Blog

Kiedy zaczyna się nowy rok?

Rękopis „Diwrej Dawid” Dawida ben Jakuba, 1689—1700, domena publiczna.

Zaledwie kilka dni temu przywitaliśmy 2018 rok. Rozpoczynanie rachuby nowego, dwunastomiesięcznego cyklu od pierwszego dnia stycznia wydaje się nam naturalnym i obiektywnym sposobem mierzenia czasu. Tymczasem termin ten jest zupełnie umowny.

Tradycja rozpoczynania nowego roku z dniem 1 stycznia wywodzi się z reformy kalendarza rzymskiego zarządzonej przez Juliusza Cezara w 45 roku p.n.e. Na terenach cesarstwa pierwszy dzień miesiąca Ianuarius był świątecznie obchodzony jeszcze długo po nastaniu chrześcijaństwa. Kościół widząc w tym relikt pogaństwa krytykował nie tylko przebieg uroczystości, ale również sam wybór daty rozpoczynającej rok. Wysiłki wyplenienia zwyczaju spełzły na niczym, więc starano się uczynić 1 stycznia świętem chrześcijańskim, wyznaczając na ten dzień wspomnienie liturgiczne obrzezania Chrystusa.

Ustanowienie święta zaowocowało rozpowszechnieniem w Europie zachodniej rzymskiej rachuby dni nowego roku. Nie był to jednakże jedyny ani nawet najbardziej rozpowszechniony styl tworzenia kalendarza. Popularne było rozpoczynanie nowego roku od 1 marca, co praktykowano w starożytnym Rzymie (obok tradycji rozpoczynania nowego roku 1 stycznia), a później w merowińskim państwie Franków oraz w Wenecji, gdzie tradycja ta utrzymała się najdłużej, bo aż do końca istnienia niepodległej Republiki w roku 1797.

Krakowski kalendarz ścienny na rok 1525: Naznamionowanie dzienne miesiącow nowych pełnych [...] lata [...] 1525, źródło: Wikimedia Commons, domena publiczna.

Jeszcze inaczej było w Pizie i Florencji. Nowy rok zaczynano z dniem Zwiastowania Najświętszej Panny Marii, czyli 25 marca. Rachuba ta z czasem stała się popularna w innych miastach włoskich, a także w Anglii, w której zwyczaj rozpoczynania roku w święto Zwiastowania przetrwał do roku 1753. W dawnych wiekach ten styl kalendarza był powszechnie kojarzony z Anglią i nazywano go „rachubą”, lub „zwyczajem angielskim”.

Z dzisiejszego punktu widzenia najdziwniejszy obyczaj panował we Francji, gdzie nowy rok liczono od Wielkanocy, która jest świętem ruchomym przypadającym między 22 marca a 25 kwietnia. Powodowało to zmienną długość roku, dwukrotne występowanie niektórych dni w pewnych latach, a w innych zupełny ich brak. Dni wypadające w danym roku dwa razy odróżniano, dodając do nich określenia „przed Wielkanocą” (ante pascham) lub „po Wielkanocy” (post pascham).

W średniowieczu Nowy Rok obchodzono często wraz z Bożym Narodzeniem. 25 grudnia jako początek roku długo stosowała kuria papieska, co naśladowały liczne kancelarie kościelne i monarsze.

Druk reklamowy „hikifuda” w formie kalendarza, 1912, domena publiczna.

Jeszcze inną rachubę przyjęto w Bizancjum, gdzie nowy rok rozpoczynał się 1 września. Poza terenami cesarstwa wschodniego system ten przyjął się w południowej Italii, która długo pozostawała w orbicie wpływów politycznych Konstantynopola. Inaczej było na Rusi (także na ziemiach ruskich leżących w granicach Polski i Litwy), gdzie zgodnie ze zwyczajem miejscowym nowy rok świętowano 1 marca. Z czasem Słowianie Wschodni zaczęli, obok własnej, stosować również bizantyńską rachubę nowego roku.

O ile pierwszy dzień kalendarza chrześcijańskiego zawsze był umowny, o tyle tradycyjny żydowski początek roku upamiętniać ma stworzenie świata. Żydowski nowy rok, czyli Rosz ha-Szana, wyznaczony jest na pierwszy dzień miesiąca tiszri, który przypada w okolicach równonocy jesiennej. Kwestii obliczania czasu według kalendarza żydowskiego poświęcona jest prezentowana na portalu Wirtualne Muzea Małopolski praca Dawida ben Jakuba, której rękopis jest przechowywany w Muzeum Historycznym Miasta Krakowa.

Na ziemiach polskich w wiekach średnich używano dwóch dat na rozpoczęcie roku: 25 grudnia i 1 stycznia. Jeszcze w XIII wieku stosowano je obie, prawdopodobnie preferując Boże Narodzenie. W kolejnym stuleciu bardziej popularna stała się data używana do dzisiaj. Kancelaria królewska rozpoczynała cykl roczny z dniem 1 stycznia, ale kroniki i źródła kościelne do XV wieku propagowały liczenie nowego roku od dnia 25 grudnia. Współcześnie stosowana rachuba nowego roku definitywną przewagę zyskała w wieku XVI, choć zdarzały się jeszcze przypadki liczenia lat od Bożego Narodzenia.

Datą 1 stycznia rozpoczyna się pierwszy zachowany polski kalendarz ścienny na rok 1525 wydany w Krakowie. Na portalu Wirtualne Muzea Małopolski obejrzeć można drukowany kalendarz z zupełnie innego kręgu kulturowego – druk reklamowy „hikifuda” w formie kalendarza.

Opracowanie: Adam Spodaryk (Redakcja WMM),
Licencja Creative Commons

Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.

Bibliografia:

  1. Zygmunt Gloger, Encyklopedia staropolska, t. 2, Warszawa 1901, s. 306–308, t. 3, Warszawa 1902, s. 267–269.
  2. Mikołaj z Szadka, Naznamionowanie dzienne miesiącow nowych pełnych [...] lata [...] 1525, [Kraków: Hieronim Wietor, 1524/1525], wyd. Wiesław Wydra, Poznań 2010.
  3. Bronisław Włodarski, Chronologia polska, Warszawa 2006.

Raport końcowy projektu „Cyfrowe dziedzictwo kulturowe”

Już jest! Raport końcowy projektu „Cyfrowe dziedzictwo kulturowe”, o którego realizacji informowaliśmy Was wielokrotnie. Trzyletni projekt, którego celem był opis procesu przemian w upowszechnianiu i odbiorze dziedzictwa kulturowego w formie cyfrowej w latach 2004–2014, dobiegł końca. Zapraszamy serdecznie do lektury raportu końcowego z realizacji projektu, którego potrzeba narodziła się w naszej Pracowni i z którego efektów jesteśmy niezmiernie dumni.

Projekt „Cyfrowe praktyki i strategie upowszechniania i odbioru dziedzictwa kulturowego w Polsce w latach 2004–2014” był realizowany w latach 2015-2017 przez Małopolski Instytut Kultury w Krakowie oraz Instytut Filozofii i Socjologii Uniwersytetu Pedagogicznego im. Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie. Sfinansowano go ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

 

Skąd wzięła się tradycja szopek bożonarodzeniowych?

Nadchodzą Święta Bożego Narodzenia. Życzymy, żeby to był czas odpoczynku i radości. Dołączamy życzenia całego zespołu...

Poniżej zamieszczamy tekst autostwa Anny Kozak z Muzeum Tatrzańskiego im. Dra Tytusa Chałubińskiego w Zakopanem Skąd wzięła się tradycja szopek bożonarodzeniowych?

Szopka krakowska autorstwa Macieja Moszewa, © wszystkie prawa zastrzeżone, MHK

Tradycja polskich szopek bożonarodzeniowych sięga korzeniami włoskich jasełek przeszczepionych na nasz grunt przez zakony franciszkańskie. Początkowo, organizowane w bocznych ołtarzach kościołów, składały się z figur wyobrażających Dzieciątko, Maryję, świętego Józefa, pastuszków i Trzech Króli ustawionych na tle scenerii Ziemi Świętej. Z czasem dla podniesienia ich atrakcyjności zaczęto je wzbogacać o rozbudowane scenerie i nowe postaci, także świeckie. 

W zespołach figur szopkowych pojawiali się przedstawiciele różnych nacji, stanów, zawodów, różnorodne formacje wojskowe, bohaterowie narodowi, a także postaci w strojach regionalnych, np. górale i krakowiacy. W XVIII wieku statyczne dotąd figury zaczęto zastępować marionetkami, które odgrywały różne scenki, również o charakterze świeckim, często humorystyczne. Takie widowiska cieszyły się ogromnym zainteresowaniem widzów, wywołując żywe reakcje, nielicujące z powagą miejsc, w których się odbywały. Z tego powodu pod koniec XVIII wieku władze kościelne zakazały organizowania ruchomych jasełek w świątyniach, powracając do wielofiguralnych stałych kompozycji.

Bogatą kolekcję szopek można zobaczyć z bliska na portalu: szopka krakowska autorstwa Macieja Moszewa, szopka krakowska autorstwa Romana Sochackiego, szopka krakowska z lalkami, szopka kukiełkowa autorstwa Franciszka Zięby, szopka kukiełkowa z Wieliczki, szopka krakowska autorstwa Mariana Dłużniewskiego.

 

Dla mniejszych odbiorców portalu WMM polecamy dział DIY czyli „Zrób to sam”, gdzie można się dowiedzieć, jak samodzielnie wykonać szopkę – przytulankę inspirowaną muzealnymi eksponatami. Wesołych Świąt!

 

„Był tam wielki cud” – o Chanuce, żydowskim „Święcie Świateł”

Od kilku lat w jeden z grudniowych wieczorów na ulicy Szerokiej znajdującej się na Kazimierzu – dawnej dzielnicy żydowskiej Krakowa – odbywa się szczególna uroczystość. Po przemówieniach zaproszonych gości (do których należy zazwyczaj prezydent Krakowa, przedstawiciele instytucji kulturalnych, rabini) zapalana jest lampka na wielkim, ośmioramiennym świeczniku zwanym chanukiją. Panuje radosna atmosfera, uczestnicy śpiewają, tańczą, a następnie wszyscy częstowani są pączkami....
Uroczystość ta zwiastuje początek żydowskiego święta Chanuki. Jest to święto upamiętniające wydarzenia, jakie miały miejsce w II wieku p.n.e. Państwo żydowskie znajdowało się wówczas pod panowaniem grecko-syryjskiej dynastii Seleucydów. Niektórym Żydom kultura helleńska wydała się na tyle atrakcyjna, że zaczęli przejmować pewne jej elementy, co z kolei spotkało się ze sprzeciwem innych. Konflikt zaostrzył się w czasach panowania Antiocha IV Epifanesa. Władca wydał serię dekretów mających na celu szybką hellenizację Żydów, a na stanowisku kapłana w Świątyni Jerozolimskiej osadzał zwolenników reformy judaizmu w duchu greckim. Zakazane zostały najważniejsze dla judaizmu obrzędy, zwyczaje i praktyki, takie jak świętowanie Szabatu, obrzezanie czy nauka Tory. W Świątyni umieszczono posągi bogów greckich, a ołtarz został sprofanowany przez złożenie na nim ofiary ze świni.
Odpowiedzią na te wydarzenia był wybuch żydowskiego powstania, którym dowodził Matatiasz z rodu Hasmoneuszy wraz z pięcioma synami. Po śmierci Matatiasza dowództwo objął jego syn Juda, któremu nadano przydomek Makabi („Młot”), stąd powstańców nazywa się Machabeuszami.
Pomimo miażdżącej przewagi liczebnej wroga, powstanie zakończyło się sukcesem. Grecy zostali wyparci z Judei, a Świątynia Jerozolimska, oczyszczona i ponowie poświęcona, znów stała się miejscem kultu żydowskiego Boga.
Samo to zwycięstwo militarne mogłoby już być powodem ustanowienia święta. Talmud jednak kładzie nacisk na pewne zdarzenie, które uznane zostało za cud.
By przywrócić kult żydowski w Świątyni trzeba było zapalić siedmioramienną lampę oliwną, która powinna płonąć bez przerwy. Jednak okazało się, że wśród zapasów znaleziono tylko jeden dzbanek oliwy – była to ilość, która wystarczała na jeden dzień, a wytłoczenie nowej zajmowało osiem dni. Kapłani zdecydowali jednak, by menorę zapalić od razu, nawet jeśli wiązałoby się to z przerwaniem ciągłości. Wtedy okazało się, że ta niewielka ilość oleju płonęła nieprzerwanie przez osiem dni, aż do chwili, gdy nowa oliwa była gotowa do użycia.
Obchody święta Chanuka pełne są symboli. Już sama jego długość – osiem dni – nawiązuje do cudu sprzed wieków. Najważniejsze jednak są światła zapalane na ośmioramiennym świeczniku lub lampie oliwnej. Pierwszego wieczoru zapala się jedną świeczkę, drugiego – dwie, trzeciego – trzy... Aż wreszcie ósmego dnia płoną wszystkie świeczki na chanukiji. Jest jeszcze jedna, dodatkowa świeczka, tak zwany szames, od której odpala się wszystkie pozostałe. Ważne jest, by światła płonęły w widocznym miejscu. Może być to na przykład parapet okna, aby przechodni mogli je dostrzec z ulicy. Celem jest bowiem „głoszenie cudu”.
Zapalaniu świec towarzyszą błogosławieństwa odmawiane lub odśpiewywane w języku hebrajskim. W tłumaczeniu na język polski pierwsze z nich brzmi: „Błogosławiony jesteś Panie Boże, Królu świata, któryś uświęcił nas swoimi przykazaniami i nakazał nam zapalać światła chanukowe”. Po nim mówi się kolejne: „Błogosławiony jesteś Panie Boże, Królu świata, któryś uczynił cuda naszym ojcom w tamtych dniach, w tamtym czasie”. Pierwszego wieczoru dodawane jest jeszcze trzecie: „Błogosławiony jesteś Panie Boże, Królu świata, któryś dał nam dożyć i utrzymał nas i doprowadził nas do tego czasu”.
Symboliczne są także potrawy. Do najpopularniejszych należą tak zwane latkes, czyli placki ziemniaczane. Latkes mogą być także zrobione z innych warzyw; ważne jest to, aby były smażone na oleju, co ma przypominać o cudzie z oliwą. W Izraelu ulubionym chanukowym przysmakiem są pączki.
Nieodzownym elementem święta Chanuka jest także gra w tak zwany drejdl. Jest to bączek o czterech ściankach. Na każdej znajduje się jedna z hebrajskich liter: nungimelhejszin. Są to pierwsze litery słów w zdaniu: nes gadol haja szam, co oznacza dosłownie: był tam wielki cud”. Każdy uczestnik wrzuca coś do puli, a następnie kręci drejdlem i w zależności od litery, która wypadnie, bierze wszystko, połowę, dodaje do puli lub traci kolejkę. Przedmiotem gry mogą być cukierki, orzeszki itp., jednak najczęściej używa się specjalnych chanuke-geld – czekoladowych monet w złotym papierku.
Izraelskie bączki, z oczywistych powodów, różnią się jedną literką od tych, których używa się w innych krajach. Litera szinrozpoczynająca słowo szam – w Izraelu została zastąpiona literą pej, która oznacza po – „tutaj”.
Pochodzenie zwyczaju gry w drejdl podczas Chanuki jest różnie interpretowane. Najpopularniejsze wyjaśnienie mówi o tym, że w czasach, gdy zakazane było studiowanie Tory czy obchodzenie Szabatu, Żydzi robili to potajemnie, a na wypadek nakrycia mieli zawsze przygotowane takie bączki – by w razie czego udawać, że celem ich spotkania jest gra hazardowa.
Są także prezenty dla dzieci. Jest to zwyczaj stosunkowo nowy. Jednak bliskość świąt Bożego Narodzenia i jego huczne obchody wpłynęły także na zwyczaje chanukowe. I choć jest to święto o stosunkowo małym znaczeniu w porównaniu z biblijnymi świętami (jak PesachJom Kipur i inne), to jednak przez tę zbieżność dat jest obecnie jednym z najbarwniej obchodzonych żydowskich uroczystości, z oprawą muzyczną, bogatymi dekoracjami domu i przyjęciami.

Opracowanie: Julia Makosz, Licencja Creative Commons

Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.

Zobacz chanukije na naszym portalu:
Świecznik chanukowy z Muzeum w Chrzanowie im. Ireny i Mieczysława Mazarakich
Świecznik chanukowy synagogalny z Muzeum Historycznego Miasta Krakowa
Chanukija ze sztibla Samuela Rotha z Ośrodka Spotkania Kultur w Dąbrowie Tarnowskiej
Świecznik chanukowy z Muzeum Ziemi Koszyckiej im. Stanisława Boducha
Lampka chanukowa z Muzeum Historycznego Miasta Krakowa
Świecznik chanukowy w stylu modernistycznym z Muzeum Okręgowego w Tarnowie

„Lepsza z soli lichota, niźli z gnoju wór złota” – czyli słów kilka o górnikach

W okresie średniowiecza i nowożytności kopalnie były bardzo dochodowe. W całej Europie wyrastały wokół nich miasta. Nie inaczej było w Królestwie Polskim, gdzie „Wieliczka urosła w miasto z nikczemnej chałupy” (cyt. za: Zygmunt Gloger, Encyklopedia staropolska, t. 4, Warszawa 1901, s. 522). W Polsce kopalnie, czyli jak mówiono dawniej „żupy” lub „góry”, skupione były na południu kraju. W Wieliczce i Bochni wydobywano sól, a w Olkuszu, Chęcinach, Sławkowie, Trzebini, Jaworznie i Miedzianej Górze rudy metali – ołowiu, srebra oraz miedzi.

Wózek kopalniany, tzw. pies węgierski, XIX wiek, Muzeum Żup Krakowskich w Wieliczce, domena publiczna.

Gdzie kopalnie, tam i górnicy, czyli kopacze. Już w średniowieczu wykonywali oni najcięższą i najbardziej niebezpieczną pracę, dlatego nie dziwi, że w wielu wyrobiskach pracowali niewolnicy i skazańcy. Niekiedy nie przysługiwał im nawet pochówek na tym samym cmentarzu, na którym grzebano ludzi wolnych.

Do pracy w kopalni przestępcy zaciągali się czasem dobrowolnie, żeby uniknąć sprawiedliwości. Podobną motywację mieli ludzie, którzy od spotkania z mistrzem małodobrym woleli służbę w wojsku lub harówę na żaglowcu. Także małopolscy górnicy nie należeli do świętych, o czym wiemy z pisanych przekazów o występkach bocheńskich i wielickich kopaczy. 10 listopada 1593 roku przed sądem w Sanoku stanął niejaki Stanisław „górnik z Bochnie” (oryginalna pisownia) ze zbójnickiej szajki harnasia Pawła Swastaka z Sobolowa. Stanisław został złapany wraz z kilkoma kompanami podczas napadu na synagogę w Rymanowie. Wiadomo także, że w roku 1664 straż miejska Kazimierza musiała bronić miasta przed ponadstuosobową bandą uzbrojonych górników, którzy ruszyli na rabunek bogatych żydowskich kramów i sklepów.

Niewarta pozazdroszczenia pozycja i status społeczny górników nie była jednak regułą. Przeważnie cieszyli się oni wolnością osobistą, a ich zawód – szacunkiem. Do XX wieku w wielickiej kopalni pracowali nawet zamożni chłopi, dla których górnicza pensja była tylko dodatkiem do podstawowych dochodów z roli. Robili to często po to, by podtrzymać w rodzinie tradycje uprawiania prestiżowego zawodu. Poważanie dla pracy pod ziemią znajduje zresztą potwierdzenie w wielickim przysłowiu: „Lepsza z soli lichota, niźli z gnoju wór złota”. Poczucie własnej wartości i odrębności od ludzi wykonujących „zwyczajną” pracę na powierzchni ziemi zaowocowało wytworzeniem specyficznej górniczej kultury, która – chociaż zróżnicowana regionalnie – była podobna w całej Europie.

Róg Bractwa Kopaczy Wielickich, 1534, Muzeum Żup Krakowskich w Wieliczce, domena publiczna.

W średniowieczu urzędnicy żupni i gwarkowie, ale także zwykli kopacze, byli środowiskiem wielonarodowościowym, podobnie jak miejscy kupcy i rzemieślnicy. Do Wieliczki już w XIII wieku ściągali Niemcy i inni mieszkańcy Europy Środkowej. W drugiej połowie XIV wieku dołączyły do nich mniej liczne grupy Włochów i Francuzów. Górnicy pod względem wieloetniczności przypominali miejskie środowisko kupców i rzemieślników. Już w XIII i XIV wieku w Bochni i Wieliczce powstały bractwa kopaczy, działające podobnie do cechów. Pamiątką świetności górniczego fachu w XVI wieku jest prezentowany na portalu Róg Bractwa Kopaczy Wielickich, noszony na łańcuchu przez starszego bractwa podczas największych świąt, podobnie jak srebrny kur Krakowskiego Bractwa Kurkowego.

Górnicy zakładali także bractwa religijne. Mieli oni swoich patronów, do których modlili się w podziemnych kaplicach, często ozdobionych posągami i ołtarzami wykonanymi przez samych górników. Amatorską rzeźbą zajmowało się wielu kopaczy. Dawniej było to zajęcie szczególnie popularne wśród górniczych inwalidów. W Polsce najbardziej znane są solne rzeźby znajdujące się w Wieliczce. Dwie z nich można zobaczyć w trzech wymiarach na portalu Wirtualnych Muzeów Małopolski.

Szczególnym kultem w europejskich ośrodkach górniczych cieszyła się św. Dorota, św. Wit, św. Prokop z Sazawy, św. Klemens, św. Antoni, św. Barbara i św. Anna. Wybór patronów nie był przypadkowy. Np. św. Antoni, który jest opiekunem zaginionych, pomagać miał, gdy jakiś górnik zagubił się w plątaninie chodników, a św. Klemens jako patron tonących był pomocny w razie zalania kopalni.

Jan Matejko, Obraz „Św. Kinga modląca się pośród sądeckich gór”, 1892, Muzeum Żup Krakowskich w Wieliczce, domena publiczna.

Najpopularniejszą patronką górników była i jest św. Barbara – opiekunka ciężkiej pracy i dobrej śmierci. Przypadające dzisiaj wspomnienie liturgiczne św. Barbary, czyli Barbórka jest najważniejszym świętem w kalendarzu pracowników kopalń. W tym dniu celebrowane są różne tradycyjne rytuały, takie jak przyznawanie szpad zasłużonym pracownikom i skoki przez skórę – skórzany fartuch, nazywany też natylnikiem, ponieważ służył do ochrony pośladów podczas zjeżdżania do sztolni lub w czasie odpoczynku na wilgotnych skałach. Górnicy mają również tradycyjne dla ich zawodu pieśni, a nawet tańce, jak słynny taniec z mieczami wykonywany m.in. przez górników z Sankt Martin w Dolnej Austrii. W Wieliczce i Bochni szczególnym kultem cieszyła się św. Kinga, z którą łączą się liczne legendy.

Z okazji świąt takich jak Barbórka górnicy zakładają uroczysty mundur. Kopacze już w średniowieczu nosili wyróżniający się strój – proste kaftany z kapturem i górnicze skóry, które już na przełomie XV i XVI wieku stały się elementem odświętnego stroju kopalnianych elit – nie był to jednakże mundur z prawdziwego zdarzenia. Pierwsze uniformy pojawiły się w XVII wieku w Saksonii, a w roku 1719 odbyła się prawdziwa górnicza rewia mody. Ponad tysiąc górników wystąpiło w mundurach odświętnych z okazji zaślubin Fryderyka Augusta, przyszłego króla Polski Augusta III. W Bochni i Wieliczce pierwsze mundury wprowadzili Austriacy, rok po pierwszym rozbiorze Polski. W XIX wieku mundur stał się powszechny w większości kopalń, a na terenie zaboru austriackiego ostateczne uregulowanie prawne dotyczące jego wyglądu nastąpiło w roku 1850.

Wielickie i bocheńskie uniformy odświętne niewiele zmieniły się od czasu zaborów, a w XX wieku stały się wzorem dla mundurów górniczych w całej Polsce. Po II wojnie światowej wprowadzono także damską wersję uniformu. Mimo to, dopiero w roku 2008 Polska wypowiedziała konwencję zakazującą kobietom pracy pod ziemią. Wciąż jednak nie ma odpowiednich przepisów w pełni regulujących tę kwestię.

Tradycyjny górniczy taniec z mieczami, Sankt Martin (Dolna Austria), fot. John Asher, CC BY-SA 3.0, źródło: Wikimedia Commons.

Górnicy jako ludzie wolni mieli też prawo noszenia broni, która do dzisiaj jest elementem uroczystego munduru pracowników kopalń. Na portalu prezentujemy pochodzącą z Saksonii bartę, czyli topór górniczy (niem. Bergbarten), oraz paradną szablę. Wysocy rangą górnicy wieliccy, jak wszyscy urzędnicy w monarchii habsburskiej, mieli prawo noszenia tego rodzaju broni do munduru galowego. Na Górnym Śląsku, który od XVIII wieku należał do Prus, tradycyjnie do uniformu noszona jest szpada.

Oprócz świątecznych zwyczajów i strojów, górników wyróżnia też zawodowy żargon, który nie ogranicza się tylko do sfery języka mówionego. W wielu kopalniach górnicy pracujący w hałasie wypracowali system porozumiewania się za pomocą gestów, a nawet sposób nadawania wiadomości poprzez stukanie w rurociągi. Metalowe rury przenoszą „zaszyfrowane” informacje na duże odległości.

Dziś wiele pamiątek dawnego górnictwa można zobaczyć na wystawie stałej Muzeum Żup Krakowskich w Wieliczce, a część z nich warto obejrzeć na portalu Wirtualne Muzea Małopolski.

Opracowanie: Adam Spodaryk (Redakcja WMM),
Licencja Creative Commons

Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.

Bibliografia:

  1. Brückner Aleksander, Encyklopedia staropolska, t. 2, Warszawa 1939, szp. 378–382.
  2. Burke Peter, Kultura ludowa we wczesnonowożytnej Europie, Warszawa 2009.
  3. Gloger Zygmunt, Encyklopedia staropolska, t. 2, Warszawa 1901, s. 224–226.
  4. Tenże, Encyklopedia staropolska, t. 4, Warszawa 1901, s. 521–522.
  5. Janicka-Krzywda Urszula, Górnicy wielickiej kopalni, Kraków 1999.
  6. Sasin Ewelina, „Gdzie diabeł nie może, tam babę pośle”, czyli dlaczego świat się kończy. O ślunskich dziołchach i ich szychcie z Karoliną Bacą-Pogorzelską rozmawia Ewelina Sasin, „Ha!art”, nr 49: Praca, s. 39–44.
  7. Tenfelde Klaus, Bergarbeiterkultur in Deutschland. Ein Überblick, „Geschichte und Gesellschaft”, r. 5 (1979), z. 1: Arbeiterkultur im 19. Jahrhundert, s. 12–53.
Wyświetlanie 21 - 25 z 133 rezultatów.
Pozycji na stronę 5
z 27