Blog

Idą święta...

Coraz bliżej święta… i to niejedne. Tak się składa, że w tym roku żydowskie święto Chanuki i chrześcijańskie święta Bożego Narodzenia rozpoczynają się w tym samym dniu. W sobotę 24 grudnia o zmierzchu jedni z nas zasiądą do wieczerzy wigilijnej, drudzy zapalą pierwszą świeczkę chanukową. O ile wigilia Bożego Narodzenia wypada zawsze 24 grudnia, o tyle Chanuka jest świętem ruchomym, zgodnie z tradycyjnymi obliczeniami kalendarza żydowskiego (słoneczno-księżycowego). Bliskość, a w tym roku nawet zbieżność dat obydwu świąt skłania do łatwych porównań. Czy słusznie? Oczywiście, są punkty wspólne: istotna rola światła, radosna atmosfera, rodzinny charakter, prezenty dla dzieci, biesiadowanie… Jednak trudno porównywać zarówno ich wagę, jak i genezę. Chanuka nie jest tak ważna dla judaizmu, jak Boże Narodzenie dla chrześcijaństwa. To jedno z trzech świąt historycznych (obok Purim i Tisza b’Aw). 

„Jest to święto upamiętniające wydarzenia, jakie miały miejsce w II wieku p.n.e. Państwo żydowskie znajdowało się wówczas pod panowaniem grecko-syryjskiej dynastii Seleucydów. Niektórym Żydom kultura helleńska wydała się na tyle atrakcyjna, że zaczęli przejmować pewne jej elementy, co z kolei spotkało się ze sprzeciwem innych. Konflikt zaostrzył się w czasach panowania Antiocha IV Epifanesa. Władca wydał serię dekretów mających na celu szybką hellenizację Żydów, a na stanowisku kapłana w Świątyni Jerozolimskiej osadzał zwolenników reformy judaizmu w duchu greckim. Zakazane zostały najważniejsze dla judaizmu obrzędy, zwyczaje i praktyki, takie jak świętowanie Szabatu, obrzezanie, czy nauka Tory. W Świątyni umieszczono posągi bogów greckich, a ołtarz został sprofanowany przez złożenie na nim ofiary ze świni.
Odpowiedzią na te wydarzenia był wybuch żydowskiego powstania, którym dowodził Matatiasz z rodu Hasmoneuszy wraz z pięcioma synami. Po śmierci Matatiasza dowództwo objął jego syn Juda, któremu nadano przydomek Makabi („Młot”), stąd powstańców nazywa się Machabeuszami.
Pomimo miażdżącej przewagi liczebnej wroga, powstanie zakończyło się sukcesem. Grecy zostali wyparci z Judei, a Świątynia Jerozolimska, oczyszczona i ponowie poświęcona, znów stała się miejscem kultu żydowskiego Boga.
Samo to zwycięstwo militarne mogłoby już być powodem ustanowienia święta. Talmud jednak kładzie nacisk na pewne zdarzenie, które uznane zostało za cud.
By przywrócić kult żydowski w Świątyni trzeba było zapalić siedmioramienną lampę oliwną, która powinna płonąć bez przerwy. Jednak okazało się, że wśród zapasów znaleziono tylko jeden dzbanek oliwy – była to ilość, która wystarczała na jeden dzień, a wytłoczenie nowej zajmowało osiem dni. Kapłani zdecydowali jednak, by menorę zapalić od razu, nawet jeśli wiązałoby się to z przerwaniem ciągłości. Wtedy okazało się, że ta niewielka ilość oleju płonęła nieprzerwanie przez osiem dni, aż nowa oliwa była gotowa do użycia”  (Julia Makosz, „Był tam wielki cud” – o Chanuce, żydowskim „Święcie Świateł”).

Na przedświąteczną odsłonę wybraliśmy więc dwa obiekty, które zestawiliśmy ze sobą, chcąc podkreślić koegzystencję nadchodzących świąt: szopkę krakowską autorstwa Macieja Moszewa symbolizującą obchody chrześcijańskiego Bożego Narodzenia i świecznik chanukowy synagogalny. Obydwa eksponaty pochodzą z Muzeum Historycznego Miasta Krakowa.

Zatem Wszystkim Wam życzymy wesołych świąt Bożego Narodzenia i wesołej Chanuki!!!

Zobacz pozostałe chanukije na naszym portalu:
Świecznik chanukowy z Muzeum w Chrzanowie im. Ireny i Mieczysława Mazarakich
Chanukija ze sztibla Samuela Rotha z Ośrodka Spotkania Kultur w Dąbrowie Tarnowskiej
Świecznik chanukowy z Muzeum Ziemi Koszyckiej im. Stanisława Boducha
Lampka chanukowa z Muzeum Historycznego Miasta Krakowa
Świecznik chanukowy w stylu modernistycznym z Muzeum Okręgowego w Tarnowie

Opracowanie: Kinga Kołodziejska (Redakcja WMM), CC-BY 3.0 PL 

Łemkowie „na czużyni”

Na premierę tekstu Patrycji Trzeszczyńskiej „Rzeczy Łemków. Między żywą kultura i martwym przedmiotem” wybraliśmy dzień Św. Mikołaja. Pretekstem do wyboru daty była nie tylko tradycja „obdarowywania”, ale przede wszystkim historia związana z prezentowanym obiektem z kolekcji Muzeum Okręgowego w Nowym Sączu. Ikona znajduje się w nowosądeckiej kolekcji od 1950 roku. Trafiła do niej w wyniku akcji zabezpieczającej połemkowskie mienie. Akcja ta została przeprowadzona w 1947 roku przez Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Krakowie na polecenie Ministerstwa Kultury i Sztuki w związku z masowym wysiedlaniem Łemków. Grupa historyków i konserwatorów objechała wówczas łemkowskie wsie na terenie Sądecczyzny, zbierając obiekty znalezione na strychach i w przybudówkach. Pozostawione przez wyjeżdżającą ludność zabytki, narażone na zniszczenie lub kradzież, złożono w wynajętej Składnicy Muzealnej w Muszynie, oznaczając je kartkami z nazwą miejscowości.

Kim są współcześni Łemkowie? Tekst Patrycji Trzeszczyńskiej dotyka tematyki życia na obczyźnie (czyli na czużyni), tożsamości Łemków i śladów ich obecności. Opowieść osnuta wokół przedmiotów: ujawnia fragmenty historii, uzmysławia istnienie „pustych miejsc”, „blizn”, trudności w opisywaniu współczesnej kultury łemkowskiej. Odnosi się do pamięci ludzi i miejsc, tożsamości, religii. Autorka pokazuje perspektywę daleką od ujęcia stereotypowego i folklorystycznego.

Patrycja Trzeszczyńska, etnolożka i ukrainoznawczyni jest również autorką prezentacji tematycznej: „Inny w czasie, inny w przestrzeni. Wielokulturowość w Małopolsce”, którą znajdziecie w dziale INTERPRETACJE.

Polecamy „mikołajkową” lekturę!

Opracowanie: Mirosława Bałazy (Redakcja WMM), CC-BY 3.0 PL

Tadeusz Pankiewicz i apteka „Pod Orłem”

21 listopada 2016 roku minęło 108 lat od urodzin Tadeusza Pankiewicza, którego zdjęcie prezentujemy w dzisiejszej odsłonie portalu. Ten przystojny meżczyzna w nieodłącznej muszce stworzył niezwykłą instytucję w okresie istnienia krakowskiego getta na terenie Podgórza – słynną aptekę „Pod Orłem”, której rola wykraczała daleko poza wydawanie lekarstw.

Apteka „Pod Orłem” znajdowała się na rogu ówczesnego placu Zgody (dziś placu Bohaterów Getta) i ulicy Targowej, a więc w samym sercu getta utworzonego w tej części Podgórza 21 marca 1941 roku. Pankiewicz nie był Żydem, a jednak pozostawał w „żydowskiej dzielnicy mieszkaniowej” przez cały czas jej istnienia, aż do tragicznego końca zamkniętej w getcie społeczności żydowskiej 13 i 14 marca 1943 roku. Był jedynym „aryjczykiem”, który uzyskał zezwolenie na pozostawanie w getcie nie tylko w godzinach otwarcia apteki, ale także w nocy, w pokoju dyżurnym stanowiącym ówczesne mieszkanie farmaceuty. Pankiewicz obawiał się utraty swojego rodzinnego interesu i wolał nie pozostawiać go bez opieki nawet na noc, wiedząc już, jak łatwo i bezkarnie okupant przejmuje każde mienie. Pozostając w getcie, nie wiedział jeszcze, na co tak naprawdę się zdecydował, jakich nieludzkich scen będzie świadkiem. Nie wiedział też, że prowadzona przez niego apteka stanie się wspominaną do dziś przez nielicznych ocalonych oazą, namiastką normalności i wolności w świecie, w którym każdy dzień odbierał nadzieję na przetrwanie.

„Apteka była — według określenia większości ludzi — ambasadą, placówką dyplomatyczną, reprezentującą świat swoiście wolny w obmurowanym i zakratowanym mieście. Stała się codziennym punktem zbornym wielu miłych i bardzo ciekawych ludzi. Tutaj to w stałych godzinach przychodziły najrozmaitsze osoby różnego stanu i wieku, tutaj od wczesnych godzin rannych czytało się gazety niemieckie, prasę podziemną, komentowało najnowsze komunikaty wojenne, oceniało sytuację polityczną, tutaj wreszcie omawiano codzienne kłopoty i zmartwienia, tutaj do późnych godzin nocnych toczono dyskusje, snuto rozważania i przewidywania”. 

T. Pankiewicz, Apteka w getcie krakowskim, Kraków 1992.

Pankiewicz i jego trzy pracownice, widoczne również na prezentowanej fotografii, Helena Krywaniuk (w głębi), Aurelia Danek (w środku) oraz Irena Droździkowska, które na noc wracały na aryjską stronę, na wszelkie sposoby próbowali wspomóc mieszkańców getta. Apteka stała się skrzynką kontaktową pomiędzy zamkniętą dzielnicą a ukrywającymi się na wolności krewnymi oraz ruchem podziemnym. Przekazywano tu informacje, podziemną prasę, sfałszowane dokumenty, brakujące leki. Szmuglowano żywność. Wkrótce zaczęto też dostarczać produkty pomocne w uniknięciu deportacji, takie jak farby do włosów stosowane dla odmłodzenia swojego wyglądu czy luminal do uspokajania dzieci podczas ich ukrywania lub przenoszenia w bagażu. W trakcie akcji wysiedleńczych, których finał miał miejsce na placu Zgody tuż przed oknami getta, za darmo rozdawano leki i opatrunki. Wiele osób znajdowało tu wówczas także kryjówkę.

W mniej skrajnych okolicznościach apteka stanowiła jednak przede wszystkim miejsce, w którym zwłaszcza wieczorami czas jakby się zatrzymywał, a drastyczna rzeczywistość zostawała choć na chwilę za drzwiami. Toczono tu dyskusje, zarówno polityczne, jak i zupełnie abstrahujące od ówczesnej sytuacji. W aptece spotykali się artyści, naukowcy, wybitne osobowości, które los zmusił do gnieżdżenia się pośród kilkunastu uliczek getta i poszukiwania jakiegokolwiek zajęcia zapobiegającego ich wysiedleniu, ale które z ich wykształceniem i talentem nie miało absolutnie nic wspólnego. Po dniu pełnym bezustannej walki o podstawowe ludzkie potrzeby próbowali choć na moment zapomnieć o absurdzie i tragizmie sytuacji, w jakiej się znaleźli. W zaciszu dyżurnego pokoju Pankiewicza zachowywali się jak dawniej, kiedy sami stanowili o swoim losie.

Opracowanie: Kinga Kołodziejska (Redakcja WMM), CC-BY 3.0 PL

Zachęcamy też do pobrania i wykorzystania interaktywnego spacerownika, w którym po terenie byłego getta krakowskiego prowadzą nas wspomnienia Tadeusza Pankiewicza.

Z okien apteki. 
Krakowskie getto we wspomnieniach Tadeusza Pankiewicza

Motywem przewodnim spaceru jest opowieść o instytucjach działających w getcie krakowskim, prezentowana z perspektywy aptekarza Tadeusza Pankiewicza. Główny bohater relacjonuje wydarzenia, które miały miejsce na placu Zgody (dziś Bohaterów Getta) podczas akcji wysiedleńczych oraz likwidacji getta.
Czas przejścia: ok. 1 godziny.
Kliknij w okładkę, aby pobrać plik w formacie pdf.

Interaktywne spacery edukacyjne po terenie dawnego getta dla Żydów w Krakowie zostały opracowane w latach 2009–2010 przez połączony zespół Małopolskiego Instytutu Kultury w Krakowie i Muzeum Historycznego Miasta Krakowa. Pozwalają one spojrzeć na historię getta z różnych perspektyw: siedemnastoletniej dziewczyny – Haliny Nelken, dziecka – Stelli Müller-Madej, jedynego Polaka mieszkającego w getcie – aptekarza Tadeusza Pankiewicza oraz lekarza – Aleksandra Bibersteina.

Celem każdego ze spacerów jest zachęcenie uczestników do samodzielnego odkrywania historii i poznawania dramatu życia w krakowskiej „dzielnicy zamkniętej”. Przejście spaceru umożliwia poznanie granic getta, historii instytucji działających na jego terenie oraz losów głównych bohaterów. Wymaga uważnego czytania umieszczonych w tekście cytatów, zwracania uwagi na fotografie i odnajdywania śladów przeszłości w dzisiejszej przestrzeni Podgórza. Spacery są przeznaczone dla osób powyżej 16 roku życia.

Bardzo serdecznie zapraszamy!

TEKST W MUZEUM – pokonferencyjnych refleksji ciąg dalszy

Tekst w muzeum jest zjawiskiem złożonym, będącym jednak w ścisłym polu zainteresowania muzealników i naukowców. Pokazały to referaty omawiające jego funkcjonowanie w teorii muzealnej, jak również, w przeważającej większości, propozycje dobrych praktyk i case studies. Co niezwykle istotne – miejsce tekstu w muzeum stanowi ciągły przedmiot badań w kilku ośrodkach europejskich (zaprezentowano kilka przygotowywanych prac doktorskich na ten temat). Poniżej krótkie podsumowanie, mające za zadanie przybliżenie poszczególnych problemów, które poruszane były wielokrotnie na konferencji.

Rola tekstu w przestrzeni ekspozycyjnej i odbiorze dzieła

Obraz i tekst stanowią dwa różne media, które – konfrontowane w przestrzeni ekspozycyjnej – niejako się w niej dopełniają. Tekst (pisany, odsłuchany – audiobook) traktowany często jako drugoplanowy ma w rzeczywistości funkcję przewodnią. Według literaturoznawczej teorii readers responders autor tekstu/książki jest w stanie prowadzić czytelnika przez narrację w taki sposób, aby wywoływać w nim konkretne emocje w odpowiednich momentach. Podobnie może działać opis dzieła sztuki/wystawy. Badania pokazują, że dobrze skonstruowany tekst prowadzi do skoncentrowanej analizy, począwszy od obiektu, a skończywszy na całej ekspozycji. Jednym słowem – ułatwia percepcję. Jednak słowo pisane kreuje wyłącznie drogę do poznania, nie uczy go. To, co postrzegamy, zależy od tego, jaką posiadamy wiedzę, dlatego teksty mogą nam zasugerować widzenie pewnych zjawisk.

Istnieje bardzo duża potrzeba funkcjonowania słowa pisanego w przestrzeni ekspozycyjnej (np. podpisów pod dziełami), gdyż słowo zwyczajnie nazywa rzeczy, a więc pozwala odwołać się do znanych nam wzorców, nawet jeżeli informacje są zupełnie lakoniczne (np. główka kobieca). Przedmioty nie posiadają znaczenia same w sobie, dopóki ktoś im go nie nada. Jeżeli widzę zapisaną kartkę, nie ma ona dla mnie żadnego znaczenia, jeżeli jednak dowiem się, że jest to list Isaaca Newtona, sytuacja jest zgoła odmienna, gdyż zmienia się mój odbiór tego przedmiotu. Znaczenie przedmiotu/dzieła kreuje informacja o nim, czemu właśnie służy tekst. Jakkolwiek dobór przekazywanych informacji również stanowi wyzwanie, gdyż zawsze niesie za sobą zagrożenie jednej prawdy czy interpretacji, nieraz kreowanej w taki sposób zamierzenie, jednocześnie brak informacji na dany temat również jest informacją.

Podczas konferencji zwrócono też uwagę na kwestię rzetelności treści przekazywanych przez muzea. Okazuje się, że dużym problemem jest brak weryfikacji i aktualizacji informacji na ekspozycjach o nowe badania, co powiązane jest często ze świadomym fałszowaniem pewnych treści (np. tradycja, przyzwyczajenie). Jest to kwestia godna zastanowienia, gdyż badania wykazują, że ludzie odwiedzają muzea głównie w celach edukacyjnych. Muzeum stanowi przestrzeń informacyjną, kształtującą wiedzę, poglądy, a przede wszystkim wrażliwość, dlatego powinno stać na kanwie rzetelnych, najnowszych informacji, jak i zróżnicowanych interpretacji.

Fragment obrazu Memento mori opisany łacińskimi sentencjami oraz opatrzony dawną tabliczką z podpisem, 2. poł. XVIII wieku, Muzeum Okręgowe w Nowym Sączu


Jak przykuć uwagę zwiedzającego do tekstu, czyli jak pisać?

Odbiorca/zwiedzający potrzebuje zazwyczaj szybko zaczerpnąć informację, dlatego tekst powinien być skonstruowany w taki sposób, aby łatwo można było dotrzeć do interesującej treści. Warto pamiętać, że w muzeach/galeriach nie ma odpowiednich warunków (miejsca i czasu) do czytania skomplikowanych i długich tekstów (nie jest to czytelnia ani biblioteka).
Istnieje wiele teorii zaczerpniętych z różnych nauk, które wykorzystywane są w praktyce muzealnej, jak psychologia percepcji, literaturoznawstwo, socjologia, dziennikarstwo, retoryka. Wykształciły one zbliżone metody polegające na użyciu prostego języka nawet do wyrażania skomplikowanych myśli oraz służące zainteresowaniu treścią. Pomagają w tym: skrócenie wstępu, dzielenie tekstu (całe bloki tekstu zniechęcają, śródtytuły porządkują myśli), eksponowanie postaci historycznych, tłumaczenie trudnych pojęć, wykorzystanie formy monologu bohatera. Warto suche dane zamienić na formę przekazu, przykładowo na wypowiedź. Najważniejsze punkty tekstu to jego jasność, prostota i weryfikowalność (wyraźne nawiązanie do obiektu – kiedy czytamy o eksponacie jesteśmy w stanie na niego spojrzeć i od razu zweryfikować informację). Tekst powinien być stymulujący, dlatego można stosować różne bodźce słowne, zmianę tonu/stylu, uwypuklenie danych zjawisk, wzmacnianie wrażenia, operowanie kontrastem, a nawet wykorzystać ciszę (aby też nie przesadzić z nadmierną ilością bodźców). Widoczna staje się tendencja do deprofesjonalizacji języka, a więc posługiwania się innym stylem przekazu niż język naukowy. Jednocześnie jednak język specjalistów jest jedynym metodycznym, wypracowywanym przez lata, operującym przemyślaną i adekwatną nomenklaturą narzędziem nazywania i opisywania dzieła sztuki. Osoby piszące teksty (muzealnicy, kuratorzy) tworzą pewną wspólnotę interpretacyjną – odczytującą znaczenie dzieł w sposób profesjonalny, zrozumiały dla ich własnej wspólnoty. Jednakże oferta muzealna powinna być kierowana do szerokiego odbiorcy, a więc do różnych wspólnot interpretacyjnych. Wniosek z tego taki, że teksty powinny być tworzone przez większą grupę osób reprezentujących różne wspólnoty interpretacyjne, historyków sztuki, psychologów, edukatorów etc., oraz że uproszczenie tekstu nie oznacza jego spłycania (!).

Opracowanie: Paulina Kluz (Redakcja WMM), CC-BY 3.0

Tekst w muzeum

10 listopada 1882 roku urodziła się Luna Amalia Drexler, nieco dziś zapomniana, a uznawana powszechnie przed wojną artystka pochodząca ze Lwowa. Rocznica jej urodzin (134.) stała się dla nas z jednej strony okazją do przypomnienia tej niezwykle interesującej postaci, z drugiej zaś – pretekstem do napisania kilku słów o ważnej dla nas konferencji pt. Tekst w muzeum, która odbyła się niedawno (26–27.10.2016) w Muzeum Narodowym w Krakowie.

W dziele W loży prezentowanym na naszym portalu artystka zdecydowała się na dość dominujący podpis, zajmujący sporą część tytułowej loży, z której wychyla się sportretowana postać. Nazwisko autorki, jej zdecydowana sygnatura oraz skrócona data powstania pracy stały się tu integralną częścią dzieła. Zostało ono po prostu podpisane i to w sposób spójny z techniką wykonania dzieła. Podpis jest wyrzeźbiony, doskonale widoczny, umieszczony frontalnie. Nie sposób go pominąć, nie zauważyć. W ostateczności, przy niezwykle oszczędnym podejściu do ekspozycji, można by zdecydować się na ascetyczną tabliczkę przywołującą tylko tytuł dzieła, a pomijającą już jego autorstwo, które wszak widoczne/obecne jest w samym dziele. I tu zbliżamy się do tytułowej tematyki krakowskiej konferencji: czym jest tekst w muzeum, jaka jest jego rola? Jak daleko powinien być rozwinięty podpis pod eksponowanym na wystawie (zarówno rzeczywistej, jak i wirtualnej) dziełem? Czy powinien się ograniczać do wymienienia autora, tytułu i daty wykonania pracy, czy też wyjaśniać już nieco jej tematykę, przywoływać okoliczności powstania? Czy zostawiać odbiorcę z dziełem sam na sam, czy pomagać mu w jego interpretacji? To tylko niektóre z pytań, która towarzyszą również nam w przygotowywaniu materiałów ukazujących eksponowane na portalu obiekty w jak najszerszym kontekście.

Celem konferencji była zatem krytyczna refleksja nad formą i rolą tekstu w muzeum. Analizie poddano praktyki kuratorskie dotyczące tworzenia relacji między tekstem a obrazem przy organizacji wystaw. Jaka jest rola tekstu w muzeum? W jaki sposób tworzone są opisy muzealiów? Jaka jest zależność pomiędzy dziełem i opisem? Czy wystawa w formie eseju wizualnego lub chmur połączeń jest możliwa?

Jedną z poruszanych kwestii było negocjowanie proporcji pomiędzy „istnieniem” tekstu i obiektu na wystawie. Tekst pisany stanowi często część ekspozycji. W jakim stopniu jest częścią wystawy? Na konferencji pojawiło się zagadnienie tekstu kuratorskiego, opisu obiektów, tekstu w katalogu, sposobu komponowania czy też ekspozycji tekstu. W wielu muzeach tekstom opisującym obiekty z kolekcji muzealnej nie towarzyszy nazwisko autora. Tekst o wystawie, często nie podpisany, w domyśle stworzony jest przez kuratora. Nie jest też określona perspektywa autora. Tekst wyraża poglądy konkretnej osoby i nie powinien stanowić autorytarnej i jedynie słusznej wizji nie pozostawiającej przestrzeni dla odbiorcy.

Co z tym odbiorcą? W skład publiczności muzeum wchodzą zróżnicowane grupy, o różnych oczekiwaniach i kompetencjach. W jaki sposób to uwzględniać? W jaki sposób tworzyć opisy? W jaki sposób prezentować interpretacje obiektów, żeby pozostawić przestrzeń na zbudowanie interpretacji przez indywidualnego odbiorcę. Jak uwzględniać zróżnicowane potrzeby i poziom wiedzy odwiedzających? W jaki sposób włączyć zróżnicowane głosy: kuratora, artysty, publiczności?

Demokratyczne uczestniczenie odbiorców w tworzeniu tekstów podpisów wydaje się być idealistyczną wizją. Sytuacja współtworzenia wystawy została opisana w wystąpieniu Markéty Jonášovej (Central Saint Martins, London) Aktualna sztuka podpisów: implikacje strategii formułowania podpisów na wystawach w muzeach sztuki współczesnej w Holandii na przykładzie wystawy w Van Abbenmuseum w Eindhoven zatytułowanej Play Van Abbe 4. Była to „eksperymentalna” wystawa, która miała na celu zbadanie, w jaki sposób muzeum i jego kolekcja mogą generować myślenie o sztuce i wytwarzać siłę, która ma wpływ na jej wygląd i odbiór. Praktyka partycypacyjna w tym kontekście była uzasadniona. Odbiorcy mogli stać się twórcami i interpretatorami. Widz mógł wejść w różne role (pielgrzyma, turysty, flâneura, pracownika), patrząc na dzieła sztuki lub wystawy. Każda z tych ról generuje doświadczanie muzeum w inny sposób, ma swoje własne „narzędzia” do zwiedzania muzeum. Role nie są stałe i odwiedzający mogą zmieniać je w trakcie ich wizyty bez ustalonej hierarchii doświadczeń.

Istotna jest krytyczna refleksja nad kwestią miejsca i formy tekstu w przestrzeni ekspozycyjnej. Jaki jest sens umieszczania ogromnej ilości tekstu w trzech językach na wysokości kolan odbiorców w sali, w której nie ma ławek? Czy ktoś przeczyta taki tekst? Jak stworzyć opis, żeby odpowiadał na realne zapotrzebowanie konkretnej wystawy i był skutecznym narzędziem w komunikacji z odbiorcą?

Ciekawym spojrzeniem na tworzenie podpisów obiektów wybranych na wystawę były teksty pisane przez dzieci-kuratorów wystawy W muzeum wszystko wolno w Muzeum Narodowym w Warszawie. O projekcie opowiedziała Bożena Pysiewicz (Muzeum Narodowe w Warszawie) w referacie zatytułowanym Obserwacje, identyfikacje, interpretacje. O roli, miejscu i publicznym odbiorze podpisów przygotowanych przez dzieci na wystawę w Muzeum Narodowym w Warszawie. W muzeum wszystko wolno to muzealno-edukacyjny eksperyment, podczas którego dzieci przygotowywały główną wystawę czasową w gmachu Muzeum Narodowego w Warszawie, którego autorką jest dyrektor Muzeum, Agnieszka Morawińska. Grupę kilkudziesięciu dzieci w wieku 6–14 lat, podzielono na zespoły kuratorskie, które pracowały nad ekspozycjami. Dzieci przygotowały scenariusze i dokonały wyboru kilkuset eksponatów na wystawę, a także opracowały koncepcję ekspozycji, zaprojektowały druki edukacyjne, nagrały audioprzewodniki. Przygotowały też opisy, które zaskakują sposobem uzasadnienia wyboru. Z przeprowadzonych badań wyniknęło, że nie wszystkim odbiorcom spodobała się autorska dowolność, a w niektórych przypadkach brak merytorycznych i kontekstowych treści.

Na konferencji pojawiło się również pytanie o status tekstu w przestrzeni ekspozycyjnej. Przytoczono przykłady wystaw, w których tekst jest dziełem sztuki i jest autonomiczny wobec wystawy. Tekst może być podmiotem wystawy. Kim Dhillon (Royal College of Art, London) w wystąpieniu: Od informacyjnych i analitycznych tekstów do podmiotowości i psychoanalizy: tekst jako materiał, metoda i podmiot w Post-Partum Document (1973–1979), ze szczególną uwagą dla wystawy z 1976 roku w ICA w Londynie opowiadała o tym na konkretnych przykładach. Wystąpienie badaczki odnosiło się w szczególności do prac Mary Kelly, ale przywołane zostały również inne artystki, które posługiwały się tekstem jako medium: Jenny Holzer i Barbara Kruger. Jenny Holzer to amerykańska artystka konceptualna, która jest autorką instalacji tekstowej Truizmy przed Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski. W pracach Jenny Holzer tekst jest narzędziem i dziełem sztuki. W swoich realizacjach artystka naklejała na budynki, budki telefoniczne i znaki wybrane teksty, wydrukowane prostą czcionką na białym papierze, wykorzystując teksty swojego autorstwa lub cytaty zaczerpnięte z dzieł filozofów, poetów i pisarzy, na przykład Wisławy Szymborskiej czy Elfriede Jellinek.

W polskiej sztuce artyści posługujący się tekstem jako medium to m.in. Jadwiga Sawicka i Stanisław Dróżdż, których prace znajdziecie na portalu WMM.

Opracowanie: Kinga Kołodziejska, Mirosława Bałazy (Redakcja WMM), CC-BY 3.0 PL

 

Wyświetlanie 16 - 20 z 95 rezultatów.
Pozycji na stronę 5
z 19