Blog

Historia pewnego pojedynku

Rzecz miała miejscu w Paryżu, w okolicach słynnej karuzeli – ogromnego diabelskiego koła – zwanej La Grande Roue (utrwalonej później na obrazie Szermierka). Była niedziela, 6 kwietnia 1914 roku. O godzinie 11.15 stanęli naprzeciwko siebie Leon Chwistek i Władysław Dunin-Borkowski, rówieśnicy i koledzy po fachu, jeszcze z czasów studiów w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. Obaj znaleźli się w Paryżu, by kontynuować swoje studia, Chwistek – rysunek, a Borkowski – malarstwo. Obaj byli też zaangażowani w działalność paryskiego oddziału paramilitarnego Związku Strzeleckiego będącego podstawą Legionów Polskich Józefa Piłsudskiego, do których wkrótce obaj zresztą wstąpili.

Pojedynkiem kierował Francuz Georges Dubois, autor jednego z pierwszych na świecie podręczników na temat sztuk walki i autorytet w dziedzinie zasad honorowych potyczek. Obecnych było również – zgodnie z regułami sztuki – dwóch lekarzy, a także po dwóch sekundantów dla każdej ze stron. Jednym z sekundantów Leona Chwistka był Bolesław Wieniawa-Długoszowski, przyszły adiutant marszałka Piłsudskiego i bohater niezliczonych anegdot z życia towarzyskiego II Rzeczypospolitej. Jednak tym, co wzbudziło największą sensację w ówczesnym Paryżu, był wybór broni. Francuzi używali w pojedynkach szpad. Tymczasem Chwistek i Borkowski mieli się zmierzyć – zgodnie z polskim zwyczajem – na szable. Ten fakt ściągnął na miejsce pojedynku również dziennikarzy. To im zawdzięczamy znajomość szczegółów wydarzenia, a także fascynujące zdjęcie z owego dnia, którego artystyczną interpretacją stała się 5 lat później Szermierka autorstwa prowodyra całego zamieszania, Leona Chwistka.

Fot. Pojedynek Leona Chwistka (z lewej) i Władysława Dunin-Borkowskiego, 6.04.1914, Paryż. Autor nieznany. Domena publiczna

„Możecie mi wierzyć, gdy Polacy się biją, biją się dobrze! Poszło o sprawy prywatne. Walczyli na sposób polski. Na szable. Posłużono się kodeksem warszawskim, który zabrania pchnięć. Walczący mieli zabandażowane szyje, osłonięte brzuchy, dopuszczono rękawicę chroniącą przedramię” – relacjonował już następnego dnia na pierwszej stronie „Le Petit Journal”.

Z kolei dziennikowi „Echo de Paris” zawdzięczamy opis przebiegu pojedynku minuta po minucie:

„(…) plan walki był następujący – pierwsze starcie – minuta, takaż przerwa, a kolejne starcia po dwie minuty z takimiż przerwami. Strony ustaliły, że walkę można zakończyć tylko wobec zdecydowanego oświadczenia lekarzy. Po każdym starciu walczący mieli cofnąć się na pozycje wyjściowe. Na sygnał kierującego starli się tak gwałtownie, że prof. Dubois musiał rozdzielić ich laską. W pozycji en garde rozpoczęli kolejne zwarcie. Zakończyło się ono cięciem p. Chwistka zwanym coup de figure a gauche. Borkowski został uderzony w skroń. Szabla przecięła mu tętnicę i obcięła ucho. Lekarze po zbadaniu obficie krwawiącej rany sprzeciwili się dalszej walce. Sekundanci ugięli się pod tą decyzją i namówili walczących do podania sobie rąk”.

W ten oto romantyczny sposób jeden z najsłynniejszych polskich malarzy, a także filozof i matematyk oraz główny teoretyk formizmu, walczył o honor swojej ukochanej, Olgi Steinhaus – wówczas jeszcze narzeczonej, a wkrótce żony Leona Chwistka. Powodem pojedynku stało się publiczne obrażenie Olgi przez Władysława Dunin-Borkowskiego, który w niewybrednych słowach wyraził się o żydowskim pochodzeniu wybranki autora powstałej 5 lat później Szermierki. Genezę powstania tego właśnie obrazu dziś – w 134. rocznicę urodzin Leona Chwistka – przywołujemy.

Opracowanie: Kinga Kołodziejska (Redakcja WMM), Licencja Creative Commons
Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.

Bibliografia:

Stanisław Mancewicz, O honor ukochanej Olgi, „Gazeta Wyborcza”, 13 lipca 2012.
Karol Estreicher, Leon Chwistek – biografia artysty 1884–1944, Warszawa 1971.

Kolekcja wspomnień z dzieciństwa

Dzieciństwo to nie tylko sielski i beztroski czas wypełniony zabawą, odkrywaniem otaczającego świata i testowaniem swoich możliwości. To także tajemnice, smutki, niepowodzenia i bolesne przeżycia. Jak pisał Tadeusz Kantor, „pokój dzieciństwa nigdy nie jest jasną i zalaną słońcem przestrzenią”[1].

Z okazji Dnia Dziecka zapraszamy do wirtualnej podróży sentymentalnej, w której przewodnikami będą obiekty dziedzictwa kulturowego i szkolne lektury oraz zamknięte w nich wspomnienia dzieciństwa. Proponujemy Wam ich połączenie poprzez zabawę w skojarzenia.

 Frances Hodgson Burnett, Tajemniczy ogród

„Takie uczucie, że będzie się żyć zawsze, przychodzi tylko czasem – kiedy człowiek zbudzi się ze snu o świtaniu, znajdzie się sam wobec natury i spojrzy ku niebu. Wtedy ujrzy, jak jego blady seledyn z wolna się rozjaśnia, gdy tymczasem na wschodzie dzieją się rzeczy niezwykłe, narastające jakby w jeden okrzyk triumfu. Serce przestaje bić wobec niezmiennego, potężnego majestatu wschodzącego słońca, chociaż wschodzi ono każdego ranka od milionów lat. Wtedy - na chwilkę - zapomina się o wszystkim. Czasem znów owo uczucie opanowuje człowieka, gdy znajdzie się sam w lesie o zachodzie słońca, a tajemnicza, przesycona złotymi promieniami cisza przenika poprzez konary drzew, jakby opowiadała o sprawach odległych i pięknych. Czasem zaś ogrom ciszy nocnej z miliardami mrugających gwiazd daje nam poczucie, że żyć będziemy zawsze, czasem utwierdza nas w tej wierze piękna muzyka, czasem spojrzenie drogich nam oczu”[2].

Fotografia Główna brama Parku im. Henryka Jordana w Krakowie Lesława Rzewuskiego, Muzeum Historii Fotografii im. Walerego Rzewuskiego w Krakowie, © wszystkie prawa zastrzeżone, MHF

Fotografia przedstawia alejkę Parku imienia doktora Henryka Jordana z dwoma pomnikami na dalszym planie. Pustą przestrzeń na zdjęciu, pozostawiającą pole dla wyobraźni, możemy wypełnić dziecięcym śmiechem, zabawami i grami. Ogrody jordanowskie, tworzone na wzór Parku założonego w Krakowie w 1889 roku, były zielonym rajem. Dzięki idei doktora Jordana ich przestrzeń została zaprojektowana tak, by tworzyć przyjazny plac zabaw. Tuż za żywopłotem schowany jest tajemniczy ogród. Czy warto do niego zajrzeć? To zapomniany, zamknięty od wielu lat i otoczony murem zakątek wielkiego parku otaczającego posiadłość. Mimo zaniedbania i braku opieki, wciąż rosną w nim róże i inne wrażliwe, wymagające pielęgnacji rośliny. Natura pokazuje swoją siłę, wystarczy odrobina starań, by rozkwitła pełnym blaskiem. Czas spędzony w tajemniczym ogrodzie jest uzdrawiający dla dwójki dzieci: Mary i Collina.

Hans Christian Andersen, Królowa śniegu

„Wówczas gorzko płakać zaczęła. Jej łzy gorące padały na ziemię i przesiąkły przez nią, aż zwilżyły ukryty w tym miejscu krzak róży. I nagle cudny, świeży, okryty wonnym kwieciem, wystrzelił znów nad ziemię, a Gerda objęła go rączkami, pieściła i całowała śliczne róże. I przypomniała sobie tamten krzaczek na poddaszu i przypomniała sobie znowu Kaja”[3].

Obraz Dziewczynka z chryzantemami Olgi Boznańskiej, Muzeum Narodowe w Krakowie, domena publiczna

 

Kim była dziewczynka pozująca Oldze Boznańskiej? Dlaczego właśnie ją wybrała artystka na swoją modelkę. Pozostanie to tajemnicą. Przypomina Gerdę, bohaterkę baśni Królowa śniegu autorstwa Andersena. Zamiast róży w dłoni trzyma białą chryzantemę. Opuszczona i smutna Gerda wyruszyła na poszukiwania swojego przyjaciela Kaja, narażając się po drodze na wiele niebezpieczeństw, jednak po wielu zmaganiach dziewczynce udało się go odzyskać i uleczyć. Wrażliwość i siła pozwoliły jej przemierzyć wiele kilometrów, żeby ocalić ukochaną osobę.

Jan Brzechwa, Akademia Pana Kleksa

„Doktor Paj-Chi-Wo odkrył mi również inne swoje tajemnice oraz nauczył mnie wszystkiego, co dzisiaj umiem”[4].

Czapeczka dziecięca z Peru, Muzeum Archeologiczne w Krakowie, domenapubliczna

 

Czapeczka jest częścią kolekcji Władysława Klugera z 1876 roku. Została wykonana w technice szydełkowej z wełny i bawełny. Charakterystycznym jej elementem jest zwieńczenie w kształcie ptaszka. Może jest to obiekt magiczny? Czy jest to czapka bogdychanów, którą doktor Paj-Chi-Wo podarował Mateuszowi. Mateusz był chłopcem-księciem, który zastrzelił króla wilków i wilkołaków, przez co jego kraj padł ofiarą okrutnej zemsty. Po tym, jak Mateusz został zraniony przez wilka, bezskutecznie próbowano go wyleczyć. Udało się to dopiero tajemniczemu doktorowi Paj-Chi-Wo. Podarował on Mateuszowi czapkę, dzięki której zamienił się w szpaka i uciekł z pałacu opanowanego przez wilki. Na końcu bajki Mateusz zmienia się w autora opowieści.


Czesław Centkiewicz, Anaruk, chłopiec Grenlandii

„Z trudem wytłumaczyłem mu, jak się robi materiał. Nie przypuszczał, że można nosić ubranie z czegoś innego niż skóra. Kazał obracać się Nukunowi na wszystkie strony i pokazywał mi, jak uszyte są jego spodnie z futra białego niedźwiedzia, bluza ze skóry foki i buty z miękkiej skóry młodego rena.[5]

 

Kurtka z rybiej skóry, aleucka, Muzeum Etnograficzne im. Seweryna Udzieli w Krakowie, domena publiczna

Kurtka została uszyta z wyprawionych skór ryb morskich jako odzież ochronna dla aleuckiego dziecka. Odzież ta, potocznie nazywana anorakiem lub parką, cechowała się dużą wytrzymałością i trwałością, o czym świadczy fakt, że pomimo upływu ponad 120 lat od momentu jej wykonania, nadal zachowuje swe właściwości. Obiekt jest przykładem rzemiosła Aleutów, rdzennej ludności Wysp Aleuckich (obecnie USA) i Wysp Komandorskich (4 wyspy, w tym Wyspa Beringa i Wyspa Miedziana, należące do Rosji). Aleuci, blisko spokrewnieni z Inuitami (Eskimosami), trudnili się polowaniem na foki, którą to umiejętność opanowali do perfekcji. Kurtka prawdopodobnie należała do Anaruka, 12-letniego Eskimosa mieszkającego na Grenlandii. Jego przygody opisał Czesław Centkiewicz.

Andrzej Maleszka, Magiczne drzewo. Czerwone krzesło

„Czekanie na to, co ofiaruje im krzesło, przypominało otwieranie urodzinowych prezentów. Zawsze mogła być cudowna niespodzianka albo wielkie rozczarowanie”[6].

KwieKulik, Działania z tubą, Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie MOCAK, © wszystkie prawa zastrzeżone

Działania z tubą składają się z 42 fotografii i obiektu. Jest to dokumentacja jednej z licznych akcji aranżowanych przez duet KwieKulik w ich mieszkaniu-pracowni. Zarejestrowana została na czarno-białym negatywie średnioformatowym i kolorowych slajdach. Magiczne krzesło zostało zamienione w magiczną tubę… Syn Zofii Kulik i Przemysława Kwieka uczestniczył i współtworzył działania artystyczne podejmowane przez rodziców. Maksymilian Dobromierz Kwiek wyszedł z dzieciństwa z neoawangardą podobno bez szwanku. Dziś wykłada mikroekonomię na Uniwersytecie Southampton.

 

 

 

 

 

 

Opracowanie: Mirosława Bałazy (Redakcja WMM)  

Licencja Creative Commons

Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.


[1] T. Kantor, Pisma. Teksty z lat 1975–1984, Wrocław 2004, s. 208

[2] Frances Hodgson Burnett, Tajemniczy ogród, https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/tajemniczy-ogrod/ (dostęp: 30 maja 2018).

[3] Hans Christian Andersen, Królowa śniegu, https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/tajemniczy-ogrod/ (dostęp: 30 maja 2018).

[4] Jan Brzechwa, Akademia Pana Kleksa, Kraków 2017.

[5] Czesław Centkiewicz, Anaruk, chłopiec Grenlandii, Warszawa 2011.

[6] Andrzej Maleszka, Magiczne drzewo. Czerwone krzesło, Warszawa 2015.

Światowy Dzień Różnorodności Kulturowej

W tym tygodniu, 21 maja wypada Światowy Dzień Różnorodności Kulturowej. Z tej okazji pragniemy przypomnieć wielokulturowe oblicze Małopolski prezentowane na portalu Wirtualne Muzea Małopolski.

Dzięki digitalizacji zasobów małopolskich muzeów szerszemu gronu odbiorców może stać się znany interesujący zbiór obiektów związanych z Łemkami.  Byli oni kiedyś najliczniejszą społecznością w Beskidzie Gorlickim, a wzniesione przez nich cerkwie są jednymi z najpopularniejszych atrakcji turystycznych regionu. Wirtualne Muzea Małopolski pozwalają obejrzeć z bliska – także w formie trójwymiarowych modeli – stroje łemkowskie przechowywane na co dzień w Skansenie Wsi Pogórzańskiej im. prof. R. Reinfussa w Szymbarku oraz w Sądeckim Parku Etnograficznym.

Czuha łemkowska, Muzeum Okręgowe w Nowym Sączu, oddział: Sądecki Park Etnograficzny, domena publiczna. Lajbyk, gorset łemkowski, Muzeum – Dwory Karwacjanów i Gładyszów, oddział: Skansen Wsi Pogórzańskiej im. prof. R. Reinfussa w Szymbarku, domana publiczna.

Warto zwrócić uwagę choćby na obszerny płaszcz zwany Czuchą albo Lajbyk z kłapciami, czyli gorset łemkowski ozdobiony kaletkami. Swoim stylem przypomina on gorsety krakowskie i podhalańskie. To podobieństwo świadczy o wzajemnym przenikaniu się kultur. Jeszcze pod koniec okresu międzywojennego na targach można było spotkać Łemków ubranych w tradycyjne ubiory. Szczególnie dobrze zachowały się stroje kobiece, które noszone były na co dzień i od święta jeszcze do II wojny światowej. W małopolskich muzeach znajdują się także przedmioty związane z innymi rusińskimi grupami etnicznymi – także tymi niezamieszkującymi Małopolski – jak na przykład laski huculskie w zbiorach Muzeum Etnograficznego w Krakowie.

Najważniejszą mniejszością Polski, aż do tragedii II wojny światowej i wydarzeń marca 1968 roku, byli Żydzi. Portal Wirtualne Muzea Małopolski pozwala poznać wiele judaików zgromadzonych z muzeów całego regionu i zrozumieć tak nam bliską i jednocześnie tak odległą już dziś kulturę. Wyjątkowym eksponatem jest wspaniała modernistyczna chanukija z Muzeum Okręgowego w Tarnowie, która jest nietypowym przykładem otwierania się na nowe trendy, reagowania na aktualne wzornictwo i przejawem pojawiania się ruchów postępowych w religijności żydowskiej przedwojennej Polski.


 
Świecznik chanukowy w stylu modernistycznym, 1932–1939, Muzeum Okręgowe w Tarnowie, domena publiczna. Ikona „Matka Boska Hodegetria w otoczeniu proroków, hymnografów i świętych”, koniec XV w., Muzeum Okręgowe w Nowym Sączu, odział: Dom Gotycki, domena publiczna.

Województwo małopolskie może pochwalić się również bogatymi zbiorami sztuki cerkiewnej. Żeby zobaczyć wspaniałe kolekcje ikon nie trzeba fatygować się do Sanoka czy Supraśla – choć byłaby to z pewnością fantastyczna podróż. Wystarczy wybrać się do Pałacu Biskupa Erazma Ciołka w Krakowie (oddział Muzeum Narodowego) lub do Muzeum Okręgowego w Nowym Sączu... oczywiście można też odwiedzić Wirtualne Muzea Małopolski. Na naszym portalu prezentujemy m.in. najsłynniejszą ikonę w zbiorach małopolskich – obraz Matki Boskiej Hodegetrii z Nowej Wsi. Ikona ta należała do Łemków i jest świadectwem tragicznych losów tej mniejszości przesiedlonej po II wojnie światowej na obce jej tereny Pomorza i Dolnego Śląska.

Wóz cygański, ok. roku 1960, Muzeum Okręgowe w Tarnowie, oddział: Muzeum Etnograficzne w Tarnowie Dostępność, ekspozycja plenerowa, © wszystkie prawa zastrzeżone, Muzeum Okręgowe w Tarnowie.

Obraz wielokulturowości województwa małopolskiego nie byłby pełny, gdyby nie wspomnieć Romów. Nie wszyscy pewnie wiedzą, że Muzeum Okręgowe w Tarnowie opiekuje się pierwszą i prawdopodobnie największą w Polsce kolekcją romską. Jest to niezwykle bogaty i ważny zbiór, w którego skład wchodzą przedmioty wytwarzane i używane przez Romów, a także zdjęcia oraz wycinki prasowe. Na portalu Wirtualna Małopolska do roku 2020 pojawi się bogata kolekcja 237 eksponatów romskich z Muzeum w Tarnowie. Na razie prezentujemy efektowny wóz cygański zdigitalizowany w ramach wcześniejszego projektu – Wirtualne Muzea Małopolski.

Wielokulturowość to nie tylko mniejszości religijne i etniczne. W małopolskich muzeach znajdują się nie tylko zabytki dziedzictwa materialnego regionu, ale także fascynujące egzotyczne zbiory przywiezione tu z całego świata przez kolekcjonerów i pasjonatów. Jednym z nich był botanik Marian Raciborski, którego indonezyjską kolekcję możemy podziwiać w Muzeum Etnograficznym w Krakowie. Najciekawszym obiektem z tego zbioru jest Loro Blonyo. To komplet rzeźb młodej pary z Indonezji, których umieszczenie w domu zapewniać miało urodzaj, szczęście i pomyślność oraz długie życie w zdrowiu i spokoju.

„Loro Blonyo” – komplet rzeźb młodej pary z Indonezji, 2. poł. XIX w., Muzeum Etnograficzne im. Seweryna Udzieli w Krakowie, domena publiczna.

W zbiorach Muzeum Etnograficznego w Krakowie znajdują się także obiekty pochodzące z Zanzibaru, Afganistanu oraz przedmioty codziennego użytku związane z mieszkańcami Aleutów – archipelagu wysp rozciągających się na prawie 2000 km od Alaski do Kamczatki – a także z Ajnami – autochtoniczną ludnością Sachalinu i Hokkaido. Eksponaty pochodzące z pozaeuropejskich kultur odnaleźć można także w Muzeum Archeologicznym w Krakowie – warto wymienić prezentowany na naszym portalu piękny kobiecy strój z Sudanu.

W Krakowie znajdują się również bogate zbiory japoników – zobaczyć je można w Muzeum Narodowym oraz w Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha, które w swoich zasobach posiada japońskie drzeworyty, utensylia do ceremonii parzenia herbaty, kimona, szablony farbiarskie, maski teatru nō, plakaty, a także rysunki zafascynowanego Japonią Andrzeja Wajdy.

Strój kobiecy z Sudanu, XIX w., Muzeum Archeologiczne w Krakowie, domena publiczna. Maska „ko-omote” teatru „nō” (typu „śnieg”), Sōei Ōgura, 2. poł. XX w., Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha, © wszystkie prawa zastrzeżone, Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha.

Tego rodzaju zamorskie kolekcje mają nie tylko największe muzea. Do roku 2020 na stronie WMM zaprezentujemy fascynujące zbiory Muzeum Afrykanistycznego im. dr. Bogdana Szczygła i Bożeny Szczygieł-Gruszyńskiej w Olkuszu. Muzeum to posiada bogatą kolekcje przedmiotów, dzięki którym można poznać życie codzienne, kulturę, tradycje i wierzenia plemion Afryki Zachodniej i Środkowej. Placówka w Olkuszu jest stosunkowo mało znanym muzeum, które powstało dopiero w roku 1971 na bazie prywatnych zbiorów dr. Bogdana Szczygła i Bożeny Szczygieł-Gruszyńskiej.

Zachęcamy do odkrywania wielokulturowego oblicza województwa małopolskiego na portalu Wirtualne Muzea Małopolski.

Opracowanie: Adam Spodaryk (Redakcja WMM),
Licencja Creative Commons

Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.

Trzy szkice Ireny Lorentowicz

W willi Atma – muzeum Karola Szymanowskiego w Zakopanem – znajdują się szkice kostiumów do baletu Harnasie Karola Szymanowskiego autorstwa Ireny Lorentowicz. Jest to jedyne dzieło tej artystki prezentowane na portalu Wirtualne Muzea Małopolski. W 1976 roku malarka podarowała je do kolekcji Muzeum Narodowego w Krakowie. Oryginalne dekoracje do spektaklu spłonęły we wrześniu 1936 roku w pożarze gmachu Opery Paryskiej. Trzy szkice wykonane akwarelą na kalce zostały zainspirowane sztuką i kultura Podhala. Przedstawiają góralkę i harnasiów. Proste w rysunku kostiumy urzekają swoją intensywnością barw.

Irena Lorentowicz – malarka, scenografka i pedagożka – wychowała się w kręgu warszawskiej elity kulturalnej i artystycznej. Urodziła się w Warszawie 25 września 1908 roku. Była córką dyrektora teatrów, krytyka Jana Lorentowicza i malarki Ewy z Rościszewskich.

Tadeusz Pruszkowski, Portret Ireny Lorentowicz, Muzeum Narodowe w Warszawie, domena publiczna

Irena Lorentowicz studiowała w Szkole Sztuk Pięknych w Warszawie, na Wydziale Sztuki Reżyserskiej Państwowego Instytutu Sztuki Teatralnej w Warszawie oraz na Sorbonie w Paryżu. W swoich wspomnieniach zatytułowanych Oczarowanie opisuje dzieciństwo spędzone w klimacie Młodej Polski, swoją młodość, ludzi, którzy tworzyli polską kulturę i klimat dawnych miast. Maria Kuncewiczowa we wstępie do tej książki napisała, że Lorentowicz „miała talent pięknego widzenia – urządzała, upiększała i deformowała rzeczywistość”.

Harnasie, Paryż i współpraca z Szymanowskim

W 1935 roku Leon Schiller, wykładowca w Państwowym Instytucie Sztuki Teatralnej, otrzymał list od Jana Lechonia z Paryża, o tym że balet Karola Szymanowskiego Harnasie zostanie zrealizowany na scenie Wielkiej Opery Paryskiej. Harnasie – balet-pantomima napisany w latach 1923–1931 – składał się z trzech obrazów. Był on komponowany do libretta Jerzego Mieczysława Rytarda, które jednakże zaginęło przed ukończeniem kompozycji. Z tego pododu  Szymanowski razem z Leonem Schillerem przygotowali nowe. Balet opowiada historię dziewczyny porwanej przez górskich zbójników, która wkrótce zakochała się w ich harnasiu. Po powrocie do miasta została ona siłą wydana za mąż za bogatego gazdę, a następnie uprowadzona podczas wesela przez ukochanego.

Choreografię do spektaklu przygotowywał Serge Lifar, przyjaciel Coco Chanel, francuski tancerz i choreograf pochodzenia ukraińskiego, który był również wykonawcą partii Harnasia. Tymczasem poszukiwano scenografa. Odrzucono projekty Zofii Stryjeńskiej i ponownie rozpisano konkurs. Lechoń, w liście, zwrócił się z prośbą do Schillera, by zainteresował tematem swoich studentów. Lorentowicz spędziła dużo czasu na wyszukiwaniu dawnych drzeworytów góralskich i malowideł na szkle. Studenckie propozycje scenografii pod kierunkiem Schillera wysłano do Paryża. Wygrał projekt autorstwa Ireny Lorentowicz, która była wówczas studentką Schillera. Artystka wyjechała do Paryża, gdzie pracowała nad projektem: „Kostiumy szyto częściowo w pracowniach teatralnych, częściowo w prywatnych na mieście. Trudno było wytłumaczyć charakter góralszczyzny i zastosować zamiast jedwabiów wełnę, filce, płótno, a nawet jutę. Uproszczenie ornamentacji, brak wszelkiego rodzaju wstążek, falban – to się z trudem mieściło w głowach starych rutyniarzy. Jednak mili i chętni pracownicy przebrnęli przez te początkowe trudności i wszystko przy obopólnym zadowoleniu wypadło dobrze. Szymanowski ciężko oddychając obszedł te pracownie, chciał wszystko widzieć. Taka współpraca, przy takich zainteresowaniach wydawała mi się szczytem ideału. Byłam mu głęboko wdzięczna za ten stosunek do strony malarskiej przedstawienia.”[1]

Projekty kostiumów do baletu Karola Szymanowskiego Harnasie autorstwa Ireny Lorentowicz, © wszystkie prawa zastrzeżone, MNK  Serge Lifar w balecie Szymanowskiego Harnasie 1936, domena publiczna, Źródło: Wikimedia

 

Szymanowski był zadowolony z koncepcji artystycznej unikającej etnografii. Lorentowicz w swoich wspomnieniach tak opisuje spotkanie z kompozytorem: „Moje rozmowy z Szymanowskim, spotkania z nim częste to niezatarte wrażenie osobowości wyjątkowej, poetycznej, czarującej. Znałam go z Warszawy mało, znałam tak, jak przez ojca wielu wybitnych ludzi dane mi było poznać, ale dopiero praca przy nim stała się czymś bardzo ważnym w całym moim życiu”[2]

Lorentowicz wspomina czas spędzony w Paryżu: „Zanim premiera wreszcie się odbyła, nastała wczesna wiosna. Taka zawsze pamiętna «harnasiowa wiosna». Pełna zapachów, młodości, wąskich uliczek, szerokich rozkwitłych alei. «Jak przyjdzie wiosna – mówił zimą Szymanowski – to idą Paryżem takie podmuchy, takie smugi wonne, takie westchnienia… »”[3]

Premiera Harnasiów w Operze Paryskiej miała miejsce w 1936 roku. Przedstawienie zostało przyjęte entuzjastycznie przez publiczność i krytyków. Ten wieczór z Harnasiami na reprezentacyjnej scenie Europy był bez wątpienia największym za życia triumfem Karola Szymanowskiego. „We wszystkich dziennikach i pismach paryskich ukazały się wtedy entuzjastyczne recenzje. Po generalnej w loży z Szymanowski płaczemy oboje i całujemy się płacząc. Do sukni mam przypiętą żółtą dużą kalię – rozgniata się w uścisku, plami gors fraka. To po generalnej znajduje mnie monsieur Huisman i ofiarowuje mi stypendium francuskie na pozostanie w Paryżu. I zaczynają się rauty, kwiaty, mowy, przyjęcia, kwiaty i znów rauty i kwiaty. Przepełniona sala na Harnasiach. Widzowie unoszą się z miejsc porwani czarem nieznanej muzyki”.

W 1937 roku Lorentowicz wzięła udział w międzynarodowej wystawie scenografów polskich w Paryżu, gdzie otrzymała złoty medal. Po wybuchu wojny początkowo mieszkała w Paryżu, potem w Lizbonie, a w 1941 wyemigrowała do Stanów Zjednoczonych. Współpracowała tam z różnymi teatrami, w tym z Metropolitan Opera House w Nowym Jorku i z zespołem baletowym Ruth Sorel. Uczyła, wystawiała obrazy i ilustrowała książki. W 1959 roku wróciła do Polski. Opracowywała scenografie, głównie dla scen muzycznych. Artystka przyjaźniła się z reżyserem filmowym Krzysztofem Kieślowskim, swoim uczniem z Państwowego Liceum Techniki Teatralnej, który opiekował się nią do końca życia. Irena Lorentowicz zagrała w jego debiucie pełnometrażowym z 1975 roku zatytułowanym Personel . Opowiada on historię młodego chłopaka Romka, który zaczyna pracę w teatrze jako krawiec i konfrontuje swoje wyobrażenia o sztuce z rzeczywistością.

W 1975 ukazały się wzmiankowane już wspomnienia Ireny Lorentowicz zatytułowane Oczarowania. Artystka zmarła 11 lutego 1985 roku w Warszawie.

Opracowanie: Mirosława Bałazy (Redakcja WMM),
Licencja Creative Commons
Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.


Bibliografia:
1.    Irena Lorentowicz, Oczarowania, Warszawa 1972.
2.    Almanach sceny polskiej 1984/85. Tom XXVI. Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe – Warszawa 1989.

[1] I. Lorentowicz, Oczarowanie, Warszawa 1972, s. 65.

[2] Op.cit., s. 61.

[3] Op.cit., s. 63.

Ordery Dawnej Rzeczypospolitej

W tym tygodniu, z okazji Dnia Flagi i Święta Konstytucji Trzeciego Maja pragniemy parę słów poświęcić historii najstarszych orderów w dawnej Rzeczypospolitej i zaprezentować najważniejsze polskie odznaczenia oraz ich artystyczne wizerunki, które zobaczyć można na portalu Wirtualne Muzea Małopolski.

Krzyż Orderu Orła Białego, przed 1774, Zamek Królewski na Wawelu Państwowe Zbiory Sztuki, domena publiczna.

Na wstępie warto zaznaczyć, że pierwotnie order był nie tylko odznaczeniem państwowym. Order nie był tylko medalem i dokumentem, które można było schować do szuflady – był on formą stowarzyszenia. Samo słowo „order” po łacinie oznacza zresztą dosłownie „zakon”. Kawalerowie, czyli rycerze orderu stanowili elitarne bractwo, do którego wstęp zarezerwowany był tylko dla elity finansowej i politycznej. Czym były ordery dawniej doskonale tłumaczy Jan Fryderyk Sapieha w wydanych w roku 1730 Adnotacjach historycznych o początku, dawności, zacności heroicznego, wielkiego i wielce sławnego w Królestwie Polski Orderu Kawalerów Białego Orła: „Toż było nagrodą obywatelów, wojną i pokojem zasłużonych, toż ministrów monarchów, dla przyczynienia królewskiej magnificencji [wspaniałości – AS] nie poślednią bywało ozdobą. Albowiem takowe na piersiach senatorów i panów, boku i serca królewskiego pobliższych jaśniejące znaki, od innych osobliwiej dystyngowany”.

W powszechnej świadomości najstarszym polskim odznaczeniem jest Order Orła Białego. Może nie wszyscy wiedzą, że poprzedziły go aż dwa inne odznaczenia. Nie zachowały się one w pamięci, bo miały charakter efemeryczny. Pierwszy z nich to Order Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny. Plany powołania tego orderu pojawiły się bardzo wcześnie, bo już w pierwszej połowie XVII wieku. Papież Urban VIII zachęcał króla Zygmunta III do założenia rycerskiego bractwa pod wezwaniem Niepokalanego Poczęcia, mającego na celu walkę przeciwko Turkom. Trud jego założenia podjął Władysław IV Waza, na którego prośbę, w roku 1634 papież zatwierdził statut orderu. Mimo gotowego statutu i opublikowanego projektu orderu, plany jego powołania spełzły na niczym wobec protestu szlachty zebranej na Sejmie cztery lata później.

Projekt Orderu Niepokalanego Poczęcia Najświętrzej Marii Panny, 1634. Źródło: Zygmunt Gloger, Encyklopedia Staropolska, t. 3, Warszawa 1902, s. 305.

W I Rzeczypospolitej ordery i tytuły arystokratyczne budziły z początku powszechną niechęć wśród szlachty. Uważano bowiem, że tego rodzaju zaszczyty są naruszeniem deklarowanej równości całej szlachty. Wyjątek stanowiły potwierdzone w akcie Unii Lubelskiej książęce tytuły noszone przez członków rodów pochodzących od Rurykowiczów i Giedyminowiczów.

Polska nie miała zresztą orderowych tradycji. Warto przypomnieć, że w innych krajach ordery tworzono już w średniowieczu, jak np. angielski Order Podwiązki, który został założony w roku 1348. Brak jakiegokolwiek polskiego orderu, był dla polskich królów dość kłopotliwy – obdarowywani przez zagranicznych monarchów członkostwem w licznych orderach nie mieli czym się odwdzięczyć. Wśród wielu odznaczeń noszonych przez polskich władców wymienić należy chociażby: duński Order Słonia, rosyjskie Ordery Świętego Andrzeja i Aleksandra Newskiego, angielski Order Podwiązki, oraz cesarski Order Złotego Runa, który można zobaczyć na naszym portalu, na piersi Augusta III Sasa sportretowanego w stroju polskim.

Drugim chronologicznie polskim orderem był Order Domowy Sobieskich, potocznie nazywany Orderem Janiny. Ustanowiony został przez Jana III Sobieskiego prawdopodobnie w roku 1684 i o dziwo jego zatwierdzenie przeszło bez oporów szlachty. Do dzisiaj zachował się tylko jeden egzemplarz krzyża Orderu Janiny i co zaskakujące, został on zidentyfikowany jako Order Sobieskich dopiero w roku 1956!

O ile w przypadku dwóch poprzednich orderów, które nie weszły do użycia na trwałe, znamy okoliczności ich powołania, o tyle w przypadku nadawanego do dzisiaj Orderu Orła Białego dokładna data jego ustanowienia nie jest pewna – August II Mocny założył order prawdopodobnie około roku 1707.

Obraz „Portret króla Augusta III w stroju polskim”, ok. 1737, Muzeum Narodowe w Krakowie, domena publiczna. Figura Augusta III Sasa, XVIII w., Zamek Królewski na Wawelu Państwowe Zbiory Sztuki, domena publiczna.

W roku 1713 August II wydał statut Orderu Orła Białego i jego nadawania. Kawalerów orderowych mogło być naraz tylko 72. Mogli nimi być tylko Polacy i Litwini oraz obcokrajowcy, ale tylko katolicy, którzy ukończyli 35 lat. W kwestii wieku, wyjątek robiono tylko dla królewskich synów. Ponadto, inaczej niż dziś, ograniczeniem było pochodzenie ze szlachty i to przynajmniej w 3 pokoleniach. Stosunek do „źle urodzonych” wyraził cytowany już 

Kawaler angielskiego Orderu Ostu w stroju orderowym, XIX w., domena publiczna.

Jan Fryderyk Sapieha: „Dawano je [Ordery Orła Białego] zaś zawsze znaczniejszym ludziom […] do których [orderów] nikt z podłej gminu kondycjej, prócz zacnych starożytnością imienia i szlachetnie urodzonych familij, przypuszczony być nie mógł”. Na szczęście, czasy gdy ocenia się ludzi według ich pochodzenia mamy za sobą, niemniej jednak trzeba pamiętać, że taki sposób wartościowania był dla XVIII wieku typowy.

Rozwój polskiego systemu orderowego przypada na czasy panowania Stanisława Augusta Poniatowskiego. 7 maja 1765 roku ustanowił on nowy Order Świętego Stanisława Biskupa i Męczennika – na cześć patrona osobistego oraz przede wszystkim patrona Polski. Jako jedyny order dawnej Rzeczypospolitej wprowadzony został ustawą, której dyplom szczęśliwie zachował się do dzisiaj.Początkowo Order Orła Białego miał formę medalionu lub ośmiorożnego krzyża, który ostatecznie stał się jedyną formą odznaczenia. Także wstęga początkowo była inna od używanej obecnie. Wpierw była ona czerwona, a następnie biała w czerwone pasy. Dopiero w roku 1713 wprowadzono jasnobłękitną wstęgę, która przyjęła się na stałe.

Oprócz samego krzyża i gwiazdy Orderu wprowadzono także strój orderowy, którzy kawalerowie mieli nosić przy ważniejszych świętach. Składał się on z białego żupana, czerwonego kontusza i błękitnej wstęgi noszonej z lewego ramienia na prawy bok. Istniał także zachodnioeuropejski wariant stroju – z białą kamizelką i czerwonym żakietem. Duchowni inaczej niż świeccy nosić mieli order zawieszony na szyi. Dzisiaj nie stosuje się tego rozróżnienia.

Gwiazda Orderu św. Stanisława, 2. poł. XVIII w., Zamek Królewski na Wawelu Państwowe Zbiory Sztuki, domena publiczna. Portret Jana Sariusza Stokowskiego (zm. 1794) w stroju Orderu Świętego Stanisława, 1787, Muzeum XX. Lubomirskich we Wrocławiu.


Motto Orderu Świętego Stanisława brzmiało: „Praemiando Incitat”, czyli „nagradzając zachęcam”. W założeniu nowe odznaczenie było więc nie tylko nagrodą, ale i zachętą do dalszej wiernej służby. Niekiedy otrzymanie Orderu Świętego Stanisława było traktowane jako przystanek w drodze do zdobycia Orderu Orła Białego.

Podobnie, jak w przypadku najwyższego odznaczenia, dla Orderu Świętego Stanisława zaprojektowano strój orderowy, w wersji polskiej i zachodnioeuropejskiej. Mundury orderowe nie zdobyły jednak w Rzeczypospolitej nigdy takiej popularności, jak cywilne mundury wojewódzkie, które bardziej odpowiadały deklarowanej równości całej szlachty – ten sam mundur na sejmie nosił zwykły poseł, jak i rodowy książę i dygnitarz.

Medal Orderu Virtuti Militari, 1792, Zamek Królewski na Wawelu Państwowe Zbiory Sztuki, domena publiczna. Krzyż Virtuti Militari po generale Benedykcie Kołyszce, 1792, Muzeum Narodowe w Krakowie, domena publiczna.

Stanisław August Poniatowski wprowadził również pierwsze polskie odznaczenie wojskowe – Order Virtuti Militari (łac. Cnocie Wojskowej). Jego historia jest nierozerwalnie związana z uchwaleniem Konstytucji Trzeciego Maja w roku 1791. Już rok po jej wprowadzeniu w obronie Ustawy oraz niepodległości wojsko polskie stawiły czoło zbrojnej interwencji Rosji. Zwycięstwo Rzeczypospolitej w bitwie pod Zieleńcami 18 czerwca 1792 roku było pierwszym od wielu lat militarnym sukcesem Polski i Litwy. Tuż po bitwie książę Józef Poniatowski posłał królowi listę zasłużonych oficerów. Już 22 czerwca Stanisław August przesłał bratankowi 20 złotych medali dla oficerów i 40 srebrnych odznak dla szeregowych i podoficerów. Orderów było zdecydowanie za mało i wkrótce Józef Poniatowski prosił o dosłanie co najmniej 200 srebrnych odznak. Na portalu Wirtualne Muzea Małopolski prezentujemy dwie wersję orderu: najwcześniejszą w postaci owalnego medalu i wprowadzoną chwilę później – o formie krzyża.

Na zakończenie pozostaje nam zachęcić do poznawania zasobów portalu Wirtualne Muzea Małopolski!

Opracowanie: Adam Spodaryk (Redakcja WMM),
Licencja Creative Commons

Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.

Bibliografia:

  1. 220 rocznica ustanowienia orderu wojennego Virtuti Militari, red. Andrzej Czesław Żak et al., Warszawa 2012.
  2. Krzysztof Filipow, Order Orła Białego 1705-2005, Białystok 2005.
  3. Tenże, Order Virtuti Militari, Warszawa 2013.
  4. Praemiando incitat. Order Świętego Stanisława 1765-1831. W 250. Rocznicę powołania orderu, red. katalogu Michał Zawadzki, Dariusz Nowacki, Warszawa 2015.
  5. Order Świętego Stanisława. 250 lat historii, red. Dariusz Nawrot, Będzin-Katowice 2017.
  6. Za Ojczyznę i Naród. 300 lat Orderu Orła Białego, red. katalogu Marta Męclewska, Anna Szczecina-Berkan, Michał Zawadzki przy współprac. Marka Makowskiego et al.Warszawa 2006.
Wyświetlanie 11 - 15 z 140 rezultatów.
Pozycji na stronę 5
z 28