Blog

Warsztat artysty

 

W Muzeum Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie znajduje się niezwykły przedmiot, którego model 3D dzięki digitalizacji można zobaczyć na portalu Wirtualne Muzea Małopolski. Jest to niepozorny stolik – paleta na kółkach, zaprojektowana i wykorzystywana przez Wacława Taranczewskiego podczas prac nad malowidłami ściennymi (Muzeum ASP w Krakowie). Funkcjonalny mebel odpowiadał potrzebom artysty, który tworzył nierzadko monumentalne kompozycje związane z architekturą. Stolik ma wbudowane drewniane skrzyneczki na sproszkowane pigmenty i jest zaopatrzony w łatwą do wysuwania szybę, będącą paletą do mieszania pigmentów ze spoiwem wodnym lub emulsyjnym. Artysta chętnie posługiwał się temperą jajową.

Warsztat do malarstwa ściennego – stolik/paleta na kółeczkach, proj. Wacław Taranczewski, Muzeum ASP w Krakowie.
Digitalizacja RPD MIK, projekt Wirtualna Małopolska, © wszystkie prawa zastrzeżone Muzeum ASP


Tego rodzaju pamiątki po artystach najlepiej opowiadają o codzienności Akademii Sztuk Pięknych. Nie jest to zresztą jedyny tego rodzaju eksponat w zbiorach Wirtualnych Muzeów Małopolski – zobaczyć możemy również dwie palety o tradycyjnej formie. Ich właścicielami byli: Jan Matejko (Muzeum Narodowe w Krakowie, Dom Matejki) oraz Jacek Malczewski (Muzeum ASP w Krakowie). Ich duży rozmiar, opływowy sercowy kształt i otwór na kciuk, a także niewielka waga – ze względu na rodzaj użytego drewna – umożliwiały wygodne podtrzymywanie palety na przedramieniu i oparcie jej o bok. Palety malarskie wykonywane zwykle były z drewna gruszowego, bukowego, jaworu lub jabłoni. Konieczne było nasączenie drewna olejem lnianym, aby zapobiec późniejszemu wsiąkaniu spoiwa i oleju z farb. Zarówno Matejko, jak i Malczewski malowali autoportrety z paletą – atrybutem malarstwa.

Z lewej: paleta owalna Jana Matejki, MNK, Oddział Dom Jana Matejki. RPD MIK, projekt Wirtualne Muzea Małopolski, domena publiczna
Z prawej: paleta Jacka Malczewskiego, Muzeum ASP w Krakowie. Digitalizacja RPD MIK, projekt Wirtualna Małopolska, domena publiczna


Palety malarskie są szczególnym źródłem wiedzy o artystach. Pozostałe na nich resztki farb dają informację na temat używanych pigmentów. To, czy paleta jest wyczyszczona z resztek, czy pełna zaschniętych nawarstwień mieszanin farb mówi o sposobie pracy malarza. Powszechnie dziś stosowane w konserwacji techniki analityczne pozwalają uzyskać szczegółowe dane dotyczące pigmentów i spoiw stosowanych przez artystę. Datowanie palet i pozostałych na nich materiałów bywa cennym źródłem wiedzy dla badaczy warsztatu artystycznego mistrzów. Jako przykład niech posłużą palety Wojciecha Weissa: na podstawie ich analizy stwierdzić można, że wygląd palet oraz sposób rozkładania kolorów jest tradycyjny i świadczy o starannej metodzie pracy artysty – farby wyciskane są przy krawędzi, od najjaśniejszych do najciemniejszych. Kolejno: biele, żółcienie, czerwienie, błękity, zielenie, brązy i czernie. Środkowa cześć palety była dokładnie czyszczona po zakończeniu pracy. Pobrane do badań mikrochemicznych próbki farb z palet potwierdzają obecność tych samych pigmentów w warstwach malarskich obrazów[1].

Zainteresowanie publiczności pamiątkami warsztatowymi po artystach, jako niemymi świadkami akademickiej codzienności było jednym z celów przyświecających wystawie Pracownia, zaprezentowanej w Muzeum ASP w Krakowie w 2015 roku[2]. Większość eksponatów stanowiły elementy wystroju pracowni Wojciecha Weissa wypożyczone od rodziny malarza. Przestrzeń wystawy została zaaranżowana na podstawie fotografii archiwalnych wykonanych w atelier Weissa, z wykorzystaniem oryginalnych, występujących na zdjęciach mebli i innych przedmiotów. Wśród pamiątek pracownianych po malarzu zachowało się między innymi dziewiętnastowieczne obrotowe podium malarskie złożone z czterech głównych drewnianych elementów możliwych do zdemontowania w łatwy sposób: dwa blaty, z których jeden zaopatrzony jest w metalowe kółka umożliwiające obracanie wierzchniego podestu wraz z modelem oraz dwie pary nóg składanych krzyżowo. Na powierzchni deski zachowały się półkoliste linie – zaznaczone pędzlem miejsca stóp pozującego modela. Podium służyło artyście i jego studentom w pracowni na krakowskiej Akademii.

Obrotowe podium malarskie, parasole oraz zydle z pracowni Wojciecha Weissa, © Fundacja Muzeum Wojciecha Weissa


Funkcję podium spełniała także drewniana skrzynia, namalowana przez Weissa np. na obrazie Starzec w pracowni (1906), Dziewczynka z pomarańczami (1909), Dwie modelki (1913). Zachowały się również: postument rzeźbiarski, drewniany taboret z obrazów Modelka w pracowni (1916) i Model na taborecie (1919), a także niebieski wiklinowy fotel, na którym pozowało Weissowi wiele modelek, widoczny na obrazie Akt siedzącej w fotelu (1917), Modelka na tle czerwonej draperii (1930). Cennymi pamiątkami są rekwizyty plenerowe: skręcane parasole, zydle, sztalugi, torba na farby. W pracowni Weissa znajdowały się również zachowane do dziś szafka i lustro biedermeierowskie.

Na ekspozycji oprócz wymienionych palet Jacka Malczewskiego i Wacława Taranczewskiego znalazły się także pamiątki po Emilu Krsze, Teodorze Axentowiczu i Janinie Kraupe-Świderskiej. Szczególnie ciekawym zabytkiem jest  będący niegdyś własnością Emila Krchy młynek do pigmentów, który przypomina o dawnym procesie produkcji farb.

Pudełko na farby Teodora Axentowicza, pudełko na pigmenty Janiny Kraupe-Świderskiej, młynek do pigmentów Emila Krchy, Muzeum ASP w Krakowie, © wszystkie prawa zastrzeżone

W zbiorach muzeum ASP znajduje się ciekawy obiekt jakim jest lalka malarska. Podarowana została przez prof. Allana Rzepkę – pedagoga na Wydziale Konserwacji i Restauracji Dzieł Sztuki. Zanim trafiła do Muzeum ASP, wiele lat służyła aranżowaniu martwych natur, które studenci malowali w ramach zajęć uczelnianych. Prawdopodobnie jest, że lalka używana była w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie jako rekwizyt malarski pod koniec XIX w. i mogła zostać przedstawiona przez Weissa na obrazie Kryzys z 1934 roku. Sam autor pisał o swoim dziele: „To jest […] nie tylko Kryzys, ale i kres. W pracowniach artystów piętrzą się sterty obrazów, których dzisiejsze społeczeństwo nie potrzebuje. Na blejtramach obrazów przykrytych żałobną draperia legł manekin – samobójca. Zdaje się, że ten obraz będzie jeszcze długo w Polsce aktualny. Nie myślałem tu wcale o symbolu. Malowałem tylko naturę. Nie musiałem aranżować magazynu jako »martwej natury« do obrazu. Wszak całą moja obecna wystawa składa się z obrazów przeniesionych z pracowni do sali wystawowej. Zaledwie siedem obrazów wypożyczyłem i to przeważnie od rodziny – reszta to wykaz mojej »nadprodukcji«”[3]. Rozpaczliwa poza lalki malarskiej, głowa w wieńcu laurowym odłączona od torsu, powoduje skojarzenie z końcem, z porażką, rezygnacją. Taka jest refleksja samego Weissa i jego pytanie o miejsce tradycyjnego malarstwa w sztuce.

Kryzys Wojciecha Weissa, © Fundacja Muzeum Wojciecha Weissa


I tak oto, rozważania na temat warsztatu zawiodły nas na peryferie egzystencjalnych pytań o sens sztuki. Niejednokrotnie artyści u kresu życia borykają się z niepewnością o los swojej spuścizny. Jeszcze bardziej niepewny jest los wyposażenia warsztatu, które w momencie śmierci ich właściciela traci swoją „osobowość”. Nie wszyscy twórcy mają to szczęście, że ich spuścizną pieczołowicie zaopiekowała się rodzina. W wielu przypadkach warsztatowe sprzęty zostają rozproszone, a narzędzia, jak pędzle, palety, sztalugi wyrzucone jako bezwartościowe i zużyte.

Sztalugi z pracowni Wojciecha Weissa, © Fundacja Muzeum Wojciecha Weissa

 

 

Opracowanie: dr Magdalena Szymańska,  Licencja Creative Commons

Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.

dr Magdalena Szymańska – jest absolwentką krakowskiej ASP, gdzie w 2014 r. obroniła tytuł doktora sztuki w zakresie konserwacji i restauracji dzieł sztuki (praca doktorska Analiza warsztatu malarskiego Wojciecha Weissa. Biały okres twórczości (1905-1912) na tle pozostałych okresów). Od 2008 r. pracuje w Muzeum Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, jest współorganizatorką licznych wystaw i autorką ich aranżacji wizualnych. Na co dzień zajmuje się konserwacją malarstwa sztalugowego.


[1] Magdalena Szymańska, Analiza warsztatu malarskiego Wojciecha Weissa. Biały okres twórczości (1905–1912) na tle pozostałych okresów. Praca doktorska pod kierunkiem prof. Jadwigi Wyszyńskiej, Kraków 2015.

[2] Pracownia, katalog wystawy, red. Magdalena Szymańska, Kraków 2013.

[3] Wojciech Weiss, Szkicownik Wojciecha Weissa, opr. Aneri Irena Weiss, Stanisław Weiss, Kraków 1976, s. 74.

Cyfrowe opowieści

 

Według zachowanych i dostępnych dzisiejszym czytelnikom reakcji na arras wawelski Szczęśliwość rajska Adam i Ewa wydawali się „stać jak żywi”[1], odmalowani sztuką tkacką, w komnacie sypialnej króla Zygmunta Augusta. Pierwsza z serii tkanin składających się na cykl Dziejów Pierwszych Rodziców, przedstawiająca wydarzenia opisane w biblijnej Księdze Rodzaju, została wykonana w Brukseli w latach 1550–1560. Niegdyś dostępny jedynie dla oczu wybranych, arras ten, oznaczony numerem jeden w wawelskim inwentarzu, każdy z nas może dziś obejrzeć dokładnie i z bardzo bliska dzięki jego cyfrowej reprodukcji. Choć jego dzisiejsza recepcja różni się, z konieczności, od tego, jak patrzyli na dzieło jemu współcześni, wciąż dostrzec możemy dramaturgię opowiadanej przez nie historii. Ze współczesnymi, cyfrowymi opowieściami łączy wawelski arras uprzywilejowanie języka wizualnego jako narzędzia opowiadania historii. Współczesny odbiorca, za sprawą prezentującego wawelską tapiserię interfejsu, ma także możliwość swobodnego eksplorowania dzieła, błądzenia po nim, zbliżania się do niego, kontrolowania sposobu, w jaki na nie patrzy. Po digitalizacji Szczęśliwość rajska poddaje się manipulacjom, jakie lubią dzisiejsi użytkownicy kultury. Interfejs wprzęga wawelski arras w nowy, odmienny od XVI-wiecznego (choć również wizualny), sposób opowiadania historii, włączając go zarazem w wartki strumień cyfrowych opowieści. Poprzez ten gest, dzieło staje się również potencjalnym tworzywem kolejnych historii, które mogą powstać dzięki temu, że cyfrowy wizerunek uwolnił się od ścisłego związku z fizycznym egzemplarzem. Na pytanie o to, co takiego zyskujemy wraz z tym zjawiskiem jako odbiorcy oraz czym jest cyfrowe opowiadanie historii będę starała się odpowiedzieć w tym tekście.

Wiele mediów

Próbując odpowiedzieć na pytanie, czym są (lub w czym są wyjątkowe) cyfrowe opowieści, będąc przecież kolejnym wariantem starej jak świat sztuki opowiadania historii, szybko zauważyć możemy, że jedną z wyróżniających je cech jest ich multimedialność. Cyfrowe opowiadanie historii umożliwia wykorzystanie i łączenie ze sobą wielości mediów i sposobów komunikacji: nagrań audio, video, tekstu pisanego, obrazów i fotografii, animacji.

Świetnym przykładem tego, w jaki sposób taki kolaż mediów może działać i tworzyć historię, jest klasyczna już opowieść o lawinie w Tunnel Creek, opublikowana przez New York Times w 2012 roku. Snow Fall otwieramy w przeglądarce internetowej i następnie możemy podążać za historią na jeden z kilku sposobów, a kolejne typy mediów oferują nam różne możliwe opcje wglądu w to, co wydarzyło się w Tunnel Creek. Mapy, animacje, nagrania video, fotografie i tekst pisany relacjonują kolejne etapy historii, a użytkownik ma możliwość zdecydowania, czy chce skorzystać z nich wszystkich, czy tylko z niektórych oraz regulować czas, jaki poświęca każdemu z mediów.

Wiele ścieżek

Przykład Snow Fall pozwala także zauważyć, że użytkownik ma wpływ na to, w jaki sposób odkrywa kolejne elementy opowieści. Dobrym przykładem, który pozwala przekonać się, co w praktyce może to oznaczać dla odbiorcy jest – także klasyczny – przykład Welcome to Pine Point reprezentujący gatunek interaktywnego filmu dokumentalnego [ang. web-doc, web documentary]. Wielość mediów łączy się z wielością możliwych sposobów odsłaniania się kolejnych elementów historii przed użytkownikiem, który może wybrać własną ścieżkę i podążać za własną ciekawością zamiast jedną, z góry zdefiniowaną linią narracyjną. Zapewnienie odbiorcom tego rodzaju swobody i oddanie w ich ręce decyzji o tym, jak rozwija się historia, kusiło już wcześniej pisarzy skłonnych do eksperymentów z formą powieści, które zaowocowały takimi dziełami, jak chociażby Gra w klasy Julio Cortázara, wydana w 1963 roku. Opowieść cyfrowa, uwolniona od obiektu, jakim jest książka, przyniosła użytkownikom swobodę, o jakiej być może marzyli niektórzy eksperymentatorzy.

Swobodna eksploracja jest także założeniem cyfrowej wersji Ogrodu rozkoszy ziemskich, która nosi podtytuł „interaktywna przygoda”. Interfejs prezentujący znane dzieło Hieronima Boscha pozwala na wędrowanie po obrazie w sposób dyktowany ciekawością użytkownika lub użytkowniczki, ale przewiduje także audiowizualne „oprowadzanie” po obrazie, w wersji dla dorosłych i dla dzieci. Jest to część transmedialnego tryptyku Hieronymus Bosch, na który składają się ponadto także film dokumentalny Hieronymus Bosch, dotknięty przez diabła oraz dokument zrealizowany w wirtualnej rzeczywistości (VR), zatytułowany Hieronymus Bosch, oczy sowy.

Wiele kanałów

Nie tylko jednak wielość mediów i wielość możliwych linii narracyjnych, ale także wielość kanałów komunikacji z odbiorcą należy do repertuaru środków, z którego czerpią cyfrowe narracje. Zostało to wykorzystane przez twórców norweskiego serialu telewizyjnego i internetowego Skam, opowiadającego o młodzieży ze szkoły Hartvig Nissen w Oslo. Odbiorcy mogli śledzić losy bohaterów nie tylko w kolejnych, emitowanych w odstępach odcinkach, ale także za pośrednictwem mediów społecznościowych: Facebooka, Snapchata i Instagrama, co sprawiało, że życie bohaterów wydawało się toczyć także wówczas, gdy odbiorca na nich „nie patrzył”, a historia rozwijała się w czasie rzeczywistym, odsłaniając różne elementy opowieści za pośrednictwem różnych mediów.

Media społecznościowe jako narzędzie opowiadania historii mają potencjał angażowania odbiorców w opowieść, która wydaje się dziać tu i teraz. Ten zabieg wykorzystany został przez Muzeum Powstania Warszawskiego, które – za pośrednictwem fikcyjnych profili powstańca i powstanki – relacjonowało wydarzenia powstania warszawskiego z perspektywy osobistej, opowiadane w pierwszej osobie, przez kolejne dni sierpnia, jako element obchodów jednej z rocznic. Do tego narzędzia sięgnęła też Brama Grodzka, tworząc facebookowy profil Henia Żytomirskiego – żydowskiego chłopca z Lublina.

Duet polskich artystów medialnych – Katarzyna Kifert i Dawid Marcinkowski, tworzący jako Kissinger Twins – wykorzystuje nielinearność i aktualność mediów społecznościowych w tworzonych przez nich interaktywnych opowieściach. Dobry przykład tego, jak zaprojektowana może zostać historia, która rozwija bogactwo wątków i postaci pomimo ciasnych ram zarysowanych przez konkretną platformę, stanowi ich ostatnia produkcja – Sufferosa zaprojektowana w celu publikacji na Instagramie. Platforma ta została wykorzystana twórczo także przez nowojorską bibliotekę publiczną (New York Public Library), która za pomocą aplikacji rozpowszechnia krtókie video, tzw. instastories, do prezentowania w tym formacie znanych powieści. Stworzone przez NYPL instanovels, czyli insta-powieści, powstały w oparciu o takie dzieła ze światowego kanonu, jak Alicja w Krainie Czarów Lewisa Carolla czy Przemiana Franza Kafki. 

Zawsze tam, gdzie ty

Żeby zobaczyć królewskie arrasy, w tym Szczęśliwość rajską, niegdyś trzeba było wybrać się na Wawel. Bardzo dawno temu mogło to oznaczać, że dostąpiło się zaszczytu i zostało zaproszonym na królewskie komnaty, nieco później natomiast – wyprawę do muzeum. Tymczasem cyfrowe opowieści cechuje nie tylko wielomedialność, nielinearność i wielokanałowość, ale także pragnienie docierania do swoich odbiorców tam, gdzie akurat są. Ich twórcy sięgają po narzędzia i platformy, które stały się codziennością użytkowników i poprzez które opowieści wręcz wkradają się w ich codzienne życie – między fotografie znajomych i ich relacje z wakacji. Czasem rozwijają się w czasie rzeczywistym, synchronizując się z rytmem i czasem życia swoich widzów. Niegdyś obrazy wymagały tego, by do nich przyjść, dziś wręcz nie sposób od nich uciec.

Opracowanie: Aleksandra Janus, Licencja Creative Commons

Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.

Aleksandra Janus – antropolożka (Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UJ), badaczka, kierowniczka Pracowni Otwierania Kultury w Centrum Cyfrowym. Jest także kuratorką i współautorką projektu Laboratorium muzeum oraz współzałożycielką grupy badawczej Kierunek Zwiedzania. W pracy akademickiej zajmuje się badaniem kultur pamięci i instytucjonalizacją tej problematyki. Ponadto prowadzi badania publiczności i zwiedzających w instytucjach kultury, którym doradza również, jak dzielić się otwartymi zasobami.


[1] Tak opisuje arras Stanisław Orzechowski w tekście z 1553 roku zatytułowanym Panagyricus nuptiarum Sigismundi Augusti Poloniae Regis, więcej na ten temat zob. http://muzea.malopolska.pl/obiekty/-/a/4869610/4889945

Opowiadając o Tatrach i Podhalu – 130 lat Muzeum Tatrzańskiego

 


„Muzeum Tatrzańskie im. dra Tytusa Chałubińskiego, Zakopane, Krupówki 10 […] to jedyna instytucja, jaką kochałem[1].
Antoni Kroh
etnograf, pisarz, tłumacz

Muzeum Tatrzańskie świętuje 130 lat istnienia.  Przed tą rocznicą zdecydowało się podjąć nowe projekty digitalizacyjne, poszukać pomysłów na wyciągnięcie eksponatów z magazynów, ma sporo planów na przyszłość. W ten sposób znalazło receptę, jak młodnieć w miarę upływu lat.

Kulminacją obchodów jubileuszu były Tatrzańskie Musealia, podczas których w miniony weekend odbywały się spacery tematyczne, spotkania, warsztaty edukacyjne w kilku muzealnych filiach. W Galerii Sztuki XX wieku w willi Oksza (filii MT) otwarto wystawę 21 tatrzańskich pejzaży Wojciecha Weissa – 15 z nich muzeum zakupiło niedawno od wnuczki artysty.

– Do Okszy zapraszam też na bardzo ciekawą przekrojową wystawę prac Antoniego Rząsy … I pozostała mi ta rzeźba, otwartą w setną rocznicę urodzin artysty – zachęca Anna Wende-Surmiak, dyrektorka Muzeum Tatrzańskiego. –  Wyeksponowaliśmy tam rzeźby z różnych okresów życia Rząsy: zainspirowane życiem w wielokulturowej podkarpackiej wsi, z której pochodził, dokumentujące początki jego przygód ze szkołą Kenara, a potem apogeum twórczości dojrzałego artysty. I to nie koniec jubileuszowych atrakcji i wydarzeń, bo jesienią planujemy wydać biografię muzeum przygotowaną wspólnie z Towarzystwem Muzeum Tatrzańskiego, a w przyszłym roku rękopisy Tytusa Chałubińskiego.

 

Czarny Staw, Górskie zbocze oświetlone zachodzącym słońcem, Pejzaż tatrzański Wojciecha Weissa, olej na papierze.
Muzeum Tatrzańskie im. Dra Tytusa Chałubińskiego, wszelkie prawa zastrzeżone

 

Od jednej izby do regionalnego muzeum

Bez inicjatywy przyjaciół Chałubińskiego, skupionych przed laty w tym Towarzystwie, nie doszłoby do otwarcia małego społecznego muzeum, które dziś jest jednym z najstarszych muzeów regionalnych w kraju i pomysłowo radzi sobie z brakiem przestrzeni wystawienniczej. Towarzystwo Muzeum Tatrzańskiego założył warszawski przemysłowiec i chemik Adolf Scholtze. Wspierali go przyrodnicy i lekarze związani z warszawską Szkołą Główną, przyjaciele i uczniowie Tytusa Chałubińskiego, zakopiańscy lekarze, etnografowie, kuracjusze. Wzorowali się na Muzeum Karpackim w Popradzie i od samego początku mieli  jasno sprecyzowany cel: otworzyć muzeum gromadzące zbiory przyrodnicze i etnograficzne z Podhala. W 1888 roku w Zakopanem członkowie Towarzystwa uchwalili statut i wybrali zarząd: Edward Raczyński – przewodniczący, Władysław Florkiewicz – zastępca, Adolf Scholtze – skarbnik, Andrzej Chramiec i Bronisław Dembowski.  W maju następnego roku CK Namiestnictwo we Lwowie zatwierdziło statut Towarzystwa Muzeum Tatrzańskiego, do którego należało wtedy 48 osób. Nie było więc już żadnych formalnych przeszkód, by muzeum mogło działać.

Otwarto je 1 lipca 1889 roku w domu Jana Krzeptowskiego przy Krupówkach (obecnie rejon Krupówek 19, dom już nie istnieje), było jedną z atrakcji sezonu w młodej – mającej zaledwie cztery lata – stacji klimatycznej Zakopane. Jako pierwszy odwiedzający wpisał się do księgi wizyt Tytus Chałubiński. Ponoć był zaskoczony, że został patronem muzeum. Muzealną wystawę wyeksponowano w jednym pokoju. Przeważały w niej zbiory przyrodnicze – okazy tatrzańskich ptaków i ssaków, zakupione od leśniczego i preparatora, Antoniego Kocyana. Był także zielnik tatrzańskich mchów i roślin naczyniowych oraz kolekcja minerałów – dar Tytusa Chałubińskiego. Drugi z ówczesnych muzealnych działów – etnograficzny – powstał dzięki wsparciu Stanisława Drohojowskiego. Podarował on nowemu muzeum zbiór strojów i sprzętów gospodarskich z okolic należącego doń Czorsztyna.
Placówka w Zakopanem, która z czasem zajęła cały czteroizbowy dom, była czynna tylko w sezonie letnim, a funkcję kustosza pełnił sekretarz Komisji Klimatycznej, Władysław Roszek.

Po upływie trzech lat muzeum mogło się już przenieść do własnej siedziby. Dawni znajomi zmarłego w listopadzie 1889 roku Chałubińskiego mogli liczyć tym razem na wspaniałomyślność jego rodziny – teren pod budowę nowego budynku podarowały dzieci Chałubińskiego, Jadwiga i Tadeusz.

Pierwszy gmach muzeum wzniesiony przez TMT. Źródło: Polona

 

Budowa gmachu zaprojektowanego przez Piusa Dziekońskiego nadwątliła jednak finanse i entuzjazm Towarzystwa. Dopiero po 1900 roku zakopiańscy muzealnicy zaczęli poważnie poszerzać zbiory  i gromadzić je w następujących działach: „ a) Zoologiczny, botaniczny, mineralny, geologiczny. b) Etnograficzny. c) Archeologiczny. d) Książek, wydawnictw, druków, map, fotografii, rysunków dotyczących Tatr, Podhala, wogóle etnografii, zabytków sztuki ludowej, dawnej, jak i przystosowań współczesnych, zmierzających do jej wszechstronnego rozwoju”[2].

Postanowili też poszukać pieniędzy na budowę nowego, większego, murowanego budynku. Szczególnie ofiarni okazali się prezes Towarzystwa w latach 1902–1906, Zygmunt Gnatowski, właściciel słynnej willi Koliba zbudowanej w stylu zakopiańskim oraz lekarskie małżeństwo Bronisławy  i Kazimierza Dłuskich (prezes TMT w latach 1912–1920), prowadzących sanatorium w Kościelisku. Finansowo projekt budowy muzeum wsparła ponoć siostra Bronisławy, Maria Skłodowska-Curie. Fundusze przekazał również hrabia Władysław Zamoyski, właściciel Kuźnic i członek Towarzystwa.

Gmach główny Muzeum Tatrzańskiego w okresie międzywojennym. Źródło: Polona

 

Grand Hotel Muzeum Tatrzańskie

Bryła nowego muzeum nawiązywała do projektów Witkiewicza – inspirował się nimi architekt Franciszek Mączyński. Prace nad budową dzisiejszego głównego gmachu Muzeum Tatrzańskiego przerwała pierwsza wojna światowa. Ostatecznie otwarto go w 1922 roku, gdy dyrektorem i kustoszem działu etnograficznego był już pasjonat kultury Podhala, językoznawca, nauczyciel gimnazjum w Nowym Targu, Juliusz Zborowski, zwany Samuelem. Był najdłużej – aż do śmierci w roku 1965 – dyrektorem tej placówki, która w czasach jego urzędowania zmieniła właścicieli, rozwinęła się. Jako muzealnik Zborowski nawiązywał do badań etnograficznych, które z początkiem stulecia prowadził na Podhalu, Spiszu i Orawie Bronisław Piłsudski. To właśnie namówiony przez niego dyrektor zaczął systematyczne nagrywanie ludowej muzyki za pomocą fonografu, którego zakup spłacał potem latami. W 2015 roku te utwory wydano na płycie CD, a w samym muzeum przechowywane są do dziś wałki z muzyką – 46 z 50 zostało zdigitalizowanych.

W tym samym roku, w marcu, kilka miesięcy przed oficjalnym otwarciem, muzeum zyskało jedną z najcenniejszych swoich kolekcji. Blisko czterysta eksponatów przekazała w testamencie Maria Dembowska, kolekcjonerka, etnografka z zamiłowania, odkrywczyni ludowej sztuki podhalańskiej. Wraz z łyżnikami, elementami strojów, obrazami na szkle do muzeum trafiły przedmioty użytkowe w stylu zakopiańskim – taki jak ten wykonany u schyłku XIX stulecia serwis kawowy. Placówka stopniowo, przez lata zyskała także kolekcje dawnych członków Sekcji Ludoznawczej TT, w której niegdyś aktywny był Piłsudski, pasjonatów Podhala,  gromadziła dary, w miarę możliwości kupowała eksponaty.

Eksponaty przekazane przez Marię Dębowską: serwis kawowy projektu Stanisława Witkiewicza, kapliczka ze sceną Naigrywania z Chrystusa.
Muzeum Tatrzańskie im. Dra Tytusa Chałubińskiego w Zakopanem. Digitalizacja RPD MIK, projekt Wirtualne Muzea Małopolski, domena publiczna


W międzywojennym Zakopanem działo się wiele. O każdej porze roku ściągali tu turyści, kwitło życie towarzyskie, kulturalne. Powstawały instytucje, sekcje, stowarzyszenia, towarzystwa, a wśród nich także te mające na celu ochronę przyrody, propagowanie sportu, popularyzację sztuki. Juliusz Zborowski współpracował z Polskim Towarzystwem Tatrzańskim, Sekcją Ochrony Tatr, Państwową Radą Ochrony Przyrody, konserwatorem zabytków. Przy muzeum działało zakopiańskie obserwatorium meteorologiczne i alpinarium (obecnie to najmniejszy ogród botaniczny w Polsce, znajduje się pod pieczą PAN). Zborowski, bibliofil z zamiłowania, zaczął też powiększać muzealną bibliotekę. Dziś liczy ona ponad 30 tysięcy wydawnictw, 3 336 jednostek archiwalnych, około 7 tysięcy grafik, wydawnictw kartograficznych, dokumentacji technicznej, muzykaliów.  W latach 20. i 30. muzeum było też specyficznym domem pracy twórczej i naukowej. W bardziej niż skromnych pokojach na strychu, zwanych Grand Hotel Muzeum Tatrzańskie, pomieszkiwali badacze i naukowcy, humaniści, przyrodnicy, artyści zajęci swoją pracą i życiem towarzyskim jednocześnie.

Obecnie o Zborowskim, jego pomyśle na muzeum i niepowtarzalnej atmosferze, jaką stworzył, przypomina niewielka ekspozycja Schronisko dla wiedzy o Tatrach i Podhalu, którą można obejrzeć w gmachu głównym. To raczej zaproszenie, przyczynek do wystawy, instalacja przywołująca na myśl muzealny katalog. Złożyły się na nią przedmioty, które zostały przekazane do muzeum za czasów Juliusza Zborowskiego – od okazów przyrodniczych po eksponaty etnograficzne.

Schronisko dla wiedzy o Tatrach i Podhalu, fragment ekspozycji, for. Klaudia Kot.
Muzeum Tatrzańskie im. Dra Tytusa Chałubińskiego

 

W stronę regionalizmu

W 1950 roku muzeum, które drugą wojnę światową przetrwało bez dużych strat, choć też bez wsparcia, zostało upaństwowione. Towarzystwo Muzeum Tatrzańskiego przestało istnieć – reaktywowało się dopiero w latach 90. Zmiana właściciela poskutkowała ustabilizowaniem się sytuacji finansowej placówki i utworzeniem kolejnych działów oraz – w końcu – pracowni konserwatorskiej. Instytucja z czasem przekształciła się w muzeum regionalne z prawdziwego zdarzenia.

W kolejnych latach zyskało ono nowe filie (najstarsza to Muzeum Kornela Makuszyńskiego w dawnym mieszkaniu pisarza), eksponaty zostały zgrupowane w powiększających się działach przyrodniczym, sztuki, etnograficznym oraz archiwum i bibliotece, miało też swoich stałych gości i niezapomnianych pracowników. Z Muzeum Tatrzańskim w tym czasie związani byli ludzie, którzy pod Tatry trafiali w poszukiwaniu pomysłu na życie, z miłości do gór, albo wracali do domu: Antoni Kroh, Michał Jagiełło, Janina Gluzińska-Makuszyńska, Wanda Jostowa, Helena Roj-Kozłowska, Anna Micińska, Władysław Hasior, Halina Kenarowa.

Styl zakopiański współcześnie

W 1993 roku w liczącej sobie już sto lat Witkiewiczowskiej Kolibie, dawnym domu Zygmunta Gnatowskiego, pacjenta Chałubińskiego, przewodniczącego Towarzystwa  Muzeum Tatrzańskiego, zapalonego kolekcjonera i etnografa amatora, otwarto Muzeum Stylu Zakopiańskiego. Niegdyś to sam Gnatowski projektował zakopiańskie wnętrza swojej willi, meble i kafle do pieców, teraz ustawiano tu eksponaty wyciągnięte z muzealnych magazynów. Przez ponad 20 lat można było w Kolibie oglądać wystawę mebli i przedmiotów w stylu zakopiańskim projektu Stanisława Witkiewicza, Wojciecha Brzegi, Stanisława Barabasza. Obecnie Koliba przechodzi generalny remont, zwiedzającym pozostaje więc wirtualny spacer po wnętrzach dostępny na stronie muzeum.

– Ale jesienią powinniśmy ten remont zakończyć – mówi Anna Wende-Surmiak. – Planujemy przywrócić dotychczasową ekspozycję, którą kiedyś specjalnie na potrzeby tego budynku z takim wyczuciem zaaranżował Władysław Hasior. Przygotowaliśmy też dwie nowe wystawy stałe: pierwszą, biograficzną, poświęconą Stanisławowi Witkiewiczowi, drugą, ukazującą styl zakopiański jako kierunek zainspirowany popularnym na przełomie wieku prądem arts and crafts, nawiązującym do jego założeń.

Eksponaty z Muzeum Stylu Zakopiańskiego w willi Koliba: biurko i krzesło projektu Wojciecha Brzegi oraz model willi Pod Jedlami.
Muzeum Tatrzańskie im. Dra Tytusa Chałubińskiego w Zakopanem. Digitalizacja: RPD MIK, projekt Wirtualne Muzea Małopolski, domena publiczna

 

Pokazać jak najwięcej eksponatów

To niejedyny jubileuszowy remont. Trwają prace w Zagrodzie Sołtysów w Jurgowie, Zagrodzie Korkoszów w Czarnej Górze, Galerii Kulczyckich na Kozińcu. Biurowym zapleczem muzeum na jakiś czas ma być odnowiona chałupa Gąsieniców Sobczaków przy Drodze do Rojów. Zimą 2020 roku rozpocznie się remont gmachu głównego, który zostanie dostosowany do potrzeb niepełnosprawnych i zyska kawiarnię. Zreorganizowane będą też wieloletnie stałe wystawy. Ich unowocześnienie nie oznacza, że znikną eksponaty.

– Na pewno nie zamienimy ich na multimedia, eksponat jest jednak dla nas bardzo ważny – zapewnia Anna Wende-Surmiak. – Tym bardziej że nie możemy narzekać na ich brak. Tak naprawdę to większość naszych muzealnych kolekcji wciąż znajduje się w magazynach, chociaż staramy się jak najwięcej i jak najczęściej udostępniać te przedmioty na wystawach czasowych, zarówno w Zakopanem, w Polsce, jak i za granicą. Największymi naszymi wystawami w ciągu ostatnich lat były: „Anioł i Syn. 30 lat dialogu Stanisława i Stanisława Ignacego Witkiewiczów”,  „Bronisław Piłsudski. Niezwykły brat Marszałka” (obie zostały zaprezentowane w Zakopanem oraz na Litwie), „Nineczka i Witkacy – Zginiemy marnie oboje bez siebie. Jadwiga z Unrugów i Stanisław Ignacy Witkiewiczowie” oraz „Chudobno mie mama miała… Dzieciństwo pod Tatrami”.

Wydobywane z muzealnych magazynów eksponaty mogą być także inspiracją dla projektantów i artystów, którzy w poszukiwaniu regionalnych wzorów coraz częściej odwiedzali muzealne archiwum, czytelnię i wystawy.  W miniony weekend Muzeum Tatrzańskie ogłosiło właśnie konkurs na najlepszą pamiątkę z Zakopanego. Jak zdradza dyrektorka, muzealnicy liczą, że dzięki konkursowi uda się zaproponować przyjeżdżającym pod Tatry przedmioty zupełnie inne niż dostępne wszędzie chińskie gadżety.

Cyfrowe archiwa i 150 tysięcy zdjęć

Innym sposobem na pokazanie muzealnych eksponatów okazała się ich digitalizacja. W ramach dwóch projektów digitalizacyjnych na naszym portalu można już oglądać  35 unikatowych eksponatów Muzeum Tatrzańskiego, a ponad 50 kolejnych będzie dostępnych w przyszłym roku. Od 30 kwietnia działa też muzeumtatrzanskie.pl/portal/, dzięki któremu można przejrzeć  ponad dwa tysiące archiwalnych fotografii podhalańskich i tatrzańskich m.in. Józefa Oppenheima, Borysa Wigilewa, najstarsze przewodniki po Tatrach, m.in. Eugeniusza Janoty i Walerego Eljasza-Radzikowskiego, mapy, slajdy Władysława Hasiora, obrazy i grafiki z działu sztuki – m.in. Witkacego, Leona Chwistka, Stanisława Gałka, Leona Wyczółkowskiego. A pod koniec roku fascynaci tatrzańskich historii uzyskają dostęp do internetowego Archiwum Tatr i Podhala, które placówka przygotowuje we współpracy z Tatrzańskim Parkiem Narodowym. Będzie więc można przejrzeć zakopiańską listę gości z lat 1888–1903 i prasę („Echo Tatrzańskie”, „Głos Zakopiański”, „Przegląd Zakopiański”) oraz ponad tysiąc fotografii autorstwa Władysława Wernera i Henryka Witolda Paryskiego, z wypraw i życia taterników od lat 20. do 50. XX wieku.

– To projekty, które, podobnie jak remonty, zrealizowaliśmy dzięki wparciu unijnemu, ministerialnemu czy urzędu marszałkowskiego i mam nadzieję, że uda się je kontynuować w kolejnych latach – przyznaje Anna Wende-Surmiak. – Bo w naszym archiwum mamy 150 tysięcy fotografii, w tym wiele coraz pilniej wymagających konserwacji szklanych negatywów. Co więcej, te zbiory, jak i pozostałe, stale się powiększają. Trochę kupujemy, dostajemy też dużo darów. Ludzie powierzają nam nieraz całe kolekcje zdjęć, przekonani, że będziemy potrafili je wyeksponować, rozpowszechnić, że przydadzą się innym. Dlatego też robimy tak dużo wystaw plenerowych, nie tylko w Zakopanem.

Zdigitalizowane eksponaty: Wiosna w górach Rafała Malczewskiego, spinka do koszuli męskiej podhalańskiej, Portret Neny Stachurskiej  S.I. Witkiewicza.
Muzeum Tatrzańskie im. Dra Tytusa Chałubińskiego w Zakopanem. Digitalizacja RPD MIK, projekt Wirtualne Muzea Małopolski, domena publiczna

 

Najnowszą, poświęconą historii Muzeum Tatrzańskiego, można obejrzeć przed wejściem do gmachu przy Krupówkach. Eksponaty ze zbiorów Muzeum Tatrzańskiego wypożyczono teraz na wystawę prac Władysława Hasiora w Gliwicach. Pokazywane są również za granicą, głównie na wystawach współorganizowanych przez placówki należące do Międzynarodowego Związku Muzeów Górskich, International Mountain Museums Alliance, do którego, oprócz Muzeum Tatrzańskiego, należą muzea z Francji, Hiszpanii, Włoch i Kanady.

– Działamy tam aktywnie, mamy za sobą trochę wystaw. Pokazywaliśmy naszą wielką wystawę Tatry. Czas odkrywców np. w Turynie. Najpierw byliśmy małym społecznym muzeum, prowadzonym przez Towarzystwo Muzeum Tatrzańskiego, potem staliśmy się wzorcowym muzeum regionalnym, a teraz placówką aktywną także poza granicami Polski – mówi Anna Wende-Surmiak.

Wymiana doświadczeń z innymi muzeami górskimi pokazuje też, czego brakuje zakopiańskiej placówce. Od wielu lat mówi się o konieczności utworzenia oddziału poświęconemu taternictwu, narciarstwu, sportom pod Tatrami. Pojawiają się pomysły, gdzie taki oddział mógłby powstać, o wykorzystaniu przestrzeni wystawienniczej muzealnicy rozmawiali także podczas warsztatów zorganizowanych wspólnie ze studentami i pracownikami Politechniki Krakowskiej.

– Jest szansa, że taki oddział w końcu powstanie. Poza tym mamy dużo jeszcze innych planów na przyszłość: wystawy, poszerzanie kolekcji, przygotowywanie wydawnictw, przekazywanie informacji za pośrednictwem internetu – wylicza Anna Wende-Surmiak. – Większość pomysłów pochodzi od samych pracowników muzeum, które dzięki nim rozwija się, zmienia, nawet młodnieje. Zresztą pracuje tu coraz więcej młodych, energicznych i zaangażowanych ludzi, z którymi starsi muzealnicy dzielą się swoją wiedzą, doświadczeniem, zarażają ich pasją.

Najwyraźniej to dobre połączenie, dzięki któremu, po 130 latach, wciąż jeszcze można opowiedzieć dużo nowego o Tatrach i Podhalu.

Opracowanie: Marta Dvořák (Redakcja WMM), Licencja Creative Commons

Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.

Literatura

Antropologia, pamięć historia. Wokół projektu Zakopiańczycy. W poszukiwaniu tożsamości, „Konteksty” nr 1, 2013 .
Tatry. Czas odkrywców, Zakopane 2009.
T. Chałubiński, Sześć dni w Tatrach, Kraków 1988.
J. Zborowski, Pisma podhalańskie, t. 1–2, Kraków 1972.


[1] A. Kroh, Muzeum Tatrzańskie – moja pierwsza i ostatnia miłość, [w:] „Konteksty”, nr 1, 2013, s. 51.

[2] Statut Towarzystwa Muzeum im. Dra. Tytusa Chałubińskiego w Zakopanem, Kraków 1911, s. 3–4, https://polona.pl/item/statut-towarzystwa-muzeum-im-dra-tytusa-chalubinskiego-w-zakopanem,NzE4MDcxMjE/#info:metadata [dostęp z 17.07.2019].

Średniowieczna miłość cudzołożna



Skrzyneczka z kości słoniowej ze skarbca krakowskiej katedry należy do grupy zabytków wykonanych w Paryżu w 2. ćwierci XIV wieku – zabytki te dekorowane są scenami ze średniowiecznych romansów (zob. tekst Średniowieczne kobiety fatalne). Zestawienia poszczególnych epizodów uzupełniają się na zasadzie przeciwieństw: na przykład opowieści o miłości czystej zostały skontrastowane z legendami o cudzołóstwie. Szkopuł jednak w tym, że wiele średniowiecznych romansów jest tak skonstruowanych, że zamiast potępiać grzesznych kochanków, kibicujemy ich niemoralnemu związkowi.

Tristan i Izolda

Legenda o Tristanie była bardzo popularna w średniowieczu: zachowało się kilka wersji opowieści, a zapewne krążyło ich więcej. Najstarsze teksty stanowiące podstawową opowieść są datowane na drugą połowę XII wieku, zaś późniejszy, trzynastowieczny Tristan prozą szerzej opisywał przygody bohatera, osadzając go zresztą wśród arturiańskich rycerzy Okrągłego Stołu. Scena w ogrodzie, występująca na skrzyneczkach z kości słoniowej, nie ilustruje wiernie opowieści zachowanych w przekazach tekstowych.

Tzw. skrzyneczka królowej Jadwigi – detal (krótszy bok lewy: fragment z Tristanem i Izoldą),
2. ćw. XIV w., Paryż, Skarbiec Katedry na Wawelu (Muzeum Katedralne w Krakowie),
digitalizacja: RPD MIK, domena publiczna


Przedstawienia Tristana i Izoldy przy drzewie chyba nieprzypadkowo mogą się wizualnie kojarzyć z przedstawieniami Adama i Ewy w momencie popełnienia przez nich grzechu pierworodnego. Oto kochankowie spotkali się w ogrodzie, w odosobnieniu – śledził ich jednak mąż Izoldy, król Marek, który ukrył się na drzewie, aby podsłuchać ich rozmowę i dowiedzieć się, czy był zdradzany. Na szczęście los sprzyjał kochankom i zorientowali się oni, że są śledzeni. Scenka wyrzeźbiona w skrzyneczkach z kości słoniowej zawiera dwa przedstawienia głowy króla Marka: jedna widoczna jest na drzewie, a druga pod stopami Tristana i Izoldy. Owa druga głowa to tak naprawdę odbicie: twarz Marka, którą kochankowie ujrzeli w przepływającym pod drzewem strumyku. Oczywiście w tej sytuacji Tristan i Izolda – udając, że nie wiedzą o obecności króla – przeprowadzili niewinną rozmowę, w wyniku czego mąż Izoldy uznał, że plotki o ich romansie są jedynie pomówieniem.

Izolda trzyma w dłoniach małego pieska, symbol wierności (ale przecież nie jest to wierność małżeńska!). Tristan ma w dłoni sokoła, czyli bardzo popularny atrybut w przypadku przedstawień średniowiecznych kochanków.

Skrzyneczka z kości słoniowej – detal (lewy bok, fragment z Tristanem i Izoldą), Paryż, ok. 1310–30,
The Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku, 17.190.173a, b; 1988.16

Oznaki dziewictwa

Cudzołożna miłość Tristana i Izoldy miała być usprawiedliwiona przez fakt, że para ta niechcący wypiła miłosny napój – z tego powodu Izolda zakochała się nie w swoim przyszłym mężu, królu Marku, lecz w jego siostrzeńcu Tristanie, który eskortował ją do narzeczonego. Kochankowie skonsumowali swój związek, przez co Izolda miała problem ze swoją nocą poślubną: zależało jej na tym, aby król Marek sądził, że poślubił dziewicę. Ostatecznie honor Izoldy uratowała jej służka Brangien, która w czasie nocy poślubnej zastąpiła Izoldę w łożu króla Marka. W rzeczywistości jednak mało która średniowieczna dama miała służkę gotową oddać własne dziewictwo w imieniu swojej pani… a problem Izoldy najwyraźniej nie był oderwany od średniowiecznej rzeczywistości. Oto bowiem w ówczesnych traktatach medycznych i kosmetycznych znajdziemy także przepisy na odzyskiwanie oznak dziewictwa! Przykładowo, wśród dzieł wiązanych z jedenastowieczną lekarką Trotą z Salerno znajduje się księga zatytułowana De curis mulierum („O leczeniu kobiet”), która zawiera m. in. informacje, jak „zamarkować” dziewictwo za pomocą pijawki, przystawionej w odpowiednie miejsce przed nocą poślubną. Nawiasem mówiąc, traktat ten zawiera także przepisy na leczenie ust, popękanych od zbyt intensywnego całowania.

O ile jednak męża zawsze można jakoś zwieść, o tyle – wedle średniowiecznych legend – nie do oszukania w kwestii dziewictwa były jednorożce. Te mityczne stworzenia mogły być bowiem złapane tylko przez prawdziwą dziewicę, zwabione przez jej niewinność. W skrzyneczkach z kości słoniowej scena z Tristanem i Izoldą została zestawiona – na zasadzie kontrastu – właśnie z przedstawieniem polowania na jednorożca.

Skrzyneczka z kości słoniowej – detal (lewy bok: Tristan i Izolda oraz Polowanie na jednorożca),
Paryż, 2. ćw. XIV w., Walters Art Museum w Baltimore, 71.264

Lancelot i Ginewra

Trójkąt miłosny Tristana, Izoldy i Marka, w którym w zasadzie nie ma „dobrych” i „złych” bohaterów, stanowi powtórzenie trójkąta, który tworzyli Lancelot, królowa Ginewra i jej mąż, król Artur. Również przygody Lancelota, pozostające w związku z jego miłością do Ginewry, znalazły się wśród scen dekorujących skrzyneczki z kości słoniowej.

Sceny ukazane na skrzyneczkach ilustrują niezwykle popularne w średniowieczu opowieści o Lancelocie: w najstarszej wersji zachowane w tekstach  dwunastowiecznego poety Chrétiena de Troyes, stworzonych zapewne na zlecenie Marii hrabiny Szampanii, a spopularyzowane w utworze zwanym Lancelot prozą (tzw. Cykl Wulgaty), powstałym w pierwszej tercji XIII wieku. To właśnie w owej prozie (w niektórych wersjach utworu) znalazły się wzmianki o walce Lancelota z lwami, do czego może odnosić się jedna ze scen ze skrzyneczek. Głównym przedstawieniem jest jednak przejście Lancelota przez mieczowy most.

Tzw. skrzyneczka królowej Jadwigi – detal
(fragment tylnego boku: Walka z lwem oraz Lancelot na mieczowym moście)


Chrétien de Troyes opisał historię romansu Lancelota i Ginewry; zaczęła się ona od tego, że królowa została porwana przez złego Maleaganta, a Lancelot ruszył jej na ratunek. Właśnie w czasie tej wyprawy rycerz miał przeprawić się przez mieczowy most. Był tak skoncentrowany na swej misji uratowania królowej, że nie zauważył nawet poniesionych przy tej okazji ran. Miłość uczyniła z Lancelota najdoskonalszego z rycerzy – a jednak w opowieści Chrétiena znajdziemy także elementy krytycznej oceny tej relacji: dla królowej Lancelot akceptuje upokorzenia, a ona z kolei momentami traktuje go niemal okrutnie. Jednak ostatecznie nagrodą dla rycerza jest spędzenie nocy w łożu ukochanej. Niektóre fragmenty opowieści Chrétiena mają nawet charakter prześmiewczy (na przykład fakt, że zamyślony Lancelot wpadł do potoku, marząc o Ginewrze, albo że zemdlał na widok jej włosa zaplątanego w grzebień) – prawdopodobnie z tego względu, że autor nie chciał jednoznacznie gloryfikować miłości cudzołożnej, grzesznej.

W skrzyneczkach sceny z Lancelotem są zestawione z przygodą Gawaina, który uwolnił niewinne panny uwięzione w zamku, zabijając lwa oraz zwycięsko przechodząc próbę magicznego łoża, które atakowało go mieczami i pociskami. W odróżnieniu od Lancelota, Gawain nie realizował jednak swoich czynów po to, aby zdobyć serce i ciało cudzej żony.

Tzw. skrzyneczka królowej Jadwigi  – część tylna (po lewej: dwie sceny z Lancelotem, po prawej: dwie sceny z Gawainem)


Arturiańskie malowidła na piastowskim dworze

Uważa się, że skrzyneczka ze skarbca krakowskiej katedry mogła należeć do królowej Jadwigi Andegaweńskiej – niewątpliwie legendy arturiańskie były znane zarówno na dworach Piastów, jak i Jagiellonów. Znakomitym dowodem na to, a zarazem unikatowym zabytkiem, są dekoracje Wieży Książęcej w Siedlęcinie (woj. dolnośląskie) z 1. połowy XIV wieku. Fundatorem wieży i zdobiących ją malowideł był książę jaworsko-świdnicki Henryk I, którego żoną była Agnieszka Przemyślidka.

Dwa pasy dekoracji w Siedlęcinie ukazują właśnie przygody Lancelota: jego zwycięskie walki z różnymi przeciwnikami oraz epizod opowiadający o tym, że w cudowny sposób uzdrowił on Sir Urry’ego. Jednocześnie jednak górna część dekoracji w Siedlęcinie ukazuje początek grzesznego związku rycerza i królowej, którą uratował on z rąk Maleaganta. Ginewra i Lancelot zostali tu ukazani jako para trzymająca się za ręce; to gest pozornie małżeński, ale w tym przypadku jeden szczegół ma bardzo duże znaczenie: trzymają się oni za ręce lewe, a nie prawe! To dlatego, że ich związek ma charakter cudzołożny.

Malowidła w Wieży Książęcej w Siedlęcinie, lata 40. XIV w., fot. Pnapora. Po prawej detal: Lancelot i Ginewra, fot. Ludwig Schneider


Kobiety niewierne

Podobnie jak tekst o średniowiecznych kobietach fatalnych, także i niniejszy wpis można zamknąć cytatem z Powieści o Róży, trzynastowiecznego poematu alegorycznego dotyczącego głównie zagadnień związanych z miłością. Oto bowiem w przemowie starej kobiety, kierowanej do młodych dziewcząt, odnajdziemy czytelne przyzwolenie dla małżeńskiej niewierności – zwłaszcza w przypadku kobiet, którym Starucha doradza posiadanie nawet nie jednego, ale kilku kochanków jednocześnie:

„Kobiety rodzą się wolnymi,
lecz prawo wolność ogranicza,
tamę stawiając tym swobodom,
jakie Natura im nadała.
[…]
Wybaczyć trzeba więc Wenerze
to, że stworzeniom wolność niesie;
wybaczmy paniom, co figlują,
choć im małżeństwo tego wzbrania:
wszak one dążą do swobody,
do której skłania je Natura,
ta zaś nad wszystko jest silniejsza:
przewyższa nawet wychowanie”.

W innym zaś miejscu tego poematu pojawiają się rady dla pragnących spokoju w małżeństwie, z których wynika, że przepisem na szczęśliwe życie jest duża doza wyrozumiałości, którą mężczyzna powinien okazywać swojej ukochanej:

„Gdy na gorącym ją uczynku
przyłapie, niech jej nie wypędza,
raczej niech w stronę tę nie patrzy.
I niech udaje, że jest ślepy,
albo że głupszy jest od wołu,
tak, aby ona uwierzyła,
że nie mógł wprost nic zauważyć.
Gdy ona jakiś list otrzyma,
niech on do tego się nie wtrąca,
nie czyta, nawet nie dotyka,
sekretów poznać nie próbuje”.

 

Choć czytając arturiańskie romanse kibicujemy Tristanowi i Izoldzie czy nawet Lancelotowi i Ginewrze, to jednak nie możemy spodziewać się happy endu: ostatecznie niedole kochanków kończy śmierć. Być może gdyby król Artur oraz król Marek stosowali się do powyższych rad i z pełną godności rezygnacją przyjmowali do wiadomości niewierność swych żon, opisane w romansach historie miałyby nieco mniej tragiczne zakończenia.

W tekście zostały zacytowane fragmenty Powieści o Róży, w tłumaczeniu M. Frankowskiej-Terleckiej i T. Giermak-Zielińskiej, wyd. Warszawa 1997: wersy 13875–13878, 14031–14038, oraz 9696–9706.

Opracowanie: dr Magdalena Łanuszka
Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.

Czytaj też: Średniowieczne kobiety fatalne

dr Magdalena Łanuszka – absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, doktor historii sztuki, mediewistka. Ma na koncie współpracę z różnymi instytucjami: w zakresie dydaktyki (wykłady m.in. dla Uniwersytetu Jagiellońskiego, Akademii Dziedzictwa, licznych Uniwersytetów Trzeciego Wieku), pracy badawczej (m.in. dla University of Glasgow, Polskiej Akademii Umiejętności) oraz popularyzatorskiej (m.in. dla Archiwów Państwowych, Narodowego Instytutu Muzealnictwa i Ochrony Zbiorów, Biblioteki Narodowej, Radia Kraków, Tygodnika Powszechnego). W Międzynarodowym Centrum Kultury w Krakowie administruje serwisem Art and Heritage in Central Europe oraz prowadzi lokalną redakcję RIHA Journal. Autorka bloga o poszukiwaniu ciekawostek w sztuce: www.posztukiwania.pl.

Unikatowe eksponaty z Muzeum ASP w Krakowie

 

Jesienią, z okazji 200-lecia Akademii Sztuk Pięknych im. Jana Matejki w Krakowie na naszym portalu zaprezentowaliśmy 43 z 96 udostępnionych nam eksponatów z kolekcji muzeum tej uczelni. Od dzisiaj na Wirtualnych Muzeach Małopolski można zobaczyć również pozostałe 53 obiekty utrwalone przez Regionalną Pracownię Digitalizacji.
Zasoby naszego portalu wzbogaciły się o znaczną liczbę studiów rysunkowych oraz malarskich wykonanych przez uczniów Akademii. Prezentowane prace są wyróżnionymi dziełami młodych adeptów sztuki. Wielu z nich zapisało się później trwale w polskiej świadomości, jak Stanisław Wyspiański oraz Jacek Malczewski. Inni, choć często nie są znani szerokiemu gronu odbiorców, pozostawili po sobie nierzadko świetne prace. Nagrodzone rysunki są również bezpośrednimi, materialnymi źródłami pozwalającymi poznać dawne metody kształcenia akademickiego. Wśród typowo akademickich wycyzelowanych rysunków żywego modela zwraca uwagę ekspresyjne studium aktu młodzieńca wykonane przez Stanisława Wyspiańskiego.

Akt męski, rysunek Stanisława Wyspiańskiego, Muzeum ASP w Krakowie, domena publiczna.
Digitalizacja RPD MIK, Wirtualna Małopolska

Rysunki akademickie to nie tylko studia postaci i aktów. Wśród trzech rysunków autorstwa Jacka Malczewskiego, które mamy możliwość zaprezentować na naszym portalu, znalazł się prawdziwy rarytas dla miłośników Krakowa – studium stalli w kościele Bożego Ciała na Kazimierzu.
Wiele z prezentowanych prac studenckich było rysowanych z gipsowych odlewów figur antycznych lub z modeli anatomicznych. Studia te stanowią kapitalne źródło wiedzy o dawnej kolekcji gipsów w posiadaniu ASP. Zbiór ten jest obecnie nieliczny, a archiwalia opisujące jego dzieje – niepełne i lakoniczne.
Wśród nowych na WMM eksponatów z kolekcji Muzeum ASP znajdują się również dzieła profesorów Akademii. Wiele wiąże się z Janem Matejką, którego znaczenia dla polskiej kultury chyba nie trzeba podkreślać. Dzięki digitalizacji zbiorów Muzeum ASP możemy poznać inne oblicze tego malarza niż to znane z sal muzealnych i podręczników szkolnych – nie prezentujemy powszechnie znanych wielkoformatowych obrazów olejnych, lecz rekwizyty wykorzystywane w matejkowskiej szkole malarstwa historycznego oraz trzy rysunki. Jeden z nich to studium portretowe Mariana Gorzkowskiego, a dwa pozostałe to szkice do obrazów olejnych – do słynnego płótna Batory pod Pskowem oraz do niezrealizowanego dzieła Długosz i św. Kazimierz. Warto na chwilę zatrzymać się przy postaci Mariana Gorzkowskiego. Był on sekretarzem Szkoły Sztuk Pięknych w Krakowie oraz przyjacielem i powiernikiem Jana Matejki. Z jego osobą można hipotetycznie łączyć również inny eksponat na naszym portalu. Jest nim wyszywany złotą nicą ruski czepiec wykorzystywany przez Matejkę i jego uczniów jako rekwizyt malarski. Owo nakrycie głowy jest prawdopodobnie tożsame ze wzmiankowanym źródłowo czepcem, który Gorzkowski podarował malarzowi.
   
Studium portretowe Mariana Gorzkowskiego Jana Matejki, Muzeum ASP w Krakowie, Długosz i św. Kazimierz, szkic do niewykonanego obrazu Jana Matejki, Muzeum ASP w Krakowie, domena publiczna. Digitalizacja RPD MIK, Wirtualna Małopolska

Klasą artystyczną wyróżnia się portret Wojciecha Weissa autorstwa Xawerego Dunikowskiego. Popiersie wykonane zostało w manierze realistycznej i dobrze oddaje charakterystyczne rysy malarza. Przedstawia młodego Weissa, mężczyznę o szczupłej twarzy, obdarzonego wysokim czołem, noszącego wąsy i skupionym spojrzeniu.
Portret Wojciecha Weissa autorstwa Xawerego Dunikowskiego, Muzeum ASP w Krakowie, domena publiczna.
Digitalizacja RPD MIK, Wirtualna Małopolska
Wśród zdgitalizowanych obiektów z Muzeum ASP znajdują się również dzieła wyjątkowe i zaskakujące jak znajdujący się na co dzień w Sali Senackiej niezwykły obraz przedstawiający audiencję posła polskiego na dworze sułtana osmańskiego. Dzieło przypomina obrazy z XVII i XVIII wieku, lecz jego autorem jest Lucjan Wędrychowski żyjący w latach 1854–1934. Artysta ten malował przede wszystkim obrazy religijne, a jego najbardziej znanym dziełem jest Kuszenie św. Antoniego (1886) eksponowane w Muzeum Narodowym w Krakowie (nr inw. MNK II-a-173). Prezentowany obraz ze zbiorów ASP w Krakowie, choć porusza tematykę nietypową dla twórczości Wędrychowskiego, to jednak charakteryzuje się właściwą jego dziełom starannością w odwzorowywaniu realiów historycznych.
Wydaje się, że pierwowzorem kompozycji obrazu Wędrychowskiego, choć niekoniecznie bezpośrednim, jest dzieło autorstwa Jeana-Baptiste’a Vanmoura Audiencja posła holenderskiego Cornelisa Calkoena znajdujące się w Rijksmuseum w Amsterdamie. Nie można też wykluczyć, że źródłem był inny obraz Vanmoura, jego kopia lub naśladownictwo, z którym artysta być może zapoznał się w czasie studiów w Monachium. Wędrychowski zmienił nieco układ postaci dostojników tureckich, a posłowie na jego obrazie noszą polskie stroje. Możliwe, że malarz chciał nawiązać do konkretnego polskiego poselstwa do Wysokiej Porty. Być może dodatkową inspiracją dla niego była miniatura Pierrea-Paula Sevina w zbiorach Czartoryskich w Krakowie. Ukazuje ona zakończone fiaskiem poselstwo Jana Gnińskiego do Stambułu w latach 1677–1678. 

Poselstwo polskie u sułtana lub Audiencja posła polskiego u sułtana Lucjana Wędrychowskiego, Muzeum ASP w Krakowie, domena publiczna.
Digitalizacja RPD MIK, Wirtualna Małopolska

Na zakończenie warto przypomnieć, że zdigitalizowanie zbiorów Muzeum ASP dało możliwość spotkania z wieloma na co dzień trudno dostępnymi zabytkami. Muzeum mieści się w dobrze wszystkim znanym gmachu Akademii przy placu Matejki, ale nie ma stałej ekspozycji. Dla odwiedzających placówkę dostępna jest jedynie sala o powierzchni 40 m2, w której organizowane są wystawy czasowe. Większość zbiorów malarstwa, rysunku i rzeźby znajduje się na stałe w magazynie. Pozostałe dzieła, oprócz odlewów gipsowych eksponowanych na korytarzach Akademii, przechowywane są w pomieszczeniach niedostępnych na co dzień: w Sali Senackiej, gdzie prezentowane jest malarstwo XVII–XIX wieku (m.in. wspomniany obraz Wędrychowskiego), oraz w gabinecie rektora, ozdobionym galerią portretów profesorów i rektorów ASP. Tam też w kilku gablotach wyeksponowano bezcenny zbiór rekwizytów używanych w pracowni malarstwa historycznego Jana Matejki – wśród nich wspomniany już ruski czepiec oraz interesujący pas będący repliką XVI-wiecznego eksponatu ze zbiorów Muzeum Czartoryskich w Krakowie.
 
Adam Spodaryk (Redakcja WMM),
Licencja Creative Commons

Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.

Wyświetlanie 1 - 5 z 176 rezultatów.
Pozycji na stronę 5
z 36