Blog

„Zapach luksusu” – kolekcja flakonów perfumowych ze zbiorów rodziny Sosenków na portalu Wirtualne Muzea Małopolski

„Słowo »luksus« odnosi nas do światła (od łacińskiego lux), które sprawia, że rzeczy stają się widoczne. A idąc dalej – to za sprawą flakonu ulotne perfumy stają się widoczne, uzyskują swoją przedmiotową reprezentację” (Maciej Topolski, Antropologia zapachu).

Delikatne i smukłe, obłe lub kubiczne, minimalistyczne i bogato zdobione – flakony perfumowe z kolekcji rodziny Sosenków – uwodzą zmysły, przyciągają wzrok i rozbudzają wyobraźnię. Jak pachniały substancje, kadzidła i mieszanki suszonych kwiatów przechowywane w tych naczyniach? Kto ich używał? W jaki sposób komponowano perfumy? Dlaczego niektóre zapachy nas zniewalają, a inne odrzucają?

„Zmysły pozostają wciąż nieznanym terytorium, kolonizowanym powoli przez neurologów, kognitywistów, antropologów i historyków. Ci nasi codzienni towarzysze do dziś skrywają wiele tajemnic, choć »sensologia« ma długą tradycję, która zrodziła się w starożytnych cywilizacjach Indii i Chin. (…) Wiek XX przyniósł niepowstrzymaną stymulację wszelkich zmysłów, zniewalając człowieka hałasem miasta, magmą obrazów, postindustrialną kulturą wolnego czasu w znacznej mierze skoncentrowaną na dostarczaniu ciału zmysłowych bodźców; wiek XX i XXI skonfrontował jednostkę z wirtualnymi światami, potęgując zarówno konfuzję w sprawie zmysłów, jak i fascynację tym tematem” (Roma Sendyka, Antropologia Zmysłów, „Autoportret” 3 (35), 2011, s. 20).

Węch jest podobno pierwszym zmysłem, jaki rozwija się w naszym mózgu. Już w okresie prenatalnym zaczynamy przetwarzać emocjonalne reakcje na aromaty. Receptory węchowe są wyjątkowym miejscem najbliższego kontaktu układu nerwowego ze światem zewnętrznym. Kiedy wyczuwamy konkretny zapach, to nieświadomie łączymy go z częścią naszej pamięci. Zapach jest bodźcem, który umożliwia przywoływanie najróżniejszych wspomnień. Ten zindywidualizowany zapis powoduje, że woń wywołuje zupełnie inną reakcję w każdym z nas. Badania nad olfaktoryką (nauką o zapachach) pokazały, że człowiek przetwarza bodźce zapachowe inaczej niż pozostałe zmysłowe wrażenia, a wrażliwość na zapachy nie jest cechą stałą i niezmienną.

Już w starożytności ludzie przywiązywali wagę do zapachu i chcieli pachnieć. Pochodzenie perfum przypisuje się Egipcjanom, którzy wykorzystywali substancje zapachowe w ceremoniach religijnych, przygotowaniach pogrzebowych oraz w życiu codziennym. Archeolodzy odkryli wyjątkowo dobrze zachowany flakon z perfumami pochodzący ze starożytnego Egiptu i należący do królowej Hatszepsut, zmarłej około 1457 roku p.n.e. Persowie przyjęli stosowanie perfum jako znak statusu społecznego, a Grecy i Rzymianie zaczęli postrzegać tworzenie perfum jako sztukę i produkować je w dużych ilościach. W XVIII wieku towarem luksusowym była woda kolońska, której zapach przypominał „wiosenny poranek we Włoszech, żonkile i kwiaty pomarańczy po deszczu” (wypowiedź Johanna Marii Fariny – twórcy wody kolońskiej). Tylko Napoleon mógł sobie pozwolić na aplikowanie jednej butelki dziennie tych drogich perfum. Współcześnie poszukujemy dla siebie dobrze dobranego i oryginalnego zapachu.

Po ulotnych zapachach z minionych epok pozostały flakoniki, butelki – materialne świadectwo.

Flakon marki Chanel projektu Lou Doufmana, Fundacja Zbiorów Rodziny Sosenków, domena publiczna

Kolekcja rodziny Sosenków jest efektem rodzinnej pasji kolekcjonowania przedmiotów „z historią”. Ideą stworzenia zbiorów zatytułowanych Zapach luksusu było zaprezentowanie dziejów flakonu perfumowego jako dzieła sztuki, od prehistorii do czasów współczesnych. Autorką tej koncepcji jest Katarzyna Sosenko – historyczka sztuki, antykwariuszka oraz kuratorka. Kolekcja przez nią stworzona ma charakter unikatowy. Różnorodność eksponatów pozwala na interpretowanie ich na wielu płaszczyznach: artystycznej, historycznej, kulturowej, a także obyczajowej. Digitalizacja zbiorów rodziny Sosenków – 113 naczyń na perfumy ilustrujących historię zapachu – to możliwość spotkania z pierwszą na portalu kolekcją prywatną. Kruche przedmioty, otoczone aurą wieczności, są świadectwem o przemijających epokach i ludziach w nich żyjących. Flakony perfumowe są także źródłem wiedzy na temat dawnego wzornictwa. Forma naczyń oraz indywidualna ornamentyka pozwalają określić ówczesne preferencje estetyczne. W kolekcji znajduje się wiele flakonów projektowanych przez wybitnych artystów, a także opakowania prezentujące rozwój grafiki użytkowej i sztuki reklamy. Na szczególną uwagę zasługują projekty Renégo Lalique’a – artysty zatrudnionego przez Francois Coty’ego i Lou Doufmana – twórcy projektu flakonu na najsłynniejsze perfumy na świecie: Chanel Nr 5, których forma od czasu powstania w 1921 roku do dziś nie uległa zmianie. Doskonałym przykładem wyszukanych projektów jest także Firma Roger & Gallet, która otrzymała Grand Prix na Wystawie Światowej w Paryżu w 1900 roku za luksusowy futerał z czerwonego, satynowego jedwabiu. Swoją formą zachwyca modernistyczny flakon o kubicznej bryle zaprojektowany przez duet Louisa Süego i Andrégo Marego. Ich projekty, inspirowane kubizmem, zafascynowały ówczesny Salon Paryski i pozostają aktualne współcześnie.

Zmysłowa Kolekcja luksusu, na co dzień niedostępna dla szerokiej publiczności, zostanie opublikowana na portalu Wirtualne Muzea Małopolski wraz z pierwszym dniem wiosny – 21 marca 2019 roku. Wydarzeniem towarzyszącym publikacji będą warsztaty senselierskie, spotkanie o kolekcjonowaniu i zajęcia dla dzieci. Zapraszamy!

 

Opracowanie: Mirka Bałazy (Redakcja WMM),
Licencja Creative Commons

Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.

 

Tydzień Otwartej Edukacji

W tym tygodniu, w dniach od 4 do 8 marca, odbędzie się Tydzień Otwartej Edukacji pod hasłem Zostań chirurgiem otwartych zasobów. Celem inicjatywy jest promocja otwartych zasobów, narzędzi i praktyk edukacyjnych oraz popularyzacja wiedzy na temat ruchu otwartej edukacji.

W ramach Tygodnia Otwartej Edukacji będzie można wziąć udział w kursach internetowych i webinarach.

Kurs internetowy pt. Rentgen otwartych zasobów wprowadzi uczestników w tematykę otwartych zasobów edukacyjnych oraz da im umiejętności wyszukiwania, selekcji, ponownego wykorzystania, ewaluacji otwartych zasobów oraz dzielenia się nimi. Kurs potrwa 5 dni. Więcej o kursie możecie przeczytać na stronie KOED-u.

Odbędą się dwa webinary, tematycznie powiązane z kursem internetowym:


Anatomia otwartości – prawo autorskie i licencje

Kiedy: 5 marca, godz. 20.00

Pierwszy z webinarów dotyczy anatomii otwartości, podczas którego dowiesz się jak zbudowane są licencje Creative Commons i jak możesz skorzystać z otwartych zasobów w kontekście prawa autorskiego. Prowadzenie: Kamil Śliwowski (otwartezasoby.pl), Aleksandra Saczuk (Fundacja Szkoła z klasą).
Rejestracja:http://bit.ly/anatomiaOZE


Otwarte Zasoby pod mikroskopem. Jak skutecznie szukać zasobów i z nich korzystać

Kiedy: 7 marca, godz. 20.00

Drugi webinar będzie dotyczył wyszukiwania i efektywnego korzystania z Otwartych Zasobów Edukacyjnych. Prowadzenie: Aleksandra Czetwertyńska (Centrum Cyfrowe), Katarzyna Górkiewicz (Fundacja Nowoczesna Polska), Paulina Szczucińska (OpenStax Polska, Fundacja Katalyst Education).
Rejestracja: http://bit.ly/mikrOZE


W Polsce wydarzenia organizowane w ramach Tygodnia Otwartej Edukacji koordynowane są przez Koalicję Otwartej Edukacji.
Polecamy także materiały edukacyjne opublikowane na naszym portalu. Znajdziecie je w zakładce Ćwiczenia. Częstujcie się!

Digitalizujemy renesansowe głowy wawelskie!

Już czas, wracamy na Wawel! Po digitalizacji arrasów i wybranych eksponatów z poszczególnych kolekcji Zamku Królewskiego na Wawelu przyszedł czas na słynne renesansowe głowy, które zdobią strop sali Poselskiej.

Sala ta, zwana też Pod Głowami, była – obok Senatorskiej – najbardziej reprezentatywnym pomieszczeniem renesansowej posiadłości królewskiej. Pierwotnie bowiem odbywały się tu posiedzenia sejmu. W niej też przyjmowano często poselstwa z obcych krajów. Kasetonowy strop sali Poselskiej był jednym z ostatnich etapów realizacji architektoniczno-rzeźbiarskiej i malarskiej dekoracji wnętrz zamku. I to on, wraz z umieszczonym poniżej malowanym fryzem ściennym z Historią życia ludzkiego, zadecydował o splendorze sali. Historia jego powstania sięga 31 stycznia 1535 roku, kiedy to zawarto umowę ze snycerzem Sebastianem Tauerbachem dotyczącą wykonania: 88 kasetonów okrągłych i ośmiobocznych, 88 kasetonów w formie krzyża, 194 rzeźbionych głów ludzkich, 88 rozet wielobocznych i 88 w kształcie krzyża oraz pomalowania i pozłocenia stropu. Czas realizacji umowy badacze oceniają na lata 1535–1540. Pierwszy strop, prawdopodobnie projektu Bartłomieja Berecciego, spłonął już w roku 1536. Kolejny, zaprojektowany już przez Tauerbacha, został ukończony w roku 1540.

Na początku wieku XIX, podczas przebudowy zamku na koszary wojska austriackiego, pułap Sali Poselskiej wraz z rzeźbionymi głowami został zniszczony. Ocalało jedynie 30 rzeźb uratowanych przez księżną Izabelę Czartoryską, która umieściła je w Puławach. Jednak w 1869 roku Rosjanie zarekwirowali 24 z nich i przewieźli do Moskwy. Sześć pozostałych znalazło się w kolekcji Bolesława Podczaszyńskiego, który następnie odsprzedał je rodzinie Tarnowskich. W 1921 roku Róża Tarnowska przekazała je do zbiorów wawelskich. W kolejnym roku, na mocy traktatu ryskiego, powróciły z Moskwy pozostałe 24 renesansowe głowy. Po konserwacji umieszczono je w nowym zrekonstruowanym stropie Sali Poselskiej. Był rok 1927. To te rzeźby będziemy mieli zaszczyt digitalizować, a następnie zaprezentować Państwu na naszym portalu.

Ta, którą prezentujemy dzisiaj i która została już przez nas zdigitalizowana, nie pochodzi z XVI wieku, lecz z ubiegłego stulecia. Jej autorem jest Xawery Dunikowski. Dziewczyna w wieńcu z róż jest jedną z 12 drewnianych rzeźb przygotowanych przez artystę w ramach projektu uzupełnienia brakujących głów w stropie sali Poselskiej.

„W roku 1924, po odzyskaniu renesansowych głów wawelskich, z inicjatywy prof. Adolfa Szyszko-Bohusza (1883–1948), stojącego na czele Kierownictwa Odnowienia Zamku, podjęto decyzję o uzupełnieniu zespołu. W 1925 roku Xawery Dunikowski otrzymał zlecenie, pracował nad nim przez kilka lat. Realizację przerwano w roku 1928, kiedy Komitet Robót w Gmachach Reprezentacyjnych Rzeczypospolitej wypowiedział się ostatecznie przeciwko umieszczeniu współczesnych rzeźb obok renesansowych, co potwierdziło Ministerstwo Robót Publicznych. We wrześniu 1927 roku, w związku z planowanym przyjazdem prezydenta Ignacego Mościckiego, kilka rzeźb autorstwa Dunikowskiego umieszczono czasowo w stropie sali Poselskiej, wśród nich była Uczennica w wieńcu z róż. W zbiorach Zamku Królewskiego na Wawelu znajduje się dwanaście dzieł z cyklu Głowy wawelskie wykonanych w drewnie (wśród nich autoportret Dunikowskiego) oraz dwa w gipsie.
Dunikowski – nawiązując formalnie do zachowanych rzeźb renesansowych – ukazał znane osobistości Krakowa lat 20. XX wieku. Wśród sportretowanych byli: prof. Adolf Szyszko-Bohusz, członkowie Komitetu Wawelskiego, politycy (wojewoda Ludwik Darowski, prezydent Krakowa Karol Rolle) i intelektualiści. Artysta ukazał też artystów, m.in. Teodora Axentowicza, Józefa Mehoffera, Leona Wyczółkowskiego, fotografa Józefa Kuczyńskiego, kolekcjonera Feliksa Mangghę-Jasieńskiego oraz Zofię Jachimecką – wybitną tłumaczkę literatury włoskiej. Z kolei do portretów postaci historycznych pozowali: Jan Hopliński – malarz i technolog związany z krakowską Akademią Sztuk Pięknych (Bolesław Śmiały) i Anna Jarocka – żona malarza Władysława (Anna Jagiellonka). Rzeźby z cyklu Głowy wawelskie były wielokrotnie prezentowane w kraju i zagranicą, zyskując uznanie krytyki i publiczności” (Agnieszka Janczyk, Zamek Królewski na Wawelu).

 

Czy bóbr to ryba?

Arras naddrzwiowy z herbem Polski na tle krajobrazu ze zwierzętami ‒ bóbr i jeżozwierz, Zamek Królewski na Wawelu, domena publiczna.
 

Dzisiaj chcielibyśmy przyjrzeć się bliżej jednej z wawelskich tapiserii króla Zygmunta Augusta i – rezygnując z opowiadania o monarsze-zleceniodawcy, projektantach, warsztatach tkackich oraz heraldyce i zawiłej symbolice – skupić się na jednym wizerunku zwierzęcia tylko dla niego. Obecność człowieka w tej opowieści jest warunkowana tylko przez sam pretekst opowiadania – obiekt zdigitalizowany i publikowany na WMM – oraz stworzone przez człowieka toposy przyrodoznawcze, które definiowały dawne poglądy o zwierzętach.

W prawym dolnym rogu prezentowanego na WMM arrasu naddrzwiowego z herbem Polski widnieje przedstawienie bobra z węgorzem w pysku, niosącego zdobycz swoim młodym. Wzór realistycznie oddanego czworonoga dostarczyli zapewne ci sami projektanci, którzy malowali kartony do wawelskich werdiur. Tapiserie z wizerunkami zwierząt i roślin prezentują wiedzę botaniczną i zoologiczną, a pierwowzory arrasowej menażerii odnaleźć można nie tylko w pracach ówczesnych artystów, ale także w powstających natenczas ilustrowanych pracach naukowych. Przyjmuje się, że wzorem dla omawianego wizerunku bobra była rycina z wydanej w roku 1551 Historii Zwierząt Conrada Gessnera (1516–1565)[1]. Na tym opowieść o wawelskim przedstawieniu bobra można by zakończyć, ale nasuwa się pytanie: co w dawnych wiekach wiedziano o tych gryzoniach i jaki wpływ miało to na sposób, w jaki ukazywali je artyści i rzemieślnicy.

Bóbr, fragment arrasu naddrzwiowego z herbem Polski na tle krajobrazu ze zwierzętami, Zamek Królewski na Wawelu, domena publiczna.
 
Bóbr, ilustracja w: Conrad Gessner, Historia animalium, t. 1: De quadrupedibus viuiparis,
Zürich 1551, s. 84
, domena publiczna.

 

Aż do XIX, a niekiedy nawet do XX, wieku poglądy na temat zachowania wielu zwierząt oparte były na przesądach powtarzanych przez setki lat. Nie chodzi tu tylko o przekazywane ustnie wierzenia ludowe, ale również o wywodzące się ze starożytności i średniowiecza poglądy naukowe oraz motywy literackie. Szczególnie nietrafione były opinie na temat skrytych zwierząt prowadzących nocny tryb życia – wśród nich także o bobrach.

Bobry, autokastracja i cudowne panaceum

Najstarszy znany opis literacki zachowania tych stworzeń znajduje się w powstałej ok. VI wieku p.n.e. bajce Ezopa pt. Bóbr i myśliwi:

„Myśliwi ścigali raz bobra dla dostania pewnych części jego ciała, które są zdrowiu przydatne. Bóbr widząc, że nie zdoła im umknąć a wiedząc czego od niego chcieli, ugryzł sobie dobrowolnie i rzucił im, tym sposobem mądrze ocalał”[2].

Treść bajki, podana wg XIX-wiecznego, pruderyjnego tłumaczenia dla dzieci, raczej nie pozostawia dorosłemu czytelnikowi wątpliwości, o jakie części ciała chodzi – oczywiście o jądra. Bajki były zresztą pierwotnie przeznaczone dla dorosłych. Czy Ezop utrwalił powszechne wówczas przekonanie o tym, iż bobry ścigane przez myśliwych dla pozyskania ich cennych, uważanych za lekarstwo gruczołów, odgryzają sobie jądra i rzucają swoim prześladowcom? Czy może sam wymyślił ten osobliwy zwyczaj rzekomo właściwy bobrom? Na to pytanie chyba nie ma odpowiedzi, niemniej jednak bajkopisarz chciał przede wszystkim zilustrować morał, który można by streścić słowami: dla ratowania życia lepiej pozbyć się nawet tego, co najcenniejsze.

Polowanie na bobra, ilustracja w: Bestiariusz z Aberdeen, f. 11 recto, domena publiczna.

Polowanie na bobra, ilustracja w: Bestiariusz z Salisbury, f. 9 recto,
domena publiczna.

Motyw odgryzania sobie jąder przez bobra wszedł do kanonu nauki starożytnej – powtarzają go m.in. Aelianus[3] i Pliniusz Starszy[4]. Zresztą grecką i łacińską nazwę bobra – κάστορας (kástoras) i castor zupełnie błędnie łączono z łacińskim czasownikiem castrare, oznaczającym m.in. „kastrować”. Aelianus uzupełnił historię o samokastracji bobrów o kolejne niewiarygodne doniesienie na temat ich postępowania: „Gdy [bóbr] już raz poświęcił swoje jądra podczas ucieczki przed myśliwymi, a jest ponownie ścigany –staje wtedy na tylnych łapach i pokazuje im, że ich ochocze polowanie jest bezprzedmiotowe. Zwalnia ich tym samym od dalszych trudów, bo jego mięso cenią mniej niż jądra. Częstokroć jednakże bóbr z nienaruszonymi jądrami, dzięki umiejętnościom i pomysłowości, oszuka gończych, że nie ma tego, co pragną i ucieknie tak daleko jak to możliwe, osiągając upragnione schronienie[5]”.

Wśród pisarzy chrześcijańskich błędne przekonanie o autokastracji wyraził już anonimowy autor Fizjologa (II–IV wiek n.e.), który narrację przyrodoznawczą opatrzył komentarzem eschatologicznym – bóbr odgryzający sobie genitalia stał się metaforą słusznej postawy chrześcijanina w drodze do zbawienia: „I ty więc, chrześcijaninie, oddaj myśliwemu to, co jego. Myśliwym jest diabeł, a do niego należą rozpusta, cudzołóstwo, zabójstwo. Oderwij je od siebie i daj diabłu, aby odszedł od ciebie myśliwy-diabeł […]”[6]. Przekonanie o samokastracji bobrów, m.in. dzięki popularności Fizjologa, weszło do średniowiecznego kanonu wiedzy. Bestiariusze niekiedy nie tylko opisują, jak bobry odgryzają sobie jądra, ale ukazują to także na barwnych miniaturach.

Ilustracje średniowiecznych manuskryptów mogą sprawiać wrażenie, jakby iluminatorzy nigdy w życiu nie widzieli bobra. Faktycznie przedstawienia nienajlepiej oddają rzeczywisty wygląd tych zwierząt, ale należy wziąć pod uwagę, że wizerunki są stylizowane oraz fakt, że ludzie średniowiecza mieli inne pojęcie na temat podobieństwa.

Bóbr karmiący młode upolowanym węgorzem, fragment arrasu naddrzwiowego z herbem Polski na tle krajobrazu ze zwierzętami
Zamek Królewski na Wawelu, domena publiczna.

 

Wiara w autokastrację bobrów trwała w ludowych wierzeniach do czasów zupełnie nieodległych i stała się podstawą różnych przysłów. Zygmunt Gloger zanotował: „Strój bobrowy jako środek lekarski dał powód przysłowiu: »Okupić się jako bóbr strojami«, – gdyż utrzymywano, że bóbr, ratujący się ucieczką, sam sobie strój odgryzał. Myśliwi twierdzili, że bóbr zabijany lub ścigany płacze, i stąd powstało przysłowie: »płakać jak bóbr rzewnie«”[7].

Bóbr kontra przyrodoznawstwo

Jednym z najczęściej cytowanych znawców przyrody późnego średniowiecza był tworzący w XIV wieku Konrad z Megenbergu. Jego Księga o naturze[8] była aż do XVI wieku jednym z najważniejszych kompendiów wiedzy o zwierzętach. Konrad z Megenbergu, opisując bobra, powtarza historię samokastracji i opisuje lecznicze właściwości bobrzych jąder. Podaje nawet przepis na lekarstwo – bobrze gonady należy gotować w winie. Badacz przyrody zapisał również inną osobliwą uwagę na temat biologii tych zwierząt. Ogon bobra ma mieć cechy rybie, tym samym, aby bóbr mógł żyć, jego ogon musi być stale wilgotny. Jest to przyczyną, dla której zwierz ten nie może żyć długo poza zbiornikami wodnymi[9]. Przekonanie wyrażone w Księdze o naturze miało swoje odzwierciedlenie w sztuce – aby ukazać lądowo-rybią naturę tego stwora i zilustrować konieczność utrzymywania przez niego ogona w stałej wilgoci, przedstawiano go z tą częścią ciała zamoczoną w wodzie – możemy to zobaczyć w przechowywanym w Innsbrucku obrazie Lucasa Cranacha Starszego pt. Św. Hieronim pokutujący na pustyni oraz w prezentowanym na WMM arrasie naddrzwiowym z herbem Polski.

Lucas Cranach starszy, Święty Hieronim pokutujący na puszczy, ok. 1525, Tiroler Landesmuseum, Innsbruck, domena publiczna.
 

Przekonanie o rybiej naturze bobrów przetrwało znacznie dłużej, niż mogłoby się wydawać. Na przełomie XIX i XX wieku Zygmunt Gloger zapisał: „Kuchnia polska przyswoiła sobie »plusk« czyli ogon bobra, który, jako pokryty łuskami, jadano w post, uważając go za rybę”[10].

Szczególny rozwój przyrodoznawstwa nastąpił w wieku XVI. Conrad Gessner (1516–1565) był w swoich czasach największym autorytetem w kwestii zoologii. Jego praca pt. Historia zwierząt[11] doczekała się wielu tłumaczeń[12] i była podstawowym źródłem wiedzy o zwierzętach, aż do czasów Karola Linneusza (1707–1778)[13]. Conrad Gessner, opisując bobra, opierał się w dużej mierze na analizie porównawczej jego wyglądu do innych zwierząt – nie widział w nim podobieństwa do ryby, lecz przytoczył poglądy innych badaczy na temat jego związku z borsukiem lub wydrą, od której różnić ma się przede wszystkim wyglądem ogona. Nie są to obserwacje zbyt prawdziwe, ale bliższe prawdzie niż uznawanie tego gryzonia za rodzaj ryby. Trafne są natomiast uwagi na temat budowlanych zdolności bobrów.

Bóbr, fragment karty przedstawiającej wydry i bobry. Atlas roślin i zwierząt,
Muzeum ASP w Krakowie, domena publiczna.

Gessner kwestionuje również pogląd na temat samokastracji tych zwierząt. Przyrodoznawca powiela natomiast dotychczasową opinię na temat odżywiania się tych ściśle wegańskich zwierząt – jako jeden z ich głównych pokarmów wymienia ryby[14]. Przekonanie o odżywianiu się ich mięsem ilustruje prezentowany na WMM arras naddrzwiowym z herbem Polski – widzimy na nim bobra karmiącego swoje młode węgorzem.

Na naszym portalu znaleźć można również zupełnie poprawne wizerunki bobrów – te niezwykłe zwierzęta widnieją na jednej z kart Atlasu roślin i zwierząt przechowywanego w Muzeum Akademii Sztuk Pieknych w Krakowie. Są one niezwykłym w naszym muzealnictwie przykładem XVIII-wiecznej ilustracji naukowej.

Trudno z dzisiejszej perspektywy oceniać negatywnie błędy dawnych badaczy przyrody. Jeszcze w zupełnie nieodległych czasach niewiele wiedzieliśmy o tych tajemniczych zwierzętach – a przede wszystkim o ich ważnej roli w ekosystemach wodnych. Nasza ignorancja doprowadziła te zwierzęta na skraj wymarcia. Dzisiaj na szczęście ich populacja odradza się.

Opracowanie: Adam Spodaryk (Redakcja WMM),
Licencja Creative Commons

Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.


[1] Conrad Gessner, Historia animalium, t. 1: De quadrupedibus viuiparis, Zürich 1551.
[2] Aesopus, Bajki Ezopa: dzieło dla szkolnej młodzieży przeznaczone z krótkim opisem życia autora, Wrocław 1831, s. 166.
[3] Claudius Aelianus, De Natura Animalium (Περι Ζωων Ιδιοτητος), ks. 6, rozdz. 34.
[4] Pliniusz Starszy, Historia naturalis, ks. 8, rodz. 30.
[5] Claudius Aelianus, Historia naturalis…, ks. 6, rozdz. 34.
[6] Fizjolog, tłum. K. Jażdżewska, Warszawa 2003, t. I, 23.1-2, s. 45-46.
[7] Zygmunt Gloger, Encyklopedia staropolska, t. 1, Warszawa 1900, s. 182–183.
[8] Wydanie XIX-wieczne: Konrad von Megenberg, Das Buch der Natur von Conrad von Megenberg. Die erste Naturgeschichte in deutscher Sprache. In Neu-Hochdeutscher Sprache bearbeitet und mit Anmerkungen versehen von Dr. Hugo Schulz, Greifswald 1897.
[9] Konrad von Megenberg, Das Buch der Natur…, s. 104.
[10] Zygmunt Gloger, Encyklopedia staropolska, t. 1, Warszawa 1900, s. 182–183.
[11] Conrad Gessner, dz. cyt.
[12] Conrad Gessner et al., The history of four-footed beasts and serpents, opr. Edward Topsell, London 1658.
[13] Karol Lineusz, Systema Naturae (1735–1770).
[14] Conrad Gessner et al., The history of four-footed beasts…, s. 34–39.

Tydzień Domeny Publicznej

Książka jako książka należy do autora, ale jako myśl należy – i nie ma w tym przesady – do ludzkości. Każdy rozum ma do niej prawo. Jeśli jedno z dwóch praw, prawo pisarza i prawo ludzkiego rozumu, musiałoby ulec, byłoby to z pewnością prawo pisarza, ponieważ naszą jedyną troską jest dobro wspólne, i wszyscy, oświadczam, są ważniejsi od nas” (Victor Hugo, przemówienie na otwarcie Międzynarodowego Kongresu Literackiego w Paryżu w 1878 roku)[1].

Domena publiczna to nasze wspólne dobro, ogół wiedzy i twórczości, do której wszyscy mamy prawo i z którego możemy dowolnie korzystać. Stało się już tradycją, że to właśnie w styczniu świętujemy tę możliwość, witając w wolnej przestrzeni dzieła kolejnych twórców. Pierwszego stycznia 2019 roku do domeny publicznej przeszły utwory, których autorzy zmarli w 1948 roku. To m.in.: architekt Adolf Szyszko Bohusz, filmowiec Siergiej Eisenstein, antropolożka Ruth Benedict czy jeden z twórców polskiej psychologii Władysław Witwicki, którego tłumaczenia dzieł Platona właśnie w tym roku stały się wolne od ochrony prawnoautorskiej.

W dniach 21–25 stycznia obchodzimy Tydzień Domeny Publicznej, którego zwieńczeniem będzie Dzień Domeny Publicznej w siedzibie FINA (ul. Wałbrzyska 3/5, Warszawa). W imieniu Centrum Cyfrowego bardzo serdecznie na niego zapraszamy. Tu znajduje się formularz zgłoszeniowy: https://centrumcyfrowe.pl/zero-waste-culture-dzien-domeny-publicznej-formularz-zgloszeniowy/.

W tych dniach instytucje z całej Polski, w tym i my, będą przypominać, jaką wartość stanowią zasoby domeny publicznej i jak można z nich korzystać. Zachęcamy do obserwowania wydarzenia również w mediach społecznościowych: https://www.facebook.com/events/579880392483708/.

To dobra okazja, by przypomnieć, że w Wirtualnych Muzeach Małopolski ponad 80 % udostępnionych eksponatów to właśnie zasoby znajdujące się w domenie publicznej, z których można dowolnie korzystać, wprowadzając je do żywego obiegu kultury.

Fakt ten zainspirował nas do zorganizowania w 2017 roku konkursu na „MAŁĄ RZECZ”.

 

 

Do udziału w nim zaprosiliśmy projektantów, dizajnerów, studentów kierunków artystycznych – wszystkich, którzy byli gotowi podjąć wyzwanie kreatywnego wykorzystania zasobów Wirtualnych Muzeów Małopolski znajdujących się w domenie publicznej do zaprojektowania nowego, unikatowego przedmiotu.

Efekty konkursu przerosły nasze oczekiwania. Zgłosiło się ponad 70 twórców. Wśród nadesłanych prac znalazły się prawdziwe perełki, zachwycające pomysłowością, wrażliwością i umiejętnością nawiązania dialogu z przeszłością.

Przypominamy niektóre z nich i zachęcamy do dalszego inspirowania się zasobami naszego portalu. Każde ponowne ich użycie sprawia, że stają się one żywe, aktualne, po prostu ważne!

Projekt Martyny Piątek

 

Projekt Moniki Czesak

 

Projekt Tomasza Golańskiego i Julii Grochal

 

Projekt Pauliny Bielaszki

 

Do ilustracji tekstu wykorzystaliśmy kolaż od Studio Lekko, CC BY SA, źródła: Echner Nonprofit KFT. Dokumentációs Központ, Fortepan: https://bit.ly/2LR8Pd3 & Inkey Tibor, Fortepan: https://bit.ly/2s8wSuW.

#domenapubliczna



[1] Wypowiedź tę przywołano w preambule Manifestu Domeny Publicznej, ogłoszonego w 2010 roku przez konsorcjum COMMUNIA: http://publicdomainmanifesto.org/manifesto.html.

Wyświetlanie 16 - 20 z 173 rezultatów.
Pozycji na stronę 5
z 35