektórym może wydać się kiczowata. Jednak w przypadku tego artefaktu przydatne i nadające mu nowy kontekst może okazać się użycie terminu „kampowy” zaczerpniętego z eseju Susan Sontag . „Kampowy” rodzaj kontaktu ze sztuką odrzuca typowe kategorie „dobry – zły” jako niewystarczające. Sontag proponuje nową: „rzeczy tak złych, że aż dobrych”. Jest coś fascynującego w takich nieoczywistych, dziwacznych przedmiotach.

Można snuć domysły. „Popielniczka przywołuje na myśl modę na palenie papierosów, rozpowszechnioną zwłaszcza w latach 20. XX wieku, również w Krynicy, gdzie liczni wczasowicze przyjeżdżali po zdrowie. Gdy wyobrazimy sobie, że mogła z niej korzystać któraś ze słynnych postaci kurująca się w Krynicy…” Małgorzata Kanikuła (Muzeum Historii Fotografii im. Walerego Rzewuskiego w Krakowie), © wszystkie prawa zastrzeżone.

Widok Krynicy, źródło: NAC

Krynica to miejscowość uzdrowiskowa. Charakter miejsca wywołuje skojarzenia z Czarodziejską górą Tomasz Manna. Miasto położone jest we wschodniej części pasma Jaworzyny Krynickiej – jednego z dwóch pasm Beskidu Sądeckiego pomiędzy trzema górami: Krzyżową, Parkową i Jasiennikiem. Historia uzdrowiska ma swój początek w XVIII wieku. W 1794 roku zbudowano „Mały Domek”, który od 1804 roku pomieścił pierwsze zakłady kąpielowe. W 1807 roku Krynica została nazwana urzędowo zdrojem kąpielowym i wkrótce zaczął tu pełnić stałe obowiązki pierwszy lekarz. Wielką erę Krynicy jako uzdrowiska rozpoczęła w 1856 roku działalność Józefa Dietla – profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego uznawanego za ojca polskiej balneologii. Już od 1858 roku stosowano tu kąpiele borowinowe, a kontynuatorzy dzieła Dietla przyczynili się do rozwoju technicznego uzdrowiska. W tym okresie powstały takie obiekty uzdrowiskowe, jak: Stare Łazienki Mineralne, Stare Łazienki Borowinowe, Dom Zdrojowy (przedstawiony na fotografii), drewniana Pijalnia Główna z deptakiem, liczne pensjonaty i teatr modrzewiowy. Do rozwoju uzdrowiska przyczyniło się również wybudowanie w 1876 roku linii kolejowej do Muszyny, przedłużonej w 1911 roku do Krynicy.

Pobyt śpiewaka Jana Kiepury w Krynicy,
źródło: NAC

Krynica była modnym i elitarnym miejscem pobytu i spotkań wielu sławnych Polaków. Bywali tu między innymi: Jan Matejko, Artur Grottger, Henryk Sienkiewicz, Józef Ignacy Kraszewski. W okresie międzywojennym zaś: Ludwik Solski i Helena Modrzejewska, którzy występowali w teatrze modrzewiowym, a także Władysław Reymont, Julian Tuwim czy Konstanty Ignacy Gałczyński. Jan Kiepura miał w Krynicy własną willę „Patria”.

Krynica to także miejsce związane z historią malarza ludowego Nikifora Krynickiego, a właściwie Epifaniusza Drowniaka. Był on malarzem prymitywistą nieodłącznie związanym z Krynicą. Jego rysunki i obrazy oraz pamiątki pozostałe po nim można odnaleźć w budynku „Romanówka”, oddziale Muzeum Okręgowego w Nowym Sączu.

Popielniczka z fotografią, pamiątka z podróży może nieść ze sobą wiele historii i skojarzeń. Można kwestionować estetykę, ale na pewno jest świadectwem sobie współczesnych, pamiątką i obiektem inspirującym do snucia, a także odkrywania opowieści. Udanych wakacji!!!

Opracowanie: Mirosława Bałazy (Redakcja WMM),
Licencja Creative Commons

Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.

Niedziela u Matki

Geneza Dnia Matki sięga jeszcze czasów antycznych, kiedy to starożytni Grecy i Rzymianie otaczali kultem matki–boginie, takie jak Reja i Cybele, które były symbolami płodności i urodzaju. Niedziela u Matki to nazwa święta obchodzonego w Anglii w XVII wieku. Czwarta niedziela Wielkiego Postu była wolna od pracy i dlatego wiele osób w ten jeden dzień odwiedzało swoje matki. W tamtych czasach wiele dziewcząt i chłopców pracowało jako służba na dworach bogatych rodzin, mieszkając u swoich pracodawców. Święto to było obchodzone przez dwa wieki, następnie po niedługiej przerwie zostało przywrócone po zakończeniu II wojny światowej. Dzień Matki jest świętem międzynarodowym, obchodzonym jednak w różnych terminach, np. w Stanach Zjednoczonych w drugą niedzielę maja, w Norwegii jest to druga niedziela lutego, w Tajlandii 12 sierpnia, a w Indonezji 22 grudnia.

W Stanach Zjednoczonych historia Dnia Matki rozpoczęła się w roku 1858, kiedy to Ann Maria Reeves Jarvis wprowadziła Dni Matczynej Pracy. Natomiast Julia Ward Howe, od 1872 roku, pracowała nad wypromowaniem Dnia Matek dla Pokoju. W końcu, w 1905 roku Ann Marie Jarvis (córka wspomnianej Ann Jarvis) spopularyzowała właściwy Dzień Matki. Dzięki czemu w 1914 roku Kongres USA uznał Dzień Matki za święto narodowe.

W Polsce święto obchodzono po raz pierwszy w 1914 roku, w Krakowie. Od tamtego odległego momentu Dzień Matki jest obchodzony co roku 26 maja. Za ilustrację tego wydarzenia posłuży obraz Józefa Mehoffera Na letnim mieszkaniu/Portret żony. Przedstawia on matkę z synem we wnętrzu mieszkania. Na pierwszym planie elegancko ubrana kobieta, pozuje do portretu, tymczasem kilkuletni syn siedzi przy nakrytym stole, spogląda uśmiechając się w stronę widza. Obraz został namalowany w 1904 roku w Zakopanem, gdzie Mehofferowie przez kilka miesięcy wynajmowali nowo wzniesiony drewniany góralski dom. Z obrazu emanuje spokój, atmosfera odpoczynku i rodzinnego bycia razem.

Wszystkim mamom życzymy dobrego świętowania!

Opracowanie: Paulina Kluz (Redakcja WMM),
Licencja Creative Commons

Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.

Źródło: https://historiamniejznanaizapomniana.wordpress.com/2015/05/26/dzien-matki/ (data dostępu: 25 maja 2017).

Dawny Kraków w oczach Stachowiczów

Dwaj malarze, ojciec i syn, dwa oblicza twórcze, różne rzeczywistości historyczne i jedno miasto, czyli jak wyglądał Kraków na przełomie XVIII i XIX wieku.                           

 Michał Stachowicz, Przysięga Kościuszki na Rynku Krakowskim, gwasz, 1804, 
źródło: Wikimedia Commons, domena publiczna

Ojciec, Michał Stachowicz (1768-1825) był ambitnym i aspirującym do miana profesora malarzem cechowym, który przez całe swoje życie mieszkał i pracował w Krakowie, prawie nie opuszczając tego miasta. Świetny obserwator codzienności i jej dokumentalista, którego twórczość wpisywała się w rodzące się wówczas zainteresowanie miastem – jego przeszłością, zabytkami i pamiątkami, związanymi z ówczesną sytuacją polityczno-społeczną. Fragmenty zabudowy Krakowa z przełomu wieków możemy znaleźć na jego dziełach o tematyce historycznej, takich jak Przysięga Kościuszki na Rynku KrakowskimWjazd księcia Józefa Poniatowskiego do Krakowa, gdzie tytułowe sceny odbywają się na tle architektury miasta, często już niezachowanej (rynek główny z ratuszem, sukiennice z kramami bogatymi czy budynek wielkiej wagi). Stachowicz z zapałem studiował pejzaż miejski Krakowa i z dokładnością odtwarzał go na swych obrazach wykonując przy tym wiele szkiców i rysunków, z których korzystał następnie jego syn – Teodor Baltazar Stachowicz (zob. Widok Ratusza od północy T.B. Stachowicza, ratusz rozebrano w 1820 roku, natomiast obraz powstał dwadzieścia lat później). Jakkolwiek zabudowa Krakowa nie stanowiła u Michała tematu samego w sobie, a tylko tło wydarzeń, które miały miejsce w mieście, inaczej niż w twórczość jego syna.

Teodor Baltazar Stachowicz (1800-1873) reprezentował inną niż jego ojciec formację artystyczną. Wyzwolony spod obostrzeń cechowych, swoje pierwsze kroki w sztuce malarskiej stawiał pod okiem ojca, następnie zaś pełną edukację artystyczną odbył już w krakowskiej Szkole Rysunku i Malarstwa (utworzona w 1818 roku). Jakkolwiek nie rozwinął się jako indywidualność twórcza, wiele z jego prac bazowało na wcześniejszych rozwiązaniach, przede wszystkim odwoływał się do dzieł Michała, zwłaszcza w zakresie interesujących nas widoków Krakowa. 

Teodor Baltazar Stachowicz, Pożar Krakowa, Rynek Główny, lipiec 1850
źródło: Wikimedia Commons, domena publiczna

Teodor Baltazar był mniej wprawnym malarzem niż jego ojciec, jednak z równą mu pasją dokumentował życie i oblicze miasta. Krajobrazy miejskie Teodora Baltazara stanowią niezwykle bogaty materiał ikonograficzny do wyglądu Krakowa jeszcze sprzed Wielkiego Pożaru w 1850 roku oraz sprzed rozbiórki dawnych budynków miejskich i kościelnych oraz murów obronnych, która miała miejsce na przestrzeni XIX wieku (zob. Widok Bramy Mikołajskiej). Niezwykle cennymi są dzieła przedstawiające budynki czy wnętrza kościołów sprzed Wielkiego Pożaru, przykładowo obrazy ilustrujące wygląd kościoła dominikanów zanim żywioł strawił doszczętnie jego wyposażenie, dach i wieżę. Malarz odtworzył również sam moment pożogi w obrazach Pożar Krakowa, Rynek Główny, lipiec 1850 czy Pożar kościoła OO. Dominikanów w Krakowie 18 lipca 1850 roku oraz inne wydarzenia z życia miasta, jak chociażby Sypanie kopca Kościuszki w Krakowie czy też jego codzienność (Targ zboża na Kleparzu). Malarz utrwalił we fragmentach nieistniejące już oblicze miasta, przykładowo kościół Wszystkich Świętych (rozebrany w latach 1835-1838) czy kościoły Świętego Krzyża i św. Walentego (licytacja i rozbiórka w 1818 roku).

Obrazy przedstawiające widok architektury, czyli miasta lub jego fragment, często ze sztafażem (niewielkie sceny rodzajowe wpisane w krajobraz i pejzaż miejski) nazywamy wedutami. Gatunek ten jako samodzielny wyodrębnił się już w XVII wieku w Holandii, rozkwit przeżywając w XVIII wieku, natomiast w interesującym nas przełomie XVIII i XIX wieku rozpowszechnił się już w całej Europie.

Przykład Warszawy uświadomi nam z jaką szczegółowością malowano weduty. Otóż widoki tego miasta w wykonaniu Bernardo Belotto (Canaletto) i Marcina Zaleskiego posłużyły do rekonstrukcji dawnej zabudowy Warszawy po zniszczeniach II wojny światowej. Podobnie dzieła Stachowiczów stanowią niezwykle cenne źródło dla ikonografii historycznej zabudowy Krakowa, która w dużej mierze nie dotrwała do naszych czasów, jak również można je traktować, jako kronikę życia miasta z końca XVIII i początku XIX wieku.

Opracowanie: Paulina Kluz (Redakcja WMM),
Licencja Creative Commons

Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.

Bibliografia:
Zbigniew Michalczyk, Michał Stachowicz (1768-1825): krakowski malarz między barokiem a romantyzmem, t. 1-2, Warszawa 2011.

Wyświetlanie 4 rezultatów.