Blog

W poszukiwaniu „miłosnych” obiektów…

 

Co myślę o miłości? Właściwie nic o niej nie myślę. Chciałbym wiedzieć, co to jest, lecz tkwiąc w niej, widzę ją w egzystencji, a nie w jej esencji. To, co chcę poznać (miłość), jest tą samą materią, której używam, by mówić (dyskurs miłosny). Oczywiście wolno mi rozwijać refleksję, ale że zostaje ona natychmiast schwytana w kołowrót obrazów, nigdy nie zmienia się w refleksyjność: wykluczony z logiki (wymagającej języków, które są wobec siebie zewnętrzne), nie mogę utrzymywać, że myślę trafnie. Toteż mogę sobie rozprawiać o miłości przez cały długi rok, a i tak nie ma nadziei, że uchwycę koncept inaczej niż „za ogon”: za błyski, formuły, niespodziewane wyrażenia rozproszone w wielkim strumieniu Imaginarium: tkwię w złym miejscu miłości, które jest jej miejscem oślepiającym: „najciemniejsze miejsce, mówi przysłowie chińskie, jest zawsze pod lampą”.

Roland Barthes, „Fragmenty dyskursu miłosnego”

 

Wątki miłosne w sztuce i literaturze widoczne są od początku ich istnienia… Święto zakochanych stało się pretekstem do poszukiwania motywów miłosnych na portalu. Na stronie głównej prezentujemy obraz Tomasza Ciecierskiego „Paleta malarska” z Kolekcji MOCAK-u. Jedną z wymyślonych przez artystę nazw kolorów jest czerwień sercowa…

Autorski wybór obiektów proponuje Adam Organisty w prezentacji tematycznej: „Wzorce miłości w sztuce”. Jednym z wybranych obiektów jest rzeźba „Pierwsze podszepty miłości” („Podszepty miłości”, „Tajemnice miłości”) Wiktora Brodzkiego z kolekcji Muzeum Narodowego w Krakowie. Scena przedstawia boginię Afrodytę, która nachyla głowę w stronę uskrzydlonego Amora, by posłuchać, co ten ma jej do powiedzenia. „Tu znowu powiedzieć można, że jakiś wierszyk erotyczny, zaklęty w marmurze, dobywa się z ust figlarnego amorka miłości i wywołując rozkoszny uśmiech bogini, przenika swą treścią całe jej ciało, cudownie piękne” — opisywał rzeźbę Henryk Struve. Modernistyczny obraz „Szał” Władysława Podkowińskiego z kolekcji Muzeum Narodowego w Krakowie to obiekt wokół którego zamieszanie wzrosło, gdy Podkowiński pociął go nożem w sali ekspozycyjnej Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych Zachęta. Przyczyn obłędu artysty dopatrywano się w nieszczęśliwej, nieodwzajemnionej miłości do żony przyjaciela… Nie bez powodu Święty Walenty jest patronem nie tylko zakochanych, ale także chorych nerwowo…

 

 

Pomimo katolickiego patrona, Świętego Walentego obchody wywodzą się z tradycji Cesarstwa Rzymskiego. Współczesny dzień zakochanych prawdopodobnie nie ma bezpośredniego związku z jednym konkretnym świętem starożytnego Rzymu, choć jest kojarzony z takimi postaciami z mitologii jak Kupidyn, Eros, Pan czy Juno Februata. Geneza Dnia Zakochanych ma swój początek w obchodach Luperkaliów. Luperkalia to nazwa święta ku czci bożka Fauna lub pierwotnie boga pasterzy Luperkusa. Luperkalia były także świętem oczyszczenia i płodności. Obchody tego święta przejęły od Rzymu państwa takie jak Galia i Brytania. Jednak po upadku Rzymu tradycja ta stopniowo odeszła w zapomnienie. Wprowadzenie chrześcijaństwa oraz zakaz prawny, wydany przez papieża Galazjusza (w 496 roku zabronił świętowania Luperkaliów) spowodowało wyparcie starożytnych tradycji pogańskich. Starożytnym świętom nadano chrześcijańską interpretację. Dzień 14 lutego pozostał świętem, jednak chrześcijańskiego świętego. Idealnym kandydatem okazał się biskup Interamny (dziś Terni, Umbria), męczennik, święty Walenty, który był z wykształcenia lekarzem. Żył w III wieku w Cesarstwie rzymskim za panowania Klaudiusza II Gockiego. Według jednego z podań św. Walenty uleczył ze ślepoty córkę jednego ze sług cesarskich i doprowadził do nawrócenia całej jego rodziny. Cesarz kazał zabić biskupa. W miejscu, w którym został pochowany, papież Juliusz I postanowił zbudować bazylikę. Kult świętego bardzo szybko rozszerzył się w całej chrześcijańskiej Europie.

W Polsce święty Walenty, zanim stał się patronem zakochanych, przez stulecia był przede wszystkim patronem ludzi cierpiących na epilepsję. Ikonografia przedstawia tego męczennika najczęściej w stroju kapłańskim, w momencie uzdrawiania chorego. Święty, dziś nieco zapomniany, miał w dawnej Polsce wiele świątyń, obrazów i cieszył się wielkim kultem. Obecnie w liturgii Kościoła 14 lutego na pierwszym miejscu wymienia się św. Cyryla i Metodego, słowiańskich patronów Europy, a dopiero w dalszej kolejności św. Walentego.

Feeria form i wzorów, a więc kilka słów o majolice

W tym tygodniu nowa odsłona strony głównej prezentuje przykłady wyrobów majolikowych, a dokładniej naczyń aptecznych z kolekcji Muzeum Farmacji Collegium Medicum UJ w Krakowie. Chcieliśmy wydobyć spośród kolekcji muzealnych te wyjątkowej klasy dzieła, charakteryzujące się bogatą dekoracją i fantazyjną formą.

Termin „majolika” zaczerpnięty został od Isola di Maiolica, a więc wyspy znanej pod nazwą Majorka. W średniowieczu właśnie wyspa Majorka leżała na trasie transportu ceramiki mauretańsko-hiszpańskiej z Walencji do Włoch. W nowożytności, a dokładniej od XV do XVIII wieku, pod jej wpływem, również we Włoszech rozwinęła się produkcja majoliki, dlatego też majoliką określane są właśnie włoskie wyroby.  
Majolika to szczególny rodzaj ceramiki, a mianowicie jest to fajans o białym szkliwie cynowym pokrytym malaturą. Ten typ ceramiki charakteryzował się bogatym zdobnictwem inspirowanym właśnie wzorami wschodnimi (Persja, Syria) i hiszpańskimi. Dekoracje majoliki wyróżniają się intensywnymi kontrastami ciepłych i zimnych plam barwnych oraz nieregularnym, odręcznym rysunkiem. Na przełomie XV i XVI wieku ustaliła się znamienna dla niej kolorystyka, operująca stałą paletą, najczęściej pięciobarwną – szafirem, zimną zielenią, żółcią, pomarańczem, fioletem i bielą. Początkowo dekoracje tworzyły wielkowzorzyste i fantazyjne motywy roślinne z towarzyszącymi owocami czy pawimi piórami, następnie zaczęły pojawiać się renesansowe motywy ornamentalne, jak arabeska i groteska, jak również sceny figuralne. Na przełomie XVI i XVII wieku włoska majolika otrzymała charakterystyczną dekorację pomarańczowo-niebieską na białym tle (albarello z XVI wieku).  

Naczynie apteczne majolikowe typu albarelo, poł. XVI w., Włochy, Muzeum Farmcji Collegium Medicum UJ

Od XVII wieku, w czasach wielkiej popularności porcelany chińskiej, malatura majolik imitowała charakterystyczną dla niej dekorację, a więc kobaltowy wzór na białym tle, choć tematyka była już stricte europejska (hydria ze scenami mitologicznymi). Warto zwrócić uwagę również na formę samych naczyń, w ich detalach możemy odnaleźć ciekawe motywy plastyczne, takie jak uchwyty w kształcie węży, maszkarony etc.

A jak było w Polsce? W XVI wieku sprowadzono do Krakowa włoskich rzemieślników w celu rozpoczęcia produkcji majoliki. Jakkolwiek pomysł zaszczepienia włoskich receptur spalił na panewce. Tak opisuje całe zdarzenie Zygmunt Gloger w Encyklopedii staropolskiej:

„Prof. Piekosiński znalazł w księgach radzieckich krakowskich z czasów Batorego wiadomość o próbie wyrobu majolik włoskich w Krakowie. Niejaki Antoni Destesi, Włoch osiadły w Krakowie, pragnąc zaprowadzić w Polsce wyrób majolik, uzyskawszy od króla Stefana w r. 1583 wyłączny przywilej na ten przemysł, sprowadził dwuch mistrzów biegłych w sztuce wyrabiania majolik z miasta Fawencyi [Faenza – przyp.], słynącego zdawna tym kunsztem, mianowicie: Michała Tenduzzego i Klemensa Awecuda. Dwa spory, jakie następują w latach 1584 i 1585 między tymi mistrzami a Destesim w przedmiocie dotrzymania zawartych kontraktów, dają wiadomość, o ile się powiodły te próby majolik włoskich w Krakowie. Roboty Tenduzzego nie udały się wcale. Zapozwany z tego powodu o wynagrodzenie szkód z niedotrzymania zobowiązań, jakkolwiek zasłaniał się niesposobnością polskiego materjału, bo chociaż na glinie nie zbywa, to piasek jest za gruby i mocny, sól mocniejsza aniżeli zamorska i ogień z drew tutejszych nie tak dobry jak z włoskiej trzciny, mimo to rajcy miejscy nie uznali tych tłómaczeń i zasądzili Tenduzzego na wynagrodzenie szkody Destesiemu. Lepiej wypadły roboty drugiego mistrza Awecuda, chociaż i ten, zamiast kontraktowych lat trzech, niewiele dłużej nad rok jeden wyrabiał majolikę w Krakowie. Gdy bowiem w procesie Destesi zarzucił Awecudowi, iż nie wyrabiał majoliki fawenckiej, jak się kontraktem zobowiązał, lecz tylko toczył kołem, jak czynią garncarze, bronił się Awecud, iż tylko do toczenia kołem naczyń był obowiązany, bo w Fawencyi kto inny toczy, kto inny maluje i pobiela, a kto inny wypala.”

Choć początki były trudne, to niezaprzeczalny rozwój polskiej majoliki przypada na lata osiemdziesiąte XIX wieku, kiedy to w fabrykach w Ćmielowie i Nieborowie rozpoczęto produkcję majoliki.

Zobacz również:  Historia krótkiej działalności artystycznej fabryki fajansów Niedźwiecki i S-ka na Dębnikach

Na podstawie:
Zygmunt Gloger, Encyklopedia staropolska ilustrowana, t. 3, Warszawa 1902;
Julian Kołaczkowski, Wiadomości tyczące się przemysłu i sztuki w dawnej Polsce, Kraków 1888;
Bożena Kostuch, Majolika z Ćmielowa i Nieborowa w kolekcji Muzeum Narodowego w Krakowie, Kraków 2013;
Majolika, [w:] Słownik terminologiczny sztuk pięknych, red. Krystyna Kubalska Sulwiewicz, Warszawa 2006, s. 245.

Międzynarodowy Dzień Pamięci o Ofiarach Holokaustu

1 listopada 2005 roku Zgromadzenie Ogólne Organizacji Narodów Zjednoczonych uchwaliło Międzynarodowy Dzień Pamięci o Ofiarach Holokaustu. Na datę jego obchodów wyznaczono 27 stycznia, czyli rocznicę wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau w 1945 roku. Tereny byłego niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego i zagłady Auschwitz-Birkenau w 1979 roku zostały wpisane, jako jedyny tego typu obiekt, na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. 

Termin „Holokaust” pochodzi od greckiego słowa holókauston, które oznacza ofiarę całopalenia. W wielu środowiskach zajmujących sie historią wymordowania europejskich Żydów w trakcie II wojny światowej na jego określenie używa się raczej słowa „Zagłada”, gdyż w terminie Holokaust tkwi sugestia dobrowolności ofiary złożonej przez naród żydowski, a przecież o niczym takim mówić nie można. Doszło do zbiorowego, zaplanowanego, doskonale zorganizowanego mordu na ludziach, którzy na żadną ofiarę z własnego życia się nie zdecydowali. W naszej prezentacji na temat obecności Holokaustu na portalu WMM pt. Skrawki obecności – skrawki pamięci mówimy więc o Zagładzie narodu żydowskiego i szukamy jej śladów w zgromadzonych zbiorach. Są to zaledwie tytułowe skrawki i ta znikomość jest również znacząca.

 
Wystawa zbiorowa w Pałacu Sztuki Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie, 1934. Czwarty z lewej – Henryk Hochman. Domena publiczna.  

Symbolem dzisiejszej rocznicy i tematem tegotygodniowej odsłony jest przepiękne, tkliwe Studium portretowe Henryka Hochmana (1879 lub 1881–1943), krakowskiego rzeźbiarza, który – jak wielu innych polskich artystów żydowskiego pochodzenia – zginął w trakcie Zagłady. Absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, uczeń Pawła Rosena, Konstantego Laszczki i Auguste’a Rodina, którego wpływy są widoczne w jego twórczości. Członek Towarzystwa Artystów Polskich „Sztuka” i Stowarzyszenia „Rzeźba”. Uczestnik znaczących wystaw w kraju i za granicą. Niewiele jego prac przetrwało. Nawet tablica znajdująca się na ścianie dawnego ratusza krakowskiego Kazimierza, przedstawiająca przyjęcie Żydów w Polsce przez króla Kazimierza Wielkiego, jest tylko wierną kopią tej, którą w 1907 roku wykonał Henryk Hochman. Krakowski rzeźbiarz został rozstrzelany w 1943 roku w lesie pod Baczkowem, jednym z miejsc likwidacji Żydów z pobliskiego getta bocheńskiego, w którym wcześniej przebywał.

A jeszcze przecież tylu innych. Maurycy Trębacz (1861–1941), Maks Haneman (1882–1941), Roman Kramsztyk (1885–1942), Regina Mundlak (1887–1942), Maksymilian Eljowicz (1890–1942), Abraham (Adolf) Behrman (1876–1943), Henoch Barczyński (1896–1941), Jerzy Fuchs (ok. 1920–1942), Szymon Szerman (1917–1943), Abraham Neumann (1873–1942), Gela Seksztajn (1907–1943)… 
Znaczące są daty śmierci wymienionych artystów: 1941, 1942, 1943. Ginęli w gettach i w obozach, do których sprowadzono ich z pracowni. Tu niekiedy wykorzystywano jeszcze ich talent do sporządzania planów, kopiowania obrazów. Często jednak woleli nie przyznawać się do swojego wcześniejszego zajęcia i udawali wykwalifikowaną siłę roboczą, łudząc się, że przydatność ocali ich od wywózki do obozu.
Dziś ich nazwiska większości z nas nic nie mówią. Kiedyś, przed wojną, reprezentowali Polskę na międzynarodowych wystawach w Berlinie, Monachium, Rzymie i Paryżu, na Biennale w Wenecji. Malarze, rzeźbiarze, graficy. Byli członkami warszawskiej „Zachęty”, krakowskiej „Sztuki”.

Taka rocznica jak dzisiejsza skłania nie tylko do upamiętniania śmierci ofiar Zagłady. Każe też pamiętać o ich życiu, o tym, co osiągnęli zanim stali się bezimiennymi numerami, o tym, co jeszcze mogli osiągnąć...

Opracowanie: Kinga Kołodziejska (Redakcja WMM), CC-BY 3.0

 

Dzień domeny publicznej w Krakowie

Już niebawem, 20 stycznia 2017 roku w Krakowie odbędą się obchody dnia Domeny Publicznej. Czym jest domena publiczna? Domenę publiczną możemy rozumieć jako dobro wspólne całego społeczeństwa. Tworzą ją zasoby dziedzictwa kulturowego, wspólny język, wspólna wiedza i wymiana informacji czy nawet środowisko naturalne i krajobraz. Początki tej koncepcji można odnaleźć w prawie rzymskim gdzie opisywano rzeczy, których nie można posiadać na własność, udostępnionych wszystkim obywatelom. Zasoby należące do domeny są materiałem, dzięki któremu tworzymy nową wiedzę i dzieła. Możemy je przetwarzać, remiksować i kompilować. Wolna wymiana treści przyspiesza rozwój kultury. Wirtualne Muzea Małopolski za dobrą praktykę uważają udostępnianie szerokiemu gronu odbiorców dziedzictwa regionalnego przede wszystkim w domenie publicznej.

Każdego roku do domeny publicznej przechodzi dorobek kolejnych twórców, z początkiem 2017 roku miedzy innymi prace Józefa Mehoffera. Kilka z nich można obejrzeć na portalu Wirtualne Muzea Małopolski. Są to: kaseta z tryptykiem Józefa Mehoffera, obraz „Autoportret” Józefa Mehoffera, obraz „Na letnim mieszkaniu”/„Portret żony” Józefa Mehoffera. Od pierwszego stycznia można te prace nie tylko oglądać, ale także dowolnie przetwarzać, remiksować, drukować. Na stronie WMM dostępne są także teksty kontekstowe: Fotografia Wyspiańskiego i Mehoffera, Ludowy trop w obrazie Mehoffera.

 

Organizatorzy obchodów przygotowali warsztaty, które odbędą się Galerii Sztuki Współczesnej Bunkier Sztuki oraz wykłady, które będą mieć miejsce w Pałacu Erazma Ciołka w Krakowie. W Muzeum Narodowym w Krakowie Alicja Sułkowska-Kądziołka, koordynatorka projektu Wirtualne Muzea Małopolski, opowie o prawnych aspektach digitalizacji w wystąpieniu „Kto ma prawa do gadożera?”. Małopolski Instytut Kultury jest współorganizatorem wydarzenia. Szczegóły dotyczące wykładów i warsztatów znajdziecie na stronie. Wydarzenie są bezpłatne, ale obowiązuje na nie rejestracja.

Trzej Królowie na początku drogi

Historia Trzech Króli ma bardzo bogatą tradycję piśmienniczą, opartą na różnych przekazach, legendach i apokryfach. Jakkolwiek jedyna wzmianka o Mędrcach ze Wschodu, jaka pojawia się w Nowym Testamencie, znajduje się w Ewangelii św. Mateusza (Mt 2, 1-12). Zawarte w niej lakoniczne informacje o Mędrcach jedynie rozbudziły ciekawość względem ich postaci, pochodzenia etc. Powstałe z czasem kolejne teksty apokryficzne uzupełniały historię Mędrców o kolejne szczegóły z ich życia, kształtując powoli tradycję przedstawiania ich postaci.

W najstarszych przekazach określani byli jako Magowie, w rozumieniu duchownych czy też czarowników, spadkobierców tradycji filozoficznych, mędrców. Z czasem zaś zaczęto ich utożsamiać z królami. Największą trudność sprawiała kwestia miejsca pochodzenia Magów, które kolejni teologowie poddawali różnym interpretacjom, wskazując najczęściej Persję. W tradycji utrwaliła się liczba trzech Magów, gdyż w chrześcijaństwie jest ona symboliczna, oznaczała przy tym również trzy części świata – Azję, Europę i Afrykę. Jednocześnie zachowały się przekazy o trzech darach, co utrwaliło tę ilość, choć początkowo sądzono, że było ich dwunastu. Dary nawiązywały do wschodniej tradycji obdarowywania nowo witanego władcy. Znacznie ciekawsza za to była ich symbolika, otóż Dzieciątko otrzymało złoto, jako właściwe królowi, kadzidło, które należne jest Bogu, oraz jako istota śmiertelna – mirrę, stanowiącą zapowiedź męczeńskiej śmierci. W istotny sposób połączono tu dwie natury Chrystusa – boską i ludzką. Imiona Mędrców po raz pierwszy pojawiły się w tekście z VI wieku. Po tłumaczeniu na łacinę brzmiały: Bithisare, Melchior, Gathasba, a w tradycji występują jako Baltazar, Melchior i Kasper. 
Na kształtowanie się kultu Trzech Mędrców najistotniejszy wpływ miały dwa elementy.  Po pierwsze, odnalezienie relikwii Magów w Mediolanie i przywiezienie ich do Kolonii w 1164 roku, po drugie – Historia Trium Regum Jana z Hildesheim z XIV wieku, która stanowi kompendium wiedzy o losach Magów oraz syntezę wszystkich legend i apokryfów, jak również najpoczytniejsze dzieło i źródło wiedzy o nich.

W ikonografii postacie Magów kształtowały się równie ciekawie. Motyw przedstawicieli wschodu niosących dary władcy, zaczerpnięty jest jeszcze ze starożytności, jak na przykład zachowane przedstawienia wschodnich władców składających dary cesarzowi w Rzymie.
W tradycji wczesnochrześcijańskiej początkowo wykształcił się typ tronującej Marii z Dzieciątkiem, do której przychodzą trzej wyglądający tak samo młodzieńcy, z czasem scenę uzupełniały kolejne motywy, jak chociażby gwiazda. Następne zmiany w ikonografii były wynikiem soborów w V wieku. Poszczególne elementy przedstawienia rozumiane były symbolicznie, jak postacie Mędrców uosabiające kontynenty czy też cały świat lub wspomniane wyżej dary wskazujące na dwie natury Jezusa. Kolejne przemiany (VI–VII wiek) dotyczyły zróżnicowania wieku Mędrców, zaczęto ukazywać ich jako starca, dojrzałego mężczyznę i młodzieńca, co miało symbolizować trzy etapy życia ludzkiego, jednocześnie Marii w scenie zaczął towarzyszyć Józef. IX i X wiek to etap powolnego utożsamiania Mędrców z Królami, podczas którego ich pierwotne nakrycie głowy (czapki frygijskie) zamieniono na korony, natomiast wiek X to czas przejścia z tradycji traktowania ich jako grupy Trzech Królów na postacie o odrębnych imionach – Baltazara, Melchiora i Kaspera.
Zasadnicza ikonografia sceny Pokłonu Trzech Króli ukształtowała się właściwie w XIV wieku. Matka Boska z Dzieciątkiem i św. Józefem przedstawiona była w grocie lub na tle ruin czy szopki, przed nią zaś klęczał jeden z królów adorujący Jezusa, a pozostali stali za nim. W XV wieku jednego z królów (najmłodszego) zaczęto ukazywać jako czarnoskórego – Maura albo Murzyna. Oczywiście scena mogła być również wzbogacona o osoby towarzyszące – na przykład fundatorów, czasem postacie Trzech Królów stanowiły kryptoportrety władców.

Na znajdującej się w zbiorach WMM płaskorzeźbie przedstawiającej Pokłon Trzech Króli z kolekcji Muzeum Archidiecezjalnego w Krakowie z XV w możemy zaobserwować większość powyższych wątków. Dodatkowa jest historia zilustrowana w górnym pasie sceny, a mianowicie opisane przez Jana z Hildesheim spotkanie orszaków Trzech Króli na górze Kalwarii w Jerozolimie. Królowie po spotkaniu z Herodem udali się do Betlejem. Po drodze trafili na pasterzy, którzy dali im świadectwo narodzin Dzieciątka (widoczni w prawym górnym rogu), następnie udali się do Niego, aby złożyć mu pokłon i dary.

A jakie małopolskie zwyczaje związane były ze świętem Trzech Króli?

W wigilię Epifanii święcono złoto, kadzidło, mirrę, jak również wodę i kredę. Miały one chronić od wszelkiego zła, szczególnie w podróży (Mędrcy byli patronami podróżników). W XIX wieku w Małopolsce stosowano zamienniki tych przedmiotów. Zamiast złota święcono dukaty, które później przekazywano dzieciom opuszczającym dom rodzinny, substytutami mogły być również złote pierścionki czy medaliki. Zastępstwem dla kadzidła mógł być bursztyn, natomiast dla mirry – żywica z drzewa. Znaną małopolską zabawą było również wybieranie w święto Trzech Króli „migdałowego króla”. Do świątecznego ciasta (fr. galette des rois) wkładano migdał, a ten kto go znalazł stawał się tytułowym władcą. Obecni goście uznawali w tym dniu jego rządy, mógł wybrać sobie damę, którą obdarowywał bukietem, a przede wszystkim miał prawo do pierwszego tańca rozpoczynającego tego dnia karnawał.

Tekst na podstawie: Jerzy Kaliszuk, Mędrcy ze Wschodu. Legenda i kult Trzech Króli w średniowiecznej Polsce, Warszawa 2005.

Opracowanie: Paulina Kluz (Redakcja WMM)

 

Wyświetlanie 1 - 5 z 85 rezultatów.
Pozycji na stronę 5
z 17