Blog

Czy Jagiellonowie się myli?

Nagrobek króla Jana I Olbrachta, 1502–1505,
Królewska Katedra na Wawelu, domena publiczna.

Filmy i seriale historyczne, których akcja rozgrywa się w średniowieczu i we wczesnej nowożytności, przyzwyczaiły nas do obrazu niewyobrażalnego brudu. Zepsute zęby, przywodzące na myśl koszmarny odór z ust, brudne paznokcie, łachmany, liszaje i owrzodzenia lub, w najlepszym razie, twarz umazana błotem to lejtmotywy charakteryzacji aktorów wcielających się w naszych przodków.

Na poglądy średniowiecznych Europejczyków znaczący wpływ miały ascetyczne doktryny Ojców Kościoła, szanowanych teologów oraz świętych, którzy głosili pogardę dla cielesności, a tym samym dla dbałości o higienę. Faktem jest również, że po politycznym i gospodarczym upadku Cesarstwa Rzymskiego nie budowano już wielkich kompleksów term, a ogólny poziom higieny chrześcijańskich Europejczyków przedstawiał się gorzej niż ich pogańskich przodków, w tym również tych, których Rzymianie nazywali barbarzyńcami. Nieprawdą jest jednak, że każdy Rzymianin był świeży i pachnący, a ludzie średniowiecza cuchnęli ponad wszelkie wyobrażenia, nie znali publicznych łaźni i bali się kąpieli, jak diabeł święconej wody. Łaźnie w średniowiecznych miastach były powszechne. Można było w nich zadbać o higienę, odprężyć się oraz oddać cielesnym uciechom. Popularność tych przybytków zmalała dopiero w XIV wieku, po epidemii dżumy, a ich koniec przyniosły kolejne dwa stulecia, co wiązało się z rozpowszechnieniem kiły. Uważa się, że właśnie na tę chorobę zmarł brat Zygmunta I Starego – Jan I Olbracht. Król, uchodzący za okaz zdrowia, miał ponoć zarazić się syfilisem w czasie hulaszczych, nocnych wypadów do Krakowa.

Nie tylko mieszczanie korzystali z łaźni. Również królowie i arystokraci wiedzieli, jak zadbać o czystość. Jedna z najważniejszych siedzib cierpiącego na reumatyzm Karola Wielkiego zlokalizowana została w pobliżu leczniczych gorących źródeł Aquae Grani, czyli wód Granusa (rzymskiego boga gorących źródeł). Od nich wzięła się nazwa Akwizgran. Zachowały się również przekazy mówiące o baliach kąpielowych, które królowie mieli w swoich rezydencjach lub zabierali w podróże.

Przykładowe koło paleczne z wiatraka w Grądzkich,
fot. Semu, CC BY 4.0, źródło: Wikimedia Commons.

Szczególnym przykładem są Jagiellonowie. Już w swoich czasach uchodzili za czyściochów. Według Jana Długosza, Władysław Jagiełło kąpał się „co trzeci dzień, a niekiedy częściej”, a kronikarz zdecydowanie potępiał taką przesadę. Wiadomo również, że król na czas podróży zabierał ze sobą ulubioną balię w kształcie konia. Czy rzeczywiście Jagiełło kąpał się tak często? Oczywiście: często jak na owe czasy. Długosz nie lubił Jagiełły i bywał wobec króla nieżyczliwy lub nawet złośliwy. Być może celowo chciał przypisać monarsze tak dziwną, jak no owe czasy, dbałość o higienę. Faktem jest natomiast, że krewni i następcy Jagiełły również uchodzili za przesadnie rozmiłowanych w kąpielach. Ekstremum, choć normą z naszego punktu widzenia, były zwyczaje higieniczne najmłodszego brata Jagiełły, Bolesława Świdrygiełły, który kąpał się codziennie.

Szczególne miejsce w historii higieny na ziemiach dawnego Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego zajmuje rezydencja królewska na Wawelu w czasach ostatnich Jagiellonów. Zygmunt Stary i Zygmunt August podjęli trud gruntownej przebudowy starej i za małej rezydencji. Nowy zamek został wyposażony w najnowocześniejsze rozwiązania techniczne.

Kluczowe znaczenie miał dostęp do wody. Zamek królewski miał własny rurociąg pompujący wodę na wzgórze wawelskie. U jego podnóża, od północnej strony, nad rzeką Rudawką wzniesiono rurhaus lub rurumus – dom nadzorcy wawelskiej instalacji wodno-kanalizacyjnej, zwanej wodnym kunsztem. Twórcą wawelskiego rurociągu i jego pierwszym nadzorcą został w 1502 roku Czech, Jan z Dobruszki. Po nim, w roku 1555, funkcję objął pochodzący z Włoch Mateusz Morano. Wodę do rurociągu pobierano ze studni obok rurhausu i wypełniano nią cysternę. Następnie woda była pompowana do metalowych (żelaznych, ołowianych i miedzianych) rur poprowadzonych na szczyt wzgórza. Mechanizm tłoczący napędzał nurt Rudawki poruszający kołem palecznym, w taki sam sposób jak w młynach wodnych. Za pomocą miedzianych rur na zamek pompowano również ciepłą wodę. Dzięki rachunkom wawelskim wiemy, że służące do tego rury miały zawory i kurki, co zapewne ułatwiało korzystanie z wodociągu.

Portret króla Zygmunta I Starego, Zamek Królewski na Wawelu
Państwowe Zbiory Sztuki, domena publiczna.

Na terenie wawelskiej rezydencji ostatnich Jagiellonów znajdowały się dwie łaźnie służące królewskiej parze. Łaźnia królowej przylegała do jej apartamentów w skrzydle zachodnim zamku, zbudowanym jeszcze przez Aleksandra Jagiellończyka z przeznaczeniem na jego własny pałac. Wodę do niej doprowadzał rurociąg prowadzący z rurhausu. Łaźnia króla znajdowała się poza zamkiem, u podnóża wschodniego skrzydła zamku. Prowadził do niej zadaszony chodnik, który wytyczono przez ogrody zamkowe. Ponadto, w apartamentach królewskich w Kurzej Nodze (wieży w północno-wschodnim skrzydle zamku) znajdowała się niewielka łazienka królewska. Większość dworzan nie mogła jednakże korzystać z luksusów zarezerwowanych dla królewskiej pary i jej najbliższego otoczenia. Urzędnicy i służba do kąpieli używali balii napełnionych wodą z licznych wawelskich studni.

Zapotrzebowanie na wodę było ogromne, bo dwór królewski w czasach dwóch ostatnich Jagiellonów liczył kilkaset, a okresowo nawet ponad tysiąc osób. Do tego należy doliczyć gości ze służbą i stale przybywających na zamek interesariuszy. Wawel był wówczas rezydencją monarchy i siedzibą kilku ważnych urzędów i sądów. W wyjątkowych sytuacjach zbierał się tam również sejm, który normalnie obradował w Piotrkowie. Wodę na potrzeby tak wielu osób gromadzono w cysternach na piętrach zamku oraz w baliach w kuchni. Oprócz tego, na strychach znajdowało się 19 miedzianych cystern przeciwpożarowych.

Powszechnie wiadomo, że zamek królewski na Wawelu wyposażony był w liczne ustępy. Własny locus secretus mieli m.in. król, a także podkomorzy (urzędnik dbający o apartamenty królewskie) mieszkający w apartamencie obok monarszego. Nieczystości z ustępów wyprowadzane były na dwa sposoby: spadały do dołów chłonnych, które znacznym kosztem musiano okresowo opróżniać, lub kanalizacją do rzek – Wisły i Rudawki. Większość mieszkańców zamku korzystała jednak z wiader i nocników, których kłopotliwą zawartość musiano wynosić w kadziach poza wzgórze.

W wawelskiej rezydencji znajdowały się również inne instalacje, dzięki którym życie jej mieszkańców było komfortowe. Wiadomo, że oprócz kominków i pieców kaflowych, do ogrzewania używano również instalacji nazywanej hypokaustum. Nie chodzi jednak o ogrzewanie podłogowe znane ze starożytnego Rzymu, lecz o system przewodów wentylacyjnych doprowadzających do części zamkowych pomieszczeń ciepłe i suche powietrze ogrzane przez piece w łaźni królowej oraz w kuchni.

Rachunki budowy, wyposażenia i utrzymania zamku na Wawelu świadczą o godnej podziwu dbałości o higienę w czasach, gdy urządzenia sanitarne były luksusem, a kąpiel wymagała starannego przygotowania. Łatwo można wyobrazić sobie, że gdy król chciał się wykąpać, musiano posłać kogoś do domu rurmistrza z rozkazem. Następnie – uzupełnić wodę w cysternie, rozpalić ogień, odczekać na jej ogrzanie i uruchomić koło paleczne. Dopiero wówczas służba króla mogła odkręcić kurek z ciepłą wodą. Przytłaczająca większość mieszkańców ówczesnej Europy nie mogła jednakże liczyć na takie udogodnienie.

Opracowanie: Adam Spodaryk (Redakcja WMM),
Licencja Creative Commons

Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.

Komentarze
URL trackback'a:

Ostatnie komentarze: