Blog

Andrzejkowe „zabobony ludu polskiego”

Andrzejki, czyli wigilia wspomnienia liturgicznego św. Andrzeja w Kościele katolickim, powszechnie kojarzona jest w Polsce z wróżbami. Dziś są już one tylko niewinną zabawą, której – miejmy nadzieję – nie traktują poważnie nawet przedszkolaki. Listopadowe rytuały przewidywania przyszłości są jedynie reliktem zwyczajów dawniej znacznie bogatszych. Najważniejszym tematem, wokół którego koncentrowały się wróżby, podobnie jak w przypadku współczesnych andrzejek, był ożenek i zamążpójście. Okazji do poszukiwania odpowiedzi na pytanie o przyszłego partnera życiowego było jednakże dawniej znacznie więcej. Właściwie cały okres okołoadwentowy oraz czas między Bożym Narodzeniem a Świętem Trzech Króli upływał pod znakiem wróżb. Szczególnie jednak uprzywilejowanych było pięć dat. W listopadzie, w wigilię św. Katarzyny oraz w wigilię św. Andrzeja. W katarzynki wróżby na temat ożenku czynili chłopcy, a w andrzejki – dziewczęta. Głównie one wróżyły sobie szczegóły zamążpójścia również w wigilię Nowego Roku oraz w sierpniu, w wigilię św. Jana Chrzciciela. Obie płcie przepowiadały przyszłość także w wigilię Bożego Narodzenia. Wróżby na temat zdrowia, długości życia i powodzenia finansowego sprawowano przy wielu innych okazjach. Wybór dat przeznaczonych na wróżby dotyczące zamążpójścia i ożenku nie był przypadkowy. Wybierano daty graniczne – wspomnienia liturgiczne śś. Katarzyny i Andrzeja wiązały się ze zbliżającym się Adwentem, a Boże Narodzenie oraz 1 stycznia wyznaczały rozpoczęcie Nowego Roku (zob. na naszym blogu wpis: Kiedy zaczyna się nowy rok?).

Kłódka wawelska, 1874, Muzeum Ślusarstwa
im. Marcina Mikuły w Świątnikach Górnych, domena publiczna.

 

Najbardziej popularnymi wróżbami andrzejkowymi jest lanie wosku przez klucz i układanie panieńskich butów od ściany do progu drzwi. Ta dziewczyna, której but pierwszy przekroczy próg, może wedle tradycji liczyć na rychłe zamążpójście. Oba zwyczaje mają dawną genezę – już w XIX wieku opisywali je badacze polskiej kultury. Inne, często regionalne, metody wróżenia zostały zapomniane i znamy je dzięki opisom etnograficznym. Na wsiach wróżono między innymi z zachowania zwierząt. Popularną na Kujawach „wróżbę z gąsiorem” w ten sposób opisał Zygmunt Gloger: „Stawiają tam dziewczęta w koło wziąwszy się za ręce i do środka puszczają gąsiora z zawiązanymi oczyma. Do której ten gąsior najprzód się zbliży, ta najpierw pójdzie zamąż” (Zygmunt Gloger, Rok polski w życiu tradycji i pieśni, Warszawa 1900, s. 378).

Większość dawnych zwyczajów związanych z wróżbami ożenku i zamążpójścia odnaleźć można w dostępnych on line publikacjach XIX-wiecznych badaczy:

— Łukasz Gołębiowski, Lud polski. Jego zwyczaje, zabobony, Warszawa 1830, s. 153, 154, 319–324.

— Zygmunt Gloger, Rok polski w życiu tradycji i pieśni, Warszawa 1900, s. 374–379.

Jeszcze więcej tego rodzaju zwyczajów omawia w swoim pomnikowym, wielotomowym dziele Oskar Kolberg – Lud. Jego zwyczaje, sposób życia, mowa, podania, przysłowia, obrzędy, gusła, zabawy, pieśni, muzyka i tańce. Jeszcze za życia badacza, w latach 1857–1890, wydano 33 tomy (to i inne dzieła Kolberga zob. tu).

Gdy dziś czytamy pisma XIX-wiecznych badaczy folkloru, niesmak może wzbudzać użycie piętnującego określenia „zabobon” czy „gusła”. Czary oraz wróżby, przez wieki wyklinane i zakazywane przez elity wykształcone w duchu chrześcijańskim i racjonalnym, w oczach Glogera, Gołębiewskiego czy Kolbera stały się czymś wartym zainteresowania. Badacze, zgodnie z duchem swoich czasów starali się je nie tylko opisać, ale także wyjaśnić ich pochodzenie. Gloger widział ich przyczynę w właściwej człowiekowi potrzebie racjonalizowania niezrozumiałych dla niego zjawisk. W Encyklopedii Staropolskiej napisał: „Nieznajomość tajemnic przyrody, przy braku lub w niemowlęctwie nauk przyrodniczych, była naturalnym powodem, że człowiek, obserwując rozmaite skutki i zjawiska bez przewodników światła, wytwarzał w umyśle swoim najdziwniejsze pojęcia o przyczynach tychże skutków i zjawisk. Pragnąc z jednej strony zabezpieczyć się przed działaniem złych ludzi, a z drugiej chcąc sam szkodliwie lub pomyślnie oddziaływać, człowiek wytworzył sobie mniemane ku temu sposoby i całą praktykę, którą zowiemy czarodziejstwem, czarami i gusłami” (Zygmunt Gloger, Encyklopedia staropolska, t. 1, Warszawa 1900, s. 266).

Buty kobiece mnikowskie, XIX/XX w., Muzeum — Nadwiślański Park Etnograficzny w Wygiełzowie i Zamek Lipowiec,domena publiczna.

Fascynacja nieracjonalnymi wierzeniami dawnych ludzi ukształtowała wiele nurtów XX-wiecznej nauki, choć zmieniał się język, jakim je opisywano. Z czasem stawał się on coraz bardziej neutralny, a nacisk na racjonalne wyjaśnienie przesądów widoczne u badaczy pierwszej połowy XX wieku z czasem ustąpił opisowej historycznej relacji przeszłych wierzeń oraz głębokiemu antropologicznemu spojrzeniu. Jeszcze Marc Bloch w swoich słynnych Królach cudotwórcach (1924) czuł się w obowiązku wyjaśnić medycznie fenomen opisywanej w średniowieczu mocy leczenia chorób przez królów francuskich w dzień koronacji – rzekoma zdolność monarchów namaszczonych świętymi olejami miała wynikać z samoistnego, naturalnego ustępowania objawów. Kulminacyjnym punktem naukowego zwrotu w stronę zainteresowania nieracjonalnością kultury jest pomnikowe dzieło Jeana Delumeau – Strach w kulturze zachodu XIV–XVIII w. (1978). Niewiele jest książek tak prowokujących do myślenia.

Magiczne praktyki nie są jednak odległą przeszłością prowincjonalnej środkowoeuropejskiej wsi. Jeszcze w czasie I wojny światowej słynny niemiecki historyk sztuki Aby Warburg zebrał 72 skrzynki (zachowały się tylko 3) notatek i wycinków prasowych dokumentujących przesądy Europejczyków. Warburg zbierał m.in. wiadomości na temat przepowiedni, użycia magicznych amuletów czy cudownych, nadprzyrodzonych zjawisk.

Czy dzisiaj jesteśmy bardziej racjonalni niż nasi przodkowie? Coraz powszechniejsze kwestionowanie ustaleń nauki wydaje się być odpowiedzią. Może lepiej zarezerwować trochę irracjonalności na lanie wosku przez klucz albo na wielokrotne powtarzanie zaklęcia „skuś baba na dziada”, zaglądając przez ramię koleżance lub koledze grającym w grę na smartfonie. Jeszcze parę lat temu wołały tak dzieci podczas gry „w gumę” – pamiętacie?

Opracowanie: Adam Spodaryk (Redakcja WMM),
Licencja Creative Commons

Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.

Komentarze
URL trackback'a:

Ostatnie komentarze: