Blog

Niezwykłe przygody świętego Mikołaja

Biskup Mikołaj był od średniowiecza jednym z najpopularniejszych świętych, czczonych zarówno na Zachodzie, jak i w Kościele wschodnim. Z tego powodu wiele jego wizerunków zachowało się i w ołtarzach kościołów rzymskokatolickich, i na ikonach.

Mikołaj żył na przełomie III i IV wieku, był biskupem starożytnej Miry w Azji Mniejszej (dzisiaj Demre w Turcji), ale bardzo często tego świętego określa się jako Mikołaja z Bari, ponieważ w XI wieku włoscy kupcy wywieźli jego relikwie właśnie do tego miasta. Skradzione z Miry szczątki biskupa złożyli w specjalnie do tego celu wzniesionej bazylice św. Mikołaja, gdzie kilka wieków później pochowano naszą królową Bonę.

Najstarsza wzmianka o Mikołaju pochodzi prawdopodobnie z VI wieku. Jest to opowieść o tym, że biskup ocalił trzech dowódców wojskowych, niesłusznie skazanych na śmierć. Wielką popularnością cieszyła się także legenda, wedle której Mikołaj w cudowny sposób uciszył burzę na morzu i dzięki temu uratował żeglarzy – przedstawienia związane z tymi opowieściami pojawiały się niemal w każdym cyklu legendy świętego Mikołaja.

Ikona Święty Mikołaj, 1. ćwierć XVI wieku, Muzeum Okręgowe w Nowym Sączu.
Digitalizacja: RPD MIK, domena publiczna


Pierwszy żywot świętego, autorstwa pewnego Michała, powstał w 1. połowie IX wieku (Vita Per Michaëlem), podobnie jak kolejny żywot, pióra św. Metodego Wyznawcy (patriarchy Konstantynopola, zm. 847 – to inna postać niż brat św. Cyryla), znany na Zachodzie z łacińskiego przekładu Jana, diakona neapolitańskiego z X wieku (Laudatioi Sancti Nicolai). Jednak najpopularniejszą wersją legendy i źródłem wiedzy dla artystów średniowiecznych była niewątpliwie opowieść zamieszczona w trzynastowiecznej Złotej Legendzie Jakuba de Voragine.

Tryptyk świętej Marii Magdaleny z Moszczenicy Niżnej koło Starego Sącza – lewe skrzydło,
ok. 1480, Muzeum Narodowe w Krakowie. Digitalizacja: RPD MIK, domena publiczna


Święty Mikołaj był przedstawiany w stroju biskupim, ale to akurat dotyczy wielu świętych; Mikołaja możemy rozpoznać po jego szczególnym atrybucie, jakim są trzy złote kule, najczęściej leżące na trzymanej przez niego księdze. Atrybut ten wywodzi się z opowieści o tym, jak biskup chciał pomóc ubogiemu człowiekowi, który miał trzy córki i nie miał dla nich posagu – ale chciał zrobić to anonimowo. Ojciec córek był gotów, jak mówi Złota legenda: „[…] trzy swoje niezamężne córki wysłać na ulicę, aby w ten sposób móc żyć za cenę ich hańby". Mikołaj zdecydował się nocą podrzucić bryłę złota przez okno do domu tego człowieka – ów zaś natychmiast wykorzystał dar i wydał najstarszą córkę za mąż. Następnie duchowny jeszcze dwa razy powtórzył swoją nocną wyprawę. Za trzecim razem jednak ojciec córek obudził się i pobiegł za darczyńcą, aby mu podziękować. Wszystkie trzy dziewczyny oczywiście szczęśliwie wyszły za mąż. W związku z tą legendą przyjęło się, że Mikołaj nocą podrzuca dzieciom prezenty.

Św. Mikołaj uposażający trzy ubogie panny, kwatera
ze skrzydeł z Domaradza, ok. 1520, Muzeum Narodowe
w Krakowie. Fot. Pracownia Fotograficzna MNK


Choć Mikołaj stał się patronem dzieci, to w opowieściach podkreślano jego wyjątkową dojrzałość. Jedną z bardziej intrygujących scen w cyklach legendy św. Mikołaja jest przedstawienie jego narodzin. Ten epizod odnosi się do tekstów jeszcze z pierwszego tysiąclecia, według których święty już urodził się jako świadomy i pobożny człowiek, nawet fizycznie rozwinięty zdecydowanie ponad swój wiek. Natychmiast po narodzinach, kiedy go kąpano, nawet o własnych siłach samodzielnie stanął w wanience! Ponadto w niemowlęctwie miał odmawiać matce przyjmowania pokarmu we środy i piątki częściej niż raz dziennie, ponieważ już jako noworodek narzucał sobie w te dni pobożny post.

Narodziny św. Mikołaja, kwatera ze skrzydeł z Domaradza, ok. 1520, Muzeum Narodowe w Krakowie. Fot. Pracownia Fotograficzna MNK


W wielu średniowiecznych żywotach świętych pojawia się postać Żyda – zazwyczaj jako bohatera negatywnego, który jednak na koniec się nawraca. Jako że św. Mikołaj był patronem nie tylko żeglarzy, ale także kupców, to sporo związanych z nim legend dotyczy pieniędzy – i jakoś tak automatycznie bohaterami tych opowieści stają się Żydzi. Co ciekawe, nie zawsze to Żyd jest czarnym charakterem; przykładowo, w Złotej Legendzie przeczytamy, że pewien człowiek pożyczył od Żyda pieniądze, jako zabezpieczenie składając przysięgę przy ołtarzu św. Mikołaja. Potem zaś długu nie oddawał, Żyd zatem pozwał go przed sąd. Sprytny dłużnik napełnił monetami wydrążoną laskę i w sądzie, przed złożeniem przysięgi, dał tę laskę swemu wierzycielowi do potrzymania. Następnie przysiągł, że oddał cały dług, po czym odebrał laskę i udał się do domu. Po drodze zginął jednak w wypadku. Przejechał go wóz, przy tej okazji laska złamała się, a złoto wysypało. Musiało być to niedaleko od sądu, ponieważ zaraz zbiegli się ludzie, a wśród nich był i ów oszukany Żyd. Zamiast jednak zabrać pieniądze, które mu się należały, Żyd nagle powiedział, że odbierze swój dług, o ile zabity wróci do życia za przyczyną świętego Mikołaja. Tak też się stało – i oczywiście Żyd wówczas przeszedł na chrześcijaństwo.

Kolejna, nie mniej absurdalna opowieść mówi, że pewien Żyd, choć nie czcił chrześcijańskich świętych, kazał sobie wykonać figurę św. Mikołaja – słyszał bowiem, że jest to patron ludzi interesu. Liczył na to, że taka figura w magiczny sposób będzie chronić jego dobytek. Niestety, pewnego razu złodzieje ograbili dom Żyda, pozostawiwszy jedynie ową rzeźbę. Po powrocie do domu gospodarz bardzo się rozgniewał, zaczął biczować i chłostać nieszczęsną figurę. Tymczasem, gdy złodzieje dzielili się łupem, nagle objawił się im sam święty Mikołaj! Był cały posiniaczony i pobity; powiedział, że to z ich powodu tak cierpi. Złodzieje oczywiście byli wstrząśnięci tą cudowną wizją, w związku z czym wrócili do Żyda i oddali mu wszystko, co ukradli. Tradycyjnie na koniec wszyscy się nawrócili – zarówno złodzieje, jak i Żyd, który zdecydował się przyjąć chrzest.

Ocalenie żeglarzy oraz Biczowanie posągu św. Mikołaja, kwatery skrzydła retabulum,
1. połowa XVI wieku, Muzeum Czartoryskich, Muzeum Narodowe w Krakowie.
Fot. Pracownia Fotograficzna MNK


Żywoty świętych obfitują w niezwykłe przygody, ale trzeba przyznać, że legenda Mikołaja była wyjątkowo barwna. Postać ta również w niezwykły sposób osadziła się w we współczesnej kulturze, wiele zresztą tracąc ze swego pierwowzoru. Angielski Santa Claus wywodzi się z holenderskiego Sinterklaas, który jest zbitką od Sint-Nicolaas – zapewne mało kto dziś już o tym pamięta, zwłaszcza, że strój biskupa zastąpił czerwony kombinezon, spopularyzowany w latach trzydziestych XX wieku przez reklamy Coca-Coli. Z drugiej strony, musimy też pamiętać, że określenie Mikołaja jako przybysza z dalekiej północy, lecącego po niebie z zaprzęgiem reniferów ma przedchrześcijańskie korzenie – sięga do tradycji germańskich i wiąże się z zimowym świętem przesilenia Jul oraz z bogiem Odynem. Cóż, nawet jeśli popkultura odarła Mikołaja z biskupiej powagi, to przynajmniej przy okazji w niepamięć poszły również niezbyt sensowne legendy o tym świętym – zwłaszcza te o antysemickim wydźwięku.

Opracowanie: dr Magdalena Łanuszka
Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.

dr Magdalena Łanuszka – absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, doktor historii sztuki, mediewistka. Ma na koncie współpracę z różnymi instytucjami: w zakresie dydaktyki (wykłady m.in. dla Uniwersytetu Jagiellońskiego, Akademii Dziedzictwa, licznych Uniwersytetów Trzeciego Wieku), pracy badawczej (m.in. dla University of Glasgow, Polskiej Akademii Umiejętności) oraz popularyzatorskiej (m.in. dla Archiwów Państwowych, Narodowego Instytutu Muzealnictwa i Ochrony Zbiorów, Biblioteki Narodowej, Radia Kraków, Tygodnika Powszechnego). W Międzynarodowym Centrum Kultury w Krakowie administruje serwisem Art and Heritage in Central Europe oraz prowadzi lokalną redakcję RIHA Journal. Autorka bloga o poszukiwaniu ciekawostek w sztuce: www.posztukiwania.pl.

Pozostałe teksty Magdaleny Łanuszki na portalu:

Co oznacza skrót IHS?
Co trzyma Dzieciątko?
Co trzyma Matka Boska?
Jaki ojciec, taki syn
Królowa Jadwiga w katedrze na Wawelu
Memento mori: Śmierć i dziewczyna
Modlitwa Chrystusa w Ogrójcu w realizacji Wita Stwosza

Niezwykłe przygody świętego Mikołaja
Niezwykły program dekoracji kielicha z kolekcji Muzeum Archidiecezjalnego w Krakowie
Winne opowieści – część pierwsza
Winne opowieści – część druga
Włochata Maria Magdalena z Moszczenicy
„Od powietrza […] wybaw nas Panie!”, czyli o wybranych świętych „od zarazy”
Od szaleństwa do pokuty, czyli o wybranych przedstawieniach karnawału i postu
Skarb znaleziony na strychu. Co się kryje w ikonie Hodegetrii z Nowej Wsi?

Smoki w sztuce średniowiecznej: profanum
Smoki w sztuce średniowiecznej: sacrum
Średniowieczna miłość cudzołożna
Średniowieczne kobiety fatalne
Utopiony święty, który trzymał język za zębami,  czyli opowieść o Janie Nepomucenie

Zakryj usta, zakryj nos!

Zmartwychwstanie w sztuce średniowiecznej

Co się kryje w gestach Madonny oraz Dzieciątka?

Ostatnie moje wpisy na niniejszym blogu krążyły wokół znaczenia atrybutów w przedstawieniach Matki Boskiej z Dzieciątkiem (czytaj: Co trzyma Dzieciątko? oraz Co trzyma Matka Boska?). Tymczasem trzeba podkreślić, że nie tylko przedmioty czy zwierzątka w dłoniach Marii i Jezusa miały teologiczny podtekst. Taka symbolika mogła się także kryć… w ich gestach!

Wskazywanie drogi

Jednym z najpopularniejszych typów przedstawień Madonny z Dzieciątkiem, zarówno w sztuce wschodniej, jak i zachodniej, była Hodegetria. Pisałam o nim w tekście Skarb znaleziony na strychu – czyli co się kryje w ikonie Hodegetrii z Nowej Wsi. Przypomnijmy, pierwowzorem tego typu przedstawień była ikona Matki Boskiej Przewodniczki, związana z klasztorem Hodegon w Konstantynopolu. Nazwa wywodzi się prawdopodobnie od przewodników (hodegoi) osób niewidomych, które przybywały do bijącego tam cudownego źródła. Ów pierwowzór nie przetrwał do dziś, więc nie mamy pewności, czy była to – jak chce tradycja – ikona późnostarożytna, czy też dzieło średniowieczne, jako że najstarsza wzmianka o nim pochodzi dopiero z IX wieku. Nie wiemy nawet na pewno, czy było to ujęcie całopostaciowe, czy też w półpostaci. Ostatecznie jednak to właśnie półfigurowa kompozycja zyskała popularność w całej Europie. Tak czy inaczej, o określeniu danej Madonny jako Hodegetrii decydują właśnie gesty postaci: Chrystus błogosławi, zaś Maria Przewodniczka ukazuje wiernym drogę do zbawienia, wskazując syna swoją dłonią.

Matka Boska Hodegetria w otoczeniu proroków, hymnografów i świętych, koniec XV wieku, Nowa Wieś, Muzeum Okręgowe w Nowym Sączu.
Digitalizacja: RPD MIK, domena publiczna

Palce, które błogosławią

Dzieciątko Jezus najczęściej wykonuje gest błogosławieństwa, który może przybierać różne formy. Przede wszystkim istnieje rozróżnienie między benedictio latina (błogosławieństwem łacińskim, właściwym dla Kościoła zachodniego) a benedictio graeca (błogosławieństwem greckim, wywodzącym się z Kościoła wschodniego). W przypadku błogosławieństwa „łacińskiego” palce środkowy i wskazujący są wyprostowane, zaś serdeczny i mały – zgięte, kciuk jednak nie łączy się z żadnym z nich. Tymczasem w przypadku błogosławieństwa „greckiego” mamy do czynienia z łączeniem kciuka z innymi palcami.

Wyprostowany palec wskazujący i zgięty środkowy mają oznaczać litery I oraz C, zaś skrzyżowane kciuk i palec serdeczny – XC, co odnosi się do monogramu Chrystusa (czytaj także: Co oznacza skrót IHS?). Są także inne opcje w przypadku benedictio graeca: trzy palce – serdeczny, mały i kciuk – mogą być połączone, co interpretuje się jako symbol Trójcy Świętej. Kolejną wariacją jest zetknięcie samego tylko kciuka z palcem serdecznym – jak w ikonie z Nowej Wsi – co może się odnosić do dwoistej bosko-ludzkiej natury Chrystusa.

Matka Boska Hodegetria w otoczeniu proroków, hymnografów i świętych
– zbliżenie na dłoń Chrystusa


Nie tylko Chrystus jednak wykonywał taki właśnie gest błogosławieństwa – ciekawym przykładem może tu być ikona św. Mikołaja z Binczarowej, z 1. ćwierci XVI wieku, dziś w kolekcji Muzeum Okręgowego w Nowym Sączu.

Święty Mikołaj, 1. ćw. XVI w., Binczarowa, Muzeum Okręgowe w Nowym Sączu.
Digitalizacja: RPD MIK, domena publiczna

Policzek do policzka

Przyjmuje się, że w typie ikonograficznym zwanym Hodegetrią podkreślona jest przede wszystkim boska natura Chrystusa – jest to Logos, czyli Słowo wcielone. W ujęciach tych Jezus jest nie tyle dzieckiem, ile małym dorosłym. Inaczej natomiast ukazywano Dzieciątko w przedstawieniach wywodzących się od typu nazywanego Eleusą – w nim Madonna i Chrystus stykają się policzkami, a Dzieciątko obejmuje matkę (choć istnieją też warianty, gdzie nie ma gestu objęcia). Gest czułości podkreśla emocjonalną więź między Matką a Synem, a zarazem akcentuje ludzką naturę Zbawiciela. Często w ikonach Eleusy nastrój liryzmu połączony jest ze smutkiem i zadumą w spojrzeniu Marii, co można interpretować jako odniesienie do przyszłej męki Dzieciątka. Zresztą zapowiedź pasji bywa w tych przedstawieniach ujęta także w motywie sandała spadającego ze stopy Chrystusa lub w wyraźnym skrzyżowaniu jego nóg.

Sebastian Stolarski, Matka Boska Myślenicka, 1863, Myślenice, Muzeum Niepodległości w Myślenicach.
Digitalizacja: RPD MIK, domena publiczna

Palce zatopione w ciele

W sztuce sakralnej powstałej około 1400 roku, zwłaszcza w Europie Środkowej, szczególnie istotne stało się podkreślanie symboliki eucharystycznej. Tak zwane Piękne Madonny, których korzenie tkwią w sztuce czeskiej 2. połowy XIV wieku, były kamiennymi wizerunkami Matki Boskiej z Dzieciątkiem, w których Jezus był całkowicie nagi. Przez takie ujęcie podkreślano istotę tajemnicy Wcielenia Mesjasza, a ponadto ukazywano Marię jako prezentującą wiernym Ciało Chrystusa (łac. Corpus Christi), co jest odniesieniem do Eucharystii. Dodatkowym podkreśleniem cielesności Dzieciątka był motyw zatapiania się palców Marii w jego ciele – wyjątkowo pięknym przykładem jest Madonna z Czeskiego Krumlova (dziś w Kunsthistorisches Museum w Wiedniu) oraz jej naśladownictwa.

Madonna z Hallstatt koło Salzburga,
ok. 1400, naśladownictwo Madonny z Czeskiego Krumlova, Národní galerie w Pradze

Pierś Madonny

Ważnym aspektem każdego przedstawienia Madonny z Dzieciątkiem jest również podkreślanie roli Marii w dziejach zbawienia – przede wszystkim jej błogosławionego macierzyństwa. Ten aspekt wyjątkowo czytelnie ukazywano w przedstawieniach Matki Boskiej karmiącej – w sztuce wschodniej tego typu ikony nazywają się Galaktotrophousa. Korzenie przedstawień karmiącej Marii sięgają sztuki wczesnochrześcijańskiej; popularne w Bizancjum, przeszły także do sztuki zachodnioeuropejskiej w postaci Virgo lactans. Trzeba przy tym zauważyć, że wielu artystów nie radziło sobie z ukazaniem Madonny odsłaniającej jedną pierś. Zachowując tradycyjną kompozycję ujęcia frontalnego lub w trzech czwartych w przypadku obu postaci, dodawali oni ową pierś często w niezbyt poprawnym anatomicznie położeniu. Z tego powodu można odnieść wrażenie, że niekiedy pierś wyrasta Madonnie pod pachą, w okolicach obojczyka lub na samym środku klatki piersiowej.

Paolo di Giovanni Fei, Madonna z Dzieciątkiem, lata 70. XIV w., The Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku


Zdecydowanie mniej ryzykownym, a zarazem bardziej przyzwoitym sposobem przedstawienia tych samych treści teologicznych było ukazanie Dzieciątka chwytającego Marię za pierś. Przykładem takiego przedstawienia jest figura Madonny z Więcławic (ok. 1400), dziś w Muzeum Archidiecezjalnym im. Kardynała Karola Wojtyły w Krakowie.

Madonna z Więcławic, ok. 1400, Małopolska, Muzeum Archidiecezjalne im. Kardynała Karola Wojtyły w Krakowie.
Digitalizacja: RPD MIK, domena publiczna


Oczywiście zdarzało się, że i takie przedstawienia bywały realizowane w nieco niezręczny sposób – szczególnie w przypadku, gdy Dzieciątko sięga do piersi Matki nie przez ubranie, lecz usiłując dostać się do niej bezpośrednio, czego przykładem może być obraz Lorenza do Bicci Madonna z Dzieciątkiem i Aniołami (ok. 1400) w Fine Arts Museums w San Francisco.

Lorenzo do Bicci, Madonna z Dzieciątkiem i Aniołami, ok. 1400, Fine Arts Museums w San Francisco

Erotyczny podbródek

Jakkolwiek gest chwytania za pierś może nam się wydawać nie do końca przyzwoity, to dla średniowiecznego odbiorcy znacznie bardziej dwuznaczne były przedstawienia, w których Dzieciątko chwyta Matkę pod brodą. Oto bowiem gest chwytania pod brodą (szczególnie gdy mężczyzna dotykał w ten sposób kobiety) funkcjonował w sztuce świeckiej w przedstawieniach kochanków.

Sceny z romansów, oprawa lusterka, Paryż, 1. tercja XIV w., Luwr w Paryżu


Korzenie tego typu wizerunków są antyczne: przede wszystkim spopularyzowane w sztuce grecko-rzymskiej w przedstawieniach Erosa i Psyche. Nie jest to zatem naturalny gest czułości między matką a dzieckiem, lecz odniesienie do Chrystusa i Matki Boskiej w symbolicznej roli Oblubieńców. Z jednej strony Jezus i Maria funkcjonowali jako Nowy Adam i Nowa Ewa – przez pierwszych rodziców na ludzkość spadł grzech, zaś przez Marię i Jezusa nadeszło jego odkupienie. Z drugiej strony Matka Boska bywała interpretowana jako personifikacja Ecclesii, czyli Kościoła, zaś związek Chrystusa i Kościoła miał być związkiem oblubieńczym, zapowiedzianym w starotestamentowym erotyku, jakim jest Pieśń nad Pieśniami.

Madonna z Dzieciątkiem, ok. 1275–1300, The Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku


Jak widać zatem, nie wszystkie gesty mają całkowicie uniwersalną wymowę, zrozumiałą po upływie kilku stuleci – warto jednak pamiętać, że w dawnej sztuce sakralnej ani atrybuty, ani gesty nie były przypadkowe. Dziś zaś poszukiwanie ich symbolicznych znaczeń może być dla nas naprawdę fascynującą wędrówką poprzez sztukę na przestrzeni wieków.

dr Magdalena Łanuszka – absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, doktor historii sztuki, mediewistka. Ma na koncie współpracę z różnymi instytucjami: w zakresie dydaktyki (wykłady m.in. dla Uniwersytetu Jagiellońskiego, Akademii Dziedzictwa, licznych Uniwersytetów Trzeciego Wieku), pracy badawczej (m.in. dla University of Glasgow, Polskiej Akademii Umiejętności) oraz popularyzatorskiej (m.in. dla Archiwów Państwowych, Narodowego Instytutu Muzealnictwa i Ochrony Zbiorów, Biblioteki Narodowej, Radia Kraków, Tygodnika Powszechnego). W Międzynarodowym Centrum Kultury w Krakowie administruje serwisem Art and Heritage in Central Europe oraz prowadzi lokalną redakcję RIHA Journal. Autorka bloga o poszukiwaniu ciekawostek w sztuce: www.posztukiwania.pl.

Pozostałe teksty Magdaleny Łanuszki na portalu:

Co oznacza skrót IHS?
Co trzyma Dzieciątko?
Co trzyma Matka Boska?
Jaki ojciec, taki syn
Królowa Jadwiga w katedrze na Wawelu
Memento mori: Śmierć i dziewczyna
Modlitwa Chrystusa w Ogrójcu w realizacji Wita Stwosza

Niezwykłe przygody świętego Mikołaja
Niezwykły program dekoracji kielicha z kolekcji Muzeum Archidiecezjalnego w Krakowie
Winne opowieści – część pierwsza
Winne opowieści – część druga
Włochata Maria Magdalena z Moszczenicy
„Od powietrza […] wybaw nas Panie!”, czyli o wybranych świętych „od zarazy”
Od szaleństwa do pokuty, czyli o wybranych przedstawieniach karnawału i postu
Skarb znaleziony na strychu. Co się kryje w ikonie Hodegetrii z Nowej Wsi?

Smoki w sztuce średniowiecznej: profanum
Smoki w sztuce średniowiecznej: sacrum
Średniowieczna miłość cudzołożna
Średniowieczne kobiety fatalne
Utopiony święty, który trzymał język za zębami,  czyli opowieść o Janie Nepomucenie

Zakryj usta, zakryj nos!

Zmartwychwstanie w sztuce średniowiecznej

Co trzyma Matka Boska?

W poprzednim wpisie (Co trzyma Dzieciątko?) przywołałam kilka przykładów atrybutów trzymanych przez Jezusa w przedstawieniach Madonny z Dzieciątkiem. Teraz czas przyjrzeć się, co może w swojej dłoni prezentować Matka Boska. Oczywiście w wielu przypadkach atrybuty są zamiennie trzymane przez Marię lub Chrystusa: zdarza się zatem Madonna z książką lub z jabłkiem – o znaczeniu tych atrybutów pisałam we wspomnianym wcześniej tekście.

Królewskie berło

W sztuce gotyckiej bardzo popularne było przedstawienie Matki Boskiej jako Królowej Niebios: z koroną na głowie i berłem w dłoni. Przykładem takiego wizerunku jest Madonna z Gruszowa: drewniana figura powstała w przedostatniej dekadzie XIV wieku. Rzeźba ta znajdowała się niegdyś w nastawie ołtarzowej, zaś dziś jest w kolekcji Muzeum Archidiecezjalnego im. Kardynała Karola Wojtyły w Krakowie. Pierwotnie Matka Boska miała na głowie koronę, która nie zachowała się.

Madonna z Gruszowa, 1380–1390, Muzeum Archidiecezjalne im. Kardynała Karola Wojtyły w Krakowie. Digitalizacja: RPD MIK, domena publiczna


Określenie Marii jako Królowej Niebios ma korzenie średniowieczne, a być może sięga nawet czasów wczesnochrześcijańskich – pojawiało się co najmniej od XI wieku. Liturgia Godzin, zakorzeniona w zakonnych modlitwach, zawierała antyfony odnoszące się do Marii Królowej: Salve Regina, której kompozycję tradycja przypisała żyjącemu w XI wieku benedyktynowi Hermannowi von Reichenau, Ave Regina caelorum, pochodzącą prawdopodobnie z XII wieku, czy też Regina Caeli, pojawiającą się już w 1. połowie XIII wieku w modlitewnikach franciszkańskich, a powstałą zapewne jeszcze w poprzednim stuleciu. Jednakże ta ostatnia pieśń wedle średniowiecznych źródeł (takich jak Złota Legenda Jacopo da Varagine) pojawić się miała już w czasach świętego Papieża Grzegorza Wielkiego (zm. 604) – sami aniołowie mieli sławić Marię właśnie jako Królową Niebios.

Rajska papuga

Często zdarza się, że w przedstawieniach Matki Boskiej z Dzieciątkiem Jezus trzyma ptaszka – najczęściej jest to czyżyk lub szczygieł, które są zapowiedzią przyszłej męki Zbawiciela. Trafia się jednak także Maria lub Jezus z papugą – ten z kolei ptak miał w średniowieczu symbolikę maryjną. Wedle średniowiecznych legend papuga w raju nauczyła się słowa Eva, co nawiązuje do Marii interpretowanej jako Nowa Ewa. Jednocześnie imię Eva jest odwróceniem łacińskiego pozdrowienia Ave, szczególnie kojarzonego z Marią w związku ze słowami, jakimi zwrócił się do niej archanioł w czasie Zwiastowania (Ave Maria). Pomimo interpretowania papugi w średniowiecznych bestiariach niekiedy jako symbolu uporu i krnąbrności, to skojarzenie z rajem i Ewą sprawiło, że ptak ten funkcjonował jako atrybut Matki Boskiej – szczególnie często pojawiał się w dekoracjach marginesów modlitewników Godzinek, poświęconych Najświętszej Marii Pannie.

Hans Sebald Beham, Madonna z Dzieciątkiem i papugą, grafika wyd. we Frankfurcie nad Menem w 1549 r., odbitka z Rijksmuseum w Amsterdamie.
Wikimedia Commons, domena publiczna


Słodka gruszka

W obrazie Madonna z gruszką z kościoła św. Małgorzaty w Raciborowicach (1526), który dziś jako depozyt znajduje się w Muzeum Archidiecezjalnym w Krakowie, Jezus trzyma kiść winogron, zaś Maria – jak sam tytuł wskazuje – gruszkę. Niektóre interpretacje mówią, że znaczenie gruszki miało być takie samo jak jabłka, czyli po prostu odnosić się do owocu zakazanego z rajskiego drzewa, który zerwali Adam i Ewa. Jednakże nie jest to prawdopodobnie poprawne wyjaśnienie – przede wszystkim bowiem gruszka słynęła ze swojej słodyczy. W biblijnej Księdze Przysłów znajdziemy stwierdzenie: „Dobre słowa są plastrem miodu, słodyczą dla gardła, lekiem dla ciała”. Teologowie średniowieczni, na przykład św. Bonawentura, odnosili określenie słodyczy do Mądrości Bożej, ale przede wszystkim mianem słodkiej określano miłość. Najprawdopodobniej zatem gruszka w przedstawieniach Madonny z Dzieciątkiem odnosi się do słodyczy miłości Matki i Syna.

Madonna z gruszką z Raciborowic, 1526, Muzeum Archidiecezjalne w Krakowie.
Fot. Sakralne Dziedzictwo Małopolski, PIDZ UPJPII, CC-BY-NC-ND 3.0 PL


Co ciekawe, w tym obrazie są jeszcze orzechy: leżą one na parapecie przed Marią i Dzieciątkiem. Orzechy symbolizowały życie i płodność, ponieważ postrzegano je jako owoce będące jednym wielkim nasionem, z którego wyrosnąć ma nowa roślina. Taka symbolika może odnosić się do macierzyństwa Marii. Z drugiej strony orzech w swojej złożonej strukturze mógł symbolizować Chrystusa: zewnętrzna skorupka to ludzka postać Mesjasza, a ukryte w środku jądro to jego wewnętrzna boska natura. Być może także orzechy koło Marii i Jezusa są odniesieniem do starotestamentowej Pieśni nad Pieśniami, w której Oblubienica mówi: „Zeszłam do ogrodu orzechów, by spojrzeć na świeżą zieleń doliny, by zobaczyć, czy rozkwita krzew winny” (PnP 6:11).

Paradoksalna poziomka

Innym owocem – a zarazem kwiatem – który znajdziemy w dłoni jednej z małopolskich gotyckich Madonn jest poziomka: Madonna z poziomką to obraz tablicowy z trzeciej ćwierci XV wieku, przechowywany w Muzeum Miejskim w Żywcu (jako depozyt tamtejszej parafii Narodzenia Najświętszej Maryi Panny). Ze źródeł wynika, że obraz pochodzi z Krakowa, a do Żywca trafił w XVII wieku.

Poziomki pojawiały się w sztuce średniowiecznej w przedstawieniach raju – mogą zatem po prostu symbolizować zbawienie, lub odnosić się do grzechu pierworodnego. Jednocześnie poziomka symbolizowała zmysłową radość i rozkosz, a jako owoc pełen małych pesteczek odnosiła się do płodności. W kontekście Marii owoc ten może zarówno podkreślać zwycięstwo Marii nad cielesnymi żądzami, jak i odnosić się do jej świętego macierzyństwa. To właśnie ten ostatni aspekt – paradoks dziewiczego macierzyństwa – znakomicie mógł ukryć się w symbolu poziomki, ponieważ ta właśnie roślina kwitnie i owocuje jednocześnie. Paradoksalne zestawienie kwiatu i dojrzałego owocu na jednej gałązce mogło odnosić się do osoby Marii, która jest jednocześnie Matką i Dziewicą. Biały kwiat symbolizuje jej czystość, a czerwony owoc to „owoc jej żywota – Jezus”.

Madonna z poziomką, trzecia ćwierć XV w., Muzeum  Miejskie w Żywcu. Fot. M. Szczypiński, Pracownia Fotograficzna MNK

 

Miłosna róża

Róża to kwiat wyjątkowy, symbolizujący miłość, co znajdowało odzwierciedlenie także w średniowiecznej literaturze świeckiej. Maryjne modlitwy określono mianem „różańca” z łac. rosarium, czyli „ogród różany”, a w sztuce średniowiecznej pojawiały się przedstawienia Madonny w krzewie różanym lub właśnie w różanym ogrodzie. Czerwone róże najczęściej odnoszono do wspomnianej już miłości, ale róża biała mogła także symbolizować czystość. Gdy Matka Boska trzyma w dłoni różę, często jest ona pozbawiona kolców: to kolejne porównanie Marii do biblijnej Ewy. Maria jest bowiem kwiatem bez skazy, podczas gdy Ewa, przez którą na ludzkość spadł grzech, jest ostrym cierniem. Ponadto róża bez kolców mogła symbolizować Niepokalane Poczęcie Najświętszej Marii Panny, którego kult rozwinął się w późnym średniowieczu. W naturze bowiem róże mają kolce, a każdy człowiek rodzi się obciążony grzechem pierworodnym. Jedynie Niepokalanie Poczęta Maria miałaby być tego naturalnego obciążenia pozbawiona, niczym kwiat róży pozbawiony kolców.

Matka Boska Gajowska, ok. 1500, kościół Narodzenia Najświętszej Marii Panny w Gaju, fot. Sakralne Dziedzictwo Małopolski, PIDZ UPJPII, CC-BY-NC-ND 3.0 PL


Dzika czerwona róża o pięciu płatkach bywała także odnoszona do pięciu ran Chrystusa, a więc mogła funkcjonować jako zapowiedź jego męki. Dodatkowo w starotestamentowej Mądrości Syracha pojawia się porównanie Bożej Mądrości do krzewu róży (Syr 24, 14).

Lilia niewinności

Teolog Petrus Cantor pisał w XII wieku, iż Marię można przyrównać do lilii, ponieważ kwiat ten słynie z piękna, rozsiewa zapachy, leczy rany i wyrasta na ziemi nieurodzajnej. Przede wszystkim jednak lilia jest symbolem czystości, dziewictwa – stąd jej obecność w dłoniach wielu świętych. Najczęściej jednak lilie znajdowały się w przedstawieniach Zwiastowania: to moment Wcielenia, gdy Dzieciątko zaczyna rozwijać się w łonie Marii, choć ona sama pozostaje dziewicą. I to właśnie ową tajemnicę dziewiczego macierzyństwa Marii podkreślali artyści, wkładając kwiat lilii w jej dłoń. W gotyckiej sztuce małopolskiej znakomitym przykładem takiego przedstawienia jest Madonna Apokaliptyczna z kościoła Matki Bożej Różańcowej w Przydonicy, datowana na szóstą dekadę XV wieku.

Madonna Apokaliptyczna, kościół Matki Bożej Różańcowej w Przydonicy, ok. 14501460.
Wikimedia Commons, domena publiczna


Co ciekawe, atrybut maryjny w postaci lilii przeszedł także do specyficznych średniowiecznych ludowych legend, których ilustracje możemy znaleźć w ówczesnych rękopisach. Na przykład na jednym z marginesów w tak zwanych Godzinkach Taymouth (Anglia, 2. ćw. XIV w.) znajduje się ilustracja opowieści o pewnym niepiśmiennym zakonniku: nauczenie się czytania oraz różnych modlitw po łacinie przerastało jego możliwości intelektualne. Zdołał się on tylko nauczyć modlitwy Ave Maria, ale najwyraźniej w zupełności wystarczyło mu to do zbawienia. Oto bowiem kiedy umarł, w cudowny sposób z jego ust wyrósł właśnie kwiat lilii.

The Taymouth Hours, ok. 1325–1335, południowa Anglia (Londyn?). The British Library, Yates Thompson 13, f. 161v, domena publiczna


Owoce, kwiaty oraz ptaszki – wszystkie te atrybuty Matki Boskiej możemy generalnie odnosić do rajskiego ogrodu, miłości oraz kobiecości. Ze wszystkich świętych niewątpliwie to właśnie Maria występowała z największą ilością rozmaitych przedmiotów o symbolicznym znaczeniu. Poza tymi, które Madonna trzyma w dłoni, są jeszcze inne, które uzupełniają jej wizerunki, na przykład leżąc u jej stóp. Ponownie można podsumować, że to już materiał na osobną opowieść. 

dr Magdalena Łanuszka – absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, doktor historii sztuki, mediewistka. Ma na koncie współpracę z różnymi instytucjami: w zakresie dydaktyki (wykłady m.in. dla Uniwersytetu Jagiellońskiego, Akademii Dziedzictwa, licznych Uniwersytetów Trzeciego Wieku), pracy badawczej (m.in. dla University of Glasgow, Polskiej Akademii Umiejętności) oraz popularyzatorskiej (m.in. dla Archiwów Państwowych, Narodowego Instytutu Muzealnictwa i Ochrony Zbiorów, Biblioteki Narodowej, Radia Kraków, Tygodnika Powszechnego). W Międzynarodowym Centrum Kultury w Krakowie administruje serwisem Art and Heritage in Central Europe oraz prowadzi lokalną redakcję RIHA Journal. Autorka bloga o poszukiwaniu ciekawostek w sztuce: www.posztukiwania.pl.

Pozostałe teksty Magdaleny Łanuszki na portalu:

Co oznacza skrót IHS?
Co trzyma Dzieciątko?
Jaki ojciec, taki syn
Królowa Jadwiga w katedrze na Wawelu
Memento mori: Śmierć i dziewczyna
Modlitwa Chrystusa w Ogrójcu w realizacji Wita Stwosza

Niezwykłe przygody świętego Mikołaja
Niezwykły program dekoracji kielicha z kolekcji Muzeum Archidiecezjalnego w Krakowie
Winne opowieści – część pierwsza
Winne opowieści – część druga
Włochata Maria Magdalena z Moszczenicy
„Od powietrza […] wybaw nas Panie!”, czyli o wybranych świętych „od zarazy”
Od szaleństwa do pokuty, czyli o wybranych przedstawieniach karnawału i postu
Skarb znaleziony na strychu. Co się kryje w ikonie Hodegetrii z Nowej Wsi?

Smoki w sztuce średniowiecznej: profanum
Smoki w sztuce średniowiecznej: sacrum
Średniowieczna miłość cudzołożna
Średniowieczne kobiety fatalne
Utopiony święty, który trzymał język za zębami,  czyli opowieść o Janie Nepomucenie

Zakryj usta, zakryj nos!

Zmartwychwstanie w sztuce średniowiecznej

Co trzyma Dzieciątko?

W przedstawieniach Matki Boskiej z Dzieciątkiem bardzo ważną rolę odgrywają atrybuty trzymane przez Marię, Jezusa albo przez obie te postacie. W sztuce sakralnej przedmioty te nigdy nie były przypadkowe, lecz miały określone teologiczne znaczenie. To, co trzyma Dzieciątko Jezus, odnosi się do niego samego – ale ta symbolika może być zupełnie różna, w zależności od tego, z jakim atrybutem mamy do czynienia. Może to być zapowiedź przyszłej męki Zbawiciela, może podkreślać jego boską naturę, może także odnosić się do określonych cytatów biblijnych.

Antyczny zwój

Chyba najstarszym atrybutem Dzieciątka jest zwój – trzyma go ono już w tak wczesnych przedstawieniach, jak ikona z klasztoru św. Katarzyny na górze Synaj datowana na VI wiek. W starożytności teksty miały formę zwojów, które z czasem zostały zastąpione przez księgi w postaci kodeksów. Jednakże szczególnie w sztuce bizantyńskiej, a potem prawosławnej, przez kolejne stulecia nadal często ukazywano Dzieciątko ze zwojem w dłoni. Dodatkowo, Jezus ukazywany był jako uosobienie dojrzałości. Z tego powodu w wielu ikonach na jego czole jest widoczny nawet specyficzny guz, który miał podkreślać mądrość Wcielonego Słowa. Najczęściej uważa się, że zwinięty rulon w dłoni Jezusa to Ewangelia – sam Chrystus jest Słowem, które stało się Ciałem. Doskonałym przykładem takiego przedstawienia jest ikona z Nowej Wsi, datowana na koniec XV wieku i obecnie przechowywana w Muzeum Okręgowym w Nowym Sączu. Dodatkowo w tym akurat obrazie Madonnę z Dzieciątkiem otaczają prorocy zapowiadający zbawienie oraz hymnografowie sławiący Bogurodzicę w kolejnych stuleciach – postacie te również ukazywano ze zwojami odnoszącymi się do ich pism (przeczytaj więcej o Hodegetrii z Nowej Wsi: M. Łanuszka, Skarb znaleziony na strychu).

Matka Boska Hodegetria w otoczeniu proroków, hymnografów i świętych, koniec XV wieku, Nowa Wieś, Muzeum Okręgowe w Nowym Sączu. Digitalizacja: RPD MIK, domena publiczna


Księga pełna mądrości

W wielu średniowiecznych przedstawieniach Dzieciątko Jezus trzyma jednak nie zwój, ale księgę. Symbolika tego przedmiotu może być taka sama, jak zwoju, może nieść skojarzenie z początkiem Ewangelii wg św. Jana: „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało. W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła” (J 1:1-5). Z drugiej strony księga bywa także interpretowana jako Stary Testament: oto bowiem Chrystus jest Wcielonym Słowem, spełnioną obietnicą daną przez Boga właśnie w Starym Testamencie. Odwieczną mądrość Dzieciątka podkreślano czasem w ten sposób, że ukazywano je jako czytające księgę – mimo, że Jezus w ramionach Marii jest małym dzieckiem, to czyta niczym dorosły. Takie przedstawienie reprezentuje Madonna z Gruszowa – drewniana figura Matki Boskiej z Dzieciątkiem, datowana na lata około 1380–1390. Rzeźba ta znajdowała się niegdyś w nastawie ołtarzowej (ma otwarty, wyżłobiony tył), a dziś jest w kolekcji Muzeum Archidiecezjalnego im. Kardynała Karola Wojtyły w Krakowie.

Madonna z Gruszowa, 1380–1390, Muzeum Archidiecezjalne im. Kardynała Karola Wojtyły w Krakowie. Digitalizacja: RPD MIK, domena publiczna


Pióro maczane w kałamarzu

Istnieją jednak jeszcze bardziej specyficzne przedstawienia odnoszące się do Chrystusa-Wcielonego Słowa, a mianowicie Madonny z kałamarzem. Najczęściej w takich przedstawieniach Dzieciątko trzyma pióro. Temat ten, po niemiecku zwany Tintenfassmadonna, pojawił się około 1400 roku. Popularny był w Europie Północnej: w niemieckich rzeźbie i malarstwie oraz w niderlandzkich i paryskich rękopisach. Przyjęto, że odnosi się on do przedstawień Chrystusa jako Nauczyciela. Znakomitym przykładem może być miniatura z niderlandzkich Godzinek Katarzyny de Clèves, dziś przechowywanych w the Morgan Library and Museum w Nowym Jorku (ok. 1440). Fundatorka – córka księcia Clèves i żona Arnolda księcia Geldrii – została ukazana jako klęcząca przed Madonną z kałamarzem. Dzieciątko nie tylko trzyma tu pióro, którym sięga do kałamarza, ale w dodatku ma na głowie specyficzną czapeczkę. To bardzo rzadkie przedstawienie – najprawdopodobniej jest nakryciem głowy skryby czy też pisarza. Może odnosić się do psalmu 45 (44), który stanowił element oficjum liturgii godzin: „Z mego serca tryska piękne słowo: utwór mój głoszę dla króla; mój język jest jak rylec biegłego pisarza” (Ps 45: 2).

Księżna de Clèves przed Madonną z Dzieciątkiem, Godzinki Katarzyny de Clèves, Utrecht, ok. 1440,
The Morgan Library & Museum, MS M.917/945, f. 1v, domena publiczna

 

Złote jabłko królewskie

Dzieciątko z księgą, zwojem czy piórem może być określone jako Chrystus-Nauczyciel. Kolejną opcją natomiast jest Chrystus-Władca świata: jeśli nie w koronie na głowie, to przynajmniej ze złotym jabłkiem będącym insygnium władzy. Berło do kompletu zazwyczaj trzyma Matka Boska. Przykładem takiego przedstawienia może być gotycka figura z Krzywaczki, w typie tzw. Pięknej Madonny, datowana na drugie dwudziestolecie XV wieku.

Madonna z Dzieciątkiem, ok. 1420–1440, kościół Trójcy Świętej w Krzywaczce.
Digitalizacja: Sakralne Dziedzictwo Małopolski, PIDZ UPJPII, CC-BY-NC-ND 3.0 PL


Czasami zdarza się, że królewskie jabłko ma formę globu, co dodatkowo podkreśla władzę Chrystusa nad całym światem. Przedstawienia Chrystusa władcy – w sztuce zachodniej funkcjonujące jako Maiestas Domini – charakteryzowały się frontalnym ujęciem, gestem błogosławieństwa oraz atrybutem w postaci globu. Podobne ujęcia Jezusa mogły pojawiać się także w przedstawieniach Madonny z Dzieciątkiem.

Matka Boska z Dzieciątkiem, przed 1644, kościół Narodzenia Najświętszej Marii Panny w Gaju.
Fot. Sakralne Dziedzictwo Małopolski, PIDZ UPJPII, CC-BY-NC-ND 3.0 PL


Owoc: zakazany lub eucharystyczny

Jabłko w dłoni Dzięciątka bardzo często jest jednak po prostu owocem – przykładem takiego ujęcia jest słynna Madonna z Krużlowej (ok. 1410, Muzeum Narodowe w Krakowie). To odniesienie do owocu zjedzonego przez Adama i Ewę w raju. Co prawda Biblia nie mówi, że było to jabłko (lecz owoc z drzewa poznania dobra i zła), to jednak tak właśnie najczęściej ukazywano w sztuce ów zakazany owoc. Prawdopodobnie powodem było podwójne znaczenie słowa malum w języku łacińskim, które oznacza zarówno jabłko, jak i zło. Od owego zakazanego owocu zaczął się upadek ludzkości przez popełnienie grzechu, a Jezus i Maria mieli przynieść obiecane odkupienie tego grzechu. Zakładano wręcz, że Marię można określić jako nową Ewę, a Chrystusa jako nowego Adama: przez pierwszych Adama i Ewę przyszedł grzech, a przez „nowych” Adama i Ewę przychodzi na świat zbawienie. Stąd też jabłko w dłoniach Dzieciątka.

Madonna z Krużlowej, ok. 1410, Muzeum Narodwe w Krakowie. Digitalizacja: RPD MIK, domena publiczna


Nie zawsze jednak owocem, który trzyma Dzieciątko, jest jabłko. Na przykład w obrazie Madonna z gruszką z kościoła św. Małgorzaty w Raciborowicach (1526), który dziś jako depozyt znajduje się w Muzeum Archidiecezjalnym w Krakowie, Jezus trzyma kiść winogron. Chrystus w swoich przypowieściach wielokrotnie odnosił się do winnic i winnych krzewów: zapowiadając swą mękę (Łk 20, 9-19, Mt 21, 33-46; Mk 12, 1-12) albo nauczając o bożym miłosierdziu i nagrodzie w Niebie (Mt 20, 1-16). Sam o sobie powiedział: „Ja jestem krzewem winnym, wy – latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity” (J 15,5). Oczywiście winogrono ma także symbolikę eucharystyczną, a ponadto odnosi się do starotestamentowej opowieści o tym, jak Izraelici przynieśli olbrzymie winne grono z ziemi Kanaan, co było dowodem na żyzność Ziemi Obiecanej. Bóg bowiem spełnia wszystkie swe obietnice, a najważniejszą z nich jest obietnica Odkupienia, która spełniła się w osobie Jezusa (czytaj także: M. Łanuszka, Winne opowieści – część druga).

Madonna z gruszką z Raciborowic, 1526, Muzeum Archidiecezjalne w Krakowie.
Fot. Sakralne Dziedzictwo Małopolski, PIDZ UPJPII, CC-BY-NC-ND 3.0 PL


Ptaszek albo smoczek

Dość często zdarza się także, że Dzieciątko Jezus trzyma w dłoni ptaszka – najczęściej jest to szczygieł o charakterystycznej czerwonej główce. Ptak ten odnosi się do przyszłej męki Chrystusa, ponieważ szczygły miały żyć wśród cierni, co łączono z koroną cierniową. Ponadto czerwona plamka na głowie szczygła interpretowana była jako nawiązanie do krwi Chrystusa.

Zrywający się do lotu ptak symbolizował zmartwychwstanie, a poza tym w apokryficznych opowieściach o dzieciństwie Jezusa (już w starożytnej Ewangelii Tomasza znanej także jako Dzieciństwo Pana) występowała także historia o tym, jak mały Chrystus w cudowny sposób ożywił gliniane ptaszki.

Madonna z poziomką, trzecia ćwierć XV w., Muzeum  Miejskie w Żywcu. Fot. M. Szczypiński, Pracownia Fotograficzna MNK


Zdecydowanie rzadziej występującym, choć niewątpliwie ciekawym atrybutem w dłoni Dzieciątka, bywa tak zwana sosułka, czyli średniowieczny smoczek. Było to zawiniątko z płótna, najczęściej napełnione makiem z mlekiem i miodem – ssanie go niewątpliwie miało działanie uspokajające i może także usypiające. W przypadku przedstawień Madonny z Dzieciątkiem sosułkę interpretuje się najczęściej jako nawiązanie do przyszłej męki Chrystusa, jako że z maku powstawały środki uśmierzające bol. Na podobnej zasadzie w średniowiecznych przedstawieniach Opłakiwania lub Ukrzyżowania pojawiały się na trawnikach liście babki znane ze swego działania przeciwkrwotocznego. Bardzo często oprócz sosułki Dzieciątko trzyma wspomnianego wcześniej ptaszka – szczygła lub czyżyka – jako dodatkową zapowiedź przyszłej męki.

Albrecht Dürer, Madonna z czyżykiem, 1506, Gemäldegalerie der Staatlichen Museen zu Berlin. Fot. José Luiz Bernardes Ribeiro, CC BY-SA 4.0


Dzieciątko z dzwonkami

Zupełnie wyjątkowym przedstawieniem jest natomiast Jezus muzykujący, choć z teologicznego punktu widzenia nie powinno to być aż tak zaskakujące. Koncepcja harmonii wszechświata (kosmosu zbudowanego wedle matematycznych zasad odnoszonych do idealnej muzyki) osadzona jest w teoriach starożytnych, zaś wczesnochrześcijańscy teologowie przejęli ją, określając Chrystusa jako twórcę owej harmonii. Aniołowie oraz święci w niebie mieli tworzyć chóry wyśpiewujące chwałę bożą – w sztuce to właśnie aniołowie najczęściej przedstawiani byli z instrumentami. Tymczasem w niewielkim obrazku z lat 90. XV wieku, wiązanym z niderlandzkim malarzem Geertgenem tot Sint Jansem, widzimy – oprócz aniołów muzykujących oraz trzymających narzędzia męki Chrystusa – Dzieciątko grające na dzwonkach.

Geertgen tot Sint Jans (lub warsztat), Gloryfikacja Madonny, ok. 1490, Museum Boijmans Van Beuningen w Rotterdamie.
Wkimedia Commons, domena publiczna


W wielu przedstawieniach Madonny z Dzieciątkiem osobne atrybuty – o oddzielnym znaczeniu – trzyma także Matka Boska. To już jednak materiał na osobną opowieść.

dr Magdalena Łanuszka – absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, doktor historii sztuki, mediewistka. Ma na koncie współpracę z różnymi instytucjami: w zakresie dydaktyki (wykłady m.in. dla Uniwersytetu Jagiellońskiego, Akademii Dziedzictwa, licznych Uniwersytetów Trzeciego Wieku), pracy badawczej (m.in. dla University of Glasgow, Polskiej Akademii Umiejętności) oraz popularyzatorskiej (m.in. dla Archiwów Państwowych, Narodowego Instytutu Muzealnictwa i Ochrony Zbiorów, Biblioteki Narodowej, Radia Kraków, Tygodnika Powszechnego). W Międzynarodowym Centrum Kultury w Krakowie administruje serwisem Art and Heritage in Central Europe oraz prowadzi lokalną redakcję RIHA Journal. Autorka bloga o poszukiwaniu ciekawostek w sztuce: www.posztukiwania.pl.

Pozostałe teksty Magdaleny Łanuszki na portalu:

Co oznacza skrót IHS?
Jaki ojciec, taki syn
Królowa Jadwiga w katedrze na Wawelu
Memento mori: Śmierć i dziewczyna
Modlitwa Chrystusa w Ogrójcu w realizacji Wita Stwosza

Niezwykłe przygody świętego Mikołaja
Niezwykły program dekoracji kielicha z kolekcji Muzeum Archidiecezjalnego w Krakowie
Winne opowieści – część pierwsza
Winne opowieści – część druga
Włochata Maria Magdalena z Moszczenicy
„Od powietrza […] wybaw nas Panie!”, czyli o wybranych świętych „od zarazy”
Od szaleństwa do pokuty, czyli o wybranych przedstawieniach karnawału i postu
Skarb znaleziony na strychu. Co się kryje w ikonie Hodegetrii z Nowej Wsi?

Smoki w sztuce średniowiecznej: profanum
Smoki w sztuce średniowiecznej: sacrum
Średniowieczna miłość cudzołożna
Średniowieczne kobiety fatalne
Utopiony święty, który trzymał język za zębami,  czyli opowieść o Janie Nepomucenie

Zakryj usta, zakryj nos!

Zmartwychwstanie w sztuce średniowiecznej

Loewenfeldowie – ostatni właściciele Chrzanowa

 

23 maja 1856 roku dobra chrzanowskie nabyła od Mieroszewskich spółka kupców wrocławskich Emanuela Loewenfelda i Wilhelma Silbergleita oraz mysłowickiego spedytora Szymona Kunickiego (vel Kuźnickiego). Każdy z udziałowców zapłacił jedną trzecią kwoty, a zarządcą dóbr został Emanuel Loewenfeld, który przejął je na własność po likwidacji firmy w 1866 lub 1869 roku.

Emanuel Loewenfeld, fot. z archiwum Muzeum w Chrzanowie im. Ireny i Mieczysława Mazarakich, domena publiczna


Emanuel Loewenfeld urodził się w 1817 roku w Gliwicach w zamożnej rodzinie żydowskich kupców i właścicieli ziemskich Dawida Loewenfelda (1790–1872) i Johanny z domu Rosenthal (zm. 1861). Po ukończeniu publicznego gimnazjum we Wrocławiu rozpoczął studia medyczne. Zamierzał zostać lekarzem w rodzinnych Gliwicach. Jednakże po śmierci swego starszego brata, na prośbę ojca porzucił studia i przejął prowadzenie rodzinnych interesów, głównie handlowych, we Wrocławiu. W 1851 roku poślubił Różę Ascher (ur. 1830), pochodzącą z artystyczno-inteligenckiej, kosmopolitycznej żydowskiej rodziny. W tym samym roku, 13 grudnia, urodził im się najstarszy syn William. W wyniku wojny krymskiej (1853–1856) rodzinna firma Loewenfeldów poniosła znaczne straty, co doprowadziło do jej bankructwa, a w konsekwencji do aresztowania Emanuela za długi. Dzięki przedsiębiorczości żony udało mu się jednak odzyskać część majątku i opuścić więzienie. Być może to Róża była inicjatorką nabycia dóbr chrzanowskich, których głównym bogactwem były lasy, a dodatkowym atutem możliwość wydobywania rud żelaza.

Róża Loewenfeld, Nysa, 3. ćwierć XIX wieku.
Fot. E. Voelkel, archiwum Muzeum w Chrzanowie im. Ireny i Mieczysława Mazarakich, domena publiczna


Po zakupie dóbr przez spółkę Emanuel udał się do Chrzanowa. We Wrocławiu pozostawił żonę z synami Williamem i malutkim Adolfem, który urodził się 9 marca 1856 roku. Na początek Emanuel zajął się budową, a następnie prowadzeniem huty żelaza, usytuowanej w rejonie dzisiejszej Starej Huty. Gdy utrzymanie domu we Wrocławiu stało się zbyt kosztowne, w październiku 1859 roku Emanuel sprowadził rodzinę do Chrzanowa. Miał już wówczas trzech synów – najmłodszy Henryk urodził się zaledwie miesiąc wcześniej, 1 września 1859 roku. Róża zajęła się nie tylko wychowaniem dzieci, ale też przebudową i odnowieniem dworskiego lamusa, w którym zamieszkała rodzina,  oraz założeniem wokół niego parku angielskiego. Szybko nauczyła się języka polskiego i chętnie wspomagała najuboższych mieszkańców Chrzanowa. W czasie powstania styczniowego wspierała powstańców, przewożąc przez granicę rosyjską depesze polskiego Rządu Narodowego oraz pielęgnując razem ze swoją przyjaciółką Józefiną Horwathową (żoną chrzanowskiego notariusza) Elię Marchettiego, rannego w bitwie pod Krzykawką adiutanta generała Francesco Nullo.

W 1862 roku William ukończył naukę w miejscowej szkole. W kwestii jego dalszego kształcenia Róża postanowiła zasięgnąć opinii swego przyjaciela i admiratora Hugo Gutschego, wówczas studenta filozofii we Wrocławiu. Wkrótce Hugo przybył do Chrzanowa, w którym miał pozostać do końca życia: najpierw jako guwerner chłopców, później jako przyjaciel rodziny i zarządca majątku. Niedługo po jego przybyciu rodzina Loewenfeldów powiększyła się – 28 kwietnia 1862 roku urodził się najmłodszy z synów Bruno. W tym czasie sytuacja finansowa rodziny nie była zbyt dobra. By spłacić współwłaścicieli dóbr Silbergleita i Kunickiego, Emanuel sprzedał sporą część drewna z należących do majątku lasów oraz na dziesięć lat zrezygnował z dzierżawy propinacji, co znacznie uszczupliło jego zyski. W tym czasie wyczerpały się też złoża żelaza i huta została zamknięta. Należało więc znaleźć inne źródła dochodu. Sprzedaż niewielkich działek, dzierżawienie ich czy oddawanie mniejszych posiadłości pod zastaw hipoteczny pokrywały tylko bieżące wydatki. Toteż Emanuel postawił na rolnictwo. Część terenów leśnych została zamieniona na grunty orne i powiększyła areał rolny, przeznaczony częściowo do dzierżawy. Za starą odlewnią żelaza Emanuel zbudował gorzelnię, która przetwarzała własne uprawy ziemniaków oraz stajnię dla ponad stu sztuk bydła. Z czasem źle zarządzana przez destylatora gorzelnia przestała jednak przynosić zyski, w efekcie czego została zamknięta, a jej budynki przebudowano na koszary dla szwadronu ułanów.

Róża Loewenfeld, jej syn Bruno i Hugo Gutsche. Fot. z archiwum Muzeum w Chrzanowie im. Ireny i Mieczysława Mazarakich, domena publiczna


 

W grudniu 1874 roku Emanuel miał udar. Od tego czasu stan jego zdrowia nie pozwalał mu zajmować się sprawami majątku. Nadzór nad wszystkimi przedsięwzięciami przejęła Róża, a wspierał ją Hugo Gutsche. Tymczasem młodzi Loewenfeldowie, wychowywani w dobrobycie, z dala od finansowych trosk rodziców, pobierali nauki poza Chrzanowem. William kształcił się w Legnicy, Adolf, absolwent gimnazjum w Pszczynie, studiował akustykę w Lipsku, Henryk ukończył studia rolnicze. Jedynie najmłodszy Bruno przebywał jeszcze w domu. 3 lutego 1881 roku dość niespodziewanie zmarł Emanuel Loewenfeld. Jego ciało spoczęło na cmentarzu żydowskim we Wrocławiu, a nagrobek zachował się do dziś.

Po śmierci męża Róża zmieniła wyznanie na katolicyzm. Prócz administrowania dobrami chrzanowskimi gorliwie angażowała się w opiekę nad ubogimi, chorymi i sierotami. Dbała o starców w przytułku, dożywiała i ubierała niezamożne dzieci z chrzanowskiej szkoły. Toteż trudno się dziwić, że gdy zmarła 20 kwietnia 1898 roku, jej pogrzeb zgromadził tłumy mieszkańców. Tak opisuje go na kartach swoich wspomnień Woskowa świeca chrzanowianka Julia Oczkowska:

„Pogrzeb Róży Loewenfeld pamiętam, bo miałam wtedy dwanaście lat. Pokój, w którym leżała w odkrytej trumnie wśród kwiatów i płonących świec, miał wyjście na werandę. Był ozdobiony piękną boazerią, a na tę żałobną uroczystość wybito go czarnym aksamitem. Przez dwa dni od rana do wieczora ludzie żegnali drogą im Zmarłą. Klękali przed katafalkiem, modlili się i błogosławili na ostatnią drogę. Pogrzeb odbył się z taką wystawnością, jakiej już nigdy potem nie widziałam. Starzy ludzie mówili, że można go było porównać jedynie z pogrzebem włoskiego porucznika Elji Marchettiego, który walczył za Polskę, zginął w powstaniu 1863 roku i leży na naszym cmentarzu. Uroczyste pogrzeby się zdarzają, ale tutaj było coś więcej, bo na końcu orszaku szły gromady biednych ludzi z Chrzanowa i okolicy, starych, opuszczonych, nieszczęśliwych, kalekich, którzy nie ukrywając swojego bólu, mówili: »Czemu nas opuściłaś, nasza karmicielko, nasza matko?«. Oni to powinni byli iść za trumną, bo ją naprawdę kochali. Synowie zbudowali jej największy na cmentarzu grobowiec-kaplicę, gdzie w dwa lata później, w roku 1900, spoczęła w podziemiach” (M. Ruszkiewicz, Woskowa świeca, Chrzanowskie Zeszyty Muzealne, t. I, s. 85).


Jak potoczyły się losy synów Emanuela i Róży?

William, po ukończeniu studiów prawniczych w 1882 roku zdał egzamin na urzędnika podatkowego i przez kilka lat pracował w Chrzanowie. W 1887 roku poślubił Clarę Berthold z Hamburga, z którą miał pięcioro dzieci. Z czasem uzyskał tytuł doktora praw i rozpoczął pracę jako radca sądowy w Berlinie, gdzie przeniósł się wraz z rodziną. Zmarł 26 lutego 1931 roku. Jego potomkowie w większości przetrwali Zagładę. Jedynie Margaret, jedna z jego córek, zginęła w Auschwitz w 1943 roku.

Bracia Loewenfeldowie z żonami. Od lewej: Henryk i Alice, William i Clara, Adolf i Elise, Bruno i Zofia, Chrzanów, przełom XIX i XX wieku.
Fot. z archiwum Muzeum w Chrzanowie im. Ireny i Mieczysława Mazarakich, domena publiczna


Adolf po śmierci ojca przerwał studia akustyczne w Lipsku, ukończył kurs nauczycielski i pracował jako korepetytor w Chorzowie (wówczas Königshütte). W 1889 roku ożenił się z Elise Bail z Gdańska, siostrzenicą Hugo Gutschego, z którą miał troje dzieci. Po śmierci matki w 1898 roku przeprowadził się wraz z rodziną do Chrzanowa, gdzie został w imieniu młodszego brata Henryka zarządcą dóbr chrzanowskich. Tutaj niezwykle czynnie angażował się w życie miasta. Gdy zrodziła się inicjatywa otwarcia ochronki dla małych dzieci i dla upamiętnienia niedawno zmarłej dobrodziejki Róży Loewenfeld na jej patronkę wybrano św. Różę z Limy, Adolf został skarbnikiem tej uruchomionej w 1903 roku instytucji. Działał także na rzecz utworzenia szkoły średniej w mieście, a gdy się to udało, przez wiele lat był nauczycielem chrzanowskiego gimnazjum. Uczył głównie języka niemieckiego oraz przyrody i matematyki. Szkołę obdarował okazami botanicznymi, zoologicznymi i mineralogicznymi, wzbogacił także księgozbiór biblioteki nauczycielskiej. Zapamiętany przez uczniów jako znakomity nauczyciel i pedagog, okazał się także świetnym tłumaczem na niemiecki bajek Ignacego Krasickiego. Był także współtwórcą i pierwszym prezesem utworzonego w listopadzie 1916 roku przez uczniów i pedagogów gimnazjalnego chóru „Żaby” – próby odbywały się w gościnnej siedzibie Loewenfeldów. W ostatnich latach przed wybuchem drugiej wojny światowej chrzanowskim majątkiem zarządzał zięć Adolfa, mąż jego córki Rösel, szwajcarski kupiec Erwin Haberfeld. Za jego namową Adolf wraz z żoną tuż przed wojną wyjechali do Szwajcarii. Tam, w Basserdorf koło Zurychu, Adolf zmarł 11 września 1941 roku.

Adolf Loewenfeld, przyjaciółka córki Lise Polaczek, zięć Erwin Haberfeld, Elise Loewenfeld, Chrzanów, początek XX wieku.
Fot. z archiwum Muzeum w Chrzanowie im. Ireny i Mieczysława Mazarakich, domena publiczna


Kolejny z braci, Henryk, okazał się postacią najbardziej zasłużoną dla Chrzanowa, choć bywał tu tylko gościem, gdyż swoje dorosłe życie związał z Londynem, a potem z Wiedniem i Paryżem. Po ukończeniu studiów rolniczych i służbie wojskowej w Dreźnie powrócił do domu rodziców, co niemal zbiegło się w czasie ze śmiercią ojca. Po tym wydarzeniu Henryk wyjechał do Anglii na zaproszenie wuja, brata matki, z głową pełną pomysłów na działalność biznesową. W 1884 roku poślubił Alice Evans, z którą miał dwie córki. Rok później, wykupiwszy udziały matki oraz spłaciwszy udziały braci, stał się wyłącznym właścicielem niemal całych dóbr chrzanowskich za wyjątkiem gminy Kąty, która pozostała własnością najmłodszego z braci, Bruna. Zarząd dobrami Henryk powierzył matce, dla której ustanowił dożywotnią rentę. Wśród licznych interesów Henryka w Londynie wymienić można: handel odplamiaczami, papierem pergaminowym, mikrofonami, szwajcarskimi zegarami z kukułką, prowadzenie banków oraz browaru produkującego piwo bezalkoholowe Kop’s Ale. Henryk interesował się także branżą kulturalną – najpierw zakupił połowę teatru Lyric, następnie teatr Prince of Wales, a w końcu w 1900 roku wybudował własny teatr Apollo. Inwestował także w branżę hotelarską, wybudował luksusowy Ocean Hotel na wyspie Wight. Małżeństwo Henryka i Alice rozpadło się po osiemnastu latach. W 1902 roku poślubił Franciszkę Kempner, dalszą kuzynkę, z którą bracia Loewenfeldowie przyjaźnili się od czasów wczesnej młodości. Z Londynu przeniósł się do Paryża, gdzie otworzył bank i założył gazetę finansową „Finance Univers”.

Bracia Loewenfeldowie: William, Adolf, Henryk i Bruno, początek XX wieku.
Fot. z archiwum Muzeum w Chrzanowie im. Ireny i Mieczysława Mazarakich, domena publiczna


Henryk Loewenfeld nigdy nie przestał interesować się Chrzanowem, gdzie spędził dzieciństwo. W latach 90. XIX wieku przekazał miastu grunty pod nową, reprezentacyjną ulicę. Szeroka aleja, łącząca dwór ze stacją kolejową, z podwójnym szpalerem drzew po obu stronach, przy której wznoszono najważniejsze obiekty użyteczności publicznej oraz okazałe kamienice zamożnych mieszczan, wkrótce otrzymała nazwę alei Henryka. Po śmierci matki w 1898 roku, zlecił budowę mauzoleum na cmentarzu parafialnym w Chrzanowie. Projekt powierzył krakowskiemu architektowi Teodorowi Talowskiemu. Kaplicę ukończono w 1900 roku. Obok Róży Loewenfeld, spoczęli w niej: w 1904 roku Hugo, małoletni syn Adolfa (zmarł dwa lata wcześniej na szkarlatynę w czasie nauki w gimnazjum w Pszczynie), oraz Hugo Gutsche, guwerner, zarządca i przyjaciel rodziny, a później, już w latach 30. XX wieku, również sam Henryk. Dziś budynek pełni funkcję kaplicy cmentarnej.

Henryk Loewenfeld, początek XX wieku.
Fot. z archiwum Muzeum w Chrzanowie im. Ireny i Mieczysława Mazarakich, domena publiczna


Kiedy na początku XX wieku zaszła potrzeba rozbudowy chrzanowskiej fary św. Mikołaja i zapadła decyzja o zburzeniu znacznej części starego kościoła i wzniesieniu nowego, ponad połowę potrzebnej sumy na wykonanie prac, 75 tysięcy koron, przekazał Henryk Loewenfeld. Już wcześniej był on dobroczyńcą tegoż kościoła, obdarował bowiem świątynię mozaiką przedstawiającą Matkę Bożą z Dzieciątkiem, otrzymaną od papieża Leona XIII, a także ornatami oraz cennym krzyżem z masy perłowej i kości słoniowej. Henryk był także dobroczyńcą nowo powstałej szkoły średniej w mieście. Utworzone w 1911 roku gimnazjum nie posiadało swojego budynku, toteż przekazał on ze swej posiadłości 4 tysiące metrów kwadratowych terenu pod budowę szkoły. Gdy kilka lat później pojawił się pomysł ufundowania sztandaru gimnazjum z patronem młodzieży św. Stanisławem Kostką, bogato haftowaną złotem makatę i sporą sumę na ten cel znów przekazał Henryk. W czasie pierwszej wojny światowej, już w sierpniu 1914 roku, wszedł on w skład Powiatowego Komitetu Narodowego i przekazał 100 tysięcy  koron na Legiony Polskie. Organizował również zaopatrzenie dla ludności cywilnej, działając w ramach Zarządu Zaopatrzenia Ludności dostarczającego artykuły spożywcze, opał, odzież.

Henryk był zapalonym miłośnikiem sztuki i kolekcjonerem. Po śmierci arcyksięcia Ferdynanda wziął udział w aukcji w Wiedniu, na której wyprzedawano kolekcję sztuki zamordowanego następcy tronu. Loewenfeld nabył wówczas wiele obiektów, znacznie powiększając swoje zbiory. Kolekcja została następnie przewieziona do Chrzanowa i tu zdeponowana. Po zakończeniu wojny, by uzyskać zgodę na wywóz części zbiorów do Paryża, Henryk obdarował polskie muzea: Muzeum Narodowe w Krakowie (zabytki rzemiosła, tkaniny koptyjskie i peruwiańskie), Uniwersytet Jagielloński (tkaniny koptyjskie) oraz powstające zbiory wawelskie (286 pozycji inwentarzowych: tkaniny, rzeźby, zabytki rzemiosła). Pozostała część kolekcji Henryka, rozproszona między Paryżem i Chrzanowem, wystawiona kilka lat po jego śmierci w antykwariacie Abe Gutnajera w Warszawie, zaginęła w podczas drugiej wojny światowej. W Chrzanowie pozostało zaledwie kilka przedmiotów: popiersie kobiety autorstwa Carla Schlütera (przez lata sądzono, że przedstawia ono Różę Loewenfeld), obraz na kamiennej płycie przedstawiający św. Rodzinę, kilka elementów zastawy stołowej. Przed śmiercią Henryk przekazał chrzanowskie włości po połowie swej młodszej córce Margaret i córce swego brata Adolfa, Rösel. Zmarł w Paryżu 4 listopada 1931 roku. Jego ciało sprowadzono do Chrzanowa dzięki staraniom Adolfa i tu pochowano 1 stycznia 1932 roku w kaplicy grobowej Loewenfeldów.

Carl Schlüter, Popiersie kobiety, 1880, Muzeum w Chrzanowie im. I. i M. Mazarakich.
Digitalizacja: RPD MIK, domena publiczna


Najmłodszy z braci, Bruno, po ukończeniu szkoły rolniczej w Legnicy pracował jako inspektor nieruchomości królewskich w Poznaniu. Po śmierci ojca otrzymał w zarząd lasy dworskie, a na własność gminę Kąty, której burmistrzem wkrótce został wybrany. W 1888 roku ożenił się z Zofią Grabowską. Miał z nią troje dzieci. Jako właściciel Kątów sfinansował odbudowę tamtejszej kaplicy, która spłonęła w 1895 roku. Niestety, Bruno nie miał takiego talentu do interesów, jaki przejawiał Henryk. Najpierw musiał sprzedać majątek Kąty, później, wciąż pogrążony w długach, znalazł się na utrzymaniu brata. Najbardziej spolonizowany spośród braci, cieszył się jednak szacunkiem lokalnej społeczności. W 1909 roku został mianowany kuratorem Kółka Rolniczego w Chrzanowie, był też prezesem Towarzystwa Łowieckiego Diana oraz członkiem rady parafialnej przy kościele św. Mikołaja. Zmarł w Chrzanowie 6 maja 1931 roku.

Ostatnim właścicielem dóbr chrzanowskich został Till Haberfeld, wnuk Adolfa, mieszkający w Szwajcarii, który odziedziczył je po swojej matce i ciotce. Ten nobliwy biznesmen chętnie odwiedza dziś Chrzanów i siedzibę Loewenfeldów – dom swoich dziadków, w którym bywał w dzieciństwie, a w którym obecnie mieści się chrzanowskie muzeum. Wspiera tę instytucję i wzbogaca jej zasoby o pamiątki po swoich przodkach.

Bibliografia:

  • Barbara Evans, Freedom to Choose, London 1984.
  • Zbigniew Mazur, Ostatni właściciele dóbr dworskich w Chrzanowie. Znaczenie rodziny Loewenfeldów dla dziejów miasta, [w:] Dziedzictwo kulturowe i przyrodnicze ziemi chrzanowskiej, Chrzanów 2011.
  • Materiały dotyczące rodziny Loewenfeldów, w tym wspomnienia rodzinne, w zasobach archiwum Muzeum w Chrzanowie, MCh-DN-H/1043.

 

Anna Sadło-Ostafin – kustosz, główny inwentaryzator Muzeum, absolwentka archeologii śródziemnomorskiej UJ oraz podyplomowych studiów UJ z zakresu muzeologii i judaistyki. W Muzeum zajmuje się w szczególności opieką nad kolekcją Judaików, badaniami nad historią i kulturą Żydów chrzanowskich, organizacją wystaw czasowych i ekspozycji stałych, prowadzi lekcje muzealne z zakresu kultury żydowskiej (biogram ze strony Muzeum w Chrzanowie im. Ireny i Mieczysława Mazarakich).
 

Wyświetlanie 1 - 5 z 201 rezultatów.
Pozycji na stronę 5
z 41