Blog

Jom Kipur – Dzień Pokuty i Pojednania

Przemysław Piekarski

Jom Kipur – Dzień Pokuty i Pojednania, największe święto żydowskie, przypada dziesiątego dnia miesiąca tiszri (wrzesień / październik) i zamyka dziesięciodniowy okres Jamim Noraim – „Dni Trwogi”, rozpoczęty w Rosz Haszana (żydowski Nowy Rok). Jom Kipur ma swoje źródło w Torze (Pięcioksiąg Mojżesza): „I niechaj będzie  to dla was ustawą wieczną: miesiąca siódmego, dziesiątego tegoż miesiąca dręczyć będziecie dusze wasze i żadnej roboty nie będziecie wykonywali… albowiem w dzień ten rozgrzeszy was, aby uczynić was czystymi…”[1]. Jest zatem Jom Kipur dniem pokuty i przebaczenia, a nie jak często w polszczyźnie słyszymy „Sądnym Dniem”. Wyrok zapadł w Rosz Haszana, każdy może się od niego „odwołać” i przez dziesięć Dni Trwogi polepszyć swój los. „Skrucha, modlitwa i miłosierdzie odmienią zły wyrok”. Te dwa hebrajskie słowa tszuwa „skrucha” i szuwa „powrót” to klucze do zrozumienia całego cyklu świątecznego od Rosz Haszana, przez Jamim Naraim do Jom Kipur – dnia pokuty i pojednania.

Obrzędy poprzedza ceremonia kaparot (jidysz – kapojres). Dawniej powszechne było składanie w ofierze koguta lub kury. Modlący się wymachiwał ptakiem nad głową, wymawiając modlitwy, po czym ofiarę zabijano, a mięso przeznaczano dla ubogich. Dziś częściej wymachuje się symbolicznym woreczkiem z pieniędzmi, a konkretną sumę ofiaruje się na cedakę – „dobroczynność”.

Maurycy Gottlieb, Żydzi modlący się w synagodze podczas Jom Kippur, 1878, Muzeum Sztuki w Tel Awiwie.
Źródło: Wikimedia Commons, domena publiczna


Jom Kipur to największe żydowskie święto. Kiedy wypada w Szabat znosi jego radość i ucztowanie, wprowadzając do praw szabatowych dodatkowe obostrzenia. W tradycji żydowskiej nazywany jest Szabatem Szabatów albo com Kipur – postem pokutnym. Przez ponad 25 godzin obowiązuje zakaz jedzenia i picia, dla wszystkich powyżej 12 lat (kobiety) i 13 (mężczyźni). Jednak osoby starsze, kobiety w ciąży i połogu oraz chorzy są z postu zwolnieni, co nie znaczy, że nie mogą go podjąć, choćby częściowo.

Lista prac zakazanych w Szabat jest wydłużona o kolejne zakazy: jedzenia i picia, noszenia skórzanych butów i elementów odzieży (paski), kąpieli i mycia się, używania kosmetyków oraz odbywania stosunków seksualnych. Dzień przed świętem należy zanurzyć się w mykwie – łaźni rytualnej, oraz napełnić żołądek. Także po zakończeniu modłów na Jom Kipur odbywa się „łamanie” postu – najczęściej zbiorowy posiłek. W synagodze pojawiają się rzadcy goście, członkowie wspólnoty unikający modlitwy przez cały rok. W jidysz nazywani są jomkipurnikes.

Liturgia Jom Kipur jest bardzo bogata i skomplikowana, opiera się na tekstach zgromadzonych w specjalnym modlitewniku (machzor)[2]. Wszystkie modlitwy w synagodze trwają, z kilkoma przerwami, ponad osiem godzin: modlitwa wieczorna, w przeddzień święta, szachrit i musaf – modlitwa poranna połączona z „wypominkami” zmarłych – jizkor, mincha – modlitwa popołudniowa oraz zakończenie – nila.

Wprowadzeniem w modlitwy świąteczne jest Kol Nidre, odmawiana w języku aramejskim prośba o unieważnienie wszystkich zobowiązań podjętych lekkomyślnie wobec Boga podczas rozpoczętego właśnie roku. Modlitwa pochodzi z VI wieku n.e., a melodia sięga XVI wieku Kantorzy często nagrywają Kol Nidre, poza świętem, kiedy jest to zakazane. Sfilmowaną wersję można obejrzeć w filmie „Śpiewak jazz bandu” w wykonaniu Neila Diamonda[3]. W praktyce ortodoksyjnej modlitwa wygląda inaczej niż na filmie. Kantorowi stojącemu na podwyższeniu (bima) towarzyszy, po obu jego stronach, dwóch lub trzech mężczyzn, trzymających zwoje Tory, ubrane w białe „sukienki”. Ten kolor dominuje w synagodze od Rosz Haszana – parochet – zasłona na aron hakodesz (szafa ołtarzowa), białe jarmułki i tałesy (szale modlitewne), wielu mężczyzn ubranych jest w białe kitle (strój ślubny). Formuła Kol Nidre (aramejskie „wszystkie przysięgi”) jest odmawiana trzykrotnie, na przemian przez kantora i całą społeczność. Zwoje Tory są odnoszone do aron hakodesz i zaczyna się właściwa modlitwa wieczorna (mariw, arwit) a po niej modlitwy pokutne – slichot.

Modlitwa poranna – szachrit , dodatkowa – musaf, przedzielone wypominkami za zmarłych – jizkor, to najdłuższa część liturgii (około pięciu godzin). Potrzeba do niej skupienia, wytrwałości fizycznej (post!) oraz machzoru – książki towarzyszącej modlącemu się przez całe święto (około 400 stron hebrajskiego tekstu).

Częścią modlitw jest kilkakrotnie powtarzające się wyznanie grzechów – widuj. Odmawiają je wszyscy zebrani, każdy bierze na siebie również grzechy potencjalnie popełnione przez innych. Lista grzechów jest ułożona według porządku liter hebrajskich. Za każdym grzechem trzeba uderzyć się prawą ręką w pierś. Powraca również w pełnej wersji modlitwa Awinu Malkenu (Nasz Ojcze, Nasz Królu). Fragment Tory[4] przypomina o powinnościach Najwyższego Kapłana, który reprezentuje cały naród Izraela i w ten jedyny dzień, w przybytku nazywanym Święte Świętych wymawia Imię Boga JHWH. (Od czasu zburzenia Świątyni w 70 roku n.e. wierzących Żydów obowiązuje zakaz wymawiania Imienia). W czytaniu pojawia się też kozioł ofiarny, który bierze na siebie grzechy całego Izraela i zostaje przegnany na pustkowie.

Jizkor – modlitwa za zmarłych to odczytanie imion i nazwisk nieżyjących członków wspólnoty, z reguły całych rodzin. W modlitwie nie mogą uczestniczyć osoby, które mają żyjących oboje rodziców. Wychodzą wtedy z synagogi i wracają na wspólną modlitwę Aw ha rachamim – Ojcze Miłosierdzia. 

Musaf – modlitwa „dodatkowa” jest najbardziej zagęszczoną częścią liturgii Jom Kipur. Powraca wspólne wyznanie grzechów widuj oraz modlitwa odmawiana wcześniej podczas Rosz Haszana – Unetana Tokef, wyliczająca możliwe w kolejnym roku odmiany losu każdego człowieka[5]. Na koniec wszyscy powtarzają: „Ale skrucha, modlitwa i dobre uczynki odmienią zły wyrok”. Wspomina się też chwałę Izraela z czasów Świątyni, splendor najwyższego kapłana, jego modlitwę w Przybytku, a w odpowiednim momencie wszyscy obecni padają na twarz – to widok, który w synagodze można zobaczyć tylko w Rosz Haszana i Jom Kipur.

Jeszcze przed zmierzchem odmawiana jest mincha – modlitwa popołudniowa. Jednym z charakterystycznych elementów liturgii jest czytanie, dodatkowo do fragmentu Tory, księgi Jonasza. Powraca wyznanie grzechów – widuj, oraz Awinu Malkenu.

Całość liturgii wieńczy modlitwa końcowa nila, zakończona krótkim dęciem w szofar. Na ten moment czekają wszyscy utrudzeni modlitwą. Najwytrwalsi odmawiają jeszcze w synagodze Hawdalę – modlitwę rozdzielająca dzień święty od powszedniego, a przed synagogą – jeśli pogoda pozwoli – błogosławieństwo księżyca.

Czasem wspólnotowo, częściej w gronie rodzinnym odbywa się „łamanie postu” – pierwszy po 25 godzinach posiłek.

Święto, nawet dla postronnych obserwatorów jest bardzo malownicze, choć „na żywo”, w związku z zakazem filmowania i fotografowania, można je widzieć tylko w synagodze. Jednak w kinematografii, nie tylko żydowskiej (filmy w jidysz), pewne elementy Jom Kipur zostały zrekonstruowane. Temat powraca także w malarstwie. Najczęściej przywoływany jest obraz Maurycego Gottlieba z 1878 roku, znajdujący się w Muzeum Sztuki w Tel Awiwie.

Opracowanie: dr Przemysław PiekarskiLicencja Creative Commons
Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.



[1] Kpł.16; 29-30, Tora. Pięcioksiąg Mojżesza, tłum. I. Cylkow, Kraków 2006 (reprint).
[2] Machzor. Jom Kipur, tłum. I. Cylkow. Kraków 2013 (reprint).
[3] https://www.youtube.com/watch?v=-IEDLZayfdU&t=132s.
[4] Kpł. 16; 1-34, Tora. Pięcioksiąg Mojżesza, tłum. I. Cylkow, Kraków 2006 (reprint).
[5] Por. artykuł na temat Rosz Haszana.

Rosz Haszana – żydowska „głowa roku”

Nowy rok żydowski 5780 rozpocznie się w niedzielę, 29 września 2019 roku, po zachodzie słońca.

Ta odsłona miała wyglądać nieco inaczej. Okoliczności sprawiły jednak, że przywołujemy dzisiaj tekst poświęcony Rosz Haszana z zeszłego roku. Jego autorem jest zmarły we wtorek, 24 września, dr Przemysław Piekarski, z którym dane nam było współpracować od samego początku projektu. Wszechstronny naukowiec. Filolog, orientalista, judaista i tłumacz. Popularyzator języka jidysz. Niezapomniany wykładowca i edukator. Członek krakowskiej społeczności żydowskiej. Erudyta, którego można było słuchać godzinami. Znawca Indii, z których przywoził nam tytoń skręcany w liściach. Wielbiciel tabaki. Wielbiciel życia. Nasz Autor i Konsultant. Niezwykle ciepły, pełen pasji i mądrości. Nie do zastąpienia. Przywołujemy, pamiętając...

Hebrajska nazwa Rosz Haszana (wym. jidysz roszeszone) oznacza „głowę roku”. Tego dnia rozpoczyna się też miesiąc tiszri, liczony od nowiu, a także trwające do Jom Kippur „straszne dni” – okres wzmożonej aktywności religijnej i charytatywnej, mającej w jednostkowym i społecznym wymiarze prowadzić do odnowy świata (tikkun ha olam). W powszechnej świadomości nie tylko religijnych Żydów w Rosz Haszana każdemu człowiekowi zapisany jest jego los w kolejnych 12 miesiącach. W Jamim Naraim – „straszne dni” można ten wyrok odmienić, zanim w Jom Kippur – dzień wybaczenia i pojednania z Bogiem – zostanie przypieczętowany.

Rabin Eliezer Gurary dmie w szofar - synagoga Izaaka w Krakowie, Elul 5778 (wrzesień 2018), fot. Przemysław Piekarski, CC-BY 3.0

W synagogach rozbrzmiewa dźwięk szofaru – baraniego rogu. Jego wysłuchanie jest religijnym obowiązkiem (mycwa), stąd w rozpisce liturgii podawane są godziny dęcia w róg. Wiele wspólnot, zwłaszcza pobożnych Żydów (haredim) używa szofaru przez cały miesiąc elul, poprzedzający Rosz Haszana. W społecznościach ortodoksyjnych odmawiane są wtedy slichot (wym. jidysz sliches) – modlitwy przebłagalne. Ważne jest też, by pojednać się w ramach wspólnoty rodzinnej i religijnej. Szabat następujący po Rosz Haszana nazywa się Tszuwa – skrucha.

W dobie Internetu i komunikatorów społecznych zanika tradycja wysyłania kartek pocztowych z życzeniami, za to jako obrazki są dołączane do wiadomości elektronicznych.

Obok noworocznych życzeń: hebrajskiego le szana towa u metuka„dobrego i słodkiego roku” czy w jidysz a gut un zis jor słychać „obyś był zapisany w dobrej księdze”. W niebie wyłożone są trzy księgi: sprawiedliwych (cadikim), niegodziwców i wielka księga tych pozostałych. To właśnie dobra księga. Wyrok w niej zapisany daje nadzieję na godne przeżycie kolejnego roku.

Popularna przed laty piosenka Leonarda Cohena Who by fire – „Kto w ogniu, kto w wodzie…” świadomie nawiązuje do modlitwy powtarzanej w Rosz Haszana i Jom Kippur – Unetana tokef, gdzie pojawiają się różne warianty ludzkich losów. Jednak całość wieńczy podchwycony przez wszystkich modlących się w synagodze refren: „… ale skrucha, modlitwa i miłosierdzie odmienią najgorszy wyrok”.

Święto ma bogatą liturgię synagogalną. Wspólnota, zamiast siduru – modlitewnika na pozostałe dni świąteczne i powszednie, używa machzoru – przewodnika po modlitwie synagogalnej i domowej, z czytaniem odpowiednich fragmentów Tory. Przebrnięcie przez ponad dwieście stron hebrajskiego tekstu to wyzwanie na wiele godzin. Modlitwa zaczyna się wieczorem poprzedzającym święto –  później Żydzi wracają do swoich domów lub na świąteczne posiłki wspólnotowe. Zebrani najpierw błogosławieństwem i wypiciem kielicha wina uświęcają (kidusz) święto, potem umywają ręce, by pobłogosławić i spożyć pierwsze kęsy chałki.

Świąteczna kolacja to przede wszystkim chałka, upieczona na słodko, z rodzynkami. Inaczej niż przy kolacji szabatowej, kiedy na stole pojawiają się dwie chałki, na Rosz Haszana chałka jest splatana w okrąg. Wyraża pragnienie by kolejny rok „domknął się” pomyślnie. O ile w ciągu roku chałka jest posypywana solą (na pamiątkę Świątyni, gdzie ofiary solono), w Rosz Haszana kawałki chałki moczy się w miodzie. Na stole pełno też jabłek, krojonych w cząstki i maczanych w miodzie. Przecież życzymy sobie roku dobrego i słodkiego. Niegdyś w menu pojawiały się głowa ryby czy jagnięcia, w nawiązaniu do nazwy święta (hebr. rosz – głowa). Dzisiaj najczęściej je się cymes z marchwi, bo w jidysz mer to nie tylko „marchew”, ale i „więcej, bardziej”. Więcej wszystkiego, co dobre. Coraz bardziej popularne staje się ciasto z marchwi. Częste są też owoce z wieloma pestkami – granaty i figi. Znów pojawia się życzenie, by naszych dobrych uczynków było tyle co pestek. Żydzi używają na co dzień wielu języków i często bawią się homonimami. Angielskie peas brzmi jak peace, wobec tego zielony groszek na stole może być symbolem – życzeniem pokoju na nowy rok.

A. Gierymski, Święto trąbek I, 1884, Muzeum Narodowe  w Warszawie. Domena publiczna

Znany obraz Aleksandra Gierymskiego Święto trąbek nie zawiera w swej treści dęcia w szofar, ale jeden z ważnych elementów celebracji, grupowej czy indywidualnej – taszlich. Nazwa ceremonii odwołuje do wersetu z księgi Micheasza (7;19): „A Ty wrzucisz (taszlich) wszystkie ich grzechy w głębiny morza”. Dlatego pod wieczór pierwszego dnia Rosz Haszana nad brzegiem wody (morze, jezioro, rzeka) gromadzą się grupki Żydów opróżniających, napełnione wcześniej okruszkami chleba, kieszenie. Obrzędowi towarzyszą błogosławieństwa i modlitwy, z reguły prowadzone przez lokalnego rabina.

Miesiąc tiszri nie jest w kalendarzu żydowskim pierwszym miesiącem roku, a dopiero siódmym. Wcześniej za początek roku uważano pierwszy dzień (nów) wiosennego miesiąca nisan. Jednak przez nawiązanie do Pięcioksięgu – Lev. 23: 23-25: „I rzekł Wiekuisty do Mojżesza, tak: »Oświadcz synom Israela i powiedz: miesiąca siódmego, pierwszego tegoż miesiąca, będzie u was święto uroczyste, przypominanie trąbą, zgromadzenie świąteczne…«” oraz Num. 29: 1-6: „Miesiąca zaś siódmego, pierwszego dnia miesiąca zgromadzenie świąteczne będzie u was; żadnej pracy uciążliwej nie wykonywajcie: dniem trąbienia będzie on wam…”[1] staje się Rosz Haszana świętem szczególnie uroczystym.

Szofar, fot. Przemysław Piekarski, CC-BY 3.0

Za czasów biblijnych święto trwało jeden dzień, jednak obecnie obchodzi się je przez dwa dni. Zarówno w Talmudzie Babilońskim, jak i Jerozolimskim, znajdujemy traktat o nazwie Rosh Hashanah. To traktat VIII w drugim porządku Miszny – Moed („wyznaczony czas”), w którym zawarto szczegółowe przepisy, nakazy i zakazy dotyczące święta, m.in. reguły dotyczące szofaru. Określają one rodzaj materiału z jakiego można go zrobić, sposób jego ozdabiania oraz jak i kiedy na nim grać.

Wskazówki muzyczne grania na tym instrumencie odnajdziemy równiez w machzorach. Dźwięk szofaru ma brzmieć jak łkanie. Dęcie podzielone jest na serie dźwięków: trzykrotne szwarim (grzmiące), dziewięciokrotne tremolo truah (łkające) oraz przeciągłe tkija. Schemat jest na tyle skomplikowany, że dmącemu w róg kolejne sekwencje podpowiada jeden z uczestników modlitwy. Całe dęcie w szofar w ciągu porannej modlitwy w synagodze zamyka się w stu dźwiękach [2].

Od czasu zburzenia Świątyni w 70 roku n.e. w liturgii synagogalnej nie wolno używać instrumentów muzycznych. Wyjątkiem jest szofar nakazany przez Torę. Jednak jeśli pierwszy dzień Rosz Haszana wypada w Szabat, dęcie w róg przenosi się na modlitwę poranną dnia drugiego. Poza tą okolicznością szofar usłyszymy w oba dni świąteczne.

Wystrój synagogi jest zdominowany przez kolor biały. Również parochet (zasłona na szafę z Torą) zmienia się na biały. Sama Tora ubrana jest w białą sukienkę. Mężczyźni zakładają białe jarmułki, niektórzy biały kitel (tradycyjny strój ślubny). Również kobiety ubierają się na biało. Biel jest symbolem pokuty i czystości.

Rosz Haszana jest rzeczywistym dniem sądu. Następujący po nim Jom Kipur to dzień odpuszczenia win, pojednania z Bogiem. Pieśnią-modlitwą najczęściej kojarzoną z Rosz Haszana jest Awinu Malkenu – „Nasz Ojcze, Nasz Królu”.

Opracowanie: dr Przemysław PiekarskiLicencja Creative Commons
Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.

Zagadnieniom obliczania czasu według kalendarza żydowskiego jest poświęcona praca Dawida ben Jakuba z końca XVII wieku, której rękopis jest przechowywany w Muzeum Historycznym Miasta Krakowa. To właśnie „Słowa Dawida” (Diwrej Dawid), w których autor przekazał całą swoją wiedzę na temat skomplikowanych obliczeń kalendarzowych, wybraliśmy do zilustrowania odsłony w tym tygodniu. Rosz Haszana upamiętnia bowiem stworzenie świata, początek wszystkiego. Co istotne, dotyczy konkretnie szóstego dnia kreacji, w którym Bóg stworzył człowieka, co ostatecznie dopełniło dzieła.

Pozostałe teksty Przemysława Piekarskiego na naszym portalu:

Judaizm od środka
Orient – tak daleko stąd, tak blisko
Święte księgi żydowskie. Tora, Tanach, Talmud
Jom Kippur – Dzień Pokuty


[1] Fragmenty Księgi Kapłańskiej (łac. Leviticus) i Księgi Liczb (łac. Numeri) w tłum. Rabina Izaaka Cylkowa, za: Tora, wyd. Austeria, Kraków 2006.

Digitalizacja eksponatów z Centrum Żydowskiego w Oświęcimiu

Jedna z sal wystawowych Centrum Żydowskiego w Oświęcimiu. Fot. Jakub Certowicz, archiwum CŻ w Oświęcimiu, © wszystkie prawa zastrzeżone

 

We wtorek rozpoczęliśmy digitalizację eksponatów z muzeum prowadzonego przez Centrum Żydowskie w Oświęcimiu. To niezwykle istotna organizacja pozarządowa, której misją jest zachowanie pamięci o społeczności żydowskiej Oświęcimia oraz edukacja o zagrożeniach płynących z antysemityzmu, rasizmu oraz innych uprzedzeń i nietolerancji.
Centrum, założone w 2000 roku, prowadzi Muzeum Żydowskie, opiekuje się jedyną zachowaną w mieście synagogą Chewra Lomdei Misznajot oraz domem ostatniego żydowskiego mieszkańca Oświęcimia, Szymona Klugera (1925–2000), w którym znajduje się kawiarnia Café Bergson z przestrzenią wystawową i edukacyjną. Ponadto Centrum udostępnia do zwiedzania cmentarz żydowski w Oświęcimiu, który jest własnością gminy żydowskiej w Bielsku-Białej.

Digitalizacja świecznika z Wielkiej Synagogi w Oświęcimiu, wrzesień 2019.
Archiwum MIK, fot. Kinga Kołodziejska, CC-BY 3.0.

Digitalizacji zostanie poddane około 70 eksponatów. Każdy z nich opowie inną historię. Historię życia w Oszpicin (jid. goście), jak nazywali miasto jego żydowscy mieszkańcy. Historię licznej społeczności żydowskiej, której początki funkcjonowania w Oświęcimiu sięgają 2. połowy XVI wieku.
Część obiektów stanowią wyjątkowe judaika, pochodzące ze spalonej w listopadzie 1939 roku przez hitlerowców Wielkiej Synagogi w Oświęcimiu. Przedmioty te zostały odnalezione przez archeologów podczas prowadzonych w 2004 roku wykopalisk przy ulicy Berka Joselewicza (teren po Wielkiej Synagodze). Na zdjęciu widzimy proces skanowania pięcioramiennego świecznika pochodzącego z nieistniejącej synagogi. Pozostała część to fotografie i dokumenty związane ze społecznością żydowską w Oświęcimiu, zarówno tą przedwojenną, jak i nieliczną grupą, która powróciła do miasta po Zagładzie. Historie ocalonych z Zagłady oświęcimskich Żydów, którzy mieszkają dzisiaj w Izraelu, przybliża zrealizowana w 2009 roku przez Centrum i odostępniona w Internecie wystawa pn. Nowe życie.

Współpraca z Centrum Żydowskim w Oświęcimiu i digitalizacja zasobów z prowadzonego przez Centrum muzeum jest dla nas niezwykle ważnym doświadczeniem. Mamy nadzieję, że poprzez zdigitalizowane eksponaty uda nam się opowiedzieć o ogromnej społeczności miasta, które powszechnie kojarzone jest z obozem koncentracyjnym i zagłady Auschwitz-Birkenau. O tym wszystkim, co było przed Zagładą i czego zabrakło tak bardzo po niej. Warto wspomnieć, że synagoga Chewra Lomdej Misznajot (hebr. Stowarzyszenie Studiujących Misznę) pozostaje jedyną żydowską świątynią w pobliżu byłego obozu KL Auschwitz, służąc jako miejsce modlitwy, refleksji i pamięci.

Winne opowieści – część pierwsza


Koniec lata to początek winobrania – a wino ma wyjątkowe miejsce w europejskiej kulturze. Już w starożytności trunek ten odgrywał ważną rolę w wierzeniach większości religii, pojawiając się w obrzędach związanych z kultem kluczowych bóstw odpowiadających za tak ważne kwestie jak życie, śmierć, miłość i płodność. W starożytnej Grecji głównym bogiem wina był Dionizos, w Rzymie – Bachus, ale także inne bóstwa, takie jak Wenus i Jowisz, obejmowały swoją opieką ten szlachetny trunek.

Bez wina nie ma miłości

Głównymi, oficjalnymi świętami greckimi związanymi z Dionizosem były Dionizje Wielkie (obchodzone wiosną) oraz Dionizje Małe (obchodzone zimą) – w czasie tych ostatnich otwierano młode wino z nowego rocznika. Rzymianie przyjęli Dionizosa do swego panteonu pod imieniem Bachus – jego kult zastąpił pradawne italskie kulty Libera, Libery i Ceres: bóstw wolności, płodności, urodzaju i wina. Te właśnie aspekty – życia, seksualności i wyzwolenia – nierozłącznie były związane z winem.

Oczywiście w tej sytuacji naturalne stało się powiązanie z winem bogini miłości, czyli Wenus – jak mawiali Rzymianie: wino to mleko Wenus. Dwa razy do roku – na wiosnę oraz pod koniec lata – w starożytnym Rzymie obchodzono Vinalia, czyli święto wina. Patronowali mu Jowisz oraz właśnie Wenus, otaczająca opieką wino codziennego użytku, które dziś nazwalibyśmy stołowym. Rzymski komediopisarz Terencjusz w swym popularnym dziele Eunuch przywołał powiedzenie, które szczególnie popularne stało się później wśród nowożytnych miłośników antyku: sine Cerere et Baccho friget Venus, czyli „bez Ceres i Bachusa Wenus zamarza”. Ceres (Cerera) to bogini urodzaju, w tym zdaniu uosabiająca plony ziemi, podczas gdy Bachus oczywiście odnosi się do wina, zaś Wenus – do miłości. Podsumowując, bez jedzenia i picia każde uczucie ziębnie.

Afrodyta z Melos – odlew gipsowy rzeźby antycznej, XIX w.,
Muzeum Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie.
Digitalizacja: RPD MIK, domena publiczna


Wino i okrucieństwo

Grecki Dionizos był nie tylko bogiem wina, ale także bóstwem natury, życia i śmierci. Był to niezwykle ważny bóg, określany jako podwójnie narodzony, co wiązało się z opowieścią o jego śmierci i powrocie do życia. Dionizos miał być synem Zeusa i śmiertelniczki Semele. Wedle niektórych mitów, Dionizos został spłodzony przez Zeusa i Persefonę, a po narodzinach zabity (rozszarpany na kawałki) przez tytanów, na rozkaz zazdrosnej Hery. Zeus miał odzyskać ze szczątków dziecka tylko serce, z którego „odtworzył” Dionizosa, tym razem w łonie Semele. Inne mity mówią, że Semele spłonęła, będąc w ciąży, porażona piorunem, gdyż na jej prośbę Zeus ukazał jej się w pełnym majestacie boga-gromowładcy. On zaś „donosił” wówczas Dionizosa, zaszywszy płód w swoim udzie. Tak czy inaczej, mity powiązane z Dionizosem były brutalne. Trudno powiedzieć, na ile krwawe mogły być zwyczaje związane z jego kultem. Tak się bowiem składa, że misteria dionizyjskie są uważane przez badaczy za jedne z najbardziej sekretnych obrzędów – nie wiadomo dokładnie, jak wyglądały.

Dionizos miał wędrować po świecie w towarzystwie półzwierzęcych satyrów oraz szalonych menad. W starożytnym Rzymie był czczony pod imieniem Bachusa, menady zaś zwano także bachantkami.

Tańczący satyr – odlew gipsowy rzeźby antycznej, XIX w., Muzeum Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Digitalizacja: RPD MIK, domena publiczna

 

Nieokiełznane popędy satyrów

Czy zastanawialiście się kiedyś, dlaczego diabeł w popularnych wyobrażeniach jest mężczyzną z rogami, ogonem i kopytami? To dlatego, że chrześcijańskie wyobrażenie diabła wyewoluowało z przedstawień starożytnych satyrów: mitologicznych istot ludzko-zwierzęcych, dzikich, nieco brutalnych i nieokiełznanych, których charakterystyczną cechą był niepohamowany popęd seksualny. Ze względu na obecność satyrów w orszaku Dionizosa, ukazywano ich często z kielichem wina lub kiścią winogron w dłoni, albo z wieńcami i przepaskami uplecionymi z winorośli.

Gatunek literacki zwany satyrą wywodzi swą nazwę właśnie od tych istot – jego geneza leży w greckich komediach, w których chór satyrów mógł występować w mentorskiej, moralizującej roli (przeczytaj także: „Ludzkość okazać przeciw tej leśnej potworze”). Wydaje się, że w wielu przypadkach literacką rolę satyra można porównać do dworskiej pozycji błazna: to zabawna, groteskowa i brzydka postać, która jednak mogła w swych kpinach wykazywać się mądrością i przenikliwością, a także mieć odwagę, by powiedzieć komuś nawet niewygodną prawdę. To z kolei znów dobrze pasuje do kontekstu wina; jak mówią przysłowia z wielu krajów, człowiek pijany zazwyczaj mówi prawdę (łac. In vino veritas – „W winie [jest] prawda”).

Arras z monogramem Zygmunta Augusta na kartuszu podtrzymywanym przez satyry, ok. 1555, Zamek Królewski na Wawelu.
Digitalizacja: RPD MIK, domena publiczna

 

Kobiety w ekstazie

Pijanym satyrom w orszaku Dionizosa towarzyszyły równie nietrzeźwe menady, czyli kobiety szalone. Oddawały się one ekstatycznym tańcom, a w kulminacji pijackiego szału miały chwytać jakieś zwierzę, rozszarpywać je i w ramach mistycznego posiłku zjadać na surowo zakrwawione kęsy, przez co wcielała się w nie moc samego Dionizosa. W sztuce menady, czy też bachantki, przedstawiano jako młode kobiety, nierzadko półnagie, wyginające się w szalonym tańcu – sporo tego typu przedstawień zachowało się w starożytnych zabytkach greckich. W późniejszej sztuce europejskiej największy powrót popularności bachantek przypadł na 2. połowę XIX wieku, gdy artyści szczególnie chętnie poszukiwali tematów o podtekście erotycznym. Piękna kobieta, obnażona w szale pijackiego tańca, reprezentowała nieokiełznane popędy, które tak bardzo interesowały przedstawicieli symbolizmu, rozkwitającego u schyłku XIX i na początku XX wieku. Jednocześnie wyzwolona, a zarazem okrutna bachantka (bo przecież istoty te miały być brutalne), znakomicie wpisywała się w stereotyp groźnej, ale i pociągającej femme fatale, powracający w wielu dziełach sztuki i literatury na przełomie stuleci.

Bachantka Teodora Rygiera, 1887, Muzeum Narodowe w Krakowie. Digitalizacja: RPD MIK, domena publiczna

 

Skandal obyczajowy w starożytnym Rzymie

Bachantki to określenie stosowane nie tylko wobec mitycznych towarzyszek Bachusa, ale także wobec jego czcicielek. Rzymskie obrzędy ku czci Bachusa, podobnie jak greckie ku czci Dionizosa, miały charakter sekretnych misteriów. Jak przekazał rzymski historyk Tytus Liwiusz, w 186 roku p.n.e. wydarzył się skandal, którego efektem były masowe aresztowania i śmierć wielu osób. Zaczęło się od bachanaliowych obrzędów, które teoretycznie powinny odprawiać tylko kobiety, kilka razy w roku, za dnia. Tymczasem kapłanka Paculla Annia postanowiła zmodyfikować te zasady: w ramach czczenia Bachusa zaczęła urządzać nocne orgie z udziałem kobiet i mężczyzn (w tym własnych synów!), i to kilka razy w miesiącu. W czasie tych spotkań miały się odbywać rozmaite perwersje seksualne… Sprawa wyszła na jaw, gdy kurtyzana Hispala Faecenia powiedziała o sekretnych praktykach konsulowi Spuriusowi Postumiusowi Albinusowi. Ostatecznie Senat rzymski wydał akt zakazujący Bachanaliów (Senatus consultum de Bacchanalibus). Co nie zmienia faktu, że w zachowanych rzymskich rzeźbach z kolejnych stuleci wielokrotnie trafimy na przedstawienia splątanych nagich ciał czcicieli Bachusa.

Chrześcijaństwo przyniosło winu zupełnie inną, świętą rolę – chociaż niektóre historie starotestamentowe z winem w tle też nie są pozbawione wydźwięku skandalu. Ale to już materiał na kolejną opowieść.

Opracowanie: dr Magdalena Łanuszka
Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.

dr Magdalena Łanuszka – absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, doktor historii sztuki, mediewistka. Ma na koncie współpracę z różnymi instytucjami: w zakresie dydaktyki (wykłady m.in. dla Uniwersytetu Jagiellońskiego, Akademii Dziedzictwa, licznych Uniwersytetów Trzeciego Wieku), pracy badawczej (m.in. dla University of Glasgow, Polskiej Akademii Umiejętności) oraz popularyzatorskiej (m.in. dla Archiwów Państwowych, Narodowego Instytutu Muzealnictwa i Ochrony Zbiorów, Biblioteki Narodowej, Radia Kraków, Tygodnika Powszechnego). W Międzynarodowym Centrum Kultury w Krakowie administruje serwisem Art and Heritage in Central Europe oraz prowadzi lokalną redakcję RIHA Journal. Autorka bloga o poszukiwaniu ciekawostek w sztuce: www.posztukiwania.pl.

Warsztat artysty

 

W Muzeum Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie znajduje się niezwykły przedmiot, którego model 3D dzięki digitalizacji można zobaczyć na portalu Wirtualne Muzea Małopolski. Jest to niepozorny stolik – paleta na kółkach, zaprojektowana i wykorzystywana przez Wacława Taranczewskiego podczas prac nad malowidłami ściennymi (Muzeum ASP w Krakowie). Funkcjonalny mebel odpowiadał potrzebom artysty, który tworzył nierzadko monumentalne kompozycje związane z architekturą. Stolik ma wbudowane drewniane skrzyneczki na sproszkowane pigmenty i jest zaopatrzony w łatwą do wysuwania szybę, będącą paletą do mieszania pigmentów ze spoiwem wodnym lub emulsyjnym. Artysta chętnie posługiwał się temperą jajową.

Warsztat do malarstwa ściennego – stolik/paleta na kółeczkach, proj. Wacław Taranczewski, Muzeum ASP w Krakowie.
Digitalizacja RPD MIK, projekt Wirtualna Małopolska, © wszystkie prawa zastrzeżone Muzeum ASP


Tego rodzaju pamiątki po artystach najlepiej opowiadają o codzienności Akademii Sztuk Pięknych. Nie jest to zresztą jedyny tego rodzaju eksponat w zbiorach Wirtualnych Muzeów Małopolski – zobaczyć możemy również dwie palety o tradycyjnej formie. Ich właścicielami byli: Jan Matejko (Muzeum Narodowe w Krakowie, Dom Matejki) oraz Jacek Malczewski (Muzeum ASP w Krakowie). Ich duży rozmiar, opływowy sercowy kształt i otwór na kciuk, a także niewielka waga – ze względu na rodzaj użytego drewna – umożliwiały wygodne podtrzymywanie palety na przedramieniu i oparcie jej o bok. Palety malarskie wykonywane zwykle były z drewna gruszowego, bukowego, jaworu lub jabłoni. Konieczne było nasączenie drewna olejem lnianym, aby zapobiec późniejszemu wsiąkaniu spoiwa i oleju z farb. Zarówno Matejko, jak i Malczewski malowali autoportrety z paletą – atrybutem malarstwa.

Z lewej: paleta owalna Jana Matejki, MNK, Oddział Dom Jana Matejki. RPD MIK, projekt Wirtualne Muzea Małopolski, domena publiczna
Z prawej: paleta Jacka Malczewskiego, Muzeum ASP w Krakowie. Digitalizacja RPD MIK, projekt Wirtualna Małopolska, domena publiczna


Palety malarskie są szczególnym źródłem wiedzy o artystach. Pozostałe na nich resztki farb dają informację na temat używanych pigmentów. To, czy paleta jest wyczyszczona z resztek, czy pełna zaschniętych nawarstwień mieszanin farb mówi o sposobie pracy malarza. Powszechnie dziś stosowane w konserwacji techniki analityczne pozwalają uzyskać szczegółowe dane dotyczące pigmentów i spoiw stosowanych przez artystę. Datowanie palet i pozostałych na nich materiałów bywa cennym źródłem wiedzy dla badaczy warsztatu artystycznego mistrzów. Jako przykład niech posłużą palety Wojciecha Weissa: na podstawie ich analizy stwierdzić można, że wygląd palet oraz sposób rozkładania kolorów jest tradycyjny i świadczy o starannej metodzie pracy artysty – farby wyciskane są przy krawędzi, od najjaśniejszych do najciemniejszych. Kolejno: biele, żółcienie, czerwienie, błękity, zielenie, brązy i czernie. Środkowa cześć palety była dokładnie czyszczona po zakończeniu pracy. Pobrane do badań mikrochemicznych próbki farb z palet potwierdzają obecność tych samych pigmentów w warstwach malarskich obrazów[1].

Zainteresowanie publiczności pamiątkami warsztatowymi po artystach, jako niemymi świadkami akademickiej codzienności było jednym z celów przyświecających wystawie Pracownia, zaprezentowanej w Muzeum ASP w Krakowie w 2015 roku[2]. Większość eksponatów stanowiły elementy wystroju pracowni Wojciecha Weissa wypożyczone od rodziny malarza. Przestrzeń wystawy została zaaranżowana na podstawie fotografii archiwalnych wykonanych w atelier Weissa, z wykorzystaniem oryginalnych, występujących na zdjęciach mebli i innych przedmiotów. Wśród pamiątek pracownianych po malarzu zachowało się między innymi dziewiętnastowieczne obrotowe podium malarskie złożone z czterech głównych drewnianych elementów możliwych do zdemontowania w łatwy sposób: dwa blaty, z których jeden zaopatrzony jest w metalowe kółka umożliwiające obracanie wierzchniego podestu wraz z modelem oraz dwie pary nóg składanych krzyżowo. Na powierzchni deski zachowały się półkoliste linie – zaznaczone pędzlem miejsca stóp pozującego modela. Podium służyło artyście i jego studentom w pracowni na krakowskiej Akademii.

Obrotowe podium malarskie, parasole oraz zydle z pracowni Wojciecha Weissa, © Fundacja Muzeum Wojciecha Weissa


Funkcję podium spełniała także drewniana skrzynia, namalowana przez Weissa np. na obrazie Starzec w pracowni (1906), Dziewczynka z pomarańczami (1909), Dwie modelki (1913). Zachowały się również: postument rzeźbiarski, drewniany taboret z obrazów Modelka w pracowni (1916) i Model na taborecie (1919), a także niebieski wiklinowy fotel, na którym pozowało Weissowi wiele modelek, widoczny na obrazie Akt siedzącej w fotelu (1917), Modelka na tle czerwonej draperii (1930). Cennymi pamiątkami są rekwizyty plenerowe: skręcane parasole, zydle, sztalugi, torba na farby. W pracowni Weissa znajdowały się również zachowane do dziś szafka i lustro biedermeierowskie.

Na ekspozycji oprócz wymienionych palet Jacka Malczewskiego i Wacława Taranczewskiego znalazły się także pamiątki po Emilu Krsze, Teodorze Axentowiczu i Janinie Kraupe-Świderskiej. Szczególnie ciekawym zabytkiem jest  będący niegdyś własnością Emila Krchy młynek do pigmentów, który przypomina o dawnym procesie produkcji farb.

Pudełko na farby Teodora Axentowicza, pudełko na pigmenty Janiny Kraupe-Świderskiej, młynek do pigmentów Emila Krchy, Muzeum ASP w Krakowie, © wszystkie prawa zastrzeżone

W zbiorach muzeum ASP znajduje się ciekawy obiekt jakim jest lalka malarska. Podarowana została przez prof. Allana Rzepkę – pedagoga na Wydziale Konserwacji i Restauracji Dzieł Sztuki. Zanim trafiła do Muzeum ASP, wiele lat służyła aranżowaniu martwych natur, które studenci malowali w ramach zajęć uczelnianych. Prawdopodobnie jest, że lalka używana była w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie jako rekwizyt malarski pod koniec XIX w. i mogła zostać przedstawiona przez Weissa na obrazie Kryzys z 1934 roku. Sam autor pisał o swoim dziele: „To jest […] nie tylko Kryzys, ale i kres. W pracowniach artystów piętrzą się sterty obrazów, których dzisiejsze społeczeństwo nie potrzebuje. Na blejtramach obrazów przykrytych żałobną draperia legł manekin – samobójca. Zdaje się, że ten obraz będzie jeszcze długo w Polsce aktualny. Nie myślałem tu wcale o symbolu. Malowałem tylko naturę. Nie musiałem aranżować magazynu jako »martwej natury« do obrazu. Wszak całą moja obecna wystawa składa się z obrazów przeniesionych z pracowni do sali wystawowej. Zaledwie siedem obrazów wypożyczyłem i to przeważnie od rodziny – reszta to wykaz mojej »nadprodukcji«”[3]. Rozpaczliwa poza lalki malarskiej, głowa w wieńcu laurowym odłączona od torsu, powoduje skojarzenie z końcem, z porażką, rezygnacją. Taka jest refleksja samego Weissa i jego pytanie o miejsce tradycyjnego malarstwa w sztuce.

Kryzys Wojciecha Weissa, © Fundacja Muzeum Wojciecha Weissa


I tak oto, rozważania na temat warsztatu zawiodły nas na peryferie egzystencjalnych pytań o sens sztuki. Niejednokrotnie artyści u kresu życia borykają się z niepewnością o los swojej spuścizny. Jeszcze bardziej niepewny jest los wyposażenia warsztatu, które w momencie śmierci ich właściciela traci swoją „osobowość”. Nie wszyscy twórcy mają to szczęście, że ich spuścizną pieczołowicie zaopiekowała się rodzina. W wielu przypadkach warsztatowe sprzęty zostają rozproszone, a narzędzia, jak pędzle, palety, sztalugi wyrzucone jako bezwartościowe i zużyte.

Sztalugi z pracowni Wojciecha Weissa, © Fundacja Muzeum Wojciecha Weissa

 

 

Opracowanie: dr Magdalena Szymańska,  Licencja Creative Commons

Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.

dr Magdalena Szymańska – jest absolwentką krakowskiej ASP, gdzie w 2014 r. obroniła tytuł doktora sztuki w zakresie konserwacji i restauracji dzieł sztuki (praca doktorska Analiza warsztatu malarskiego Wojciecha Weissa. Biały okres twórczości (1905-1912) na tle pozostałych okresów). Od 2008 r. pracuje w Muzeum Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, jest współorganizatorką licznych wystaw i autorką ich aranżacji wizualnych. Na co dzień zajmuje się konserwacją malarstwa sztalugowego.


[1] Magdalena Szymańska, Analiza warsztatu malarskiego Wojciecha Weissa. Biały okres twórczości (1905–1912) na tle pozostałych okresów. Praca doktorska pod kierunkiem prof. Jadwigi Wyszyńskiej, Kraków 2015.

[2] Pracownia, katalog wystawy, red. Magdalena Szymańska, Kraków 2013.

[3] Wojciech Weiss, Szkicownik Wojciecha Weissa, opr. Aneri Irena Weiss, Stanisław Weiss, Kraków 1976, s. 74.

Wyświetlanie 21 - 25 z 198 rezultatów.
Pozycji na stronę 5
z 40